Masyw Śnieżnika tak trochę boczkiem 23/07/2016

Planujesz wypad? Byłeś gdzieś i masz ochotę podzielić się wrażeniami z innymi - zrób to koniecznie! Zdjęcia mile widziane!
Makuh
podróżnik
Posty: 216
Rejestracja: 28-05-2016 12:14

Masyw Śnieżnika tak trochę boczkiem 23/07/2016

Postautor: Makuh » 05-08-2016 20:17

Jakiś czas temu pisałem tu z objawami paniki, że autobusem do Międzygórza w dni wolne już nie będą kursować. Skontaktowałem się więc z PKS Kłodzko i dostałem bardzo szybką odpowiedź z oświadczeniem, że na stronie jest błąd. Tak więc dzięki mojej skromnej osobie udało się go poprawić - brawo ja :D

Niemniej jednak kursy lokalne tego przewoźnika są stopniowo ograniczane, a myśli się głównie o dowożeniu młodzieży szkolnej z małych wsi do większych miejscowości, gdzie znajdują się szkoły. W dni wolne na dworcu w Kłodzku wieje nudą.

W weekendy do Międzygórza jest tylko 1 (słownie "jeden") kurs - o 9:40. Natomiast z Międzygórza trzeba się ulotnić o 12:20 albo zostać tam na noc. Cóż, tam turyści muszą zdać się na własne cztery kółka. Tyle tytułem wstępu. Moja trasa wyglądała następująco:

Międzygórze - zapora wodna - Igliczna - Czarna Góra - Puchaczówka - Przełęcz pod Chłopkiem - Kąty Bystrzyckie - Lądek-Zdrój

Dojazd do Międzygórza odbył się jedynym możliwym autobusem - był dość pusty, więc w sumie PKS Kłodzko może się łatwo obronić przed zarzutami o cięcia w kursach. Wysiadłem przy wodospadzie, ale zwiedziłem to miejsce tylko pobieżnie (wszedłem tylko na ten bliższy taras widokowy) i ruszyłem zielonym szlakiem w stronę zapory wodnej na Wilczce. Szlak skręcił z drogi przez furtkę i doprowadził mnie do zapory. W przeciwieństwie do wielu tego typu budowli tutaj nie ma sztucznego jeziora - tama tworzy brzeg sztucznego suchego zbiornika retencyjnego. Miejsca na wodę opadową wydaje się dużo, ale biorąc pod uwagę intensywność opadów w górach może to być złudne wrażenie.


Obrazek

Obrazek

Obrazek


Potem zielony szlak dość stromo podszedł na Igliczną. To, że przez swoją lekkomyślność go przez moment zgubiłem, to już inna sprawa. Im bliżej szczytu, tym bardziej dawało się odczuć sakralny charakter tego miejsca.


Obrazek


Z początku myślałem, że mijam stacje Drogi Krzyżowej, ale to były raczej sceny z Nowego Testamentu (był m. in. Jezus znaleziony w świątyni i Zwiastowanie). W końcu osiągnąłem szczyt Iglicznej, a raczej zagospodarowaną polanę podszczytową. Tam wyróżnia się Sanktuarium Maria Śnieżna i nieco ukryte, ale z tego powodu bardzo ciekawie położone schronisko. Jeśli chodzi o Sanktuarium, to miałem w pamięci anegdoty o proboszczu zakazującym robić zdjęcia. Ponoć dlatego, że wziął środki unijne na remont sanktuarium i wydał je w inny sposób, a potem nie chciał, żeby ktoś zbierał na to dowody robiąc zdjęcia. Ile w tym prawdy? Nie wiem, ale patrząc na wygląd świątyni, to remont chyba się udał. Mimo to miejsce wydało mi się niegościnne. Dlaczego? Tabliczki informacyjne zakazujące wchodzenia w krótkich spodenkach, zamykane bramki, pani, która udzieliła reprymendy zwiedzającemu, że źle zaparkował samochód (tak, tak - tam można wjechać samochodem) połączone z tym, co napisałem wyżej wyrobiły w mojej głowie taki obraz. Może niesłusznie...


Obrazek

Obrazek


Schronisko było dużo sympatyczniejsze, ale tylko koło niego przeszedłem.


Obrazek


Ruszyłem dalej zielonym szlakiem w stronę Czarnej Góry. Najpierw po brukowanej drodze do parkingu.


Obrazek


A potem w rzadki las. Mijałem łąkę, kapliczkę, kamienistą kulminację, no i też kilka osób. Dotarłem do drogi, gdzie dochodził niebieski szlak. Ale ja dalej szedłem zielonym. Tamten odcinek był już dużo bardziej stromy. Minąłem dwukrotnie drogę Izabeli, czeskich kolarzy, kolonistów i kilka innych osób. Czyli ruch na szlaku jakiś tam był. W końcu osiągnąłem Przełęcz pod Jaworową Kopą. Poniżej kilka zdjęć z tego odcinka:


Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie poszedł na Jaworową Kopę :) Ścieżka była dość wyraźna, a szczyt położony na niewielkiej polance.


Obrazek


O ile do zdobywania wszelkich koron górskich jestem nastawiony dość sceptycznie, o tyle Tysięczniki Ziemi Kłodzkiej bardzo mi się podobają. Co prawda nie zdobywam tej odznaki oficjalnie, ale osiąganie tysięczników wygląda trochę szukanie skarbów. Przedzieranie się przez kępy traw, niewyraźne ścieżki, chodzenie bez szlaku na orientację, tylko po to, żeby w końcu odnaleźć tę tabliczkę przypomina mi zabawy z dzieciństwa.

Po tym mniej znanym tysięczniku przyszedł czas na ten bardziej znany, czyli Czarną Górę. Na szczycie było trochę ludzi. Nawet spotkałem znajomego, którego nie widziałem ponad rok - kto by się spodziewał, że w tym miejscu... Widoki z wieży, oczywiście super, chociaż i tutaj drzewa zaczynają powoli wygrywać.


Obrazek

Obrazek

Obrazek

Widoki z wieży:

Zasłaniany drzewami Śnieżnik

Obrazek

Igliczna

Obrazek

Góry Złote

Obrazek

Jeseniki

Obrazek


Zejście Głównym Szlakiem Sudeckim, którego już się trzymałem do końca. Najpierw wśród jagód do Przełęczy Puchaczówka, a potem w kierunku Sienny (Siennej?)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zagłębiłem się w królestwo ciszy, gdzie ludzi było niewielu. Przede mną około 3-godzinny odcinek do Lądka-Zdroju. Pierwszy fragment do Przełęczy pod Chłopkiem prowadził cichym lasem. Ciszę zagłuszyło poruszające się zwierzę. Myślałem, że to sarna, a to była... wyzwolona owca!


Obrazek


Wiedząc, że mam dar do przyciągania owiec (mój brat ma dar do przyciągania kotów, tata ma dar do przyciągania psów - u nas to rodzinne) obawiałem się, że kędzierzawe, rogate zwierzę będzie mi chciało towarzyszyć w dalszej podróży, więc szybko się oddaliłem.

Droga była spokojna, skłaniająca do rozmyślań. Nie wiem, czemu, ale podczas takich odcinków moim głównym zajęciem jest tłumaczenie sobie tekstów z "Wielkiego Szu" na angielski. Wiadomo - góry nastrajają.

Przełęcz pod Chłopkiem wyobrażałem sobie zupełnie inaczej. I to jest najpiękniejsze, kiedy patrząc na jakieś miejsce na mapie tworzymy sobie w głowie jego obraz, a rzeczywistość to weryfikuje.

Obrazek

Kolejny odcinek prowadził do Kątów Bystrzyckich. Właściwie nic się nie zmieniło - cisza i spokój.

Dotarłem do Kątów, a raczej do tej bardziej zniszczonej ich części. GSS tylko zahacza o tę miejscowość, ale prowadzi później przez ścieżkę, z której dokładnie widać całą wieś.

Obrazek

Obrazek

Potem spokojna droga dalej się wije i wije. W końcu docieram do pierwszych zabudowań Lądku-Zdrój. Najpierw mijam wysypisko śmieci


Obrazek


A potem wchodzę na polanę, z której widać to i owo.

Obrazek

W końcu docieram do Lądka. Oczywiście nie omieszkam zwiedzić stacji kolejowej. Coraz śmielej się mówi o przywróceniu pociągów na tej linii, ale widać, że to nie będzie takie hop siup. Budynek stacji jest w całkiem niezłym stanie, ale torowisko...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Znajdź tory

Obrazek

Słowem - budowniczych czeka sporo pracy.

Potem postanowiłem sobie zwiedzić rynek i okolice. Kilka zdjęć poniżej.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I tak zakończyłem całą wyprawę.
"Każdy ma prawo być szczęśliwym na własnych warunkach" - Frank Zappa

Awatar użytkownika
Krzysztof63
wędrowiec
Posty: 499
Rejestracja: 10-08-2013 11:18
Lokalizacja: Świdnica

Re: Masyw Śnieżnika tak trochę boczkiem 23/07/2016

Postautor: Krzysztof63 » 06-08-2016 15:46

Makuh pisze: Jeśli chodzi o Sanktuarium, to miałem w pamięci anegdoty o proboszczu zakazującym robić zdjęcia. Ponoć dlatego, że wziął środki unijne na remont sanktuarium i wydał je w inny sposób, a potem nie chciał, żeby ktoś zbierał na to dowody robiąc zdjęcia. Ile w tym prawdy? Nie wiem, ale patrząc na wygląd świątyni, to remont chyba się udał. Mimo to miejsce wydało mi się niegościnne. Dlaczego? Tabliczki informacyjne zakazujące wchodzenia w krótkich spodenkach, zamykane bramki, pani, która udzieliła reprymendy zwiedzającemu, że źle zaparkował samochód ...

1. Swego czasu proboszcz w Radziejowie wyjaśnił mi, że przez masową publikację zdjęć ułatwia się robotę złodziejom. Nie wiem, na ile to prawda, ale jest to jakieś logiczne wytłumaczenie.

2. To, że do kościoła nie wchodzi się w krótkich spodniach, to oczywiste. Ja tak jestem nauczony "z domu".

3. To, że gospodarz pilnuje porządku, to chyba też oczywiste, więc jeśli ktoś zaparkował nieprawidłowo, to należał się opieprz.
Góry Sowie nie są tym, czym się wydają ...

włodarz
stary wyga
Posty: 1097
Rejestracja: 22-07-2012 12:32
Lokalizacja: Góry Sowie

Re: Masyw Śnieżnika tak trochę boczkiem 23/07/2016

Postautor: włodarz » 06-08-2016 16:37

Fajna trasa, pomysł do wykorzystania. Tylko jak z komunikacją Lądek - Kłodzko?

Leuthen
bardzo stary wyga
Posty: 2491
Rejestracja: 04-07-2011 09:14
Lokalizacja: Wrocław

Re: Masyw Śnieżnika tak trochę boczkiem 23/07/2016

Postautor: Leuthen » 06-08-2016 18:25

włodarz pisze:Tylko jak z komunikacją Lądek - Kłodzko?

Zapewniam, że takowa istnieje :D
Jeżdżą tam zarówno "Beskid Busy"
http://beskid-przewozy.pl/rozklad-jazdy ... oj-klodzko
PKS-y Kłodzko,
jak i komunikacja piracka :mrgreen:
Terra Tenebrae
Telluris Malus
Quisere Pere Curiatus

Dolnoślązak
bardzo stary wyga
Posty: 2209
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Masyw Śnieżnika tak trochę boczkiem 23/07/2016

Postautor: Dolnoślązak » 07-08-2016 15:49

Odnośnie PKS Kłodzko, korzystałem zwykle z rannego do Międzygórza o 9 i powrotnego bodaj o 17.30 dość mocno daje się we znaki. W sumie trochę się dziwię, niby mówi się o rozkwitaniu Międzygórza a tu komunikacja publiczna się zwija, podobnie w Świeradowie gdzie Polbus się wycofał. Czy w Polsce naprawdę tylko własnym transportem idzie się gdziekolwiek dostać? Jako, że jeżdzę ostatnio do Czech i Niemiec coraz bardziej widać tą przepaść między transportem tu a tam.

Odnośnie sanktuarium na Iglicznej, na mnie również wywarło średnie wrażenie, zresztą nawet na zdjęciu widać same zakazy. Zakaz fotografowania parę lat temu jeszcze był, czyżby jednak nastąpiła jakaś dyspensa od proboszcza w tej materii? :mrgreen:

Awatar użytkownika
Franiu
podróżnik
Posty: 125
Rejestracja: 16-02-2012 16:35

Re: Masyw Śnieżnika tak trochę boczkiem 23/07/2016

Postautor: Franiu » 08-08-2016 19:27

Makuh pisze:Jeśli chodzi o Sanktuarium, to miałem w pamięci anegdoty o proboszczu zakazującym robić zdjęcia. Ponoć dlatego, że wziął środki unijne na remont sanktuarium i wydał je w inny sposób, a potem nie chciał, żeby ktoś zbierał na to dowody robiąc zdjęcia. Ile w tym prawdy? Nie wiem, ale patrząc na wygląd świątyni, to remont chyba się udał. Mimo to miejsce wydało mi się niegościnne. Dlaczego? Tabliczki informacyjne zakazujące wchodzenia w krótkich spodenkach, zamykane bramki, pani, która udzieliła reprymendy zwiedzającemu, że źle zaparkował samochód (tak, tak - tam można wjechać samochodem) połączone z tym, co napisałem wyżej wyrobiły w mojej głowie taki obraz. Może niesłusznie...


Proboszcza nie spotkałem. Chyba że był nim człowiek wieszający flagi na masztach. Ale faktycznie, sanktuarium ma więcej z oblężonej twierdzy niż z Domu Bożego. Zamknięty kościół, wszechobecne kamery, sterylne trawniki po których nie można deptać, postać kobiety pilnującej i patrzącej na ręce zwiedzającym. Nie wiedzieć czemu ale zawsze w tym miejscu przypomina mi się nowotestamentowe wypędzenie kupców.


Wróć do „Relacje z wypraw”