Mała Fatra Luczańska 23-26.06.2011

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
Awatar użytkownika
Ariel Ciechański
obieżyświat
Posty: 846
Rejestracja: 17-11-2008 10:54
Lokalizacja: Skierniewice

Mała Fatra Luczańska 23-26.06.2011

Postautor: Ariel Ciechański » 02-07-2011 13:03

Prolog
Jako że długie weekendy w polskich górach bywają przeżyciem coraz bardziej traumatycznym postanowiliśmy z Agnieszką wyruszyć poza granice Polski. Mój wzrok od kilku lat kierował się ku Niżnym Tatrom, stąd też pierwotna koncepcja wyjazdu w to pasmo. Im było jego bliżej, tym bardziej stawało się jasne, że zdecydowanie będzie za mało czasu na wędrówkę po całym paśmie. Wycieczka po jego części też nie wydawała się opcją, stąd nasz wzrok powędrował bliżej Polski, a mianowicie ku znanej powszechnie Małej Fatrze, ale nie tej eksplorowanej coraz częściej przez Polaków Krywańskiej, ale jej sąsiadce przez Dolinę Wagu - Luczańską. Sensownym wydawało się nam rozpoczęcie wędrówki na Fackowskim sedle i kontynuowanie jej w kierunku Streczna.

W środę 22 czerwca dzierżąc w portfelach miejscówki wyruszyliśmy pociągiem "Chopin" w kierunku czeskiego Bohumina, gdzie w środku nocy mieliśmy zaplanowaną przesiadkę w kierunku Zyliny. Jednak już dworzec Centralny zaczął boleśnie weryfikować nasze plany - nasz ulubiony opearator zafundował nam 60 minut czekania na skomunikowanie z pociągiem z Wilna. W końcu powoli ruszyliśmy z Warszawy. I tak dotoczyliśmy się do Tychów, gdzie wsiąkliśmy na dobre 4,5 godz. oczekując na posprzątanie torów po nawałnicy, która przeszła tego wieczora po okolicy. O postawie drużyny konduktorskiej można by się dużo rozpisywać - ja się ograniczę do jednego. Ani kierowniczka pociągu, ani konduktor nie posługiwali się językiem angielskim, a rola tłumaczy spadała na podróżnych...

W końcu dotoczyliśmy się do Bohumina, gdzie dopiero po 1,5 h udało się złapać pociąg do Żyliny. W Żylinie meldujemy się tuż po 10.20 (zamiast drobiazg 7 godzin wcześniej). Akurat czasu tyle, żeby na szybko wyskoczyć do sklepu górskiego po upragnione czeskie kraciste spodnie trekingowe Rejoice w rozmiarze XXL. Idziemy na dworzec SAD. Tu wpadam jeszcze na pomysł odwiedzin w WC. Szybki krok, nie zauważam wysokiego krawężnika i jakby było mało nieszczęść na dziś ląduje jak długi na betonie drąc moje Nevady, a przede wszystkim zdrowo się obcierają na dłoniach i kolanach. Jakoś się zbieram, zaliczam WC i o 10.55 wyruszamy w kierunku Fackovskiego sedla.

Dzień pierwszy - 23.06.2011
Na przystanku autobusowym na Fackovskim sedlu Agnieszka fachowo opatruje moje rany, a ja uprawiam krawiectwo próbując przywrócić moje Milówki do użyteczności. Po zakończeniu tych czynności dochodzimy do wniosku, że mając w perspektywie trzy dni w górach na własnej kuchni warto się posolić porządnie w pobliskim Szałasie Klak. W końcu około 14 powoli ruszamy w kierunku Klaka, który już odsłonił nam swoje oblicze.

Obrazek

Po blisko 2 godzinach nieśpiesznej wędrówki mijamy miejsce, gdzie niegdyś stało schronisko. Jak wyglądało dowiadujemy się umieszczonej obok na skale reprodukcji.

