Beskid Sądecki - Pieniny Małe - Beskid Sądecki 03-05.06.2011

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
Awatar użytkownika
ecowarrior
stary wyga
Posty: 1008
Rejestracja: 28-10-2007 13:38
Lokalizacja: Zdzieszowice

Beskid Sądecki - Pieniny Małe - Beskid Sądecki 03-05.06.2011

Postautor: ecowarrior » 19-06-2011 00:19

03.06.2011
Planowałem, kombinowałem i w końcu zdecydowałem. Tym razem Pieniny Małe i Beskid Sądecki z kropką nad „i” w Chatce pod Niemcową, chatce pamiętającej mnie sprzed kilku lat, gdy wśród śniegu i mrozu płonęło ognisko III Zlotu Beskidolubów....
Wyjazd zapowiada się mało optymistycznie, siedzę spocony w pracy, koszula nieprzyjemnie klei się do ciała, za oknem skwar i duchota, a przy biurku kusząco spoglądający plecak, który zdaje się szeptać: „eco, spiesz się, w życiu nie dojedziesz do Szczawnicy”.
Koniec końców zwalniam się z pracy o godzinkę stosując w ubikacji manewr przeobrażenia z Pana Andrzeja w ecowarriora. Dziś jedynym rozsądnym wyjściem dojazdu do Szczawnicy wydaje się łapanie stopa. Tak też czynię. Po paru niefortunnych próbach, parunastu bluzgach i parudziesięciu kurwowaniach na los i, wybacz Boże, przejeżdżające istoty ludzkie ostatecznie udaje się coś wychwycić na Krapkowice gdzie około 16:30 wskakuję na autostradę zatrzymując przejeżdżającego tirowca. Mam farta, niemiłosiernego farta. Kierowcom okazuje się być Piotrek mknący gdzieś z Czech na Katowice. Wita mnie słowami: „kolego czuj się jak u siebie, tutaj jest jedzenia tam woda mineralna, cola, a w lodówce zimne piwko” :) Kilometry powolutku mijały, dyskusje niespiesznie trwały i jakoś zeszliśmy na temat życia osobistego w którym jedną z swych wypowiedzi skwitowałem krótkim: „tak trochę to była i moja wina”. I w tym właśnie momencie mentorskim tonem zostaję pouczony, że „wszelkiemu niepowodzeniu mężczyzn są winne i wyłącznie kobiety oraz ich matki, bo źle uczyły za młodu” :D
Tak czy owak nowo poznany kolega załatwia mi przez siwi-radio przesiadkę, którą to praktycznie dojeżdżam do samej Szczawnicy. Tam witam się z Grzesiem, przepłukujemy gardła i czym rychlej, przytłoczeni miejskim gwarem, umykamy do schroniska pod Bereśnikiem, gdzie przy tlącym się ognisku siedzą jedyni turyści: Słoniu i Iwona. Kuszeni smażonymi kiełbaskami oraz toaścikiem domowej roboty Metaxy dosiadamy się tworząc czteroosobowy kolektyw :) Czas umyka sympatycznie i szybko, zdecydowanie za szybko, niczym chłodne piwo przy duszącym, porannym kacu. Przy akompaniamencie gitar i szantowo-górskich piosenkach dyskutujemy o wędrówkach, żeglarskich wojażach, czy też sympatycznych knajpkach Krakowa. Nie wiedzieć kiedy a zbliża się 3 przed którą to udajemy się na spoczynek.

04.06.2011
05:00 – zgodnie z wcześniejszym planem wstaję pospacerować i powitać budzący się dzień.
Obrazek
Uwielbiam zapach poranka, świeżego powietrza tuż po świcie, które nie jest jeszcze zmącone spalinami i zneutralizowane słonecznym skwarem (szkoda tylko, że tak rzadko korzystam z owego dobrodziejstwa). Przede mną wyłaniają się pojedyncze górskie masywy na tle pomarańczowego nieba, gdzieniegdzie wysepki starające się wydostać z uścisków porannych mgieł czy też parujące w oddali łąki. Słowa piosenki Dżemu „chwila, która trwa może być najpiękniejszą z twoich chwil” nabierają realnego kształtu, wydają się być nieśmiałą próbą zdefiniowania kłębiących się w mej głowie myśli.
Obrazek
Po spokojnym śniadanku schodzimy do Szczwnicy gdzie uzupełniamy zapasy i stosując skomplikowane manewry wyprzedzania turystów oczekujących na wyciąg mkniemy na Palenicę. Słońce skwarzy, chmur zbyt wiele nie ma jednak parujące powietrze wczorajszej ulewy skutecznie niweczy widoki na Tatry, które co jakiś czas starają się nieśmiało zaprezentować swe piękno.
Z rozkojarzenia wybija mnie spokojny i optymistyczny głos Grzesia : „Andrzej, zapraszam na piwo” :)
Skutkiem postoju na Palenicy zapada decyzja zdobycia w tym roku Rysów. Z schłodzonym podniebieniem i nowym planem mkniemy przez Szafranówkę na Wysoki Wierch.
Obrazek
U nas słońce i skwar, w Tartach deszcz i chmury. Pieninska pogoda dopisuje. Zdrowa, obfita zieleń, bogaty asortyment przeróżnych kwiatów, pasące się krówki i owce, gdzieniegdzie przebiegający pies pasterski czy spieczony słońcem baca wypiekający oscypki. Urokliwie. Przy Wysokim Wierchy łapie mnie chwila zadumy, wracam do złocistej jesieni 2008r, gdy przy niknących promieniach słońca przemierzałem ten odcinek szlaku wraz z Elą, Xagą i Kerajem.
Nieopodal schr. pod Durbaszką, przy pasterskiej bacówce, robimy przerwę na potężnego oscypka zapijanego domowym winem. Trochę dyskutujemy o piłce nożnej, porannym i wieczornym bieganiu, pozwalającym utrzymywać kondycję pomiędzy górskim wojażami czy też urodziwych białogłowych, które, daj Boże, sympatycznie byłoby dziś poznać :)
W schronisku się nie zatrzymujemy. Pieczątka, odznaka, jakiś lament zrezygnowanego turysty, że nie sprzedają piwa (ha, a było trzeba przeprowadzić wywiad środowiskowy i wziąć na zapas :D) a następnie ku Durbaszce.
Obrazek
Tam rozpoczynającą się sielankę raptownie przerywają głuche grzmoty, które nieubłaganie mkną w naszą stronę :? Zbieramy się i czym prędzej ruszamy ku Wysokiej, mieszczącej się na granicy polsko-słowackiej, będącej jednocześnie najwyższym szczytem całych Pienin i Pienińskiego Pasa Skałkowego.
Na platformę widokową dochodzimy samotnie, turyści już dawno poznikali. Wokół rysują się pejzaże przywołujące na myśl wizje apokalipsy, przejawiające się nagłym zanikiem światła, głuchymi grzmotami i południowo - wschodnim wiatrem, przypominającym wściekle budzących się do życia pradawnych słowiańskich bogów.
Obrazek
Zostajemy oszczędzeni, burza i gradobicie przemyka bokiem a my tymczasem kierujemy się do Wąwozu Homole, gdzie, spod bazy namiotowej skpb dochodzą przyjemnie łechtające wyobraźnię zapachy ogniska. Dziwnym się wydaje przedwczesne otwarcie pola namiotowego. Jak się okazuje SKPB Łódź obchodzi XXX-lecie istnienia, skutkiem czego młodzież, i nie tylko, przyjechała uczcić chwalebną tradycję górskiej przygody swego Koła.
Schodząc „polskimi Hornymi i Dolnymi dierami” wspominamy zeszłoroczną wyprawę przez wąwozy Malej Fatry. Szumiące potoki, śpiew ptaków, zieleń, kwiaty, brak turystów pozwala wyzwolić spokój i zadumę nad otaczającą nas przyrodą oraz ulotnością chwili, która za kilka dni, tygodni, lat będzie jedynie fotograficznym wspomnieniem, podróżą w przeszłość, młodego turysty, ojca czy też dziadka, z łezką w oku wspominającego dawnych przyjaciół, współtowarzyszy dzikiej przygody i wypraw zamierzchłych czasów.
W Jaworkach dokonujemy przyspieszonych zakupów i prowadzeni węchem docieramy do naszego małego nieba - smażalni pstrągów :D Rozwodzić się nad bukietem smaków, które zaatakowało nasze podniebienia byłoby pastwieniem się nad drogimi Forumowiczami. Powiem jedynie, że tak wybornie usmażonej i podanej rybki dawno nie jadłem. Skutkiem uzupełniona sił znakomitą strawą oraz napitkiem bez chwili zawahania rozstajemy się z dwudziestozłotowymi banknotami i chyżo ruszamy ku Wielkiemu Rogaczowi. W okolicach Ruskiego Wierchu rozkoszujemy się ostatnimi ukośnymi promieniami złocistego słońca, topiącymi się nad białawą powłoką jaworskich mgieł.
Obrazek
Znużeni wędrówką do Chatki pod Niemcową docieramy około 23. I tam czeka nas miła niespodzianka. Wokół płomieni wieczornego ogniska, przy dźwiękach gitar, dzielnie wspieranych piosenką turystyczną, trafiamy na wesołą ekipę z Krakowa, która to przywędrowała na Niemcową celem obchodzenia kolejnej „18” Asi :) Zrzucamy plecaki i częstowani kolejnymi kieliszeczkami rozpoczynamy wielogodzinne dysputy nt m.in. górskich wędrówek, morza, pieczątek, studiów, autostopowych podróży, planów i marzeń na przyszłość czy zbliżającego się Festiwalu Piosenki Turystycznej KROPKA w Głuchołazach. O 24 odśpiewujemy „sto lat”, składamy życzenia solenizantce i wracamy do urodzinowego ciasta :) Ni stąd, ni zowąd zaskakuje nas ciemnoczerwona łuna zwiastująca leniwie nadciągający świt. Nie pozostaje nam nic innego aniżeli odśpiewanie „czwartej nad ranem”, po czym powolutku, jedni za drugimi udajemy się na zasłużony spoczynek. Oczęta zamykamy na łące, naprzeciwko wschodzącego słońca, otuleni bagażem wspomnień i nowo poznanych znajomości, pośród delikatnego szemrania porannej rosy oraz śpiewu budzących się ptaków.

05.06.2011
Około 08, przygaszeni kończącym się wypadem schodzimy do Piwnicznej, a raczej taki mamy zamiar. Przysmażani niemiłosiernym skwarem, nie wiedzieć gdzie i jak odbijamy na Kosarzyska, skąd sprawnie dostajemy się do Nowego Sącza, Krakowa i w końcu domu...

Dziękuję współtowarzyszowi wędrówki, przyjaznym stopowiczom, którzy może kiedyś przeczytają me wspomnienia oraz gronu wspaniałych osób z Bereśnika i spod Niemcowej za umożliwienie dotarcia do celu, pełną wesołych przygód i anegdot trasę, mile spędzone wieczory, wspólne rozmowy, przyśpiewki, wsłuchiwanie się w dźwięki gitar, wpatrywanie w płomienie ogniska, senne oczekiwanie poranka, wyborne ciasto oraz zielonkawe kieliszeczki :)
Do zobaczenia gdzieś i kiedyś...
https://picasaweb.google.com/1029948676 ... 0305062011

cezaryol
bardzo stary wyga
Posty: 2343
Rejestracja: 23-03-2007 19:32
Lokalizacja: Opole

Re: Beskid Sądecki - Pieniny Małe - Beskid Sądecki 03-05.06.

Postautor: cezaryol » 19-06-2011 21:36

ecowarrior pisze:Obrazek

Świetnie wyszło. Niczym olej któregoś z flamandzkich mistrzów ( takie jakieś skojarzenie ), tylko że oni nie mieli takich fajnych gór :)

Awatar użytkownika
Taja
stary wyga
Posty: 1268
Rejestracja: 15-04-2007 15:06
Lokalizacja: Poznań

Postautor: Taja » 19-06-2011 21:51

Eco, poszalałeś z tymi zdjęciami! Piękne! :D :D :D Z relacji wnioskuję, że chyba odczuwasz jakiś brak białogłowy...? ;) Ale ryba time za to była, i to jaka wyborna! :D

Awatar użytkownika
ecowarrior
stary wyga
Posty: 1008
Rejestracja: 28-10-2007 13:38
Lokalizacja: Zdzieszowice

Postautor: ecowarrior » 20-06-2011 07:00

Dzięki, warunki pogodowe do podziwiania widoczków i pstryknięcia paru zdjęć rewelacyjne. Grzechem byłoby nie skorzystać :)

Z relacji wnioskuję, że chyba odczuwasz jakiś brak białogłowy...? Wink Ale ryba time za to była, i to jaka wyborna! Very Happy

I tutaj mnie masz! Wszelkie absencje białogłów są zastępowane mą drugą miłością - rybami :D

Awatar użytkownika
Taja
stary wyga
Posty: 1268
Rejestracja: 15-04-2007 15:06
Lokalizacja: Poznań

Postautor: Taja » 20-06-2011 11:22

Wg Freuda to takie coś nazywa się sublimacją :wink:

Red-Angel
podróżnik
Posty: 186
Rejestracja: 25-12-2010 23:26
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: Red-Angel » 20-06-2011 20:08

Bardzo ładne zdjęcia, podobają mi się.

Waldi 449
podróżnik
Posty: 200
Rejestracja: 12-12-2009 22:24
Lokalizacja: Nowa Ruda

Postautor: Waldi 449 » 20-06-2011 20:25

..znając Ciebie wszystko zapiąłeś na ostatni guzik-super wyprawa,super relacja i super zdjęcia....tworzycie z Grzesiem bardzo ciekawy duet szwendaków,rozumiecie się bez słow co nie często teraz się zdarza...czytając Twoje relacje chocby cząstkowa czuję się jakbym był tam razem z Wami ...ja niestety znowu jestem uziemniony(założoną mam ortezę do kolana w postaci buta) skutkiem grudniowego zwichnięcia stawu skokowego...pozostało mi jedynie czytac Wasze relację i tęskno mi na szlak ..pomału zaczynam tracic cierpliwosc tak długo to trwa...pozdrówka ...
życie jest piękne ale jest tylko jedno...

kata
podróżnik
Posty: 128
Rejestracja: 18-06-2011 13:33
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: kata » 20-06-2011 21:01

piękniaszcze zdjęcia! aż mi nogo same przebierają przed kompem!

kata

Awatar użytkownika
Michał
Moderator
Posty: 2050
Rejestracja: 15-12-2007 02:18
Lokalizacja: Kędzierzyn Koźle

Postautor: Michał » 20-06-2011 23:05

hejka, jak długo byłeś? Widzieliście jakieś zacne bacówki ogólnodostępne?
pzdr

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4996
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Beskid Sądecki - Pieniny Małe - Beskid Sądecki 03-05.06.

Postautor: buba1 » 03-07-2011 13:40

ecowarrior pisze:Słowa piosenki Dżemu „chwila, która trwa może być najpiękniejszą z twoich chwil” nabierają realnego kształtu, wydają się być nieśmiałą próbą zdefiniowania kłębiących się w mej głowie myśli.


podczas ostatniego wyjazdu te slowa wciaz mi graly w glowie... i nie moglam sobie przypomniec czyja to piosenka...

ecowarrior pisze:05:00 – zgodnie z wcześniejszym planem wstaję pospacerować i powitać budzący się dzień.


niezmiennie podziwiam ludzi ktorzy pija i imprezuja do 3 a potem o 5 wstaja na wschod slonca!! ja do nich niestety nie naleze, ale niesamowicie zazdroszcze hartu ducha!!! :D

ecowarrior pisze:Z rozkojarzenia wybija mnie spokojny i optymistyczny głos Grzesia : „Andrzej, zapraszam na piwo” Smile

grzes to zawsze cos madrego wymysli!!!! :D


https://picasaweb.google.com/1029948676 ... 5175479410
nie baliscie sie ze wam je ktos za..teguje??

https://picasaweb.google.com/1029948676 ... 4467462674
pogoda wam niezle przedstawienie zafundowala!


https://picasaweb.google.com/1029948676 ... 7739624482
biegnac na oslep pewnie nawet nie zauwazyli...

https://picasaweb.google.com/1029948676 ... 5720377250
dopiero na tym etapie wedrowki???


https://picasaweb.google.com/1029948676 ... 9317252194
ja bym wybrala ta drewniana wanne :-)


https://picasaweb.google.com/1029948676 ... 2282895138
odblaskowo zielone??? co to bylo?? :shock:
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "

na wiecznych wagarach od zycia...


Wróć do „Relacje z wypraw”