Trasa: Harrachov - Certak - Certova hora - Studenov - Rucicky - Dvoracky - Harrachovy kameny - Vrbatova bouda - Pancava - Labska bouda - źródła Łaby - Szrenica - Szklarska Poręba
Uff... Dojazd do Harrachova bardzo fajny. Co prawda na przesiadkę w Szklarskiej są tylko 3 minuty i w tym czasie trzeba biec do końca peronu, ale... zupełnie niepotrzebnie, bo Ceske Drahy powinny poczekać. Pociąg jedzie wzdłuż Kamiennej. Hmm... gdyby tak kiedyś przejść się wzdłuż rzeki... choćby, nomem omen, po kamieniach. Dolina naprawdę kusząca... Koniec końców dojechałem do Harrachova. Bardzo podobają mi się te czeskie stacje, a w zasadzie ich położenie, bo jeśli chodzi o architekturę, to po naszej stronie granicy wygląda to lepiej. Ale to tylko moje zdanie.
Kolejne zaskoczenie, to bardzo dobrze skomunikowane ze stacją autobusy do centrum. Stacja w Mytinach leży dość daleko od centrum, więc takie rozwiązanie jest bardzo dobre. Akurat nie skorzystałem z tej opcji, tylko na własnych nogach skierowałem się w stronę kompleksu skoczni Certak.
I tutaj miła niespodzianka. Marzyłem o tym, żeby móc podejść jak najbliżej skoczni, ale nie podejrzewałem, że szlak momentami wręcz prowadził po jej elementach! Zdjęcia poniżej:
Początek podejścia
Za plecami już coś widać.
Okolice rekordu skoczni...
Niektórzy wybierają linię najmniejszego oporu...
Duża i mamucia
Trybuna
Spadek dość solidny
Wejście na własne ryzyko, ale dozwolone
A co słychać na dole?
Tam jednak wejścia nie ma...
Pod progiem mniejszej skoczni przebiega szlak turystyczny. Chyba podczas zawodów jest zamykany?
A to już próg skoczni mamuciej
Skocznia chyba wymaga remontu...
Skocznia mocno zarośnięta, ale mamuty z natury są zarośnięte
Wreszcie na szczycie. Teraz tylko się odbić i skoczyć.
Wow! Trochę mi zeszło czasu na spacerze po skoczni, a to dopiero był początek. Teraz trzeba było się wspiąć wyżej - na samą górę.
No i osiągnąłem szczyt Certowej hory:
Skoro Certova, to diabeł musi być;)
Ale za to idei dmuchanego labiryntu na szczycie góry nie bardzo rozumiem...
Zaczęło się zejście.
Zahaczyłem o Janovą Skałę. Skałki jak każde inne, za to widoków nie ma z nich żadnych.
Doszedłem do Chaty Studenov, a po krótkim odcinku zaczął się asfalt... Szło nim trochę ludzi. Dało się słyszeć rozmowy po polsku, czesku i niemiecku. Zieleń wokół bardzo uspokajała. Doszedłem do Rucicków, gdzie oddano cześć wymarłym karkonoskim drapieżnikom:
niedźwiedziowi...
wilkowi...
i rysiowi
A to daty ich wyginięcia:
A potem znowu asfaltem do Dvoracków. Od czasu do czasu droga przecinała stoki narciarskie w Rokytnicach nad Jizerou. W połowie drogi asfalt jednak się skończył
Znak niemy pokazuje, że jestem na dobrej drodze...
Dotarłem do schroniska w Dvorackach. Mnóstwo ludzi, ale położenie bardzo ładne.
Jakby tak piłka po bloku poszła wysoko w prawą stronę...
A teraz bujamy się i kto dalej skoczy?
Po krótkim odpoczynku zaczęła się konkretniejsza wspinaczka na Kotelske sedlo. Zaczęła się zmieniać roślinność... Pojawiły się także bunk... wróć!... schrony
Potem krótkie podejście i znalazłem się na Harrachovych kamenach. Bardzo mocno wiało, ale za to widoki cudowne.
Kotelni jama
Królowa jest tylko jedna.
Potem było krótkie zejście do Vrbatovej boudy i natychmiastowy zakręt na czerwony szlak wzdłuż urwiska nad Labskim dulem.
Pętla autobusowa 1300 m. n. p. m.
Wszystko Łabskie: Szczyt, bouda, dul...
W połowie drogi leży oczywiście Wodospad Panczawy - bodaj największy w całych Sudetach. Ludzi tam jak mrówek...
Coś tam się wije na dole...
Wyszukana miejscówka
Potem już prostą drogą do Labskiej boudy.
Nad "urodą" schroniska nie warto się pastwić. Ja obowiązkowo zwiedziłem Łabski Wodospad, po czym skierowałem się do źródeł Łaby.
Na miejscu okazało się, że źródełko jest... suche! Było trochę wody w studni, ale miejsce, zarówno w górę i w dół było suce koryto. Przeszedłem troszkę wzdłuż niego, ale wody wciąż nie było. Czyżby źródło przesunęło się o kilka (kilkadziesiąt?) metrów?
Sucho...
...sucho...
...sucho...
Zastanawiając się, czy Czesi nie umrą z pragnienia skierowałem się w stronę granicy. I tu kolejny szok - nie spodziewałem się, że odcinek graniczny prowadzący na Szrenicę będzie taki pusty.
Doszedłem na Szrenicę. Wieża w remoncie, do schroniska jakoś mi nie było spieszno, tylko ludzi coś mało...
Rozpoczął się proces schodzenia. Najpierw na Halę Szrenicką z widokiem na Góry Izerskie.
A potem do Szklarskiej. Najpierw po chodniku, potem po wertepach. Co kto bardziej lubi, a raczej czego bardziej nie lubi.
Wodospad Kamieńczyka obejrzałem sobie zza płotu.
A potem już tylko do samej Szklarskiej. Bardzo nieprzyjemna ta droga. Po zejściu jeszcze trzeba było pokonać odcinek asfaltem, zahaczając m.in o Krucze Skały. No i koniec.
Trasa godna polecenia, aczkolwiek mocno uczęszczana przez ludzi. Ale Karkonosze tak mają:)