Obrazek

W końcu szczytujemy - wpisujemy się do książki szczytowej, odszukujemy wpisy Menela i spółki z forum NPM, cieszymy oczy rozległymi widokami, a nawet łapiemy chwilę drzemki.

Obrazek

Droga na Vricańskie sedlo, gdzie zaplanowaliśmy dzisiejszy nocleg jest pełna stromych i śliskichdupozjazdów. Na jednym z nich oczywiście Nevady mówią znowu trach. W końcu docieramy na przełęcz. Ja po zarwanej nocy ledwo powłóczę nogami. Dlatego znaczna część obowiązków spada na Agę, której dane było w pociągu trochę pospać. Ostatkiem sił wyruszam na poszukiwanie źródła, które według mapy Harmanca jest tuż przy czerwonym szlaku. Otóż nic bardziej mylnego. Do źródełka jest dobre 50 metrów w pionie i jakieś 300 m w poziomie po stromej ścieżce, którą do Sirokiej Doliny. Zjadamy szybką kolację i zaczyna się burza. Ta nam nie przeszkadza. Momentalnie zasypiamy.


Dzień drugi 24.06.2011
Śpimy dość długo - w końcu koło 9 rana budzą nas głosy sporej grupy słowackiej, która przyszła z dolin. Z wygrzebaniem z bambetli czekamy aż sobie pójdą. W końcu idą. Śniadanko, ablucja w ledwie cieknącym źródełku, szycie portek ;-) (ostatnie na tej wyprawie) i około południa wyruszamy dalej.

Obrazek

Powoli drapiemy się na Skałki Luczańskie. Tu również widoki nam się bardzo podobają.

Obrazek

Na jeśli mnie pamięć i exfiy nie mylą docierają do nas metaliczne rytmiczne dźwięki. Czyżby dane nam było spotkać kierdel owiec?? Szybko jednak okazuje się, że zbliża się do nas owszem stado, ale raczej rogacizny ;-).

Obrazek

Po dalszym marszu docieramy w końcu na sedlo pod Hnilickou Kicerou. Warunki biwakowe są tutaj wyśmienite, ławka, stół dwa miejsca na ognisko, a przede wszystkim bardzo wydajne źródło zaledwie 2-3 minuty po płaskim, na dodatek oznakowaną ścieżką. Niestety jesteśmy tutaj zawcześnie...

Przed nami clue piątkowego programu. Sapiąc, dysząc, ślizgając się niemożebnie wdrapujemy się na Hnilicką Kiczerę. Nachodzi nas refleksja, że bez kijków byśmy nie dali rady. W końcu zasapani szczytujemy łapiąc w obiektywy otaczające krajobrazy, w tym kłaka nawiedzonego zaledwie 24 h wcześniej...

[img]https://lh3.googleusercontent.com/-ks6quTSimG4/TghGCk1E-II/AAAAAAAANys/jlO_-lM_b7M/s600/DSC01364.JPG[[/img]

Lasem udajemy się dalej. Cel Majbikova sedlo, gdzie mamy zaplanowany nocleg.

Obrazek

Trochę klucząc w końcu osiągamy nasz cel. Źródełko jest dość daleko i nisko więc urządzamy sobie dzień dziecka :-] i po zupkach "chińskich" idziemy spać.

Dzień trzeci - 25.06.2011
W sobotę tym razem wstajemy o ludzkiej porze. Pogoda na dwoje babka wróżyła, więc o 10 ruszamy w kierunku Hornej Luki. Tuż przed wyjściem na kopułę szczytową atmosfera gęstnieje i zaczyna kropić. Zaszywamy się w krzakach, ale kolejny grzmot uświadomił nam, że jeszcze 5-7 ,minut i lądujemy w Grandhotelu Partizan. W strugach deszczu i gradu dopadamy ten na szczęście pusty przybytek.
Cieszymy wzrok jego luksusowym wnętrzem.

Obrazek

i wyszukaną architekturę...

Obrazek

a hotelowa kuchnia już szykuje wykwintne potrawy.

Obrazek

A na stryszku ciągle "coś" hałasuje (nadal nie wiemy co to było).
Warto dodać, że przy hotelu funkcjonuje luksowe spa ;-) i bardzo wydajne źródełko.
Na szczęście się przejaśnia i postanawiamy ruszyć dalej na Velkou Luke. W międzyczasie przybywa czeski turysta. Chwila rozmowy i każdy rusza w swoją stronę.

Obrazek

Docieramy na Veterne, które w pełni zsasługuje na swoją nazwę :-]. Podziwiamy widoki...

Obrazek

i ruszamy dalej

Obrazek

Pewną przeszkodę stanowią rozległe kałuże po kolana, które niekiedy trzeba omijać forsując kosówkę.

Obrazek


Niestety im bliżej Velkiej Luki tym pogoda gorsza :-(

Obrazek

Jako, że jest dość późno i jutro mamy mało czasu decydujemy się zejść z hrebeniovki i udać się na nocleg do Chaty Martinske Holie. Nie bez znaczenia było, że przed powrotem wypadało się troszkę ogarnąć.

W Chacie totalne pustki. Pytamy o cenę noclegu - 13 euro jakoś przeżywamy... A jak oglądamy pokój nawet nam się humory poprawiają - dostajemy w sumie za 26 euro/2 osoby dwupokojowe studio z łazienką. Można się wreszcie wykąpać. Obsługa też puszcza ogrzewanie :-).
Schodzimy do bufetu, gdzie na szklaneczkami piwka i kofoli spędzamy sympatyczny wieczór w totalnie pustym schronisku.

Obrazek

dzień czwarty - 26.06.2011
Niedziela została przeznaczona na zejście do Martina i popołudniowy powrót do Polski. W nieco ponad dwie godziny schodzimy do Martina. Po 10 minutach autobus zawozi nas do centrum Martina skąd kolejnym jedziemy do Vrutek. Tu kofola w dwrocwym pubie Vyhrevna i bez przeszkód z obiadem w greckiej restauracji w Bohuminie wracamy do Polski.

Epilog
Wybór Słowacji na górski długo weekendowy wypad był strzałem w "10". Mała Fatra Luczańska okazała się górami praktycznie pustymi. Przez dwa pierwsze dni w na szlaku nie spotkaliśmy nikogo. W sobotę trzech turystów plus grupę młodzieży ze sprzętem biwakowym.
Drugim świetnym wyborem było iście od Fackovskiego sedla ku Velkiej Luce, co umożliwło pokonanie większości stromizm w bardzije korzystnym kierunku.
Galeria na Picasie jest T U

Awatar użytkownika
ecowarrior
stary wyga
Posty: 1008
Rejestracja: 28-10-2007 13:38
Lokalizacja: Zdzieszowice

Postautor: ecowarrior » 02-07-2011 17:05

Ariel Ciechański pisze:Szybki krok, nie zauważam wysokiego krawężnika i jakby było mało nieszczęść na dziś ląduje jak długi na betonie drąc moje Nevady, a przede wszystkim zdrowo się obcierają na dłoniach i kolanach.

No to "ładnie" przypieczętowałeś początek wyprawy :wink:
Gdyby mi się to przytrafiło to plugawiłbym z pół dnia...

Ariel Ciechański pisze:Ostatkiem sił wyruszam na poszukiwanie źródła, które według mapy Harmanca jest tuż przy czerwonym szlaku. Otóż nic bardziej mylnego. Do źródełka jest dobre 50 metrów w pionie i jakieś 300 m w poziomie po stromej ścieżce

Właśnie lustruję mapę i faktycznie, źródło powinno być rzut beretem, na odbijającym żółtym szlaku, z tym, że żadnego przewyższenie nie widać...

No proszę, wg tego co opisujesz oraz przedstawiasz na fotkach zarówno o sedlu pod Hnilickou Kicerou jak i Grandhotelu Partizan warto pomyśleć w razie planowania wyprawy (być może nawet tegorocznej :D )

Czad, czad, czad!
Grandhotelu Partizan jest widoczny z szlaku czy trzeba się napocić aby go znaleźć?
Obrazek

Podsumowując trzeba rzec, że widoki mieliście wyśmienite a i swój spokój odnaleźliście...

Awatar użytkownika
Ariel Ciechański
obieżyświat
Posty: 846
Rejestracja: 17-11-2008 10:54
Lokalizacja: Skierniewice

Postautor: Ariel Ciechański » 02-07-2011 17:27

ecowarrior pisze:Czad, czad, czad!
Grandhotelu Partizan jest widoczny z szlaku czy trzeba się napocić aby go znaleźć?


Andrzeju, Grand Hotel widać świetnie z zielonego szlaku odbijającego w lewo na Hornej Luce. Do samego schronu prowadzi dość dobrze wydeptana ścieżka.


Awatar użytkownika
Michał
Moderator
Posty: 2050
Rejestracja: 15-12-2007 02:18
Lokalizacja: Kędzierzyn Koźle

Postautor: Michał » 03-07-2011 01:13

ecowarrior pisze:
Ariel Ciechański pisze:Ostatkiem sił wyruszam na poszukiwanie źródła, które według mapy Harmanca jest tuż przy czerwonym szlaku. Otóż nic bardziej mylnego. Do źródełka jest dobre 50 metrów w pionie i jakieś 300 m w poziomie po stromej ścieżce

Właśnie lustruję mapę i faktycznie, źródło powinno być rzut beretem, na odbijającym żółtym szlaku, z tym, że żadnego przewyższenie nie widać...

Grandhotelu Partizan jest widoczny z szlaku czy trzeba się napocić aby go znaleźć?


Spokojnie, jest 5 min w kierunku Martina od rozwidlenia szlaków

Ha, ha , też onegdaj odpokutowałem swoje grzechy z tym źródełkiem. Kosztowało mnie to godzinę, a w drodze powrotnej ze źródełka, połowę wody wypiłem.
Wogóle w Luczańskiej jest kiepsko z wodą. Ale w obliczu zmian ekologicznych, w których górach teraz nie jest kiepsko z wodą?
Eco, ze szlaku do źródełka jest w dół, ale w drodze powrotnej na szlak wypluwasz płuca :x
Łaaaaaa, Grand Hotel Partizan, jakże moje oczy się ucieszyły, widząc, że dalej stoi :lol:
Z tę bacówką mam bardzo miłe wspomnienia.
Pojechaliśmy z kumplem jakieś 10 lat temu w Luczańska VF, na kilka dni, z tym, że on się po dwóch dniach miał zwinąć, a ja chciałem jeszcze solo pochodzić. Wszystko było OK, tylko, że pojechałem przeziębiony. No, ale umówiłem się, to nie chciałem dać d.... W górach okazało się, że jestem regularnie chory, miałem gorączkę, bolało gardło, i kompletnie nie miałem motywacji do łażenia po górach. Jakoś dowłóczyłem się przez dwa dni do Grand Hotel Partizan, kumpel zjechał do domu, a ja zostałem w bacówce. Rano jakoś zmobilizowałem się, i kwękając zszedłem do wioski coś kupić do jedzenia, nie pamiętam nazwy, ale nie w kierunku Martina, tylko pod drugiej stronie przełęczy. Oprócz żarcia kupiłem butelkę słowackiego "umu", z cyklu wyrobów rumopodownych o aromacie zależnym od tego, co wcześniej wieźli w cysternie, benzynę, czy ropę :wink:
Wieczorem rozpaliłem w piecu, a ponieważ z bólu gardła nie mogłem zasnąć, to z braku laku zająłem się butelką umu.
Nie wiem, jak to się stało, ale do rana wytrąbiłem całą flaszkę. Ale efekt był zdumiewający. Co prawda kaca miałem potwornego, ale choróbsko przeszło jak ręką odjął :D Nie wiem czy za sprawą alkoholu, czy raczej dodatków chemicznych, albo pozytywny wpływ mikroklimatu Grand Hotel Partizan ale kuracja zadziałała oszałamiająco.
ZTCP, to potem zrobiłem jeszcze trasę, jak nowo narodzony.
Niedawno, przy planowaniu wojaży wiosennych był brany pod uwagę wyjazd w Luczańską VF i po wielu latach ponowny nocleg w Grand Hotel Partizan ale niestety sprawa upadła.

Awatar użytkownika
Taja
stary wyga
Posty: 1268
Rejestracja: 15-04-2007 15:06
Lokalizacja: Poznań

Postautor: Taja » 03-07-2011 13:50

Ariel, niezłą wyprawę urwaliście! :D Piękne tereny!

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 5000
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Postautor: buba1 » 03-07-2011 14:08

Ariel Ciechański pisze:
ecowarrior pisze:Czad, czad, czad!
Grandhotelu Partizan jest widoczny z szlaku czy trzeba się napocić aby go znaleźć?


Andrzeju, Grand Hotel widać świetnie z zielonego szlaku odbijającego w lewo na Hornej Luce. Do samego schronu prowadzi dość dobrze wydeptana ścieżka.


ale fajne miejsce!!! :D :D :D
eco, kiedy tam jedziemy??

Michał pisze:[Łaaaaaa, Grand Hotel Partizan, jakże moje oczy się ucieszyły, widząc, że dalej stoi Laughing
Z tę bacówką mam bardzo miłe wspomnienia.
Pojechaliśmy z kumplem jakieś 10 lat temu w Luczańska VF, na kilka dni, z tym, że on się po dwóch dniach miał zwinąć, a ja chciałem jeszcze solo pochodzić. Wszystko było OK, tylko, że pojechałem przeziębiony. No, ale umówiłem się, to nie chciałem dać d.... W górach okazało się, że jestem regularnie chory, miałem gorączkę, bolało gardło, i kompletnie nie miałem motywacji do łażenia po górach. Jakoś dowłóczyłem się przez dwa dni do Grand Hotel Partizan, kumpel zjechał do domu, a ja zostałem w bacówce. Rano jakoś zmobilizowałem się, i kwękając zszedłem do wioski coś kupić do jedzenia, nie pamiętam nazwy, ale nie w kierunku Martina, tylko pod drugiej stronie przełęczy. Oprócz żarcia kupiłem butelkę słowackiego "umu", z cyklu wyrobów rumopodownych o aromacie zależnym od tego, co wcześniej wieźli w cysternie, benzynę, czy ropę Wink
Wieczorem rozpaliłem w piecu, a ponieważ z bólu gardła nie mogłem zasnąć, to z braku laku zająłem się butelką umu.
Nie wiem, jak to się stało, ale do rana wytrąbiłem całą flaszkę. Ale efekt był zdumiewający. Co prawda kaca miałem potwornego, ale choróbsko przeszło jak ręką odjął Very Happy Nie wiem czy za sprawą alkoholu, czy raczej dodatków chemicznych, albo pozytywny wpływ mikroklimatu Grand Hotel Partizan ale kuracja zadziałała oszałamiająco.
ZTCP, to potem zrobiłem jeszcze trasę, jak nowo narodzony. .


piekna historia!!! widac um wybil wszystkie bakterie i wszystko inne co w tobie zylo :D
Zupelnie tak samo leczylismy sie z toperzem zeszlej wiosny jak zaszkodzil nam w Kerczu czeburiek. I z podobnym pozytywnym skutkiem :-)

moze jakis mini zlot bysmy tam zrobili w tym Partizanie??
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "

na wiecznych wagarach od zycia...


Wróć do „Relacje z wypraw”