Chociaż wszystko zapowiadało się zupełnie inaczej...
Piątek dziesiątego maja był naprawdę pięknym dniem, po niebie przewalały się pojedyncze chmurki i dopiero gdy zaczęliśmy maszerować (Ja, Agacior, Kelis i Michaił - tych dwóch ostatnich to nowicjusze na szlaku), pogoda zaczęła się psuć, kotłować, gdzieś tam grzmieć i grymasić. W planach mieliśmy nocować w Chatce Pod Śnieżnikiem, jednakże gdy doszliśmy do schroniska nagle owiała nas zewsząd mgła, zaczął wiać zimny wiatr i padać deszcz i chcąc nie chcąc stwierdziłem, że nie będę ryzykował w taka pogodę szukania chatki w której jeszcze nigdy (wstyd się przyznać) nie gościłem.
W schronisku "Na Śnieżniku" już nocowałem wcześniej, jednakże nie spodziewałem się że jako gość schroniska będę musiał jeszcze płacić złotówkę za prysznic (wiem, wiem, że mało no ale przed chwilą wydałem 26 za nocleg razy cztery, a do tego kupię parę piw!), dlatego też robimy taki myk, że wrzucamy zeta do drzwi a później ich nie zamykamy wchodząc pod prysznice po kolei. Do tego w bufecie obsługują jakieś Ukrainki lub Rosjanki, które mają problem z rozumieniem języka polskiego lub są po prostu nie kumate.
Na drugi dzień wchodzimy na Śnieżnik, szczyt jest totalnie zamglony, zacina deszcz, wieje porywisty wiatr i jest raptem 5 stopni ciepła. Szybko schodzimy ze szczytu, pijemy jeszcze w schronisku po grzanym piwie (zwykłe piwo z sokiem bez korzeni za 9 zeta
Niestety pogoda jest fatalna, staramy sobie wyobrażać jakie to wspaniałe widoki mijamy po drodze. Przechodzimy przez Czarną Górę, robimy popas we wiacie przy przełęczy Puchaczówka, aby następnie opuścić Masyw Śnieżnika i wejść w Krowiarki.
Nasze oczy zamiast wspaniałych widoków raduje otaczająca nas zewsząd soczysta, majowa zieleń mijanych drzew, krzewów i traw. Mijamy niemal wymarzone miejsca na rozbicie namiotów, jednakże w tym deszczu postanawiamy, że dojdziemy do Lądka Zdroju i znajdziemy sobie jakieś kwatery aby móc się wysuszyć i odmoczyć dla odmiany w gorącej wodzie. Pokoje do wynajęcia znajdujemy jeszcze przed częścią zdrojową miasteczka za raptem 30 złotych w dość sporym domu mieszkalnym nieopodal przepływającej Białej Lądeckiej.
Oczywiście drugi dzień znowuż jest chmurny i pada cały czas deszcz, dlatego też postanawiamy że nie będziemy dalej wychodzili na szlak (w planach mieliśmy dojść do Złotego Stoku), tylko pozwiedzamy sobie Lądek i udamy się w drogę powrotną.
I smutno tak i markotno, że powrót do domu, do pracy. A gdzie się podziało te optymistyczne powiedzenie, że wszędzie dobrze ale w domu najlepiej? Wszędzie dobrze, ale w górach najlepiej! Nawet w taką pogodę.
A wszystkie fotki tutaj:
https://picasaweb.google.com/1157835289 ... redirect=1