Marsz w nieznane – z Łagiewnik do Jakubowa przez Wzgórza Lipowe

Planujesz wypad? Byłeś gdzieś i masz ochotę podzielić się wrażeniami z innymi - zrób to koniecznie! Zdjęcia mile widziane!
Leuthen
bardzo stary wyga
Posty: 2176
Rejestracja: 04-07-2011 09:14
Lokalizacja: Wrocław

Marsz w nieznane – z Łagiewnik do Jakubowa przez Wzgórza Lipowe

Postautor: Leuthen » 16-11-2019 20:13

Opisując miesiąc temu wędrówkę żółtym szlakiem z Białego Kościoła do Niemczy wspomniałem, że w sercu Wzgórz Lipowych natknąłem się na znaki niebieskiego szlaku, który krzyżował się z moją trasą, lecz nie był zaznaczony na używanej przeze mnie (dość starej) mapie. Zaintrygowany sprawdziłem po powrocie jego przebieg na portalu „mapa turystyczna”. Decyzja mogła być tylko jedna – trzeba się wybrać na ten nieznany szlak, który „zmalował” w ostatnich latach strzeliński oddział PTTK.

7 listopada 2019
O poranku tego dnia, tuż po godzinie 7 rano, wsiadłem w centrum Wrocławia do samochodu znajomego. Dzień wcześniej, tuż przed udaniem się na spoczynek, odebrałem od owego kolegi esemesa, że nazajutrz jedzie służbowo do Kudowy-Zdroju i może mnie podrzucić, jeśli wybieram się na wędrówkę z punktem startowym na trasie krajowej „8”. No z nieba mi spadł! Zamiast więc jechać „Szeryf Busem” (czyli autokarem firmy Romańczuk relacji Wrocław-Bielawa) o 8.11 wyruszyłem godzinę wcześniej – i to całkiem za darmo :D
Tuż po godzinie 8 rano wysiadłem na przystanku w Łagiewnikach. Znajomy ruszył dalej na biznesowe negocjacje, a ja rozpocząłem na wysokości 178 metrów nad poziomem morza swoją wędrówkę. Początkowo miałem podążać szlakiem czerwonym, znaną mi ze studenckich lat trasą w stronę Wzgórz Dębowych. Jak się okazało, od tamtych Łagiewniki trochę się zmieniły – przybyło tam świateł i przejść dla pieszych. Poczułem się nieomal jak na Rondzie Reagana we Wrocławiu :wink:

Po pokonaniu pierwszych świateł stanąłem przed tym bilbordem.
Obrazek
Nie wiedziałem, że echa spraw z innych rejonów Polski docierają aż do Łagiewnik. Wielka polityka wkracza nawet na prowincję :-)

Posiłkując się mapą (jednak lata zacierają wspomnienia o przebiegu szlaków, poza tym wcześniej za każdym razem szedłem w drugą stronę) opuściłem zabudowania Łagiewnik i polną drogą ruszyłem na wschód, mijając w bliskiej odległości budynek dawnej stacji kolejowej.
Obrazek

