Wędrówka Starym Traktem Kamiennogórskim
: 19-07-2012 13:12
Trochę historii cz. 1
Stary Trakt Kamiennogórski to nazwa historycznej drogi łączącej Kotlinę Jeleniogórską z Kamienną Górą przez Rudawy Janowickie. Zbudowano go w 1778 r. jako bity gościniec pocztowy. Przez blisko 80 lat kursowały po nim dyliżanse i omnibusy wożące pocztę i pasażerów z Wrocławia do Jeleniej Góry i Cieplic Śląskich Zdroju. W latach 1855-1857 zbudowano tzw. Drogę Głodu z Kowar na Przełęcz Kowarską i tym samym skończyło się komunikacyjne znaczenie Starego Traktu Kamiennogórskiego.
Podróże „Guliwera”
Wtorek, 17 lipca, godz. 7.20. Z wrocławskiego dworca PKS rusza w kurs do Wałbrzycha autobus firmy „Guliwer”, a wśród 9 pasażerów zasiadam (niemal całkiem z tyłu) ja. Jest szaro i pada deszcz. Wyciągam z plecaka biografię Ericha Hartmanna, największego asa Luftwaffe II wojny światowej i pogrążam się w lekturze, zerkając od czasu do czasu za okno. „Guliwer” z 7.20 to bez wątpienia mój ulubiony kurs (ile to już razy nim jeździłem?). Potrafię już chyba wymienić z pamięci wszystkie miejscowości mijane po drodze
Z Wałbrzycha zaś można się dostać do wielu miejscowości w Sudetach Środkowych oraz niektórych w Zachodnich
Ok. godziny 9 jestem w Wałbrzychu. Przechodzę na drogą stronę ulicy Sikorskiego i czekam cierpliwie w lekkiej mżawce na busa do Kamiennej Góry. W mieście nad Bobrem i Zadrną jestem po 10 i po krótkiej wizycie na poczcie ruszam niebieskim szlakiem w stronę Rudaw Janowickich. Mijam stację kolejową i dworzec PKS, po czym skręcam w ulicę Jedwabną. Oglądam się za siebie i patrzę na Górę Kościelną z przyklejonym do zbocza osiedlem domków.
Następnie podziwiam w asfalcie oryginalną, wykonaną z kapsli (zapewne przez lokalną młodzież) pamiątkę po niedawnym Euro 2012.
Kolejnym obiektem mojego zainteresowania był pasący się na prawo od ulicy koń, z którym bezskutecznie usiłuję się zaprzyjaźnić
Wkrótce asfalt kończy się i zaczynam wędrówkę Starym Traktem Kamiennogórskim.
Niestety nie spojrzałem wtedy na mapę, w związku z czym nie poszedłem sprawdzić jak wygląda znajdująca się niepodal w górze Widok (której zboczem wiedzie trakt) sztolnia z czasów II wojny światowej.
Lekko podchodzę pod górę. Trakt jest niestety zarośnięty, co przy obecnym stanie pogody budzi obawy o dotarcie do celu w suchych butach.
Na szczęście trawiasty odcinek kończy się dość szybko.
Dzięki temu, że biegnie przez łąki, mam całkiem ładne widoczki – tyle, że trochę popsute przez pogodę.
Po dojściu na kulminację grzbietu STK zaczyna łagodnie opadać w dolinę potoku Bystrek (zwanego inaczej Raszówką). Tuż przed asfaltową drogą wiodącą doliną potoku mam okazję przedzierzgnąć się na chwilę ze strzelca górskiego w strzelca bagiennego.
Przechodzę przez most na potoku i rozpoczynam podejście na drugą stronę doliny. Z tyłu widać Kamienną Górę i Góry Wałbrzyskie.
Z prawej strony widać Raszów
Przede mną Skalnik
A po lewej już Pisarzowice, za którymi widać grzbiet Karkonoszy
Znów nie popatrzyłem na mapę, w związku z czym nie obejrzałem położonego gdzieś nieopodal traktu po lewej krzyża pokutnego...
Mijam Zakład Wydobycia i Mielenia Dolomitu (starając się uniknąć rozjechania przez pracującą tam akurat koparkę) i skręcam za chwilę w prawo, by iść kawałek wzdłuż nieczynnej linii kolejowej Kowary-Kamienna Góra.
