Czerwcowa włóczęga - ku nieznanym zaułkom środkowej Polski (2021)

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4984
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Czerwcowa włóczęga - ku nieznanym zaułkom środkowej Polski (2021)

Postautor: buba1 » 05-12-2021 18:13

Jest sobie jezioro zwane Mokrym. Skądinąd dziwna nazwa, bo rzadko trafiają się jeziora suche… No chyba, że takie jak zbiornik Mietkowski w 2011 ( https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... o.html?m=0 ) ;)

Jezioro Mokre jest fajne, bo bardzo duża część jego brzegów jest dzika. Zwarta zabudowa miejscowości i ruchliwa droga przytyka do niego tylko od południa, a biorąc pod uwagę kształt jeziora - jest to bardzo maleńki kawałek. Oprócz tego na brzegach zdarzają się pola namiotowe, jakieś pojedyncze domostwa, no i miejsce naszych noclegów - Stanica Wodna. Miejsce od pierwszego wejrzenia przypada nam do gustu. Ciche, klimatyczne, zawierające wszystko co nam trzeba i jeszcze z przemiła obsługą! To chyba nagroda za wytrwałość i rekompensata za te wcześniejsze porażki i pół dnia zmarnowanego na bezskuteczne poszukiwania.

Tu plan ośrodka. Rozczulająco piękny! :)

Obrazek

Po terenie są rozsiane drewniane domki z werandami i przy każdym rosną cudowne, pachnące krzewy pokryte białymi kwiatami!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tu nasz domek. Sympatycznie położony na górce.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I jego wnętrza. Chyba jakieś kolonie tu nocowały i miały warsztaty plastyczne.

Obrazek

Niektóre domki mają w środku piecyki albo kominki? Nasz nie miał, ale też nie było potrzeby palić, więc nie dopytywaliśmy o taką możliwość..

Obrazek

Obrazek

Tu i ówdzie przycupnęły moje ulubione ławki. Kiedyś wszędzie takie były, a teraz coraz trudniej je napotkać...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ten domek podobał mi się najbardziej, położony na samiuśkim końcu ośrodka, z największym i najbardziej rosochatym krzakiem. Szkoda, że nie w nim spaliśmy.

Obrazek

Jest też przefajna knajpka, w której można użyć na rybach.

Obrazek

A i plac zabaw utrzymany jest w klimatach leśnych chatek.

Obrazek

Latarnia z ekologicznym słupem :)

Obrazek

Produkt regionalny ;)

Obrazek

Na stanie mają tu kilka kotów, więc niektórym szczęście wylewa się uszami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Radość z pozyskanego węgorza :)

Obrazek

Wieczór na nadjeziornych pomostach.

Obrazek

Obrazek

Poranna przekąpka.

Obrazek

Zostajemy tu trzy dni. Nie mamy już chęci na dalsze poszukiwania w tym rejonie. Szansa na znalezienie czegoś jeszcze fajniejszego czy chociażby zbliżonego jest raczej zerowa...

Jednego wieczoru docierają do ośrodka kajakarze. Dwie pary, gdzieś w wieku koło 25 lat. Pierwszy raz spotykamy ich w knajpie. Chłopaki robią wrażenie wesołych, sympatycznych, pokazują nam na mapie swoją trasę, która częściowo biegnie rzekami, a po części jeziorami. Trasy zaplanowali krótkie, bo to przede wszystkim wypoczynek a nie wyścig. Chcą mieć też czas na kąpiele, opalanie czy wieczorne sielanki przy piwku. Zupełnie inne wrażenie robią będące z nimi kobiety. Jedna np. wali w bufet zamówionym wcześniej daniem: “Ja chcem ziemniaki bez koperku i więcej surówek!”. Nie “czy mogłabym wymienić” albo “czy można prosić o dodanie” - tylko JA CHCEM. Gadam potem z babkami z obsługi. Nie są zdziwione. Ponoć takich roszczeniowych chamów jest z roku na rok coraz więcej....
Drugą niewiastę mamy okazję poznać w pełnej krasie przy domku - cała czwórka osiedliła się (a przynajmniej próbowała) w obiekcie sąsiadującym z naszym. Wspomniana dziewoja dostaje ataku histerii, że ona tu spać nie będzie, ona nawet progu nie przestąpi i chce do domu. Jej chłopak ma ją tam zawieść. NATYCHMIAST! Do kajaka też już nie wsiądzie. I tu następuje prawie nieludzki skowyt.
Jej zachowanie jest mi bardzo dobrze znane - kabak często tak robił w wieku lat dwóch. Jak coś było nie po jej myśli, zaczynała się rzucać po ziemi, wierzgać i wyć. Trzeba ją było wtedy wziąć pod paszki i wynieść w miejsce, gdzie nikomu nie przeszkadzała ani nie zrobiła sobie krzywdy rzucając się jak ryba wyjęta z wody. Kabakowi na szczęście to szybko przeszło. Tu mamy okazję oglądać sytuację, gdy takowe ataki utrzymują się dłużej i przechodzą w stan przewlekły. Jest to duży problem, bo trudniej wziąć delikwentkę pod paszki….

Ostatecznie obie panie opuszczają ośrodek (nie wiem czy samodzielnie czy ktoś im pomagał) ale na szczęście już więcej ich nie widziałam… Nie znam ich dalszych losów - czy poszły spać do hotelu, wróciły do domu, czy postanowiły się utopić w jeziorze...

Idąc potem wieczorem obejrzeć dalsze zakątki ośrodka, mam okazję usłyszeć strzępy rozmowy siedzących na werandzie nad piwkiem dwóch pozostałych tu kajakarzy. “.... a ja się dziwiłem, że aż tylu chłopaków u nas na roku jest gejami. A to jest całkiem niegłupie rozwiązanie! Nie musisz się użerać z taką krową. Na głowie stajesz, aby jej nieba przychylić a ona jeszcze cię opluje. A tak? Znajdziesz sobie fajnego przyjaciela, który ma podobne pasje - i mecz z nim obejrzysz, i browara wypijesz. I kasy ci więcej w portfelu zostaje. A co ty o tym myślisz??”
Drugi chłopak zupełnie nie podejmuje tematu ;) Zaczyna coś opowiadać o kajakach, gorszej pogodzie zapowiadanej na jutro i obawach, żeby nie było bocznego wiatru, “pamiętasz - tak jak wtedy na jeziorze…..”

cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "

na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4984
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Czerwcowa włóczęga - ku nieznanym zaułkom środkowej Polski (2021)

Postautor: buba1 » 07-12-2021 10:24

W jeden z dni spędzonych w Cierzpiętach wypożyczamy rowerek wodny. Początkowo mamy w planie opłynąć nim całe jezioro, ale pogoda robi się chłodna i pochmurna - i mamy obawy, że znowu nam doleje - tak jak na wyrobiskach ;) Stanęło więc tylko na opłynięciu wysepki koło leśniczówki i pozaglądaniu w rybacze zatoczki.

Wszystko wskazuje na to, że jesteśmy pierwszymi w tym sezonie, którzy wypożyczają rowerek. Chyba większa moda panuje tu na kajaki albo łodzie rybackie. Rowerek więc jest pełen wody i zasypany igliwiem - chyba stoi tak od roku. Mamy nadzieję, że to woda deszczowa, a nie że tak przecieka ;) Wyciągamy z jakiegoś kosza butelki, rozpiłowujemy je celem zrobienia czerpaków i wylewamy wodę.

Obrazek

Mam wrażenie, że dla kabaka większą radością było to wylewanie wody z rowerka niż samo pływanie nim. No bo już nieraz pływaliśmy, a szuflowanie zupą z sosnowych igieł - trafiło się nam po raz pierwszy :) Na dnie znajdujemy utopioną ważkę. Po chwili jednak się okazuje, że ona wciąż żyje! Chyba więc wpadła niedawno i ma tylko zamoczone skrzydełka.

Obrazek

Boimy się ją wziąć do ręki, żeby jej czegoś nie połamać, więc nagarniamy ją na kawałek srajtaśmy, licząc, że na nim posiedzi, wysuszy się i jak jest wszystko w porządku to odleci. Zostawiamy ją na stole.

Obrazek

Obrazek

Co ciekawe, jak wracamy po kilku godzinach - ważka wciąż jest na stole i trzepoce skrzydełkami. Okazuje się, że jej nóżki przykleiły się do papieru i ma problem je oderwać. Udaje się nam tak poobdzierać papier, że przy nóżkach zostają jego kawałki takie na kilka milimetrów - i ważka z nimi odlatuje. Pierwsza ważka w skarpetkach! ;) Mam nadzieję, że skarpetki jej nie zaszkodzą. Zrobiliśmy dla niej co w naszej mocy! :)

A tak przedstawia się nasz ośrodek od strony wody! Też bardzo zachęcająco!

Obrazek

Zazwyczaj nie lubię zdjęć typu "selfi" - zawsze na nich wychodzi krzywa gęba, ale na środku jeziora trochę strach wypuścić z ręki aparat i go położyć na samowyzwalaczu. Aha! Toperz nie trzyma w zębach tego piórka ;)

Obrazek

Oni pedałują a buba się wyłożyła i patrzy w niebo. Ech... szkoda, że nie ma słońca!

Obrazek

Inne wygłupy nawodne :)

Obrazek

Perkozy, kaczuchy…

Obrazek

Obrazek

Linia brzegowa nie jest jakaś bardzo zróżnicowana i ciekawa - ot trochę szuwarów, a czasem sucha gałąź wystaje. Nie są to odrzańskie starorzecza, gdzie każdy metr terenu zachęca aby mu zrobić 10 zdjęć…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nie brakuje za to wędkarzy na obiektach pływających.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Różne metody przechowywania łodzi.

Obrazek

Próby dopłynięcia na wyspę okazują się nieudane. Rowerek ugrzązł, a woda wciąż była za głęboka aby iść piechotą. W takim przebijaniu się przez szuwary kajak mógłby się lepiej spisać!

Obrazek

W drugi dzień stawiamy na rowery lądowe, z podobnym planem - objechać jezioro dookoła. Ruszamy z naszego ośrodka, gdzie jest wypożyczalnia.

Obrazek

Nie wiem czy wszyscy tak mają czy tylko ja, ale jak siądę na obcy rower to przez pierwszą godzinę mam wrażenie, że zaraz się zabije. Niby każdy model ma koła, kierownicę, siodełko i pedały, ale wszystko działa jakoś inaczej...

Początkowo jedzie się bardzo sympatyczne. Drogi są szerokie i tylko dla nas.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Staramy się trzymać blisko jeziora, coby jak przyjdzie ochota móc robić przekąpki. I właśnie znaleźliśmy taką malowniczą zatoczkę! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

3…..2….1…. Ziuuuuuuuuuu!!!!!!

Obrazek

Bawimy się trochę z żabką. Nie wiem wprawdzie czy żabka bawi się tak samo dobrze jak my, ale ciężko ją o to zapytać. Buziaka też dostała i to kilka razy ;)

Obrazek

Obrazek

Mijamy rybacze salony.

Obrazek

“Mamo! To jezioro jest kudłate!”

Obrazek

Za miejscem przekąpkowym kończą się wyraźne drogi. Dalej prowadzą jedynie coraz bardziej zanikające ścieżki, o nisko wiszących gałęziach zdzierających z głów czapki.

Obrazek

Woda w jeziorze przybiera zielonkawy odcień. Kabak się ze mnie śmieje, że może tutaj bym coś złowiła.. Może np. siatką? No cóż… Dobre podsumowanie moich tegorocznych sukcesów wędkarskich ;)

Obrazek

Jadąc dalej na północ grzęźniemy w solidnym chaszczu. Pierwszy zaczyna marudzić kabak, bo jej głowa często z traw nie wystaje i nic nie widzi oprócz morza kłosów, które od czasu do czasu walą ją w nos. “Chyba pobłądziliśmy - tu nie ma drogi, tu się nie da jechać, ja chce z powrotem!!”. No ale na mapie droga była! Więc może zaraz się pojawi? Może się poprawi?

Obrazek

Chwilę później dołącza toperz: “buba, ale tej drogi naprawdę tu nie ma. Może kiedyś tu szedł wędkarz, ale to chyba byłoby na tyle...” Przejść by się bez problemu dało, ale taszczenie rowerów przez kolejne wiatrołomy czy rozpadliny robi się coraz bardziej wkurzające. Odcinki noszenia powoli zaczynają być dłuższe niż te nadające się do jechania…

Obrazek

Zaczyna do mnie docierać, że oni mają rację. Można zaklinać rzeczywistość ile wlezie, ale ścieżka się od tego nie pojawi. Chyba jednak nie objedziemy dziś tego jeziora… Turystyka rowerowa w stosunku do pieszej ma jednak swoje wady...

Może byśmy się i przedarli? Może za wcześnie się poddaliśmy? Acz z drugiej strony wycieczka przede wszystkim powinna być przyjemna! Cóż, zawracamy więc i jedziemy w stronę przeciwną.

Pojawiają się drogi…

Obrazek

Obrazek

...więc i humory dopisują.

Obrazek

Przy jeziorze zwanym Łabędzie (Łabądek) oprócz wrażych tablic z zakazem wszystkiego, znajdujemy też opuszczoną łódź! Pewnie wrosła w ziemię, bo pływanie łódką tutaj też było zabronione.

Obrazek

Obrazek

Takie oto jeziorko. Jakby zabrać napisy - całkiem sympatyczne miejsce.

Obrazek

Obrazek

Jedziemy potem w stronę leśniczówki Uklanka. Dokładnie tam, gdzie i wczoraj zaglądaliśmy drogą wodną.

Obrazek

Słonko przyświeca, wiaterek wieje, piach zgrzyta w zębach. Cudnie jest! Jedziemy więc i śpiewamy :)

Obrazek

Obrazek

Cieszy widok pasących się krówek.

Obrazek

A to ta wyspa, gdzie wczoraj utknęliśmy w trzcinach.

Obrazek

Obrazek

Tu tylko oni się kąpią. Zejście jest w cieniu, więc mi jest za zimno! ;)

Obrazek

Obrazek

No i tyle wyszło z naszego wielkiego planu okrążania jeziora ;)

cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4984
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Czerwcowa włóczęga - ku nieznanym zaułkom środkowej Polski (2021)

Postautor: buba1 » 08-12-2021 12:30

Poczatkowe czerwcowe plany zakładały więcej czasu spędzić na Mazurach. Ale raz, że nas te tereny nie do końca urzekły - kilka miejsc okazało się totalnym niewypałem, a dwa, że na ileś dni zasysły nas tereny pod Warszawą. Okazało się więc, że po pobycie w Cierzpietach trzeba zacząć powoli myśleć o powrocie. Jeszcze w kilka miejsc zajrzymy, jeszcze pare dni i biwaków nas czeka, jeszcze kilka ciekawych przygód się wydarzy, ale od dziś już się ustawiamy dziobem w stronę domu…

Tu w okolicach zamierzam jeszcze zajrzeć w pewne miejsce, gdzie byłam 25 lat temu. Był to chyba pierwszy wyjazd, który udało mi się zorganizować. Pierwszy raz, kiedy sobie uświadomiłam, że samodzielne planowanie wypraw jest tym, co kocham najbardziej! Zachwycona książką “Krzyżacy”, marzyłam aby zobaczyć miejsca, które były w niej opisane. Spychów, Szczytno, Malbork, w ogóle każdy zamek krzyżacki będący w okolicy. I udało mi się namówić rodziców - na taki szalony wyjazd, taki inny niż zwykle. My, nasza dzielna ładusia i wyjazd zupełnie w ciemno, w tereny, na których nikt z nas jeszcze nie był. Wybrane do odwiedzenia miejsca okazały się lepsze lub gorsze, ale głównym odkryciem okazał się przypadkowy Spychówek - mała osada na drugim, dzikszym brzegu jeziora. Szutrowa droga biegnąca polami, a na jej końcu stare, poniemieckie chutory. W jednym z nich można było wynająć pokój. Cienisty ogród i mroczny, wilgotny dom pełen starych, jeszcze chyba przedwojennych mebli i sprzętów. Wyprawy nad jezioro Zyzdrój - miejsce otoczone lasami i jakby zapomniane przez wszystkich. Po drodze tylko jakieś zarośnięte ruiny domów, zanikające ścieżki i stare, zdziczałe sady. Chciałoby się powiedzieć - jak w Bieszczadach, ale wtedy Bieszczad jeszcze nie znaliśmy.. (dopiero rok później zacznie się bieszczadzka era w moim życiu ;) ) Nie pamiętam ile dni mieszkaliśmy w Spychówku. Trzy? Cztery? Ale pozostały wspomnienia miejsca niesamowitego, jakby z innego świata. A może tak ocenia się miejsce ze swoich marzeń jak się ma 14 lat?

Teraz będąc niedaleko postanowiłam tam zajrzeć. Wiem, że takie powroty po latach bywają bolesne, ale ciekawość okazała się jednak silniejsza. I co ciekawe - konfrontacja nie była aż tak zła jak myślałam.

Pierwsze zdziwienie - droga nadal jest szutrowa! Taka sama jak wtedy! Dalej się wije polami, lasami - i nadal jest pusta! Acz tego domu i płotów wtedy nie było!

Obrazek

Wtedy mówili na to miejsce “Spychówek” - teraz jest to “Spychówko”. Czemu tak?

Wtedy były tu ponoć dwa zamieszkane gospodarstwa. Teraz jest ich więcej. Ale ten dom, w którym mieszkaliśmy wciąż stoi. Wygląda jakby ciut inaczej, ale to musi być to miejsce!

1996

Obrazek

2021

Obrazek

Obrazek

Droga w stronę jeziora Zyzdrój nadal jest zarosła wysokim burzanem. Acz nie idziemy tam już. Mamy też na dziś inne plany… Poza tym dla toperza i kabaka to miejsce jak każde inne.. Bo z naszej ekipy tylko ja patrzę na nie przez pryzmat magicznego wyjazdu sprzed lat…

Zaglądamy jeszcze do chyba nowego gospodarstwa gdzie hodują stadko kóz i zaopatrujemy się w sery i mleko.

Obrazek

Wtedy też tu było pokaźne stadko - ale innego, bardziej pierzastego rodzaju ;)

1996

Obrazek

Obrazek

2021

Obrazek

Obrazek

W Spychowie też niewiele się zmieniło. Ot taki mały, nijaki kurorcik jak i wtedy. Zakupujemy tu węgorza, a różniste trofea patrzą na nas ze ścian.

Obrazek

Jakby ktoś był ciekaw innych zdjęć z tamtej, wielkiej wyprawy małej buby - to kilka poniżej:

Tajemnicze leśne jezioro Zyzdrój.

Obrazek

Obrazek

Sianokosy nad jeziorem Spychowskim.

Obrazek

Przegląd krzyżackich zamków na naszej trasie:

Szczytno

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nidzica

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Golub Dobrzyń - tu spaliśmy. Bo okazało się, że w zamku był hotel. Nocleg z duchami Krzyżaków? Takiej okazji nie można było odpuścić! Co ciekawe ceny były w miarę przystępne...

Obrazek

Duchów niestety nie spotkaliśmy - nawet w piwnicach...

Obrazek

A na dziedzińcu można było sobie postrzelac z kuszy. Kusza była bardzo ciężka i mimo zaleceń nie byłam w stanie jej trzymać na wyprostowanej ręce. Strzał okazał się bardzo celny - prosto w okno na trzecim piętrze. Szyba nie okazała się barierą - strzały szukali jeszcze długo i podczas naszego pobytu chyba jej nie znaleźli ;)

Obrazek

Radzyń Chełmiński

Obrazek

Obrazek

Malbork. Jedyne miejsce na naszej ówczesnej trasie, które można okreslić jako dość tłumne i popularne turystycznie. Acz nocne zwiedzanie z pochodniami czy dziwne, wyjące śpiewy w zamkniętym, przyzamkowym kościele, miały swój niezaprzeczalny klimacik!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I nasza kochana ładusia, która nas wszędzie tam zawiozła! :)

Obrazek

Dużo bym dała, aby z moją obecną wiedzą na temat lokalizacji zamków, bunkrów czy chatek, jak i ze świadomości późniejszych zmian, które zajdą w polskim krajobrazie i klimatach, móc wyruszyć na tamtą wyprawę, w tamtych realiach. A może tylko wydaje mi się, że tak byłoby lepiej? Może jest właśnie odwrotnie? Może to właśnie ten brak planu, dokładnych map i totalna spontaniczność była mocą tamtego wyjazdu i spowodowała aż tak nierealnie rewelacyjne wspomnienia?

To tyle odnośnie podróży w czasie... My tymczasem wracamy do rzeczywistości i suniemy spać gdzieś pod Warszawę. Bo jak wiadomo, w poszukiwaniu dzikości i niekomercyjnych klimatów jeździ się na obrzeża stolicy, a nie w jakieś peryferyjne góry czy jeziora! Nie jest to oczywiste? ;)

cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4984
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Czerwcowa włóczęga - ku nieznanym zaułkom środkowej Polski (2021)

Postautor: buba1 » 09-12-2021 18:47

Jak już chyba wspominałam, powoli kierujemy się w stronę domu. Rozważaliśmy nocleg gdzieś nad Wkrą, ale tydzień sporo zmienił w tym miejscu - zaczyna być gęsto od kajaków. Czuć oddech zbliżających się wakacji… Zapodajemy więc tylko przekąpkę koło mostu w rejonie Królewca, w miejscu gdzie Wkrę porasta busz malowniczych glonów. Fajnie się musi przez toto płynąć kajakiem! Może stąd tu taki ich wysyp? Tak jak w góry ludzie jeżdżą wiosną na krokusy a jesienią na kolorki - to tutaj przyjeżdżają “na glona”?

Obrazek

Na nocleg wracamy w znane już nam miejsce - nad Wisłę koło Nowego Secymina. Mamy ciche nadzieje, które okazują się być prawdziwe! Łachy piachu się powiększyły! Da radę na nie wejść i połazić po błotnistych wysepko - półwyspo - mierzejach, po moich ulubionych terenach na pograniczu wody i lądu. To jest właśnie coś, czego brakuje nad naszą Odrą. Odra jest fajna, ale stanowi wąski, głęboki kanał. Wisła chyba bardziej obfituje w mielizny, wyspy, czy szeroko rozlane wody :)

Obrazek

Obrazek

Na naszą upatrzoną łachę niektórzy nawet dają radę dojechać! Ale to zdecydowanie nie jest droga busiowa ;)

Obrazek

Malownicza, pofalowana struktura piacho - błotnistych kępek i pagórków.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kto by przypuszczał, że trochę piachu na mieliźnie może sprawić tyle radości!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Da radę nawet dojść do suchego drzewa, które najprawdopodobniej przyniosła tutaj jakaś powódź. Tydzień temu leżało całe w wodzie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nadbrzeżny biwaczek.

Obrazek

Obrazek

Rano wiślane wyspy obsychają jeszcze bardziej. Już prawie nie ma błota tylko suchy wygrzany piach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Piątek to początek upiornej rujki. Czuć to na drogach, czuć to na kolejnym biwaku. Nie dość, że weekend - to jeszcze pierwsze w tym roku prawdziwe upały (i chyba niestety ostatnie…) I to od dawna zapowiadane w prognozach!

A my naiwni kupiliśmy pozwolenie na wędkowanie w wodach PZW Piotrków.. Ale dupa.. Ani nad nad zbiornikiem Sulejowskim, ani Cieszanowickim nie dopchasz się do wody. Albo by się trzeba po pas w wodzie przez trzciny przedzierać albo wypłynąć łódką na środek jeziora (i mieć nadzieję, że cię żaden skuter nie staranuje..) Każde w miarę dogodne miejsce, w które zaglądamy - to stoi tam już przynajmniej 5 wędek, albo miejscowi za kasę zajmują miejsce dla kamperów, które przyjadą tu wieczorem. Zupełnie jak fucha “staczy kolejkowych” z czasów poprzedniego ustroju! Rozmawiamy z jednym kolesiem, który właśnie zajął traktorem jedną z zatoczek. Taka “usługa” kosztuje ponoć w rejonie 300 zł. Mówił że jak damy więcej - to wpuści nas…

Czasem mam wrażenie, że ostatnimi czasy w Polsce jest za mało wszystkiego - za mało gór i schronisk, za mało jezior, za mało lasów, za mało grzybów i ryb, za mało wiat, za mało miejsc na ogniska, za mało pociągów i leśnych parkingów, za mało noclegowni, knajp a nawet sklepów. Bo wszędzie z roku na rok jest coraz większy, coraz bardziej przytłaczający tłum. Drogi się korkują od aut, rzeki od kajakarzy, górskie szlaki od pieszych, a nad jeziorami więcej wędek niż tataraku.. Zupełnie jakby na przestrzeni ostatnich 20 lat nasz kraj zwiększył swoją liczebność przynajmniej dziesięciokrotnie. Acz oficjalne dane zdają się tego nie potwierdzać. Więc muszę być w błędzie… tylko że gdziekolwiek nie pójdę - znowu mam kogoś na plecach…

Ostatni nocleg naszego wyjazdu spędzamy w grząskiej młace nad jeziorem Cieszanowickim.

Obrazek

Tutaj mamy swoją polankę, acz bez dojścia do wody i zastanawiamy się, czy jutro wyjedziemy, czy nas jednak zasyśnie ;) Wszędzie z oddali słyszymy muzykę, ryki, szalejące motory. Jutro to dopiero będzie wszędzie armagedon! Trza zaraz z rana spierdalać do domu!

Kabak łowi malutkie żabki. Oficjalnie one łapią stopa i podróżują na pace ciężarówki. Mnie osobiście się wydaje, że prędzej są brane w jasyr niż robią to dobrowolnie, ale kabak twierdzi inaczej ;)

Obrazek

Gdzieś po drodze trafiamy jeszcze na opuszczony dom - taki ze strzechą! Nieczęsty widok!

Obrazek

Obrazek

Sądząc po datach ważności leków to jeszcze 10 lat temu był zamieszkany.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W czasie powrotu napotkaliśmy jeszcze kilka bardzo ciekawych miejsc. Wymykających się schematom, porażających swoją oryginalnością i nietypową atmosferą. Dokładnie trzy. I o nich będą kolejne relacje.

cdn