Strona 1 z 1

Górskiej rehabilitacji ciąg dalszy Karkonosze 25-26.08.2014

: 30-08-2014 16:44
autor: Spirit
Kolejny wyjazd w góry w celu sprawdzenia swojej formy po choróbsku zrealizowany.Tym razem jak zapowiadałam i planowałam Karkonosze, mój ulubiony szlak grzbietowy(czerwony) ze Szklarskiej do Karpacza.Identyczny wyjazd był rok temu, tyle że w lipcu, też z noclegiem w Odrodzeniu.Niestety, jest różnica, wtedy drugiego dnia dałam radę nie dość, że przejść z Odrodzenia do Samotni, to potem jeszcze wrócić z Samotni, i iść na Śnieżkę, teraz poszłam tylko do Samotni i zeszłam do Karpacza spod Strzechy, nie Kotłem Łomniczki i ominęłam też Śnieżkę, byłam zbyt zmęczona, ale padał też deszcz trochę i raz, że widoczność byłaby zerowa, to jeszcze ślisko.Ale nic straconego, bo na samą Śnieżkę mam zamiar wybrać się jeszcze we wrześniu.Tym razem głównym celem było przejście grzbietem od Szklarskiej do Karpacza, no i do Samotni odebrać koszulkę za udział w akcji "Ratujmy Samotnię".Udało się, tzn i uratować Samotnię i odebrać koszulkę :wink: .I przejść Karkonosze górą, choć ciężko było.
Poniedziałek
Szklarska Poręba - Wodospad Kamieńczyka - Hala Szrenicka - Śnieżne Kotły - Petrovka - Odrodzenie
Wyjezdżam o 4.30 z Wrocławia do Szklarskiej, niewyspana jestem, ale pogoda przynajmniej od rana jest niezła.Ze Szklarskiej w stronę wodospadu wyruszam gdzieś około 8.30.
Obrazek

Od Wodospadu idę na Halę Szrenicką, w schronisku zjadam śniadanie, na ścianie wisi oferta wyjazdu na trekking w Himalajach jakoś na przełomie stycznia i lutego 2015 i zdjęcie m.in. Mount Everestu.Fajnie, pewnie, że bym chciała, marzę, żeby kiedyś choć z daleka na żywo zobaczyć Himalaje, póki co, dzisiaj Karkonosze są dla mnie niczym Himalaje i będę szczęśliwa, jeśli dojdę wogóle do tego Odrodzenia.Bo słabo się jakoś czuję, najgorsze jest to wejście od Szklarskiej na Halę Szrenicką, pod górę cały czas.Ale zobaczymy jak będzie dalej.Tuż za schroniskiem decyduję, że ściągam czapkę z daszkiem w kolorze moro i idę tylko w kapturze kurtki, bo czapka mi przeszkadza i w tym momencie dzwoni szefowa z pracy, że ma dla mnie świadectwo pracy.Gadam chwilę stojąc, potem idę od niechcenia, kończy się rozmowa i stwierdzam, że nie mam czapki.Widocznie w trakcie rozmowy rzuciłam ją na ziemie i zapomniałam o niej, nie chce mi się już po nią wracać, to kolejna czapka z daszkiem zostawiona w górach i w moro, pierwszą zostawiłam w Tatrach w drodze na Grzesia.Trudno.
Obrazek
.Przed kotłami spotykam jeszcze znajomą, chwilę gadamy, ona idzie ze swoimi znajomymi czy kimś tam do Pramen Labe, ja do Śnieżnych Kotłów.
Gdy docieram do kotłów jakby się rozkręcam i czuję się bardzo dobrze, idzie mi się jak za dawnych czasów, tylko na tym trawersie przez Wielki Szyszak momentami jakoś mi trochę niepewnie, może znów w tym łbie mi się pochrzaniło i znowu wróciły lęki wysokości, przestrzeni czy czego tam, uczyć na nowo się muszę wszystkiego i lęki dawno przezwyciężone znowu pokonywać, taki los.
Obrazek
Dalej jest już na luzie, zostawian kociołki za sobą i podążam dalej w stronę Przełęczy Karkonoskiej.
Obrazek
Po drodze są jeszcze Czeskie i Śląskie Kamienie, pogoda dopisuje, nie ma wiatru, deszczu, trochę chmurek ciemnych.
Obrazek
Obrazek
Resztki Petrovej Boudy jak były, tak są, a myślałam, że stoi tu już mega giga hotel pięciogwiazdkowy :wink:
Obrazek
I wkońcu docieram na Przełęcz Karkonoską
Obrazek
W czeskiej wypożyczalni rowerów obok Spindlerovej Boudy udaje mi się zdobyć pieczątkę, której jeszcze w życiu nie dorwałam, mimo, że byłam tu już parę razy, zawsze jakiś fart.Robi się zimno, wiatr się jakiś trochę zrywa, jestem padnięta, nie idę już jak zawsze na czeską stronę do tej szopki bożonarodzeniowej, zjadam obiad w Odrodzeniu i idę spać, z przerwą śpię prawie dziesięć godzin...
Wtorek
Odrodzenie - Słonecznik - Kocioł Wielkiego Stawu - Kocioł Małego Stawu - Strzecha Akademicka - Samotnia - Strzecha Akademicka - Karpacz Biały Jar
Prognozy jednak się sprawdzają i od rana pokrapuje, ale taki deszcz w niczym mi nie przeszkadza, przygotowuję się na to ZANIM przemoknę(choć nawet specjalnie nie dało się tym razem przemoknąć, była tylko mżawka), ubieram wszystko na siebie co mam, plus foliowy płaszcz a na plecak osłonkę i ruszam w kierunku Samotni.Już na wstępie rezygnuję ze Śnieżki, bo w taką pogodę to byłaby sztuka dla sztuki, a nie o to podczas tego wyjazdu chodziło, potem się okazało, że i tak bym już siły nie miała, nawet jakby była pogoda.Nad kotłami Wielkim i Małym takie widoki:
Obrazek
Czasem jest bardziej bajecznie niż podczas idealnej widoczności, lubię te kłaczki chmur parujące nad górami.
Obrazek
Cel coraz bliżej
Obrazek
I już całkiem blisko, jak widać mżawka jest cały czas, bo są krople na obiektywie.
Obrazek
Obrazek
W Samotni wypijam czekoladę na goraco, zjadam coś, odbieram w biurze koszulkę(fajnego psa mają w biurze) i gdzieś po godzinie wyruszam w stronę Karpacza, bo mimo nieciekawej pogody w Samotni spokoju nie ma, lata po schronisku trójka rozwrzeszczanych dzieciaków z pistoletami.Przed zejściem na przystanek Biały Jar na stoisku z oscypkami i różnym pamiątkami kupuję kolejną czapkę z daszkiem w moro i magnes na lodówkę.Tutaj już konkretniej leje, ale to koniec mojej wyrypy, autobusem jadę do Jeleniej, potem do Wrocławia i do domu.Było świetnie, oficjalnie mogę ogłosić, że wróciłam w góry, dałam radę w Karkonoszach, dam radę wszędzie(z czasem)
8) .

Re: Górskiej rehabilitacji ciąg dalszy Karkonosze 25-26.08.2

: 31-08-2014 21:26
autor: Zły Marcin
Spirit pisze:Resztki Petrovej Boudy jak były, tak są, a myślałam, że stoi tu już mega giga hotel pięciogwiazdkowy :wink:


heh, miałem podobnie, pewnie przez tą wizualizację jakiś czas temu w artykule chyba na we we we iDNES.cz :roll:

Re: Górskiej rehabilitacji ciąg dalszy Karkonosze 25-26.08.2

: 01-09-2014 20:11
autor: Dolnoślązak
Spirit pisze:Tuż za schroniskiem decyduję, że ściągam czapkę z daszkiem w kolorze moro i idę tylko w kapturze kurtki, bo czapka mi przeszkadza

To ja mam odwrotnie - z czapką praktycznie się nie rozstaję zaś kaptura prawie nie używam. Jak pada otwieram parasol :mrgreen: