Pasmo Jaworzyny Krynickiej

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
Awatar użytkownika
seb_135
wędrowiec
Posty: 394
Rejestracja: 03-02-2009 21:31
Lokalizacja: Opole

Pasmo Jaworzyny Krynickiej

Postautor: seb_135 » 15-03-2011 11:56

"Dobry lokalizator nie jest zły"

Kilka tygodni przed wyjazdem to czas powolnego kształtowania się planu, kupowanie lokalizatora dla psa, rezerwacje w Bacówce nad Wierchomlą i Cyrli. Swoją drogą, gdy pierwszy raz widzę napis "prywatne", dostaję gęsiej skórki, ale po wizycie na stronie internetowej i wizycie na miejscu, przekonuję się, iż to naprawdę świetna kwatera.

czwartek 10 marca 2011

W związku z Dniem Uniwersytetu ogłoszone zostają godziny rektorskie, co pozwala nam wyjechać dzień wcześniej i dzięki temu urwać jeszcze trochę więcej czasu złemu tygodniowi. Przed 14. zbieramy się by odebrać jeszcze psi medalik od grawera, zjadamy pierogi w "Kubusiu" i o 15:31 wsiadamy w IR do Krakowa. W pociągu umilamy sobie czas kilkoma piwami, ale podróż i tak dłuży się niemiłosiernie. Na miejscu staramy się przebić przez labirynt dworców i galerii do sklepu spożywczego, w którym, na swoje nieszczęście i zgubę, zakupujemy 0,7 l wody ognistej z jęczmienia wydobytej pól. By była na całą noc i co by się na dworcu w Nowym Sączu nie nudzić. Jak przynajmniej co niektórzy mogą się domyśleć, nasze plany okazują się co najmniej naiwne. Oczywisty ten fakt wychodzi na jaw już po jakiejś godzinie, gdy butelka staje się niespodziewanie mniej więcej w połowie pusta. Około 22. opróżnia się magicznie całkiem i od wtedy wspomnienia stają się rozmyte i niejasne. Około wtedy też konduktor informuje nas o fakcie zamykania na noc dworca w Sączu. Perspektywa spędzania pięciu godzin na mrozie krzepi nas znacząco. Dyskutujemy o ważnych i mądrych sprawach. Po wysiadce na dworcu uderzamy do ochrony z zapytaniem o możliwość przenocowania jednak wewnątrz. Ze względu na mój stan upojenia alkoholowego i lekkiego jąkania się ochroniarza, nasza rozmowa do łatwych nie należy, gdyż obaj mamy spory problem z wyartykułowaniem swych roszczeń. Ostatecznie jednak pan okazuje się bardzo sympatyczny i, wyrzuciwszy na zewnątrz kilku pijaczków, nam pozwala zostać. Zapadamy na ławkach w coś jakby malignę, nastawiając budzik na czwartą.

piątek 11 marca 2011

Kilka godzin niespokojnego snu nie zmieniło specjalnie naszego stanu psychofizycznego, więc nad ranem pakujemy się chaotycznie, gdy Kofu zaprzyjaźnia się z, wpuszczonymi ponownie do środka, pijaczkami. Wsiadamy w Regio na Krynicę. Bartek zaczyna odczuwać syndrom zwany kacem i zasypia snem niesprawiedliwych. Ja natomiast oglądam Poprad, coraz jaśniej oświetlany wschodzącym słońcem wznoszącym się znad górskich szczytów, szczelnie niestety zakrytym chmurami. Mijamy tunel w okolicach Łopaty i wysiadamy w Muszynie. Zwalczywszy pokusę pójścia spać na dworcu, rozkładamy się na śniadanie i klinowe piwo pod sklepem.

bartek: "dzisiaj tylko piwko, dwa piwka. delikatnie wlewam, hamuje"

W ramach posiłku jajecznica na kiełbasie i pieczarkach. Przechodnie patrzą na nas dziwnie. Odbywam krótką rozmowę z panią sprzątającą kapliczkę. By dotrzeć do zielonego szlaku na Jaworzynę Krynicką, przebijamy się przez niewielką, lecz bardzo stromą górkę i już wiemy, że dzienna trasa w tym stanie będzie mordęgą. Zresztą, wszystko jest jakieś przytłumione i dziwne. Przerażony perspektywą srogiego kaca, hamuję dalej, Bartek cierpi. Pierwszy raz włączam też lokalizator, który okazuje się naprawdę niezłą inwestycją. Uspokajającą. Po drodze jeszcze po kubku cudownej wody i na szlak. Ten pnie się stromo w najlepsze, mijamy cerkiew i przez pola wchodzimy do lasu. Tam jest jeszcze bardziej stromo i w dodatku ślisko. Takim szlakiem idziemy jakieś trzy godziny, nieśmiało zaczyna przebijać się słońce. Na Jaworzynie Krynickiej, gdy Bartek czuje się już lepiej, mnie dopada potworny, straszliwy kac. Wszędzie mnóstwo narciarzy i chyba początki jakiejś imprezy plenerowej. Zjeżdżamy kolejką gondolową, żeby wypłacić parę groszy, ale nie udaje się to nawet a ja jestem coraz bardziej zielony i zasypiam na chwilę na łące. Wracamy na Jaworzynę, gdzie, myśląc, iż już jest lepiej, zjadam skrzydełka z kurczaka, które jednak niedługo potem muszę zwrócić Matce Ziemi. Później zmierzamy przez Runek do Bacówki nad Wierchomlą. Tam szybki meldunek i kima by dojść do siebie. Po przebudzeniu około 17. zjadamy kolację i zastanawiamy czy by nie zejść do Wierchomli tudzież Szczawnika pozwiedzać. Zaczynający kropić deszcz pomaga w podjęciu decyzji. Doprowadzamy się do porządku w łazience, wypijamy jeszcze po dwa piwa na lepszy sen siedząc we wspaniałej sali kominkowej przybytku. Świetne miejsce. Zasypiamy jakoś koło 20. by, przespawszy dwanaście godzin, wstać o ósmej następnego dnia...

sobota 12 marca 2011

...i zobaczyć naprawdę piękne słońce nad Halą. Śniadanie zjadamy w towarzystwie schroniskowego psa - Jogi, z którą Misiu wygrywa wiele pojedynków biegowych. Już uwolnieni od brzemienia kaca, żwawo zmierzamy z powrotem na Runek, by szlakiem grzbietowym wyruszyć w stronę Hali Łabowskiej. Osiągamy naprawdę niezłe tempo i wreszcie na dobre zaczynamy żyć górami. Na Hali Łabowskiej decydujemy się spróbować piwa Grybów, które okazuje się jednym z najlepszych, jakie kiedykolwiek miałem okazję kosztować, niestety nigdzie się już później nie udaje go znaleźć. Po wyjściu spotykamy dwóch panów, którzy chwalą psa, mówiąc, że jest "taki psowaty". Zachodzimy w głowę cóż to mogło znaczyć . Trasę znacząco wydłuża nam konieczność zejścia do Piwnicznej do bankomatu. Wybieramy szlak niebieski na zejście i żółty na powrót. Pierwszy okazuje się bardzo stromy i oblodzony, więc ciężko było by tam po ciemku wejść. Robi się coraz cieplej mi ładniej. Błotniściej też. Zszedłszy do Łomnicy myślimy, że to już, jednak nic bardziej mylnego. Na drodze do Piwnicznej jest jeszcze przecież Kicarz, pod którego trzeba podejść brodząc w błocie, będąc obszczekiwanym przez setki psów. W Piwnicznej, po zdobyciu gotówki, zmierzamy do restauracji "Pod Kasztanami", gdzie zamawiamy naprawdę ogromne pizze, których nie potrafimy zjeść i zabieramy część ze sobą. Na rynku przepakowanie i wyruszamy na poszukiwanie żółtego szlaku. Po drodze jeszcze po kubku cudownej wody, zakupy i w górę. Podczas tego podejścia zmagamy się, dla odmiany, z przejedzeniem, zgagą i potwornie ciężkimi plecakami. Robi się ciemno, więc zakładamy czołówki. Na szczęście po początkowych zawiłościach, dalej szlak prowadzi już, bardziej lub mniej twardą, drogą. To pozwala mniej więcej spokojnie zmierzać nim w górę. Pies ciągle trzyma się w zasięgu lokalizatora. Im bliżej jesteśmy grzbietu, tym ciemniej, zimniej, stromiej i wietrzniej się robi. Wiatr przegania wreszcie chmury i widać całkiem sporo gwiazd. Od skrzyżowania szlaków do Cyrli jest już jakaś godzina, więc pokonujemy tę trasę byle szybciej, mając już właściwie z górki. Na miejsce docieramy około 21., bierzemy prysznic, niemrawo popijamy i rozkładamy na łożu małżeńskim.

niedziela 13 marca 2011

Aby zdążyć na pociąg do Rytra musimy wstać około ósmej, co też czynimy. Zbieramy manele, wciskamy bolące już dość stopy w buty i ruszamy czerwonym w stronę doliny Popradu. Kolejne brodzenie w błotku, mniam. Z dworca w Rytrze biegnę jeszcze do bankomatu, bo lubię biegać w jeansach i ciężkich wojskowych butach, a co! Udaje się kupić bilety do samego Opola i już pozostaje czekać. W pociągu Bartek próbuje naprawić kosz, czym mnie bardzo rozbawia. Wjeżdżając na peron w Tarnowie, już wiemy, że to nie będzie przyjemna podróż. Wchodzę do końcowego przedziału przez inne drzwi i bardzo irytuję pana, któremu rzekomo depczę po rowerze. Trochę się ścinamy a później już tylko sielanka w rozgrzanym i przepełnionym pociągu przez półtorej godziny. W Krakowie jeszcze krótka wizyta w sklepie i zasiadamy w IR na Opole. Ten w Gogolinie się psuje, ale chwilę później zabiera nas następny, w którym już szpilki się nie wciśnie nawet. Ludzie kłócą się z konduktorem, my jednak kwitujemy to śmiechem, nie mając siły się denerwować. Do Opola docieramy około 20. i rozchodzimy do domów.

zdjęcia:

https://picasaweb.google.com/s1e3b5/Pas ... 013032011#
"following our will and wind we may just go where no one's been"

Awatar użytkownika
ecowarrior
stary wyga
Posty: 1008
Rejestracja: 28-10-2007 13:38
Lokalizacja: Zdzieszowice

Re: Pasmo Jaworzyny Krynickiej

Postautor: ecowarrior » 15-03-2011 15:27

seb_135 pisze:Ostatecznie jednak pan okazuje się bardzo sympatyczny i, wyrzuciwszy na zewnątrz kilku pijaczków, nam pozwala zostać. Zapadamy na ławkach w coś jakby malignę, nastawiając budzik na czwartą.

Trochę szkoda tych pijaczków :?
seb_135 pisze:Na Hali Łabowskiej decydujemy się spróbować piwa Grybów, które okazuje się jednym z najlepszych, jakie kiedykolwiek miałem okazję kosztować, niestety nigdzie się już później nie udaje go znaleźć

Piwko faktycznie wyborne, spróbuj poszukać w opolskiej almie :wink:

seb_135 pisze:Aby zdążyć na pociąg do Rytra musimy wstać około ósmej, co też czynimy

To ja z Cyrli, aby zdążyć na pierwszy pociąg zrywałem się już około 04 :D

A ten rarytasik gdzie zakupiony? Nie miałem jeszcze zaszczytu kosztować...
Obrazek

No to się nazywa strawa!! Mimo, że noszę ze sobą kuchenkę to na takie wyborne przyrządzenie jedzenia zawsze brakowało mi czasu...
Obrazek

Ba, już nieraz podczas jazdy do i z pracy w tych okolicach mi się zatrzymał... :?
Obrazek

Ogólnie rzecz biorąc super wypad przez urokliwe miejsca. A jaka atmosfera na Wierchomli? Dużo osób tam nocowało?

cezaryol
bardzo stary wyga
Posty: 2343
Rejestracja: 23-03-2007 19:32
Lokalizacja: Opole

Postautor: cezaryol » 15-03-2011 19:54

Widać, że wycieczka miała też wymiar duchowy... :wink:
https://picasaweb.google.com/s1e3b5/Pas ... 6728615298

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4996
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Pasmo Jaworzyny Krynickiej

Postautor: buba1 » 15-03-2011 20:58

ecowarrior pisze:
seb_135 pisze:Ostatecznie jednak pan okazuje się bardzo sympatyczny i, wyrzuciwszy na zewnątrz kilku pijaczków, nam pozwala zostać. Zapadamy na ławkach w coś jakby malignę, nastawiając budzik na czwartą.

Trochę szkoda tych pijaczków :?


kurcze!!! to sie chyba nazywa telepatia! ;) normalnie wlasnie identyczny komentarz mialam zamiar wpisac... ubiegles mnie..

seb_135 pisze:"Dobry lokalizator nie jest zły"

#


po ostatniej przygodzie to napewno dobra inwestycja! a co to jest? jak to dziala?

https://picasaweb.google.com/s1e3b5/Pas ... 8704697618
klimatyczny musial byc nocleg!

https://picasaweb.google.com/s1e3b5/Pas ... 5042724514
on ta siatke maskujaca nosi z jakiegos powodu czy tylko dla ozdoby?


https://picasaweb.google.com/s1e3b5/Pas ... 2531190850
on tak naprawde czy sobie jaja robi? ciezko wywnioskowac po wyrazie twarzy ;)

https://picasaweb.google.com/s1e3b5/Pas ... 8318760722
z drewniana podloga! sympatyczne - malo wiat tak buduja..
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "

na wiecznych wagarach od zycia...

Awatar użytkownika
ecowarrior
stary wyga
Posty: 1008
Rejestracja: 28-10-2007 13:38
Lokalizacja: Zdzieszowice

Re: Pasmo Jaworzyny Krynickiej

Postautor: ecowarrior » 16-03-2011 09:56

buba1 pisze:
ecowarrior pisze:
seb_135 pisze:Ostatecznie jednak pan okazuje się bardzo sympatyczny i, wyrzuciwszy na zewnątrz kilku pijaczków, nam pozwala zostać. Zapadamy na ławkach w coś jakby malignę, nastawiając budzik na czwartą.

Trochę szkoda tych pijaczków :?


kurcze!!! to sie chyba nazywa telepatia! ;) normalnie wlasnie identyczny komentarz mialam zamiar wpisac... ubiegles mnie..

Wszak to nie przypadek, że się kumplujemy :wink:


Wróć do „Relacje z wypraw”