Tajemne ścieżki tajemniczego Kamienickiego Grzbietu. Jak odnalazłem Pogańską Kaplicę

Planujesz wypad? Byłeś gdzieś i masz ochotę podzielić się wrażeniami z innymi - zrób to koniecznie! Zdjęcia mile widziane!
Awatar użytkownika
Hazmburk
stary wyga
Posty: 1074
Rejestracja: 19-11-2012 21:51

Tajemne ścieżki tajemniczego Kamienickiego Grzbietu. Jak odnalazłem Pogańską Kaplicę

Postautor: Hazmburk » 02-10-2019 21:51

Grzbiet Kamienicki, a szczególnie jego środkowa część, ma opinię bardzo tajemniczego fragmentu Gór Izerskich. Takie nazwy jak Ciemny Wądół, Wolframowe Źródło (zwane też Źródłem św. Wolfganga albo Wilczym Źródłem, a Mapy Google wymyśliły nawet nazwę Źródło św. Wolframa :lol:), Bycza Chata, Tytoniowa Ścieżka czy Stara Jodła od dawna intrygują i pobudzają wyobraźnię turystów. Wśród tych tajemniczych miejsc i obiektów prym wiedzie Pogańska Kaplica, która jest zaznaczona na każdej mapie Gór Izerskich i opisana w prawie każdym przewodniku, a której nikt nigdy nie widział. No, prawie nikt…

A wielu próbowało ją znaleźć. Ja po raz pierwszy postanowiłem odszukać Pogańską Kaplicę w październiku 2017 roku. Wydawało mi się, że łatwiej będzie natrafić na nią, idąc z dołu. Na Messtischblattach jest zaznaczona ścieżka doprowadzająca do kaplicy od leśnej drogi biegnącej po lewej stronie Mrożynki (jej początek jest na ostrym zakręcie drogi). Tak wyglądają okolice Pogańskiej Kaplicy na niemieckiej mapie topograficznej:

Obrazek

Ale to był błąd. Ścieżka dość szybko kończy się, a dalej jest już trudny do poszukiwań, podmokły i zawalony leżącymi drzewami stok, pozbawiony jakichś charakterystycznych punktów odniesienia. Nawet układ potoków (źródliskowych cieków Mrożynki) jest inny na Messtischblattach i na współczesnych mapach. Poszukiwanie w takim terenie nikłych resztek po Pogańskiej Kaplicy przypomina przysłowiowe szukanie igły w stogu siana. Zwłaszcza gdy nie wie się, czy w ogóle coś z niej zostało. Ale to dzięki tamtej wizycie dostrzegłem w terenie coś, co następnym razem pozwoliło mi dojść do kaplicy niemal jak po sznurku.

Ta druga wycieczka miała miejsce we wrześniu 2018 roku.

Na początku maja bieżącego roku jeszcze raz odwiedziłem Pogańską Kaplicę i okoliczne miejsca celem zrobienia lepszych zdjęć, tj. bez bujnie rozwiniętej roślinności. A że wycieczka w zasadniczej części przebiegała bardzo podobną trasą, niniejsza relacja będzie kompilacją z dwóch ostatnich wycieczek (z września 2018 i maja 2019 roku). Sporadycznie warstwę ilustracyjną uzupełniłem fotografiami z jeszcze innych wycieczek po okolicy. Mam nadzieję, że nie utrudni to nikomu odbioru relacji ;)

Szlaki i drogi leśne w tym rejonie Gór Izerskich nie należą do zbyt uczęszczanych przez turystów (łagodnie mówiąc). A co dopiero można powiedzieć o dawnych chodnikach myśliwskich, których na Kamienickim Grzbiecie jest naprawdę sporo? Takie chodniki można wypatrzyć na starych niemieckich mapach, ciągną się one kilometrami, biegnąc stokami grzbietów i gór po poziomicy lub z niewielkim nachyleniem i – co najważniejsze – ich stan zazwyczaj jest na tyle dobry, że można nimi wygodnie, wręcz komfortowo wędrować. Głównie takimi ścieżkami przemieszczałem się podczas tych wycieczek.

Byczą Chatę zresztą też widziałem, bowiem – wbrew powszechnemu mniemaniu – nadal ona istnieje w pewnym sensie. A na pewno nie jest tak, że nie ma po niej dzisiaj śladu.

Wycieczkę rozpoczynam w Chromcu, który ma całkiem dobre połączenie busami z Jelenią Górą. To rzadko odwiedzana przez turystów, a bardzo malownicza wieś w Górach Izerskich. Już gdy spojrzymy na mapę, zauważymy, że układ miejscowości jest ciekawy i oryginalny, bowiem do dzisiaj zachowała ona charakter rozproszonej wsi rolniczo-pasterskiej z zabudowaniami luźno rozrzuconymi na stromym stoku pośród łąk. Odludne położenie Chromca sprawiło, że przetrwało tu też sporo przykładów starej regionalnej architektury. Asfaltową drogą udaję się przez Antoniów do najwyżej położonego przysiółka tej miejscowości – Jaroszyc, zwanych też Bożą Górą. Jaroszyce śmiało można nazwać perełką architektury ludowej, bowiem cała osada to niemal wyłącznie domy przysłupowo-szachulcowe usytuowane w jednym rzędzie szczytami do drogi. Co nie mniej ważne, budynki z reguły są zadbane i odnowione, tworząc jedyną tego rodzaju kolonię w Górach Izerskich, niemalże żywy skansen. Rzadko można spotkać miejscowość, w której praktycznie wszystkie budynki to zabytki! Kilka zdjęć zabudowań przysiółka:

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

O regionalnym budownictwie Gór Izerskich i Karkonoszy można poczytać na tablicy ścieżki dydaktycznej, którą wytyczono z Jaroszyc przez górę Świerczek do Chromca:

Obrazek

A to już przykład nowego budownictwa na skraju Jaroszyc:

Obrazek

W Jaroszycach asfaltowana droga w kierunku Kwieciszowic w końcu zaczyna opadać w dół, a ja odbijam w lewo w gruntową drogę, którą szybko mijam otaczające wieś łąki i zagłębiam się w las. Po drodze mijam taki oto słupek z datą 1923:

Obrazek

Od strony drogi słupek wygląda jak typowy datownik, tj. kamień upamiętniający budowę drogi. Znacznie ciekawszy jest od drugiej strony, na której wyryto taki napis:

Obrazek

Informuje on o kwocie, za którą wybudowano drogę. Można zastanawiać się, o jaką drogę chodzi (i który jej odcinek), bowiem słupek stoi na rozdrożu, w którym zbiegało się (wg Messtischblattów) aż 9 dróg! Napisy na tym i innych okolicznych słupkach zostały niedawno odnowione staraniem lokalnych miłośników Gór Izerskich.

W tym miejscu schodzę z szerokiej drogi leśnej na pierwszy przedwojenny chodnik, którym będę okrążał Tłoczynę – najpierw po wschodniej stronie góry, potem północnej, zachodniej i w końcu południowej. Tak jego przebieg wygląda na niemieckiej mapie topograficznej:

Obrazek

W paru miejscach chodnik jest uszkodzony, ale ogólnie nie ma problemów z jego przejściem:

Obrazek
Obrazek
Obrazek

Ścieżka najpierw biegnie płasko po poziomicy, dopiero po przejściu na zachodni stok Tłoczyny zaczyna się lekko wspinać w górę. W tym miejscu warto zejść z wygodnego chodnika, aby obejrzeć dwa ciekawe obiekty.

Pierwszym jest znajdująca się w lesie nieco poniżej ścieżki stara granitowa stela z niestety nieczytelnymi już napisami:

Obrazek
Obrazek

Zapewne upamiętnia ona czyjąś śmierć w tym miejscu. Wiadomo tylko tyle, że wydarzenie miało miejsce w 1881 roku, bo tylko datę daje się bez wątpliwości odczytać z pomniczka.

Natomiast powyżej chodnika wyrastają tutaj ze stoku Tłoczyny Jelenie Skały. Przed wojną był to popularny punkt widokowy, dzisiaj są rzadko odwiedzane, choć w dobie internetu nieco odżyły turystycznie. Wciąż oferują niezłe widoki w kierunku północno-zachodnim, które przy odpowiedniej pogodzie sięgają nawet po niemieckie Pogórze Łużyckie z dobrze widocznym stożkiem Landeskrone i dalszymi wzgórzami.

Obrazek

U podnóża Jelenich Skał można jeszcze zobaczyć walające się oryginalne metalowe barierki:

Obrazek

Wracam na stary chodnik, który – poza tym, że pnie się do góry – w pewnym momencie z wygodnej ścieżki zamienia się w rozjeżdżoną przez ciężki sprzęt, mało przyjemną do wędrówki przecinkę leśną. Na szczęście ten fragment nie jest długi i wychodzę na przełęcz pomiędzy Tłoczyną i Kowalówką. Wierzchołek Tłoczyny tym razem pomijam, choć również wart jest odwiedzenia. Tuż pod szczytem znajduje się największe w tej części Gór Izerskich gołoborze, będące też świetnym punktem widokowym. Niestety, widok w kierunku Karkonoszy coraz bardziej zasłaniają szybko rosnące świerki (więc jak ktoś jeszcze nie był, to warto się pospieszyć). Ja natomiast wychodzę na bardzo znaną łąkę, przy której nawet na aktualnych mapach turystycznych widnieje nazwa Bycza Chata:

Obrazek

Bycza Chata oczywiście od wielu lat już nie istnieje, ale nazwa pozostała. Chatka leśników stała w tym miejscu do początku XXI wieku. Pamiętam ją doskonale z moich pierwszych wycieczek rowerowych po tej części Gór Izerskich, które wtedy wyglądały tak, jak dzisiaj Góry Opawskie, i gdy spotykało się tu wyłącznie drwali i pracowników leśnych. Pamiętam czasy, gdy już się waliła i gdy na jej miejscu leżał tylko stos desek. Nie wiedziałem wtedy jednego – że Bycza Chata ma swoją kopię… czy też może bardziej pierwowzór.

Po raz ostatni widziałem Byczą Chatę w sierpniu 2001 roku. Wtedy była jeszcze prawie kompletna, choć już nieco krzywa. W 2007 roku już jej nie było.

Leśną drogą podążam na zachód, mijając Źródło św. Wolfganga. To źródełko kojarzy chyba każdy miłośnik Gór Izerskich. Ale kto zna starą, przedwojenną legendę o wiedźmie, która zatruła – wcześniej leczniczą – wodę w źródle, rozsypując wokół proso? Woda w źródle ma odzyskać swoje lecznicze właściwości dopiero wtedy, gdy minie tyle lat, ile czarownica rozsypała ziaren prosa.

Legendę tę znalazłem w jednym z przedwojennych niemieckich przewodników podczas poszukiwania informacji o Pogańskiej Kaplicy. Nie wiem, czy ten czas już minął, na wszelki wypadek zalecałbym jednak ostrożność podczas konsumpcji wody ze źródełka ;)

Obrazek

Kawałek dalej napotykam pracowników leśnych. Wdaję się z nimi w pogawędkę – od ostatnich zmian w przebiegu żółtego szlaku rozmowa przechodzi na bardziej ogólne tematy dotyczące znakowania szlaków i zagospodarowania turystycznego. A następnie rzeczy, które mnie najbardziej interesują. Leśnicy potwierdzają moją lokalizację Pogańskiej Kaplicy (do której stąd mam już tylko kilka kroków) i dają mi pierwszy ogólny opis jej wyglądu. Opowiadają przedziwną historię pewnej chatki na stoku Kowalówki (do której również zmierzam) i jeszcze paru innych ciekawych, a zupełnie nieznanych obiektów. Wyglądają na bardzo dobrze znających ten teren i w ogóle Góry Izerskie. Czasem można dowiedzieć się od leśników sporo ciekawych rzeczy, choć oczywiście nie wolno też zapominać o pewnej dozie sceptycyzmu.

Po tej rozmowie jednego jestem pewien – coś znajdę w miejscu, w którym zamierzałem szukać Pogańskiej Kaplicy. Wyruszam więc na poszukiwanie legendarnej świątyni. Dochodzę drogą do leśnych zbiorników przeciwpożarowych, skręcam w las i… bez problemu odnajduję pozostałości po niej. Dzisiaj jestem już niemal pewny, że to właśnie Pogańska Kaplica, choć oczywiście 100-procentowej pewności w takich sytuacjach nie można mieć. Na zdjęciach ciężko pokazać jej pozostałości, gdyż miejsce jest mocno zarośnięte, a resztki kaplicy na dodatek przywalone leżącym w poprzek pniem drzewa. Więc najpierw opiszę obiekt. Jest to wał tworzący okrąg o średnicy, na oko, 8-12 metrów i wysokości około 1-1,5 metra. Nie ma wątpliwości, że to pozostałość jakiejś budowli, a lokalizacja dokładnie zgadza się z Messtischblattami. Po przeszukaniu okolicy mogę też stwierdzić, że nie ma w pobliżu żadnych innych tak wyraźnych śladów budowli wzniesionej ludzką ręką. Będąc przy kaplicy za drugim razem, zerwałem darń w jednym miejscu tego wału (po wewnętrznej stronie) i oczom mym ukazał się taki oto fragment kamiennego muru:

Obrazek
Obrazek

A tak ten fragment wału wyglądał wcześniej:

Obrazek

Ogólny widok na pozostałości Pogańskiej Kaplicy:

Obrazek

Jakby ktoś miał problem z dostrzeżeniem kolistego wału, to spróbowałem wrysować jego kontur na zdjęciu:

Obrazek

Wnętrze okręgu widziane z wierzchołka wału:

Obrazek

Ten wzgórek to właśnie pozostałości Pogańskiej Kaplicy widziane z innej strony:

Obrazek

Historia tej legendarnej świątyni jest długa, ale mało jest na jej temat informacji w polskich źródłach. W niemieckich (głównie przewodnikach turystycznych) znalazłem na razie jeszcze mniej. Podobno już w końcu XII wieku stała w tym miejscu drewniana kapliczka dla wyparcia kultu pogańskiego. W XIV wieku mogła tu istnieć kaplica zbudowana z kamienia, ale bardziej prawdopodobne jest, że obecne resztki pochodzą z XVIII lub XIX wieku. Fakt, że w niemieckich przewodnikach bardzo mało opisu poświęcano Pogańskiej Kaplicy, może dziwić, skoro zgodnie z dawnymi mapami przy samej kaplicy przechodził przed wojną znakowany szlak turystyczny:

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Można więc domniemywać, że było to miejsce w jakiś sposób zagospodarowane turystycznie. Marzy mi się, aby ta kultowa budowla, pomimo niepozornych resztek, wróciła na mapę atrakcji turystycznych Gór Izerskich. Wystarczyłoby oczyścić ją i teren wokół z porastającej roślinności i powalonych drzew, doprowadzić ścieżkę, wyznakować szlak dojściowy od żółtego szlaku, ustawić tablicę z opisem obiektu, jakieś ławki itp. To chyba zadanie dla nadleśnictwa i gminy. Może warto byłoby też przeprowadzić jakieś badania archeologiczne w tym miejscu?

A jak dojść do Pogańskiej Kaplicy? Jest to bardzo proste. W czasie pierwszej, nieudanej próby poszukiwań kaplicy zwróciłem uwagę na jedną rzecz – charakterystyczną sztuczną skarpę w lesie poniżej zbiorników retencyjnych. Okazuje się, że ta skarpa ma rodowód jeszcze przedwojenny, gdyż jest zaznaczona na Messtischblattach. I to nawet tych z końca XIX wieku (!). Według Messtischblattów około 30 metrów poniżej tej skarpy ma znajdować się kaplica (oznaczona na mapach sygnaturą budynku – czarnym prostokącikiem). Będąc w terenie za pierwszym razem, nie powiązałem ze sobą obu obiektów, może dlatego, że na tym króciutkim odcinku pomiędzy skarpą i kaplicą przebiega cięcie dwóch arkuszy mapy. Za drugim razem udałem się już w teren z taką oto roboczo skompilowaną mapką z warstwą Messtischblattów nałożoną na współczesną ortofotomapę:

Obrazek

…i od razu trafiłem na resztki kaplicy, takie jakie opisali mi tuż wcześniej leśnicy.

Tak więc, szukając Pogańskiej Kaplicy, należy obejść (najlepiej od wschodu) dwa kaskadowo usytuowane zbiorniki wodne i wejść w las przy północno-zachodnim narożniku dolnego zbiornika. W lesie, zaraz po wejściu, natrafimy na splantowany teren w kształcie dość dużego prostokąta, zakończonego od północy skarpą. Około 30 metrów na północ od zachodniego końca tej skarpy znajdują się pozostałości Pogańskiej Kaplicy.

Ten splantowany teren zresztą również bardzo mnie intryguje. Może miał jakiś związek z kaplicą? Żadnych śladów budowli w tym miejscu jednak nie znalazłem.

To właśnie ów splantowany fragment stoku:

Obrazek

A to północno-zachodni narożnik ograniczającej go skarpy:

Obrazek

Oglądając później w domu polskie mapy topograficzne na Geoportalu, ze zdumieniem zauważyłem, że Pogańska Kaplica jest zaznaczona również na naszej mapie topograficznej w skali 1:10 000 i to nawet całkiem dokładnie! Choć raczej ktoś nie znający z autopsji tego terenu nie domyśli się, co przedstawia sygnatura. To jest ten kopczyk na wysokości ok. 726 m n.p.m. z podaną wysokością 1,1 m:

Obrazek

Około 100 metrów na południowy wschód od Pogańskiej Kaplicy znajduje się Stara Jodła – kolejny owiany legendami obiekt. Za czasów swojej świetności była to ponoć najokazalsza jodła na Dolnym Śląsku. Dzisiaj niewiele już po niej zostało, ale resztki drzewa nadal robią wrażenie (na przykład w porównaniu z sąsiednimi świerkami). Pień Starej Jodły odwiedzam w drodze powrotnej od kaplicy:

Obrazek

Obok leży zwalona reszta tego imponującego niegdyś drzewa:

Obrazek

Wracam do żółtego szlaku i wspinam się stromo pod górę dawnym przebiegiem szlaku do leśnej drogi trawersującej Kowalówkę. Przy rozdrożu dróg tabliczka informująca o zmianie przebiegu szlaku:

Obrazek

Po dojściu do drogi szlak skręcał w prawo, ale ja idę w przeciwną stronę i odnajduję kolejny stary chodnik myśliwski okrążający najpierw Kowalówkę, a potem Kamienicę:

Obrazek

Od tej pory przez prawie 5 kilometrów będę szedł niemal idealnie po poziomicy (około 820 m n.p.m.) taką oto sympatyczną ścieżką:

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Jedyną niedogodnością są leżące na ścieżce w wielu miejscach nieusunięte drzewa po wichurze, która dość mocno spustoszyła tutejsze drzewostany jesienią rok temu. Szkoda, że pomysłodawcy zmiany trasy żółtego szlaku nie pomyśleli, żeby właśnie na ten chodnik przenieść szlak, zamiast prowadzić turystę nudnymi szutrowymi drogami.

Awatar użytkownika
Hazmburk
stary wyga
Posty: 1074
Rejestracja: 19-11-2012 21:51

Re: Tajemne ścieżki tajemniczego Kamienickiego Grzbietu. Jak odnalazłem Pogańską Kaplicę

Postautor: Hazmburk » 02-10-2019 21:58

Ciąg dalszy

Kolejnym moim celem jest dawny domek myśliwski znajdujący się na południowo-wschodnim stoku Kowalówki, na wysokości 829 m n.p.m.:

Obrazek

Domek do dzisiaj istnieje, choć od dawna w ruinie:

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

I właśnie od pracowników leśnych napotkanych w pobliżu Pogańskiej Kaplicy dowiedziałem się ciekawej historii tego obiektu. Otóż ten domek podobno stanowił pierwowzór Byczej Chaty. Według słów leśników w latach 50-tych poniemiecki domek myśliwski został rozebrany, a z uzyskanego materiału powstała Bycza Chata pomiędzy Kowalówką i Tłoczyną. Informację tę udało mi się potwierdzić później z jeszcze jednego źródła, choć też związanego z izerskimi leśnikami.

Wygląda więc na to, że „rodzic” przeżył „dziecko”, choć oczywiście – co widać na zdjęciach – w za dobrej kondycji też nie jest.

W tej części Gór Izerskich zresztą dawniej było całkiem duże zagęszczenie podobnych domków myśliwskich. Odszukanie śladów po nich było jednym z celów mojej wycieczki. Nieco kilometr od tego miejsca, pomiędzy Kowalówką i Kamienicą istniała przed wojną kolejna chatka, po której dzisiaj nie ma już śladów w terenie:

Obrazek

Ten domek myśliwski znajdował się mniej więcej w tym miejscu, po lewej stronie drogi:

Obrazek

I kolejna chatka na południowym stoku Kamienicy (na wysokości 891 m n.p.m.), posiadająca nawet własną nazwę – Querbacher Hütte. Ta ostatnia istnieje w ruinie do dzisiaj:

Obrazek

Do tej chatki zmierzam w następnej kolejności. Dochodzę chodnikiem myśliwskim do asfaltowej drogi leśnej wspinającej się południowymi stokami Kamienicy z Rozdroża Izerskiego (fragmentem tej drogi prowadzi niebieski szlak). Stąd wystarczy podejść kilkaset metrów w górę leśną przecinką, aby natknąć się na dobrze widoczne ruiny budynku:

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Nazwa chatki na pewno miała związek z wsią Przecznica (niem. Querbach). Tylko na czym polegał ów związek? Jaką funkcję domek pełnił? Obecnie nie jestem w stanie nic na ten temat powiedzieć, ale może kiedyś wypłyną na światło dzienne jakieś fakty dotyczące historii tego ciekawego obiektu.

Na pewno te dwie chatki, których ruiny zachowały się do dzisiaj, to bardzo stare obiekty. Są zaznaczone już na Messtischblattach z lat 80. XIX wieku.

Po dokładnym obejrzeniu ruin podążam ścieżkami na szczyt Kamienicy (973 m n.p.m.), najwyższej kulminacji Grzbietu Kamienickiego. Wierzchołek góry rzadko jest odwiedzany przez turystów, a szkoda, bo jest świetnym i oryginalnym punktem widokowym na okolicę. Warto pamiętać, że właściwie są tam dwa miejsca widokowe, bowiem w pobliżu wierzchołka zachował się dość spory płat starego lasu. I tak z samego wierzchołka rozciąga się piękny widok na zachód i północ (Pogórze Izerskie), natomiast żeby zobaczyć Karkonosze, Kotlinę Jeleniogórską i dalsze pasma w tym kierunku, trzeba podejść kilkaset metrów na wschód do wschodniej krawędzi lasu. Po tej stronie kopuły szczytowej znajduje się też automatyczna stacja meteorologiczna nadleśnictwa.

Kilka zdjęć z Kamienicy:

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Na przedostatnim zdjęciu można zobaczyć ciekawe ujęcie dwuwierzchołkowego Wysokiego Kamienia na tle Śnieżnych Kotłów. Po lewej stronie jest Mały Wysoki Kamień (na którym znajduje się schronisko i budowana jest wieża widokowa), a po prawej Wielki Wysoki Kamień (nieudostępniony turystycznie). Wbrew niektórym źródłom Wielki Wysoki Kamień jest niższy od Małego (chodzi oczywiście o wysokości bezwzględne nad poziomem morza), co bardzo dobrze widać właśnie z Kamienicy.

Prostymi jak drut przecinkami schodzę z Kamienicy w kierunku południowo-wschodnim, przecinając w pewnym miejscu chodnik, którym wcześniej szedłem. Następnym moim celem jest przełęcz pomiędzy Świerkowcem i Jastrzębcem, zwana często Gaik. W jej kierunku prowadzi z Rozdroża Izerskiego niebieski szlak, ale ja dla urozmaicenia wędrówki idę przecinkami leśnymi przez szczyty Piaszczystej (784 m n.p.m.) i Świerkowca (741 m n.p.m.), na których jeszcze nigdy nie byłem. Na przełęczy pomiędzy Świerkowcem i Jastrzębcem istniała przed wojną leśniczówka pełniąca funkcję gospody, nosząca nazwę Leopoldsbaude. Kilka cegieł we wnętrzu ronda utworzonego przez drogi leśne to jedyne, co po niej dzisiaj zostało:

Obrazek
Obrazek
Obrazek

Ale to nie jedyny obiekt, który znajdował się na przełęczy. Dużo więcej zachowało się po dawnym obozie RAD 1/103 (Reichsarbeitsdienst – Służba Pracy Rzeszy) przeniesionym w to miejsce z Jeleniej Góry w 1938 lub 1939 roku. Mało który turysta przemierzający niebieski szlak (będący fragmentem długodystansowego szlaku E3 Atlantyk – Morze Czarne) schodzi w tym miejscu w las, a warto. Specjalnie nie będę się rozpisywał na temat obozu, bo raczej nie napisałbym nic oryginalnego ponad to, co można znaleźć w kilku innych miejscach internetu. Właściwie to nawet nie za bardzo wiadomo, czym zajmowano się tutaj, na odludziu. Można by podejrzewać obóz RAD o jakiś udział w budowie Drogi Sudeckiej ze Świeradowa-Zdroju do Szklarskiej Poręby (i takie wzmianki można spotkać w niektórych źródłach), problem w tym, że po przeniesieniu obozu w rejon Rozdroża Izerskiego ten odcinek drogi… był już w zasadzie skończony. Zamieszczę jednak kilka współczesnych zdjęć obozu, bo tych bardzo mało jest w internecie:

Pozostałości studni obozowej:

Obrazek

Tzw. amfiteatr lub teatr leśny przy wschodnim skraju placu apelowego:

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Tak „amfiteatr” wyglądał na zdjęciu przedwojennym:

Obrazek

Podpory pod baraki, ruiny budynków, splantowane miejsca po barakach:

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

I jeszcze taka pamiątka – fragmenty oryginalnej przedwojennej ceramiki znalezione w miejscu obozu:

Obrazek

Warto zajrzeć na stronę Polska-org.pl, gdzie jest więcej przedwojennych zdjęć obozu (stamtąd zaczerpnąłem jedno z powyższych zdjęć).

A na koniec, takie unikatowe zdjęcie obozu razem z Leopoldsbaude znalazłem kiedyś na Facebooku:

Obrazek

Choć obozowych baraków od dawna nie ma, miejsce to do dzisiaj przez miejscową ludność nazywane jest „Baraki”.

Nieco poniżej przełęczy, na której stała Leopoldsbaude, istniał przed wojną jeszcze jeden obiekt – kolejna chatka myśliwska (po której dziś nie ma śladu).

Koniec dnia powoli się zbliża, więc pora na powrót do cywilizacji. Mogę iść dalej niebieskim szlakiem przez szczyt Jastrzębca i widokowe łąki nad Kopańcem, ale ja wybieram znowu stary chodnik, którym nigdy nie szedłem. Biegnie on południowymi stokami góry po poziomicy ok. 700 m n.p.m.:

Obrazek

Ścieżka przyjemnie mnie zaskoczyła. Nie dość że idzie się nią bardzo wygodnie, to jeszcze przecina malownicze, sporych rozmiarów rumowisko skalne na południowym stoku Jastrzębca. Może nawet ciekawsza trasa niż prowadzący grzbietem niebieski szlak.

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Po nieco ponad 2 kilometrach chodnik doprowadza do szerokiej drogi leśnej. Stąd już normalnymi drogami schodzę do Górzyńca. Po drodze mijam jeszcze taką pamiątkę:

Obrazek
Obrazek
Obrazek

Jest to kamień graniczny Schaffgotschów, odnaleziony w październiku 2013 roku. W 1708 roku takimi znakami oznaczono granicę Mniszego Lasu po oddaniu go w formie darowizny cystersom z Cieplic.

Przecinam tory kolejowe…

Obrazek

Miałem tym pociągiem jechać do Białegostoku, ale się nie zatrzymał, chociaż wyraźnie machałem mu ręką. Schodzę więc przez Górzyniec do Piechowic, skąd autobusem miejskim odjeżdżam do Jeleniej Góry.

W ramach zakończenia pozwolę sobie na taką oto refleksję. Czytając przed dwoma miesiącami jedną z najświeższych relacji na tym forum (z mało popularnego, szczególnie wśród Polaków, rejonu Sudetów, jakim jest Wyżyna Zabrzeska), najbardziej moją uwagę przykuł ten oto fragment kończący opis wycieczki:

„Kiedyś usłyszałem, że tylko wtedy, gdy się łazi po takich zadupiach, to pojawia się wypełniająca czaszkę refleksja, że tyle jest jeszcze do przejścia w Sudetach nieznanych ścieżek. I tyle polan do rozbicia na nich namiotu. W Karkonoszach i Adršpachu, ba – nawet w Górach Izerskich, się o tym nie myśli...”

Jedną z dwóch moich wycieczek do Pogańskiej Kaplicy i w jej okolice odbyłem dokładnie 2 maja, czyli w środku długiego majowego weekendu. Przeszedłem tego dnia 26 km, szwendając się po górach ponad 11 godzin. W tym czasie nie spotkałem żywej duszy – nie tylko żadnego turysty, ale w ogóle ani jednego człowieka. I muszę napisać, że od tamtego czasu dużo myślę o nieznanych mi ścieżkach w Górach Izerskich, planując już kolejne trasy starymi chodnikami…

Kiedy czytałem sprawozdanie z wycieczki po Wyżynie Zabrzeskiej, miałem już w głowie sporą część niniejszej relacji, nawet tytuł wymyśliłem dużo wcześniej. Ciągle jednak brakowało mi czasu, żeby słowa przelać na papier, zrobić mapki itd. Ale muszę przyznać, że ten jeden akapit bardzo mnie zmobilizował do napisania swojej relacji. Zważywszy na fakt, że za dużo moich relacji nie ma na forum (delikatnie rzecz ujmując), Autor tych słów powinien chyba poczytać to sobie za spory sukces :)

Dolnoślązak
stary wyga
Posty: 1935
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Tajemne ścieżki tajemniczego Kamienickiego Grzbietu. Jak odnalazłem Pogańską Kaplicę

Postautor: Dolnoślązak » 03-10-2019 14:02

I to są ciekawe rzeczy a nie ciągle o tej tablicy w Ciszycy czy teraz jeszcze w Cieplicach :mrgreen:

Dolnoślązak
stary wyga
Posty: 1935
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Tajemne ścieżki tajemniczego Kamienickiego Grzbietu. Jak odnalazłem Pogańską Kaplicę

Postautor: Dolnoślązak » 03-10-2019 14:04

Miałem tym pociągiem jechać do Białegostoku, ale się nie zatrzymał, chociaż wyraźnie machałem mu ręką

Wiadomo przecież, że karp tam nie staje. A chodzą słuchy, że nawet i osobówki mają pomijać ten przystanek...

Leuthen
stary wyga
Posty: 1884
Rejestracja: 04-07-2011 09:14
Lokalizacja: Wrocław

Re: Tajemne ścieżki tajemniczego Kamienickiego Grzbietu. Jak odnalazłem Pogańską Kaplicę

Postautor: Leuthen » 03-10-2019 14:36

Dolnoślązak pisze:I to są ciekawe rzeczy a nie ciągle o tej tablicy w Ciszycy czy teraz jeszcze w Cieplicach :mrgreen:

To jest stalking :P

A relacja Hazmburka bardzo ciekawa (jak zwykle :) ) - przeczytałem i obejrzałem z ogromnym zainteresowaniem już wczoraj w nocy. Trochę się kiedyś kręciłem po Kamienieckim Grzbiecie, ale nie penetrowałem go tak dogłębnie jak autor relacji :wink: W zeszłym roku szedłem we wrześniu żółtym szlakiem od stacji w Rębiszowie w ogólnym kierunku na Rozdroże Izerskie. Byłem zdziwiony zmianą przebiegu szlaku (co "widać i słychać" w relacji) - zresztą wtedy było jeszcze (może teraz już nie) obejście nowego przebiegu :shock: Spotkałem tylko jednego czy dwóch rowerzystów. Odpuściłem sobie wtedy dojście na Jelenie Skały (trochę szkoda, patrząc po zdjęciu z widoczkiem). Miesiąc później przyszedł orkan czy tam inny huragan (chyba "Grzegorz"?) i Nadleśnictwo Szklarska Poręba pisało o bezterminowym zamknięciu szlaków w tamtym rejonie. Ponownie byłem na tym Grzbiecie w sierpniu b.r. (wędrówka szlakiem E-3). Jak zobaczyłem, co się dzieje w pobliżu Polany Czarownic (Babia Przełęcz) - to zrobiłem takie oczy :shock: :shock: :shock: Nazwałbym to Izerską Porębą, a sama przełęcz przypominała skład drewna w tartaku czekający na przerobienie na deski. Za to z miejsca za przełęczą (w stronę Bobrowych Skał) otworzył się fantastyczny widok na Karkonosze :)
"Każdy wschód słońca Ciebie zapowiada, nie pozwól nam przespać poranka".

włodarz
obieżyświat
Posty: 611
Rejestracja: 22-07-2012 12:32
Lokalizacja: Góry Sowie

Re: Tajemne ścieżki tajemniczego Kamienickiego Grzbietu. Jak odnalazłem Pogańską Kaplicę

Postautor: włodarz » 03-10-2019 16:55

Zważywszy na fakt, że za dużo moich relacji nie ma na forum

Mam nadzieję, że od teraz ten stan się zmieni, bo napisałeś bardzo ciekawy tekst o miejscach jakie bardzo lubię odwiedzać. Na Tłoczynie i okolicach akurat nie byłem, więc tym bardziej relacja mnie zaciekawiła. Przyda się na pewno.

Awatar użytkownika
Hazmburk
stary wyga
Posty: 1074
Rejestracja: 19-11-2012 21:51

Re: Tajemne ścieżki tajemniczego Kamienickiego Grzbietu. Jak odnalazłem Pogańską Kaplicę

Postautor: Hazmburk » 03-10-2019 17:21

Dolnoślązaku, chyba zabrakło stosownej emotki na końcu mojego zdania. To zdanie o łapaniu pociągu napisałem oczywiście żartem, nawet nie stałem wtedy na przystanku w Górzyńcu :)

Leuthen, na Babiej Przełęczy, zwanej przed wojną Placem Czarownic (Hexenplatz) nie byłem po masakrze drzewostanu, o której wspominasz, ale oczywiście dużo słyszałem o tych cięciach (i planuję tam kiedyś podjechać na rowerze, zobaczyć jak to wygląda). Nie jest to jedyne takie miejsce w Górach Izerskich, które mocno dotknęły w ostatnim czasie piły leśników - chyba nie mniejszą powierzchniowo łysinę widziałem niedawno na wschodnim stoku Kowalówki. Ale skoro wspomniałeś o Babiej Przełęczy, a temat relacji w znacznym stopniu dotyczy dawnych chatek myśliwskich lub turystycznych na Grzbiecie Kamienickim, to taka chatka istniała też dawniej nieco na wschód od Babiej Przełęczy (przy obecnym niebieskim szlaku):

Obrazek

Mniej więcej tu po lewej stronie drogi:

Obrazek

Również w zasadzie nic po niej się nie zachowało. Choć może te podejrzanie ułożone kamienne bloki w kształcie prostokąta to ślad po niej (w realu widać to lepiej niż na zdjęciu)?

Obrazek

Jak ktoś pokręci się w rejonie Babiej Przełęczy to znajdzie jeszcze Jelenie Źródło (niem. Hirschbrunn)...

Obrazek
Obrazek

Obiekt zupełnie źle zaznaczany na współczesnych mapach turystycznych, znacznie niżej, na północnym stoku grzbietu. Podobnie zresztą jak inne ciekawe źródło (a właściwie studzienka) - Źródło Karola koło Antoniowa (niem. Karlsbrunnen).

Oczywiście warto też obejrzeć skałę Sowi Kamień (Eulenstein) na zachodnim stoku Ciemniaka (niem. Nebel-Berg, czyli Góra Mgieł).

Obrazek

Na pewno powyższe obiekty to kolejne przykłady na to, że intrygujących, tajemniczych nazw na Kamienickim Grzbiecie nie brakuje.

Włodarzu, takich ciekawych odkryć nie dokonuje się co kilka miesięcy, ani nawet co roku ;) Mam od pewnego czasu w planach odszukanie śladów po wielu innych przedwojennych chatkach w Grzbiecie Kamienickim i Wysokim Gór Izerskich. I przy okazji przejście paru innych dawnych chodników myśliwskich (jak ktoś weźmie Messtischblatty do ręki, to zauważy, że było ich w Górach Izerskich naprawdę dużo - aczkolwiek pytanie, w jakim stanie są pozostałe?). Kto wie, może wykluje się z tego też jakaś ciekawa relacja...

włodarz
obieżyświat
Posty: 611
Rejestracja: 22-07-2012 12:32
Lokalizacja: Góry Sowie

Re: Tajemne ścieżki tajemniczego Kamienickiego Grzbietu. Jak odnalazłem Pogańską Kaplicę

Postautor: włodarz » 03-10-2019 17:53

Hazmburk pisze:Włodarzu, takich ciekawych odkryć nie dokonuje się co kilka miesięcy, ani nawet co roku ;)


Nie szukaj wymówek, wystarczą relacje ze spacerów po "zwykłych" zakamarkach Sudetów. :D


Hazmburk pisze:Kto wie, może wykluje się z tego też jakaś ciekawa relacja...

Tego się trzymajmy.

Dolnoślązak
stary wyga
Posty: 1935
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Tajemne ścieżki tajemniczego Kamienickiego Grzbietu. Jak odnalazłem Pogańską Kaplicę

Postautor: Dolnoślązak » 03-10-2019 18:35

Z innej beczki to wałkowana jest od jakiegoś czasu Michelsbaude, ale o tym pewnie wiesz :wink:

Awatar użytkownika
Hazmburk
stary wyga
Posty: 1074
Rejestracja: 19-11-2012 21:51

Re: Tajemne ścieżki tajemniczego Kamienickiego Grzbietu. Jak odnalazłem Pogańską Kaplicę

Postautor: Hazmburk » 03-10-2019 22:18

Takich obiektów w regionie, o których niewiele wiadomo (albo prawie nic), jest wciąż dużo. I internet mało tu pomaga. Na przykład schroniska (schrony?) Frischebrunnenbaude i Moosbaude w Lasockim Grzbiecie. Konia z rzędem temu, kto widział jakąś fotografię tych obiektów. A to przecież "popularne" Karkonosze. O gospodzie Kammerbergbaude w Górach Kaczawskich pisałem niedawno na forum. Widokówkę z jedynym znanym mi przedstawieniem Wieży Waldemara koło Karpnik dopiero niedawno udało mi się znaleźć. Nie zmienia to faktu, że współczesne informacje o historii tego obiektu są bardzo skąpe. W Górach Izerskich istniał też przed wojną, prawdopodobnie pokaźnych rozmiarów, pałacyk myśliwski na Izerskich Garbach (dzisiaj w tym miejscu są hałdy kamieniołomu kwarcu). Albo jeszcze Schutzhaus na wzgórzu Biesy nad Wojcieszycami (jego dolna część zbudowana z kamienia istnieje do dzisiaj). Itd., itd.

Choć oczywiście różne jest znaczenie kulturowe tych obiektów, Michelsbaude pod tym względem niewątpliwie się wyróżnia.

Awatar użytkownika
Lech
bardzo stary wyga
Posty: 3141
Rejestracja: 08-01-2005 18:39
Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)

Re: Tajemne ścieżki tajemniczego Kamienickiego Grzbietu. Jak odnalazłem Pogańską Kaplicę

Postautor: Lech » 04-10-2019 06:23

Dolnoślązak pisze:I to są ciekawe rzeczy a nie ciągle o tej tablicy w Ciszycy czy teraz jeszcze w Cieplicach
Dla jednych mogą być ciekawe miejsca, gdzie obecnie dawne obiekty już nie istnieją, dla innych istniejące obiekty, których historią mało kto się interesuje.
Obrazek
"Bokeh to nie jest w ogóle żaden efekt. To jest cecha konstrukcyjna obiektywu." (Janusz z Wrocławia 22-03-2017)

Leuthen
stary wyga
Posty: 1884
Rejestracja: 04-07-2011 09:14
Lokalizacja: Wrocław

Re: Tajemne ścieżki tajemniczego Kamienickiego Grzbietu. Jak odnalazłem Pogańską Kaplicę

Postautor: Leuthen » 04-10-2019 12:55

Lech pisze:
Dolnoślązak pisze:I to są ciekawe rzeczy a nie ciągle o tej tablicy w Ciszycy czy teraz jeszcze w Cieplicach
Dla jednych mogą być ciekawe miejsca, gdzie obecnie dawne obiekty już nie istnieją, dla innych istniejące obiekty, których historią mało kto się interesuje.

A niepodzielających zainteresowań i poglądów na upamiętnienie należy obrażać - to też jest ciekawe :mrgreen:
"Każdy wschód słońca Ciebie zapowiada, nie pozwól nam przespać poranka".

Awatar użytkownika
Lech
bardzo stary wyga
Posty: 3141
Rejestracja: 08-01-2005 18:39
Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)

Re: Tajemne ścieżki tajemniczego Kamienickiego Grzbietu. Jak odnalazłem Pogańską Kaplicę

Postautor: Lech » 04-10-2019 15:40

Leuthen pisze:A niepodzielających zainteresowań i poglądów na upamiętnienie należy obrażać - to też jest ciekawe
Ciekawsze jest, że pisze o tym rekordzista w obrażaniu mnie na tym forum. Po tej wypowiedzi wnioskuję, że z Twoją inteligencją dzieje się coś niedobrego.
Obrazek
"Bokeh to nie jest w ogóle żaden efekt. To jest cecha konstrukcyjna obiektywu." (Janusz z Wrocławia 22-03-2017)

Leuthen
stary wyga
Posty: 1884
Rejestracja: 04-07-2011 09:14
Lokalizacja: Wrocław

Re: Tajemne ścieżki tajemniczego Kamienickiego Grzbietu. Jak odnalazłem Pogańską Kaplicę

Postautor: Leuthen » 06-10-2019 19:57

Lech pisze:
Leuthen pisze:A niepodzielających zainteresowań i poglądów na upamiętnienie należy obrażać - to też jest ciekawe
Ciekawsze jest, że pisze o tym rekordzista w obrażaniu mnie na tym forum.

Prowadzisz własny ranking odnotowując kto ile razy obraził Cię na tym forum :?: Robi się coraz ciekawiej :mrgreen:
"Każdy wschód słońca Ciebie zapowiada, nie pozwól nam przespać poranka".

KrzysiekJ
podróżnik
Posty: 143
Rejestracja: 12-10-2013 19:12
Lokalizacja: Świebodzice

Re: Tajemne ścieżki tajemniczego Kamienickiego Grzbietu. Jak odnalazłem Pogańską Kaplicę

Postautor: KrzysiekJ » 07-10-2019 23:16

Wspaniała relacja! Dziękuję za nią serdecznie. Jeżeli to prawda, co napisałeś, że mimowolnie jednym ze zdań w moim tekście o Wyżynie Zabrzeskiej, przyczyniłem się do (wcześniejszego?) pojawienia się tej Twojej relacji na forum, to szczególnie się cieszę. To moje "ba" przed nazwą Gór Izerskich, to taki werbalny emotikon. Fajnie, że "zadziałał". I od razu napiszę, że wielogodzinnych samotnych wędrówek po Górach Izerskich mam w pamięci sporo...

Dzięki Twojej relacji przypomniała mi się jedna z tych moich izerskich przygód. Sprzed wielu, wielu lat. A dokładnie sprzed trzydziestu siedmiu.

W listopadzie 1982 r. szykowaliśmy się na kolejną trzydniową studencką archeologiczną wycieczkę dydaktyczną prowadzoną przez prof. Józefa Kaźmierczyka. Miała trwać od wtorku 9 listopada do czwartku 11 tego miesiąca. Kilka dni przed jej rozpoczęciem profesor oznajmił mi, że on z Wrocławia pojedzie z całą grupą pod Lwówek, aby tam inwentaryzować relikty średniowiecznego górnictwa złota, a ja mam sam jechać do Szklarskiej Poręby i Jakuszyc, aby tam gdzieś pomiędzy Izerskimi Garbami a Wysoką Kopą znaleźć... Siedmioboczny Kamień (!)

Na moje "ale przecież Steć, że Siedmiobocznym Kamieniem jest najpewniej słynny Chybotek itp., itd." najpierw się skrzywił, później się uśmiechnął... i dał mi pewną książkę. Niemiecką, z kilkoma artykułami dotyczącymi Walończyków i ksiąg walońskich. "Przeczytaj, obejrzyj mapę i zdjęcia... Nie marudź i jedź w góry. Może znajdziesz? Chociaż ja sam nie wiem, czy ta skała jeszcze istnieje... Przecież to tyle lat..., tak blisko kamieniołomy. Ale szukaj."

Nie wiem, czy sam wtedy wierzył, że uda się jeszcze znaleźć Siedmioboczny Kamień? Nigdy go o to później nie pytałem.

Profesorowi chodziło o tekst Willa-Ericha Peuckerta, który na podstawie gruntownej analizy zapisków walońskich określił najbardziej prawdopodobną lokalizację Siedmiobocznego Kamienia, owianej legendami skały mającej się znajdować przy wejściu do groty z największymi skarbami "Gór Olbrzymich" (trochę to tu strywializowałem, ale chętni na zgłębienie problematyki Siebeneckstein z pewnością znajdą stosowną literaturę). Prof. W.-E. Peuckert w latach 30. XX w. przeprowadził kilka wizji lokalnych w Górach Izerskich i po jakimś czasie znalazł skałę nie tylko odpowiadającą średniowiecznym opisom (liczba naroży, obecność stopni przed skałą, bezpośrednie sąsiedztwo Wieczornego Zamku (Abendburg), czyli skał na Zwalisku), ale też dojście do tej skały od strony dzisiejszej Szklarskiej Poręby, obok wzmiankowanej w walońskich zapiskach skały Gabelstein (Widły) i dolinami najpierw Kamiennej, a później Ciekońka, ściśle nawiązywało do treści "Walenbuchów".

Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


W.-E. Peuckert dokładnie przedstawił swoje studia nad tekstem, opisał drogę do skały i świetnie to zilustrował. Ale publikacja była z 1938 r. (czyli z mojej ówczesnej perspektywy sprzed 44 lat) i w dodatku ze zdjęć wynikało, że skała jest dość dobrze widoczna, znajdowała się na sporej polanie lub mocno przerzedzonym lesie. Tymczasem w 1982 r. rósł w tym miejscu dość gęsty las świerkowy (pamiętny pogrom izerskich lasów nastąpił kilka lat później).

Nie za bardzo wierzyłem w powodzenie swej misji. Skał w Górach Izerskich od groma, a mam znaleźć w ciągu kilku godzin tę jedną. W dodatku w lesie, poza szlakami i w warunkach, przynajmniej w strefie nadgranicznej,... stanu wojennego. Ale pojechałem. Najpierw pociągiem do Szklarskiej Poręby, później wizyta na posterunku Milicji Obywatelskiej (podbicie delegacji i poinformowanie, że będę chodził w strefie nadgranicznej; prośba, aby poinformowali o tym placówkę WOP w Jakuszycach; milicja i ówczesne Wojska Ochrony Pogranicza podlegały wówczas pod to samo Ministerstwo Spraw Wewnętrznych). Następnie bieg na przystanek autobusowy i przejazd do Jakuszyc. Postanowiłem do Wideł dojść od pierwszego przystanku w Jakuszycach a później wejść w dolinę Ciekońka. Przygoda się zaczęła...

Mniej więcej po godzinie, gdy zrobiłem sobie przerwę na drugie śniadanie, dopadli mnie WOP-iści. Pod bronią. Oczywiście milicja ze Szklarskiej nie dała znać o mojej obecności. Pokazałem podbitą delegację, ale mieli rozkaz. Doprowadzić intruza do strażnicy. No to powrót do Jakuszyc. Na strażnicy na szczęście byłem krótko; od dowódcy dowiedziałem się, że wyryte znaki naskalne widział w kilku miejscach - teraz dopiero dowiedział się, że to mogą być znaki walońskie.

Od strażnicy do miejsca skąd zostałem zawrócony poszedłem jeszcze inną trasą (wzdłuż zdewastowanych torów kolei izerskiej). Znalazłem się w dolinie Ciekońka i na zachód od koryta potoku natknąłem się na coś, co mogło być dawną drogą, biegnącą prawie równolegle do biegu strumienia. Szedłem nią, kontrolując swoje położenie z mapką opublikowaną przez W.-E. Peuckerta i PPWK-owską mapą "Góry Izerskie" (mój profesor dał mi jeszcze obejmujący ten teren arkusz mapy 1:10 000, ale ponieważ miała nadruk "poufne" to m.in. ze względu na stan wojenny i WOP nie zabrałem jej wtedy ze sobą.

Skałę znalazłem! Nawet szybko. Do Szklarskiej przeszedłem jakimiś pozaszlakowymi ścieżkami. Jak już miałem delegację na łażenie po lesie w strefie nadgranicznej, to chciałem to wykorzystać. Szkoda tylko, że w listopadzie dzień jest już tak krótki. Później przejazd ze Szklarskiej Poręby Górnej do Jeleniej Góry i spotkanie z pozostałą częścią wycieczki w Domu Turysty PTTK. Profesor się ucieszył! I podarował mi książkę z tekstem W.-E. Peuckerta!

W środę do Siedmiobocznego Kamienia dotarliśmy już całą grupą. Inną trasą niż moja z poprzedniego dnia. Dotarliśmy tam z Zakrętu Śmierci przez Wysoki Kamień i Wieczorny Zamek. Ktoś robił zdjęcia, których nigdy nie zobaczyłem. Możliwe, że były to przeźrocza. Ja na swoją trasę dzień wcześniej nie wziąłem aparatu; z przyczyn takich samych jak w przypadku "tajnej" mapy. O wyciąganiu kliszy z aparatów przez WOP-istów krążyły legendy. Możliwe, że mocno, a może nawet całkowicie, zmyślone? Ale faktem jest, że ze swojej wycieczki żadnej pamiątki nie mam. Poza notatką w książeczce moich wycieczek (to ta trasa z 9 listopada 1982 r.).


Obrazek


W czwartek 11 listopada mieliśmy ponownie całą grupą dotrzeć do Siedmiobocznego Kamienia, aby ściągnąć z niego mech i krzewy borówek. Profesor marzył o jakichś wyrytych na nim znakach naskalnych; zadzwonił nawet do Nadleśnictwa i otrzymał ustną zgodę na nasze prace. Jednak w środowy wieczór w dalekiej Moskwie zmarł ówczesny I sekretarz Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego i studencka impreza w Domu Turysty PTTK w Jeleniej Górze przeciągnęła się do, bagatela, piątej nad ranem. Zamiast w stronę Siedmiobocznego Kamienia udaliśmy się w Rudawy Janowickie (koło "Szwajcarki" natknęliśmy się nawet na kilka nieodnotowanych wcześniej znaków naskalnych). Wiele lat później sfotografowałem jeden z nich.


Obrazek


Później prof. Kaźmierczyk, zajęty badaniami wrocławskiego Ostrowa Tumskiego, prób "powrotu" do Siedmiobocznego Kamienia nie podejmował. Ja sam wiele razy się zastanawiałem, czy po izerskim trzęsieniu ziemi, związanym z pracami leśnymi i drogowymi w tych górach, byłbym w stanie ponownie trafić do peuckertowskiego Siedmiobocznego Kamienia. W tym roku, na początku maja, się zdecydowałem. Poszukam go ponownie. Być może pomysł pojawił się 2 maja, kiedy Hazmburk, poszukiwałeś w innym zakątku Gór Izerskich reliktów Pogańskiej Kaplicy?

10 maja dojechałem pociągiem do przystanku, z którego nigdy wcześniej nie korzystałem - Szklarskiej Poręby-Huty. Byłem w dolinie Kamiennej. A później Ciekoniek, jakaś jakby znajoma ścieżka leśna biegnąca po jego orograficznie prawej, zachodniej stronie, na koniec - gdy między drzewami widziałem już Izerskie Garby - trochę porozglądania się i ... znalazł się. Trochę bardziej omszony niż przed trzydziestu siedmiu laty, ale ten sam - Siedmioboczny Kamień. Na pewno ten peuckertowski, ale czy aby na pewno waloński?

Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Czy jeszcze w to miejsce wrócę, nie wiem. Kilku studentów, którym o tym opowiedziałem, podpaliło się, aby z kamienia zdjąć mech! Ale czy aby przy okazji nie zdjęto by wówczas z niego pewnej legendy i swoistej magii?
Ostatnio zmieniony 09-10-2019 01:11 przez KrzysiekJ, łącznie zmieniany 8 razy.


Wróć do „Relacje z wypraw”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości