Zacznę może od wspomnień sprzed laty, kiedy zdarzało się bywać tam częściej. I zwykle brałem ich specjał czyli racuchy jagodne. Same racuchy były niczego sobie, jednak z dodatkami było trochę już na bakier, zwykle trochę jagód i kleks śmietany pośrodku. Raz nawet w ramach eksperymentu zabrałem ze sobą własną śmietanę i konfiturę, bo nie każdy lubi jeść suche ciasto, będąc ciekaw czy da im to coś do myślenia, odpisali jednak, że produkty sezonowe i dają ile mogą. Jagody jeszcze bym zrozumiał, ale że śmietana sezonowa?
Wróćmy jednak do teraźniejszości. Po latach postanowiłem sprawdzić, czy coś się zmieniło. I zmieniło się mocno, tyle że nie w tą stronę, co trzeba.
W schronisku pojawiłem się o 18.35. Wg brodatego pana, który wyszedł z kuchni, o 5 min za późno by dostać cokolwiek do zjedzenia. Pan zaprasza jutro... nic to, że na dojazd wpierw z Wrocławia pociągiem, później z Bystrzycy rowerem poświęciłem niemal pół dnia pokonując po drodze ponad 600m przewyższenia, zahaczając o szczyt Jagodnej, brodacz nieugięty, zaprasza jutro, powtarzając jak katarynka. Dodatkowo odsyła do mitycznej kartki zawieszonej na drzwiach przy wejściu, o której dowiaduję się dopiero na miejscu. Twierdzi ona, ze kuchnia czynna do 19 a zamówienia należy składać do 18.30. Szkoda, że nie raczyli o tym poinformować na swojej stronie, którą przegladałem przed wyjazdem, z pewnością skorygowałbym plan wycieczki. I pada jeszcze argument o sklepie, że ten też ma swoje godziny. Cóż, zawsze myślałem że schroniska funkcjonują na trochę innych zasadach, niż osiedlowy spożywczak...
Także ten, jakby ktoś się planował wybrać jak ja, serdecznie odradzam. A nuż wypadnie mu coś po drodze i się spóźni dwie minuty?
