Strona 1 z 1

Letnia wyrypa w Karkonosze 04-07.06.2015

: 24-09-2015 20:23
autor: Spirit
Przeglądając dotychczasowe tegoroczne wyjazdy w góry doszłam do wniosku, że podzielę się wrażeniami z wyrypy karkonoskiej z czerwcowego długiego weekendu, bo było mi tak fajnie, i pogoda taka fajna i wszystko takie fajne;)Jedyne co było niefajne, to to, że nabawiłam się oparzeń niemal drugiego stopnia a ręce spuchły jak balony, bo niczym rasowa stonka a nie wytrawny turysta z kilkuletnim doświadczeniem nie wzięłam kremu z filtrem na trzydziestostopniowy upał i lampę przez bite trzy dni;)Ale to mało istotny szczegół, który nie zatarł przyjemnych wrażeń;)

A zatem, pierwszego dnia przyjeżdżam przed dziewiątą do Szklarskiej Poręby i tradycyjnie trasę rozpoczynam od Wodospadu Kamieńczyka, a dalej na Halę Szrenicką, cel na dziś, przejść do schroniska Odrodzenie, tam nocleg.

Obrazek

Z Hali Szrenickiej idę już grzbietem Karkonoszy, albo jak kto woli "autostradą" w stronę Śnieżnych Kotłów, mijając Trzy Świnki i Twarożnik.


Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przy Śnieżnych Kotłach robię sesję zdjęciową.

Obrazek

W zagłębieniach zalega jeszcze śnieg.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Trawersuję Wielki Szyszak.

Obrazek

Obrazek

Mijam Czeskie i Ślaskie Kamienie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ostatnie spojrzenie na kociołki z daleka.

Obrazek

I już niedługo z oddali majaczy Przełęcz Karkonoska.

Obrazek

Na Przełęczy drogą przelatuje młoda żmijka.


Obrazek

Cel osiągnięty, dotarłam na Przełęcz Karkonoską, zlegam w schronisku wypompowana, pod wieczór siedzę na tarasie schroniska i podziwiam widoki, następnego dnia czeka mnie dalsza wędrówka grzbietem Karkonoszy, tym razem trzeba dojść do Strzechy Akademickiej, tam dwa noclegi.

A zatem, ostatnie spojrzenie na Przełęcz Karkonoską...

Obrazek

...I ruszam w stronę Słonecznika.

Obrazek

Za Słonecznikiem wyłania się moja ulubiona wielka góra, czyli Śnieżka;)

Obrazek

Mijam Kotły Wielkiego i Małego Stawu.

Obrazek

Obrazek

I wreszcie docieram do Strzechy Akademickiej.Zostawiam graty w przechowalni i gnam na Śnieżkę.

Obrazek

Obrazek

Jest środek dnia, długi weekend, na Śnieżce tłumy jak w hipermarkecie przed świętami, trudno o chwilę spokoju, ale przynajmniej idealna pogoda, można trochę zdjęć zrobić.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po południu złażę do Samotni, tam też w spokoju na ławie się nie poleży, bo supermarket, wkurzona nieco postanawiam iść następnego dnia na Czechy, bo zwariuję z tymi tłumami.

Obrazek

A zatem; następnego dnia idę w czeskie Karkonosze, mam dwie możliwości gdzie by tu pójść, pod Luczni Boudą decyduję, że jednak będą to Kozie Grzbiety, pogoda jest idealna a jest to bardzo widokowa trasa.

Obrazek

Od Luczni Boudy kieruję się najpierw na Karkonosa, z którego rozciąga się widok na polską część gór.


Obrazek

Teraz trawersem przez Kozie Grzbiety.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Karkonosze to czy Tatry, można się pogubić momentami;)

Obrazek

Po jakimś czasie wyłaniają się zabudowania miejscowości Svaty Petr.

Obrazek

Przechodzę miejscowość wzdłuż kierując się na Dlouhy Dul, skąd muszę spowrotem wdrapać się na grzbiet Karkonoszy, cóż, żeby wejść, trzeba zejść, żeby zejść, trzeba wejść;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Trasa przez Dlouhy Dul prezentuje się bardzo urokliwie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kozie Grzbiety widziane z trasy przez Dlouhy Dul.

Obrazek

Obrazek

Docieram do schroniska(w sumie to bardziej hotel) Vyrovka, zjadam kanapkę, zagryzam rozpaćkanym od upału Grześkiem, kupuję dwie wody mineralne i asfalciskiem roztopionym jak masło idę spowrotem w stronę Lucni Boudy, robiąc tym samym pętelkę przewidzianą tego dnia.

Obrazek

Po drodze jest jeszcze trochę widoczków.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Czworonożni czescy turyści chłodzą się w zalegających czapach śniegowych;)

Obrazek

Pod kapliczką niedaleko Lucni Boudy jest taki fajny widok, że zlegam na trawie gdzieś z godzinę robiąc zdjęcia i rozglądając się wokół, pogoda idealna, po co się śpieszyć jak można się polenić trochę;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wkońcu się kiedyś trzeba ruszyć, wstaję zatem i ruszam do Lucni Boudy, tam już się robi nieco supermarketowo, choć to nic w porównaniu z tym, co wczoraj było pod Śnieżką.Jest dopiero piąta, więc żeby nie iść od razu do Strzechy Akademickiej i pewnie do większych tłumów niż tutaj decyduję się przejść wkońcu szlakiem pod Śnieżkę przez torfowiska. Teraz są niemal zupełnie wyschnięte.

Obrazek

Obrazek

I ponownie docieram pod Śnieżkę, tym razem już nie wchodzę na szczyt, kładę się na trawie i dopiekam do reszty na słońcu;)

Obrazek

Odpoczywam nieco, zjadam obiad w Samotni, wreszcie tłumy się przewaliły i jest trochę spokojniej, resztę wieczoru można spędzić przed Strzechą obserwując maruderów idących to z góry, to z dołu i nacieszyć się jeszcze górskimi widokami.Następnego dnia rano jest totalne mleko, ale to już dzień powrotu do domu, więc nic straconego, zbieram manele i schodzę Białym Jarem do Karpacza, tam już popaduje deszcz, łapię autobus do Jeleniej Góry, potem do Wrocławia i po południu jestem w domu.Było super, tylko cholera spiekłam się jak na rożnie, od tej pory biorę obowiązkowo krem z filtrem.