W marcu jak w garncu, czyli cztery pory roku w Górach Stołowych
: 28-03-2017 15:03
Witajcie! Dawno już na tym forum nie pisałem żadnej relacji z wyprawy, więc pozwolę sobie skrobnąć parę zdań na temat mojej zeszłotygodniowej wycieczki
Plany były jak zawsze ambitne, a życie je brutalnie zweryfikowało
Wraz z Agaciorem chcieliśmy udać w piątek się na Szczeliniec, któren to miał być naszą bazą wypadową na czeską stronę Gór Stołowych. Początkowo miało nas jechać dziesięć osób jednakże dzień po dniu część zaczęła się wykruszać, a ja dzień po dniu musiałem zmniejszać nasz pokój w schronisku na Szczelińcu. Całe szczęście nie było pod tym względem żadnego problemu gdyż właścicielka była dość wyrozumiała. Ostatecznie w piątek jedziemy w czwórkę. Ja, Agacior, Kelis oraz Chwast. W sobotę ma do nas dołączyć Kuba.

Wyjazd standardowo z Poznania "Kamieńczykiem", we Wrocławiu przesiadka do pksa do Kłodzka, a z Kłodzka busik do Radkowa. Z nostalgią wspominamy starego "Kamieńczyka", który we Wrocławiu się rozdzielał i jeden skład jechał do Szklarskiej, drugi do Kudowy...
Pogodę mamy jesienną. Na niebie zalega warstwa chmur ale jest ciepło, coś w granicach dwunastu stopni. W Radkowie robimy szybkie zakupy, przybijamy pieczątki w centrum informacji turystycznej i ruszamy na szlak. Idziemy niebieskim m. in. przez Skalne Wrota.


Będąc już pod Szczelińcem na szlaku miejscami pojawia się lód. Trzeba uważać! W schronisku jesteśmy koło godziny siedemnastej. Resztę wieczora przesiadujemy pijąc czeskie piwka, rozmawiając i śpiewając, gdyż w którymś momencie pojawiła się u kogoś w rękach gitara. Bar w schronisku zamykają o 22 ale spokojnie można siedzieć do białego rana na głównej sali.

Jeszcze wieczorem zaczyna padać deszcz. A rano? Cóż, ktoś wykrakał, oczy przecieram i nie wierzę. Nawaliło z dziesięć centymetrów śniegu jak nic i dalej pada! Trzeba zatem zmienić plany. Co robimy? - pada zewsząd pytanie, autentycznie każdy w schronisku się zastanawia. Nasza wesoła kompania wyrusza pierwsza i przeciera szlak - cel - schronisko Pasterka. Stwierdziliśmy że zobaczymy na dole jak wygląda i wówczas zadecydujemy czy iść gdzieś dalej, czy nie.


Na dole też śnieg, tylko że bardziej mokry, a ten co pada zamienia się w deszcz.
W Pasterce piwkujemy. Świetny schroniskowy klimat i bardzo miła właścicielka (barmanka?) za barem - jak to czyta to serdecznie pozdrawiamy (ekipa z Poznania, na pewno nas zapamiętałaś
)
W końcu trzeba podjąć tą decyzję. Czeską stronę odpuszczamy sobie. Jeszcze tu wrócimy przecież i już wiemy, że tym razem naszą bazą wypadową będzie Pasterka właśnie. Zielonym szlakiem w mgle i śniego-deszczu, z przemoczonymi butami omijamy Szczeliniec Wielki i dochodzimy do Karłowa. Tam znajdujemy jakąś restaurację gdzie za sześc złotych (sic!) sprzedają Opata. I Jak tu się nie napić?

Pogoda zaczyna się zmieniać. Chmury zaczynają się przerzedzać, robi się dość ciepło, silnie wieje. Wracamy do schroniska "głównym" wejściem. Zalegający śnieg zaczyna bardzo szybko topnieć.
Koło godziny siedemnastej jesteśmy już po pierogach ruskich oraz ze szpinakiem (bardzo dobre, sami lepią, polecamy!) Wtem przychodzi Kuba.
-Ale żeś se pogodę wymyślił! - jego pierwsze słowa. Okazało się że szedł z Dusznik. Gratulujemy mu wszyscy wytrwałości.
Resztę wieczora spędzamy tak jak się domyślacie

Niedziela. I znów wstajemy i oczom nie wierzymy. To chyba jakiś żart. Błękitne niebo, słońce i po śniegu... nie ma już śladu! Niestety to niedziela, musimy wracać... Wczorajszego wieczora Agacior znalazła połączenie z Radkowa do Kłodzka więc tam się znowuż kierujemy, tym razem częściowo żółtym i zielonym szlakiem przez Wodospady Pośny. Jest pięknie, pogoda wiosenno-letnia. Schodząc jednakże ze Szczelińca jest bardzo ślisko.




Co niektórzy stwierdzają, że lepiej zjechać na dupie niż na nią upaść

W Radkowie okazuje się, że... Agacior namieszała z tym rozkładem jazdy.Dziewczyna się pomyliła, rzecz ludzka, a my to przyjmujemy ze śmiechem - czyli przygoda się nie kończy
W niedzielę nic stąd nie jeździ. Cóż zrobić, zakupiliśmy po piwie i wypiwszy je w parku stwierdziliśmy że trzeba łapać stopa. Przyszło nam to dość łatwo. Etapami dotarliśmy do Polanicy przez Wambierzyce, Chwast bezpośrednio do Kłodzka, gdzie się wszyscy spotkaliśmy. W tym czasie pogoda się zmieniła, zaczęło znowuż padać. Była jesień, była zima, wiosna, lato nawet. Jak w tytule.
A wszystkie zdjęcia tutaj:
https://photos.google.com/share/AF1QipM ... gwSGwzZV9R
P.S idąc niebieskim szlakiem z Radkowa, już za Skalnymi Wrotami, mija się dwa razy ruiny. Ktoś z Was wie co to mogło kiedyś być?
Plany były jak zawsze ambitne, a życie je brutalnie zweryfikowało

Wyjazd standardowo z Poznania "Kamieńczykiem", we Wrocławiu przesiadka do pksa do Kłodzka, a z Kłodzka busik do Radkowa. Z nostalgią wspominamy starego "Kamieńczyka", który we Wrocławiu się rozdzielał i jeden skład jechał do Szklarskiej, drugi do Kudowy...
Pogodę mamy jesienną. Na niebie zalega warstwa chmur ale jest ciepło, coś w granicach dwunastu stopni. W Radkowie robimy szybkie zakupy, przybijamy pieczątki w centrum informacji turystycznej i ruszamy na szlak. Idziemy niebieskim m. in. przez Skalne Wrota.


Będąc już pod Szczelińcem na szlaku miejscami pojawia się lód. Trzeba uważać! W schronisku jesteśmy koło godziny siedemnastej. Resztę wieczora przesiadujemy pijąc czeskie piwka, rozmawiając i śpiewając, gdyż w którymś momencie pojawiła się u kogoś w rękach gitara. Bar w schronisku zamykają o 22 ale spokojnie można siedzieć do białego rana na głównej sali.

Jeszcze wieczorem zaczyna padać deszcz. A rano? Cóż, ktoś wykrakał, oczy przecieram i nie wierzę. Nawaliło z dziesięć centymetrów śniegu jak nic i dalej pada! Trzeba zatem zmienić plany. Co robimy? - pada zewsząd pytanie, autentycznie każdy w schronisku się zastanawia. Nasza wesoła kompania wyrusza pierwsza i przeciera szlak - cel - schronisko Pasterka. Stwierdziliśmy że zobaczymy na dole jak wygląda i wówczas zadecydujemy czy iść gdzieś dalej, czy nie.


Na dole też śnieg, tylko że bardziej mokry, a ten co pada zamienia się w deszcz.
W Pasterce piwkujemy. Świetny schroniskowy klimat i bardzo miła właścicielka (barmanka?) za barem - jak to czyta to serdecznie pozdrawiamy (ekipa z Poznania, na pewno nas zapamiętałaś
W końcu trzeba podjąć tą decyzję. Czeską stronę odpuszczamy sobie. Jeszcze tu wrócimy przecież i już wiemy, że tym razem naszą bazą wypadową będzie Pasterka właśnie. Zielonym szlakiem w mgle i śniego-deszczu, z przemoczonymi butami omijamy Szczeliniec Wielki i dochodzimy do Karłowa. Tam znajdujemy jakąś restaurację gdzie za sześc złotych (sic!) sprzedają Opata. I Jak tu się nie napić?

Pogoda zaczyna się zmieniać. Chmury zaczynają się przerzedzać, robi się dość ciepło, silnie wieje. Wracamy do schroniska "głównym" wejściem. Zalegający śnieg zaczyna bardzo szybko topnieć.
Koło godziny siedemnastej jesteśmy już po pierogach ruskich oraz ze szpinakiem (bardzo dobre, sami lepią, polecamy!) Wtem przychodzi Kuba.
-Ale żeś se pogodę wymyślił! - jego pierwsze słowa. Okazało się że szedł z Dusznik. Gratulujemy mu wszyscy wytrwałości.
Resztę wieczora spędzamy tak jak się domyślacie

Niedziela. I znów wstajemy i oczom nie wierzymy. To chyba jakiś żart. Błękitne niebo, słońce i po śniegu... nie ma już śladu! Niestety to niedziela, musimy wracać... Wczorajszego wieczora Agacior znalazła połączenie z Radkowa do Kłodzka więc tam się znowuż kierujemy, tym razem częściowo żółtym i zielonym szlakiem przez Wodospady Pośny. Jest pięknie, pogoda wiosenno-letnia. Schodząc jednakże ze Szczelińca jest bardzo ślisko.




Co niektórzy stwierdzają, że lepiej zjechać na dupie niż na nią upaść

W Radkowie okazuje się, że... Agacior namieszała z tym rozkładem jazdy.Dziewczyna się pomyliła, rzecz ludzka, a my to przyjmujemy ze śmiechem - czyli przygoda się nie kończy
A wszystkie zdjęcia tutaj:
https://photos.google.com/share/AF1QipM ... gwSGwzZV9R
P.S idąc niebieskim szlakiem z Radkowa, już za Skalnymi Wrotami, mija się dwa razy ruiny. Ktoś z Was wie co to mogło kiedyś być?