Na Gromnik pod batutą doktora Schellhammera

Planujesz wypad? Byłeś gdzieś i masz ochotę podzielić się wrażeniami z innymi - zrób to koniecznie! Zdjęcia mile widziane!
KrzysiekJ
łazik
Posty: 97
Rejestracja: 12-10-2013 19:12
Lokalizacja: Świebodzice

Na Gromnik pod batutą doktora Schellhammera

Postautor: KrzysiekJ » 07-04-2014 03:01

Gdzieś tak rok temu dostrzegłem na Allegro starą, czarno-białą fotografię. Wystawca opisał ją jako "Niemiecka wycieczka na Rummelsberg". A ponieważ Rummelsberg to niemiecka nazwa Gromnika, mnie zaś elektryzuje wszystko, co z tym najwyższym wzniesieniem Wzgórz Strzelińskich jest związane, wziąłem udział w licytacji.

Licytację wygrałem - zresztą poza mną nikt do niej nie przystąpił (bynajmniej mnie to nie zmartwiło). Dosłownie kilkanaście minut później dostałem maila od wystawiającego, że ma jeszcze trzy zdjęcia z tej wycieczki. Załączył skany. Kupiłem wszystkie fotografie.

I nigdy tego zakupu, zarówno z hobbystycznego, jak i powiedzmy zawodowego punktu widzenia, nie pożałowałem.

Trzy spośród tych zdjęć zrobione zostały na szczycie Gromnika, jedno na drodze dojściowej na szczyt.

Skąd wiadomo, że to Gromnik? Na pierwszy rzut oka nie widać bowiem na fotografiach żadnych szczegółów charakterystycznych dla tego szczytu. Z pewnością osoba wystawiająca fotografię na Allegro nie zorientowała się, że widoczne na dwóch zdjęciach fragmenty murów to dolna część północnej ściany wieży widokowej na Gromniku, na kolejnej zaś widoczne są fragmenty tamtejszej tancbudy (pawilonu tanecznego).

Na szczęście każda z fotografii była z tyłu opisana, we wszystkich przypadkach wpisu dokonano tą samą ręką. Podano rok zrobienia zdjęcia oraz informację, że zdjęcie wykonano podczas wycieczki szkolnej z Grodkowa (Grottkau) na Gromnik (Rummelsberg). W opisie aukcji na Allegro osoba wystawiająca przytoczyła obydwie te niemieckie nazwy. Dlatego też na słówko „Rummelsberg” zareagowałem…

Najbardziej wartościowa adnotacja znalazła się z tyłu najwcześniej zrobionego, jak sądzę, zdjęcia, przedstawiającego grupkę śpiewających kilkunastoletnich chłopców.

Obrazek

Tekst ten przetłumaczyć można jako: Wycieczka szkolna z maja 1926 r. przez Gromnik do Henrykowa uczniów miejskiego gimnazjum w Grodkowie pod opieką doktora Schnellhammera.

Na pozostałych zdjęciach opisy są już bardziej lakoniczne.

Prześledźmy zatem majową wycieczkę chłopców z Grodkowa na Gromnik i do Henrykowa.

Opisać ją można na przykład tak:

Najpierw chłopcy szli sobie na Gromnik, w pewnym momencie na gruntowej, śródleśnej drodze się zatrzymali i – dyrygowani przez dr. Schellhammera – zaśpiewali jakąś piosenkę, z pewnością skoczną i wesołą (widać to po ich minach i „mowie ciała” dyrygenta)

Obrazek

Po jakimś czasie dotarli na Gromnik. I znowuż chóralny śpiew. Również „na wesoło”. Chłopców ustawiono do fotografii w północnej części polany szczytowej, w pobliżu pawilonu tanecznego, widocznego za ich plecami po lewej stronie fotografii.

Obrazek

Przyszedł wreszcie czas na zrobienie „poważnych” fotografii. Znani już nam kilkunastoletni młodzieńcy pozują do zdjęcia nie tylko w swoim gronie, ale razem z jakąś wycieczką dziewczęcą. Być może też z Grodkowa, ale tego dzisiaj już się chyba nie sprawdzi. Za plecami dzieciaków widać jakąś ponurą i zawilgoconą ścianę, jakieś przybudówki, trochę gruzu i śmieci. Nic ciekawego? A może jednak?

Obrazek

Obrazek

A później młodzi grodkowianie – być może już tylko chłopcy – przeszli z Gromnika do Henrykowa.

I to byłoby na tyle…
.......................................................................................................................

Ale można byłoby tę skromną relację nieco ubarwić i zbeletryzować. A przy okazji zrekonstruować w jakiejś mierze przebieg wycieczki dr Schnellhammera i jego rozśpiewanej czeredy.

Wycieczkę na pewno zorganizowano w oparciu o przejazdy koleją. To wtedy był standard. Zresztą sieć kolejowa w tej części Śląska była świetnie rozwinięta. Linie kolejowy opasywały praktycznie całe Wzgórza Strzelińskie. Wystarczy popatrzeć na tę widokówkę, mającą formę mapki turystycznej, aby zobaczyć że nitki dróg żelaznych docierały praktycznie wszędzie.

Obrazek

Grodków miał bezpośrednie połączenie kolejowe ze wszystkimi stacyjkami leżącymi u wschodniego podnóża Gromnika. Już po około 30 minutach pociąg z dr. Schellhammerem i uczniami zatrzymywał się w Przewornie (na 15,2 km szlaku), kilkanaście minut później w Jegłowej (19,2 km). Przypuszczam, że grupa wysiadła na stacyjce w Jegłowej. Na Gromnik jest stąd nieco bliżej niż z Przeworna, a i trasa jest ciekawsza.

Najpewniej majówka młodych grodkowian pokrywała się początkowo z dzisiejszym szlakiem żółtym prowadzącym od nieczynnej już, niestety, stacji w Jegłowej na szczyt Gromnika. Po drodze grupa mogła przechodzić obok największej atrakcji Jegłowej - znanego niegdyś w całej Europie kamieniołomu łupków kwarcowo-serycytowych (chociaż mieszkańcy sąsiedniej Krzywiny krzywią się - taka gra słów - i mówią, że kamieniołom jest ich - krzywiński; rzeczywiście, do zabudowań Krzywiny jest stąd bliżej niż do Jegłowej). Łupki z kamieniołomu w Jegłowej były eksploatowane już w pradziejach, w I w. p.n.e. w okresie przedrzymskim. Były znakomitym surowcem do produkcji osełek. Znajdowano je na stanowiskach archeologicznych oddalonych nieraz o kilkaset kilometrów od Jegłowej, nawet w takich ważnych ośrodkach jak Mikulčice - dziewiątowieczna stolica Państwa Wielkomorawskiego.

Kamieniołomy w Jegłowej musiały oczywiście znaleźć się i na dawnych niemieckich widokówkach

Obrazek

Za kamieniołomem wycieczkowicze znaleźli się już w samym sercu Wzgórz Strzelińskich. Na Gromnik był już przysłowiowy rzut beretem, no może dwa rzuty. Dzieciaki zapewne usłyszeli od dr. Schellhammera legendę o Diabelskiej Kręgielni, obok której musieli przechodzić (są to urocze wąwozy lessowe położone ponad leżącą u stóp Gromnika wioską Samborowiczki). Być może zeszli też do założonego w jednej z takich dolinek niewielkiego stawu - najpewniej zlokalizowanego w miejscu starszego średniowiecznego stawu zamkowego.

Obrazek

Stamtąd do gruntowej śródleśnej drogi wyprowadzającej na zamek to już tylko krok.

Obrazek

I zapewne na tej drodze po raz pierwszy zaprezentowali swoje wokalne umiejętności.

Obrazek

Później szczyt Gromnika, na którym - jeżeli to była sobota lub niedziela - na pewno był już tłum wycieczkowiczów. Przed II wojną światową liczba turystów na tym szczycie dorównywała niemal Ślęży! Wydano przeszło 100 (!!!) różnych widokówek związanych z Gromnikiem. Wysyłane były one nawet do USA i Argentyny.

Obrazek

Nasi chłopcy jeżeli jakieś kartki kupowali i wysyłali do Grodkowa (na szczycie było pośrednictwo pocztowe), to chyba jedne z tych najtańszych - czarno-białych, choćby takich jak ta przedstawiona poniżej. Ta akurat była w sprzedaży na szczycie w 1926 r. Jest dzisiaj jedną z najczęściej spotykanych na aukcjach widokówek gromnickich.

Obrazek

O tym, że w centralnej części polany szczytowej, przed wieżą, mógł być tłum wycieczkowiczów, przekonuje również i ta fotografia. Zrobiona w północno-zachodniej części polany szczytowej, pomiędzy narożnikiem pawilonu tanecznego (to ten obiekt po lewej stronie zdjęcia) a szaletem (daszek za głowami trzech chłopców pierwszych z lewej). Gdyby przed głównym wejściem do wieży nie było licznej rzeszy turystów, wybrano by chyba bardziej godne do uwiecznienia na fotografii miejsce niż właśnie to przed szaletem. Tym bardziej, że za chłopcami widać jeszcze jakąś wielką stertę gruzów.

Obrazek

Te dwie ostatnie fotografie również zrobiono od "tej gorszej" strony wieży widokowej na Gromniku. Dzieci pozują do tych dwóch zdjęć stojąc przy ścianie przybudówki przyklejonej od północy do korpusu wieży. A obok nich, już niewidoczne, ale znane z planów szczytu, stajnia, śmietnik i inne obiekty gospodarcze.

Obrazek

Obrazek

Tak mniej więcej usytuowany był fotograf i uczniowie podczas robienia dwóch ostatnich zdjęć. Osoba fotografująca stała, w przybliżeniu, w pobliżu drzwi wejściowych prowadzących na dzisiejszą wieżę widokową. Wieża nowa, ta zbudowana w 2012 r., nie stoi bowiem w miejscu starej, lecz jest przesunięta bardziej na północ, na samą krawędź polany szczytowej.

