Połonina Krasna (Ukraina), lipiec 2011 - fotorelacja

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
Awatar użytkownika
Satan
bardzo stary wyga
Posty: 2610
Rejestracja: 13-02-2006 21:25
Lokalizacja: Gdańsk

Połonina Krasna (Ukraina), lipiec 2011 - fotorelacja

Postautor: Satan » 08-08-2011 20:36

Celem tegorocznego wyjazdu wakacyjnego była Ukraina oraz piękne i jeszcze dzikie Karpaty Wschodnie. Z uwagi na zobowiązania zawodowe i małą ilość czasu(5 dni roboczych), celem stało się Zakarpacie i Połonina Krasna. Rejon ten jest niestety bardzo chimeryczny jeśli chodzi o pogodę w miesiącach wakacyjnych, a szczególnie lipce bywają deszczowe.
Nasz dojazd: z Gdańska do Przemyśla prujemy naszym wehikułem czasu ok. 770km. :wink: W Przemyślu zostawiamy samochód na strzeżonym parkingu przy ul. Mickiewicza 47 (60zł/tydzień). Niestety do Przemyśla dostajemy się już pod wieczór, szybkie przepakowano i przed 20:00 meldujemy się na dworcu PKS, tam akurat stoi autobus pochodzenia ukraińskiego zmierzający do Lwowa, odjazd za 15min! Mamy szczęście. Kierowca bez zbędnych ceregieli rzuca cenę 25zł/osobę. Ruszamy o 20:00. Już od kilku lat nie miałem przyjemności przekraczania granicy w Medyce via pojazd mechaniczny. W sumie dość spokojnie i dość sprawnie (ok. 60min całość). Niestety dla nas ów pojazd mechaniczny po stronie ukraińskiej wyraźnie zmniejszył prędkość jazdy i do Lwowa dojeżdżamy około północy. Na szczęście nie lądujemy na dworcu Stryjskim (ichni PKS po drugiej stronie miasta), tylko na "żeleznym wogzale". Obecnie ta część Lwowa jest w remoncie, całe ulice są rozkopane, nie jeżdżą w związku z tym tramwaje do centrum. Jesteśmy za bardzo zmęczeni aby kombinować z marszrutkami, zamawiamy taxi do centrum (40hrw) i lokujemy się w znanym nam już hotelu (140hrw/osobę). Nie wyobrażam sobie pobytu na Ukrainie bez dnia spędzonego wśród uliczek Lwowa. Decydujemy się zatem zostać tu kolejny dzień, odpocząć i dopiero ruszyć na Zakarpacie.
Nasz dojazd na Zakarpacie: z Lwowa pociągiem do Wołowca ok. 3h20min(plackarta za ok. 35hrw), w Wołowcu czekamy ok. 1,5h na transport do Miżhiri (marszrutka za 10hrw). Tutaj zaraz po wyjściu dowiaduję się, że "za rogiem" stoi busik do Kołoczawy. Biegnę, pytam kiedy odjeżdża. Pada szybka odpowiedź: "uże!". Jak już, to już! Ładujemy się i za 15hrw jedziemy do Kołoczawy. Podróż trwa ok. 40min. W Kołoczawie nocujemy w tzw. "Czeskim Schronisku", czyli Cetnicka Stanice. Świetne miejsce, z klimatem górskiego schroniska, całość w drewnie, obszerne menu co do jadła i napitku. Dużo Czechów tam przyjeżdża (ten rejon Zakarpacia to byłe tereny Czechosłowacji). Plan mamy ambitny. Z uwagi na duże trudności z możliwością powrotu z Ust-Czornej, chcemy najpierw dojść tam dolinami, aby potem już połoniną wrócić do Kołoczawy. Trasa: Kołoczawa => Przeł. Przysłop (926mnpm) => Niemiecka Mokra (Komsomolsk) => Ruska Mokra => Ust-Czorna => Połonina Krasna => Kołoczawa. To był plan. W Kołoczawie warto zwiedzić skansen, starą, drewnianą cerkiew Św. Ducha z XVIIw oraz powłóczyć się i po prostu obserwować mieszkańców. Z Kołoczawy ruszamy wg planu w kierunku Przeł. Przysłup. Od rana padało, więc wymarsz nastąpił ok. południa, już w ładnej pogodzie. Trasa niedługa, więc i tempo nieśpieszne. Zaglądamy do każdego sklepiku po małe "co nieco". Niestety im bliżej przełęczy tym pogoda coraz gorsza. Stało się to czego się obawialiśmy. Lunęło. Do końca marszu zostało nam ok. 30min drogi. Namiot rozbijamy w ulewie, cali przemoczeni. Jest godzina 17:00. Przebieranie, suszenie, gotowanie strawy, obserwacja nieba... niestety wokół ciężkie, ołowiane chmury na wysokości ok. 1100mnpm, widoków na okoliczne szczyty oczywiście nie uświadczamy. Padało cały wieczór, w nocy też padało. Nad ranem również. Zapada decyzja aby odpuścić i przeczekać. Około godziny 13:00 zaczyna się przejaśniać, widać pojedyncze promienie słońca, chmury nieco wyżej. Zaczynamy suszenie ubrań, butów, liczymy na szybkie obsuszenie namiotu. Zaczyna się typowe życie obozowe: latanie po wodę, gotowanie, jedzenie, czytanie, polegiwanie, rozpalanie ogniska. Pogoda się w miarę ustabilizowała i suszenie idzie całkiem nieźle. Około godziny 17:00 od drugiej strony przełęczy (drogą z Komsomolska) przychodzi dwoje turystów. Okazuje się, że Polacy. Okazuje się też, że mają 2kg kiełbasy do upieczenia nad ogniem. Jutro wracają i trzeba całość spożyć. Są w górach od 3 dni, również dostali w kość z powodu deszczu, dzień wcześniej zeszli w Połoniny do Ust-Czornej cali przemoczeni. Dziś aby dostać się do Komsomolska (ok. 15km) z Ust-Czornej wynajęli ciężarówkę (150hrw). Szlak wg ich relacji bardzo błotnisty, rozjeżdżony. Dwa dni wcześniej wyruszyli na Połoninę bezpośrednio z Przeł. Przysłop. Szlak ma być mega trudny fizycznie i orientacyjnie. Dostaliśmy wskazówki aby w pewnym miejscu zboczyć z wyraźnej ścieżki, która po kilkudziesięciu dalszych metrach po prostu zanika w lesie, na wąską ścieżynkę w lewo. Cóż, pożyjemy zobaczymy. Miło się gawędzi, kiełbaski smakują wybornie, ubrania i namiot się suszą, a my podejmujemy decyzje, że odpuszczamy sobie "mokre wsie" i zobaczymy co pokaże następny dzień. Raczej zejdziemy do Kołoczawy i popróbujemy się z okolicznymi górami na lekko. W nocy niestety powtórka z rozrywki. Pada. Ranek jednak nie jest najgorszy, coś tam widać, są niebieskie plamy ze słońcem w chmurach. Jakoś tak nieśpiesznie jemy śniadanie, idę po kolejne porcje wody, suszymy plecaki, każdą stronę namiotu. Tli się myśl, aby może jednak... Jest decyzja! Nie schodzimy, ruszamy w góry. Namiot w 80% przesechł. Zakładamy szafy na plecy, zabieramy ze sobą 4,5l wody i około południa ruszamy w kierunku "grani". Ścieżka rzeczywiście po około 30min ginie w zupełnej dżungli. Próbujemy odszukać ścieżynkę wg wskazówek. Udaje się. Szlak bardzo stromy, nie odpuszcza ani na chwilę, ścieżka szeroka na 30cm, ale jest i do tego ciągle pnie się w górę. Po ok. 2,5h mocno umordowani (przewyższenie ok. 600m na długości ok. 2,5km) docieramy do grani. Decyzja, to był traf w dychę, wokół jest pięknie, morze gór na horyzoncie. Na północy: Strimba (1719mnpm), Jasnowiec, Połonina Piszkonia, w oddali Gorgany. Na południu Menczuł i cała "grań", a raczej zielone morze Połoniny Krasnej. Rozpoczynamy wędrówkę falującymi połoninami. Na zboczach niezliczona ilość zbieraczy jagód, co kilka km czekają na nich na ścieżce graniowej gruzawiki, by zebrać, zważyć, posortować jagody i zwieźć je do wioski. My decydujemy się na przejście całej zachodniej części połoniny i jeszcze tego samego dnia zejście do Kołoczawy. Po drodze kucharzymy na połoninie wołowinke po węgiersku :D , napawamy się zapachem, wiatrem, widokami, po prostu mocą Karpat Ukraińskich. Nasze Bieszczady dzikie? Wysokie? Duże? :mrgreen: Tutaj wydają się niskie, malutkie i zurbanizowane. Zejście to jak zwykle katorga dla nóg, w dół mamy jakieś 950m deniwelacji. Około godziny 21:00 docieramy ponownie do schroniska w Kołoczawie. Tutaj klasycznie próbujemy wzmocnić nadwątlone zdrowie, czyli Cmudna po Kołoczawsku (wielki, gruby placek ziemniaczany w wersji z mięsem lub grzybami) za 24hrw oraz Obołoniem za 5hrw. Ukraina jest cudowna. :mrgreen: Następny dzień, to obijanie się w Kołoczawie. Niestety ponownie pada. Okazuje się, że jedyny bezdeszczowy dzień, to nasz dzień "graniowy". Staramy się napawać klimatem wokół, bo kolejny dzień, to już odwrót do Polski. Z Kołoczawy łapiemy busika do Miżhiri za 15hrw, tam niestety mamy 4,5h bacelowania na autobus do Lwowa (jest sobota). Łazimy po ryneczku, kupujemy górskie owoce, zajadamy się słodkimi bułeczkami, pijemy kwas, obserwujemy życie wokół dworca. Punktualnie o godz 14:50 podjeżdża autobus relacji Chust => Kijów. Za bilet do Lwowa płacimy po 52hrw. Podróż trwa do godz 19:30. Niestety lądujemy na dworcu Stryjskim. Po drodze w autobusie poznajemy sympatycznego Ukraińca z Chustu, który jedzie do Gliwic do pracy na budowie. Postanawiamy, że do Przemyśla wrócimy razem. Z dworca Stryjskiego łapiemy marszrutke nr 18, która za 2hrw po 30min dowozi nas na dworzec kolejowy, skąd odjeżdżają busiki do miejscowości wokół Lwowa. Niestety najbliższy kurs do Szegini za 1h30min... na granicy lądujemy ok. 22:00. Samo przejście mega sprawne. Zero "mrówek", przy okienkach u mundurowych po 15sek, zarówno po ukraińskiej i polskiej stronie. Niestety o tej porze z Medyki do Przemyśla nic już nie jeździ. Klimaty przemytniczo-"handlowe" jakie tam panują każdy kto był zna. Wokół dominuje towarzystwo z kręgu szemranego. Nasz ukraiński kolega ma sprawdzony namiar na taxi, dzwonimy do gościa, przyjeżdża po 10min. Za kurs do Przemyśla chce 50zł. Dzielimy się kosztami i ruszamy. W Przemyślu odbieramy wehikuł czasu w stanie nienaruszonym, płacimy 50zł i 20hrw :D cieciowi i udajemy się na północ przez zalane po łydki ulice Warszawki do Gdańska.

Wszystkie ceny podałem za jedną osobę. Aby przeliczyć hrywny na złotóweczki należy wartości podane podzielić przez 2,8.


Czas rozpocząć kolejną wyprawę na wschód :mrgreen:
Obrazek


We Lwowie trafiamy na ślub w gminie żydowskiej
Obrazek


Jak podróżuje się w plackartnym, każdy wie... :wink:
Obrazek


Docieramy na Zakarpacie...
Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Ostatni (taki) sklep w Kołoczawie... :D
Obrazek


Nasze obozowisko... :)
Obrazek


Obrazek


Pojawiła się nadzieja... 8)
Obrazek


Otoczenie obozowiska...
Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Ruszamy w góry...
Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Obrazek


Na połoninie czas biegnie innym rytmem... :mrgreen:
Obrazek


Obrazek


...że Bieszczady dzikie, wysokie, puste... :mrgreen:
Obrazek


Obrazek


Ponownie Kołoczawa...
Obrazek


Obrazek


Obrazek


W Miżhiri trafiliśmy na targ, tutaj dział mięsny... :P
Obrazek


Na koniec scenka w stylu "Podjechała marszrutka!!", czyli cała, kochana Ukraina :D
Obrazek
Należy przestrzegać przepisów BHP...zwłaszcza na kolei.

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4996
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Połonina Krasna (Ukraina), lipiec 2011 - fotorelacja

Postautor: buba1 » 08-08-2011 20:46

Satan pisze:Ostani (taki) sklep w Kołoczawie... Very Happy]


trzy razy do niego szlismy aby siasc w srodku i napic sie piwa.. Ale zawsze wszystkie miejsca byly zajete ;) zdecydowanie najfajniejszy sklep w koloczawie- choc kafe "zustricz" tez dawalo rade :D

Satan pisze:...że Bieszczady dzikie, wysokie, puste... Mr. Green

Moze dwadziescia lat temu tak bylo...
za naszymi bieszczadami to sie ciagna legendy i mity sprzed lat... teraz to g.. z tego zostalo :(
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "

na wiecznych wagarach od zycia...


Wróć do „Relacje z wypraw”