Anno Pudelko 2019

Planujesz wypad? Byłeś gdzieś i masz ochotę podzielić się wrażeniami z innymi - zrób to koniecznie! Zdjęcia mile widziane!
Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3736
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Anno Pudelko 2019

Postautor: Pudelek » 01-02-2020 16:23

Tradycyjnie na początku roku dokonuję podsumowania ubiegłego sezonu górskiego. Chociaż właściwie "sezon" jest pojęciem umownym, gdyż wychodzę na szlaki przez cały rok :)

1) Styczeń zacząłem tak jak kończyłem grudzień i cały 2018 rok, czyli w Sudetach. Wyskoczyliśmy z Bastkiem na kilka dni w Karkonosze, aby przejść odcinek od Śnieżki do Hali Szrenickiej. Wtedy mieliśmy tam zimę - śniegu do 3 metrów, zagrożenie lawinowe. Dzisiaj biała pokrywa sięga ledwie kilkunastu-kilkudziesięciu centymetrów...

W pierwszy dzień pogoda była jeszcze w miarę łaskawa, pokazało się trochę kolorów. W kolejne to już prawie pełne zachmurzenie, wiatr, mgła. Niewiele widzieliśmy, prawie też zgubiliśmy się przy Labskiej boudzie. Mimo wszystko było fajnie, zaliczyliśmy też dwie sympatyczne integracje w schroniskach!
Obrazek
Obrazek

2) W połowie lutego znowu ruszyłem z Bastkiem, lecz tym razem na jednodniówkę, najbliżej jak to możliwe - na Kopę Biskupią. Tam okazało się, że poza szczytem właściwie nie ma już śniegu! Faktycznie zima stulecia, jak wieścili różni debile z mediów... Dla odmiany tego dnia niebo było praktycznie bezchmurne.
Obrazek

3) Pod koniec lutego jednoosobowo wybrałem się w ukochany Beskid Żywiecki (w sumie ukochanych pasm mam kilka ;)). O ile jeszcze kilkanaście kilometrów przed górami czuć było wiosnę, to Worek Raczański przywitał mnie bielą i przyjemnym mrozem. W sobotę pogoda wybornie dopisywała, w niedzielę się popsuła, lecz już mi to zupełnie nie przeszkadzało. Nocleg w bacówce na Rycerzowej po kilku latach przerwy, w tłoku.
Obrazek

4) Marzec był górski tylko symbolicznie: w Beskidzie Makowskim odbywał się zlot, który zaszczyciłem swoją obecnością. Zahaczyliśmy z Karolkiem także o Chatkę na Lasku i to było jedyne dreptanie po szlakach przez cały weekend, gdyż dalsze plany popsuł deszcz oraz lenistwo. Kolejne bazy zakładaliśmy przy sklepach ;).

5) W kwietniu czekałem aż do ostatnich dni, aby zacząć majówkę. Oczywiście na Słowacji, wyznaczyłem dwa mało znane (a dla mnie dziewicze) pasma - Bachureň i Branisko. Do tego dołożyliśmy Galmus, należący do Gór Wołowskich. Spaliśmy w trzech fajnych chatkach, odwiedziliśmy także kilka miłych knajp.
Obrazek
Obrazek

6) Czerwiec upływał pod znakiem upałów oraz burz. Po raz pierwszy w takim okresie pojawiłem się w Bieszczadach - chciałem zobaczyć, jak wyglądają one w kolorze zielonym :). Pierwszego dnia maszerowałem asfaltem wzdłuż Osławy, zażyłem lodowatej kąpieli i pod sklepem słuchałem opowieści o zabijaniu starych zwierząt. Następnego kilka razy skorzystałem z autostopu oraz z wąskotorówki w Balnicy, aby w końcu wylądować w Wetlinie i w Bazie Ludzi z Mgły. Główny cel - przejście połoninami - zrealizowałem połowicznie, gdyż koło Chatki Puchatka pojawiła się burza, które zepsuła pogodę na kolejne dni. W ramach pocieszenia zajrzałem do Lutowisk, Smolnika oraz w chmurach na Caryńską.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

7) Ostatni weekend miesiąca i drugi raz Karkonosze. Bardzo wysoka temperatura, niebo bez jednej chmurki. Na grań dotarliśmy okrężnie od czeskiej strony, stołując się po drodze w kilku boudach. Wieczorem dołożyliśmy jeszcze zachód słońca ze Śnieżki.

W niedzielę ponownie wdrapaliśmy się na Dach Śląska i Czech, a do Karpacza zeszliśmy przez Kocioł i Dolinę Łomniczki. Pierwszy raz przekroczyłem próg tamtejszego schroniska - być może także ostatni, bo potem jego nielegalni najemcy całkowicie go wybebeszyli z wyposażenia oraz... okien.
Obrazek
Obrazek

1603 metry Śnieżki były najwyższą wysokością na jaką wszedłem w 2019 roku, ale nie na jakiej przebywałem - tu "rekord" należy do lipcowej przełęczy Sedlo w Durmitorze - 1907 metrów. Dostałem się tam autem, więc nie wliczam tego do statystyk, ale warto odnotować.
Obrazek

8) Po ponad miesięcznej przerwie od łazikowania sierpień trzeba uznać za bardzo udany! Beskid Niski zacząłem od stopa w Komańczy, przeszedłem na słowacką stronę do Medzilaborców, wróciłem w Bieszczady do Łupkowa. W dwa kolejne dni siadła pogoda, dość dużo lało, a ja regenerowałem się w Chatce w Przybyszowie. Wreszcie po pojawieniu się w Jaśliskach Neski znowu zrobiło się słonecznie, więc kręciliśmy się wśród słowackich Rusinów, w błocie oraz przy trzech chatkach studenckich.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Ten wyjazd był dla mnie rekordowy pod względem długości - trwał cały tydzień. Dawno mi się to nie zdarzyło!

9) Zakończenie wakacji i sierpnia od paru lat również przybiera u mnie podobną formę - jadę pociągiem w Beskid Żywiecki, jeden dzień poświęcam na spokojne chodzenie, a potem imprezuję na festiwalu muzycznym przy Chałupie Chemików. Tym razem po raz pierwszy skorzystałem z możliwości noclegu w bazie namiotowej Przysłop Potócki - jest bardzo fajna i kameralna, na pewno kiedyś znów tam zajrzę. A impreza jak zwykle udana i, wyjątkowo, prawie bezdeszczowa.
Obrazek

10) We wrześniu odpoczywałem od gór, w październiku powrót (który to już w tym roku?) w Sudety, ale od Gór Złotych (Rychlebów) to przerwę miałem cztery lata. Dwuosobowa jednodniówka na Borówkowej w kolorach jesieni.
Obrazek

11) Trochę dłużej zabawiliśmy w województwie dolnośląskim - w Bramie Lubawskiej zahaczyliśmy o Karkonosze (czyli trzeci raz w tym roku), a potem teleportowaliśmy się do Kotliny Jeleniogórskiej, aby podziwiać wyremontowane pałace. A na deser koncert w Rudawach Janowickich.
Obrazek

13) Listopad był najintensywniejszy, jeśli chodzi o ilość wyjazdów. Najpierw razem z Radkiem urządziliśmy wypad "jak za starych lat" - Beskid Śląski z noclegiem na Błatniej oraz impreza na Przegibku w Żywieckim. Bawiłem się świetnie, pogoda także okazywała miłosierdzie.
Obrazek

14) i 15) Potem w ciągu jednego tygodnia dwa razy wybyłem z tatą do Czechów, Morawian i Ślązaków. W poniedziałek w średniej aurze zadebiutowaliśmy na Pogórzu Morawsko-Czeskim, zdobywając przy okazji jego najwyższy szczyt. W niedzielę przy czystym niebie była Łysa Góra, wróciłem tam dopiero po trzech latach, choć przecież mam do niej w miarę blisko.
Obrazek
Obrazek

16) W grudniu zazwyczaj brakuje mi wolnego czasu, więc tylko jeden dzień, za to bardzo piękny! Jesioniki, Keprník i Šerák. Z mgły wyszedłem ponad chmury, panoramy miałem chyba najlepsze w całym roku. Widać było Tatry (mój życiowy rekord dalekiej obserwacji - 220 kilometrów), Beskidy i Karkonosze. A ponieważ był to piątek, więc na szlakach zupełne pustki. No i dodatkowo namiastka zimy.
Obrazek

----
W sumie 16 wyjazdów, o dwa mniej niż w 2018 roku. Jestem jednak bardzo zadowolony, gdyż udało się poznać kilka nowych pasm, nowe miejsca noclegowe i w ogóle rok był pod każdym względem urozmaicony. Zazwyczaj dopisywała ładna pogoda, co u mnie zupełnie nietypowe. Spędziłem w górach 39 dni oraz zaliczyłem 27 noclegów. Porównajmy to z poprzednimi latami:

Rok 2008: 13 wyjazdów, 25 noclegów.
Rok 2009: 21 wyjazdów.
Rok 2010: 19 wyjazdów, 44 dni w górach, 28 noclegów
Rok 2011: 12 wyjazdów, 34 dni w górach i pogórzach, 22 noclegi.
Rok 2013: 9 wyjazdów, 20 dni w górach, 14 noclegów.
Rok 2014: 13 wyjazdów, 27 dni w górach, 14 noclegów.
Rok 2015: 14 wyjazdów, 27 dni w górach, 15 noclegów.
Rok 2016: 19 wyjazdów, 48 dni w górach, 38 noclegów.
Rok 2017: 20 wyjazdów, 46 dni w górach, 29 noclegów.
Rok 2018: 18 wyjazdów, 49 dni w górach, 35 noclegów.


W ostatnie sezony biłem swoje rekordy, taka passa nie mogła trwać wiecznie, więc tym razem widać mały regres we wszystkich elementach. Liczba przebytych kilometrów również jest sporo niższa (co najmniej 415, w 2018 wydreptałem 570). Tak jak jednak pisałem - jestem zadowolony, bo spodziewałem się, iż będzie dużo gorzej.

Rozdzielmy cały rok na pasma:
* Karkonosze, Beskid Żywiecki - nawiedzałem 3 razy,
* Jesioniki - 2 razy (w tym raz Góry Opawskie),
* Beskid Niski i Bieszczady - formalnie też 2 razy, ponieważ przebywając w pobliżu przełęczy Łupkowskiej oraz Osławicy przekraczałem granicę między nimi, ale praktycznie 1 raz,
* cała reszta: Beskid Makowski, Beskid Śląski, Beskid Śląsko-Morawski, Pogórze Morawsko-Śląskie, Rudawy Janowickie, Rychleby, Góry Wołowskie, Bachureň i Branisko - 1 raz.

7 razy w Sudetach, 9 w Beskidach. Debiut w dwóch pasmach słowackich (Bachureň i Branisko) oraz na czeskim pogórzu.

I jeszcze tylko miejsca noclegowe:
* schronisko turystyczne - 12
* chatka "studencka" - 6
* namiot - 3
* wiata - 3
* schronisko PTSM - 2
* baza namiotowa - 1

W 2018 roku zdecydowanie częściej spałem w namiocie (aż 10 razy), ale za to teraz było więcej kimania we wiatach i w chatkach studenckich. Dekadę temu miałem okres, kiedy prawie w ogóle nie nocowałem w schroniskach, lecz to już historia i najczęściej wybierana opcja.

Ciężko byłoby wskazać najciekawszą wycieczkę, ale w czołówce na pewno były Bieszczady i Beskid Niski, a także czerwcowe Karkonosze. Z jednodniowych wycieczek zdecydowania bajkowa aura na Keprníku i Šeráku. A co z ubiegłorocznymi planami? Biesy i Niski zaliczone (choć te pierwsze bez Bukowego Berda, które było moim głównym celem), ale nie udało mi się spędzić nocy na pewnej czeskiej wieży widokowej.

Jakie plany na ten rok? Znowu się powtórzę: obowiązkowo Bieszczady i Beskid Niski (w głowie już tyle pomysłów, że ciężko będzie wybrać najciekawszy :D), żywię też nadzieję, iż znowu uda mi się odwiedzić przynajmniej jeden górski festiwal muzyczny, może taki, na którym jeszcze mnie nie widziano. Nie mam również złudzeń odnośnie intensywności wyjazdów - prawdopodobnie ich liczba jeszcze spadnie, a większość z nich odbywana będzie raczej jednoosobowo. Ale i tak na pewno będzie fajnie, czego i wszystkim innym życzę :).
Obrazek
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Wróć do „Relacje z wypraw”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości