Czerwonym szlakiem przez Beskid Sądecki i Niski
-
Dolnoślązak
- bardzo stary wyga
- Posty: 2209
- Rejestracja: 13-06-2008 12:39
- Lokalizacja: Wrocław
ecowarrior pisze:Na studiach mieliśmy kumpla któremu dziewczyna systematycznie, raz do roku się oświadczała. Zazwyczaj odpowiadał, że po zakończeniu studiów. Jakiś czas temu, gdy go spotkałem, pytam:
- Artur, a Ty co teraz robisz?
- Aaaaa, wykładam na uczelni i zaocznie ... studiuję![]()
Spryciarz!
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "
na wiecznych wagarach od zycia...
na wiecznych wagarach od zycia...
- Raubritter
- bardzo stary wyga
- Posty: 2087
- Rejestracja: 26-01-2008 22:49
- Lokalizacja: Poznań
Następnego dnia o godzinie szóstej budzą nas dochodzące z "pensjonatowej" kaplicy modły oraz śpiewy. Kładziemy poduszki na głowy i śpimy do dziewiątej. Agacior się całą noc boi. Tak samo było w klasztorze w Krzeszowie, choć wtedy budziły nas w nocy jakieś krzyki(?) i głosy(?) i miała ku temu sensowny powód.
Tego dnia jesteśmy umówieni w Krynicy z moim przyjacielem, a chłopakiem siostry Agaciora. Przyjeżdżają do "miasta" około godziny jedenastej rano po całonocnej podróży z Poznania. I zaczynamy nową przygodę, tym razem we czwórkę.
Opuszczamy zatłoczoną Krynicę, wchodzimy w las. To jeszcze Beskid Sądecki ale coraz bardziej pachnie nam Niskim. Aż w końcu... wychodzimy z lasu na rozległe łąki...
Przed nami Mochnaczka Niżna, niewielka wioska ze starą cerkwią zamienioną na kościół katolicki. Jest też sklep oraz przystanek autobusowy w którym wypijamy to, co zakupiliśmy w sklepie obok. Przy okazji jesteśmy świadkami szaleńczej ucieczki paru krów (sic!) oraz ich odważnej gonitwy właścicielki.
Za Niżną w kierunku następnej wioski jaką jest Banica, ukazują nam się przepiękne widoki.
W Banicy ku naszej nieopisanej radości znajdujemy sklep. No zgadnijcie skąd ta radość
Niestety nieopodal sklepu jest też szkoła i właścicielka sklepu zabrania nam spożywania złocistego trunku na miejscu. Cóż, opuszczamy wioskę i gdzieś pomiędzy nią, a potokiem Białym (Białą?) robimy popas. Następnie przechodzimy go w bród (wody po kostki) i zagłębiamy się w las aby wyjść nieopodal wioski Ropki. Jest już dość późno, Kelis oraz Kazik zaczynają coś wspominać o noclegu, i że najlepiej by było pod dachem, bo to ich pierwsza noc i chcą się umyć itp, itd. Prychamy z Agaciorem na ich zachcianki choć w głębi duszy też marzy nam się wygodne łóżko... albo... po prostu łóżko, nie musi być wygodne. I prysznic.
Siadamy na rozdrożu. Parę rozsypujących się chat, jakaś nieczynna agroturystyka. Ponoć przed wojną była to bardzo duża wioska łemkowska. Teraz psy zadami szczekają. Jest jakaś tablica, że niby jakieś noclegi. Agacior zrzuca plecak i idzie w kierunku wskazanym przez drogowskaz wybadać teren. W międzyczasie na horyzoncie pokazuje się terenówka, zbliża się do nas jadąc szutrową drogą i w końcu zatrzymuje. Zza kierownicy wychyla się kobieca twarz.
-W czymś pomóc?
-Eee... szukamy noclegu w okolicy, może pani coś polecić?
-Macie śpiwory?
-Jasne!
-Jedna noc?
-Tak.
-Zatem zapraszam do siebie do "Swystowego Sadu"
A Swystowy Sad był to stary dworek z przełomu wieków wraz z zabudowaniami. Łemkowszczyzna pełną gębą.
C.D.N.
Tego dnia jesteśmy umówieni w Krynicy z moim przyjacielem, a chłopakiem siostry Agaciora. Przyjeżdżają do "miasta" około godziny jedenastej rano po całonocnej podróży z Poznania. I zaczynamy nową przygodę, tym razem we czwórkę.
Opuszczamy zatłoczoną Krynicę, wchodzimy w las. To jeszcze Beskid Sądecki ale coraz bardziej pachnie nam Niskim. Aż w końcu... wychodzimy z lasu na rozległe łąki...
Przed nami Mochnaczka Niżna, niewielka wioska ze starą cerkwią zamienioną na kościół katolicki. Jest też sklep oraz przystanek autobusowy w którym wypijamy to, co zakupiliśmy w sklepie obok. Przy okazji jesteśmy świadkami szaleńczej ucieczki paru krów (sic!) oraz ich odważnej gonitwy właścicielki.
Za Niżną w kierunku następnej wioski jaką jest Banica, ukazują nam się przepiękne widoki.
W Banicy ku naszej nieopisanej radości znajdujemy sklep. No zgadnijcie skąd ta radość
Siadamy na rozdrożu. Parę rozsypujących się chat, jakaś nieczynna agroturystyka. Ponoć przed wojną była to bardzo duża wioska łemkowska. Teraz psy zadami szczekają. Jest jakaś tablica, że niby jakieś noclegi. Agacior zrzuca plecak i idzie w kierunku wskazanym przez drogowskaz wybadać teren. W międzyczasie na horyzoncie pokazuje się terenówka, zbliża się do nas jadąc szutrową drogą i w końcu zatrzymuje. Zza kierownicy wychyla się kobieca twarz.
-W czymś pomóc?
-Eee... szukamy noclegu w okolicy, może pani coś polecić?
-Macie śpiwory?
-Jasne!
-Jedna noc?
-Tak.
-Zatem zapraszam do siebie do "Swystowego Sadu"
A Swystowy Sad był to stary dworek z przełomu wieków wraz z zabudowaniami. Łemkowszczyzna pełną gębą.
C.D.N.
Ostatnio zmieniony 05-10-2015 21:44 przez Raubritter, łącznie zmieniany 1 raz.
Opatrz jeno – rzekł Szarlej, zatrzymując się. – Kościół, karczma, bordel, a w środku między nimi kupa gówna. Oto parabola ludzkiego żywota.
- Raubritter
- bardzo stary wyga
- Posty: 2087
- Rejestracja: 26-01-2008 22:49
- Lokalizacja: Poznań
W sumie to nie wiem czego się boi, już tak ma, jest to strach nieokreślony i niesprecyzowany
może boi się mistycyzmu?
A odnośnie Banicy - pić pod sklepem można ale po lekcjach
My byliśmy jeszcze w "trakcie"
więc nie mogliśmy dawać złego przykładu dziatwie.
A odnośnie Banicy - pić pod sklepem można ale po lekcjach
Opatrz jeno – rzekł Szarlej, zatrzymując się. – Kościół, karczma, bordel, a w środku między nimi kupa gówna. Oto parabola ludzkiego żywota.
Dolnoślązak pisze:
Pamiętam, w Krynicy były obiady po 5zł na dworcu za schabowy. Tyle, że porcja taka co kot napłakał ale prowadziła klimatyczna babcia w jadłodajni rodem z PRL. Ciekawe czy jeszcze to funkcjonuje...
W 2010 jeszcze funkcjonowała (poniżej dwie foty z tego czasu), dwa lata później już niestety nie... Szkoda - był tam klimacik!

-
Dolnoślązak
- bardzo stary wyga
- Posty: 2209
- Rejestracja: 13-06-2008 12:39
- Lokalizacja: Wrocław
Fajna relacja i fajna wędrówka. Czekam na ciąg dalszy
Tym bardziej, że to bardzo znajome dla mnie strony. W 1986 roku szliśmy z namiotami z Ustrzyk Górnych do Piwnicznej GSB. Oczywiście zbaczaliśmy
nawet po parę kilometrów. GSB miał też wtedy trochę inny przebieg. W szczególności przy granicy. Gdzie nam się podobało to siedzieliśmy dłużej, a gdzie klimat uciekał, to wtedy krócej. Muszę napisać, że wtedy na całym odcinku to niewielu turystów spotykaliśmy. Przy schroniskach i w miejscowościach to tak, ale w górach było pusto. Beskid Sądecki fajnie wtedy wyglądał... tak jak teraz Niski na wiosnę. Szło się do przodu i ewentualnie ludzi spotykało się nieopodal schronisk.
przemolla pisze: W 1986 roku szliśmy z namiotami z Ustrzyk Górnych do Piwnicznej GSB. Oczywiście zbaczaliśmynawet po parę kilometrów. GSB miał też wtedy trochę inny przebieg. W szczególności przy granicy. Gdzie nam się podobało to siedzieliśmy dłużej, a gdzie klimat uciekał, to wtedy krócej. Muszę napisać, że wtedy na całym odcinku to niewielu turystów spotykaliśmy. Przy schroniskach i w miejscowościach to tak, ale w górach było pusto. Beskid Sądecki fajnie wtedy wyglądał... tak jak teraz Niski na wiosnę. Szło się do przodu i ewentualnie ludzi spotykało się nieopodal schronisk.
Relacje bys zapodal!
A moze sie nawet gdzies spotkalismy? bywalam w 86 roku w gorach w rejonie Piwnicznej i Krynicy. Jak gdzies szlo takie cos co siegalo ci do zadka i ciagnelo na sznurku zolta plastikowa kaczuszke- to bylam ja
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "
na wiecznych wagarach od zycia...
na wiecznych wagarach od zycia...
buba1 pisze:przemolla pisze: W 1986 roku szliśmy z namiotami z Ustrzyk Górnych do Piwnicznej GSB. Oczywiście zbaczaliśmynawet po parę kilometrów. GSB miał też wtedy trochę inny przebieg. W szczególności przy granicy. Gdzie nam się podobało to siedzieliśmy dłużej, a gdzie klimat uciekał, to wtedy krócej. Muszę napisać, że wtedy na całym odcinku to niewielu turystów spotykaliśmy. Przy schroniskach i w miejscowościach to tak, ale w górach było pusto. Beskid Sądecki fajnie wtedy wyglądał... tak jak teraz Niski na wiosnę. Szło się do przodu i ewentualnie ludzi spotykało się nieopodal schronisk.
Relacje bys zapodal!Chcialabym moc pojechac w tamte gory!
A moze sie nawet gdzies spotkalismy? bywalam w 86 roku w gorach w rejonie Piwnicznej i Krynicy. Jak gdzies szlo takie cos co siegalo ci do zadka i ciagnelo na sznurku zolta plastikowa kaczuszke- to bylam ja
Hej! Nie wiedziałem, że to Ty z tą kaczuszką , ale to się chyba nie wróci, ile relacji by się nie napisało. Jak przyjdą śniegi... jak mróz skuje szyby malowidłami, a dom zapachnie świętami, to obiecuje, że napiszę tę wspominkową relację z lata 1986 roku... Ja też chciałbym pojechać w tamte góry, ale niestety... żaden pociąg już tam nie kursuje...