Grodków-Gromnik-Biały Kościół czyli Waldeinsamkeit i architektura emocji :-)

Planujesz wypad? Byłeś gdzieś i masz ochotę podzielić się wrażeniami z innymi - zrób to koniecznie! Zdjęcia mile widziane!
Leuthen
bardzo stary wyga
Posty: 2183
Rejestracja: 04-07-2011 09:14
Lokalizacja: Wrocław

Grodków-Gromnik-Biały Kościół czyli Waldeinsamkeit i architektura emocji :-)

Postautor: Leuthen » 10-10-2019 20:39

Ile to już lat minęło od chwili, gdy wymyśliłem, że pójdę na Gromnik z Grodkowa zielonym szlakiem? Dwa miesiące temu opisałem wędrówkę z miasta nad Grodkowską Strugą do Ziębic, teraz przyszedł czas na realizację nieco ambitniejszego zamierzenia :wink:

20 września 2019 (piątek)
O poranku zjawiłem się na postoju busów przy ul. Dawida we Wrocławiu, skąd do Grodkowa pojechałem Euro-Busem Nysa. Odjazd o 7.20, a niespełna godzinę później wysiadłem już na przystanku przy grodkowskiej ul. Słowackiego. Jest to dużo szybszy sposób na dostanie się do Grodkowa niż jazda pociągiem, rzecz jasna pod warunkiem, że akurat nie ma korków we Wrocławiu albo wypadku na A4, co wcale nie jest takie oczywiste…
8.17 – start!
Pierwszy cel tego dnia – ul. Warszawska 29. Pamiętacie, co tam jest? Urząd Miasta. A tam, na drugim piętrze, urzęduje inspektor Dorota Zawadzka zajmującą się promocją gminy. GADŻETY! Za pierwszym podejściem się nie udało, bo była na urlopie, teraz na pewno się powiedzie! Wchodzę do pokoju „przejściowego” i mówię siedzącej tam urzędniczce:
- Ja do pani Doroty Zawadzkiej.
W odpowiedzi słyszę:
- Nie ma Dorotki. Będzie w poniedziałek.
No żesz @#$%& :!:
Chyba dobrze, że nie ma w Grodkowie kolejnego szlaku, którym chciałbym się przejść (tzn. istnieje szlak żółty, ale mnie nie nęci, bo biegnie głównie drogami asfaltowymi), gdyż obawiam się, że moja trzecia wizyta w magistracie w poszukiwaniu materiałów promocyjnych zakończyłaby się uzyskaniem informacji, że pani Dorota zmarła i będzie pogrzeb – W PONIEDZIAŁEK!

Wychodząc z pokoju omal się nie zaśmiałem na głos. Jednak nic tak nie poprawia człowiekowi humoru, jak wizyta w urzędzie :mrgreen:

Zaraz po wyjściu z magistratu minąłem grodkowski dworzec.
Obrazek
Obrazek
To na pewno tu 93 lata temu w maju dr Schellhammer i jego uczniowie zaczęli swą wycieczkę na Gromnik.

Po przekroczeniu torów kolejowych odnajduję na słupie znak „mojego” zielonego szlaku. Robię zdjęcie.
Obrazek
Analiza tej fotografii po wyprawie doprowadziła do zdumiewającego odkrycia – to ogłoszenie na lewym słupie bramy wejściowej.
Nie ma to jak dobra lokalizacja firmy! Jak w skeczu Kabaretu Moralnego Niepokoju:
- Czy z pracy na kolei da się dziś godnie żyć?
- To zależy, ile się drutu miedzianego zwinie.
:mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

Ulica Otmuchowska, skręt w ul. Ogrodową, następnie w ul. Cichą, z której skręt w lewo i już opuszczam asfalt oraz obszar zabudowany. Potem tylko przeskoczyć przez ruchliwą drogę nr 401 i mogę maszerować polną drogą w stronę widocznego lasu.
Obrazek

Grodków zostaje za plecami.
Obrazek

Las tuż tuż…
Obrazek

Pora się w niego zagłębić
Obrazek

Po prawej mijam dwa stawy, przy jednym tabliczka że to bobrowisko
Obrazek
Drogę porasta trawa – o tej porze dnia mokra od rosy. Mogę zgłosić moje buty do testów na wodoodporność.
Przechodzę przez uroczą polankę.
Obrazek
Obracając się i robiąc jej zdjęcie myślę, że to świetne miejsce na biwak pewnego pruskiego regimentu. Herr Kapitaen, co Pan o tym sądzi?
Obrazek
Ta mina mówi więcej niż tysiąc słów :D

Generalnie pierwsza połowa trasy z Grodkowa na Gromnik zielonym szlakiem to las. A wokół lasy, lasy i lasy – i cała nasza droga w lesie (parafrazując pewną piosenkę :wink: ). Stan drogi dobitnie wskazuje, że trasa uczęszczana nie jest. Tak więc przedzieranie się przez kolczaste zarośla o podłożu rozrytym przez dziki, względnie przez sięgającą kolan i wyżej trawę.
Obrazek
Poszycie jest mokre, buty bohatersko przyjmują kolejne milimetry słupa wody…

Wychodzę na lepszą drogę między śródleśnymi polami kukurydzy, ale wkrótce potem znów nurkowanie w las, a przy zakręcie szlaku w prawo niespodzianka.
Obrazek
To budynek słowiańskiej osady czy schronie dla plutonu żołnierzy WOT? :)

Konstrukcja na 7 słupach przykryta świerkowymi gałęziami.
Obrazek
Obok blok betonu.
Obrazek
Ciekawe…

Chwila porządną leśną drogą, by odbić znowu w porosły trawą trakt jak w „władcopierścieniowym” Bree…
Obrazek

Dalej jest jeszcze ciekawiej – mam wrażenie, że ścieżynka w leśnej gęstwinie służy wyłącznie leśnej zwierzynie, a nie turystom. Nie powiem jednak – jest klimatycznie. Choć moje buty zbliżają się niebezpiecznie do granicy swojej wodoodporności…

Nadchodzi czas na pierwszy postój i drugie śniadanie :-) W jego trakcie ponad linią zarośli na skarpie w pewnej odległości przed sobą widzę fragment ludzkiej sylwetki sunący w sposób, jakby jechała konno. Znika wkrótce w gęstwinie…

„Kompania, powstań!”. Naprzód marsz! Po chwili wyjaśnia się sprawa tajemniczego jeźdźca. Przy drodze stoi „koń” – w postaci roweru. Właściciela brak w polu widzenia.

Mijam tabliczkę i oglądam się, cóż ona głosi. Tak. Lubię aktualne informacje :)
Obrazek
A dalej chatka myśliwska.
Obrazek
Tablica informuje, kiedy i kto ją wykonał.
Obrazek
Aż dziwne, że w czasach tak szumnie głoszonej „dekomunizacji” nikt nie wpadł na pomysł, że jako relikt czasów PRL powinna zostać niezwłocznie zburzona! [ironia]

Obok chatki, po drugiej stronie drogi, widzę głaz z tabliczką. Podchodzę bliżej.
Obrazek

Ciekawa jaka historia się za tym kryje?
Obrazek

Zaraz za chatką dochodzę do asfaltowej drogi. Drogowskazy pałacu sulisławskiego mijałem tego dnia wielokrotnie. Coraz częściej właściciele takich obiektów wytyczają w ich pobliżu własne trasy spacerowe i rowerowe.
Obrazek

Chwila marszu asfaltem i skręt w lewo. Droga biegnie skrajem lasu. Zaraz przy skręcie tabliczka o pracach leśnych. Tu rzeczywiście one trwają. Kawałek dalej podnośnik ładuje drewno na naczepę. Mijam pracujących i idę dalej.

Podziwiam na horyzoncie góry. W pewnej chwili widzę szczyt z wyraźnym masztem. Nie ma wątpliwości – to Pradziad!
W końcu szlak skręca w głąb lasu. Mijam rosnące nieopodal drogi paprocie.
Obrazek
To nie pierwszy uroczy zakątek lasu, który dziś mijam. Zaczynam odczuwać WALDEINSAMKEIT.
Cóż to jest – zapytacie? Otóż poznałem to słowo zaledwie 3 dni przed opisywaną wyprawą. Uczestniczyłem w darmowym pokazie filmu „Piłsudski”. Przed projekcją był godzinny wykład. Na szczęście nie była to prezentacja niezawodnych garnków albo innych koców o cudownych właściwościach leczniczych, na które są zapraszani seniorzy, ale wykład psychologiczny pt. „Włącz emocje” (wykład był w pakiecie z filmem :wink: ). Zapamiętałem z niego głównie dwie rzeczy. O pierwszej napiszę w drugiej części relacji, o drugiej w pierwszej czyli teraz :)
Otóż w różnych językach istnieją opisy stanu uczuć i emocji, które nie mają polskiego odpowiednika i można je przedstawić tylko opisowo. Takim słowem jest m.in. niemieckie Waldeinsamkeit. Waldeinsamkeit (czytamy: waldajnzamkajt – pani prowadząca wykład miała z tym problem :)) to
„uczucie bycia samemu w lesie i bycia częścią natury”.
Jeśli chcecie poczuć Waldeinsamkeit, musicie koniecznie wybrać się na zielony szlak Grodków-Gromnik :wink:

Jednak las się kończył. Po dotarciu na jego zachodni skraj ruszyłem przez pole równolegle do drogi na miedzy (gdyż moje buty wielkim głosem wołały, że jeśli chcę mieć suche stopy w drugiej części trasy, muszę im oszczędzić kolejnej porcji wody). W oddali widać już było wieżę kościoła w Wawrzyszowie. Ale co ważniejsze, po przejściu dalszego fragmentu trasy pokazał się po lewej stronie sam Król Wzgórz Strzelińskich – Gromnik.
Obrazek

A na południu – góry!
Obrazek
Zanim dotarłem do zabudowań minąłem jeszcze cmentarz i pastwisko, na którym właśnie wyładowywano z ciężarówki krowy. Następnie przeszedłem obok położonego na Górce Golonki (cóż za nazwa! :-) ) kościoła Matki Boskiej Loretańskiej (dawny ewangelicki, z czasów gdy Wawrzyszów zwał się Lorenzberg), a następnie skręciłem z głównej drogi w lewo, dochodząc do dawnego pałacu, w którym obecnie znajduje się szkoła podstawowa. Aż bił po oczach pięknie odnowioną fasadą.
Obrazek
Ale zegar nie działa :wink:

Wzdłuż ogrodzenia pałacu i parku szedłem wytrwale na zachód, opuszczając wzniesienie, na którym usadowiła się wieś. Teraz Gromnik zaprezentował się w całej swej okazałości.
Obrazek

Widać też było Ślężę.
Obrazek

Szlak skręcał na południowy-zachód. Uznałem, że przydrożny kamień, na którym namalowany był znak szlaku, jest dobrym miejscem na postój i podsuszenie butów. Siedziało się na nim tak fajnie, że żal było ruszać dalej ;)
Obrazek

Ale trzeba było. Optymistycznie oceniłem, że za nieco ponad 2 godziny dotrę na dobrze widoczny Gromnik. To nie okazało się jednak aż tak proste…

Najpierw źle wybrałem drogę przy skręcie i poszedłem pod kątem w las, zamiast jego skrajem. Marsz w zaroślach, sznyty na nogach od jakichś kolczastych roślinek, ślepa uliczka i odwrót. Skraj lasu nie oferował odpowiedniej drogi, więc zasuwałem polem. Mało to interesujący odcinek. Zostało to jednak wynagrodzone, gdy dotarłem do pięknej drogi na starej grobli.
Obrazek
Nią dotarłem do wsi Żeleźnik. Z daleka rzucał się w oczy wielki budynek pałacu i położony obok kościół.
Obrazek
Zbliżało się południe. Szlak prowadził na centralnym plac we wsi z posągiem… kogoś. Następnie prowadził prosto przed pałac.
Obrazek
Brama w murze zamknięta, wejście zabite paździerzową płytą…

Zrujnowane zabudowania gospodarcze (folwarczne?). Zaglądam do obory (stajni?).
Obrazek

Naprzeciw pałacu budynek o nieznanym mi przeznaczeniu (spichlerz?). Wejście zamurowane
Obrazek
Ale na fasadzie zachowany tympanon z zegarem i wskazówkami (!) które stanęły na 13.35 (1.35 w nocy?). A wokół zegarowej tarczy znaki zodiaku. Zachowały się wszystkie! Czegoś takiego dotąd przy dolnośląskich pałacach nie widziałem…
Obrazek
Tu jednak zaczęły się problemy orientacyjne. Znaki prowadzą w chaszcze. Którędy dalej? Znajduję jakąś zarośniętą drogę. Prowadzi przez przepust (mostek) na strumykiem. Wychodzę na łąkę. To teraz chyba prosto? W ten sposób docieram nad potok Krynka. Ale mostu nie ma. Szlak poszedł gdzieś indziej niż ja. Szukam gałęzi, brodu albo czegokolwiek, co pozwoli mi przejść suchą stopą przez potok. A gdzie tam! Goni mnie czas, bo chcę zdążyć na wcześniejszy pociąg (znów ściganie się z czasem…). Szybka decyzja – ściągam buty i pokonuję przeszkodę wodną w bród – dokładnie w tym miejscu.
Obrazek

Wychodzę na łąkę za korytem potoku. Kieruję się w lewo, bo tam jest droga i szlak do Jegłowej. Tak mówi porównanie terenu z mapą.
Łąka jest świetna. Przychodzi mi na myśl, że świetnie nadaje się do konnych galopów. Gdyby tak mieć dużo forsy, kupiłoby się źelaźnicki pałac, odremontowało go i stajnię, umieściło tam konie i galopowało się po tej długiej łące. Marzenia…
Póki co nie na grzbiecie konia o pięknych oczach i miękkiej grzywie, ale na własnych nogach dotarłem do drogi. Tuż obok mostu, po którym miałem przejść, ale wolałem chłodzenie stóp w wodzie ;)

Zostawiam pałac, kościół i most za sobą i prę do Jegłowej. Tuz przed zabudowaniami przekraczam nasyp dawnej linii kolejowej. To nią wycieczka z Grodkowa zapewne dojechała na miejsce startu wędrówki AD 1926, choć dawna stacja kolejowa jest trochę bardziej na południe i przez ten przejazd pociąg przejechał już bez tej rozśpiewanej grupy.
Obrazek
Są jeszcze szyny.
Obrazek
Stara, jeszcze biała tablica z nazwą miejscowości.
Obrazek
Zaraz za nią szlak skręca. Dochodzę do jakiejś ławeczki pod murem i robię tam postój, zbierając siły na dojście do podnóża Gromnika.
Po krótkiej chwili ruszam dalej, docierając do centrum miejscowości. Tamże natykam się na jakże oryginalne miejsce wypoczynkowe przy przystanku – ławki stylizowane na wagoniki z kamieniołomu (na dalszym planie). Pierwszy raz coś takiego widzę.
Obrazek

Chwilowy marsz główną ulicą (Skalników), by niebawem skręcić w prawo. Wkrótce opuszczam Jegłową i powoli zbliżam się do Gromnika, który powoli wypełnia coraz większą część pola widzenia.
Obrazek
Widzę już między drzewami na szczycie stożkowy czubek wieży widokowej. Spotykam idących w przeciwną stronę trójkę ludzi. Niosą kosze z grzybami w dłoniach.
Docieram do lasu porastającego wzgórza. Godzina do celu. Teraz wyciągam i rozkładam kije trekkingowe. Tyle godzin niosłem je ze sobą, teraz się przydadzą. Choć zmęczony szybkim dwudziestokilometrowym marszem, muszę się zmobilizować do kolejnego, jeszcze większego wysiłku.
Bo kiedy jak nie teraz ma przyjść do głowy jeden z moich ulubionych cytatów – starego militarysty Roberta A. Heinleina, który w swojej powieści SF „Kawaleria kosmosu” zawarł jakże mobilizujące słowa: „Piechur nie musi pozostać przy życiu. Nie to jest najważniejsze. Ważne jest, jak masz umierać – z głową do góry, w marszu do celu”.

Pamiętacie szkolenie przed filmem „Piłsudski”? Waldeinsamkeit. Więc teraz pora, na to, co zapamiętałem jako pierwsze. Cytat: „Jesteś architektem swoich emocji” :) A emocje właśnie rosły, bo nadchodził decydujący szturm. Naprzód!

Cóż to była za wędrówka! Epicka niczym starożytny Marsz Dziesięciu Tysięcy.
W ciągu 40 minut od wyruszenia z Rozdroża nad Jegłową znalazłem się na szczycie Gromnika.
Obrazek
Na ławce, oparty o ścianę wieży widokowej zrobiłem 22-minutowy postój. Bo Gromnik to nie finał wędrówki. Trzeba było jeszcze dotrzeć na stację kolejową (coś jak grupa dr. Schellhammera, tyle że oni szli do Henrykowa ;) ). A moja stacja była w Białym Kościele. Na Gromnik z Grodkowa zielonym szlakiem jest ok. 27 kilometrów, który to dystans przebyłem w 5,5 godziny. Do stacji w Białym Kościele kolejne 7 kilometrów, a szlakiem nawet więcej. Dlatego chciałem wytyczyć własną trasę, częściowo szlakiem żółtym, częściowo bez.

Godzina 14.15 – wymarsz z Gromnika. I było jak 8 września 1939 r., kiedy dowódca niemieckiej 1 Dywizji Górskiej, gen. Ludwig Kuebler, oznajmił swym podkomendnym: „Do tej pory 1 Dywizja Górska maszerowała, rzeczywiście dużo maszerowała. Od dzisiaj i od tego momentu zaczyna biec!”
I to też było niezapomniane…
A gdy z oddali, na ul. Stacyjnej (pylistej, lecz szerokiej i utwardzonej drodze dla ciężarówek z kamieniołomu Gębczyce) ujrzałem w oddali skryty za drzewami budynek stacyjny, westchnąłem jak wiewiór Scrat z „Epoki Lodowcowej” przytulając orzecha
https://www.youtube.com/watch?v=kM3uNMXrFMI
[4.01 – 4.04]
Obrazek
O 15.25 byłem już na stacji. W 70 minut pokonałem to, co wydawało mi się niezbyt możliwe. A jednak!
O 15.49 przyjechał pociąg do Wrocławia. Tak się skończyła ta wyprawa.


PS To było 25 kwietnia 1998 r. Tego dnia po raz pierwszy w życiu wszedł na Gromnik. Żółtym szlakiem, obok kamieniołomu w Jegłowej. Nie było jeszcze „Leuthena”, był uczeń, który uczestniczył tego dnia w rajdzie ekologicznym. Dopiero 16 lat później dowie się on o wyprawie dr. Schellhammera. Tamtego wiosennego dnia 1998 r. usłyszy za to po raz pierwszy o zamku, który stał kiedyś na Gromniku i o niemieckim nieistniejącym schronisku. Minie ponad 20 lat, ale tak samo jak wtedy wciąż będzie przemierzał szlaki. I wciąż będzie podążał śladami historii. Czy upływ czasu tak bardzo nas zmienia?
Terra Tenebrae
Telluris Malus
Quisere Pere Curiatus

Dolnoślązak
bardzo stary wyga
Posty: 2078
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Grodków-Gromnik-Biały Kościół czyli Waldeinsamkeit i architektura emocji :-)

Postautor: Dolnoślązak » 10-10-2019 22:00

Widzę obrodziło ostatnio na forum w ciekawe relacje :)

A teraz przechodząc do meritum... nie chciała pomóc ta urzędniczka? Może zawsze jakiś długopis by się znalazł :mrgreen:

Czy z pracy na kolei da się dziś godnie żyć?
- To zależy, ile się drutu miedzianego zwinie.

Powiem Ci, że wbrew pozorom da się, a na pewno lepiej niż nauczyciel :mrgreen:

Obok chatki, po drugiej stronie drogi, widzę głaz z tabliczką. Podchodzę bliżej.

A tam bęc! Tablica z Ciszycy :P

Mijam pracujących i idę dalej. 

Nie pozdrowiłeś okrzykiem "Szyszka z wami!"? :mrgreen:

O pierwszej napiszę w drugiej części relacji

Jednak kupiłeś te garnki? :lol: Albo choć miejsce na ich serwerze skoro wrzuciłeś tam foty :wink: Tylko, do licha, czemu są same miniaturki? :(

PS I wielkie dzięki za kolejną pałacową miejscówkę! Niechybnie się wybiorę, może nawet uda mi się wleźć przez jakieś okienko albo cuś :mrgreen:

Leuthen
bardzo stary wyga
Posty: 2183
Rejestracja: 04-07-2011 09:14
Lokalizacja: Wrocław

Re: Grodków-Gromnik-Biały Kościół czyli Waldeinsamkeit i architektura emocji :-)

Postautor: Leuthen » 11-10-2019 12:04

Dolnoślązak pisze:... nie chciała pomóc ta urzędniczka? Może zawsze jakiś długopis by się znalazł :mrgreen:

Poprzednio długopis dawała mi jej koleżanka (której w tamtej chwili nie było przy biurku - na pewno poszła na ploty do koleżanek w innym pokoju :P ). Drugi był mi niepotrzebny :D

Dolnoślązak pisze:
Czy z pracy na kolei da się dziś godnie żyć?
- To zależy, ile się drutu miedzianego zwinie.

Powiem Ci, że wbrew pozorom da się, a na pewno lepiej niż nauczyciel :mrgreen:

Czytałem w internecie (zwłaszcza wiosną, ale ostatnio też), że nauczyciele to w ogóle mają za dobrze - pracują po 3 godziny dziennie i mają wolne tyle miesięcy w roku, zaś chcieliby nie wiadomo ile zarabiać :wink:

Dolnoślązak pisze:
Obok chatki, po drugiej stronie drogi, widzę głaz z tabliczką. Podchodzę bliżej.

A tam bęc! Tablica z Ciszycy :P

Najwyraźniej Antoni Radziwiłł nie dotarł za swego żywota do pobliskiego pałacu w Sulisławiu, bo gdyby tak się stało, z pewnością wydano by w Wielkopolsce stosowny przewodnik po polsku i w tamte strony udaliby się tłumnie wielkopolscy turyści pozostawiając swe liczne ślady, które następnie ktoś by opisał na forum, domagając się przy okazji stosownego upamiętnienia :)

Dolnoślązak pisze:
Mijam pracujących i idę dalej. 

Nie pozdrowiłeś okrzykiem "Szyszka z wami!"? :mrgreen:

Prędzej: "Piła do boju, piła w dłoń - i kornika goń, goń, goń :!: " :mrgreen:

Dolnoślązak pisze:
O pierwszej napiszę w drugiej części relacji

Jednak kupiłeś te garnki? :lol: Albo choć miejsce na ich serwerze skoro wrzuciłeś tam foty :wink: Tylko, do licha, czemu są same miniaturki? :(

Na "garnek" przestawiłem się po "upadku" darmowego imageshacka. A Ty wiesz, że marudzisz :?: Poprzednio czytałem narzekanie, że nie ma fotografii. Jak wstawiłem, to są za małe :D Klicken Sie bitte w interesujące Cię obrazy, a wyskoczą jako większe :)

Dolnoślązak pisze:PS I wielkie dzięki za kolejną pałacową miejscówkę! Niechybnie się wybiorę, może nawet uda mi się wleźć przez jakieś okienko albo cuś :mrgreen:

Pałac super - sam pewnie poszukałbym alternatywnego wejścia, gdybym miał wtedy więcej czasu :)
Tak jeszcze gwoli uzupełnienia - przy pałacu jest zamieszkały blok (w tych chaszczach, w których za zabudowaniami przypałacowymi poszukiwałem szlaku, natknąłem się nawet na czyjeś grządki z marchewką czy innymi ogórkami :wink:
Terra Tenebrae
Telluris Malus
Quisere Pere Curiatus

Dolnoślązak
bardzo stary wyga
Posty: 2078
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Grodków-Gromnik-Biały Kościół czyli Waldeinsamkeit i architektura emocji :-)

Postautor: Dolnoślązak » 12-10-2019 15:24

Zrobiłem więc dziś trasę Strzelin - Żeleźnik - Strzelin, 26km w 2h... rowerem :P I pałac do końca tak opuszczony nie jest. Od frontu rzeczywiście kiepsko z wejściem koło tego bloku, ale z drugiej strony koło kościoła spokojnie dałoby radę przeleźć przez murek bo dużo niższy. Tylko... na podjeździe stało auto i ktoś w środku urzędował :mrgreen:

dowódca niemieckiej 1 Dywizji Górskiej, gen. Ludwig Kuebler, oznajmił swym podkomendnym: „Do tej pory 1 Dywizja Górska maszerowała, rzeczywiście dużo maszerowała. Od dzisiaj i od tego momentu zaczyna biec!”

Nie ma co, potrafił zmotywować ten stary Szkop :P Przypomnialo mi się to gdy byłem w Gościeszowicach o 15.47 a 15.55 miałem mieć ten sam pociąg ze Strzelina...

Leuthen
bardzo stary wyga
Posty: 2183
Rejestracja: 04-07-2011 09:14
Lokalizacja: Wrocław

Re: Grodków-Gromnik-Biały Kościół czyli Waldeinsamkeit i architektura emocji :-)

Postautor: Leuthen » 12-10-2019 19:51

Dolnoślązak pisze:Zrobiłem więc dziś trasę Strzelin - Żeleźnik - Strzelin, 26km w 2h... rowerem :P

Tom się może minęliśmy :?: :wink: Bo ja robiłem dziś trasę ("zu Fuss" - znaczy pieszo - "ohne Fahrrad" :D ) Biały Kościół-Niemcza (żółtym szlakiem). Pociąg Regio 8.19 z Dworca Głównego :)

Dolnoślązak pisze:I pałac do końca tak opuszczony nie jest. Od frontu rzeczywiście kiepsko z wejściem koło tego bloku, ale z drugiej strony koło kościoła spokojnie dałoby radę przeleźć przez murek bo dużo niższy. Tylko... na podjeździe stało auto i ktoś w środku urzędował :mrgreen:

Każdy oficer Pruskiego Sztabu Generalnego to powie: "Kluczowy jest odpowiedni moment ataku" :mrgreen:

Dolnoślązak pisze:
dowódca niemieckiej 1 Dywizji Górskiej, gen. Ludwig Kuebler, oznajmił swym podkomendnym: „Do tej pory 1 Dywizja Górska maszerowała, rzeczywiście dużo maszerowała. Od dzisiaj i od tego momentu zaczyna biec!”

Nie ma co, potrafił zmotywować ten stary Szkop :P Przypomniało mi się to gdy byłem w Gościeszowicach o 15.47 a 15.55 miałem mieć ten sam pociąg ze Strzelina...

Generał Kuebler marnie skończył (skazany na karę śmierci za zbrodnie wojenne i powieszony w Lublanie 2 sierpnia 1947 r.). Ale za wrzesień 1939 r. odznaczony (jako jeden z 3 dowódców dywizji i 26 w ogóle żołnierzy Wehrmachtu za kampanię w Polsce) Krzyżem Rycerskim Krzyża Żelaznego.


PS Panie Dolnoślązak - pompuj pan koła w rowerze. Polecany adres: renesansowy zamek w Nieszkowicach. Dostęp przez most nad fosą. Zarośnięty jak w bajce o Śpiącej Królewnie, ale jest jesień :wink: Nikt nie sprawdza i nie pilnuje. Takich wrażeń jak tam dzisiaj, dawno nie miałem (w środku, nie z właścicielami :mrgreen: ).

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Terra Tenebrae
Telluris Malus
Quisere Pere Curiatus

Dolnoślązak
bardzo stary wyga
Posty: 2078
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Grodków-Gromnik-Biały Kościół czyli Waldeinsamkeit i architektura emocji :-)

Postautor: Dolnoślązak » 12-10-2019 23:55

Tom się może minęliśmy   Bo ja robiłem dziś trasę ("zu Fuss" - znaczy pieszo - "ohne Fahrrad" ) Biały Kościół-Niemcza (żółtym szlakiem). Pociąg Regio 8.19 z Dworca Głównego 
 
Nieee, o tej porze to ja się na drugi bok przewracałem skończywczy o 3.30 Dana Simmonsa "Zimowe Nawiedzenie" :mrgreen: Zresztą, jak wracałem o 15.55 i miałem 2h to nie mogłem być o tej :wink: A poza tym jeżdzę tylko KD bo tam mam (prawie) darmowe przejazdy jako rodzina pracownika :lol:

PS Panie Dolnoślązak - pompuj pan koła w rowerze. Polecany adres: renesansowy zamek w Nieszkowicach.

Przewinął mi się kiedyś, ale czymś mnie zniechęcił i miejsce zarzuciłem, ale skoro polecasz... :wink: Jedynym minusem jest dość ruchliwa droga do Ząbkowic, mapa pokazuje że bardziej niż szosa 395 :?

Ze swojej strony za to polecam Żelowice, które latem też robiłem z BK. W środku na półpiętrze jest pewien tajemny pokój - wejście do pałacu przez piwnice :) A w okolicy jeszcze zamek w Ciepłych Wodach i Owieśnie, ponoć Templariuszy :wink:

Leuthen
bardzo stary wyga
Posty: 2183
Rejestracja: 04-07-2011 09:14
Lokalizacja: Wrocław

Re: Grodków-Gromnik-Biały Kościół czyli Waldeinsamkeit i architektura emocji :-)

Postautor: Leuthen » 13-10-2019 10:05

Dolnoślązak pisze:
Tom się może minęliśmy   Bo ja robiłem dziś trasę ("zu Fuss" - znaczy pieszo - "ohne Fahrrad" ) Biały Kościół-Niemcza (żółtym szlakiem). Pociąg Regio 8.19 z Dworca Głównego 
 
Nieee, o tej porze to ja się na drugi bok przewracałem skończywczy o 3.30 Dana Simmonsa "Zimowe Nawiedzenie" :mrgreen: Zresztą, jak wracałem o 15.55 i miałem 2h to nie mogłem być o tej :wink:

Dolny Śląsk to kraina tajemnic . Mogłeś np. doświadczyć efektu "zaginionego czasu" (ang. missing time). Poczytaj o porwaniach ludzi przez UFO :mrgreen: :D :lol:

Dolnoślązak pisze:
PS Panie Dolnoślązak - pompuj pan koła w rowerze. Polecany adres: renesansowy zamek w Nieszkowicach.

Przewinął mi się kiedyś, ale czymś mnie zniechęcił i miejsce zarzuciłem, ale skoro polecasz... :wink: Jedynym minusem jest dość ruchliwa droga do Ząbkowic, mapa pokazuje że bardziej niż szosa 395 :?

Moim zdaniem naprawdę warto. Szosa przed Nieszkowicacmi faktycznie niezwykle ruchliwa - dochodząc do niej zdziwił mnie "konwój" aut, a jeszcze bardziej liczba przejeżdżających ciężarówek. Podążając jednak żółtym szlakiem od Białego Kościoła (przez Kazanów) miałem tylko stosunkowo krótki przeskok z miejsca, gdzie dochodziła do niej polna droga, do zabudowań wsi. No, ale chodnik jest tam dopiero w centrum :roll: Możesz więc pojechać rowerem żółtym szlakiem, chyba że masz kolarzówkę :wink:

Dolnoślązak pisze:Ze swojej strony za to polecam Żelowice, które latem też robiłem z BK. W środku na półpiętrze jest pewien tajemny pokój - wejście do pałacu przez piwnice :) A w okolicy jeszcze zamek w Ciepłych Wodach i Owieśnie, ponoć Templariuszy :wink:

Przez Żelowice właśnie wczoraj przechodziłem i byłem na drodze łączącej kościół na wzgórzu (Maślana Góra) z pałacem we wsi. Zastanawiałem się nawet, czy nie zejść i nie obejrzeć, ale czas i trochę zmęczenie zadecydowały, by iść dalej, nie cofać się. Obejrzałem tylko jego zdjęcie na tablicy informacyjnej gminy Kondratowice przy wspomnianej świątyni.
Owiesno zaliczyłem dawno temu, przez Ciepłowody przechodziłem parokrotnie - jakoś nigdy nie znajdując czasu i ochoty na oglądanie tych ruin. Do nich w ogóle jest jakiś dostęp :?:
Terra Tenebrae
Telluris Malus
Quisere Pere Curiatus

Dolnoślązak
bardzo stary wyga
Posty: 2078
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Grodków-Gromnik-Biały Kościół czyli Waldeinsamkeit i architektura emocji :-)

Postautor: Dolnoślązak » 13-10-2019 13:48

W tych ruinach nie byłem osobiście, acz sądząc po opiniach na googlach to raczej bezproblemowo. Polecam jednak Żelowice z resztkami wyposażenia po ostatnich lokatorach i jak mówiłem, tajemnym pokojem :wink: Szlak do Nieszkowic już obadałem i faktycznie można bokami przejechać, więc niechybnie się wybiorę :mrgreen:


Wróć do „Relacje z wypraw”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości