A Królową Beskidów zaplanowaliśmy sobie na dzień następny. Popróbowaliśmy się z Akademicką Percią.
Kolejnego dnia dłuuuuuga i żmudna trasa do Schroniska PTTK na Hali Miziowej. Pogoda nieco siadła, ale to dobrze, bo trasa niezbyt widokowa, a w pochmurnej aurze szło się całkiem, całkiem. Jeszcze tylko wschodnia ściana Pilska, dłużący się trawers i jesteśmy w schronie.
Następnego dnia piękna pogoda…przez 1h, potem siada i z godziny, na godzinę jest coraz gorzej. :-/ Idziemy do Bacówki PTTK Pod Krawców Wierchem. Dochodzimy we mgle i deszczu. Całą noc wali deszcz, dmie wichura. To zmusza nas do łączności z Imć Mendlem. Ten daje jasny komunikat: „Dajcie radę, jutro poprawa pogody”. Po godzince mała koretka: „Jutro jeszcze kicha, pojutrze lampa”.
Jak Menel zapowiadał, tak było.
W kolejnym dniu, tak jak pisał Menel – „lampa”.
Kolejnego dnia miły spacerek z Przegibka do schroniska PTTK na Wielkiej Raczy, które było widoczne z każdej hali po drodze. Na Małej Raczy urocza hala, widać cały Beskid Żywiecki, Velky Rozsutec, Stoh…jakby na wyciągnięcie ręki, jakby za sąsiednią doliną.
Schronisko na Wielkiej Raczy mocno rozczarowujące…standard nawet poniżej standardu PTTK. Generalnie nie polecam. Dno.
Ostatni dzień w górach, to monotonny szlak do Zwardonia. Po drodze próbowaliśmy zlokalizować „Skalankę”, ale bez rezultatu. Gdzieś tam zobaczyliśmy sławojkę z hasłem o detonacji czy czymś podobnym, myśleliśmy, że chałupa niedaleko to „Skalanka”…ale jakoś tak odludnie tam było. Co poza tym? Schronisko PTTK Dworzec Beskidzki nad Zwardoniem zamknięty – remont.
Beskidów mamy na razie dość.