Bunkry były, a potem spokój, czyli na południe od Boboszowa 10/09/2016
: 27-09-2016 20:16
Czekałem na tą wyprawę do momentu, aż skończy się remont odcinka ze Strzelina do Ziębic, bo jakoś nie w smak mi były te przesiadki w autobusy i w ogóle. Remont skończył się o czasie, więc mogłem się tam wybrać. Więc teraz będzie według mojego schematu:)
Trasa: Mladkov - Vysoky kamen - Tvrz bouda - Bradlo - Suchy vrch - Cervena Voda - Sanov - Jerab - Val - Kraliky
Zacząłem w Mladkovie. Bardzo spokojnej, malowniczo położonej miejscowości.

Skierowałem się na czerwony szlak będący jednocześnie ścieżką edukacyjną po budowanych w latach 30 ubiegłego stulecia czechosłowackich umocnień granicznych mających ich chronić przed rosnącą w siłę III Rzeszą. Jest to pamiątka po dość smutnych czasach dla naszych południowych sąsiadów.
Na początku droga była bardzo spokojna, ale o dziwo nie przeszkadzała mi ta monotonia. Ciekawszymi akcentami na tym odcinku były m.in zające

A także źródełko

Poza tym cisza i spokój. Na szczycie Vysokiego kamena zaczęły się bunkry. Było ich trochę






Najsłynniejszym bunkrem jest zamieniony na muzeum Tvrz Bouda

Od tego momentu zaczęło się robić coraz tłoczniej. Szlak skierował się na nieco węższą ścieżkę prowadzącą na Bradlo. Tam przed samym wejściem było kilka miejsc z nieśmiałymi widokami.

Same Bradlo być może byłoby widokowe, ale jakiś czas temu szczytowe skałki przegrały z otaczającymi szczyt drzewami...


Następnie poszedłem łagodną ścieżką w stronę wieży pod Suchym vrchem. Tutaj mała dygresja. Bardzo cenię Czechów za to, jak dbają o infrastrukturę turystyczną, ale czasami za bardzo przesadzają z rozmachem przy tworzeniu niektórych budowli, które pasują do gór jak pięść do nosa. Weźmy choćby wieże na Pradziadzie, czy Jestedzie, czy też Labską boudę albo hotele czterogwiazdkowe na Przełęczy Karkonoskiej. Pod Suchym vrchem nie było aż tak źle, ale mimo wszystko to miejsce jakoś mnie odrzucało - było jakieś takie pozbawione charakterystycznego dla gór uroku. Na wieżę się więc nie wybrałem (ech, ta zmarnowana okazja do obserwacji przez szybę...). Za to kilka zdjęć zrobiłem.



Następnie udałem się na właściwy szczyt, który z kolei był zabudowany różnymi masztami.


A potem było z górki. Najpierw do przełęczy Hvezda, gdzie zmieniłem szlak na niebieski, a potem do miejscowości Cervena Voda.




W Cervenej Vodzie zainteresowała mnie Hurka, która jest najwyższym szczytem Kotliny Kłodzkiej, a zatem należy do Korony Sudetów Czeskich. Samej Korony nie zdobywam, ale skoro już byłem tak blisko, to czemu by nie "zaliczyć" tego pagórka? Od strony zejścia z Gór Orlickich Hurka prezentowała się dość okazale.

Zaczęło się zdobywanie... Cóż mogę powiedzieć... Twórcy wszelakich Koron Sudetów poprzestali wyłącznie na wytypowaniu szczytów. Z pewnością po wymyśleniu tej odznaki znalazło się trochę turystów, którzy zapragnęliby ją mieć. Podejrzewam, że od tego momentu ilość osób, które wchodzą na Hurkę wzrosła i myślę, że tubylcy patrzą na takich ludzi... jak na debili. Bo po jakiego grzyba, mając wokół inne fajne miejsca wędrować przez pole uprawne? Dodatkowo popełniłem dość zabawną pomyłkę, linie na czeskiej mapie, które wziąłem za ścieżki w rzeczywistości okazały się... liniami wysokiego napięcia! Swoją drogą, kto na mapach turystycznych zaznacza coś takiego?
Na szczęście udało się znaleźć w miarę wygodną drogę. Najpierw wypłoszyłem siedzące w chaszczach sarenki (chociaż one swoim nagłym zrywem bardziej wystraszyły mnie:)) Potem szedłem wzdłuż płotu, za którym ktoś hodował więcej niż jedno zwierzę:

A potem w górę na szczyt. Szczerze, dla takich widoków warto było

Cervena Voda

Suchy vrch

Masyw Śnieżnika

Cervena Voda

Potem trzeba było stamtąd zejść. W sumie Cerveną Vodę przeszedłem po polach obok i ostatecznie na teren zabudowany wyszedłem obok stacji kolejowej. Trzeba przyznać, że po naszej stronie granicy poniemieckie budynki stacyjne prezentują się dużo okazalej.

Potem po krótkiej drodze rowerowej doszedłem do normalnej uliczki, która doprowadziła mnie do Sanova.
Droga dla rowerów

Takiego stwora żem spotkał

Chciałoby się zaśpiewać "Sanov Jamaica"

Tam w centralnym punkcie był kościół

No a potem ulica szła w górę...


... by zagłębić się w ciszę Hanusovickiej vrchoviny. Szlak szedł przez las - ludzi praktycznie brak - było słychać własny oddech.



Przekroczyłem po raz pierwszy Cichą Orlicę, która w porównaniu z otoczeniem była paradoksalnie nad wyraz hałaśliwa.

Droga szła po w miarę płaskim terenie, aż doszła do momentu, gdzie wypadałoby nabrać co nieco wysokości.

Dotarłem do źródła Cichej Orlicy - wyjątkowo cichutkie. Ludzi brak. Usiadłem sobie przy nim i mogłem się delektować magią tego miejsca.


No ale trzeba było ruszyć dalej. Dość wąska i nieco dzika ścieżka zamieniła się w szerszą drogę, która stopniowo nabierała wysokości, by osiągnąć szczyt Jeraba. Góra bardzo klimatyczna - widoków nie było, ale za to było "to coś" - natura i ucieczka od hałaśliwego i pędzącego świata. Sądząc po wpisach w zeszycie, to jednak sporo osób odwiedza to miejsce:)


Zejście aż do Horni Orlici było tą samą drogą, co wejście. Potem wyszedłem z lasu i moim oczom ukazał się kolejny cel - Val.

Prowadziła do niego asfaltowa, ale za to bardzo widokowa droga wśród łąk. Po drodze różni modele pozowali mi do zdjęć.



Dotarłem do wieży i... coś mi tu nie grało. Jakim cudem wieża znajdująca się w pobliżu miejsc zamieszkania była kompletnie pusta? Przyjrzałem się bliżej i poznałem odpowiedź. Otoczenie całej konstrukcji płotem zwieńczonym drutem kolczastym musiała dawać wyraźny sygnał, że to nie jest miejsce ogólnodostępne.

Ale postanowiłem zobaczyć, czy oby na pewno wieża jest zamknięta. Okazało się, że drzwi są tylko domknięte, a za nimi wisiał regulamin korzystania dla turystów. Nie pozostało więc nic innego, jak wejść i delektować się widokami. Warto było:)
Jerab

Wysoki Jesenik

Masyw Śnieżnika

Kraliky już są blisko

Góry Orlickie

Po zejściu skierowałem się w stronę klasztoru w Kralikach. Jest on na tyle duży, że z bliska praktycznie nie ma szans, żeby sfotografować go w całości.


Zejście prowadziło od bramy długą aleją otoczoną drzewami.


Przyznać się, kto ma zdjęcie bydła na tle Śnieżnika?



Na końcu alei znajduje się brama, za którą już są Kraliky. Tam skierowałem się do stacji kolejowej przy okazji zwiedzając, co nieco, miejscowość




W oczekiwaniu na pociąg mogłem sobie pofotografować zachodzące słońce.

Podsumowując. Pierwszy etap - orlicki z pewnością mogę polecić miłośnikom militariów i historii XX wieku, natomiast drugi etap - hanuszowicki polecam dla wszystkich, którzy chcą uciec od cywilizacji. Hanusovicka vrchovina (a przynajmniej ta część - nie wiem, czy podobnie jest z okolicami Sumperku) pozostaje w cieniu Masywu Śnieżnika, Wysokiego Jesionika, czy choćby Suchego vrchu, być może dlatego jest warta odwiedzenia. Mnie się w każdym razie podobało:)
Trasa: Mladkov - Vysoky kamen - Tvrz bouda - Bradlo - Suchy vrch - Cervena Voda - Sanov - Jerab - Val - Kraliky
Zacząłem w Mladkovie. Bardzo spokojnej, malowniczo położonej miejscowości.
Skierowałem się na czerwony szlak będący jednocześnie ścieżką edukacyjną po budowanych w latach 30 ubiegłego stulecia czechosłowackich umocnień granicznych mających ich chronić przed rosnącą w siłę III Rzeszą. Jest to pamiątka po dość smutnych czasach dla naszych południowych sąsiadów.
Na początku droga była bardzo spokojna, ale o dziwo nie przeszkadzała mi ta monotonia. Ciekawszymi akcentami na tym odcinku były m.in zające
A także źródełko
Poza tym cisza i spokój. Na szczycie Vysokiego kamena zaczęły się bunkry. Było ich trochę
Najsłynniejszym bunkrem jest zamieniony na muzeum Tvrz Bouda
Od tego momentu zaczęło się robić coraz tłoczniej. Szlak skierował się na nieco węższą ścieżkę prowadzącą na Bradlo. Tam przed samym wejściem było kilka miejsc z nieśmiałymi widokami.
Same Bradlo być może byłoby widokowe, ale jakiś czas temu szczytowe skałki przegrały z otaczającymi szczyt drzewami...
Następnie poszedłem łagodną ścieżką w stronę wieży pod Suchym vrchem. Tutaj mała dygresja. Bardzo cenię Czechów za to, jak dbają o infrastrukturę turystyczną, ale czasami za bardzo przesadzają z rozmachem przy tworzeniu niektórych budowli, które pasują do gór jak pięść do nosa. Weźmy choćby wieże na Pradziadzie, czy Jestedzie, czy też Labską boudę albo hotele czterogwiazdkowe na Przełęczy Karkonoskiej. Pod Suchym vrchem nie było aż tak źle, ale mimo wszystko to miejsce jakoś mnie odrzucało - było jakieś takie pozbawione charakterystycznego dla gór uroku. Na wieżę się więc nie wybrałem (ech, ta zmarnowana okazja do obserwacji przez szybę...). Za to kilka zdjęć zrobiłem.
Następnie udałem się na właściwy szczyt, który z kolei był zabudowany różnymi masztami.
A potem było z górki. Najpierw do przełęczy Hvezda, gdzie zmieniłem szlak na niebieski, a potem do miejscowości Cervena Voda.
W Cervenej Vodzie zainteresowała mnie Hurka, która jest najwyższym szczytem Kotliny Kłodzkiej, a zatem należy do Korony Sudetów Czeskich. Samej Korony nie zdobywam, ale skoro już byłem tak blisko, to czemu by nie "zaliczyć" tego pagórka? Od strony zejścia z Gór Orlickich Hurka prezentowała się dość okazale.
Zaczęło się zdobywanie... Cóż mogę powiedzieć... Twórcy wszelakich Koron Sudetów poprzestali wyłącznie na wytypowaniu szczytów. Z pewnością po wymyśleniu tej odznaki znalazło się trochę turystów, którzy zapragnęliby ją mieć. Podejrzewam, że od tego momentu ilość osób, które wchodzą na Hurkę wzrosła i myślę, że tubylcy patrzą na takich ludzi... jak na debili. Bo po jakiego grzyba, mając wokół inne fajne miejsca wędrować przez pole uprawne? Dodatkowo popełniłem dość zabawną pomyłkę, linie na czeskiej mapie, które wziąłem za ścieżki w rzeczywistości okazały się... liniami wysokiego napięcia! Swoją drogą, kto na mapach turystycznych zaznacza coś takiego?
Na szczęście udało się znaleźć w miarę wygodną drogę. Najpierw wypłoszyłem siedzące w chaszczach sarenki (chociaż one swoim nagłym zrywem bardziej wystraszyły mnie:)) Potem szedłem wzdłuż płotu, za którym ktoś hodował więcej niż jedno zwierzę:
A potem w górę na szczyt. Szczerze, dla takich widoków warto było
Cervena Voda
Suchy vrch
Masyw Śnieżnika
Cervena Voda
Potem trzeba było stamtąd zejść. W sumie Cerveną Vodę przeszedłem po polach obok i ostatecznie na teren zabudowany wyszedłem obok stacji kolejowej. Trzeba przyznać, że po naszej stronie granicy poniemieckie budynki stacyjne prezentują się dużo okazalej.
Potem po krótkiej drodze rowerowej doszedłem do normalnej uliczki, która doprowadziła mnie do Sanova.
Droga dla rowerów
Takiego stwora żem spotkał
Chciałoby się zaśpiewać "Sanov Jamaica"
Tam w centralnym punkcie był kościół
No a potem ulica szła w górę...
... by zagłębić się w ciszę Hanusovickiej vrchoviny. Szlak szedł przez las - ludzi praktycznie brak - było słychać własny oddech.
Przekroczyłem po raz pierwszy Cichą Orlicę, która w porównaniu z otoczeniem była paradoksalnie nad wyraz hałaśliwa.
Droga szła po w miarę płaskim terenie, aż doszła do momentu, gdzie wypadałoby nabrać co nieco wysokości.
Dotarłem do źródła Cichej Orlicy - wyjątkowo cichutkie. Ludzi brak. Usiadłem sobie przy nim i mogłem się delektować magią tego miejsca.
No ale trzeba było ruszyć dalej. Dość wąska i nieco dzika ścieżka zamieniła się w szerszą drogę, która stopniowo nabierała wysokości, by osiągnąć szczyt Jeraba. Góra bardzo klimatyczna - widoków nie było, ale za to było "to coś" - natura i ucieczka od hałaśliwego i pędzącego świata. Sądząc po wpisach w zeszycie, to jednak sporo osób odwiedza to miejsce:)
Zejście aż do Horni Orlici było tą samą drogą, co wejście. Potem wyszedłem z lasu i moim oczom ukazał się kolejny cel - Val.
Prowadziła do niego asfaltowa, ale za to bardzo widokowa droga wśród łąk. Po drodze różni modele pozowali mi do zdjęć.
Dotarłem do wieży i... coś mi tu nie grało. Jakim cudem wieża znajdująca się w pobliżu miejsc zamieszkania była kompletnie pusta? Przyjrzałem się bliżej i poznałem odpowiedź. Otoczenie całej konstrukcji płotem zwieńczonym drutem kolczastym musiała dawać wyraźny sygnał, że to nie jest miejsce ogólnodostępne.
Ale postanowiłem zobaczyć, czy oby na pewno wieża jest zamknięta. Okazało się, że drzwi są tylko domknięte, a za nimi wisiał regulamin korzystania dla turystów. Nie pozostało więc nic innego, jak wejść i delektować się widokami. Warto było:)
Jerab
Wysoki Jesenik
Masyw Śnieżnika
Kraliky już są blisko
Góry Orlickie
Po zejściu skierowałem się w stronę klasztoru w Kralikach. Jest on na tyle duży, że z bliska praktycznie nie ma szans, żeby sfotografować go w całości.
Zejście prowadziło od bramy długą aleją otoczoną drzewami.
Przyznać się, kto ma zdjęcie bydła na tle Śnieżnika?
Na końcu alei znajduje się brama, za którą już są Kraliky. Tam skierowałem się do stacji kolejowej przy okazji zwiedzając, co nieco, miejscowość
W oczekiwaniu na pociąg mogłem sobie pofotografować zachodzące słońce.
Podsumowując. Pierwszy etap - orlicki z pewnością mogę polecić miłośnikom militariów i historii XX wieku, natomiast drugi etap - hanuszowicki polecam dla wszystkich, którzy chcą uciec od cywilizacji. Hanusovicka vrchovina (a przynajmniej ta część - nie wiem, czy podobnie jest z okolicami Sumperku) pozostaje w cieniu Masywu Śnieżnika, Wysokiego Jesionika, czy choćby Suchego vrchu, być może dlatego jest warta odwiedzenia. Mnie się w każdym razie podobało:)