Sudecki chrzest górski - jak to było?
: 04-11-2011 14:19
Lektura postów w wątku http://forum.sudety.it/viewtopic.php?t=2978 zachęciła mnie, by założyć wątek, w którym każdy, kto ma ochotę, może opisać swą pierwszą poważną wyprawę sudecką
Pierwszą górą, którą zdobyłem, była Wieżyca (miałem wtedy 9 lat) - w drodze na Ślężę z Sobótki, ale za swój "chrzest bojowy" uważam wyprawę w sierpniu 1998 r. To było tydzień przed tym, jak poszedłem do 8. klasy podstawówki. Pojechaliśmy z kolegą na Pogórze Izerskie i w Karkonosze.
Pierwszy raz zrobiłem wtedy trasę: Szklarska Poręba-Karpacz grzbietem Karkonoszy. Najlepiej chyba pamiętam zejście przez Biały Jar, ponieważ miałem wtedy bardzo modne buty - "Vansy", ale one (ze swoją płaską podeszwą) kiepsko nadawały się do stąpania po kamieniach tego zakątka Karkonoszy
Bolało, ale przestało
Pamiętam, że zbliżając się do Spalonej Strażnicy widziałem sylwetkę polskiego pogranicznika i miałem stracha, bo nie miałem przy sobie paszportu a myślałem, że idąc wzdłuż granicy trzeba go mieć bo czasem słupki wskazują, że jest się w Czechach.
Jeszcze jedna godna wzmianki uwaga - po tej wyprawie pierwszy raz w życiu wróciłem do domu o 1 w nocy nie będąc pod opieka dorosłej osoby
Pierwszą górą, którą zdobyłem, była Wieżyca (miałem wtedy 9 lat) - w drodze na Ślężę z Sobótki, ale za swój "chrzest bojowy" uważam wyprawę w sierpniu 1998 r. To było tydzień przed tym, jak poszedłem do 8. klasy podstawówki. Pojechaliśmy z kolegą na Pogórze Izerskie i w Karkonosze.
Pierwszy raz zrobiłem wtedy trasę: Szklarska Poręba-Karpacz grzbietem Karkonoszy. Najlepiej chyba pamiętam zejście przez Biały Jar, ponieważ miałem wtedy bardzo modne buty - "Vansy", ale one (ze swoją płaską podeszwą) kiepsko nadawały się do stąpania po kamieniach tego zakątka Karkonoszy
Pamiętam, że zbliżając się do Spalonej Strażnicy widziałem sylwetkę polskiego pogranicznika i miałem stracha, bo nie miałem przy sobie paszportu a myślałem, że idąc wzdłuż granicy trzeba go mieć bo czasem słupki wskazują, że jest się w Czechach.
Jeszcze jedna godna wzmianki uwaga - po tej wyprawie pierwszy raz w życiu wróciłem do domu o 1 w nocy nie będąc pod opieka dorosłej osoby
