W drodze powrotnej mijaliśmy też stację turystyczną "Sobieski", gdzie bardzo się ucieszono na nasz widok. Końcowa część szlaku najpierw poszła ostro w dół, potem było równie ostre podejście pod górę, minęliśmy wieżę widokową, a Kaper zaliczył jeden ze szczytów KGP. Gdyby nie wpadka w kłusownickie sidła i kilka upadków, właściwie można by powiedzieć, że odbyłoby się bez strat. Na kolację i nocleg powróciliśmy do schroniska górskiego "U Kapra" - nie mieliśmy co prawda najwazniejszego atrybutu obozów wędrownych, jakim jest gitara, ale nie przeszkodziło to nam gromko śpiewać do jedzenia
Zainteresowanych zapraszam do galerii:
http://picasaweb.google.pl/Pudelek2009/ ... uexcmZ9wE#