Wrocław - Śnieżka z buta nonstop
: 03-06-2015 22:30
Od dawna mi już taki pomysł chodził po głowie. No i w końcu 1. czerwca wziąłem się za realizację. Według meteo.pl na całym Dolnym Śląsku miało być ciepło, możliwe lekkie przelotne opady. O 11:00 wyszedłem z domu na Partynicach. Zgodnie z prognozą świeciło słoneczko. Nie doszedłem jeszcze do torów kolejowych, jak z jakiejś niezauważalnej chmurki spadło na mnie parę kropel deszczu. Chmurka, wraz z koleżankami, pojawi się jeszcze w tej relacji parę razy.
Pierwsze 50 km poszło jak po maśle bo odcinek Wrocław - Grodziszcze przeszedłem zimą idąc na Wielką Sowę. Poniedziałek, dzień roboczy, to i spodziewałem się pociągu z przeciwka. Na szczęście na Klecinie minął mnie tylko skład techniczny. Z toru kolejowego zszedłem w Rogowie. W miejscowym markecie uzupełniłem zapasy, bo zdążyłem po drodze wypić 1,5 l mineralnej. W Sobótce znalazłem się o 15:30. Jak poprzednio, czerwonym na Ślężę, żółtym do Kiełczyna, asfaltem do Książnicy i polną drogą do Grodziszcza o 19:20. W sklepie uzupełniłem zapasy, bo kolejne 1,5 l mineralnej zniknęło w międzyczasie. Dalej szedłem przez Krzyżową i planowałem polnymi drogami dojść do Bystrzycy Górnej. Niestety, droga polna, którą znalazłem na zdjęciu satelitarnym, w rzeczywistości nie istniała. Inna okazała się rowem melioracyjnym. W rezultacie doszedłem do Burkatowa i asfaltem wróciłem na trasę. O 21:00 wszedłem na czerwony szlak w stronę Modliszowa. Zrobiło się ciemno i coś tak jakby zaczęło kapać. Po chwili lało w towarzystwie piorunów. Szlak nie był zbyt dobrze wyznakowany i szybko się z nim pożegnałem. Wylądowałem w Lubachowie. Postanowiłem iść asfaltem przez Złoty Las do Dziećmorowic i do Wałbrzycha wejść od południa. Wtorek zastał mnie w Dziećmorowicach w wiacie przystankowej, w której schroniłem się przed kolejną nawałnicą. Na szczęście po parunastu minutach już tylko padało i mogłem iść dalej. Gdy doszedłem do Wałbrzycha pojawił się Księżyc. Zrobiło się całkiem sympatycznie, zacząłem wysychać i o 3:00 znalazłem się przy Starej Kopalni. Chwilę podziwiałem zmianę oświetlenia wież szybowych i górujący nad Wałbrzychem Chełmiec.
Zmiana pogody była krótka. Chełmiec przesłoniła chmura i znowu zaczęło kropić. We mgle wszedłem na szczyt o 4:50 i niebieskim szlakiem zacząłem truchtać w stronę Gorców i Czarnego Boru. Szlak pamiętałem, bo przed laty prowadziła nim trasa Sudeckiej Setki. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że szlak poprowadzono przez Mniszek. Zaliczyłem chyba najostrzejsze podejście i zejście w czasie całej wycieczki. Na szczęście mgła zaczęła znikać i wyszło słońce. Za Mniszkiem szlak biegł tak, jak go pamiętam, jedynie podejście na Boraczą zarosło - kiedyś biegnąc Sudecką Setkę dbaliśmy o nie raz na cały rok.
Do Kamiennej Góry dotarłem 9:20. Nie znalazłem żadnej knajpki, w której mogłem zjeść coś na ciepło. Chyba było za wcześnie.Szedłem dalej niebieskim do Pisarzowic. Po drodze zatrzymałem się przy krzyżu pokutnym. Popatrzyłem na przemiałownię dolomitu i dalej poszedłem asfaltem do Szarocina. W Szarocinie kupiłem kolejną butelkę mineralnej i odszukałem kolejny krzyż. Rozpoczęło się podejście w Karkonosze. Kierowałem się polnymi drogami przez łąki powyżej Szarocina w stronę nowego kamieniołomu w Ogorzelcu. Po chwili trafiłem na niebieski szlak, którym przez Ogorzelec dotarłem o 13:00 do Przełęczy Kowarskiej. Dalej już standardzik - 14:05 Przełęcz Okraj i Drogą Przyjaźni o 16:15 na Śnieżkę, po 29h 10m
GPS pokazał 126,4 km. Ale po zrzuceniu danych do komputera okazało się, że w wielu miejscach stracił sygnał i interpolował trasę linią prostą. Mogę spokojnie jeszcze z 15 km doliczyć.
Wnioski na przyszłość: należy unikać zbędnych fajerwerków w postaci wchodzenia na Ślężę, Chełmiec i Mniszek. I w ogóle tak trasę rozplanować, żeby ominąć Wałbrzych, a wtedy przy dobrej pogodzie to nawet ja zdołam złamać 24 godziny
zdjęcia tutaj: https://plus.google.com/photos/11302923 ... 5428555137
Pierwsze 50 km poszło jak po maśle bo odcinek Wrocław - Grodziszcze przeszedłem zimą idąc na Wielką Sowę. Poniedziałek, dzień roboczy, to i spodziewałem się pociągu z przeciwka. Na szczęście na Klecinie minął mnie tylko skład techniczny. Z toru kolejowego zszedłem w Rogowie. W miejscowym markecie uzupełniłem zapasy, bo zdążyłem po drodze wypić 1,5 l mineralnej. W Sobótce znalazłem się o 15:30. Jak poprzednio, czerwonym na Ślężę, żółtym do Kiełczyna, asfaltem do Książnicy i polną drogą do Grodziszcza o 19:20. W sklepie uzupełniłem zapasy, bo kolejne 1,5 l mineralnej zniknęło w międzyczasie. Dalej szedłem przez Krzyżową i planowałem polnymi drogami dojść do Bystrzycy Górnej. Niestety, droga polna, którą znalazłem na zdjęciu satelitarnym, w rzeczywistości nie istniała. Inna okazała się rowem melioracyjnym. W rezultacie doszedłem do Burkatowa i asfaltem wróciłem na trasę. O 21:00 wszedłem na czerwony szlak w stronę Modliszowa. Zrobiło się ciemno i coś tak jakby zaczęło kapać. Po chwili lało w towarzystwie piorunów. Szlak nie był zbyt dobrze wyznakowany i szybko się z nim pożegnałem. Wylądowałem w Lubachowie. Postanowiłem iść asfaltem przez Złoty Las do Dziećmorowic i do Wałbrzycha wejść od południa. Wtorek zastał mnie w Dziećmorowicach w wiacie przystankowej, w której schroniłem się przed kolejną nawałnicą. Na szczęście po parunastu minutach już tylko padało i mogłem iść dalej. Gdy doszedłem do Wałbrzycha pojawił się Księżyc. Zrobiło się całkiem sympatycznie, zacząłem wysychać i o 3:00 znalazłem się przy Starej Kopalni. Chwilę podziwiałem zmianę oświetlenia wież szybowych i górujący nad Wałbrzychem Chełmiec.
Zmiana pogody była krótka. Chełmiec przesłoniła chmura i znowu zaczęło kropić. We mgle wszedłem na szczyt o 4:50 i niebieskim szlakiem zacząłem truchtać w stronę Gorców i Czarnego Boru. Szlak pamiętałem, bo przed laty prowadziła nim trasa Sudeckiej Setki. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że szlak poprowadzono przez Mniszek. Zaliczyłem chyba najostrzejsze podejście i zejście w czasie całej wycieczki. Na szczęście mgła zaczęła znikać i wyszło słońce. Za Mniszkiem szlak biegł tak, jak go pamiętam, jedynie podejście na Boraczą zarosło - kiedyś biegnąc Sudecką Setkę dbaliśmy o nie raz na cały rok.
Do Kamiennej Góry dotarłem 9:20. Nie znalazłem żadnej knajpki, w której mogłem zjeść coś na ciepło. Chyba było za wcześnie.Szedłem dalej niebieskim do Pisarzowic. Po drodze zatrzymałem się przy krzyżu pokutnym. Popatrzyłem na przemiałownię dolomitu i dalej poszedłem asfaltem do Szarocina. W Szarocinie kupiłem kolejną butelkę mineralnej i odszukałem kolejny krzyż. Rozpoczęło się podejście w Karkonosze. Kierowałem się polnymi drogami przez łąki powyżej Szarocina w stronę nowego kamieniołomu w Ogorzelcu. Po chwili trafiłem na niebieski szlak, którym przez Ogorzelec dotarłem o 13:00 do Przełęczy Kowarskiej. Dalej już standardzik - 14:05 Przełęcz Okraj i Drogą Przyjaźni o 16:15 na Śnieżkę, po 29h 10m
GPS pokazał 126,4 km. Ale po zrzuceniu danych do komputera okazało się, że w wielu miejscach stracił sygnał i interpolował trasę linią prostą. Mogę spokojnie jeszcze z 15 km doliczyć.
Wnioski na przyszłość: należy unikać zbędnych fajerwerków w postaci wchodzenia na Ślężę, Chełmiec i Mniszek. I w ogóle tak trasę rozplanować, żeby ominąć Wałbrzych, a wtedy przy dobrej pogodzie to nawet ja zdołam złamać 24 godziny
zdjęcia tutaj: https://plus.google.com/photos/11302923 ... 5428555137