Strona 1 z 1

Sylwester "Pod Wieżycą"

: 06-01-2015 13:18
autor: Raubritter
Tegoroczny sylwester wraz z Agaciorem, jej siostrą oraz Kelisem postanawiamy spędzić w Masywie Ślęży, a dokładniej w Domie Turysty PTTK "Pod Wieżycą". Dom ten prowadzą moi znajomi, stąd też nasza obecność tam, która wynikła z wcześniejszego zaproszenia.
Do schroniska dojeżdżamy przed 21, gdyż z Poznania wyjechaliśmy dopiero koło 17stej godziny. Szybko się przebieramy i lądujemy na parkiecie. Nie wiedzieć kiedy, a wybija północ, szampan uderza do głów, ja koło drugiej przybijam gwoździa, Agacior wraz z pozostałymi członkami naszej ekspedycji bawią się jeszcze ponoć do piątej.

Obrazek

Obrazek

Na drugi dzień nie wstajemy skoro świt. Mimo lekkiego kaca, którego rzecz jasna zaraz leczymy, zjadamy śniadanio-obiad i wyruszamy na szczyt Ślęży. Najpierw idziemy czarnym szlakiem, aby następnie odbić na niebieski, który jest chyba z tych oficjalnych, znakowanych szlaków najtrudniejszym w wejściu na szczyt.

Obrazek

Mniej więcej w połowie drogi pojawił się śnieg oraz lód znacznie utrudniający wspinanie się po kamiennych schodkach.

Obrazek

Do tego na górze dość mocno wieje. Nie zraża to jednak jednego z członków naszej ekspedycji przed wejściem na nieczynną wieżę widokową. W miejsce metalowej, wyciętej drabinki na pierwszym poziomie, ktoś wstawił drewnianą drabinę.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po wstępnym zaspokojeniu popędu widokowo-górskiego, idziemy do schroniska na kubek grzanego wina. Cena za 200ml - 9,80. Strasznie drogo, dość nie miła obsługa, a jednak ruch straszny. Schronisko to ma wielki potencjał, a jak tam jest, wszyscy wiemy...

Obrazek

Zapada już zmierzch, dlatego odpalamy czołówki i przy ich świetle schodzimy z powrotem do Domu Turysty, tym razem żółtym szlakiem przez Wieżycę, mijając po drodze m.in. Pannę z Rybą i Niedźwiadka i debatując nad losem Słowian, Celtów, niegdysiejszych bogów i wszystkiego co było, a czego już nie ma. To Śląski Olimp wywiera na nas swoją magię.

Obrazek

Wieczór spędzamy przy piwku (ciekawy wybór czeskich i słowackich), aby na drugi dzień powrócić do rzeczywistości...


Wszystkie zdjęcia:
https://picasaweb.google.com/1157835289 ... PodWiezyca

Re: Sylwester "Pod Wieżycą"

: 07-01-2015 12:35
autor: Dolnoślązak
Raubritter pisze:Najpierw idziemy czarnym szlakiem, aby następnie odbić na niebieski, który jest chyba z tych oficjalnych, znakowanych szlaków najtrudniejszym w wejściu na szczyt.

Zależy z której strony, z opisu wynika że szliście raczej tym od Sobótki Górki a to bułka z masłem - ja nim wchodziłem z rowerem :D .Trudny jak już to może być odcinek przez Skalną, chociaż mówić o trudności w przypadku Ślęży... :wink:

Raubritter pisze:Nie zraża to jednak jednego z członków naszej ekspedycji przed wejściem na nieczynną wieżę widokową. W miejsce metalowej, wyciętej drabinki na pierwszym poziomie, ktoś wstawił drewnianą drabinę.

I prawidłowo, "remont" pewnie będzie się ciągnął w nieskończoność. Jak to u nas zwykle bywa, do uwalenia/zamknięcia to szybko, potem znacznie trudniej...

Raubritter pisze:Strasznie drogo, dość nie miła obsługa, a jednak ruch straszny. Schronisko to ma wielki potencjał, a jak tam jest, wszyscy wiemy...

Jakby kto pytało skansen zwany komuną, poleciłbym bez wahania :mrgreen: Nawet wystrój pasuje jak ulał. Jednak najbardziej boli, że nie można nic konkretnego zjeść na ciepło, zdaje się że same fastfudy odgrzewane w mikrofali a o takim schabowym to można pomarzyć. Jedyne od wielkiego dzwonu jak w porze letniej wystawią ruszt z kiełbasami przed wejściem to można się pokusić jak ktoś nie ma ze sobą.

Re: Sylwester "Pod Wieżycą"

: 07-01-2015 17:01
autor: Raubritter
Dolnoślązak pisze: bułka z masłem


Cóż, wchodząc nawet na Ślężę, ale po nocnym imprezowaniu, wspinaczka staje się dość mozolna, wręcz wyzywająca :wink:

Do tej pory wchodziłem tylko żółtym od strony Wieżycy i czerwonym od wschodu, a przyglądając się poziomicą wydawało mi się, że to jest jedno z najbardziej, jak już wspomniałem wcześniej, trudnych z tych oficjalnych dróg na szczyt. W sumie to dopóki nie zaczęły się kamienne schodki to szło się dość spokojnie, dopiero jak pojawił się lód na tychże, było troszkę zabawy.

: 09-01-2015 14:22
autor: ecowarrior
Drabinka na byłej wieży cieszy! Sporo osób wchodziło tam tylko z powodu wschodów słońca...
Myślałem, że Dom Turysty jest od jakiegoś czasu zamknięty.
A czeskie i słowackie piwo jest dostępne na co dzień czy tylko z okazji zabawy sylwestrowej? Od mojego ostatniego pobytu w tym miejscu minęło 4 - 5 lat i takiej mnogości napoi nie pamiętam :D

: 09-01-2015 16:32
autor: Raubritter
ecowarrior pisze:A czeskie i słowackie piwo jest dostępne na co dzień


Owszem, jednakowoż mogą co jakiś czas zmieniać się w zależności na co się trafi w hurtowni.

: 10-01-2015 23:39
autor: Human
W hurtowni trafia się wszystko, zawsze i w dowolnej ilości. Chyba, że kupują w jakiejś hurtowni w ZópiÓ Małym.

: 11-01-2015 01:59
autor: Zły Marcin
Human pisze:W hurtowni trafia się wszystko, zawsze i w dowolnej ilości.
Polemizowałbym :wink:

: 11-01-2015 12:59
autor: Human
A ja nie, bo parę ładnych lat pracowałem w sklepach z piwem i nigdy nie miałem problemu z zamówieniem czegokolwiek. Chyba, że nie zna się żadnej z trzech wiodących w temacie hurtownii. Ale to akurat nie moja wina :wink:

: 11-01-2015 13:23
autor: Raubritter
Tak Human, w ZópiÓ Małym.

Zły Marcinie, "nie pogadasz" :wink:

A ja pracowałem ładnych parę lat za barem (w dużym mieście), i wiem, że czasami nawet piwa beczkowego brakowało. Ale pewnie żaden z właścicieli knajp w których pracowałem, nie znał trzech wiodących hurtowni na rynku.

: 11-01-2015 19:11
autor: Human
Ale o czym Ty do mnie? We Wro czeskie piwo załatwiasz bezpośrednio od gościa, który raz w tygodniu wozi je z Czech. Nawet nie trzeba do Lubina dzwonić żeby Ci przywieźli. Dowolny asortyment w dowolnej ilości. O knajpach nie wspomnę, bo we Wro jesteś w stanie załatwić dowolne piwo beczkowe o 2 w nocy w dowolny dzień tygodnia.

P.S. Namiary potrzebne? Co prawda zmieniłem pracę na dochodową, ale ciągle mam :D

: 11-01-2015 20:42
autor: Raubritter
Human pisze:Ale o czym Ty do mnie?


Ano z tym, że znam przypadki z własnego doświadczenia, kiedy to w hurtowni piwa brakowało.