Sudecka terra incognita (lipiec 2018 r.)

Planujesz wypad? Byłeś gdzieś i masz ochotę podzielić się wrażeniami z innymi - zrób to koniecznie! Zdjęcia mile widziane!
KrzysiekJ
podróżnik
Posty: 106
Rejestracja: 12-10-2013 19:12
Lokalizacja: Świebodzice

Sudecka terra incognita (lipiec 2018 r.)

Postautor: KrzysiekJ » 26-07-2018 12:22

Jakiś czas temu, przed rokiem, może dwoma, wielokrotnie jadąc pociągiem w góry zastanawiałem się, czy można byłoby zaplanować i zrealizować taką oto wycieczkę. Wycieczkę w polskiej części Sudetów. Po prostu przyjechać pociągiem na przystanek kolejowy, którego dotąd podczas swoich wędrówek sudeckich nie odwiedzałem, tzn. nigdy nie wychodziłem na trasę z tej stacji, ani do niej nie dochodziłem, następnie przejść do innego podobnie dziewiczego przystanku, a po drodze - w trakcie np. kilkunastokilometrowej wędrówki - ani razu nie przeciąć tras wcześniej odbywanych w Sudetach moich wycieczek pieszych. Ba, nie przeciąć nawet żadnego wyznakowanego szlaku turystycznego. Czyli pełna egzotyka - start i cel nowe, trasa w stu procentach nowa, po drodze góry, ścieżki i wioski nigdy nie widziane i zwiedzane, znane wcześniej wyłącznie z mapy i ewentualnie lektury.

Niby proste, ale w moim przypadku byłoby to proste może ze dwadzieścia lat temu. Przez lata łażenia po polskich Sudetach uzbierało mi się około 1300 dni wycieczkowych i dobrze ponad setka różnych wyjściowo-dojściowych stacji, stacyjek i przystanków kolejowych. Wydawało się, że tego rodzaju "dziewiczą" wycieczkę mogę przeprowadzić albo na wschodnich krańcach polskich Sudetów (gdzieś tam het za Prudnikiem), albo na ich przeciwległych, zachodnich peryferiach, na przykład na Pogórzu Izerskim w pobliżu Zgorzelca. W centralnej części naszych Sudetów rzecz wydawała się niewykonalna.

Myślałem tak sobie o tym problemie jadąc w listopadzie ubiegłego roku na południe szynobusem Kolei Dolnośląskich na jedną z moich wcześniejszych jednodniowych wycieczek. Pochylony nad mapą, rzuciłem w pewnym momencie spojrzenie przez lewe okno wagonu, gdzieś w kierunku południowo-wschodnim. Zobaczyłem jakieś niezbyt wysokie wzniesienia. I nagłe olśnienie - tak, to byłoby to!

Obrazek

Nie wysiadłem jednak na pierwszej po mym odkryciu stacji, tej, która byłaby dla mnie nowością. Jeszcze nie tym razem. Nie miałem wtedy pod ręką odpowiedniej mapy, plany też były zupełnie inne - miałem w tamtym dniu rozpocząć wycieczkę gdzieś po polskiej stronie granicy i zakończyć ją gdzieś pomiędzy Nachodem a Novym Mestem nad Metują. Dlatego też w kieszeni miałem więcej koron niż złotówek.

Moja egzotyczna sudecka wycieczkowyprawa musiała zatem poczekać. I taki nastrój wyczekiwania trwał kilka miesięcy. Aż trafił się odpowiedni dzień. Sprawę przyśpieszył fakt, że podczas moich wcześniejszych wiosennych wędrówek w czeskich Sudetach dość poważnie uszkodziłem sobie wiązadła w prawym kolanie (ach te czeskie ciągi asfaltów w górach!). Lipiec musiałem mieć turystycznie mocno jałowy. Wycieczki mające najwyżej kilkanaście kilometrów, odbywane nie codziennie, bez stromych podejść i zejść i z kilkoma przynajmniej półgodzinnymi odpoczynkami. Uff! Musiałem mocno zrewidować swoje plany, ale jednocześnie przypomniałem sobie o tak mnie wcześniej absorbującej wycieczce w sudecką ziemię nieznaną. I pojechałem - oczywiście Kolejami Dolnośląskimi.

Miałem więc w tym dniu swoje dwie nowe i nieznane stacyjki kolejowe...

Obrazek

Miałem niezdeptane butami turystów ścieżki zarośnięte pokrzywami, jeżynami i ostami...

Obrazek

Ale miałem przede wszystkim zupełnie nieznane mi wcześniej widoki, zarówno na te wzniesienia, ku którym zmierzałem,...

