Dziwne rzeczy na "Marii Śnieżnej"
: 20-09-2013 14:53
Do mojej relacji z ostatniego pobytu w Sudetach dodam jeszcze kolejną ciekawostkę z Marii Śnieżnej. Otóż zetknąłem się tam z niebywałym przejawem arogancji jakim był "występ" proboszcza tego Sanktuarium. Weszliśmy do wnętrza kościoła razem z grupą innych turystów czy pielgrzymów. Szanując powagę tego miejsca wszyscy zachowywali się cicho, porozumiewali się szeptem. W pewnym momencie usłyszałem donośny głos księdza, który w niewybredny sposób wyzwał turystę zachowującego się właściwie i ubranego przyzwoicie jak na to miejsce przystało tylko dlatego, że wyjął aparat i chciał zrobić pamiątkową fotografię. Wykrzykiwał, że tam jest zakaz fotografowania i nakazał mu natychmiast opuścić teren Sanktuarium. Jest to o tyle dziwne, że mimo wielu powieszonych przy kościele tablic informujących o różnych zakazach i warunkach zwiedzania, tablicy z zakazem fotografowania tam nie zauważyłem.
Na stronie Sanktuarium o zakazie fotografowania też nie ma ani zdania > http://www.mariasniezna.pl/wew.php?id=5&lang=pl
Po tym popisie cała grupa wyszła z kościoła, ja również, bo nie mieliśmy przyjemności przebywać tam w towarzystwie księdza zachowującego się jak jakiś diabeł. Od miejscowych dowiedzieliśmy się ciekawych historii na temat "wojny" jaką prowadzi ów proboszcz z turystami i właścicielem znajdującego się obok schroniska, które odbiera klientów urządzonemu w budynku Rektoratu Sanktuarium (plebanii) lokalowi z gastronomią i pamiątkami. Po tym "występie" widać pozbył się jednak kolejnych klientów, bo cała grupa gremialnie przeszła posilić się do pobliskiego schroniska.
Na stronie Sanktuarium o zakazie fotografowania też nie ma ani zdania > http://www.mariasniezna.pl/wew.php?id=5&lang=pl
Po tym popisie cała grupa wyszła z kościoła, ja również, bo nie mieliśmy przyjemności przebywać tam w towarzystwie księdza zachowującego się jak jakiś diabeł. Od miejscowych dowiedzieliśmy się ciekawych historii na temat "wojny" jaką prowadzi ów proboszcz z turystami i właścicielem znajdującego się obok schroniska, które odbiera klientów urządzonemu w budynku Rektoratu Sanktuarium (plebanii) lokalowi z gastronomią i pamiątkami. Po tym "występie" widać pozbył się jednak kolejnych klientów, bo cała grupa gremialnie przeszła posilić się do pobliskiego schroniska.