Mijam bardzo ładny wiadukt kolejowy nad Czarnowskim Potokiem,
przechodzę przezeń przez kładkę i docieram do drogi w Pisarzowicach. Przy drugim wiadukcie kolejowym zaczyna się szlak czarny, którym teraz (początkowo wraz z niebieskim) będę szedł.
Trochę historii – cz. 2
Pisarzowice kojarzyłem głównie z pewnej pamiętnikarskiej relacji, którą czytałem kilka lat temu w książce Mariusza Olczaka „Kampania 1813”. Otóż w czerwcu 1813 r. miejscowość tą odwiedził rosyjski porucznik I.T. Rabożycki, który w czasie zawieszenia broni zajmował się kalibrowaniem karabinów w rosyjskich pułkach. Oto fragment jego relacji: Przejechawszy miasteczko Kamienną Górę, nocowałem w Pisarzowicach. Tutaj, we dworze, spotkałem przy sytej kolacji dziedzica z rodziną i przy nich młodego majora. Spostrzegłszy, że mój przyjazd był nie w czas, udałem się niezwłocznie do wiejskiego starosty, który udostępnił mi kwaterę u młynarza, na samej granicy Czech. Tutaj zrobili ziemne okopy, rzecz jasna dla zabezpieczenia od napadów Francuzów.
Z Kamiennej Góry do Pisarzowic Rabożycki podróżował niewątpliwie Starym Traktem Kamiennogórskim
We wsi znajduje się ładny kościół
który obszedłem dookoła, szukając przy okazji jakichś niemieckich grobów. Uchował się tylko jeden krzyż, bez żadnych personaliów, za to z ciekawym napisem
„Mój czas w niepokoju, moja nadzieja w Bogu”
Kawałek dalej znajduje się cmentarz, na którym znajduje się prawdopodobnie pomnik upamiętniający poległych w I wojnie światowej mieszkańców miejscowości.
Spotkanie z bocianem
Po Starym Trakcie Kamiennogórskim przebiega także odcinek Sudeckiej Drogi św. Jakuba.
Do Santiago de Compostela już niecałe 3300 km
W sumie nie bardzo orientuję się, jak STK przebiegał w okolicy „Czartaka”. Podchodzę doń niebieskim szlakiem. Mimo tabliczki „teren prywatny” siadam na ławce obok mapy i robię przerwę na jedzenie. Wkrótce mam towarzystwo
Po śniadaniu podziwiam widoczki i znów próbuję się zaprzyjaźnić z końmi, tym razem z sukcesem
Ponieważ kontakty towarzyskie wymagają czasu, mija godzina, nim ruszam w dalszą drogę
Miało to o tyle pozytywny skutek, że w międzyczasie przeczekałem pod drzewem dwie fale dość intensywnych opadów deszczu.
Od „Czartaka” przebieg STK jest jasny. Nie idę już sam, bo towarzyszy mi pies, który przyszedł do mnie, gdy siedziałem przy „Czartaku”.
Coś ostatnio mam szczęście do czworonogów, bo 10 dni wcześniej inny towarzyszył mi na trasie Marciszów-Wałbrzych
Dochodzę na Przełęcz pod Bobrzakiem. Był to najwyżej położony punkt na trasie Starego Traktu Kamiennogórskiego (808 m n.p.m.).
Trochę historii – cz. 3
Wśród osób, które w dawnych czasach podróżowały STK, znajdowali się również nasi rodacy. 7 lipca 1816 r. przejeżdżała nim w drodze na kurację do Cieplic księżna Izabela Czartoryska. W swoim dzienniku zanotowała: Jedliśmy obiad w Kamiennej Górze [...]. Tego samego wieczora przybyliśmy do Cieplic; było już późno, musieliśmy bowiem na naszej drodze pokonać górę; chwilami szliśmy pieszo, aby lepiej podziwiać malownicze pejzaże, wyłaniające się jedne po drugich, i masywy skał, które budziły podziw całej naszej karawany. Góra nazywała się Kowary od sąsiedniego miasteczka, znanego z wyrobu płócien, serwetek i różnego rodzaju bielizny stołowej.(Izabela Czartoryska, Dyliżansem przez Śląsk. Dziennik podróży do Cieplic w roku 1816, Wrocław 1968, s. 53-54).
Na Dach Rudaw Janowickich
Plan wyprawy zakładał wejście na Skalnik, więc na przełęczy odbiłem w prawo i za szlakami żółtym i czerwonym poszedłem na szczyt. W pobliżu krzyżówki szlaków ujrzałem pierwszych tego dnia turystów, zaś na punkcie widokowym na Małej Ostrej spotkałem kolejnych. Większe zainteresowanie niż ja wywołał u nich pies
Ciągle wiszące chmury ograniczały nieco widoczność i choć wiatr je systematycznie przewiewał, do końca jednak nie zobaczyłem samego szczytu Śnieżki...
Na Przełęcz pod Bobrzakiem wróciłem tą samą drogą, którą przyszedłem. Z przełęczy Stary Trakt Kamiennogórski zaczął opadać ku Kowarom. Początkowo prowadzi południowo-zachodnim zboczem Skalnika, a następnie sprowadza w dolinę potoku Bystra. Od pewnego momentu zaczyna się asfalt. Generalnie mogę polecić ten odcinek miłośnikom rowerowych eskapad (jako podjazd
).
Kłopoty z powrotem
W miejscu, gdzie do STK dochodzi Bukowa Droga zrobiłem sobie postój. Wyciągnąłem mapę i policzyłem, ile mi jeszcze zostało do przystanku PKS w Kowarach. Wyszło mi ok. 2,5 km. Była godzina 15.15, a że wiedziałem, iż o 16 mam autobus do Jeleniej Góry, sądziłem, że bez problemu zdążę. Okazało się jednak, że trochę źle oceniłem odległość – do przystanku były bowiem 4 kilometry. Mimo tej nieświadomości szedłem szybko. Pies nieustannie podążał za mną. Co jakiś czas się oglądałem, czy dalej za mną biegnie. W pewnym momencie minąłem jakąś podchodzącą panią. Po chwili obejrzałem się za siebie. Psa już nie zobaczyłem. Może i dobrze, bo co by było, gdyby chciał jechać ze mną do Wrocławia?
W Kowarach stwierdziłem, że coś strasznie długo idę te 2,5 km. Mijając kościół widziałem turystów z dużymi plecakami oglądających stare nagrobki, ale nie było czasu, by do nich cokolwiek zagadnąć. Na przystanku przy dworcu kolejowym zjawiłem się jakieś 7 minut przed godziną 16. Po chwili zobaczyłem, jak zza zakrętu wyjeżdża zgorzelecki PKS, którym miałem jechać. Wstałem z ławki i podszedłem do krawężnika. Autobus zatrzymał się kawałek dalej, nie otworzył drzwi i... odjechał. Cudownie! To po co tak pędziłem?!
Trochę zrezygnowany siadłem na ławce (upadł właśnie plan wcześniejszego powrotu do domu). Nie minęło jednak dużo czasu, gdy po drugiej stronie ulicy zatrzymał się inny autobus. Podbiegam i patrzę na tabliczkę. „Kamienna Góra-Jelenia Góra”. Super! Chcę kupować bilet, a tu kierowca mi mówi, że autobusy do Jeleniej to po drugiej stronie ulicy! To skąd ta tabliczka?! Wracam na przystanek i po raz drugi siadam na ławce. Jest chyba 16.25, gdy do przystanku po drugiej stronie ulicy podjeżdża bus. Znów sprint przez ulicę. Tym razem nie ma wątpliwości – to kurs do Jeleniej. Odżywa szansa na to, że zdążę na busa do Wrocławia o 17. Istotnie się to udaje. Jeszcze „trzy słowa” o powrocie. Na „krajowej trójce” nadal był objazd z powodu zerwanego mostu w Maciejowej, w związku z czym jeździ się przez Łomnicę i Wojanów (lada dzień saperzy z Dęblina mieli robić prowizoryczną przeprawę). Czas jazdy busa firmy „Krycha”, którym jechałem, nie uległ jednak zmianie (Jelenia-Wrocław w 2 godziny) i być może to sprawiło, że kierowca jechał, jakby brał udział w Grand Prix Formuły 1. Czułem się chwilami jak w kolejce górskiej, tak nami rzucało
Tuż przed Bielanami na autostradzie chłopcy-drogowcy postanowili zrobić jakiś remont, czego efektem był gigantyczny korek (myślałem, że to efekt wypadku drogowego). Czas się dłużył, więc znów sięgnąłem po biografię Hartmanna. Ok. 19.15 wysiadłem z busam na dworcu PKS, kończąc po niemal 12 godzinach swą wyprawę.
PS Specjalne podziękowania dla Red-Angela za prognozę pogody w poniedziałek wieczorem
Stary Trakt Kamiennogórski to nazwa historycznej drogi łączącej Kotlinę Jeleniogórską z Kamienną Górą przez Rudawy Janowickie. Zbudowano go w 1778 r. jako bity gościniec pocztowy. Przez blisko 80 lat kursowały po nim dyliżanse i omnibusy wożące pocztę i pasażerów z Wrocławia do Jeleniej Góry i Cieplic Śląskich Zdroju. W latach 1855-1857 zbudowano tzw. Drogę Głodu z Kowar na Przełęcz Kowarską i tym samym skończyło się komunikacyjne znaczenie Starego Traktu Kamiennogórskiego.
Podróże „Guliwera”
Wtorek, 17 lipca, godz. 7.20. Z wrocławskiego dworca PKS rusza w kurs do Wałbrzycha autobus firmy „Guliwer”, a wśród 9 pasażerów zasiadam (niemal całkiem z tyłu) ja. Jest szaro i pada deszcz. Wyciągam z plecaka biografię Ericha Hartmanna, największego asa Luftwaffe II wojny światowej i pogrążam się w lekturze, zerkając od czasu do czasu za okno. „Guliwer” z 7.20 to bez wątpienia mój ulubiony kurs (ile to już razy nim jeździłem?). Potrafię już chyba wymienić z pamięci wszystkie miejscowości mijane po drodze
Ok. godziny 9 jestem w Wałbrzychu. Przechodzę na drogą stronę ulicy Sikorskiego i czekam cierpliwie w lekkiej mżawce na busa do Kamiennej Góry. W mieście nad Bobrem i Zadrną jestem po 10 i po krótkiej wizycie na poczcie ruszam niebieskim szlakiem w stronę Rudaw Janowickich. Mijam stację kolejową i dworzec PKS, po czym skręcam w ulicę Jedwabną. Oglądam się za siebie i patrzę na Górę Kościelną z przyklejonym do zbocza osiedlem domków.
Następnie podziwiam w asfalcie oryginalną, wykonaną z kapsli (zapewne przez lokalną młodzież) pamiątkę po niedawnym Euro 2012.
Kolejnym obiektem mojego zainteresowania był pasący się na prawo od ulicy koń, z którym bezskutecznie usiłuję się zaprzyjaźnić
Wkrótce asfalt kończy się i zaczynam wędrówkę Starym Traktem Kamiennogórskim.
Niestety nie spojrzałem wtedy na mapę, w związku z czym nie poszedłem sprawdzić jak wygląda znajdująca się niepodal w górze Widok (której zboczem wiedzie trakt) sztolnia z czasów II wojny światowej.
Lekko podchodzę pod górę. Trakt jest niestety zarośnięty, co przy obecnym stanie pogody budzi obawy o dotarcie do celu w suchych butach.
Na szczęście trawiasty odcinek kończy się dość szybko.
Dzięki temu, że biegnie przez łąki, mam całkiem ładne widoczki – tyle, że trochę popsute przez pogodę.
Po dojściu na kulminację grzbietu STK zaczyna łagodnie opadać w dolinę potoku Bystrek (zwanego inaczej Raszówką). Tuż przed asfaltową drogą wiodącą doliną potoku mam okazję przedzierzgnąć się na chwilę ze strzelca górskiego w strzelca bagiennego.
Przechodzę przez most na potoku i rozpoczynam podejście na drugą stronę doliny. Z tyłu widać Kamienną Górę i Góry Wałbrzyskie.
Z prawej strony widać Raszów
Przede mną Skalnik
A po lewej już Pisarzowice, za którymi widać grzbiet Karkonoszy
Znów nie popatrzyłem na mapę, w związku z czym nie obejrzałem położonego gdzieś nieopodal traktu po lewej krzyża pokutnego...
Mijam Zakład Wydobycia i Mielenia Dolomitu (starając się uniknąć rozjechania przez pracującą tam akurat koparkę) i skręcam za chwilę w prawo, by iść kawałek wzdłuż nieczynnej linii kolejowej Kowary-Kamienna Góra.
Mijam bardzo ładny wiadukt kolejowy nad Czarnowskim Potokiem,
przechodzę przezeń przez kładkę i docieram do drogi w Pisarzowicach. Przy drugim wiadukcie kolejowym zaczyna się szlak czarny, którym teraz (początkowo wraz z niebieskim) będę szedł.
Trochę historii – cz. 2
Pisarzowice kojarzyłem głównie z pewnej pamiętnikarskiej relacji, którą czytałem kilka lat temu w książce Mariusza Olczaka „Kampania 1813”. Otóż w czerwcu 1813 r. miejscowość tą odwiedził rosyjski porucznik I.T. Rabożycki, który w czasie zawieszenia broni zajmował się kalibrowaniem karabinów w rosyjskich pułkach. Oto fragment jego relacji: Przejechawszy miasteczko Kamienną Górę, nocowałem w Pisarzowicach. Tutaj, we dworze, spotkałem przy sytej kolacji dziedzica z rodziną i przy nich młodego majora. Spostrzegłszy, że mój przyjazd był nie w czas, udałem się niezwłocznie do wiejskiego starosty, który udostępnił mi kwaterę u młynarza, na samej granicy Czech. Tutaj zrobili ziemne okopy, rzecz jasna dla zabezpieczenia od napadów Francuzów.
Z Kamiennej Góry do Pisarzowic Rabożycki podróżował niewątpliwie Starym Traktem Kamiennogórskim
We wsi znajduje się ładny kościół
który obszedłem dookoła, szukając przy okazji jakichś niemieckich grobów. Uchował się tylko jeden krzyż, bez żadnych personaliów, za to z ciekawym napisem
„Mój czas w niepokoju, moja nadzieja w Bogu”
Kawałek dalej znajduje się cmentarz, na którym znajduje się prawdopodobnie pomnik upamiętniający poległych w I wojnie światowej mieszkańców miejscowości.
Spotkanie z bocianem
Po Starym Trakcie Kamiennogórskim przebiega także odcinek Sudeckiej Drogi św. Jakuba.
Do Santiago de Compostela już niecałe 3300 km
W sumie nie bardzo orientuję się, jak STK przebiegał w okolicy „Czartaka”. Podchodzę doń niebieskim szlakiem. Mimo tabliczki „teren prywatny” siadam na ławce obok mapy i robię przerwę na jedzenie. Wkrótce mam towarzystwo
Po śniadaniu podziwiam widoczki i znów próbuję się zaprzyjaźnić z końmi, tym razem z sukcesem
Ponieważ kontakty towarzyskie wymagają czasu, mija godzina, nim ruszam w dalszą drogę
Od „Czartaka” przebieg STK jest jasny. Nie idę już sam, bo towarzyszy mi pies, który przyszedł do mnie, gdy siedziałem przy „Czartaku”.
Coś ostatnio mam szczęście do czworonogów, bo 10 dni wcześniej inny towarzyszył mi na trasie Marciszów-Wałbrzych
Dochodzę na Przełęcz pod Bobrzakiem. Był to najwyżej położony punkt na trasie Starego Traktu Kamiennogórskiego (808 m n.p.m.).
Trochę historii – cz. 3
Wśród osób, które w dawnych czasach podróżowały STK, znajdowali się również nasi rodacy. 7 lipca 1816 r. przejeżdżała nim w drodze na kurację do Cieplic księżna Izabela Czartoryska. W swoim dzienniku zanotowała: Jedliśmy obiad w Kamiennej Górze [...]. Tego samego wieczora przybyliśmy do Cieplic; było już późno, musieliśmy bowiem na naszej drodze pokonać górę; chwilami szliśmy pieszo, aby lepiej podziwiać malownicze pejzaże, wyłaniające się jedne po drugich, i masywy skał, które budziły podziw całej naszej karawany. Góra nazywała się Kowary od sąsiedniego miasteczka, znanego z wyrobu płócien, serwetek i różnego rodzaju bielizny stołowej.(Izabela Czartoryska, Dyliżansem przez Śląsk. Dziennik podróży do Cieplic w roku 1816, Wrocław 1968, s. 53-54).
Na Dach Rudaw Janowickich
Plan wyprawy zakładał wejście na Skalnik, więc na przełęczy odbiłem w prawo i za szlakami żółtym i czerwonym poszedłem na szczyt. W pobliżu krzyżówki szlaków ujrzałem pierwszych tego dnia turystów, zaś na punkcie widokowym na Małej Ostrej spotkałem kolejnych. Większe zainteresowanie niż ja wywołał u nich pies
Ciągle wiszące chmury ograniczały nieco widoczność i choć wiatr je systematycznie przewiewał, do końca jednak nie zobaczyłem samego szczytu Śnieżki...
Na Przełęcz pod Bobrzakiem wróciłem tą samą drogą, którą przyszedłem. Z przełęczy Stary Trakt Kamiennogórski zaczął opadać ku Kowarom. Początkowo prowadzi południowo-zachodnim zboczem Skalnika, a następnie sprowadza w dolinę potoku Bystra. Od pewnego momentu zaczyna się asfalt. Generalnie mogę polecić ten odcinek miłośnikom rowerowych eskapad (jako podjazd
Kłopoty z powrotem
W miejscu, gdzie do STK dochodzi Bukowa Droga zrobiłem sobie postój. Wyciągnąłem mapę i policzyłem, ile mi jeszcze zostało do przystanku PKS w Kowarach. Wyszło mi ok. 2,5 km. Była godzina 15.15, a że wiedziałem, iż o 16 mam autobus do Jeleniej Góry, sądziłem, że bez problemu zdążę. Okazało się jednak, że trochę źle oceniłem odległość – do przystanku były bowiem 4 kilometry. Mimo tej nieświadomości szedłem szybko. Pies nieustannie podążał za mną. Co jakiś czas się oglądałem, czy dalej za mną biegnie. W pewnym momencie minąłem jakąś podchodzącą panią. Po chwili obejrzałem się za siebie. Psa już nie zobaczyłem. Może i dobrze, bo co by było, gdyby chciał jechać ze mną do Wrocławia?
W Kowarach stwierdziłem, że coś strasznie długo idę te 2,5 km. Mijając kościół widziałem turystów z dużymi plecakami oglądających stare nagrobki, ale nie było czasu, by do nich cokolwiek zagadnąć. Na przystanku przy dworcu kolejowym zjawiłem się jakieś 7 minut przed godziną 16. Po chwili zobaczyłem, jak zza zakrętu wyjeżdża zgorzelecki PKS, którym miałem jechać. Wstałem z ławki i podszedłem do krawężnika. Autobus zatrzymał się kawałek dalej, nie otworzył drzwi i... odjechał. Cudownie! To po co tak pędziłem?!
Trochę zrezygnowany siadłem na ławce (upadł właśnie plan wcześniejszego powrotu do domu). Nie minęło jednak dużo czasu, gdy po drugiej stronie ulicy zatrzymał się inny autobus. Podbiegam i patrzę na tabliczkę. „Kamienna Góra-Jelenia Góra”. Super! Chcę kupować bilet, a tu kierowca mi mówi, że autobusy do Jeleniej to po drugiej stronie ulicy! To skąd ta tabliczka?! Wracam na przystanek i po raz drugi siadam na ławce. Jest chyba 16.25, gdy do przystanku po drugiej stronie ulicy podjeżdża bus. Znów sprint przez ulicę. Tym razem nie ma wątpliwości – to kurs do Jeleniej. Odżywa szansa na to, że zdążę na busa do Wrocławia o 17. Istotnie się to udaje. Jeszcze „trzy słowa” o powrocie. Na „krajowej trójce” nadal był objazd z powodu zerwanego mostu w Maciejowej, w związku z czym jeździ się przez Łomnicę i Wojanów (lada dzień saperzy z Dęblina mieli robić prowizoryczną przeprawę). Czas jazdy busa firmy „Krycha”, którym jechałem, nie uległ jednak zmianie (Jelenia-Wrocław w 2 godziny) i być może to sprawiło, że kierowca jechał, jakby brał udział w Grand Prix Formuły 1. Czułem się chwilami jak w kolejce górskiej, tak nami rzucało
PS Specjalne podziękowania dla Red-Angela za prognozę pogody w poniedziałek wieczorem
