A propo szalonych wypraw, to zdarzały mi się (kilka lat temu) takie oto, jednodniowe wycieczki (w ramach mojego projektu "dwa razy w jeden dzień wejśc na kolosa")
1. Przyjazd rano do Karpacza, wejście na Śnieżkę przez Kocioł Łomniczki(1000 m przewyższenia), zejście, a ściślej zejściozbieg do Pecu przez Ruzohorky, tu pyszny obiadek (smażony serek) z widokiem na Studnicnią horę i Śnieżkę , następnie wejście na Śnieżkę Obrim dolem (już przy pomocy kijków - 800 m przewyższenia)

i zejście ze Śnieżki do Karpacza przez Sowią Przełęcz - tu nocleg.
2. Przyjazd rano do Jagniątkowa, atak szczytowy na Wielki Szyszak, zejście z niego do Spindleruv mlyna przez Labsky dul, tu brak obiadku, a więc brak odpoczynku, ponowne wejście na Wielkiego Szyszaka przez Martinovkę i zejście ze szczytu na nocleg do Schroniska Pod Łabskim Szczytem.
3. Przyjazd rano do Międzygórza, wejście GSS na Śnieżnik, zejście ze szczytu do Stribrnic przez chatę Navrsi, atak na szczyt Śnieżnika przez skrzyżowanei szlaków U Kaplicky, po czym zejście ze Śnieżnika do Schroniska Na Śnieżniku, gdzie nocleg.
Oj, byłem wtedy piękny i młody.
