Loupeznicke Putowanie w Lansperku jest mała,familijną imprezą organizowaną w niewielkiej wiosce (raczej osadzie) ok 30km od Kralików.
Natrafiłem na nią szukając zorganizowanego wyjścia turystycznego w sobotę. Jeszcze nie byłem w tamtej okolicy,plakat mieli wyjątkowo zachęcający:
Wszystkie piesze trasy poprowadzone były po szlakach turystycznych, zdarzały się jednak asfaltowe odcinki wioskowo-podmiejskie.
Wybrałem 50km trasę:
Pobudka o 4 rano, szybka owsianka i o 5 ruszam. Z Prudnika niby 110km ale jedzie się tam 2,5 godziny. Po drodze machają do mnie uczestnicy Sumperskiej 100, którzy chcą wrócić do Sumperka, niestety nie jadę tamtędy.
W Landsperku parkuje auto o 7:30 na parkingu na szczycie góry. Mimo ,że jeszcze kropi i jest zimno, ubieram się letnio, ładuję do plecaczka co potrzebne i z kundelkiem melduje się w gospodzie. Za 30 koron dostaję mapkę z trasą, zamykam listę 50km (lista mieszana pieszo/rowerowo, w sumie 6 wpisów).
Czas na przygodę! Po wyjściu z wioski odpinam psa ze smyczy i raźnie truchtamy po zimnym i mokrym lesie
Żółty szlak prowadzi wzdłuż potoku, przez kwieciste pola:
Po wyjściu z lasu natrafiam na skrytą wioskę z hodowlą owiec
Gdzieś pod lasem napotykam na pierwszy tego dnia krzyż (mam wrażenie,że jestem w tej bardziej chrześcijańskiej części Czech):
W kolejnej "górskiej osadzie" przemykam koło byczego traktora:
by minąć pierwszą w świecie mobilną wieżę myśliwską/strażniczą
Po minięciu Hlavnej i lasu ukazuje się widok na Zampach z pierwszym kontrolnym punktem. Na szczycie tego kopca znajdował się zamek, obecnie ostały ruiny.
Punkt kontrolny jest w ogrodzie botanicznym u podnóża kopca.
Do Hejnic pomykamy przez lasy i pola, widoki dopisują:
W Hejnicach mijam cmentarz z kapliczką. Niestety zaczyna się dłuższy odcinek asfaltu bez skrajni ani chodnika, pies musi iść na smyczy
Kolejna wioska ma uroczą nazwę i sympatyczne godło:
Asfalt się skończył i znów wszystko ładne dookoła:
Czerwonym szlakiem dochodzę do stacji PKP Litici nad Orlicą, potem zmieniam na niebieski,ktory prowadzi wzdłuż rzeki,na której co chwilę ktoś spływa:
Drugi punkt kontrolny znajduje się w Bohusovej w przystani nad rzeką.Kiełbasa dla mnie, parówka dla kundla, pieczątka do karty i ruszamy w najdłuższy asfaltowy odcinek tego dnia.
Przedmieścia Zamberku to wielka nuda, lokalna droga bez pobocza, pełne słońca. Na początku były owce i szybowce:
ale szybko się skończyło. Były fabryki,kominy,warsztaty,przejazdy kolejowe. Pod jednym z bloków mieszkalnych minąłem taki oto zabytek z tygryskową tapicerką:
Na ochłodę na początku żółtego szlaku trafilem na typowo czeską pijalnię piwa - godzina 13,starsi panowie przy kufelku łoją w karty albo oglądają wyscigi motorowe. Pełen luz,który też mi się udzielił:
Żółtym szlakiem mijam kolejny cmentarz
i wchodzę na punkt widokowy:
Odcinek do Pisecnej minął zbyt szybko,szlak prowadzi po szczytach pagórów,które mają słuszne nachylenie.
Najfajniejszym miejscem jest przejście grzebieniem przez Koziniec - urwisko po obu stronach,z metrowej szerokości ścieżką :
Krótki materiał wideo
https://gfycat.com/ShortDopeyHapuku
W samej wiosce senny klimat:
Już na zielonym szlaku mijam jedyną parę turystów,pewnie kończą 25km trasę
Jeszcze chwila po bezdrożach, potem kilometrowy odcinek wzdłuż głównej drogi:
i można domykać trasę. Oficjalny koniec, nieoficialny w gospodzie
Wyszła z tego niezła tyrka, 8 godzin i 49.80km , jak w robocie
W nagrodę wręczono mi dyplom i znamke,pogłaskano psa. Potem zupka i kofolka przy śpiewie lokalnej kapeli.
Na koniec dnia odwiedziłem ruiny zamku, ostała się jedna ściana z dziedzińcem:
Do auta,przez pizzernie i do domu na kolacje.