Przez wąwozy i wieże widokowe w Parku Krajobrazowym Chełmy
: 15-10-2011 13:10
Przez wąwozy i wieże widokowe w Parku Krajobrazowym Chełmy
Tym razem było tak jak lubię. Bez tłumów – a w zasadzie w ogóle bez ludzi, bo przez 7 godzin łażenia – nie spotkaliśmy na szlaku NIKOGO. Zero ludzi, tylko sarny i dziki – chociaż te ostatnie tylko słyszeliśmy w krzakach.
Zaczęliśmy w Myśliborzu, skąd poszliśmy na Rataj, pod małe organy.
Chwilę później doszliśmy na Bazaltową Górę – na pierwszą wieżę widokową, z której od lat widać już tylko... pnie i konary drzew. Pod Bazaltową zrobiliśmy krótki popas i poczłapaliśmy dalej w kierunku Radogostu.
Na górze weszliśmy na drugą wierzę, z której widać o wiele więcej. O ile przy Myśliborzu drzewa były jeszcze głównie zielone, to im dalej, tym więcej widać było jesieni.
Z Ragodostu poszliśmy do Grobli (niektórzy z Was znają bardzo dobrze pewną chatkę przy tej wiosce
). Chcieliśmy przejść ścieżkę Rezerwatu „Nad Groblą”, ale zgubiliśmy ją już za pierwszym znakiem. Może to i dobrze, bo poszliśmy na górę a później w dół, na krechę, przez fantastyczny las, który w lekkiej mgle i całkowitej ciszy wyglądał niesamowicie i tajemniczo.
Po jakimś czasie doszliśmy do zielonego szlaku i poszliśmy dalej w kierunku Siedmicy. Tuż przed wioską zrobiliśmy kolejną przerwę na kawę.
Sam Wąwóz Siedmicki jak zwykle zachwycił mnie swoją dzikością. Pamiętam dobrze moją pierwszą wizytę w tym miejscu. Szlak był dopiero co wytyczony, do samego wąwozu dochodziło się drogą przez łąkę. Dzisiaj ta droga przez łąkę wygląda tak:
Większość tych drzew jest młodsza ode mnie
Przez Młynówkę przechodziło się wtedy po mostkach. Dzisiaj nie ma już nawet śladu kładek. Kilka lat wcześniej można było jeszcze wypatrzyć ich resztki, tyle tylko że... rzeczka płynęła już innym korytem. I tak jest co roku – w miejscach gdzie nie ma skał strumyk meandruje i po każdej większej wodzie wybiera sobie nową drogę.
W rezerwacie nie robi się dosłownie nic. Szlak zdziczał i pomimo tego, że teren nie jest górzysty trzeba się nielicho nakombinować żeby przejść suchą stopą przez Młynówkę, ominąć powalone drzewa, przedrzeć przez mokre krzaki itp. – po przejściu tego wąwozu byliśmy już porządnie zmęczeni.
Właśnie dlatego zrezygnowaliśmy z planu przejścia przez wąwozy: Nowowiejski i Lipy i poszliśmy niebieskim szlakiem, by od drugiej strony wejść do Wąwozu Myśliborskiego.
Ta rzadziej odwiedzana część wąwozu też wygląda ciekawie. Podobnie jak w siedmikcim tu również nie widać prac leśnych i też trzeba się napocić przy omijaniu wiatrołomów i przeskakiwaniu rzeczki.
Dopiero bliżej parkingu (końca wąwozu) szlak „ucywilizował się”. Po 7 godzinach spotkaliśmy też pierwszych tego dnia spacerowiczów.
W sumie pogoda była dobra, padało wcześniej – w nocy i nad ranem – dlatego wszędzie było chmurno, mokro i błotniście.
Może te góry nie są tak wysokie i imponujące jak np. Karkonosze, ale ich spokój, dzikość i pustka na szlakach rekompensują to z nawiązką. W następnym tygodniu postaram się przejść przez Wąwóz Nowowiejski i Wąwóz Lipy – i poszukać trzeciej wieży widokowej – koło Muchowa – której wcześniej nie udało mi się znaleźć.
Więcej zdjęć można obejrzeć TUTAJ
Tym razem było tak jak lubię. Bez tłumów – a w zasadzie w ogóle bez ludzi, bo przez 7 godzin łażenia – nie spotkaliśmy na szlaku NIKOGO. Zero ludzi, tylko sarny i dziki – chociaż te ostatnie tylko słyszeliśmy w krzakach.
Zaczęliśmy w Myśliborzu, skąd poszliśmy na Rataj, pod małe organy.
Chwilę później doszliśmy na Bazaltową Górę – na pierwszą wieżę widokową, z której od lat widać już tylko... pnie i konary drzew. Pod Bazaltową zrobiliśmy krótki popas i poczłapaliśmy dalej w kierunku Radogostu.
Na górze weszliśmy na drugą wierzę, z której widać o wiele więcej. O ile przy Myśliborzu drzewa były jeszcze głównie zielone, to im dalej, tym więcej widać było jesieni.
Z Ragodostu poszliśmy do Grobli (niektórzy z Was znają bardzo dobrze pewną chatkę przy tej wiosce
Po jakimś czasie doszliśmy do zielonego szlaku i poszliśmy dalej w kierunku Siedmicy. Tuż przed wioską zrobiliśmy kolejną przerwę na kawę.
Sam Wąwóz Siedmicki jak zwykle zachwycił mnie swoją dzikością. Pamiętam dobrze moją pierwszą wizytę w tym miejscu. Szlak był dopiero co wytyczony, do samego wąwozu dochodziło się drogą przez łąkę. Dzisiaj ta droga przez łąkę wygląda tak:
Większość tych drzew jest młodsza ode mnie
W rezerwacie nie robi się dosłownie nic. Szlak zdziczał i pomimo tego, że teren nie jest górzysty trzeba się nielicho nakombinować żeby przejść suchą stopą przez Młynówkę, ominąć powalone drzewa, przedrzeć przez mokre krzaki itp. – po przejściu tego wąwozu byliśmy już porządnie zmęczeni.
Właśnie dlatego zrezygnowaliśmy z planu przejścia przez wąwozy: Nowowiejski i Lipy i poszliśmy niebieskim szlakiem, by od drugiej strony wejść do Wąwozu Myśliborskiego.
Ta rzadziej odwiedzana część wąwozu też wygląda ciekawie. Podobnie jak w siedmikcim tu również nie widać prac leśnych i też trzeba się napocić przy omijaniu wiatrołomów i przeskakiwaniu rzeczki.
Dopiero bliżej parkingu (końca wąwozu) szlak „ucywilizował się”. Po 7 godzinach spotkaliśmy też pierwszych tego dnia spacerowiczów.
W sumie pogoda była dobra, padało wcześniej – w nocy i nad ranem – dlatego wszędzie było chmurno, mokro i błotniście.
Może te góry nie są tak wysokie i imponujące jak np. Karkonosze, ale ich spokój, dzikość i pustka na szlakach rekompensują to z nawiązką. W następnym tygodniu postaram się przejść przez Wąwóz Nowowiejski i Wąwóz Lipy – i poszukać trzeciej wieży widokowej – koło Muchowa – której wcześniej nie udało mi się znaleźć.
Więcej zdjęć można obejrzeć TUTAJ