"Jesioniki, Jesioniki", czyli wrzesień 1987 r. w kolorach ORWO

Planujesz wypad? Byłeś gdzieś i masz ochotę podzielić się wrażeniami z innymi - zrób to koniecznie! Zdjęcia mile widziane!
KrzysiekJ
podróżnik
Posty: 156
Rejestracja: 12-10-2013 19:12
Lokalizacja: Świebodzice

"Jesioniki, Jesioniki", czyli wrzesień 1987 r. w kolorach ORWO

Postautor: KrzysiekJ » 09-12-2019 02:31

Kilka dni temu, przy okazji związanego ze świątecznymi porządkami wietrzenia jednej z szaf, natknąłem się na stos papierzysk pamiętających jeszcze lata 80. minionego stulecia. Był to akurat plik zawierający moje archiwalia turystyczne. Gdzieś tam w środku tego stosu znalazłem gazetę o bynajmniej nieturystycznym tytule "Nasze Problemy", nad którym wybrzmiewał bijący po oczach imperatyw "Proletariusze wszystkich krajów łączcie się!". Był to mający format osławionej "Trybuny Ludu" dwutygodnik wrocławskiej fabryki "Archimedes" specjalizującej się m.in. w produkcji... elektrycznych dojarek (tak!, właśnie takich dopasowanych do krowich wymion).

Obrazek

To jednak nie zdobywające wszelakie możliwe nagrody na międzynarodowych konkursach agroprzemysłowych dojarki kazały mi przed laty włączyć ten numer archimedesowskich "Naszych Problemów" do moich papierowych pamiątek turystycznych, lecz znajdujący się na trzeciej stronie tej gazety niezbyt obszerny artykuł. Tekst napisany przez Grzegorza Nietupskiego, pracownika "Archimedesa" i jednocześnie przewodnika z naszego Studenckiego Koła Przewodników Sudeckich, stanowił krótką relację z wycieczki górskiej, w której również i ja brałem udział. Była to trwająca zaledwie trzy dni wycieczka po Górach Rychlebskich i Wysokim Jesioniku, odbyta we wrześniu 1987 r. Wycieczka dla mnie bardzo ważna, gdyż będąca moim pierwszym zetknięciem się z Jesionikami i czechosłowacką (wtedy) częścią Gór Złotych, czyli Rychlebskými horami.

Nad tekstem Grześka znalazło się jakieś dziwne zdjęcie, bynajmniej niejesionickie, a tym bardziej nierychlebskie. Może widoczek ten, zapewne tatrzański, miał zachęcić pracowników "Archimedesa" do przeczytania artykułu, którego tytuł niewiele wówczas przeciętnemu mieszkańcowi miasta nad Odrą mówił - "Jesioniki, Jesioniki". Dla mnie oczywiście ważniejszy od fotki nieokreślonego górskiego jeziorka był tekst, dlatego też egzemplarz "Naszych Problemów" jakoś udało mi się od Grześka wyprosić. A teraz - po latach - ponownie przeczytać jego relację z naszej wędrówki.

Obrazek


Jesioniki, Jesioniki

Znowu jedziemy na wycieczkę. Jej cel - Jesioniki - pasmo górskie należące do Sudetów Wschodnich. Jeżeli spojrzymy na mapę, obejmującą fragment Polski i Czechosłowacji, to na południe od Głuchołaz zobaczymy najpierw miasteczko Jesenik, a potem pasmo górskie o tej samej nazwie. W nazewnictwie czeskim używa się terminu "Hruby Jesenik" (Wysoki Jesionik), natomiast w polskim - Jesioniki. Najwyższym szczytem, a zarazem największą górą Sudetów Wschodnich, jest Praded (Pradziad) - 1492 m.
Całe Jesioniki to park narodowy z partiami ścisłych rezerwatów, o czym informują tablice ustawione przy szlakach. Granice parku najłatwiej określić przez położenie miast: Sumperk i Branna na zachodzie, Bruntal, Vrbno i Zlate Hory na wschodzie, Jesenik na północy i Rymarov na południu.
Gdy obejrzały nas już polskie i czeskie służby graniczne (Czesi bardzo sympatyczni, Polacy mniej), wysiedliśmy w Lichkovie (pierwsza stacja po czeskiej stronie) i stąd pociągami lokalnymi dotarliśmy do Stareho Mesta. Od tego momentu jedynym środkiem lokomocji były nasze nogi. Opanowała nas taka ochota do łażenia po górach, że pierwszego dnia przeszliśmy 27 kilometrów. Nikt jakoś nie pomyślał, że można wcześniej szukać noclegu, a nie dopiero na Cervenohorskim Sedle. Ale w końcu jesteśmy młodzi. Zresztą pokonanie tej odległości nie było aż takim problemem, ponieważ grzbiet Jesioników jest wyrównany i dobrze się nimi idzie - mniej więcej tak, jak grzbietem Karkonoszy.
Drugiego dnia osiągnęliśmy Pradziada i zeszliśmy na nocleg do Karlovej Studanki. Tu było przyzwoite spanie (poprzednie na podłodze), lecz za nieprzyzwoitą cenę, bo z narzutem dla cudzoziemców. Niestety, coś takiego praktykuje się w wielu krajach.
Trzeci dzień - to zakupy w miasteczku Jesenik. Przy tego typu wyjazdach - ostatnie dni przeznaczane są właśnie na zwiedzanie większego miasta i zakupy. Nie udało nam się kupić niektórych rzeczy - bo ich nie było, a i koron nie mieliśmy za dużo.
Granicę przekroczyliśmy w Głuchołazach. Muszę przyznać, że to było jedno z najsympatyczniejszych "przekroczeń".
Być może ktoś zapyta: Jak zorganizowaliście taką wycieczkę?
Odpowiedź: Dobrze jest należeć do jakiegoś koła PTTK. Gdy się chce zorganizować wycieczkę tego typu należy program przedstawić w jednostce zwierzchniej, czyli oddziale PTTK. Po zatwierdzeniu programu zanosimy go do Biura Turystyki Zagranicznej PTTK, a biuro wysyła go do Warszawy. Na odpowiedź czekamy dwa, trzy miesiące - i po otrzymaniu potwierdzenia przedstawiamy w BTZ ostateczną listę uczestników, zbieramy pieniądze i uskuteczniamy kolejną podobną bieganinę.
Liczba wyjazdów należy od aktywności koła do którego należymy. Opisany wyjazd został zorganizowany przez Koło Studenckich Przewodników Sudeckich podlegające Oddziałowi Akademickiemu PTTK. Koło jest aktywne, ciągle się tam coś dzieje. Przy okazji - jeśli kogoś interesują wydawnictwa krajoznawcze, to polecam księgarnię Oddziału Akademickiego - Rynek-Ratusz 11/12.
- Aha, jeszcze strona finansowa tej wycieczki: kosztowała ok. 9500zł z wymianą, opłatą manipulacyjną pobieraną przy wymianie, i paroma podobnymi, a koniecznymi rzeczami. Bieganiny podczas organizacji jest sporo, ale opłaca się. Wróciliśmy zachwyceni Jesionikami.


Przeczytałem teraz znowuż ten grześkowy tekst i wspomnienia powróciły. Pamiętam wycieczkę nieco inaczej niż Grzesiek. Nie tylko dlatego, że jego wrażenia były świeże, powstałe kilka dni po wędrówce, moje zaś - przywołane nagle lekturą wydanej przeszło 32 lata temu gazety - przefiltrowane muszą być kilkunastoma późniejszymi moimi wypadami w czeskie Sudety Wschodnie. Ale - tak myślę - chyba i wtedy, we wrześniu 1987 r., były inne.

O Jesionikach, że to fajne góry, i w ogóle, że w Czechosłowacji jest fajnie, dowiedziałem się w sierpniu 1981 r., gdy mój o rok starszy "jeszcze z liceum" kolega Piotrek wrócił z dwutygodniowego obozu wędrownego - właśnie po Jesionikach. Odbywał praktykę przewodnicką podczas jednego z turnusów jesionickich obozów, organizowanych przez wrocławskie Studenckie Koło Przewodników Sudeckich dla studentów z całej Polski. Jego opowieści o Pradziadzie, Keprniku i Vřesovej studance były na tyle barwne, że postanowiłem dwa miesiące później zapisać się na kurs przewodnicki SKPS, aby w kolejne wakacje poznać już samemu te góry. Zapisałem się..., ale przyszedł 13 grudnia 1981 r., stan wojenny, i w praktyce (chociaż nie w teorii) "zamknięcie" gór socjalistycznej Czechosłowacji dla polskich turystów. Można było zwiedzać znajdujące się w kraju Nicolae Ceaucescu, "Geniusza Karpat", góry Rumunii, można było organizować wyjazdy do Bułgarii w Piryn czy Riłę, ale na czeskie Karkonosze, Góry Stołowe i Jesioniki można było sobie co najwyżej popatrzeć z naszej, polskiej części Sudetów...

... albo o tych górach pisać przewodniki. Oczywiście robili to ci nasi koledzy, którzy mieli szczęście poznać czeskie Sudety przed 13 grudnia 1981 r.

Obrazek

Jednym z takich piszących o Jesionikach był Andrzej Czermak. W drugim zeszycie naszego SKPS-owskiego periodyku "Karkonosz", wydanym w 1986 r., opublikował duży artykuł o najbardziej znanych sudeckich dawnych znakach granicznych (o średniowiecznej granicy "Świętego Jana" księstwa biskupiego) i w tym opracowaniu wspomniał też o innych sudeckich kamieniach granicznych, m.in. o XVIII-wiecznym znaku znajdującym się na szczycie Pradziada, w miejscu styku granic ówczesnych posiadłości biskupów wrocławskich, włości zakonu krzyżackiego z Bruntálu, oraz ziem należących do szlacheckiego rodu Żerotinów z Velkých Losin.

Obrazek

Szczęśliwie w 1984 r. socjalistyczna turystyczna granica polsko-czechosłowacka odrobinę została nadwątlona, stąd można było wreszcie, poprzez Biuro Turystyki Zagranicznej PTTK, organizować wyjazdy tzw. turystyki kwalifikowanej do CSRS (w swoim tekście w "Naszych Problemach" właśnie o takich imprezach pisał Grzesiek). Wiosną 1987 r. Andrzej Czermak opracował plan wrześniowej wycieczki po Górach Rychlebskich i Wysokim Jesioniku, której motywem przewodnim miały być tamtejsze dawne znaki graniczne. Nie tylko ten najbardziej znany trójpański kamień z Pradziada, ale i inne - te o których Andrzej słyszał, że istnieją, i te, których obecności można się było wtedy tylko domyślać.

Andrzej nie musiał mnie długo namawiać na tę eskapadę. Raz, że temat fajny, dwa, że rok wcześniej, również we wrześniu, niemal dokładnie tą samą trasą szli uczestnicy naszego kołowego pionierskiego przejścia Sudetów Czeskich ("od Łaby do Odry" - relację z tego przejścia, którego drugą połowę z przyczyn zawodowych musiałem odpuścić, zamieściłem już wcześniej na naszym forum). Dlatego nagle w 1987 r. pojawiła się okazja, abym obejrzał sobie te góry, których dwanaście miesięcy wcześniej nie dane było mi poznać. Poza Andrzejem, Grześkiem i mną na rychlebsko-jesionicką wędrówkę wybrały się jeszcze tylko trzy osoby.

O samej wycieczce nie będę się długo rozwodził. Zrobił to już za mnie przed przeszło trzema dekadami Grzesiek Nietupski. Szczegółowy przebieg trasy jest taki, jak w powstałych zaraz po wycieczce moich notatkach - są to wpisy z 12-14 września 1987 r.

Obrazek

Obrazek

Pokażę natomiast pewną partię moich fotografii z dosyć lakonicznymi opisami. Są to reprodukcje wschodnioniemieckich przeźroczy firmy ORWO. Produkty specyficzne, stąd i specyficzne barwy tych fotografii.

Podczas naszego przejazdu pociągami do Stareho Mesta zdjęć nie robiłem (tradycyjnie oszczędzałem kliszę); dzisiaj żałuję, gdyż wiele rzeczy zniknęło, w tym m.in. po gruntownej przebudowie obiektu połowa dawnej stacyjki w Starém Měste. Wyciągnąłem z plecaka aparat dopiero po wyjściu z miasteczka. Ten schron (řopik), znajdujący się obok ostatnich zabudowań miejscowości, przy zielonym szlaku wiodącym w stronę chaty Paprsek, jeszcze istnieje, ale już w trochę innym architektoniczno-krajobrazowym kontekście.

Obrazek

Ten triangul zaś, wzniesiony na jednej z kulminacji poprzedzających na górę Vetrov, to już oczywiście czas przeszły (całkowicie) dokonany. Nie ma go, podobnie jak i wszystkich sudeckich drewnianych wież triangulacyjnych.

Obrazek

A to nasza ekipa, mozolnie wspinająca się na pierwszy poważny szczyt na trasie, czyli na Vetrov (918 m n.p.m.). Góra fajna, ale niedługo - piszę o tym z perspektywy 2019 r. - zostanie spaskudzona kolejną w Sudetach, chyba już milionową wieżą widokową (ta ma być repliką dawnej wieży widokowej na Śnieżniku).

Obrazek

I dotarliśmy do chaty turystycznej Paprsek. Była zamknięta, po sezonie, spotkaliśmy tylko jakiegoś gbura, którego gburowatość jeszcze bardziej się wzmogła, gdy zorientował się, że jesteśmy Polakami (od razu piszę, że tego rodzaju zachowanie Czechów w stosunku do nas na szczęście nie było wtedy regułą).

Obrazek

A zatem na zrobionych jeszcze we Wrocławiu kanapkach i po wypiciu herbaty z wrocławskiej wody (termosy mieliśmy tradycyjne, ze szklanym wkładem), uderzyliśmy czerwonym szlakiem w stronę Císařské boudy. Oczywiście nie wiedzieliśmy jeszcze, że to obiekt zamknięty na cztery spusty, będący właściwie tylko punktem topograficznym na mapie - skrzyżowaniem szlaków turystycznych. Ale było fajnie, objedliśmy się tam wrześniowymi borówkami. "Byliśmy młodzi" - jak to fajnie napisał w swoim tekście Grzesiek. Zapomnieliśmy, że we wrześniu dzień jest już krótki. Nie spieszyliśmy się... Znalazł się i czas na jakieś doraźne naprawy naszego obuwia.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Od Císařské boudy przeszliśmy szlakiem zielonym do rozdroża pod Bruskiem,

Obrazek

a stamtąd, szlakiem zielonym i niebieskim, doszliśmy do Smreka. Najpierw na "szczyt" graniczny (trójstyk granic Czech, Ziemi Kłodzkiej i Śląska), a potem na właściwą kulminację, znajdującą się już po czeskiej stronie granicy (1127 m n.p.m.). Tu namierzyliśmy pierwsze dawne znaki graniczne - najpierw takie mniej nas wtedy interesujące, bo XIX-wieczne.

Obrazek

Ze Smreka schodziliśmy na południe głównym grzbietem Gór Rychlebskich do Ramzovej, nietypowym szlakiem biało-czerwonym.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Szlak wiódł głównie przez las, ale pojawiały się też i widokowe grzbietowe polany. Główną dominantą krajobrazową był oczywiście Šerak (1350 m n.p.m.), najpierw jego obłe cielsko...

Obrazek

... z którego, po pewnym czasie, zaczęły wyłaniać się wyrastające z jego północno-wschodniego zbocza Obří skály. To już był, oczywiście, Wysoki Jesionik.

Obrazek

Na razie musieliśmy zejść z Gór Rychlebskich. W Ramzovej przekroczyliśmy Ramzovské sedlo (760 m n.p.m.), rozdzielające Góry Rychlebskie od Wysokiego Jesionika. Przecięliśmy tam również jedną z najśmielej wytyczonych sudeckich linii kolejowych, łączącą Hanušovice z miastem Jeseník (budowa linii trwała od 1883 do 1888 r.), zwaną - trochę górnolotnie - śląskim Semmeringiem.

Pierwszy postój w Jesionikach urządziliśmy sobie tuż po wyjściu z Ramzovej, przy oddalonej raptem 1,5 km od przełęczy kapliczce przy Dobrym Źródle ("U Dobré Vody"). Parę łyków wody, kilka fotografii i wyjście na oddalony nieco ponad cztery kilometry Šerak, niestety, leżący też ponad czterysta metrów wyżej.

Obrazek

Obrazek

Między dobrym źródłem a Šerakiem złapał nas zmrok. Przy świetle latarek (chciałem napisać "czołówek", ale czołówek wtedy jeszcze nie używaliśmy; kijków trekingowych zresztą też) dotarliśmy do chaty na Šeraku. Zapytaliśmy o nocleg... i zostaliśmy odprawieni z kwitkiem. Kolejny raz usłyszeliśmy słowo, jakże często używane w czeskich obiektach tego typu: zavřeno!

No to poszliśmy dalej czerwonym grzbietowym szlakiem, wytyczonym przez najwyższe partie północnej części Wysokiego Jesionika: przez Keprnik (1423 m n.p.m.), Vřesovą studankę, Červeną horę (1337 m n.p.m.) na Červenohorské sedlo (1005 m n.p.m.). Całe przeszło 9 kilometrów po ciemku. Żadnych widoków - może tylko trochę gwiazd, bo i o rozgwieżdżonym niebie mogliśmy tylko pomarzyć. Dopiero podczas późniejszych wyjazdów w Jesioniki mogłem zobaczyć, jakie widoki nas wtedy ominęły.

Dotarliśmy w końcu na Červenohorské sedlo i do tamtejszego hotelu górskiego. Było po dziesiątej wieczorem, restauracja w chacie była właśnie zamykana. Zapytaliśmy o nocleg. Część hotelowa była, no jasne (!), nieczynna. Ale sama rozmowa była zupełnie inna niż we wcześniej odwiedzanych w tym dniu obiektach. "Jeśli macie karimatki i spací pytlí, czyli śpiwory, to spokojnie możecie spać w jadalni", usłyszeliśmy od zamykającego część knajpianą szefa obiektu. A po następnym jego zdaniu aż podskoczytliśmy z wrażenia - "A jeżeli uda wam się jeszcze trochę piwa wytoczyć z beczki, to spuśćcie go sobie całkiem do końca". Była jeszcze podłączona do "kija". Do kolacji udało nam się wycisnąć z niej jeszcze trzy i pół kufla, zaś rano - jakimś cudem - ulało się jeszcze z półtora.

Takiego noclegu nie można było zapomnieć. Tym bardziej, że kosztował grosze... (zresztą, zaznaczył to w swoim tekście Grzesiek)

Obrazek

c.d.n.
Ostatnio zmieniony 09-12-2019 04:15 przez KrzysiekJ, łącznie zmieniany 5 razy.

KrzysiekJ
podróżnik
Posty: 156
Rejestracja: 12-10-2013 19:12
Lokalizacja: Świebodzice

Re: "Jesioniki, Jesioniki", czyli wrzesień 1987 r. w kolorach ORWO

Postautor: KrzysiekJ » 09-12-2019 02:32

W niedzielny poranek w świetnych nastrojach wyruszyliśmy w stronę Pradziada. Cały czas głównym szlakiem czerwonym - zboczami Velkého Klínovca, przez szczyt Výrovki, podmokłymi ścieżkami i chodnikami torfowisk Małego Jezerníka.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I tak dotarliśmy do schroniska Švýcárna. Dopiero po wyjściu z lasu, gdy na tle budynków schroniska zobaczyliśmy szczyt Pradziada, uderzył nas ogrom tej góry. I tego czegoś, co zbudowano na jego wierzchołku.

Obrazek

Obrazek

Ze Švýcárny, w której zatrzymaliśmy się tylko na chwilę, na Pradziada to tylko krok. W 1987 r. nawet krótszy niż dzisiaj. Wtedy szlak biegł tuż obok Tabulových skał, teraz odsunięty jest od nich bardziej na zachód. Jest też o kilkaset metrów dłuższy niż kiedyś.

Obrazek

Do tej znanej wszystkim wrednej asfaltówki wiodącej na szczyt dochodziło się praktycznie przed samym wierzchołkiem.

Obrazek

Szlak ze Švýcárny dochodził do asfaltu praktycznie na wysokości trójpańskiego kamienia. Za nami Tabulové skály...

Obrazek
...a przed nami kamień graniczny na Pradziadzie.

Obrazek

Tu jego strona biskupia, tj. wskazująca na włości biskupów wrocławskich

Obrazek

Tu zaś herb rodu Żerotinów

Obrazek

To, oczywiście, oznaczenie posiadłości zakonu krzyżackiego z pobliskiego Bruntálu.

Obrazek

Po ochach i achach nad kamieniem, bo rzeczywiście jest świetny, kilka minut później pojawiły się nasze kolejne ochy i achy - tym razem nad cenami piwa i jedzenia w restauracji na Pradziadzie. Uciekliśmy stamtąd, od czasu do czasu oglądając się za siebie.

Obrazek

Piwo, znacznie tańsze i też hanušovicką "Holbę", wypiliśmy w kiosku przy chacie Ovčárna. Z uśmiechem na naszych twarzach wyruszyliśmy w stronę Skał Piotrowych (Petrovy Kameny).

Obrazek

Szlak wtedy w tym miejscu poprowadzony był inaczej niż dziś. Wiódł pod same skały. Od razu wpadły nam w oczy pierwsze kamienie graniczne na dawnej granicy żerotinsko-krzyżackiej.

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Obrazek


Obrazek

Biegaliśmy wokół Piotrowych Skał i wyszukiwaliśmy kolejne kamienie graniczne.

Wielu spośród tych nich już nie ma. Ostatni raz byłem w tym miejscu w sierpniu 2012 r. Zobaczyłem może 30% tego co przed laty. Czy ukradzione, czy wyorane przypadkiem - nie wiem!?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wzdłuż tej granicy, oznaczonej parami ustawionych na sztorc kamiennych steli, dotarliśmy na szczyt Vysoké holi (1465). A tam - wiadomo. Kolejny Trójpański Kamień. Z herbami krzyżaków, Żerotinów i rodu Dietrichsteinów z Janovic (dzisiaj część miasta Rymařova).

Obrazek

Obrazek

W pełni nasyceni wrażeniami "granicznymi" zeszliśmy jeszcze do Velké kotliny. A co? Jeśli mamy takie szczęście, to na pewno zobaczymy tamtejsze kozice. I zobaczyliśmy, ale były na tyle daleko, że pozostały tylko w pamięci. W kończącym się dniu także i fotografia Wielkiego Kotła nie mogła wyjść nadzwyczajnie.

Obrazek

Wróciliśmy do Petrovych kamieni, później do chaty Ovčárna i stamtąd zeszliśmy do uzdrowiska Karlova Studánka. Szlakiem zielonym, tym najłatwiejszym, biegnącym w dużej części asfaltem. Zmierzchało, więc nie kombinowaliśmy ze zwiedzaniem doliny Białej Opawy i jej kaskad. To zostawiliśmy na kolejne odwiedziny Jesioników.


Obrazek


W Karlovej Studánce szybko znaleźliśmy nocleg. Nie pamiętam już pensjonatu, w którym przyszło nam spać. Dopiero tekst Grześka przypomniał mi, że był to drogi obiekt. Pamiętam, że uzdrowisko zwiedziliśmy błyskawicznie, bo musieliśmy jeszcze w tym dniu znaleźć się w Jeseniku (mieście) i powrócić do Wrocławia.

Kilka fotografii z Karlovej Studánki.

Obrazek

Obrazek

W Jeseniku tak trochę w ciemno uderzyliśmy do muzeum, znajdującego się w tzw. Wodnym Zamku. Był poniedziałek, czyli dzień, w którym w 90% tego rodzaju obiektach powinniśmy się odbić od drzwi. Tymczasem spotkaliśmy tam wspaniałego człowieka. Pan Zdenek Brachtl, kustosz tego muzeum pokazał nam dosłownie wszystko. Każdego z nas obdarował też stosami wydawnictw krajoznawczych ("Jesenicko. Vlastivedné zajimavosti" i "Severní Morava") oraz zapraszał na planowane w jego muzeum w bliższej i dalszej przyszłości najrozmaitsze wystawy. Był archeologiem. Gdy dowiedział się, że i ja jestem tej samej profesji, zaczął namawiać mnie, abym załatwił mu na jego wykopaliska w Javorniku kilku wrocławskich studentów, bo "dla czeskich studentów archeologii z Pragi i Brna to nasze Slezsko to province i nie chcą tu przyjeżdżać na swoje praktyki". Był rok 1987 i na tego rodzaju kontakty trzeba było jeszcze poczekać. U progu lat 90., już po zmianach i u nas i tam, kilkakrotnie - również ze studentami - odwiedzałem Zdenka. Chociażby przy okazji będącej jego oczkiem w głowie wystawy czasowej "Średniowieczne zamki i twierdze w Jesionikach" (jesień 1990-zima 1991). I tak jakoś w połowie lat 90. dowiedziałem się, że zmarł. "Rakovina" - usłyszałem od jednego z naszych wspólnych archeologicznych znajomych.

Zdążyliśmy zrobić jeszcze jakieś pośpieszne zakupy, zerknąć na kilka zabytków...

Obrazek

...i popatrzeć na górujący nad miastem Zlatý chlum (891 m n.p.m.).

Obrazek

Do żadnej knajpy już nie wstępowaliśmy, chociaż w pobliżu dworca kolejowego mieliśmy bliskie spotkanie z jakimś kelnerem. Jakoś nie skojarzył nam się z sympatycznym bohaterem czechosłowackiej dobranocki "Chłopiec z plakatu".

Obrazek

Z Jesenika pojechaliśmy pociągiem do leżących tuż przed granicą Mikulovic. Musieliśmy tam wysiąść, aby stamtąd przejść na piechotę do Głuchołaz. Mogliśmy tylko popatrzeć, jak czeskie pociągi jadą wzdłuż pokonywanej przez nas trasy również... w stronę naszych polskich Głuchołaz. Ot, takie socjalistyczne paradoksy!

Obrazek

Obrazek

Doszliśmy do granicy, przekroczenie jej było nad wyraz sprawne i spokojne, następnie krótki spacer do centrum Głuchołaz. A później powrót do Wrocławia - pociągami, a jakże!

I takie to były moje "pierwsze" Jesioniki. W następnych latach wielokrotnie odwiedzane, u progu lat 90. nadal obfotografowywane błonami ORWO, z czasem japońskimi filmami Fuji czy też niemiecką Agfą, a od pewnego czasu aparatami cyfrowymi. Zmienił się sprzęt, kolory na fotografiach, ale szkoda też, że i zmieniły się trochę góry. Cholera, że też musiały poznikać te kamienie graniczne...

PS. Już po lekturze artykułu Grześka przejrzałem sobie inne teksty zamieszczone w "Naszych Problemach". Na ostatniej stronie był wierszyk. Niepodpisany. Pewnie go przed trzydziestu kilku laty nawet przeczytałem, ale dopiero teraz mnie zafrapował:

Zmiana ról

Tu podateczek
tam fakturka
tu FAZ, tam znowuż coś innego
i tak równiutko
jak po sznurku
płyną pieniążki
z zakładu naszego.

Tu fundusz siaki
tam owaki
tu znów odpisik
tam składeczka
a kasa jest ograniczona
kasa to nie jest bez dna beczka

Nic więc dziwnego
że sprawy nasze
dzisiaj już nie najlepiej stoją
bo choć dojarki my robimy
inni nas z forsy
równo doją.



Obrazek

Leuthen
bardzo stary wyga
Posty: 2176
Rejestracja: 04-07-2011 09:14
Lokalizacja: Wrocław

Re: "Jesioniki, Jesioniki", czyli wrzesień 1987 r. w kolorach ORWO

Postautor: Leuthen » 09-12-2019 09:59

No i doczekaliśmy się kolejnej relacji KJ z lat dawno minionych przedstawiającej m.in. to, czego nie ma już albo zniknie/zmieni się niebawem. Uczta dla ducha. "Trop", który przeczyta ją tu albo na "NPM", na pewno będzie zachwycony :wink:
Jeseniki, mimo że od kilku lat w nich nie byłem, zawsze budzą we mnie sentyment, przeżyłem tam bowiem jedne z ciekawszych przygód w swojej turystycznej karierze :)

Co do treści relacji, odniosę się tylko do jednej kwestii, choć na pewno mógłbym postawić wiele pytań :mrgreen:
Otóż - ów uczestnik opisywanej wyprawy, który siedzi po turecku przed jednym z kamieni z niebieskim plecakiem na plecach i z notatnikiem w dłoni coś pisze/rysuje - wykorzystał ów materiał do jakiegoś opublikowanego tekstu o kamieniach :?:
Nawiasem mówiąc - to zdjęcie, o które pytam, chyba już kiedyś zostało wstawione na forum przy okazji jakiegoś innego tematu, bo dobrze je pamiętam :)
Terra Tenebrae
Telluris Malus
Quisere Pere Curiatus

Awatar użytkownika
Zły Marcin
obieżyświat
Posty: 772
Rejestracja: 19-07-2013 07:10
Lokalizacja: W-w

Re: "Jesioniki, Jesioniki", czyli wrzesień 1987 r. w kolorach ORWO

Postautor: Zły Marcin » 09-12-2019 11:30

Piękna sprawa.

KrzysiekJ
podróżnik
Posty: 156
Rejestracja: 12-10-2013 19:12
Lokalizacja: Świebodzice

Re: "Jesioniki, Jesioniki", czyli wrzesień 1987 r. w kolorach ORWO

Postautor: KrzysiekJ » 09-12-2019 14:08

Pawle i Marcinie, dziękuję za miłe słowa.

Co do uwiecznionego na fotografii Jarka, przerysowującego z mozołem to, co pozostało z herbu Żerotinów na kamieniu granicznym, to chyba swoich rysunków nigdzie nie opublikował. Chyba, że przekazał swe dzieło Andrzejowi Czermakowi i on to gdzieś umieścił. Przy jakiejś okazji zapytam.

A zdjęcie, faktycznie, pojawiło się już wcześniej w internecie. Na któryś forum rozgorzała dyskusja na temat dawnych plecaków z socjalistycznych czasów na stelażach zewnętrznych (nosiłkach), do której również się dołączyłem z kilkoma fotografiami, m.in. i z tą.

opawski1
wędrowiec
Posty: 467
Rejestracja: 02-09-2013 10:44
Lokalizacja: Prudnik

Re: "Jesioniki, Jesioniki", czyli wrzesień 1987 r. w kolorach ORWO

Postautor: opawski1 » 10-12-2019 14:29

Świetna relacja! :-)
Uwielbiam czytać Twoje stare relacje z wycieczek w góry które tak dobrze znam. Mimo, że to te same miejsca zupełnie inaczej wtedy wyglądały, całkiem inny był też klimat wędrówki, dziś już nie do powtórzenia. No i przede wszystkim przedostanie się przez granicę, która dziś możemy przekraczać gdzie chcemy i kiedy chcemy. Kolory szlaków chyba są te same, choć inaczej przebiegały (biało-czerwony) ze Smrka do Ramzovej jest do dziś.
Pomysł wędrówki szlakiem starych kamieni też świetny, przy Petrovych kamenach może zniknęły dlatego że w okolicy są wyciągi/stoki narciarskie i ktoś je usunął albo zniszczył.
Na Twoich zdjęciach jest też "normalny" szlak na Pradziada a nie beznadziejny asfalt. Kilka lat temu przeszedłem odcinek Švycarna - Pradziad, do dziś jest w miarę wyraźna ścieżka. A z Pradziada zeszliście też bezpośrednim szlakiem do Ovčarny, który wychodzi gdzieś koło Barborki czy asfaltem jak jest to dziś?

Czekam na więcej takich relacji ze starych wędrówek! :)

Ps. tego posta pisze jadąc w autobusie, z widokiem na Pradziada ;)
MOJA STRONA O GÓRACH OPAWSKICH: http://www.goryopawskie.eu/

KrzysiekJ
podróżnik
Posty: 156
Rejestracja: 12-10-2013 19:12
Lokalizacja: Świebodzice

Re: "Jesioniki, Jesioniki", czyli wrzesień 1987 r. w kolorach ORWO

Postautor: KrzysiekJ » 11-12-2019 01:30

Opawski, dziękuję Ci za Twoje słowa! To miłe, że ktoś tak świetnie znający i czujący Jesioniki i Góry Rychlebskie pisze takie zdania. Z pewnością w tych górach masz zdecydowanie więcej przebytych ścieżek i asfaltów niż ja. Były lata, początek ostatniej dekady minionego wieku, że niemal wszystkie moje wyjazdy w czeskie Sudety to był kierunek rychlebsko-jesionicki. Później to się w moim przypadku zmieniło - więcej już było Sudetów Zachodnich i Środkowych.

Takich nietypowych zdjęć z Jesioników i Gór Rychlebskich, których dzisiaj się już chyba nie zrobi, trochę w moich zbiorach pozostało. Nie ma już np. takiej chaty na Krizovym vrchu nad Jesenikiem (styczeń 1991 r.)

Obrazek

Obrazek

Zmieniło się też na Cervenohorskym sedle (też styczeń 1991 r.)

Obrazek

Ukradziono też wszystkie płyty herbowe z trójpańskiego styku granic na Kamennym vrchu koło Sumperku (maj 1991 r.)

Obrazek

Z takich ciekawostek, do których bardzo rzadko zaglądają polscy (ale też i czescy) turyści, to bardzo podobały mi się szczeliny i skały na Pasaku koło Brannej (nie dochodzi do nich normalny szlak, tylko ścieżka dydaktyczna; maj 1991 r.)

Obrazek

Takim wzruszającym momentem były też kwitnące żonkile przy ruinach domostw w Hranickach w Górach Rychlebskich. Widziałem je tam raz, w maju 1992 r., jakiś czas temu poszedłem tam o tej samej porze roku i już ich nie zastałem.

Obrazek

A podczas naszego zejścia w 1987 r. z Pradziada, to schodziliśmy asfaltem. Szlak przez łąkę do Barborki został zamknięty na początku lat 80. W 2010 r., podczas mojej przedostatniej bytności na Pradziadzie, kusiło mnie, aby zejść tym dawnym szlakiem. Raczej żaden ochroniarz by mnie nie wypatrzył. Pogoda na szczycie była bowiem taka:

Obrazek

Odpuściłem sobie. Żadnej frajdy bym z tego przejścia po mokrej trawie nie miał.

opawski1
wędrowiec
Posty: 467
Rejestracja: 02-09-2013 10:44
Lokalizacja: Prudnik

Re: "Jesioniki, Jesioniki", czyli wrzesień 1987 r. w kolorach ORWO

Postautor: opawski1 » 11-12-2019 16:09

Schronisko na Křízovym Vrchu dziś to już zupełnie inny budynek. Skoro jesteśmy już w tych okolicach to czy znalazłby się zdjęcie z tego okresu wieży na Zlatym Chlumie? Właśnie piszę artykuł o historii wieży na Chlumie i przydałaby mi się taka fotografia :)

W tym czasie w Jesenikach istniała jeszcze schronisko Alfredka i chyba też przy Vřesovej Studance w ruinie? Masz jakieś fotki

A więc w takim razie szlak z Pradziada do Ovčarny został zamknięty wcześniej niż odcinek ze Švycarny. Szkoda... Do tej pory nawet z odległości widoczne są charakterystyczne zakosy patrząc np. z okolic Petrovych kamenów. Zapewne szlak został zbudowany przy okazji postawienia pierwszej wieży widokowej na Pradziadzie przez MSSGV.
MOJA STRONA O GÓRACH OPAWSKICH: http://www.goryopawskie.eu/

KrzysiekJ
podróżnik
Posty: 156
Rejestracja: 12-10-2013 19:12
Lokalizacja: Świebodzice

Re: "Jesioniki, Jesioniki", czyli wrzesień 1987 r. w kolorach ORWO

Postautor: KrzysiekJ » 11-12-2019 23:50

opawski1 pisze:Schronisko na Křízovym Vrchu dziś to już zupełnie inny budynek. Skoro jesteśmy już w tych okolicach to czy znalazłby się zdjęcie z tego okresu wieży na Zlatym Chlumie? Właśnie piszę artykuł o historii wieży na Chlumie i przydałaby mi się taka fotografia :)


Proszę bardzo :D Oto Zlaty Chlum 17 stycznia 1991 r.

Obrazek

Obrazek

I ciekawostka - oznakowanie rombowego szlaku turystycznego MSSGV, umieszczone przy portalu wejścia na wieżę.

Obrazek

Z Alfredki może znajdę pieczątkę z 1981 r. (dostałem ją od mojego kolegi Piotrka, o którym pisałem w swojej relacji). Zdjęcia nie mam, podobnie jak i ruin schroniska przy Vresovej Studance. Chyba, że jeszcze na coś natrafię podczas skanowania kolejnych zdjęć - wiem, że gdzieś zapodziało mi się przynajmniej jedno pudełko z przeźroczami z Jesioników.

opawski1
wędrowiec
Posty: 467
Rejestracja: 02-09-2013 10:44
Lokalizacja: Prudnik

Re: "Jesioniki, Jesioniki", czyli wrzesień 1987 r. w kolorach ORWO

Postautor: opawski1 » 12-12-2019 06:16

Super! Dziękuję bardzo za zdjęcia!
I czekam na jeszcze jakąś relację ze starych Jeseników :)
MOJA STRONA O GÓRACH OPAWSKICH: http://www.goryopawskie.eu/

Awatar użytkownika
Hazmburk
stary wyga
Posty: 1104
Rejestracja: 19-11-2012 21:51

Re: "Jesioniki, Jesioniki", czyli wrzesień 1987 r. w kolorach ORWO

Postautor: Hazmburk » 12-12-2019 14:54

KrzysiekJ - bardzo ciekawa relacja. I świetna dokumentacja dawnych kamieni granicznych w Jesionikach. Ale chciałbym Cię zapytać o jedno - od czego pochodzi nazwa "Góry Rychlebskie"? :)

Dolnoślązak
bardzo stary wyga
Posty: 2066
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: "Jesioniki, Jesioniki", czyli wrzesień 1987 r. w kolorach ORWO

Postautor: Dolnoślązak » 12-12-2019 22:26

Tu było przyzwoite spanie (poprzednie na podłodze), lecz za nieprzyzwoitą cenę, bo z narzutem dla cudzoziemców.

Oba kraje socjalistyczne i takie świństwa sobie robiły? :evil:

Być może ktoś zapyta: Jak zorganizowaliście taką wycieczkę?
Odpowiedź: Dobrze jest należeć do jakiegoś koła PTTK. Gdy się chce zorganizować wycieczkę tego typu należy program przedstawić w jednostce zwierzchniej, czyli oddziale PTTK. Po zatwierdzeniu programu zanosimy go do Biura Turystyki Zagranicznej PTTK, a biuro wysyła go do Warszawy. Na odpowiedź czekamy dwa, trzy miesiące - i po otrzymaniu potwierdzenia przedstawiamy w BTZ ostateczną listę uczestników, zbieramy pieniądze i uskuteczniamy kolejną podobną bieganinę.

Masakra, toż to wszystkiego może się odechcieć :mrgreen:
dotarliśmy do chaty na Šeraku. Zapytaliśmy o nocleg... i zostaliśmy odprawieni z kwitkiem. Kolejny raz usłyszeliśmy słowo, jakże często używane w czeskich obiektach tego typu: zavřeno!

Podobnie miałem zimą parę lat temu, też wylazłem na górę a tam pustki i obiekt zamknięty, ponoć ludzi do pracy nie mieli...

Z Jesenika pojechaliśmy pociągiem do leżących tuż przed granicą Mikulovic. Musieliśmy tam wysiąść, aby stamtąd przejść na piechotę do Głuchołaz. Mogliśmy tylko popatrzeć, jak czeskie pociągi jadą wzdłuż pokonywanej przez nas trasy również... w stronę naszych polskich Głuchołaz. Ot, takie socjalistyczne paradoksy!

Przyznam, że trochę nie rozumiem tamtejszych realiów, przecież pociąg i tak musiał jechać do Głuchołaz by tam zmienić kierunek jazdy...

No i szlaki trochę lepsze były wtedy niż teraz. Byłem w Svycarnie, ale... na Pradziada nie doszedłem tylko zszedłem do Krzyża na przystanek. Podobnie przeszedłem szlak Opavy i... zjechałem do Karlovej. Tak mnie ten asfalt i tłumy na nim zniechęcają :wink:

KrzysiekJ
podróżnik
Posty: 156
Rejestracja: 12-10-2013 19:12
Lokalizacja: Świebodzice

Re: "Jesioniki, Jesioniki", czyli wrzesień 1987 r. w kolorach ORWO

Postautor: KrzysiekJ » 13-12-2019 00:50

Hazmburk, jak to od czego? Od innej podobnie brzmiącej nazwy, tylko czeskiej : "Rychlebské hory" :D :lol: :D

Oczywiście, dostrzegłem emotkę po Twoim pytaniu :lol: . Chciałeś się pewnie zapytać, po co spolszczać czeską nazwę geograficzną, jeżeli istnieje oficjalna polska nazwa tej jednostki geograficznej - Góry Złote?

Dyskusja, czy my Polacy możemy używać niekiedy nazwy "Góry Rychlebskie" trwa od wielu już lat. Ja jestem jej świadkiem, a od pewnego czasu i uczestnikiem, od 1982 r., gdy w naszym kole (SKPS) przygotowywany był do druku opracowany nieco wcześniej, bo w 1978 r., przewodnik "Jesioniki" autorstwa Jerzego Cholewy (z uzupełnieniami Tomasza Dudziaka). Jeden z rozdziałów tego przewodnika nosi tytuł "Trasy w Górach Rychlebskich" (s. 30-31). Na s. 2 tego opracowania pojawia się też dwukrotnie nazwa "Rychlebskie Hory" (a zatem zupełnie poplątana - w zamyśle czeska, a wyszedł dziwoląg, bo przymiotnik jest polski, natomiast czeski człon jest z błędem, gdyż powinien zaczynać się małą literą - "hory" a nie "Hory"). W 1986 r. w innym naszym wydawnictwie ("Pielgrzymy '86") Michał Tomczak opisując Góry Złote napisał (na s. 7) - Czesi na Góry Złote mówią Rychlebské hory (Góry Rychlebskie). I wreszcie kolejna publikacja naszego koła (Karkonosz, nr 1(8) z 1993 r.) i artykuł Jacka Potockiego "Sudety, część I", w której przedstawił swój podział regionalny Sudetów. Na s. 18 czytamy: Góry Złote i Bialskie = Rychlebské hory = Reichensteiner Gebirge, Bielengebirge. Koniecznie trzeba tu wspomnieć o wydanym w 1991 r. opracowaniu "Sudety czeskie. Szlaki znakowane" autorstwa Marka Staffy, który konsekwentnie używa wyłącznie nazwy "Rýchlebské hory" (na s. 127 i 128), czyli z błędem, gdyż apostrof nad "ý" w słowie "Rýchlebské" jest niepotrzebny. Znajdujemy tu m.in. takie zdanie: "... graniczne pasma Gór Bialskich i Złotych, które w Czechosłowacji noszą wspólną nazwę Rýchlebské hory i bywają uważane za pn. część Jesenikov" (i tutaj też mamy błąd, gdyż dopełniaczowa forma od słowa Jeseníky to "Jeseníků"; na pewno lepiej wyglądałby ten fragment zdania, gdyby autor napisał po prostu "pn. część Jesioników").

Konkluzja zatem tej dyskusji była taka, że jeżeli już mamy robić oczywiste dla Czechów błędy, to może sensowniej jest - będąc w czeskiej części Gór Złotych i Bialskich - użyć czeskiej nazwy tych gór dopasowanej do polskiej wymowy i gramatyki. Dlatego "Góry Rychlebskie" mnie nie rażą (moich znajomych polonistów również). Natomiast raziłby mnie np. taki otrzymany sms "Pozdrowienia ze schroniska Paprsek w Górach Złotych i Bialskich". Uważam, że "Pozdrowienia ze schroniska Paprsek w Górach Rychlebskich" są bardziej na miejscu.

Zauważyłem, że mapy Gór Złotych wydawnictwa "Galileos" w skali 1:40 000, których pierwsze wydania nosiły tytuł "Góry Złote - Góry Rychlebskie", od pewnego czasu mają już nowy tytuł "Góry Złote - Rychlebské hory". Chociaż w internetowym katalogu wydawnictwa, mapa ta anonsowana jest cały czas pod starym tytułem

http://galileos.pl/index.php?main_page= ... cts_id=391

Co zaś do semantycznego znaczenia nazwy "Rychlebské hory" (Góry Rychlebskie :D ), to sprawa jest oczywista: czeska nazwa dzisiaj polskiego miasta Złoty Stok to właśnie Rychleby. Jest to zatem konstrukcja taka sama jak w przypadku niemieckiej nazwy Gór Złotych - Reichensteiner Gebirge, utworzonej od niemieckiej nazwy miasta - Reichenstein (dzisiejszego Złotego Stoku). Najsensowniejsza polska nazwa gór powinna zatem brzmieć - Góry Złotostockie, i tak krótko po II wojnie światowej próbowano określać ten fragment Sudetów (zresztą w nieco innych granicach niż obecnie); "zwyciężyła" jednak opcja Góry Złote (lub, zdaniem innych, Góry Złote i Bialskie). Mamy tu zatem niezły nazewniczy galimatias, tym bardziej, że ta dyskusja dotyczy cały czas jednostek o stale przez geografów przesuwanych zasięgach i granicach, na które w dodatku nakłada się nieco inaczej zbudowany podział geologiczny (masyw kłodzko-złotostocki). Sądzę, że z tego wszystkiego używanie nazwy "Góry Rychlebskie" aż takim wielkim grzechem nie jest.

Od razu trzeba zaznaczyć, że czeska nazwa jednostki nie ma nic wspólnego z nazwą zamku Rychleby (Rychlebský hrad), znajdującego się w tych górach, w pobliżu Javornika. Nie jest znana średniowieczna, historyczna nazwa tego obiektu, stąd też w czasach nowożytnych utworzono sztuczną nazwę tej warowni pochodzącą również od nazwy Reichenstein (Złotego Stoku).

Dolnoślązaku, już niedługo część tych asfaltów znajdzie się pod śniegiem. Tylko zakładać rakiety lub śladówki :D

Awatar użytkownika
Hazmburk
stary wyga
Posty: 1104
Rejestracja: 19-11-2012 21:51

Re: "Jesioniki, Jesioniki", czyli wrzesień 1987 r. w kolorach ORWO

Postautor: Hazmburk » 13-12-2019 15:16

KrzysiekJ - dla mnie w nazwie "Góry Rychlebskie" najbardziej kuriozalne są dwie rzeczy.

Pierwsza to dziwoląg wynikający z tego, że jeden wyraz w nazwie (rzeczownik) jest w języku polskim, a drugi (przymiotnik) - w języku czeskim. I tutaj mocno się dziwię, że nie razi to znanych Ci polonistów :?

A druga rzecz związana jest właśnie z genezą nazwy "Rychlebské hory". Jeśli uświadomimy sobie, że pochodzi ona od miasta Złoty Stok, a zamek dużo później nazwano od pasma górskiego, w którym leży, to czy nie jest co najmniej śmieszne używanie przez Polaków czeskiej nazwy na określenie pasma górskiego, które leży też w Polsce, a która to czeska nazwa wzięła się od polskiego miasta pisanego po czesku? :lol: :lol: Już chyba lepiej brzmiałyby (z semantycznego punktu widzenia) "Góry Złotostockie". Ale to oczywiście też byłby swego rodzaju absurd, gdyby na naszą część pasma mówić "Góry Złote", a na czeską "Góry Złotostockie".

Truizmów, że Góry Złote i Rychlebské hory to jedno pasmo górskie, tylko przedzielone granicą państwową, nie będę pisał, bo to akurat chyba każdy na tym forum wie.

A tak w ogóle to zauważyłem pewną prawidłowość (przynajmniej na naszym sudeckim poletku) - jeśli nazwy pasm górskich w języku czeskim brzmią podobnie jak w polskim, to raczej używamy polskich nazw na określenie czeskich fragmentów tych pasm. Na przykład nikt nie powie "jadę na narty w Krkonoše/Krkonosze" (a co najwyżej "w czeskie Karkonosze") albo "przekroczyłem Izerę i znalazłem się w Jizerskich horach" (a tym bardziej "w Górach Jizerskich"). Natomiast tam, gdzie nazwy czeskie pasm granicznych brzmieniowo mocno różnią się od naszych, Polacy używają nazw czeskich (słabo chyba zdając sobie sprawę, że jest to ta sama jednostka fizjograficzna), często przy tym próbując je spolszczać (i właśnie wtedy rodzą się różne potworki językowe, które potem trafiają nawet na okładki map). Podobnie jest w przypadku Gór Opawskich - jadąc na czeską stronę raczej nie powie się, że się "jedzie w Góry Opawskie", tylko "na Zlatohorską vrchovinę" (tutaj na szczęście jeszcze zazwyczaj używa się oryginalnej nazwy w języku czeskim). Inny przykład: Góry Stołowe - Broumovská vrchovina albo Broumovské stěny/Broumowskie Ściany. Te różnice w nazywaniu czeskich części granicznych pasm biorą się tylko i wyłącznie z brzmienia nazw, bo przecież nie są uzasadnione regionalizacjami geograficznymi, odmienną geologią czy wyglądem gór. Ciekawe, czy dożyję czasów, że na okładkach map obejmujących Góry Krucze zacznie pojawiać się pisana nieco mniejszymi literami druga nazwa - Góry Wronie (to oczywiście "tłumaczenie na polski" czeskiej nazwy Vraní hory)... :lol:

Byłby to więc kolejny argument, żeby jednak używać polskiej nazwy. Dla mnie najsensowniej brzmi określenie "czeskie Góry Złote". Tak jak się mówi "czeskie Karkonosze", "czeskie Góry Izerskie" itd. Ale Wisły kijem zawracać nie zamierzam. A wracając do pierwszych polskich nazw Gór Złotych, to była jeszcze jedna nazwa, dziś już zapomniana, a całkiem ładna - Złoty Jesionik (lub Złote Jesioniki). Widnieje ona choćby na słynnej mapie Ziemi Kłodzkiej Wojciecha Walczaka z 1948 roku (zainteresowani mogą ją obejrzeć pod tym linkiem: http://igrek.amzp.pl/details.php?id=11764871).

KrzysiekJ
podróżnik
Posty: 156
Rejestracja: 12-10-2013 19:12
Lokalizacja: Świebodzice

Re: "Jesioniki, Jesioniki", czyli wrzesień 1987 r. w kolorach ORWO

Postautor: KrzysiekJ » 13-12-2019 17:00

Hazmburk, przymiotnik w języku czeskim brzmi "Rychlebské" a nie "Rychlebskie"; to drugie słowo to utworzony zgodnie z regułami języka polskiego przymiotnik pochodzący od czeskiego rzeczownika, w tym wypadku nazwy miejscowości, "Rychleby". Jest to zatem, od strony językoznawczej, przymiotnik "polski" (tak, jak obrzydliwie brzmiący przymiotnik "wrocławer" jest przymiotnikiem niemieckim!). A że dotyczy on znajdującej się dzisiaj w granicach Republiki Czeskiej części Gór Złotych (lub Gór Złotych i Bialskich) i jest spolszczoną wersją przymiotnika czeskiego "Rychlebské", to już to wiemy - pisałem o tym w swoim poprzednim poście; zresztą w tym pierwszym też gdzieś tam na początku użyłem takiego zdania: "Wycieczka dla mnie bardzo ważna, gdyż będąca moim pierwszym zetknięciem się z Jesionikami i czechosłowacką (wtedy) częścią Gór Złotych, czyli Rychlebskými horami".

Dlatego akurat nazwy "Góry Rychlebskie" bym się nie czepiał. Bardziej irytują mnie określenia typu "Karki", "Izery" i "Kaczawy" (w dwóch ostatnich przypadkach nie chodzi mi o nazwy rzek :) ) - te są po prostu błędne, a w przypadku "Karków" nawet brzydkie.

Wyobraziłem sobie takie zdanie, wypowiedziane (lub napisane) przez przemierzającego całe Sudety turysty: Podczas mojej wędrówki szczególnie zachwyciły mnie krajobrazy Gór Kaczawskich, Rychlebských hor i Oderských vrchů. Czyż znaczeniowo identyczne zdanie "podczas mojej wędrówki zachwyciły mnie krajobrazy Gór Kaczawskich, Rychlebskich i Odrzańskich" naprawdę jest gorsze? W dodatku jest precyzyjniejsze - bo przecież podczas wędrówki przez polską część Gór Złotych, np. na Ptaszniku, turysta ten mógł mieć np. totalną mgłę :)

PS. Mapę Walczaka mam oryginalną. Kupiłem ją w antykwariacie na Szewskiej gdzieś tak w połowie studiów; dosłownie za grosze. Oczywiście zwróciłem uwagę na "Złoty Jesionik", chociaż nazwa mnie nie przekonywała - 'kłóciłaby się z wszechobecnym w tych górach jaworem". I drobna uwaga - nazwę zamku utworzono od nazwy miasta (taka była kolejność), a nie od nazwy pasma.


Wróć do „Relacje z wypraw”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości