Rychlebské hory, maj 2021r - fotorelacja
: 01-06-2021 20:36
Wyjazd w Góry Złote miał mieć miejsce w tamtym roku, ale wówczas zamknięto wszelkie lasy na głucho. Tak naprawdę interesowało mnie to co “za miedzą”, czyli w Rychlebskich horach. Szczególnie, że na mapach widnieje tam cała masa domków myśliwskich czy traperskich. I właśnie ich śladem chciałem powłóczyć się po Rychlebach.
Maj wydawał się terminem optymalnym...piękna, soczysta zieleń, słońce, ciepło, ale jeszcze bez upałów.
Wyjeżdżam z Gdana w środku tygodnia, start o godz 3:30. Trasa mija bez przeszkód i chwilę po 10:00 parkuję w Lądku Zdroju. Mam niejaką słabość do tego miasteczka, zresztą do Gór Złotych również, a rejon Białej Lądeckiej, to w zasadzie jedno z moich ulubionych miejsc w całych polskich górach.
Ruszam na Trojak, byłem tu 2 lata temu w zimie. Aktualnie rzuca się w oczy masywna wycinka drzew w partiach podszczytowych...wygląda to przygnębiająco. Otwierają się natomiast widoki, tu masyw Borówkowej.

Za chwilę jestem na balkonie widokowym skały Trojan [766mnpm]

Tutaj klasyczne widoczki na Masyw Śnieżnika…

Czarna Góra i Suchoń w paśmie Krowiarek.

W najbliższej okolicy jest kilka sporych skałek, jednak zawsze wrażenie największe robi Skalna Brama.

Schodzę do Rozdroża Zamkowego, gdzie łapie mnie pierwszy na tym wyjeździe deszcz. Przeczekuję w wiacie 15min.

Z rozdroża idę na Karpiak [775mnpm], gdzie ulokowały się ruiny Zamku Karpień. Ta kamienna ława przetrwała w dobrym zdrowiu tyle setek lat, a teraz niszczeje w oczach.

W drodze na Przeł. Karpiowską takie klimaciki…

Na przełęczy opuszczam Ojczyznę i wkraczam do Republiki Czeskiej, najpierw szlak niebieski. Zaraz na granicą jest pierwsza chatka – Cerny kout. Trochę byłem rozczarowany bo spodziewałem się czegoś bardziej...traperskiego.

Nieco dalej jest kolejny obiekt – U Buku. Ten już cały z drewna, z werandą, krzesełkami, ale położony w chaszczach, wokół tereny bagienne…


Następnie idę szlakiem żółtym, gdzie ponownie dopada mnie deszcz. Szlak żółty po pewnym czasie łączy się ze szlakiem czerwonym, który wyprowadza mnie na cudne łąki Przełęczy Gierałtowskiej.


Rozległe łąki po czeskiej stronie przełęczy są fenomenalne!

Daję tu sobie dłuższą chwilkę, tym bardziej, że jest tu źródełko i troche słońca w końcu wyszło.



Zaraz przy szlaku mijam taką chatynkę.

Po tej kontemplacji ruszam szlakiem czerwonym w las. Na chwilkę, tuż pod szczytem Boruvkovego vrchu [859mnpm], zahaczam o ścieżke graniczną. Następnie szlak pnie się na przełączkę pomiędzy Czartowcem i Spicakiem. Przy źródełku “Pod Strazi” następuję niespodzianka – kolejna, tym razem nieopisana na mapie, chatynka. Dosłownie wbita w zbocze.

Szlak czerwony ponownie ucieka na stronę czeską. Po pewnym czasie rozstaję się ze szlakiem i ruszam stokówką , trawersując od północy i wschodu szczyt Pośredniej. Założyłem sobie, że biwak rozbiję między 18:00 a 19:00. Jednak dość długo nie mogę trafić na dobre miejsce. Ostatecznie przez 18-tą znajduję sporą łączkę, jestem już dość zmęczony, głównie krótkim snem i jazdą, ale pierwszy dzień z plecakiem też dał mi w kość. Podejmuje decyzje, że tu zostaję na noc.

Na biwaczkach używam żarcia typu lio – smacznie, szybko, czysto, lekko

W nocy niestety znów padało. Ranek natomiast okazał się słoneczny. Poranne pichcenie.

Suszę na słońcu namiot, w tym czasie pakuję klamoty i zjadam śniadanko.


Ja się okazało biwakuję tuż pod szczytem Skoroś [828mnpm], według mapy są tam widokowe skałki. W ramach rozruchu, bez szafy, ruszam na szczyt, który rzeczywiście zwieńczony jest skałką z widokami na południe, co w tym wypadku daje najwyższe rejony Rychlebów: Smrk [1127mnpm[, Studeny [1042mnpm] i Lvi hora [1040mnpm]


Posiedziałem na skałach kilka minut, do miejsca biwaku ze szczytu jest ok 200 metrów. Wracam zatem i zaczynam kolejny dzień. Cały czas idę tą samą stokówką i zarazem niebieskim szlakiem rowerowym. Po jakimś czasie trafiam na przecinkę w lesie i otwierają mi się widoczki na Kovadlinę [989mnpm].


Tutaj szerszy kard z najwyższymi szczytami pasma w pakiecie.

Ścieżka cały czas łagodnie pnie się w górę, co jakiś czas pojawiają się źródełka, trasa wiedzie głównie przez lasy liściaste – bajka!

Kolejna przecinka, tym razem widoki na szczyt, pod którym nocowałem.

Widać nawet skałki, na których byczyłem się jakiś czas temu… Po lewej graniczny szczyt Łupkowa [946mnpm]

Pod szczytem Smreka [1116mnpm] jest kolejna chatka – Jerabci chata. Tu postanawiam naparzyć sobie garnuch herbaty i zjeść drugie śniadanie. Wiatka z ławami sprzyja I ułatwia sprawę.


Posiliwszy się ruszam dalej, ścieżki i znaków nie zmieniam. Ostatecznie ląduję przy Utulni Mates. Jest to wiata, taka chyba bardziej awaryjna niż klasyczna utulnia.

Spod utluni szlak żółty wyprowadza mnie na Przeł. Trzech Granic. Tutaj z obowiązku niejako ruszam na najwyższy w okolicy Smrk [1127mnpm]. Ogólnie nic ciekawego, tereny podmokłe, torfowiskowe, ale..! Po drodze mijam dwa kamienie, graniczne?


Wracam na przełęcz i ruszam w kierunku schroniska Paprsek. Po drodze dwie chaty. Pierwsza, to Solna chata.

Wędruję szlakiem zielonym po jakimś czasie zachodzę do kolejnej chaty – Cisarska chata.

Stąd szlakiem czerwonym do “centralnego skrzyżowania”, czyli miejsca zwanego Palaś, jest tu duża krzyżówka szlaków oraz odbicie do Chaty Paprsek, gdzie nastawiałem się na obiad. Jako, że pora dla mnie na obiad za wczesna, to ruszam asfaltem w dół. Interesuje mnie - Medviedi bouda…

Tutaj przeskakuję na szlak czerwony i wracam w kierunku Paprska… a po drodze kolejny obiekt – Rużova bouda.

Stąd już chwilka marszu i jestem przy schronisku Paprsek.

Jeszcze w Gdańsku rozmyślałem, że najem się do syta vyprażanym syrem, chranolkami, tatarską omaćką…

Niestety menu na ten moment oferowało jedynie pampuchy z jagodami i kapustovą. Reszta dań niedostępna. Trudno...biorę zupinkę. Całość ratuje Kofola z kija, jest klimat!

Generalnie z wejściem do czeskiego schroniska nie ma problemu, maseczki nie obowiązują…

Zasyciwszy się ruszyłem dalej. Rozważałem nawet nocleg krzyżówce w Palaśu [płasko, dużo trawy...], ale było trochę za wcześniej. Postanowiłem maszerować do zmierzchu w kierunku Smrka, gdyż jutro planowana trasa wiodła granicą przez Kowadło do Borówkowej i być może nawet do Lądka i do auta. W pewnym momencie napotykam odbicie na Postawną. Na Rudawcu się bywało, a na Postawnej nigdy...ruszam!

Rozważałem nawet perwersyjny nocleg na szczycie Postawnej, ale tam głównie wysokie jagodziska i tereny mocno podmokłe i torfowiskowe… Wracając na ścieżkę graniczną widziałem sunące w moją stronę granatowe chmury znad Śnieżnika. Wiedziałem ,że nie umknę. Za kilka chwil zaczyna padać, rozbijam się awaryjnie zaraz przy ścieżce I tak fart, że miejsce jest w miarę...płaskie i suche…

Niestety jak zaczęło padać około 19-tej, tak padało przez całą noc, rano też padało…

Pogoda na dziś bez rewelacji, ma padać minimum do południa. Czuję, że nie zrobię ostatniego etapu [Smrk → Borówkowa]. Czekam do 7:00 i bez zmian – ciągły opad. Odwrót. Ale po śniadaniu!

Pakuję cały swój dobytek w namiocie, całość składam pod pobliskim drzewem i wyskakuję aby złożyć namiot. Ścieżka graniczna żegna mnie tak…

Plusem mojego połóżenia jest w miarę szybka możliwość ewakuacji do Bielic…

Kolejnym plusem jest możliwość obcowania w górną częścią Doliny Białej Lądeckiej...uwielbiam te tereny!



Ostatecznie zachodzę do Bielic, które są zdecydowanie moją ulubioną wioseczką w polskich górach! Po prawej klasyka – Kowadło!

I moja ulubiona chałupina w Bielicach…

Nie śpieszy mi się, mija mnie kilka aut jadących “w dół”, ale mam je w dupie, napawam się Bielicami. Przystaję przy kościele Świętych Wincentego i Walentego z 1799r.

Ostatecznie jakieś 100m za przybytkiem, który niegdyś był Chatą Cyborga, “wystawiam kciuk”. Zatrzymuje się dobry człowiek z Radomia. Robi wlaśnie kilka okolicznych szczytów do Korony Gór Polski. Dziś machnął już Kowadło i Rudawiec, w planach ma jeszcze Śnieżnik. Zwozi mnie do Stronia Śląskiego. W podzięce daję mu Studencką [kokosową]. W Stroniu w ciągu 5min łapię busa do Lądka. Ostatecznie od zwinięcia namiotu w rejonie Postawnej, do meldunku przy aucie mijają 3godz. W Stroniu wyłapałem jeszcze poniemiecki napis...chyba piekarnia..?

No cóż, górska cześć wycieczki dobiegła końca. Zabrakło mi tego ostatniego dnia. Żałuję Kowadła, bardzo lubię ten szczyt, żałuję “graniówki” z Postawnej do Przeł. Lądeckiej bo nigdy nie szedłem tego odcinka na raz. Żałuję “leśnego baru” nad wsią Zalesi [sporo czeskich dukatów przywiozłem z powrotem do domu].
W ramach podreperowania morale postanawiam pokręcić się jeszcze w dolinach…
Suplement
Wracając do domu postanowiłem zahaczyć o miejsce, do którego zawsze chciałem, a nigdy nie zaszedłem, mianowicie Żelazno. Chodziło mi głównie o pałac Hoffmanna. Pałac ten został wybudowany w stylu barkowym w latach 1797–1798 przez radcę królewskiego Franza Arbogasta Hoffmanna.

Frapowała mnie również ta wieża. Okazuje się, że jest to wieża mieszkalna wybudowana na przełomie XV/XVIw. Fundator budowy pozostaje nieznany, tak jak dokładna data budowy. Nie do końca opracowano również koncepcję funkcji, mówi się, że wieża pełniła funkcję średniowiecznej strażnicy, lub rycerskiej siedziby mieszkalnej.

Gdy przybywam do Kłodzka pogoda wyraźnie się poprawia, mam wyrzuty sumienia, że zlazłem z gór. Wchodzę na webkamerkę w Paprsku, ale tam cały czas dupówa… No nic, ja tymczasem jeszcze łażę i szukam perełek poniemicekiego Kłodzka.


Od tegorocznej zimy uważam, że warto zatrzymać się również w Bardzie Śląskim… Na pierwszy ogień idzie gotycki most na Nysie Kłodzkiej z XVIw


Nysa Kłodzka i zachodni grzbiet Gór Bardzkich.

Oczywiście nie może zabraknąć bardzkiej klasyki, czyli Bazyliki Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny. Jest to kościół pocysterski nad Nysą Kłodzką wzniesiony w latach 1686–1704 za rządów opata Augustyna Nedecka według projektu Michała Kleina. Od 2004 Metropolitalne Sanktuarium Matki Bożej Strażniczki Wiary Świętej i od 2008 bazylika mniejsza .

Oczywiście będąc w Bardzie, nie sposób nie zerknąć w kierunku kalwarii i słynnego obrywu.

Nigdy nie bylem w Ząbkowicach Śląskich. Kuszą reklamy krzywej wieży, ale ta nie robi jakiegoś specjalnego wrażenia...za to neogotycki ratusz z 1864r jest naprawdę ładny.

To już moje ostatnie podrygi, żegna mnie Kłodzka Góra w Górach Bardzkich, bawiłem tam zimą tego roku, niestety w totalnej mgle…


A tym roku już dwukrotnie były Sudety. Czas na Beskidy...jesień?
Maj wydawał się terminem optymalnym...piękna, soczysta zieleń, słońce, ciepło, ale jeszcze bez upałów.
Wyjeżdżam z Gdana w środku tygodnia, start o godz 3:30. Trasa mija bez przeszkód i chwilę po 10:00 parkuję w Lądku Zdroju. Mam niejaką słabość do tego miasteczka, zresztą do Gór Złotych również, a rejon Białej Lądeckiej, to w zasadzie jedno z moich ulubionych miejsc w całych polskich górach.
Ruszam na Trojak, byłem tu 2 lata temu w zimie. Aktualnie rzuca się w oczy masywna wycinka drzew w partiach podszczytowych...wygląda to przygnębiająco. Otwierają się natomiast widoki, tu masyw Borówkowej.

Za chwilę jestem na balkonie widokowym skały Trojan [766mnpm]

Tutaj klasyczne widoczki na Masyw Śnieżnika…

Czarna Góra i Suchoń w paśmie Krowiarek.

W najbliższej okolicy jest kilka sporych skałek, jednak zawsze wrażenie największe robi Skalna Brama.

Schodzę do Rozdroża Zamkowego, gdzie łapie mnie pierwszy na tym wyjeździe deszcz. Przeczekuję w wiacie 15min.

Z rozdroża idę na Karpiak [775mnpm], gdzie ulokowały się ruiny Zamku Karpień. Ta kamienna ława przetrwała w dobrym zdrowiu tyle setek lat, a teraz niszczeje w oczach.

W drodze na Przeł. Karpiowską takie klimaciki…

Na przełęczy opuszczam Ojczyznę i wkraczam do Republiki Czeskiej, najpierw szlak niebieski. Zaraz na granicą jest pierwsza chatka – Cerny kout. Trochę byłem rozczarowany bo spodziewałem się czegoś bardziej...traperskiego.

Nieco dalej jest kolejny obiekt – U Buku. Ten już cały z drewna, z werandą, krzesełkami, ale położony w chaszczach, wokół tereny bagienne…


Następnie idę szlakiem żółtym, gdzie ponownie dopada mnie deszcz. Szlak żółty po pewnym czasie łączy się ze szlakiem czerwonym, który wyprowadza mnie na cudne łąki Przełęczy Gierałtowskiej.


Rozległe łąki po czeskiej stronie przełęczy są fenomenalne!

Daję tu sobie dłuższą chwilkę, tym bardziej, że jest tu źródełko i troche słońca w końcu wyszło.



Zaraz przy szlaku mijam taką chatynkę.

Po tej kontemplacji ruszam szlakiem czerwonym w las. Na chwilkę, tuż pod szczytem Boruvkovego vrchu [859mnpm], zahaczam o ścieżke graniczną. Następnie szlak pnie się na przełączkę pomiędzy Czartowcem i Spicakiem. Przy źródełku “Pod Strazi” następuję niespodzianka – kolejna, tym razem nieopisana na mapie, chatynka. Dosłownie wbita w zbocze.

Szlak czerwony ponownie ucieka na stronę czeską. Po pewnym czasie rozstaję się ze szlakiem i ruszam stokówką , trawersując od północy i wschodu szczyt Pośredniej. Założyłem sobie, że biwak rozbiję między 18:00 a 19:00. Jednak dość długo nie mogę trafić na dobre miejsce. Ostatecznie przez 18-tą znajduję sporą łączkę, jestem już dość zmęczony, głównie krótkim snem i jazdą, ale pierwszy dzień z plecakiem też dał mi w kość. Podejmuje decyzje, że tu zostaję na noc.

Na biwaczkach używam żarcia typu lio – smacznie, szybko, czysto, lekko

W nocy niestety znów padało. Ranek natomiast okazał się słoneczny. Poranne pichcenie.

Suszę na słońcu namiot, w tym czasie pakuję klamoty i zjadam śniadanko.


Ja się okazało biwakuję tuż pod szczytem Skoroś [828mnpm], według mapy są tam widokowe skałki. W ramach rozruchu, bez szafy, ruszam na szczyt, który rzeczywiście zwieńczony jest skałką z widokami na południe, co w tym wypadku daje najwyższe rejony Rychlebów: Smrk [1127mnpm[, Studeny [1042mnpm] i Lvi hora [1040mnpm]


Posiedziałem na skałach kilka minut, do miejsca biwaku ze szczytu jest ok 200 metrów. Wracam zatem i zaczynam kolejny dzień. Cały czas idę tą samą stokówką i zarazem niebieskim szlakiem rowerowym. Po jakimś czasie trafiam na przecinkę w lesie i otwierają mi się widoczki na Kovadlinę [989mnpm].


Tutaj szerszy kard z najwyższymi szczytami pasma w pakiecie.

Ścieżka cały czas łagodnie pnie się w górę, co jakiś czas pojawiają się źródełka, trasa wiedzie głównie przez lasy liściaste – bajka!

Kolejna przecinka, tym razem widoki na szczyt, pod którym nocowałem.

Widać nawet skałki, na których byczyłem się jakiś czas temu… Po lewej graniczny szczyt Łupkowa [946mnpm]

Pod szczytem Smreka [1116mnpm] jest kolejna chatka – Jerabci chata. Tu postanawiam naparzyć sobie garnuch herbaty i zjeść drugie śniadanie. Wiatka z ławami sprzyja I ułatwia sprawę.


Posiliwszy się ruszam dalej, ścieżki i znaków nie zmieniam. Ostatecznie ląduję przy Utulni Mates. Jest to wiata, taka chyba bardziej awaryjna niż klasyczna utulnia.

Spod utluni szlak żółty wyprowadza mnie na Przeł. Trzech Granic. Tutaj z obowiązku niejako ruszam na najwyższy w okolicy Smrk [1127mnpm]. Ogólnie nic ciekawego, tereny podmokłe, torfowiskowe, ale..! Po drodze mijam dwa kamienie, graniczne?


Wracam na przełęcz i ruszam w kierunku schroniska Paprsek. Po drodze dwie chaty. Pierwsza, to Solna chata.

Wędruję szlakiem zielonym po jakimś czasie zachodzę do kolejnej chaty – Cisarska chata.

Stąd szlakiem czerwonym do “centralnego skrzyżowania”, czyli miejsca zwanego Palaś, jest tu duża krzyżówka szlaków oraz odbicie do Chaty Paprsek, gdzie nastawiałem się na obiad. Jako, że pora dla mnie na obiad za wczesna, to ruszam asfaltem w dół. Interesuje mnie - Medviedi bouda…

Tutaj przeskakuję na szlak czerwony i wracam w kierunku Paprska… a po drodze kolejny obiekt – Rużova bouda.

Stąd już chwilka marszu i jestem przy schronisku Paprsek.

Jeszcze w Gdańsku rozmyślałem, że najem się do syta vyprażanym syrem, chranolkami, tatarską omaćką…

Niestety menu na ten moment oferowało jedynie pampuchy z jagodami i kapustovą. Reszta dań niedostępna. Trudno...biorę zupinkę. Całość ratuje Kofola z kija, jest klimat!

Generalnie z wejściem do czeskiego schroniska nie ma problemu, maseczki nie obowiązują…

Zasyciwszy się ruszyłem dalej. Rozważałem nawet nocleg krzyżówce w Palaśu [płasko, dużo trawy...], ale było trochę za wcześniej. Postanowiłem maszerować do zmierzchu w kierunku Smrka, gdyż jutro planowana trasa wiodła granicą przez Kowadło do Borówkowej i być może nawet do Lądka i do auta. W pewnym momencie napotykam odbicie na Postawną. Na Rudawcu się bywało, a na Postawnej nigdy...ruszam!

Rozważałem nawet perwersyjny nocleg na szczycie Postawnej, ale tam głównie wysokie jagodziska i tereny mocno podmokłe i torfowiskowe… Wracając na ścieżkę graniczną widziałem sunące w moją stronę granatowe chmury znad Śnieżnika. Wiedziałem ,że nie umknę. Za kilka chwil zaczyna padać, rozbijam się awaryjnie zaraz przy ścieżce I tak fart, że miejsce jest w miarę...płaskie i suche…

Niestety jak zaczęło padać około 19-tej, tak padało przez całą noc, rano też padało…

Pogoda na dziś bez rewelacji, ma padać minimum do południa. Czuję, że nie zrobię ostatniego etapu [Smrk → Borówkowa]. Czekam do 7:00 i bez zmian – ciągły opad. Odwrót. Ale po śniadaniu!

Pakuję cały swój dobytek w namiocie, całość składam pod pobliskim drzewem i wyskakuję aby złożyć namiot. Ścieżka graniczna żegna mnie tak…

Plusem mojego połóżenia jest w miarę szybka możliwość ewakuacji do Bielic…

Kolejnym plusem jest możliwość obcowania w górną częścią Doliny Białej Lądeckiej...uwielbiam te tereny!



Ostatecznie zachodzę do Bielic, które są zdecydowanie moją ulubioną wioseczką w polskich górach! Po prawej klasyka – Kowadło!

I moja ulubiona chałupina w Bielicach…

Nie śpieszy mi się, mija mnie kilka aut jadących “w dół”, ale mam je w dupie, napawam się Bielicami. Przystaję przy kościele Świętych Wincentego i Walentego z 1799r.

Ostatecznie jakieś 100m za przybytkiem, który niegdyś był Chatą Cyborga, “wystawiam kciuk”. Zatrzymuje się dobry człowiek z Radomia. Robi wlaśnie kilka okolicznych szczytów do Korony Gór Polski. Dziś machnął już Kowadło i Rudawiec, w planach ma jeszcze Śnieżnik. Zwozi mnie do Stronia Śląskiego. W podzięce daję mu Studencką [kokosową]. W Stroniu w ciągu 5min łapię busa do Lądka. Ostatecznie od zwinięcia namiotu w rejonie Postawnej, do meldunku przy aucie mijają 3godz. W Stroniu wyłapałem jeszcze poniemiecki napis...chyba piekarnia..?

No cóż, górska cześć wycieczki dobiegła końca. Zabrakło mi tego ostatniego dnia. Żałuję Kowadła, bardzo lubię ten szczyt, żałuję “graniówki” z Postawnej do Przeł. Lądeckiej bo nigdy nie szedłem tego odcinka na raz. Żałuję “leśnego baru” nad wsią Zalesi [sporo czeskich dukatów przywiozłem z powrotem do domu].
W ramach podreperowania morale postanawiam pokręcić się jeszcze w dolinach…
Suplement
Wracając do domu postanowiłem zahaczyć o miejsce, do którego zawsze chciałem, a nigdy nie zaszedłem, mianowicie Żelazno. Chodziło mi głównie o pałac Hoffmanna. Pałac ten został wybudowany w stylu barkowym w latach 1797–1798 przez radcę królewskiego Franza Arbogasta Hoffmanna.

Frapowała mnie również ta wieża. Okazuje się, że jest to wieża mieszkalna wybudowana na przełomie XV/XVIw. Fundator budowy pozostaje nieznany, tak jak dokładna data budowy. Nie do końca opracowano również koncepcję funkcji, mówi się, że wieża pełniła funkcję średniowiecznej strażnicy, lub rycerskiej siedziby mieszkalnej.

Gdy przybywam do Kłodzka pogoda wyraźnie się poprawia, mam wyrzuty sumienia, że zlazłem z gór. Wchodzę na webkamerkę w Paprsku, ale tam cały czas dupówa… No nic, ja tymczasem jeszcze łażę i szukam perełek poniemicekiego Kłodzka.


Od tegorocznej zimy uważam, że warto zatrzymać się również w Bardzie Śląskim… Na pierwszy ogień idzie gotycki most na Nysie Kłodzkiej z XVIw


Nysa Kłodzka i zachodni grzbiet Gór Bardzkich.

Oczywiście nie może zabraknąć bardzkiej klasyki, czyli Bazyliki Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny. Jest to kościół pocysterski nad Nysą Kłodzką wzniesiony w latach 1686–1704 za rządów opata Augustyna Nedecka według projektu Michała Kleina. Od 2004 Metropolitalne Sanktuarium Matki Bożej Strażniczki Wiary Świętej i od 2008 bazylika mniejsza .

Oczywiście będąc w Bardzie, nie sposób nie zerknąć w kierunku kalwarii i słynnego obrywu.

Nigdy nie bylem w Ząbkowicach Śląskich. Kuszą reklamy krzywej wieży, ale ta nie robi jakiegoś specjalnego wrażenia...za to neogotycki ratusz z 1864r jest naprawdę ładny.

To już moje ostatnie podrygi, żegna mnie Kłodzka Góra w Górach Bardzkich, bawiłem tam zimą tego roku, niestety w totalnej mgle…


A tym roku już dwukrotnie były Sudety. Czas na Beskidy...jesień?