Spontanicznie na Pradziada
: 09-06-2015 17:23
Pod koniec maja wraz wraz z Agaciorem postanowiliśmy zdobyć Pradziada, górę na której jeszcze nie byliśmy. Niestety prognozy pogody nas odstraszyły, jednakże w planowany dzień wyjazdu, popołudniu, okazało się, że nie pada więc stwierdziliśmy - jedziemy. Zamiast jak planowaliśmy autobusem, postanawiamy jechać samochodem coby zaoszczędzić na czasie. Stwierdziliśmy że pokręcimy się po masywie tak bardziej wycieczkowo, niźli ekspedycyjnie.
W Zlatych Horach kupujemy korony, Agacior prowadzi.
W Karlovej Studziance zostawiamy samochód na pierwszym parkingu. Płacimy za nadchodzącą noc oraz kolejny dzień. Wychodzi sto koron. Pozostałą opłatę mamy uiścić w środę rano (jest poniedziałek godz. 18sta).
Przechodzimy przez miejscowość, kupujemy po Holbie na drogę oraz drewnianą odznakę turystyczną, które to ostatnio zacząłem zbierać. Bardzo nam się podoba uzdrowiskowa zabudowa Karlovej.
W tym czasie orientuje się, że zapomniałem książeczki GOT oraz książeczki do Korony Sudetów. Przez cały zatem wyjazd zbieram pieczątki na paragonach, karteczkach itp.
Za radą Cezaryola (i nie tylko tą) planujemy przenocować w schronisku/hotelu Barborka, do którego też dzwonię i rezerwuję nam miejsca.
Na Pradziada wspinamy się szlakiem żółtym, na mapie zaznaczonym jako "trudny". Swoją drogą korzystam z mapy Galileosa JESIONIKI.
Pogoda jest nawet "całkiem całkiem". Na niebie wiszą chmury ale jest ciepło. Idąc doliną Białej Opavy może podziwiać ją w całej swej krasie. Czy jest to szlak trudny? Nie powiedziałbym... może dla dzieci wychowanych na Mc'Donaldzie, może dla osób starszych...
Po dwudziestej dochodzimy do Barborki. Okazuje się, że kuchnia jest już zamknięta więc raczymy się chlebem z pasztetem (w pokoju) oraz piwem, gdyż część restauracyjna jest jeszcze otwarta. Co prawda to tylko Gambrinus dziesiątka, ale mają jeszcze Becherówke, Kozla Cernego... i tak jakoś mija wieczór.
A drugi dzień to już dupa. W końcu sprawdziły się prognozy pogody. Nie widać nic. Mgła, deszcz, mgła deszcz. Mimo wszystko wchodzimy rzecz jasna na Pradziada, stołujemy się w tamtejszej restauracji (pijemy piwo Pradziad i rozgrzewamy się czosnkową).
Mieliśmy tego dnia spać w schronisku/hotelu Svycarna ale postanawiamy jednak zostać w Barborce. Płacimy kolejne 250 koron od osoby za nocleg i idziemy... do niedalekiego hotelu/gospody Ovcarna, gdzie też leją wyśmienite piwko. Nie pamiętam już teraz czy przez nich warzone, czy dla nich, ale jest wyśmienite i nie drogie. Do tego stary barman (siwiejący pan, rzadkość w gastronomii) poleca nam zamiast Becherówki likier "Pradziad". I tak jakoś przesiedzieliśmy cały wieczór w Ovcarni, której część barowa/restauracyjna bardzo nam się spodobała, gdyż jest utrzymana w stylu starej gospody, oberży. No i wielki szacun dla ponad pięćdziesięcioletniego barmana, który w jednej dłoni potrafił utrzymać dwie szklanice piwa (nie kufle na rączkę!).
Wracamy na wieczór do naszej Barborki chwiejnym krokiem rzucając się śniegiem zalegającym jeszcze tu i ówdzie...
Nad ranem wstać się nie chce, ale co zrobić. Pierwszym autobusem spod Ovcarny jedziemy do przełęczy Hvezda, skąd pieszo dostajemy się do Karlovej. Jesteśmy na miejscu przed ósmą, stąd też nie ma jeszcze "ciecia" na parkingu dlatego też odpalamy naszą Pumę i uciekamy na Biskupią Kopę. Mam nadzieję, że nie przyjdzie mi jakiś zaległy rachunek
Wyjazd średnio udany, jeżeli nie powiedzieć, że nie udany. Fakt faktem zdobyliśmy Pradziada ale czujemy wielki niedosyt. Wiemy jednak, że w Jeseniki na pewno wrócimy i zdobędziemy ich najwyższy szczyt przy dobrej pogodzie coby w pełni dostrzec ich majestat.
Wszystkie zdjęcia (część gorszej jakości bo robiona telefonem):
https://picasaweb.google.com/1157835289 ... azPierwszy
W Zlatych Horach kupujemy korony, Agacior prowadzi.
W Karlovej Studziance zostawiamy samochód na pierwszym parkingu. Płacimy za nadchodzącą noc oraz kolejny dzień. Wychodzi sto koron. Pozostałą opłatę mamy uiścić w środę rano (jest poniedziałek godz. 18sta).
Przechodzimy przez miejscowość, kupujemy po Holbie na drogę oraz drewnianą odznakę turystyczną, które to ostatnio zacząłem zbierać. Bardzo nam się podoba uzdrowiskowa zabudowa Karlovej.
W tym czasie orientuje się, że zapomniałem książeczki GOT oraz książeczki do Korony Sudetów. Przez cały zatem wyjazd zbieram pieczątki na paragonach, karteczkach itp.
Za radą Cezaryola (i nie tylko tą) planujemy przenocować w schronisku/hotelu Barborka, do którego też dzwonię i rezerwuję nam miejsca.
Na Pradziada wspinamy się szlakiem żółtym, na mapie zaznaczonym jako "trudny". Swoją drogą korzystam z mapy Galileosa JESIONIKI.
Pogoda jest nawet "całkiem całkiem". Na niebie wiszą chmury ale jest ciepło. Idąc doliną Białej Opavy może podziwiać ją w całej swej krasie. Czy jest to szlak trudny? Nie powiedziałbym... może dla dzieci wychowanych na Mc'Donaldzie, może dla osób starszych...
Po dwudziestej dochodzimy do Barborki. Okazuje się, że kuchnia jest już zamknięta więc raczymy się chlebem z pasztetem (w pokoju) oraz piwem, gdyż część restauracyjna jest jeszcze otwarta. Co prawda to tylko Gambrinus dziesiątka, ale mają jeszcze Becherówke, Kozla Cernego... i tak jakoś mija wieczór.
A drugi dzień to już dupa. W końcu sprawdziły się prognozy pogody. Nie widać nic. Mgła, deszcz, mgła deszcz. Mimo wszystko wchodzimy rzecz jasna na Pradziada, stołujemy się w tamtejszej restauracji (pijemy piwo Pradziad i rozgrzewamy się czosnkową).
Mieliśmy tego dnia spać w schronisku/hotelu Svycarna ale postanawiamy jednak zostać w Barborce. Płacimy kolejne 250 koron od osoby za nocleg i idziemy... do niedalekiego hotelu/gospody Ovcarna, gdzie też leją wyśmienite piwko. Nie pamiętam już teraz czy przez nich warzone, czy dla nich, ale jest wyśmienite i nie drogie. Do tego stary barman (siwiejący pan, rzadkość w gastronomii) poleca nam zamiast Becherówki likier "Pradziad". I tak jakoś przesiedzieliśmy cały wieczór w Ovcarni, której część barowa/restauracyjna bardzo nam się spodobała, gdyż jest utrzymana w stylu starej gospody, oberży. No i wielki szacun dla ponad pięćdziesięcioletniego barmana, który w jednej dłoni potrafił utrzymać dwie szklanice piwa (nie kufle na rączkę!).
Wracamy na wieczór do naszej Barborki chwiejnym krokiem rzucając się śniegiem zalegającym jeszcze tu i ówdzie...
Nad ranem wstać się nie chce, ale co zrobić. Pierwszym autobusem spod Ovcarny jedziemy do przełęczy Hvezda, skąd pieszo dostajemy się do Karlovej. Jesteśmy na miejscu przed ósmą, stąd też nie ma jeszcze "ciecia" na parkingu dlatego też odpalamy naszą Pumę i uciekamy na Biskupią Kopę. Mam nadzieję, że nie przyjdzie mi jakiś zaległy rachunek
Wyjazd średnio udany, jeżeli nie powiedzieć, że nie udany. Fakt faktem zdobyliśmy Pradziada ale czujemy wielki niedosyt. Wiemy jednak, że w Jeseniki na pewno wrócimy i zdobędziemy ich najwyższy szczyt przy dobrej pogodzie coby w pełni dostrzec ich majestat.
Wszystkie zdjęcia (część gorszej jakości bo robiona telefonem):
https://picasaweb.google.com/1157835289 ... azPierwszy