Nowa trasa - pętla z Oldrzychowic przez Kozinec i Ostry nad doliną rzeczki Tyra miała mieć 17-18 kilometrów, czyli teoretycznie pikuś. Zdawaliśmy sobie sprawę, że w górach jest jeszcze śnieg, ale jakoś to będzie, w czwórkę damy radę, a najwyżej ją skrócimy.
Dojeżdżamy w sobotę rano od Oldrzychowic, parkujemy pod sklepem i szybkie przygotowanie do wyjścia. Jeszcze piwko kupione w sklepie (pani sama się pytała, czy wypijemy pod drzwiami, ale grzecznie odmówiliśmy
Odbijamy z drogi na dość grząską ścieżkę, potem przez las - pojawia się śnieg, ale na razie niezbyt dużo, czasem jest trochę ślisko. Po niecałej godzinie docieramy do schroniska Kozinec, a właściwie restauracji przy asfaltowej szosie. Odpoczynek, pojenie i wybieramy trawers Ostrego od wschodu. Szlak biegnie po szlaku narciarskim, więc kiedyś jechał tutaj ratrak, ale śnieg jest grząski, mokry, idzie się coraz gorzej. Tempo spada, w dodatku zaczyna się chmurzyć, wiać, robi się chłodniej. Po dwóch godzinach, zmęczeni, docieramy do chaty Ostry. Trzeba coś zjeść, aby wyjść w trasę dalej -a przed nami, według tablic jeszcze z 9-10 kilometrów, czyli ponad połowa drogi. W niezbyt dobrych nastrojach wychodzimy z Ostrego już po 16 - szlak jest coraz bardziej grząski, idziemy jeszcze wolniej. Odcinek 1,5 kilometra pokonujmy ponad pół godziny - fatalne tempo... choć gonię do przodu, z tyłu słyszę tylko ciężki oddech Andrzeja. Jest wiadome, że przed 19, a może i 20 na Javorovy nie dotrzemy. Na rozwidleniu Pod Kaluznym zaczynamy czuć, że w butach robi się mokro... coraz nieciekawiej.
Mimo wszystko ruszamy dalej, odbijając ze szlaku zwykłego na narciarski - tablice domowej roboty informują, że pieszym wstęp wzbroniony, ale mamy to gdzieś - tą trasą jesteśmy w stanie skrócić o 2-3 kilometry, co w tych warunkach jest bardzo dużo. O 17.30, idąc coraz wolniej, w końcu stajemy. Jest sens dalej? Przy słabnącym tempie to możemy być w schronisku nawet i koło 22, o potwornym zmęczeniu nie mówiąc. Wrócić się na Ostry to tylko około 3 kilometrów... Szybka burza mózgów i odtrąbiamy odwrót. Co prawda uczucie niedosytu zostało, ale szybko zapadające ciemności i zbliżające się chmury deszczowe potwierdzają, że podjęliśmy dobrą decyzję.
W schronisku lekkie zdziwienie - "oni już tu byli"
nie jest źle, bufet czynny formalnie do 21 sprzedaje jeszcze gruba po 22
W sumie w sobotę z zaplanowanych 17-18 kilometrów przeszliśmy około 13... a zmęczenie było bardzo duże. Trasa pozostaje na zrobienie kiedyś, kiedy nie będzie śniegu.
Mimo wszystko, przynajmniej ja, jestem bardzo zadowolony. Nowe tereny, sympatyczne schronisko na Ostrym, widoki na Beskid Śląski, czeskie piwka i jedzonko... do minusów - irytujące zakazy spożywania własnych produktów w schroniskach, nawet tych prowadzonych przez KCT (choć do piersiówek się nie przyczepili
Dla tych, którzy doczytali do końca i nie zasnęli, informuję, że wkrótce pojawi się moja relacja i Eco