Obrazek

A my, archeolodzy, możemy podziękować dr. Schellhammerowi nie tylko za zorganizowanie dla dzieci z Grodkowa majowej wycieczki w 1926 r., ale przede wszystkim za te dwa ostatnie zdjęcia. Są one dla nas bezcenne. Są jedynymi znanymi fotografiami przedstawiającymi wieżę od strony północnej. Wszystkie widokówki i znane wcześniej fotografie ukazują wieżę od strony południowej, niekiedy południowo-zachodniej lub południowo-wschodniej. Otoczenie wieży od strony północnej było praktycznie nieznane.

Można się zastanawiać, po co archeologom wiedza o terenie przylegającym od północy do jakiejś niemieckiej XIX-wiecznej wieży widokowej. Ano po to, że przecież ta wieża została zbudowana na fundamentach wieży XV-wiecznego zamku należącego w średniowieczu do rycerskiej rodziny Czirnów (kto czytał "Trylogię husycką" Sapkowskiego to już chyba zaczyna kojarzyć to nazwisko; Gromnik na kartach powieści też się pojawia).

Znając pochodzące z początków XX w. plany wieży wiedzieliśmy, jak mogło wyglądać jej północne otoczenie. Stąd właśnie pochodziła ta nasza wiedza o stajni, śmietniku i innych obiektach gospodarczych. Ale na tych dwóch zdjęciach widać jeszcze coś, czego z żadnych planów nie mieliśmy najmniejszych szans odczytać. Na lewo od grupy dzieci wyraźnie widać usuniętą warstwę ziemi, mającą miąższość około 50 cm (widoczny jest "wiszący" w powietrzu otwór drzwiowy, który wcześniej musiał znajdować się na poziomie użytkowym placu przy wieży). Usunięto ją na dość dużej powierzchni. Zapewne z tej ziemi i zamkowego gruzu pochodziła ta hałda znajdująca się za plecami śpiewających chłopców z drugiego zdjęcia.

Kilka lat temu, gdy nie znaliśmy jeszcze tych fotografii, założyliśmy dosyć duży wykop badawczy przylegający do dawnej wieży od strony północnej. Nie znaleźliśmy w nim nic. Żadnej średniowiecznej ceramiki, były w niej praktycznie tylko dwudziestowieczne śmieci. Nie wydzieliliśmy w tym wykopie żadnych sensownych nawarstwień. Stanowiło to wtedy dla nas dość sporą archeologiczną zagadkę.

Teraz się ona wyjaśniła. Gospodarz wieży w 1926 r. usunął praktycznie całe "zabytkonośne" średniowieczne nawarstwienia z północnej części polany szczytowej na Gromniku. Wielka szkoda.

Ale najważniejsze, że stratygrafia stanowiska ("stratygrafia" dla archeologów, podobnie jak i dla geologów, to święte słowo) stała się nareszcie dla nas jasna.



Dalsza część wędrówki dr. Schellhammera i uczniów prowadziła na południe. Przejście z Gromnika do Henrykowa na pewno wiodło przez Romanów i Dobroszów (możliwe, że uczestnicy wycieczki odwiedzili kościół w Dobroszowie ze przesympatyczną amboną w formie wieloryba; kto widział fotografię tej ambony – w jednej ze swoich relacji pokazała ją Buba – to już wie, dlaczego określiłem ją mianem „przesympatycznej”). Z Dobroszowa do Henrykowa można przejść albo drogą jezdną, dziś asfaltową, przed II wojną światową wybrukowaną „kocimi łbami”, przez Witostowice, albo – ciekawiej – przez południową część Wzgórz Strzelińskich ich głównym grzbietem i w pewnym momencie zejść z tego grzbietu na zachód, przez dolną część Witostowic do samej stacji w Henrykowie.

Przy tej drugiej opcji można było zwiedzić urocze lessowe „Zakrzowskie Wąwozy” (Zakrzów to najwyżej położony przysiółek Witostowic). Ukryte są wśród nich dwa pradziejowe i wczesnośredniowieczne grodziska, których akurat dr Schnellhammer z młodymi turystami z Grodkowa nie odwiedzał, ale najciekawsze partie wąwozów zapewne były mu znane.

Dość popularną widokówką była bowiem w tym czasie kartka przedstawiająca wąwozy koło Zakrzowa. Na jej licowej stronie jest nawet napis „Z Gromnika do Henrykowa” i jakiś stosowny, oczywiście niemieckojęzyczny, wierszyk.

Obrazek

I tak, zapewne dość późnym popołudniem, a może już nawet pod wieczór, grupa dotarła na dworzec w Henrykowie. Najlogiczniejszy powrót do domu to przejazd przez Biały Kościół do Strzelina, a tam przesiadka na kolejny – tym razem już ostatni - pociąg przez Głęboką Śląską, Jegłową i Przeworno do Grodkowa. Powrót przez Ziębice, Kamieniec Ząbkowicki i Nysę (ewentualnie jakieś wcześniejsze kombinacje w Otmuchowie) chociaż teoretycznie możliwy, raczej nie wchodził w rachubę - trwałby za długo i byłby znacznie droższy.
...................................................................................................................
A kim był dr Schellhammer, najpewniej pomysłodawca i dusza całego wycieczkowego majowego przedsięwzięcia?
Wygooglać można dzisiaj wszystko. Dwie minuty spędzone przy klawiaturze i już coś niecoś o tej ciekawej postaci – sądząc li tylko ze zdjęć – się dowiedziałem.

Człowiek rzeczywiście interesujący.

Dr Karl-Ernst Schellhammer był znaną w Grodkowie postacią, cenionym pedagogiem, ale przede wszystkim wydawcą miejscowej gazety "Grottkauer Zeitung", autorem licznych opracowań (niektórych nawet w języku polskim) dotyczących Grodkowa i regionu grodkowskiego. Ostatnie publikacje sygnowane jego nazwiskiem pochodzą z pierwszych lat II wojny światowej, czyli tego czasu, kiedy uwiecznieni razem z nim na czarno-białych fotografiach z Gromnika roześmiani chłopcy, ginęli gdzieś w Europie lub na piaskach północnej Afryki.

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 3974
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Postautor: buba1 » 07-04-2014 08:08

KrzysiekJ pisze:Dr Karl-Ernst Schellhammer był znaną w Grodkowie postacią, cenionym pedagogiem, ale przede wszystkim wydawcą miejscowej gazety "Grottkauer Zeitung", autorem licznych opracowań (niektórych nawet w języku polskim) dotyczących Grodkowa i regionu grodkowskiego. Ostatnie publikacje sygnowane jego nazwiskiem pochodzą z pierwszych lat II wojny światowej, czyli tego czasu, kiedy uwiecznieni razem z nim na czarno-białych fotografiach z Gromnika roześmiani chłopcy, ginęli gdzieś w Europie lub na piaskach północnej Afryki.


I zapewne ani szanowany grodkowski pedagog ani zaden z rospiewanych chlopcow w najsmielszych snach by nie przypuszczali ze kilkadziesiat lat pozniej stana sie bohaterami internetowej relacji :mrgreen:

KrzysiekJ pisze:Te dwie ostatnie fotografie również zrobiono od "tej gorszej" strony wieży widokowej na Gromniku. Dzieci pozują do tych dwóch zdjęć stojąc przy ścianie przybudówki przyklejonej od północy do korpusu wieży. A obok nich, już niewidoczne, ale znane z planów szczytu, stajnia, śmietnik i inne obiekty gospodarcze.


Stajnia? czyli sporo ludzi wjezdzalo na Gromnik konno? czy ktos tam trzymal jakas chudobe z innych powodow?

Zagladanie w oczy postaciom z dawnych zdjec zawsze sklania do refleksji. Ludzie ktorych nigdy nie mialo sie szansy poznac a nawet minac na ulicy, na krotka chwile staja sie bliscy. Chcialoby sie wiedziec co jedli, czy nocowali gdzies po drodze a najbardziej by sie chcialo nagle wlaczyc dzwiek i moc uslyszec ta skoczna piosenke!
Nie wiem czy tylko ja otaczam zdjecia takim kultem, ale dla mnie jest to jeden ze wspanialszych wynalazkow cywilizacji- cos co pozwala zatrzymac czas...
A moze ktos za 100 lat znajdzie jakies nasze zdjecia? I bedzie sie smial z dziwnych ubran, rozwazal nasze trasy albo przygladal sie architekturze ktora juz dawno przestala istniec?

dzieki Krzysiek za ta wspaniala relacje!
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "

na wiecznych wagarach od zycia...

KrzysiekJ
łazik
Posty: 97
Rejestracja: 12-10-2013 19:12
Lokalizacja: Świebodzice

Postautor: KrzysiekJ » 07-04-2014 12:48

Dziękuję Ci Paulino za Twoje miłe zdania :D

Konie natomiast na Gromniku były praktycznie od zawsze…

Z tych czasów, kiedy na szczycie znajdował się wczesnośredniowieczny gród słowiański, czyli z końca IX-1 połowy X w. pochodzi odkryta kilka lat temu tzw. kopystka, czyli nożyk do pielęgnowania końskich kopyt.

Z fazy późnośredniowiecznej, tj. z czasów, kiedy w XV w. na Gromniku znajdował się zamek rodziny Czirnów, mamy kilka podków, strzemię, dwie ostrogi, wędzidło i jeszcze kilka innych elementów rzędu końskiego.

A z XIX i XX w. mamy… oczywiście widokówki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Konie przy wieży widokowej i znajdującej się przy niej gospodzie musiały być. Wieżę zaczęto budować (już wiemy, że na fundamentach średniowiecznej wieży zamkowej) w 1825 r., dlatego też komunikacja i transport konny praktycznie nie miały żadnej alternatywy.

PS. A Ślęża na pierwszej z widokówek, mimo że prawa strona kartki zawiera podpis „Blick nach dem Zobtenberge” („Widok na Ślężę”), to fotomontaż. Aż tak śmiałych kształtów to ona nie ma, przynajmniej oglądana z Gromnika. Natomiast budynek, przed którym stoi powóz, to już znacie. Jest to pawilon taneczny na Gromniku, ten sam, przy którym śpiewali chłopcy z Grodkowa.

Awatar użytkownika
baniak
wędrowiec
Posty: 487
Rejestracja: 05-09-2006 19:52
Lokalizacja: Śnieżnicka Kraina(Stronie Śląskie)

Postautor: baniak » 07-04-2014 13:50

Świetna relacja przenosząca w czasie :D
Nie byłem jeszcze na Gromniku,ale teraz nabrałem chęci odwiedzić te wszystkie miejsca które opisałeś.

Pozdrowionka z pod Śnieżnika
Wolne przewodnictwo-Śnieżnicka Kraina

Awatar użytkownika
voi-vod
obieżyświat
Posty: 666
Rejestracja: 22-09-2008 22:25
Lokalizacja: Sobótka

Postautor: voi-vod » 07-04-2014 18:17

Podróż w czasie i przestrzeni. Pięknie.
"Nie dyskutuj z debilem. Najpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu, a potem pokona doświadczeniem"

"Lepiej jest milczeć, narażając się na podejrzenie o głupotę, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości."

Leuthen
stary wyga
Posty: 1611
Rejestracja: 04-07-2011 09:14
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: Leuthen » 08-04-2014 11:03

Stare zdjęcia same z siebie mówią niewiele - potrzebny jest ktoś, kto podejmie się roli narratora. Relacja w typie detektywistyczno-rekonstrukcyjnym bardzo mi się podoba. Dzięki temu ożył pewien epizod z dziejów dawnej turystyki i poznaliśmy zapomnianą już zapewne dla historii grodkowską osobistość. Ciekawe, czy w samym Grodkowie komuś cokolwiek mówi nazwisko Schellhammer?

KrzysiekJ
łazik
Posty: 97
Rejestracja: 12-10-2013 19:12
Lokalizacja: Świebodzice

Re: Na Gromnik pod batutą doktora Schellhammera

Postautor: KrzysiekJ » 03-08-2017 16:31

Zastanawiałem się, czy zakładać jeszcze jeden forumowy wątek dotyczący Wzgórz Strzelińskich. Zastanawiałem się nad tym trzy i dwa lata temu, rok temu, i jeszcze w kilku ostatnich dniach. Zdecydowałem się w końcu odgrzebać mój stary Schellhammerowy wątek - jakieś podobieństwa przecież są. Tu i tu jest przecież młodzież, wprawdzie dzisiaj odrobinę starsza niż ta z 1926 r. (wtedy to były dzieci, teraz studenci), jest też i jakiś nauczyciel...

Do moich lipcowych Wzgórz Strzelińskich z lat 2014-2016 wracać nie będę. Trochę brakuje mi teraz czasu na przeglądanie kilku setek zdjęć i wybieranie spośród nich tych, które przywołują jakieś wspomnienia.

Lepiej przejść od razu do tegorocznego lipca na Gromniku i na Wzgórzach Strzelińskich

3 lipca nasza górka przywitała nas niebieskim niebem. Gdzieś tam tkwiły usłyszane i wyczytane ostrzeżenia o kapryśnym lipcu, ale jakoś w deszcze tego roku nie wierzyliśmy. W minionych latach wszystkie lipcowe burze i ulewy Gromnik omijały, albo przychodziły w nocy. Teraz też liczyliśmy na uśmiech losu!

Obrazek

Pierwsze zejście do wykopu, zabezpieczonego po zakończeniu ubiegłorocznej ekspedycji. W minionych latach z zamkowej piwnicy, zagruzowanej w sierpniu 1443 r., wyciągaliśmy gruz, teraz miliony bukowych liści...

Obrazek

Ściągnęliśmy folię zabezpieczającą wykop i cofnęliśmy się może nie do 1443 r., ale do ostatnich dni lipca 2016 r. W bieżącym roku wypadało nam dojść wreszcie do dna piwnicy. Ale czy zdążymy przed końcem badań?... i tu znowu pojawiają się myśli dotyczące pogody. Musi się udać!

Obrazek

Na wszelki wypadek wykorzystaliśmy folię z wykopu, aby "zadaszyć" wiatę, będącą pamiątką po organizowanych przed kilku laty plenerowych turniejach rycerskich. A nuż będzie potrzebna jakaś folia nad głową?

Obrazek

I cóż? Okazało się, że w lipcu na naszej kochanej górce wiele dni było mglistych i deszczowych

Obrazek

Obrazek

Foliowy dach więc się przydał, chociaż nad naszymi głowami zbierały się setki litrów deszczówki. W każdym sektorze "kratownicy" zadaszenia wiaty zwisały balony wypełnione wodą. Okazało się, że na szczęście konstrukcja ta - już dosyć leciwa - wytrzymała do ostatniego dnia wykopalisk!

Obrazek

W deszczu nie tylko była przebierana ziemia z wykopu, ale także sporządzana była dokumentacja rysunkowa

Obrazek

Tegoroczne lipcowe deszcze miały jednak również i dobre strony. Chyba potwierdzone zostało nasze w poprzednich latach wyrażone przypuszczenie, że w zamkowej piwnicy znajdowała się cysterna lub zbiornik na wodę. W północno-zachodniej części pomieszczenia zebrało się po jednej z nocnych ulew kilkaset litrów wody. Empiria to jednak empiria.

Obrazek

Gromnikową tradycją ostatnich lat są przejażdżki po szczycie takim oto pojazdem. W czasach doktora Schellhammera na Gromnik dojeżdżały bryczki, teraz technika poszła odrobinę dalej (i - jak się okazuje - wyżej).

Obrazek

Przymiarka średniowiecznej ostrogi z tzw. bodźcem z kółkiem gwiaździstym. Egzemplarz z lat 40. XV w. na stópce półrocznej Jadzi.

Obrazek

Z wieży chyba tylko raz dostrzegliśmy Śnieżkę. Góry na bliższych planach - Wałbrzyskie, Kamienne i Sowie - niemal cały czas "parowały" zasłaniając nam widoczne w minionych latach Rudawy Janowickie, Karkonosze i Góry Izerskie. Trochę lepiej niż Karkonosze prezentowały się odległościowo bliższe Jesioniki, Góry Rychlebskie i Czarna Góra w Masywie Śnieżnika. Ale już Wrocław (Sky Tower) i okolice Opola prezentowały się "jak na dłoni".

Jednak dla nas najważniejsze było to, że ruiny zamku coraz bardziej się odsłaniały.

Obrazek

Ostatni dzień badań to uroczyste przebicie balonów z deszczówką, zbierającą się na prowizorycznym foliowym dachu naszej wiaty. Trzeba było to zrobić, konstrukcja obiektu mogła w każdej chwili się złożyć... My na lipcowy śmigus-dyngus byliśmy mentalnie przygotowani, ale gdyby to spotkało jakiś przypadkowych turystów...

Obrazek

Jedna z ostatnich fotografii naszej ekipy z lipca 2017 r. Wśród nas jest też nasz wspaniały kierowca, pan Tadeusz z podgromnickich Kaczowic, dowożący nas każdego dnia z Przeworna na szczyt Gromnika i z powrotem. W najbardziej zimnym i deszczowym dniu badań przywiózł nam na Gromnik olbrzymi termos gorącej kawy i ciasto...

Obrazek

... a ponadto na pierwszą część ostatniej, zielonej nocy naszej tegorocznej ekspedycji, zaprosił nas nad swoje stawy pod Kaczowicami

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pozostała część zielonej nocy to wizyta w "Piekiełku" w Przewornie - fotek tym razem nie będzie...

Wykopaliska na Gromniku, to nie tylko badania archeologiczne, ale i niemal codzienne włóczenie się - już po pracy - po okolicy. Na Wzgórzach Strzelińskich wyznakowanych szlaków jest sporo, a niewydeptanych ścieżek jeszcze więcej...

Były zatem piesze wycieczki "archeologiczne", podczas których odwiedzaliśmy inne ekspedycje badawcze, np. naszych wrocławskich badaczy paleolitu i mezolitu, prowadzących wykopaliska przy leżących w pobliżu Gromnika Borowych Skałkach

Obrazek

Obrazek

Jak się już było przy Borowych Skałkach, to oczywiście należało sprawdzić, czy średniowieczny Cygański Krzyż nadal znajduje się na swoim miejscu. Stoi nadal i ma się dobrze!!!

Obrazek

Więcej jednak było "cywilnych" pieszych wycieczek, bez archeologicznych akcentów. Można się było zatem przejść niedawno wyznakowanym żółtym szlakiem z Przeworna, gdzie mieliśmy bazę, w stronę Jagielna i Samborowic. Podczas wycieczki przejście przez najmniejszą miejscowość w okolicy - wieś Krynkę z jedynie trzema użytkowanymi do dzisiaj domami (cztery następne są już w ruinie)

Te znaki są przy szerokiej na trzy metry drodze... gruntowej

Obrazek

Obrazek

I widok z Krynki na Kalinkę (388 m n.p.m.), drugi po Gromniku najwyższy szczyt Wzgórz Strzelińskich (na bliższym planie wioska Cierpice)

Obrazek

Kolejny dzień i wycieczka z "...ł.w.." (czyli Jegłowej)...

Obrazek

... do Żeleźnika, w którym wita nas strzegący przed powodziami święty Donat,

Obrazek

zaś taki wspaniały zegar ozdabia nie główną fasadę miejscowego pałacu, lecz jeden z budynków folwarcznych

Obrazek

Wzgórza Strzelińskie, podobnie zresztą jak i sąsiednie Niemczańskie, to niekończące się aleje umierających już ze starości poniemieckich czereśni

Obrazek

Czereśnie już odchodzą w przeszłość, ale brukowane w minionych stuleciach drogi w dalszym ciągu są użytkowane

Obrazek

Ta droga, prowadząca z Chociebórza do Osiny Wielkiej jest jeszcze starsza, gdyż wytyczono ją najpóźniej w końcu XIII wieku.

Obrazek

Obrazek

Można się zastanawiać, czy średniowieczni kupcy zmierzający z księstwa wrocławskiego do biskupiego księstwa nyskiego zdawali sobie sprawę, że patrzą na Góry Sowie, Bardzkie, Złote i kawał Jesioników

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jeszcze kilka lat temu święty Nepomucen w Cieszanowicach stał wyprostowany. Cóż... starość nie radość...

Obrazek

A to jakiś odprysk z wycieczki pieszej z Białego Kościoła przez Gromnik do Przeworna - jednej z ostatnich tegorocznych lipcowych wędrówek po Wzgórzach Strzelińskich

Obrazek

Obrazek

PS. W lipcu zdarzało się też zahaczyć i o inne części Sudetów. Oczywiście w weekendy. Było Pogórze Bolkowskie, były też i Góry Bardzkie. Ale to już inna bajka...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Ostatnio zmieniony 04-08-2017 11:32 przez KrzysiekJ, łącznie zmieniany 1 raz.

Radek
obieżyświat
Posty: 729
Rejestracja: 19-02-2011 10:31

Re: Na Gromnik pod batutą doktora Schellhammera

Postautor: Radek » 03-08-2017 22:11

A jak wyglądają wyniki badań? Jakieś ciekawe odkrycia czy podsumowanie całości?

Czereśnie już odchodzą w przeszłość, ale brukowane w minionych stuleciach drogi w dalszym ciągu są użytkowane

Ciekawe skąd ta miłość Niemców i Czechów do czereśni, ani jedni ani drudzy nie jedzą ich a cały czas są masowo nasadzane nowe drzewka.
Czyżby sentyment do dawnych czasów?
Ostatnio walczyłem z Łużyckimi owocami i tak jakoś dziwnie na mnie patrzono jak jadłem to czerwone coś.
Obrazek

Awatar użytkownika
Lech
bardzo stary wyga
Posty: 3006
Rejestracja: 08-01-2005 18:39
Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)

Re: Na Gromnik pod batutą doktora Schellhammera

Postautor: Lech » 04-08-2017 06:15

Tym razem odpuszczamy sobie Sudety i wybieramy się grupą w rejon Wzgórz Strzelińskich 12-20 sierpnia. W planie jest m.in. wejście na wieżę widokową na Gromniku. Jest czynna codziennie czy tylko w określone dni i w wyznaczonych godzinach?
Obrazek
"Bokeh to nie jest w ogóle żaden efekt. To jest cecha konstrukcyjna obiektywu." (Janusz z Wrocławia 22-03-2017)

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3405
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Na Gromnik pod batutą doktora Schellhammera

Postautor: Pudelek » 04-08-2017 12:15

Radek pisze:A jak wyglądają wyniki badań? Jakieś ciekawe odkrycia czy podsumowanie całości?

Czereśnie już odchodzą w przeszłość, ale brukowane w minionych stuleciach drogi w dalszym ciągu są użytkowane

Ciekawe skąd ta miłość Niemców i Czechów do czereśni, ani jedni ani drudzy nie jedzą ich a cały czas są masowo nasadzane nowe drzewka.
Czyżby sentyment do dawnych czasów?
Ostatnio walczyłem z Łużyckimi owocami i tak jakoś dziwnie na mnie patrzono jak jadłem to czerwone coś.
Obrazek


hmm, ja dość często widziałem Czechów jedzących czereśnie, nawet autami specjalnie przyjeżdżali i zrywali.
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Radek
obieżyświat
Posty: 729
Rejestracja: 19-02-2011 10:31

Re: Na Gromnik pod batutą doktora Schellhammera

Postautor: Radek » 04-08-2017 13:01

Może to jakaś czereśniowa rejonizacja. Na trasie do Brna i do Pragi tylko szpaki obserowałem na drzewach. Serce mi pękało na widok tego marnotrawstwa:)
Ale uwaga, jest jeden haczyk, po wypiciu większej ilości kofoli czasem zdarza się reakcja piorunująca ;)

Awatar użytkownika
Lech
bardzo stary wyga
Posty: 3006
Rejestracja: 08-01-2005 18:39
Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)

Re: Na Gromnik pod batutą doktora Schellhammera

Postautor: Lech » 04-08-2017 13:16

Pytam raz jeszcze. Jak jest z tą wieżą widokową na Gromniku? Jest cały czas dostępna, czy wejście na nią zamknięte na klucz i otwierane tylko w jakichś wyznaczonych terminach. Jest tu ktoś, kto udzieli informacji na ten temat?
Obrazek
"Bokeh to nie jest w ogóle żaden efekt. To jest cecha konstrukcyjna obiektywu." (Janusz z Wrocławia 22-03-2017)

Radek
obieżyświat
Posty: 729
Rejestracja: 19-02-2011 10:31

Re: Na Gromnik pod batutą doktora Schellhammera

Postautor: Radek » 04-08-2017 13:21

I on wyjął ten sekator i ciach, ciach tym sekatorem.

Awatar użytkownika
Zły Marcin
obieżyświat
Posty: 593
Rejestracja: 19-07-2013 07:10
Lokalizacja: W-w

Re: Na Gromnik pod batutą doktora Schellhammera

Postautor: Zły Marcin » 04-08-2017 13:24

:mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

KrzysiekJ
łazik
Posty: 97
Rejestracja: 12-10-2013 19:12
Lokalizacja: Świebodzice

Re: Na Gromnik pod batutą doktora Schellhammera

Postautor: KrzysiekJ » 04-08-2017 14:31

Lech pisze:Pytam raz jeszcze. Jak jest z tą wieżą widokową na Gromniku? Jest cały czas dostępna, czy wejście na nią zamknięte na klucz i otwierane tylko w jakichś wyznaczonych terminach. Jest tu ktoś, kto udzieli informacji na ten temat?


Za to "Pytam raz jeszcze" (dobrze, że nie z wykrzyknikiem :) ), to powinienem Cię zignorować. Ale wklepię jeszcze ten link:

http://www.przeworno.pl/pl/Wieza-widoko ... mniku.html

Natomiast kilka rad, co fajnego można zobaczyć w pobliżu Gromnika i na Wzgórzach Strzelińskich (w dość bliskiej odległości od głównego na tych wzgórzach szlaku czerwonego - chociażby u kogo załatwić klucz do jednego z kościołów, wewnątrz którego znajduje się ambona w kształcie wieloryba), to sobie w Twoim przypadku odpuszczę. Przepraszam, ale za ludźmi irytującymi się bez powodu, albo z małego powodu, nie za bardzo przepadam :(

Co zaś do czereśni. Świeże owoce czereśni z okolic Strzelina i Niemczy w okresie międzywojennym w czerwcu i na początku lipca codziennie były wysyłane do Berlina i Hamburga. "Frische Kirsche aus Nimptsch" do sklepów w Hamburgu trafiały następnego dnia po zerwaniu! Na stacjach kolejowych w Niemczy, Strzelinie, Łagiewnikach i kilku sąsiednich miejscowościach na bocznicach stały specjalne wagony przystosowane do transportu czereśni; miałem kiedyś zdjęcie takiego wagonu - jeśli znajdę to wrzucę na forum. Czereśnie z Przedgórza Sudeckiego miały zatem swoją ogólnoniemiecką markę. Czereśnie z innych części ówczesnych Niemiec szły na bimber, do destylarni, natomiast owoce śląskie na stoły.

W necie znalazłem interesujące i wzruszające wspomnienie alei czereśniowych w okolic Księginic Wielkich (to już bliżej Niemczy niż Strzelina), autorstwa jednego z dawnych mieszkańców tej wioski:

http://www.grosskniegnitz.de/kirschen.htm

Jest po niemiecku, ale nawet słaba znajomość tego języka pozwala się zorientować, czym dla niemieckich mieszkańców tej części Śląska były drzewa czereśni.

Jeśli zaś mówimy o konsumpcji czereśni za naszą południową granicą to ja mam takie spostrzeżenia - na Morawach większość owoców idzie na produkcję destylatów. Przed kilku laty jeździłem ze swoją córką do Vizovic koło Zlinu na festiwale rockowe. Vizovice to siedziba największego producenta destylatów i wódek w Republice Czeskiej, słynnego "Jelinka". "Masters of Rock" odbywają się w drugim tygodniu lipca i wtedy czereśnie na większości drzew nie były jeszcze oberwane. Wiele owoców było podgniłych, ale okazuje się, że takie do produkcji destylatów są nawet lepsze.

To fotka z okolic Vizovic z 12 lipca 2009 r.:

Obrazek

W Czechach to różnie - są wioski gdzie widziałem ludzi zrywających owoce, są i wioski, gdzie na drzewach rządzą szpaki. To Borova u podnóża Gór Orlickich. Owocami dzieliłem się ze szpakami:

Obrazek

Podczas moich wędrówek po Wzgórzach Niemczańskich i Strzelińskich zrobiłem już z kilka setek fotografii drzew czereśni. Kilka pierwszych lepszych, które mi się nawinęły. Wielu z nich, sfotografowanych przed kilku-kilkunastu laty, już nie ma:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Radku, z tegorocznego sezonu wykopaliskowego jestem bardzo zadowolony. W piwnicy znaleźliśmy przeszło trzydzieści monet; wszystkie wybite zostały pod koniec lat 30. i na początku lat 40. XV w. Świetnie pasuje to do daty zburzenia pierwszego zamku rodziny Czirnów - początek sierpnia 1443 r. Znaleźliśmy też szereg ciekawych detali architektonicznych (kamienne obramienia okienne, fragment portalu), kamienne kule armatnie i nowe - wcześniej nieznane - wzory kafli figuralnych. Sezon naprawdę udany, głównie dzięki wspaniałym studentom. Pracowali, naprawdę przeze mnie niepoganiani, nawet w największe ulewy!


Wróć do „Relacje z wypraw”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość