Wybór padł na Mieroszów i okolice, bo góry, bo pusto na szlakach, bo cenię sobie noclegi na świeżym powietrzu
Znalazł się jeszcze towarzysz Bartosz, który podzielał moje zapatrywania, więc nie pozostało nic innego, jak tylko ruszyć moje stare kości
Wystartowaliśmy z Andrzejówki celem przejścia małej górskiej pętelki.
Na miejscu było dosyć tłoczno - wiadomo majówka.
Posileni gulaszową i czeskim piwkiem, ruszyliśmy z górki w stronę Sokołowska.
Przy szlaku zacna wiatka.
W sokołowsku nie marudziliśmy długo, ale wychodząc z miejscowości trafiliśmy na lokal "Leśne Źródło", wiadomo było gorąco więc płyny trzeba uwzględniać
Czarnym szlakiem doszliśmy do Przełęczy Sokołowskiej, a dalej zielonym szlakiem na zachód.
Zejście ze Średniaka to było to
Dalej szlak graniczny prowadzi przez łąki do wsi Nowe Sioło.
Warto napomknąć, że tworzona jest tam transgraniczna ścieżka rowerowa, a przy niej na granicy znajduje się miejsce wypoczynku oraz wiata.
W drodze do Golińska dogoniła nas burza, która wcześniej szalała gdzieś nad Broumovskimi Stenami. Na szczęście w porę udaje nam się znaleźć schronienie w wiacie przystankowej w Golińsku.
Z Golińska piechurzy podążyli dalej szlakiem granicznym, w stronę Mieroszowskich Ścian.
Widać było, że szlak jest mało uczęszczany. W wielu miejscach teren był podmokły, a chaszczowanie też nas nie ominęło.
Wejście od strony Golińska było strome i po błocie, ale co to dla nas.
Mieroszowskie Ściany są częścią Gór Stołowych, dlatego szło nam się jak po patelni.
Pomimo tego, że w całości pokryte są lasem, w kilku miejscach otwierały się widoki na Góry Kamienne.
Zejścia z Mieroszowskich Ścian prawie nie zauważyliśmy, takie było łagodne.
Chwilę popasaliśmy, a że w pobliżu znajdował się zapuszczony ośrodek wczasowy postanowiłem rozejrzeć się za wodą na wieczorną herbatkę. Zachodzę na na plac, a tam facet pali ognisko, więc pytam: "Piwo?", odpowiada "Jo, Jo" i pokazuje ręką na stoliki. Lecę po kumpla, pukamy w okienko i mamy. Tego się nie spodziewaliśmy
Po wypitym piwku trzeba było rozejrzeć się za jakimś miejscem na nocleg. Namiotu postanowiliśmy nie zabierać, żeby nie być za wygodnym, dlatego musieliśmy podreptać jeszcze kilka kilometrów do wiaty przy Czartowskich Skałach.
Wieczorem ognisko, kiełbaska i noce Polaków rozmowy.
Spokój zostaje zmącony tylko na chwilę kiedy przyjeżdżają dwa auta, w tym radiowóz, ale dają tylko długimi po oczach i odjeżdżają.
Rano budzi nas pewien Pan pytaniem: "Jakieś surowce wtórne?", dzielimy się z nim czym mamy. Po chwili przyjeżdża brygada śmieciarką - nie ma co dbają tam o czystość.
My pokręciliśmy się trochę po skałkach, które przybierają naprawdę ciekawe kształty.
Po śniadaniu zeszliśmy do Łącznej, wody nam brakowało, ale podratował nas miły Pan częstując mineralną.
Dalej niebieskim szlakiem chcieliśmy przejść do Chełmska Śląskiego.
Przy okazji zdobyliśmy Róg, najwyższy w tej części Gór Stołowych szczyt.
Dzięki przecince mieliśmy z niego piękne widoki na Kotlinę Krzeszowską, a nawet ośnieżone Karkonosze.
W drodze do Chełmska trafiliśmy jeszcze na położoną w lesie kaplicę św.Anny.
To co odróżniało ją od innych sudeckich kapliczek, które miałem okazję widzieć, to to że była w całkiem niezłym stanie. Jak dumnie głosiła informacja w kaplicy, została ona odrestaurowana tylko i wyłącznie dzięki pracy i pomocy okolicznych mieszkańców. Tylko chwalić takie inicjatywy.
Następnie wśród malowniczych pól i łąk zeszliśmy do Chełmska Śląskiego.
Chełmsko Śląskie to jedno z tych miasteczek, które pomimo, że zaniedbane, coś w sobie ma, wydaje się, że czas płynie tam wolniej.
Na obiad wybraliśmy się do polecanego przez miejscowych lokalu o nazwie "Azyl" położonego przy stadionie. Jedzenie dobre, a i cena zaskoczyła - 13zł za zestaw ze schabowym. Nie pamiętam gdzie zjadłem tyle, za tak niewiele
Po obiedzie postanowiliśmy zobaczyć jeszcze słynnych Dwunastu Apostołów, a następnie złapać stopa do Mieroszowa.
Na okazję nie musieliśmy długo czekać. Kierowca okazał się rozmowny, opowiedzieliśmy skąd dokąd się udajemy. Pochwalił też miejsce po Czartowską Skałą, jako dobre na grilla. Kiedy powiedzieliśmy, że wczoraj tam nocowaliśmy, nagle się ożywił. Jak się okazało jest policjantem i to on wczoraj złożył nam nocną wizytę. Świat jest mały
Wysiedliśmy w Mieroszowie skąd czekało nas podejście na Lesistą Wielką.
Mieliśmy takie widoczki.
Na szczycie wynagrodziliśmy sobie trudy wędrówki, gasząc pragnienie zimnym piwkiem
Stromym zejściem udaliśmy się do Unisławia Śląskiego.
Dalej czekało nas "tylko" podejście na Stożek Wielki. Daliśmy radę i to nawet w dobrym czasie.
Wieczór podobny do poprzedniego.
Przed pójściem spać rzuciłem jeszcze okiem z wieży widokowej.
O świcie widoczki też były niczego sobie.
Po śniadaniu zeszliśmy do Sokołowska, mijając kolejną wiatę.
Dalej czekał nas szlagier Gór Suchych, przejście niebieskim szlakiem trasy Sokołowsko - Włostowa - Kostrzyna - Suchawa.
Widoki z Kostrzyny.
Zejście też niczego sobie.
Po drodze mieliśmy okazję podziwiać nasz kolejny cel - Ruprechticky Spicak.
Po wdrapaniu na Spicak.
Na koniec mały popas naszczycie.
W dwóch słowach: BYŁO FAJNO
Trochę więcej zdjęć: https://picasaweb.google.com/franek1982 ... directlink