Między rzekami Oławą a Ślęzą… Wędrówka z Białego Kościoła do Niemczy

Planujesz wypad? Byłeś gdzieś i masz ochotę podzielić się wrażeniami z innymi - zrób to koniecznie! Zdjęcia mile widziane!
Leuthen
bardzo stary wyga
Posty: 2183
Rejestracja: 04-07-2011 09:14
Lokalizacja: Wrocław

Między rzekami Oławą a Ślęzą… Wędrówka z Białego Kościoła do Niemczy

Postautor: Leuthen » 21-10-2019 16:08

Kolejna trasa na mocno niedocenianym przez turystów Przedgórzu Sudeckim – tym razem nie realizacja projektu sprzed lat, a tegoroczny pomysł. Żółty szlak Biały Kościół – Niemcza. Bardzo przyjemna wędrówka przy ładnej pogodzie.

12 października 2019
Start następuje o godzinie 9.03 (pociąg Regio spóźnił się o 5 minut) ze stacji kolejowej Biały Kościół. Marsz brukowaną drogą wzdłuż linii kolejowej na południe,
Obrazek
aż do przejazdu kolejowego, gdzie następuje przekroczenie torów i c.d. marszu - dobrze znaną drogą dojazdową od kamieniołomu Gębczyce – aż do mostu na rzece Oławie.
Obrazek
Oława! Ta rzeka to jeden z czterech dopływów Odry wpadających do niej na terenie Wrocławia (w pobliżu Mostu Grunwaldzkiego). W miejscu, do którego dotarłem, to raczej rzeczka – o mocno zarośniętym korycie.
Obrazek

Przed mostem żółty szlak skręca i rusza na południe wzdłuż lewego (zachodniego) brzegu Oławy. O poranku trawa porastająca polną drogę, którą się przemieszczam, jest mokra od rosy, ale moje „półbuty trekkingowe” dają radę. Polecam uwadze produkty firmy Regatta (audycja zawiera lokowanie produktu :mrgreen: ). Według mapy szlak ma w pewnym momencie odbić od rzeki na południowy-zachód i dotrzeć na przejazd kolejowy. Gdy docieram do miejsca, gdzie znajduje się odnoga drogi prowadząca w stronę nasypu kolejowego, ruszam w stronę torów. Błąd! To miała być następna (niezaznaczona na mapie) krzyżówka. Co robić :?: Idę na południe po torach. Nie jest to sytuacja komfortowa. Co prawda nie grozi mi przemoczenie butów w trawie, ale skakanie po betonowych podkładach z tłuczniem jest średnio wygodne, a jeszcze mniej komfortowa jest świadomość, że to czynna linia. Oglądając się w tył widzę sygnalizację i czerwone światło, a że to linia jednotorowa, to z tyłu może coś jechać. Co chwila więc się oglądam, jak pilot myśliwski wypatrujący czającego się na godzinie 6 wroga…

Docieram jednak bez odskakiwania na bok przed pędzącym składem na przejazd ze znajomymi żółtymi znakami i dalej już polną drogą bez trawy wśród pól dochodzę do wsi Kazanów. Mijam zabudowania czegoś na kształt dawnego folwarku i asfaltową szosą dochodzę do drogi „395” Wrocław-Strzelin-Ziębice.
Ruch nie jest duży, przechodzę bez problemu. Polna droga wyprowadza ze wsi w stronę widocznych na horyzoncie Wzgórz Lipowych, po których nigdy do tej pory nigdy nie chodziłem.
Obrazek

No i się zaczyna! Co? Wiatr :!: :!: :!:
Sprawdzając prognozę pogody na ten dzień widziałem, że na terenie, przez który będę wędrował, może wiać w porywach 60-70 km/h. Ale w porywach. A na odkrytym terenie ponad Kazanowem wieje tak bez przerwy. No daje słowo – chciało urwać głowę! A tu niebo niebieskie, słońce świeci… Moja ś.p. Babcia mawiała, że jak tak silnie wieje, to ktoś się powiesił.

Wędruję na zachód, patrząc jednak od czasu do czasu na południe, gdzie znad falistych pól widać Sudety, a czasem także oglądam się za siebie, w kierunku wschodnim, gdzie oddalają się coraz bardziej Wzgórza Strzelińskie, z dobrze widoczną i wyróżniającą się z otoczenia Nowoleską Kopą.

Krok za krokiem zbliżam się do Wzgórz Lipowych oraz drzew rosnących przy drodze Biały Kościół-Ciepłowody. A na tej drodze ruch jak na A4. Całe sznury aut. No nie wierzę!
W końcu docieram do tej drogi. Drzewa nabierają już jesiennych barw.
Obrazek
Starając się schodzić z asfaltu, gdy tylko coś z naprzeciwka nadjeżdża (bo auta się mijają) wchodzę między zabudowania Nieszkowic. Ponieważ wieś położna jest w obniżeniu, tutaj przestaje wiać. Co za ulga!
Dochodzę do centrum miejscowości. Chyba za takowe można uznać miejsce, gdzie znajduje się sklep, a po drugiej stronie przystanek autobusowy oraz, na wzniesieniu, kościół?
Do sklepu nie wchodzę, obfotografowuję za to przystanek, bo jest przystrojone w bliskie memu sercu motywy. Ciekawy pomysł!
Obrazek
Obok przystanku tablica z planem miejscowości. Zaraz obok głaz z pamiątkową tablicą (100-lecie niepodległości Polski i 740-lecie powstania Nieszkowic). A nieopodal droga na wzniesienie, do kościoła. Jak już tu dotarłem, to zrobię rundkę dookoła świątyni…
Kościółek (św. Jana Kantego) bardzo ładny. Widać po bryle, że gotycki, choć przebudowany. Zamknięty (niestety, choć zgodnie z przewidywaniami) na głucho.
Obrazek
Następnie schodzę z pagórka i robię pierwszy postój na przystanku. Rozmyślam o zamku, który widziałem na zdjęciu obok planu miejscowości. Na mojej mapie (starej) oznaczony jest symbolem jak dwór/pałac. Szlak przechodzi niedaleko, może podejść i zobaczyć? Tak, chyba warto rzucić okiem na taką ciekawostkę. Zapamiętuję z planu Nieszkowic koło którego numeru należy odbić w lewo. Ruszam przez wieś (od centrum jest chodnik :D ) i docieram (częściowo starą brukowaną boczną drogą) do dawnych zabudowań PGR, wśród których stoi ruina zamku.
Obrazek
Brama do „czworoboku” otwarta, więc wchodzę. Podchodzę do dawnej fosy i robię stamtąd fotografie. Dostrzegam przy tym most.
Obrazek
A może by tak spróbować wejść do środka? Często, gdy wędruję, nie mam za bardzo czasu na zwiedzanie. A jeśli nigdy w życiu już tu nie trafię? Co mi tam, idę na most!

Zarówno sam most, jak i dziedziniec (obiekt ma kształt kanciastego „U” otwartego w stronę mostu) zarośnięte jakbym trafił do zamku z bajki o Śpiącej Królewnie, ale da się jakoś przejść. Rozpoczynam penetrację.
Nie ma co opisywać, trzeba tam pojechać i obejrzeć samemu!
W jednym z pomieszczeń na parterze widziałem belki na stropie z polichromią (renesansową?).
Obrazek
W innym, na piętrze, w pewnym momencie deska podłogi ugięła się pode mną tak, że skoczyło mi ciśnienie, a wyobraźnia już ukazywała mnie lecącego piętro niżej… Nie na wszystkie kondygnacje w trzech zamkowych skrzydłach dotarłem – z powodu zarwanych, zniszczonych stropów, nie budzących zaufania schodów itd.
Obrazek
Obrazek
Nieszkowicki zamek ma jednak w sobie to COŚ!

Nadmienię jeszcze, że piwnice również obejrzałem :wink:
Łącznie kręciłem się po zamkowych wnętrzach około pół godziny.

Pora ruszać w dalszą drogę! Wracam na szlak i ruszam na spotkanie Wzgórz Lipowych, u podnóża których już się znajduję.

Po wejściu w las mam na początku powtórkę z wyprawy Grodków-Gromnik: droga zarośnięta w stopniu wysokim. Stopniowo jednak staje się ona normalną drogą leśną. Dochodzę do skrzyżowania na zboczu. Rosną tu stare, wysokie i potężne drzewa. Sądząc po liściach, to chyba lipy – od których wzięły nazwę te wzgórza.
Obrazek
Lipy nie są tak wyjątkowo długowieczne jak np. dęby. Przypomina mi się lipa, która 100 lat temu rosła nad rzeką Ślęzą koło Pilczyc (wówczas jeszcze podwrocławskich). Nazywana wtedy „Lipą Fryderyka” na pamiątkę króla Prus z przydomkiem Wielki (wiadomo którego :D), który miał pod nią podyktować adiutantowi propozycję układu o neutralności z Wrocławiem, który zawarto 3 stycznia 1741 r. „Stary Fryc” spędził Sylwestra 1740/1741 w pałacu nieopodal tego miejsca. Miałem kiedyś szukać tej lipy. Nie wiem, czy jeszcze stoi (stoi za to wspomniany pilczycki pałac :wink: ). To taka dygresja o lipach.

Za „Lipowym Zakątkiem” las gwałtownie się przerzedza. Co tu się dzieje? OMG – chyba znów trafiłem na budowę śródleśnej autostrady :!:
Obrazek
Obrazek
Chyba szykują się wielkie cięcia w lasach na Wzgórzach Lipowych :evil: To na pewno w ramach ochrony przyrody przed kornikiem…
Nie jestem pewien, czy idąc wzdłuż nitki „autostrady” aby na pewno podążam szlakiem, bo znaków nie ma (poszły w !@#%& wraz z drzewami). Idę więc i rozglądam się po placu budowy. Dochodzę wreszcie na miejsce, gdzie prawdopodobnie powstanie niebawem zjazd z tej autostrady (może nawet stację benzynową tu postawią?).
Obrazek
Wg mapy powinienem gdzieś w tych okolicach skręcać w lewo. Znaku skrętu nie ma, ale widzę na drzewach w głębi po lewej wymalowane znaki szlaku – oprócz żółtego także niebieskiego. Hm, na mapie nie mam tego drugiego. Jakaś „świeżynka” autorstwa PTTK Strzelin.

Maszeruję sobie raźno. Droga przestaje być autostradą, jest już „zwykłą” drogą leśną. W pewnym momencie widzę na lewo od drogi grzybiarza z wiadrem, raczej pustawym. Mówię mu „dzień dobry”. W odpowiedzi słyszę:
- Pan też na grzybki?
- Nie – odpowiadam. – Ja turystycznie. Wędruję szlakiem.
Tyle my pogadali :)

Dochodzę do miejsca, gdzie niebieski i żółty szlak się rozchodzą. Mój rusza po skręcie na północ, by wychodząc z lasu zmienić kurs na NW i dotrzeć do zabudowań wsi Czerwieniec. Po drodze mijam zaparkowane auto (grzybiarza?). Na przystanku we wsi, gdzie planowałem postój, parkują dwa wielkie TIR-y, wokół których chodzą kierowcy, przechodzę więc bez zatrzymania i opuszczam wieś, docierając do przystanku na skrzyżowaniu dróg na zachód od wsi. W przeciwieństwie do tego w Nieszkowicach ten jest w klimacie z bajki Disneya – mamy tu jelonka Bambiego, królika Tuptusia i skunksa Kwiatka.
Obrazek
Poziom wykonania sugeruje tzw. ludowego artystę. Nie, że krytykuję – sam namalowałbym to znacznie gorzej :P

Tu postój na jedzenie. Słonko przyjemnie grzeje. Od razu jednak po opuszczeniu przystanku daje znać o sobie wiatr. Znów wisielcuchy tańcują z diabłami…

Asfalt, asfalt i jeszcze raz asfalt. Widoki ładne, wiatr wieje, dochodzę do wsi Kowalskie. Mijam wjazd do kamieniołomu bazaltu, przechodzę most na Małej Ślęzie. Zaraz za nim słyszę „puk, puk, puk”. Rozglądam się. To dzięcioł w akcji.
Nawet udaje mi się go uchwycić na zdjęciu.

Przechodzę obok kolejnego dawnego kamieniołomu i dochodzę do wsi Żelowice. Skręcam z głównej drogi, wędruję przez jesienny las. Droga, po skręcie w lewo, doprowadza mnie przed kościół.
Obrazek
Obok świątyni, będącej „rozbudowaną wersją” kaplicy grobowej, odnajduję grób hrabiny Rzeszy Marii Alicji von Mettich zmarłej w wieku 50 lat w 1836 r.
Obrazek
Żółty szlak sprowadza mnie z niewysokiego wzgórza, na którym znajduje się kościół, do asfaltowej drogi, którą podążam na południe. Na rozstaju dróg mijam niemiecki drogowskaz, obok którego znajduje się inny – dużo mniejszy – kamienny słupek.

Wędrując patrzę z oddali na kamieniołom w Kowalskiem, który minąłem, na zachodnie stoki Wzgórz Lipowych, z których zszedłem godzinę wcześniej, aż wreszcie docieram do odbicia na Błotnicę. Poniemiecka kostka brukowa. Znów maszeruję na zachód. Przed wsią odbijam na drogę polną. Wychodzę przy ostatnich zabudowaniach i niezbyt stromo podchodzę na Przełęcz nad Błotnicą (całe 292 m n.p.m.). To już kolejne pasmo wzgórz – Wzgórza Dobrzenieckie. Z rejonu przełęczy patrzę ostatni raz na Wzgórza Lipowe i zaczynam zejście.
Wychodzę z lasu i wchodzę między zabudowania Piotrkówka. Słyszałem już kiedyś tą nazwę i kojarzę ją z jazdą konną. Konie!
W pobliżu dawnego dworu istotnie widzę kucyka (sztuk jeden). I to tyle kopytnych w polu widzenia. Robię przerwę w wiacie przystanku przy drodze do Niemczy, który służy chyba do wszystkiego, tylko nie do oczekiwania na autobus. Po postoju obchodzę mur wokół pałacu (szlak zmienił trochę przebieg w porównaniu do mojej starej mapy) i znów zaczynam podejście. Następne pasmo – Wzgórza Dębowe. Towarzyszą mi odbite w drodze ślady kopyt. Nie ma to jak „teren”. Przypomina mi się jedyny własny wyjazd konno w teren z prawdziwego zdarzenia – w górach pod Złotym Stokiem. Widoki z końskiego grzbietu, galopy po drogach i łąkach. Poezja :!:

Tymczasem znów wchodzę w las. Docieram do czegoś, co wygląda na dawną leśniczówką (aktualnie zamieszkałą) z widokiem na Ostrą Górę (360 m) z wieżą widokową na szczycie.
Obrazek
Kontynuuję podejście bardzo malowniczą drogą, porośniętą po lewej stronie paprociami, po prawej zaś młodą buczyną. W niecałe 25 minut od wyruszenia spod pałacu w Piotrkówku docieram na skrzyżowanie pod Ostrą Górą (345 m n.p.m.). Stamtąd na szczyt jest już naprawdę blisko. 4 minuty wędrówki i jestem na wierzchołku. Zastaję tam dwu turystów – jeden (z kijami) właśnie się zbiera do odmarszu, drugi siedzi i coś wcina. Byli to jedynie turyści jakich spotkałem tego dnia na tym szlaku.

Przerzedzony z drzewostanu szczyt Ostrej Góry oferuje ładne widoki na zachód i południe.
Obrazek
Obrazek
Zapewne jeszcze ładniejsze panoramy zapewnia metalowa 18-metrowa wieża widokowa z 1930 r., ale brakuje na niej schodów, a nie mam na tyle odwagi, by wspiąć się na szczytową platformę widokową bez nich (niektórzy tak robią).
Obrazek
Obrazek
Próba wejścia kończy się więc tylko na pierwszym półpiętrze. Przypomina mi się, jak jeszcze na studiach wysłałem (w pewnym odstępie czasowym) dwa listy do burmistrza Niemczy ws. remontu wieży i zamontowania brakujących schodów. Nie dostałem odpowiedzi. Cóż za łamanie prawa administracyjnego, nakazującego urzędnikom odpowiedź na pismo w terminie 30 dni od daty dostarczenia. Zupełnie jak ze sprawą tablicy w Ciszycy :mrgreen: :D :lol:

Postój robię na pniaku ściętego drzewa. Nieopodal jedyny oprócz mnie turysta leży w trawie i opala się. Słońce istotnie przygrzewa. Wiatr wreszcie przestał dokazywać i można siedzieć w krótkim rękawie.

Po półgodzinnym pobycie na wierzchołku rozpoczynam zejście z Ostrej Góry. Dziesięć minut później tuż przed Młyniskiem przechodzę przez mostek rzekę Ślęzę. To kolejny z dopływów Odry wpadających do niej we Wrocławiu. Wraz z Oławą, nad którą byłem rano, tworzą ramy mojej dzisiejszej wędrówki.
Po chwili jestem już w Podlesiu. Szlak odbija i wychodzi poza obszar zabudowany, docierając do drogi wiodącej już wprost do Niemczy, obok której – mniej więcej równolegle, po prawej stronie – meandruje sobie rzeka Ślęza. 20 minut wędrówki i znajduję się już w mieście sławnym z obrony grodu w 1017 r. Gdy dochodzę na ul. Chrobrego, przy której znajduje się przystanek „Beskid Busa”, do odjazdu busa do Wrocławia pozostaje ponad 30 minut. Wykorzystuję ten czas, by przejść się na niemczański rynek, na którym dotąd jeszcze nie byłem, mimo że w Niemczy przebywałem do tej pory wielokrotnie. Na rynku szukam sklepu. Nabywam do picia takie cudo, którym raczę się na ławce w rynku nieopodal urzędu miasta i gminy.
Obrazek
Ten landrynkowy smak i napis na etykiecie „doceń polskie” :P Bezcenne! Oczywiście piję za zdrowie burmistrza - tego od nieistniejących schodów na wieżę :twisted:

Potem już tylko marsz ul. Chrobrego na przystanek, przy okazji pstrykając fotkę kamiennego krzyża z wyrytym mieczem.
Obrazek
„Beskid” zjawia się 6 minut przed rozkładową godziną odjazdu, co mnie wcale nie martwi. Godzinę później jestem już we Wrocławiu. Między Oławą a Ślęzą było naprawdę ciekawie!
Terra Tenebrae
Telluris Malus
Quisere Pere Curiatus

Dolnoślązak
bardzo stary wyga
Posty: 2078
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Między rzekami Oławą a Ślęzą… Wędrówka z Białego Kościoła do Niemczy

Postautor: Dolnoślązak » 21-10-2019 17:34

Przypomina mi się, jak jeszcze na studiach wysłałem (w pewnym odstępie czasowym) dwa listy do burmistrza Niemczy ws. remontu wieży i zamontowania brakujących schodów. Nie dostałem odpowiedzi.

Burmistrz pewnie zapomniał był. Ten natłok spraw i obowiązków. Dopiero przed wyborami pamięć wraca, albo i nie, wszak nie należysz do jego wyborców :mrgreen:

Zupełnie jak ze sprawą tablicy w Ciszycy

Nie wywołuj Le... znaczy wilka z lasu. Bo jeszcze spotkasz go na szlaku! :mrgreen:

PS Ale ryneczek w Niemczy to bym obejrzał, co tak pogardzasz tą Niemczą, dworca nie dał, rynku nie dał... :P

Leuthen
bardzo stary wyga
Posty: 2183
Rejestracja: 04-07-2011 09:14
Lokalizacja: Wrocław

Re: Między rzekami Oławą a Ślęzą… Wędrówka z Białego Kościoła do Niemczy

Postautor: Leuthen » 21-10-2019 19:48

Dolnoślązak pisze:
Przypomina mi się, jak jeszcze na studiach wysłałem (w pewnym odstępie czasowym) dwa listy do burmistrza Niemczy ws. remontu wieży i zamontowania brakujących schodów. Nie dostałem odpowiedzi.

Burmistrz pewnie zapomniał był. Ten natłok spraw i obowiązków. Dopiero przed wyborami pamięć wraca, albo i nie, wszak nie należysz do jego wyborców :mrgreen:

Spokojna głowa! W moim archiwum mam zarejestrowaną całą korespondencję z tamtych czasów - także daty wysłania listów, które nie doczekały się odpowiedzi. W wolnej chwili dotrę do stosownej notatki, następnie sprawdzę kto był w momencie wysłania listów burmistrzem Niemczy i czy przypadkiem nie pełni nadal tej funkcji. A potem rozważy się co dalej. Na każdego coś się znajdzie. My, historycy, wiemy to najlepiej :mrgreen: Jak w pewnej łacińskiej sekwencji:
"Liber scriptus proferetur,
In quo totum continetur"

"Księgi się otworzą karty,
Gdzie spis grzechów jest zawarty" :twisted:

Dolnoślązak pisze:
Zupełnie jak ze sprawą tablicy w Ciszycy

Nie wywołuj Le... znaczy wilka z lasu. Bo jeszcze spotkasz go na szlaku! :mrgreen:

To zabrzmiało prawie jak groźba karalna (art. 190 KK) :P

Dolnoślązak pisze:Ale ryneczek w Niemczy to bym obejrzał, co tak pogardzasz tą Niemczą, dworca nie dał, rynku nie dał... :P

To za burmistrza i brak odpowiedzi na listy :lol:
Terra Tenebrae
Telluris Malus
Quisere Pere Curiatus

Dolnoślązak
bardzo stary wyga
Posty: 2078
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Między rzekami Oławą a Ślęzą… Wędrówka z Białego Kościoła do Niemczy

Postautor: Dolnoślązak » 21-10-2019 20:27

Spokojna głowa! W moim archiwum mam zarejestrowaną całą korespondencję z tamtych czasów - także daty wysłania listów, które nie doczekały się odpowiedzi. W wolnej chwili dotrę do stosownej notatki, następnie sprawdzę kto był w momencie wysłania listów burmistrzem Niemczy i czy przypadkiem nie pełni nadal tej funkcji. A potem rozważy się co dalej. Na każdego coś się znajdzie. My, historycy, wiemy to najlepiej :mrgreen: Jak w pewnej łacińskiej sekwencji:
"Liber scriptus proferetur,
In quo totum continetur"

"Księgi się otworzą karty,
Gdzie spis grzechów jest zawarty"

:lol:
PS Czyżbyś studiował filologię łacińską u Krajewskiego? :wink:

To zabrzmiało prawie jak groźba karalna (art. 190 KK)

Obyś pewnego dnia się nie ździwił, jak spotkasz pewnego poczciwego, starszego Pana z gitarą i pieśnią na ustach. I wcale nie będzie to dr Schellhammer! :mrgreen:

Leuthen
bardzo stary wyga
Posty: 2183
Rejestracja: 04-07-2011 09:14
Lokalizacja: Wrocław

Re: Między rzekami Oławą a Ślęzą… Wędrówka z Białego Kościoła do Niemczy

Postautor: Leuthen » 21-10-2019 20:47

Dolnoślązak pisze:Czyżbyś studiował filologię łacińską u Krajewskiego? :wink:

Nie, ale zdarzało mi się przesiadywać w tym samym czasie co on w czytelni biblioteki na Piasku, gdzie pan Marek szukał informacji wykorzystywanych później w kolejnych powieściach o Mocku :wink: No i na co dzień zjawialiśmy się pod tym samym adresem, w dawnym prezydium policji, tylko że na różnych piętrach i w różnych skrzydła dawnego pałacu książąt legnicko-brzeskich :)
Terra Tenebrae
Telluris Malus
Quisere Pere Curiatus

Dolnoślązak
bardzo stary wyga
Posty: 2078
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Między rzekami Oławą a Ślęzą… Wędrówka z Białego Kościoła do Niemczy

Postautor: Dolnoślązak » 21-10-2019 21:15

Ubi ebrietas, [...] illic deamones choreas agunt.

Z najnowszej, polecam :wink:

włodarz
obieżyświat
Posty: 673
Rejestracja: 22-07-2012 12:32
Lokalizacja: Góry Sowie

Re: Między rzekami Oławą a Ślęzą… Wędrówka z Białego Kościoła do Niemczy

Postautor: włodarz » 22-10-2019 16:13

Garnek nie ma opcji "otwórz zdjęcie w oryginalnym rozmiarze"? Kiepsko z tym klikaniem.

Leuthen
bardzo stary wyga
Posty: 2183
Rejestracja: 04-07-2011 09:14
Lokalizacja: Wrocław

Re: Między rzekami Oławą a Ślęzą… Wędrówka z Białego Kościoła do Niemczy

Postautor: Leuthen » 22-10-2019 16:51

włodarz pisze:Garnek nie ma opcji "otwórz zdjęcie w oryginalnym rozmiarze"?

Nie ma.
Terra Tenebrae
Telluris Malus
Quisere Pere Curiatus


Wróć do „Relacje z wypraw”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości