Początkiem maja miałam okazję połazić troszkę po Alpach.
Za cel obraliśmy sobie najwyższy szczyt Austrii- Grossglocknera (3798m) od strony południowej.
Warunki były mocno zimowe, idealne na skitury. Właściwie od samego początku szliśmy w świeżym śniegu.... torowanie, torowanie, torowanie... Pogoda nie rozpieszczała więc do miejsca pierwszego noclegu szliśmy w gęstej mgle, widoków żadnych. Przy schronisku Studlhütte wyłonił się kawałek nieba.
Rozbicie domu, gotowanie śniegu, jedzenia i już trzeba było uciekać do śpiworów, bo zrobiło się okrutnie zimno. Pierwsza noc na takiej wysokości nie należy do najprzyjemniejszych... człowiek nie może zasnąć, budzi się co chwile, nie mówiąc już o sytuacji kiedy przyciśnie go fizjologia i trzeba wyjść z ciepłego śpiwora, nałożyć na siebie 3 warstwy ciuchów, wcisnąć zamarznięte buty na nogi i wyjść na całkiem spory mrozik.
Następnego dnia czekała nas przeprawa przez lodowiec Ködnitzkees. Nadal było mgliście, trochę świeżego śniegu i żadnych widoków. Na lodowcu szybkie wiązanie liną i monotonny spacer po płaskim.
Po przejściu lodowca droga prowadziła skalistą granią, ubezpieczoną wszelkiej maści żelastwem, aż do samego schroniska Erzherzog-Johann-Hütte. Niestety poręczówki w wielu miejscach były głęboko pod śniegiem, trzeba było je zastąpić linami, a to zajmowało troszkę czasu. Chwile przed zmierzchem staliśmy wpięci do liny, po kolana w śniegu, wiatr przenikał każdą warstwę ciuchów, palce u rąk przestawały współpracować z resztą ciała, po prostu się ich nie czuło. Pomimo że altimetry wskazywały 10 m w pionie do schroniska to nigdzie nie było go widać. Trzeba było czekać na poręczówkę... a każda minuta w tych warunkach koszmarnie się dłużyła... Kiedy ktoś krzyknął, że widać schronisko, chyba każdy z nas poczuł ulgę. Wykrzesanie resztki sił spowodowało, że niemal wbiegłam na górę byle tylko zaznać odrobinę ciepła. Wiedziałam już wtedy, że Wielki Dzwonnik nie jest dla mnie... nie tym razem.
Chyba najpiękniejszy widok całego wyjazdu. Winteroom w schronisku
Następnego dnia 6 osób wyruszyło na szczyt i go zdobyło, pozostała część ekipy rozpoczęła schodzenie. Pogoda wynagrodziła trudy poprzednich dni, widoki były zacne.