Przedstawiciele mojej ulubionej nacji stwierdziliby, że tego poranka była „herrliche Wetter”. Ja, ja – pogoda była przepiękna, co stanowiła zachętę do wędrówki :)
Jak to w listopadzie bywa, trawa na polnej drodze była mokra, a ziemia miejscami zdradzała, że w nocy był przymrozek – w zacienionych miejscach było widać szron. Z tego powodu wybrałem wędrówkę polem, a nie po trawie. W 25 minut po wyruszeniu z łagiewnickiego przystanku skręciłem za znakami czerwonego szlaku na południe, przekraczając nasyp dawnej linii kolejowej.
Wędrując wcześniej wzdłuż niej dostrzegłem przed sobą przemykającego polem lisa, który znów dojrzałem w trawach porastających nasyp, gdy robiłem zdjęcie miejsca, gdzie nad ciekiem wodnym „był kiedyś mostek”. Później w polu ujrzałem po lewej sarnę. Więcej jej koleżanek udało się dojrzeć po chwili na północnych stokach wzniesienia o wysokości 187,3 m, którego wschodnie stoki trawersuje szlak w drodze do wsi Sienice.
Obrazek
Wkrótce wkroczyłem między zabudowania skręcając w lewo w boczną drogę równoległą do biegnącej przez wieś głównej ulicy. Boczna droga łączy się z nią przy znajdującym się w centrum wsi kościele.
Obrazek
Postanowiłem zrobić rundkę wokół świątyni. Wszedłem przez bramę. A tu zaraz tablica ogłoszeń. A na niej – kto ile dał na kościół (i czemu tak mało :lol: ).
Obrazek
Zaraz obok kościoła na słupie znajduje się początek niebieskiego szlaku, którym będę podążał już do końca tej wędrówki.
Obrazek
5 minut drogi dalej i 1 m n.p.m. wyżej znajduje się Rozdroże pod Górą Drzymały, do którego prowadzi lipowa aleja.
Krótko przed opisywaną wędrówką, zupełnie przez przypadek, trafiła w moje ręce książka autorstwa Marty Miniewicz pt. „Spacerkiem po powiecie wrocławskim czyli o czym szumią drzewa?”. Sądziłem, że to jakiś nudny przewodnik dendrologiczny, ale mimo to zacząłem czytać. To był mądry wybór. Książka jest nie tylko świetnie napisana, ale też pięknie zilustrowana fotografiami. Opisuje 6 gatunków drzew: dąb, lipę, brzozę, buka, cisa oraz wierzbę. Talent narracyjny autorki umożliwia przemycenie wielu ciekawych informacji (słyszeliście np. o celtyckim horoskopie drzewnym?), a wskazówki jak rozpoznać dane drzewo są bardzo cenne. Dzięki pani Marcie wiem, że lipa ma liście w kształcie serca i takie też drzewa widziałem przed wspomnianym rozdrożem.

Szlaki czerwony i niebieski tak po prawdzie rozchodzą się dopiero za pobliskim mostem na rzece Ślęzie:
Obrazek
pierwszy skręca w prawo, drugi w lewo. Ja poszedłem za Lewandowskim :D

Wyraźna, szeroka polna droga okrążała wpierw wzgórze 187,1, z widokiem na Górę Drzymały (całe 193 m.n.p.m.) i wylesione północne stoki kończących się w tamtym miejscu Wzgórz Dębowych, przez które biegnie czerwony szlak, by finalnie obrać ogólny kierunek na wschód.

Widoczki były piękne, temperatura na tyle wysoka, że mogłem ściągnąć spod polara sweter, w górze gęgały lecące w kluczu na południowy-wschód dzikie gęsi, a ja z każdym krokiem zbliżałem się do Kondratowic.
Nim do nich dotarłem, minąłem jeszcze dwa słupy (dawne drogowskazy?),
Obrazek
mostek na cieku wodnym oraz przeciąłem dawną linię kolejową Łagiewniki-Kondratowice-Strzelin. Zarówno przed nią, jak i za nią szedłem po niemieckiej kostce brukowej. Ci Niemcy byli niesamowici :mrgreen:
Obrazek
Blisko zabudowań Kondratowic kolejny dawny niemiecki słup ze znakiem szlaku, a już po wejściu między budynki wsi takie coś.
Obrazek
To chyba tory wąskotorówki?

Po dojściu do głównej ulicy w Kondratowicach szlak skręca w prawo na południe. Ja jednak przeciąłem ulicę idąc prosto. Dlaczego? Bo nadeszła pora na realizację mojej pasji, a na hobby trzeba znaleźć chwilę czasu nawet na wędrówce. Mogło chodzić tylko o jedno:
MATERIAŁY PROMOCYJNE GMINY :mrgreen:
Przed wędrówką sprawdziłem lokalizację urzędu gminy oraz personalia osoby odpowiedzialnej za promocję. Po wejściu do budynku urzędu
Obrazek
rzut oka na tablicę w poszukiwaniu odpowiedniej lokalizacji. Pokój 21, II piętro. No to wio na górę!
Drugie piętro UG Kondratowice sprawia wrażenie zaadoptowanego strychu. Pokój znaleziony. Staję w progu i mówię: „Dzień dobry!”
Akurat trafiłem w sam środek rozmowy telefonicznej prowadzonej przez panią zza biurka („Prezesów nie ma 12 i 13 listopada, są 14 i 15”), więc stoję i czekam. Przed biurkiem siedzi na krzesłach bokiem do mnie para: po lewej pan, po prawej pani. Po chwili dochodzi jeszcze jakaś inna pani, by zdobyć podpis na urzędowym piśmie. Wciąż czekam cierpliwie na swoją kolej :D
Pani na zakończenie rozmowy wstaje, odkłada słuchawkę i milcząc patrzy na mnie wyczekująco. Wybiła moja godzina :P Na początek:
- Dzień dobry!
- Dzień dobry!
- Czy dostanę od pani materiały promocyjne gminy?
- A jakie Pana interesują?
- Pocztówki, mapy itd.
- Chyba wszystko mamy w archiwum. Proszę usiąść i poczekać.
- A gdzie siąść?
- Np. za tamtym biurkiem.
Siadam więc posłusznie, ściągam polar (bo gorąco – latem musi być na tym strychu istny piekarnik!) i czekam.
Pani wychodzi z urzędniczką z prawego krzesła, polecając panu po lewej nadzór (nade mną).
Siedzę na krześle biurowym za biurkiem i korzystam z pierwszego postoju na trasie. Pan w pomarańczowym polarze (który w międzyczasie przesiadł się z lewego na prawe krzesło), sprawiający wrażenie budowlańca, przerywa milczenie.
- Pan zwiedza?
- Wędruję niebieskim szlakiem z Łagiewnik w stronę Ciepłowodów – odpowiadam upraszczając (Łagiewniki-Sienice czerwone znaki).
- A w naszym pałacu Pan był?
- Nie.
- Niech Pan pójdzie obejrzeć malowidła. Niemiec kupił i odpicował.
- Pałac jest w prywatnych rękach i można wejść?
- Tak, jest tam firma KWS.
- A jak dojść?
Tu nastąpiła instrukcja (na szczęście to blisko i przy mojej trasie).
Po dłuższej chwili Pani od promocji wraca z papierową torbą z herbem gminy Kondratowice. Po kolei wyjmuje i pokazuje mi: dwa foldery wydane przez lokalną grupę działania, pocztówkę, płytę CD i mapę powiatu. Na koniec, przy przekazywaniu gadżetów, padają znamienne słowa wręczającej: „Gmina jest biedna”.
Istotnie – nawet długopisu nie ma :roll:
Po wręczeniu torby mimika twarzy urzędniczki wskazuje, że audiencja została uznana za zakończoną, dziękuję więc bardzo, robię przepisowy pruski „w tył zwrot” i opuszczam pokój.
Na parterze urzędu oglądam moje „skarby” i pakuję je do plecaka. Mapa powiatu bardzo aktualna – mojego niebieskiego szlaku na niej nie ma :(
Następna stacja – pałac.
Faktycznie – zgodnie ze wskazówkami 300 metrów od urzędu gminy stoi sobie pałac. Brama otwarta – wchodzę. Wejście główne z drugiej strony.
Panie – Niemiec wsadził tu fortunę!
Obrazek

Wchodzę do środka. Przemierzam korytarz na parterze i trafiam na klatkę schodową. Drewniana i stylowa. A ponad schodami plafon.
Obrazek
Na piętrze szukam kolejnych anonsowanych w urzędzie gminy malowideł. Zamiast tego trafiam na WC. A co mi tam, wejdę, skoro jestem. W łazience prysznic (gdybym tam trafił na koniec wędrówki, niechybnie bym skorzystał :P), ale absolutnym hitem jest ELEKTRYCZNY KOSZ NA ŚMIECI. Jest przycisk „open” i „close”. Testuję oczywiście ten wynalazek. Działa! Ta niemiecka technologia :!:
Obrazek
Zapewne w sali konferencyjnej, którą mijałem, będącej dawną salą balową, są kolejne malowidła, wystarczy podejść do sekretariatu prezesa i poprosić o pokazanie. Ale na mnie pora, bo mam z tyłu głowy, że znajomy, który podrzucał mnie rano do Łagiewnik, będzie wracał i może mnie zgarnąć, o ile dojdę w odpowiednie miejsce o odpowiednim czasie. Moje wędrówki to często dylemat między „iść” a „zwiedzać”. Teraz do głosu znów dochodził wariant „idźmy dalej, zobaczymy więcej!”.

Jeszcze widoczek na pałac zza mostu nad fosą
Obrazek
i rzut oka na dawne zabudowania przypałacowe.

Po powrocie do głównej drogi ruszam szlakiem na południowy-zachód.
Przed dawnym przejazdem przez tory rzut oka w prawo na dawną stację kolejową w Kondratowicach.
Obrazek
Prowadzi do niej, już za przejazdem, brukowana droga. Staję przed nią i myślę. Jak po wędrówce napiszę w relacji: „po zrobieniu z dystansu fotki budynku stacji kontynuuję wędrówkę szlakiem”, to Dolnoślązak znów zapyta: „A czemu nie poszedłeś i nie zrobiłeś zdjęć z bliska?”. No nie, mój spokój ducha cenię wyżej niż 5-7 minut na spacer na „Bahnhof”. Idę! :D
Obrazek
Tory zarośnięte, ale peron wykoszony!
Obrazek
„Teren prywatny – wstęp wzbroniony – grozi zawaleniem!” – głosi napis na drzwiach do dworca. Ciekawe, kiedy zajechał na tutejszą stację ostatni pociąg?
Przez wybitą przez kogoś szybę robię zdjęcie zdewastowanego wnętrza
Obrazek
Za budynkiem stacji szalet (zaskakująco dobry stan emaliowanych tabliczek!)
Obrazek
Wracam na szlak. Mija mnie bus jadący do Strzelina („Randob”, jeździ przez miejscowość Prusy – nazwa jakże bliska memu sercu :P)

Po chwili skręcam w prawo. Dalsza trasa prowadzi drogą pokrytą kiedyś asfaltem bądź pseudoasfaltem, który nie wytrzymał próby czasu… Przemieszczam się mniej więcej równolegle do Wzgórz Dębowych. O godz. 10.18 docieram do drogi we wsi Rakowice.
Trwają tu prace przy montażu – chyba linii energetycznej. Niechaj podpisem pod tym zdjęciem będzie zasłyszany komentarz jednego z czterech widocznych przy dźwigu robotników:
Obrazek
„K…a, bonanza że h..”. I wszystko jasne :lol:

Przecinając w Rakowicach drogę, oddalam się od miejscowości Prusy. Gdybym opuścił na chwilę szlak i poszedł drogą 500 metrów, obejrzałbym ruiny pałacu w Prusach. Należały one od lat 90. XX w. do mojego znajomego. 2 listopada b.r. zapaliłem na jego grobie znicz. To już 6 lat…

Polną drogą dochodzę do asfaltowej i wkraczam do wsi Maleszów. Mijam świetlicę wiejską, która mieści się w czymś na kształt baraku na budowie albo kontenerze dla powodzian w ’97. Dlaczego?
Obrazek
Odpowiedź nasuwa się sama – cytat pani urzędniczki: „Gmina jest biedna”. Przy świetlicy plac zabaw i ławki. Korzystam i robię postój. Odpoczynek i drugie śniadanie. Po 20 minutach przerwy dalszy marsz. Mijam dość mylne widlaste skrzyżowanie (słabo oznakowane, poszedłem intuicyjnie, ale wybrałem dobrze) i polną drogą wzdłuż Żelowickiej Strugi maszeruję na południowy-wschód. Mijam rosnące wierzby, pełne dziupli, w których – jak dawniej wierzono – mieszkały diabły (polecam ponownie lekturę książki pani Miniewicz). Drzewem, które wysłannicy piekieł omijali szerokim łukiem (czarownice również) były natomiast lipy :)

Widzę już w oddali dachy zabudowań wsi Kowalskie, ale do niej nie zmierzam, bowiem na rozdrożu nad Małą Ślęzą (189 m n.p.m.) skręcam w lewo. W tym miejscu rośnie potężny stary dąb.
Obrazek

Maszeruję teraz na północny-wschód. Przy drodze, niemal „spod mostu” wyłania się sylwetka człowieka przy pniu ściętego drzewa. Mówię:
- Dzień dobry!
- Dobry! Którą ma Pan godzinę?
Udzielam informacji i podążam dalej. Szlak wydostaje się zboczem z doliny Małej Ślęzy. Wkraczam na asfalt i skręcam po chwili w lewo do wsi Janowiczki. Tam kolejny barak pełniący rolę świetlicy („Gmina jest biedna”), za którym szlak skręca w lewo i opuszcza wieś znów pnąc się w górę.
Tu następuje najbardziej zarośnięty odcinek na trasie.
Obrazek
Na szczęście wszystkie grzeczne żmije poszły już spać i nie grozi mi nadepnięcie na jedną z nich ;)

Im wyżej, tym ładniejsze widoki na Masyw Ślęży, Wzgórza Dębowe i okolice.
Obrazek
Przed dojściem do strefy rozrzutu kamienia lokalnego kamieniołomu skręt w prawo i marsz polem w stronę lasu porastającego Bednarz. Szczyt ów, wysokości 301 m n.p.m., leży już w północnej części Wzgórz Lipowych. Po najsolidniejszym tego dnia podejściu zatrzymuję się przy wiacie,
Obrazek
sprzed której rozciąga się widok na północny-wschód w stronę Strzelina (widać m.in. ratuszową wieżę i strzelińską cukrownię).
Obrazek
Tu następuje dłuższy postój. Przy wiacie stoi bus, a na polu nieopodal dwoje ludzi. Wkrótce dochodzą do samochodu. Kobieta mówi:
- Przeszłam mały kawałek, a się k…a zmęczyłam.
„A ja w 4 godziny zrobiłem 16 km i bolą mnie nogi, a k…a nie narzekam” – myślę sobie :mrgreen:

Dochodzi esemes od znajomego. Wraca z Kudowy, będzie za godzinę w Niemczy, wcina tam obiad i od ok. 13 kontynuuje powrót do Wrocławia. Jest 11.37. Wyciągam mapę i mierzę odległość. Jestem 10 km w linii prostej na wschód od Niemczy. Po drodze dwa pasma wzgórz. Układ dróg wybitnie niesprzyjający. Za Chiny Ludowe nie zdążę! Seria esemesów. Ostateczna ustalenia – idę dalej niebieskim szlakiem w stronę Ciepłowodów, a on zje obiad tam. 11.58 - zaczyna się Sturmfahrt!

Schodzę ze wzgórza i pruję na południe aż miło. Rzut oka w lewo, na wschód, w stronę Wzgórz Strzelińskich
Obrazek
O 12.08 przecinam drogę w Stachowie i pędzę dalej bez zatrzymania. Wchodzę w las na Wzgórzach Lipowych i docieram o 12.18 na skrzyżowanie szlaku żółtego i niebieskiego, na którym miesiąc temu byłem. W szybkim tempie przebywam odcinek do miejsca, gdzie szlaki się rozchodzą
i wciąż za niebieskim szlakiem podążam szturmowym tempem na południe po zachodnich stokach Zarzyckiej Góry.
Obrazek
Opuszczam w końcu las i wędruję wśród pól.
Obrazek
Docieram do szerokiej polnej drogi łączącej Skoroszowice z Jakubowem. Skręcam w prawo i gnam ile sił w nogach. Na łące na południe od wsi Zarzyca widzę pasące się konie. To silniejsze ode mnie – zatrzymuję się i muszę je pogłaskać :-)
Obrazek
Potem cd. marszu. W międzyczasie ustaliłem z kolegą, który był już po obiedzie, że podjedzie do Jakubowa (to 3 km od Ciepłowodów). W tej wsi, tuż po godzinie 13 kończę wędrówkę, oczekując koło krzyża na transport, który kilka minut później dociera.
Obrazek

Czas operacyjny wędrówki: 5 h 6 minut.
Dystans: ok. 21 km.

Podziękowania dla:
- Łukasza za transport z i do Wrocławia
- pani Magdalenie z Urzędu Gminy Kondratowice za materiały promocyjne
- panu w pomarańczowym polarze w UG za sugestię odwiedzania kondratowickiego pałacu
- browarom Krakonosz w Trutnovie i Rohozec w Turnovie za piwo, które pokrzepiało mnie w trakcie pisania relacji (nowe znaczenie określenia „płynna narracja” :mrgreen: ).

PS Od pory podanej na zdjęciach należy odejmować 1 godzinę - nie przestawiłem zegara w aparacie po ostatniej zmianie czasu :)
Terra Tenebrae
Telluris Malus
Quisere Pere Curiatus

Dolnoślązak
bardzo stary wyga
Posty: 2066
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Marsz w nieznane – z Łagiewnik do Jakubowa przez Wzgórza Lipowe

Postautor: Dolnoślązak » 17-11-2019 04:05

Postanowiłem zrobić rundkę wokół świątyni. Wszedłem przez bramę. A tu zaraz tablica ogłoszeń. A na niej – kto ile dał na kościół (i czemu tak mało  ). 

Z ciekawości wszedłem odszukać znajome nazwisko pewnego znajomego i nie pomyliłem się, choć skrył się ów pod postacią żony :mrgreen:

To chyba tory wąskotorówki?

Tak, kolej buraczana. A tu znalazłem trochę więcej https://www.kolej.one.pl/~halski/linie/ ... a_cz2.html

Na koniec, przy przekazywaniu gadżetów, padają znamienne słowa wręczającej: „Gmina jest biedna”.

A tyś naraził jeszcze gminę na takie straty. Możesz teraz z tym spać? :P

Jak po wędrówce napiszę w relacji: „po zrobieniu z dystansu fotki budynku stacji kontynuuję wędrówkę szlakiem”, to Dolnoślązak znów zapyta: „A czemu nie poszedłeś i nie zrobiłeś zdjęć z bliska?”. No nie, mój spokój ducha cenię wyżej niż 5-7 minut na spacer na „Bahnhof”. Idę! 

Słusznie, acz nie zauważyłeś w środku napisów w ulubionym języku? :wink:
https://www.bazakolejowa.pl/index.php?d ... no=galeria

Teren prywatny – wstęp wzbroniony – grozi zawaleniem!” 

Te ostatnie trochę naciągane, budynek z pewnością przeżyje nas obu :P Jak z dostępem do środka, chyba w części nad poczekalnią jest zamieszkały?

Na łące na południe od wsi Zarzyca widzę pasące się konie. To silniejsze ode mnie – zatrzymuję się i muszę je pogłaskać 

Naszła mnie taka smutna konkluzja, nigdy nie głaskałem konia... nawet nie wiem jak się to robi, podchodzi mówiąc cześć czy kici kici? :wink:

PS Może gdybyś tak nie pędził na koniec, zdążyłbyś jeszcze zajrzeć do ruin zamku w Ciepłowodach i ewentualnie je zarekomendować? Końcówka zdecydowanie do powtórzenia :)

Leuthen
bardzo stary wyga
Posty: 2176
Rejestracja: 04-07-2011 09:14
Lokalizacja: Wrocław

Re: Marsz w nieznane – z Łagiewnik do Jakubowa przez Wzgórza Lipowe

Postautor: Leuthen » 17-11-2019 14:52

Dolnoślązak pisze:
Postanowiłem zrobić rundkę wokół świątyni. Wszedłem przez bramę. A tu zaraz tablica ogłoszeń. A na niej – kto ile dał na kościół (i czemu tak mało  ). 

Z ciekawości wszedłem odszukać znajome nazwisko pewnego znajomego i nie pomyliłem się, choć skrył się ów pod postacią żony :mrgreen:

Nie będę namawiał do podania danych osobowych (RODO itd.), ale chociaż podaj kwotę :P

Dolnoślązak pisze:
To chyba tory wąskotorówki?

Tak, kolej buraczana. A tu znalazłem trochę więcej https://www.kolej.one.pl/~halski/linie/ ... a_cz2.html

Dzięki, przeczytałem z ciekawością. Już chyba kiedyś w innym miejscu na Dolnym Śląsku natknąłem się na relikty tej gałęzi kolejnictwa.

Dolnoślązak pisze:
Na koniec, przy przekazywaniu gadżetów, padają znamienne słowa wręczającej: „Gmina jest biedna”.

A tyś naraził jeszcze gminę na takie straty. Możesz teraz z tym spać? :P

Podchodzę do tego od bardziej pozytywnej strony - dzięki mojej wizycie w urzędowym archiwum zrobiło się więcej miejsca :mrgreen:

Dolnoślązak pisze:
Jak po wędrówce napiszę w relacji: „po zrobieniu z dystansu fotki budynku stacji kontynuuję wędrówkę szlakiem”, to Dolnoślązak znów zapyta: „A czemu nie poszedłeś i nie zrobiłeś zdjęć z bliska?”. No nie, mój spokój ducha cenię wyżej niż 5-7 minut na spacer na „Bahnhof”. Idę! 

Słusznie, acz nie zauważyłeś w środku napisów w ulubionym języku? :wink:
https://www.bazakolejowa.pl/index.php?d ... no=galeria

Faktycznie - tego nie dostrzegłem, ale nie chodziłem po wnętrzu dworca, więc być może przez szybę tego po prostu nie widać.

Dolnoślązak pisze:
Teren prywatny – wstęp wzbroniony – grozi zawaleniem!” 

Te ostatnie trochę naciągane, budynek z pewnością przeżyje nas obu :P Jak z dostępem do środka, chyba w części nad poczekalnią jest zamieszkały?

Obrazek
Istotnie, piętro zamieszkałe (poniżej zdjęcie),
Obrazek
przy czym wejście jest od strony podjazdu, a nie peronu. Tam (od torów) drzwi i okna zamknięte/zabite. Jedna szyba wybita (ta, przez którą robiłem zamieszczone zdjęcie wnętrza), ale przyznam, że nie pamiętam, czy jest wybita tak dokumentnie, że da się bezpiecznie wejść przez okno do środka (na parter).

Dolnoślązak pisze:
Na łące na południe od wsi Zarzyca widzę pasące się konie. To silniejsze ode mnie – zatrzymuję się i muszę je pogłaskać 

Naszła mnie taka smutna konkluzja, nigdy nie głaskałem konia... nawet nie wiem jak się to robi, podchodzi mówiąc cześć czy kici kici? :wink:

Wystarczy do konia podejść (od przodu lub z boku, nigdy od tyłu), zwrócić jego uwagę dowolnym głosem czy słowem (może być nawet kici kici :) ) i np. wyciągnąć przed siebie otwartą dłoń. Konie są bardzo ciekawskie i powinny podejść same :) Nie robiąc gwałtownych ruchów można je pogłaskać po czole, szyi albo boku. Polecam zwłaszcza paniom o zimnych rękach (kobiety mają wieczne kłopoty z termoregulacją :mrgreen: ), ponieważ konie mają o 1 czy 2 stopnie wyższą temperaturę ciała niż człowiek, więc są cieplutkie w dotyku :)

Dolnoślązak pisze:PS Może gdybyś tak nie pędził na koniec, zdążyłbyś jeszcze zajrzeć do ruin zamku w Ciepłowodach i ewentualnie je zarekomendować? Końcówka zdecydowanie do powtórzenia :)

Pierwotny plan zakładał przejście całego szlaku niebieskiego, tj. trasa Sienice-Karczowice (te drugie to wieś za Ciepłowodami). Niebieski szlak przechodzi w bezpośrednim sąsiedztwie ciepłowodzkie zamku, na dodatek kawałek dalej można z niego odbić i obejrzeć mauzoleum rodu von Schweinichen (Świnkowie - gałąź tych od zamku Świny). Z Karczowic chciałem iść polną drogą, już bez szlaku, na północ do Przerzeczyna-Zdrój, skąd powrót do Wrocławia busem. Zabrakło czasu, a raczej zrobiłem to z oszczędności (bezpłatny powrót do Wr.) :mrgreen: Mam już zaplanowaną wędrówkę uzupełniającą ten brak, połączoną z przejściem innego szlaku, na którym dotąd nie byłem :)
Terra Tenebrae
Telluris Malus
Quisere Pere Curiatus

Dolnoślązak
bardzo stary wyga
Posty: 2066
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Marsz w nieznane – z Łagiewnik do Jakubowa przez Wzgórza Lipowe

Postautor: Dolnoślązak » 18-11-2019 22:34

Nie będę namawiał do podania danych osobowych (RODO itd.), ale chociaż podaj kwotę :P

Powiem tak "znajomy jest biedny" :mrgreen:

Swoją drogą, nieźle sobie księżulo to wykombinował, wywiesi listę, Kowalska zobaczy ile dała Nowakowa, to przecież nie może być gorsza :P Choć i tak skromność wykazał, bo kościół kościołem, kwiaty kwiatami a żyć jakoś trzeba. Ja bym dał jeszcze "na księdza" i "na gosposię" :wink:

No i sądzę, że średnia wieku z tej listy grubo przekracza 50 lat, młodzi pewnie na to leją, z drugiej strony dziś moda na tęczowych :wink:

Leuthen
bardzo stary wyga
Posty: 2176
Rejestracja: 04-07-2011 09:14
Lokalizacja: Wrocław

Re: Marsz w nieznane – z Łagiewnik do Jakubowa przez Wzgórza Lipowe

Postautor: Leuthen » 19-11-2019 09:07

Dolnoślązak pisze:Swoją drogą, nieźle sobie księżulo to wykombinował, wywiesi listę, Kowalska zobaczy ile dała Nowakowa, to przecież nie może być gorsza :P

To nie pierwsze miejsce na trasie moich wędrówek, gdzie zobaczyłem taką listę. W "Białej katedrze" w Bobolicach (koło Ząbkowic Śl.) wisiała w przedsionku taka sama.

Dolnoślązak pisze:Choć i tak skromność wykazał, bo kościół kościołem, kwiaty kwiatami a żyć jakoś trzeba. Ja bym dał jeszcze "na księdza" i "na gosposię" :wink:

Ta lista nie zamykała wcale tematu. Obok wisiała druga :mrgreen:
Obrazek
Terra Tenebrae
Telluris Malus
Quisere Pere Curiatus


Wróć do „Relacje z wypraw”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości