Beskid Niski czyli Świętokrzyskie ;-)

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
Awatar użytkownika
Taja
stary wyga
Posty: 1268
Rejestracja: 15-04-2007 15:06
Lokalizacja: Poznań

Beskid Niski czyli Świętokrzyskie ;-)

Postautor: Taja » 06-09-2011 22:13

"To nie był sezon na Beskid Niski"... Ale do rzeczy. Postanowiliśmy z Maciejem wybrać się ponownie w Beskid Niski, tym razem w długi, sierpniowy weekend. Umówiliśmy się, że w sobotni poranek spotykamy się w Krakowie z ekipą i wyruszamy do Krynicy z noclegiem w Wysowej Zdrój. Kolejny nocleg miał się odbyć na Magurze Małastowskiej - tam mieliśmy spotkać się z ekipą z forum. W piątek spokojnie (no, w miarę, jakiś idiota zatrzymał pociąg w polu bo "nie zdążył wysiąść") dojechałam do Łodzi. Akurat tego dnia pod Piotrkowem Trybunalskim zdarzył się wypadek kolejowy, więc pociągi jadące do Krakowa miały ogromne opóźnienia - zdecydowaliśmy się pojechać nocnym PKSem. W sobotę rano mieliśmy spotkać się z ekipą krakowską i razem podążać do Krynicy. Przyszliśmy w piątek w nocy na PKS, a tam tłumy ludzi - niestety nie tylko my wpadliśmy na pomysł, żeby pojechać autobusem zamiast pociągiem. Jakaś pani czekała już od 21:00 na autobus do Krakowa... Autobusy podjeżdżały i kierowcy tylko wskazywali na karteczkę "brak miejsc", po czym nie zatrzymując się, odjeżdżały... Jakis wesoły pan radzi nam: "trzeba brac co jest, nie wybrzydzać, możecie pojechać na przykład do Częstochowy, bo widzę, że są miejsca w autobusie", na co ja odpowiadam: "i co zrobimy w Cęstochowie? chyba pójdziemy na Jasną Górę pomodlić się o PKS do Krakowa!" ;-) Czekaliśmy na nasz autobus od 00:00 do 1:30, nie przyjechał, więc stwierdziliśmy, że pojedziemy pociągiem o 6:14. Jednak pokonała nas perspektywa wstawania przed 5:00 po niecałych 2,5 h snu (jeszcze za oknem tak błogo padał deszcz, a my po całym tygodniu pracy byliśmy bardzo niewyspani) i w związku z tym z łóżka zwlekła nas dopiero wymiana drzwi u sąsiadów... Opracowaliśmy zatem plan B - był dokonały: o 11:30 mieliśmy autobus z Łodzi do Kielc, tam 1,5 h przerwy do pociągu do Krakowa i z Krakowa mieliśmy pojechać autobusem bezpośrednio do Wysowej. Wszystko było pięknie ładnie aż do Sulejówka - tam budują jakiś most, więc jest ruch wahadłowy. 1,5 h staliśmy w korku i przez to nie zdążyliśmy na pociąg do Krakowa, a tym samym na autobus do Wysowej. Kolejny autobus w Beskid Niski był w niedzielę o 12:30 z Krakowa (a my w poniedziałek musieliśmy wracać, bo ja we wtorek musiałam być w pracy w Poznaniu, a Maciej w Łodzi). Wylądowaliśmy więc w sobotę o godzinie 16:00 w Kielcach i naprawdę chciało nam się płakać. Poprzysięgłam sobie, że nigdy więcej w długi weekend nie ruszam się tak daleko, bo to nie ma sensu... Skonsultowaliśmy się z ekipą krakowską - okazało się, że oni tez nie zmieścili się do pierwszego autobusu, więc musieli czekać na kolejny, i zamiast 3 h jechali 6 h do Krynicy - w związku z tym wiedzieli, że nie dotrą na nocleg do Wysowej. My tez już wiedzieliśmy, ze nie ma szans na dotarcie w Niski - pozostało wysłać smutnego smsa do Tomkka i poinformować, że niestety mini zlot forum się nie odbędzie... Zastanawialiśmy się co dalej - godzina 16:00, Kielce. Na szczęście Maciej ma rodzinę w Starachowicach, więc szybki telefon i już ładujemy się w busa do Starachowic - przyjeżdżamy w sam raz na grilla. Jako, ze nigdy nie byłam w Świętokrzyskich, to męczę wszystkich dookoła, żebyśmy pojechali zdobyć jakąś górkę w okolicy. W końcu udaje nam się namówić wujka i kuzyna Macieja, że zrobimy wyprawę na Łysicę. Zaczynamy w niedzielę z Bodzentyna:

Obrazek

Na szczęście pogoda dopisuje:

Obrazek

Wchodzimy w Puszczę Jodłową pełną komarów:

Obrazek

Idziemy takim "wybiegiem dla modelek" ;-) :

Obrazek

Na Łysicę wbiegamy w 20 min, mijamy takie oto zjawisko w złotych sandałkach na niemałym obcasie (!):


Obrazek

Oprócz tej pani jest pełno klapkowiczów, japonkowiczów, sandałkowiczów, jest też sporo obrazków typu "on niesie jej torebkę" :mrgreen:

Szczytujemy:

Obrazek

W drodze powrotnej ze Św. Katarzyny zahaczamy o punkt widokowy:

Obrazek

A po powrocie do domu czeka na nas pyszna szarlotka na ciepło z lodami :-)

Obrazek

I tym sposobem zamiast w Beskid Niski dotarliśmy w Świętokrzyskie... Jak to dobrze, że Maciej ma rodzinę w Starachowicach, bo inaczej cały długi weekend by nam minął w środkach transportu :evil: W poniedziałek pograliśmy w tenisa i czas było zwijać się na zachód - na szczęście ze Starachowic jedzie bezpośredni PKS do Poznania przez Łódź. W Poznaniu byłam we wtorek o 4:00, a na 8:00 do pracy :D

więcej zdjęć: https://picasaweb.google.com/1046464585 ... e14082011#

Wróć do „Relacje z wypraw”