Obrazek

jak i na szczyty i góry doskonale mi znane, ale teraz oglądane z zupełnie nietypowej nowej perspektywy

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ta moja wędrówka w tym dniu to nie było łażenie w kółko, nabijanie kilometrów w jakimś jednym lesie i na pobliskich łąkach, lesie podobnym do lasu z "Kubusia Puchatka", tylko była to wycieczka nawet z konkretnym celem. Po drodze zaliczyłem bowiem nawet szczyt będący najwyższą kulminacją (nawet świadomie użyłem tu tego tautologicznego, tj. masłomaślanego określenia; a co - wycieczka była w całości "odjechana") jednego z mikroregionów Sudetów. Śladu obecności tam jakichkolwiek turystów nie zauważyłem. Zresztą i dla leśników nie jest to teren na co dzień odwiedzany.

Obrazek

Wędrowałem też przez nowe, nieznane mi wioski.

Obrazek

Podchodziłem do jakichś kapliczek

Obrazek

Widziałem w tych wsiach fajne próby ich upiększenia, a na pewno zindywidualizowania. Na przykład w jednej z nich w różnych miejscach poumieszczano stare pojazdy. I tak w tym miejscu furmanka na trwale ugrzęzła w ziemi,

Obrazek

tutaj zaś samochód utknął w sudeckim błocku

Obrazek

W innej zaś zderzyłem się wzrokiem z takim oto naiwnie wyciosanym z kawałka drewna Nepomukiem. Jakoś mi w tym dniu bardziej pasował niż kamienne barokowe Nepomuceny rozsiane w dziesiątkach wiosek tej części Sudetów.

Obrazek

Schodząc do niektórych wiosek czułem się, jakbym był w Karpatach... Na myśl przychodziły jakieś Ukrainy i Rumunie...

Obrazek

Egzotycznie też wyglądała rzeka, do której w końcu dotarłem

Obrazek

Przerzucony był przez nią stalowy, dość wąski most...

Obrazek

Również wywoływał skojarzenia z ukraińskimi Karpatami. Gdyby tylko ta architektura była nieco inna?

Obrazek

A w innej wiosce oponiarskie klimaty, tak wszechobecne u naszych wschodnich sąsiadów...

Obrazek

Obrazek

Zresztą i widoki "na trasie" w tym dniu były takie, jakby żywcem przeniesiono je z Huculszczyzny

Obrazek

Wędrowałem przez bukowinę...

Obrazek

wśród ostów niewiele mniejszych niż te, które można spotkać w pobliżu wiosek na Spiszu

Obrazek

Obrazek

I przez cały czas maliny, jeżyny, w pobliżu wiosek wygrzane słońcem papierówki

Obrazek

Zaś w wioskowych sklepikach porażała cenowa egzotyka - "Żółta oranżada" na bazie wody Cyranka i parówka za razem całe 2 złote i 6 groszy!

Obrazek

I taka była ta moja podróż w sudecką ziemię nieznaną! Prawdziwa terra incognita sudetica

PS. Jeszcze jeden moment tej wycieczki zapamiętam na zawsze. To, że tabor Kolei Dolnośląskich się czasem psuje to może nie norma, ale spotykane niekiedy zjawisko. I tym razem zatrzymaliśmy się w pobliżu jakiejś stacji. Pociąg ani rusz, należało się więc ewakuować...

Obrazek

Podróżni musieli do pobliskiej stacji dojść na piechotę...

Obrazek

I wkrótce dotarli - a tu już totalne zdziwienie!

Obrazek

Dolnoślązak
stary wyga
Posty: 1831
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Sudecka terra incognita (lipiec 2018 r.)

Postautor: Dolnoślązak » 28-07-2018 22:04

Ok, brakuje tylko gdzie to było :wink:

KrzysiekJ
podróżnik
Posty: 106
Rejestracja: 12-10-2013 19:12
Lokalizacja: Świebodzice

Re: Sudecka terra incognita (lipiec 2018 r.)

Postautor: KrzysiekJ » 28-07-2018 23:45

No tak, przepraszam...

Bierkowice PKP - Bierkowice (centrum wsi) - trawers od strony północno-zachodniej góry Kopiec (468) - wieś Łączna (zachodnia część wsi) - Wysoka (525) - Goliniec (520) - wieś Łączna (centrum; kaplica św. Anny) - południowe zbocza góry Zagajnik (404) - wieś Młynów - dolina Nysy Kłodzkiej - wieś Ławica - Ławica PKP

Dworzec kolejowy Podłęże to tak naprawdę dworzec w Nowej Rudzie podczas kręcenia scen filmu "Kurier" (reż. W. Pasikowski), inspirowany jedną z akcji wywiadowczych Jana Nowaka-Jeziorańskiego podczas II wojny światowej. "Prawdziwe" Podłęże do stacja koło Wieliczki, lecz do celów filmowych już się nie nadaje (przebudowane perony, trakcja elektryczna)

To chyba na tyle.

Dolnoślązak
stary wyga
Posty: 1831
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Sudecka terra incognita (lipiec 2018 r.)

Postautor: Dolnoślązak » 29-07-2018 19:01

Właśnie coś mi z tym Podłężem nie pasowało :wink: A te stroje i archaiczny wózek, cóż jak przez takie dziewicze wsie szedłeś to może tam faktycznie czas się zatrzymał :D


Wróć do „Relacje z wypraw”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość