Gdzieś na Dolnym Śląsku

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4572
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Gdzieś na Dolnym Śląsku

Postautor: buba1 » 18-03-2022 21:23

Wycieczkę zaczynamy parkując busia przy bocznej, wykładanej kostką drodze. Mimo trwającej zimy okoliczne drzewa są zielone, bo żyje już na nich chyba tylko jemioła.

Obrazek

Na początek planujemy połazić wzdłuż torów, jako że w tym rejonie kryje się kilka dziwnych i raczej już nieużywanych budynków. Pierwszy z nich stoi przy samej drodze i ma namalowanego tygrysa.

Obrazek

Obrazek

W środku oprócz śmieci wala się też zdjęcie przedstawiające kolesia na deskorolce, uwiecznionego chyba jakimś rybim okiem.

Obrazek

Ciekawsze zabudowania rozciągają na płowych łąkach na tyłach budynku. Są to jakby ogromne baseny, pofragmentowane betonowymi ściankami na prostokątne mniejsze zbiorniki, pełne rur i innego żelastwa. Nie mamy najmniejszego pojęcia do czego te dziwa mogłyby niegdyś służyć.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nieopodal stoi drugi basen, który zawiera jedną dużą komorę skutą dziś solidnym lodem.

Obrazek

Obrazek

Zamarznięte są też mijane kałuże, gdzie lód układa się w malownicze desenie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Trasa przebiega takimi oto malowniczymi zaroślami. Z daleka wygląda to nieco jakby wszystkie krzaki i pnącza były pokryte białymi kwiatami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kolejny opuszczony budynek, ktory mijamy, obecnie jest zalany i mocno zaśmiecony.

Obrazek

Dało by radę zejść w stronę wody schodami, ale są one drewniane i dosyć chrupkie. Musimy się więc zadowolić zdjęciami z górnego poziomu. Chlupnąć w wodę przy tej temperaturze i to jeszcze taką pełną potrzaskanych butelek - nie byłoby zbyt miło ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przy jednej ze ścian stoi coś, co przypomina grilla! ;)

Obrazek

Najciekawsza jest jednak konstrukcja na środku pobliskiego stawu, ktora przypomina dużą donicę? Albo klomb? Obiekt jest ceglany, porosły już mocno mchem i trawą. Lód jest niestety za cienki, aby móc do niego podejśc i zajrzeć do środka.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W pobliskich krzakach siedzi też coś przypominającego dawną nastawnię. Nie zaglądamy do środka, jako że drogę przegradza nam bagienko.

Obrazek

Obrazek

A kawałek dalej, na skraju łąki, znajdują się straszliwie gęste chaszcze. Nawet o tej porze roku ciężko się przez nie przedrzeć z powodu lian, pnączy chwytających za nogi i zdzierających czapki, a przede wszystkim kolców, które są w stanie podrzeć skórę nawet przez podwójne spodnie! Idę więc tam sama. Toperz z kabakiem nie mają aż takiego samozaparcia, żeby zobaczyć kawałek muru. Mi się w końcu udaje przebrać do niewielkiego ceglanego budyneczku, pełnego jakiś kabli i pokręteł. Przed nim znowu betonowa kratownica osłaniająca spory zalany zbiornik. Latem dojście do tego miejsca jest chyba całkowicie niemożliwe.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wędrujemy sobie płytowymi drogami, które czasem rozszerzają się w place.

Obrazek

Obrazek

Jak ktoś się poczuje zmęczony, może się nawet wyłożyć na kanapie. Acz fakt - kanapa jest nieco oszroniona ;)

Obrazek

Spomiędzy płyt i trawy przezierają ślady dawnych torowisk, jakiś kanałów pełnych rur.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mimo odwiedzania wielu miejsc opuszczonych, zruinowanych, zapomnianych i zarośniętych, cały czas wędrujemy wzdłuż używanej linii kolejowej, gdzie ruch jest dość spory i można się też nacieszyć czynnym taborem.

Obrazek

Obrazek

Kierujemy się w stronę kładki nad torami. Czy już wspominałam kiedyś, że uwielbiam takie konstrukcje i wszędzie ich szukam? np. w Jaworzynie Śląskiej https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... unowo.html

Obrazek

Brochowska kładka jest bardzo klimatyczna, dosyc długa, fragmentami zadaszona żelazną kratownicą, a częściowo udekorowana starymi latarniami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Osobnym tematem są rewelacyjne widoki z kładki - zarówno na ciekawe budynki jak i plataniny torów, długie gąsienice wagonów, lokomotyw, rozjazdy. Można się gapić godzinami! Aż człowieka bierze ochota, aby wsiąść w któryś z towarowych wagonów i odjechać w dal! Tak jak na moich ulubionych filmach! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mijamy umocnioną cegłami skarpę, z okrągłymi kominkami. Na mapach opisywane jako stanowisko przeciwlotnicze.

Obrazek

Podążając w stronę drugiej kładki mijamy stare lokomotywy...

Obrazek

Przezierające spod asfaltu kostki brukowe...

Obrazek

Spora część naszej wycieczki to zwiedzanie brochowskich schronów, ale o tym była poprzednia relacja.

A tymczasem dokulaliśmy się do kolejnej kładki nad torami. Jest krótsza od poprzedniej, ale za to w fajniejszych kolorach. Dominuje rudość, która zwłaszcza na tle błękitnego nieba prezentuje się wyjątkowo rewelacyjnie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ktoś tu pomyślał i zadbał, aby wycieczka po okolicach nie była nudna. Resztę torowisk dla odmiany pokonuje się tunelem! :) Tu widzimy do niego wlot, a w tle opuszczoną stację towarową.

Obrazek

Jak to czasem się zdarza, że na małej przestrzeni jest zgromadzone wszystko co lubi buba: kładka + tunel + schron! Brakuje tylko ogniska na środku i barakosklepu gdzie sprzedają wędzone ryby i leją samogon na szklanki ;)

Obrazek

Tunel w pełnej krasie.

Obrazek

Świetlik w suficie. Albo świeci słońce albo latarnia.

Obrazek

Najciekawszy jest jednak drugi wylot z tunelu, ponieważ nie wychodzi na zewnątrz - tylko pod dachem! Wyłazi się na zadaszonej jakby werandzie budynku dawnego dworca! Dach pochodzi chyba z czasów późniejszych niż dworzec i jest trochę prowizoryczny. Może chodzi o to, aby na wychodzących z tunelu nie spadały cegły z opuszczonego budynku?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zaglądam do piwnic...

Obrazek

Przytunelowy budynek widziany od drugiej strony.

Obrazek

Cały teren tutaj jest pokryty pomniejszymi, opuszczonymi domkami, halami, garażami.

Obrazek

Obrazek

We wnętrzach już stoi woda, a dachy coraz solidniej się składają jak domki z kart...

Obrazek

Obrazek

Czasem jednak wpadnie w oko coś intrygującego - magazyn kamizelek odblaskowych albo podobna "radiostacja" jak ze schronu w poprzedniej relacji. Tylko mniejsza. A obok coś uwiło gniazdko.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kolejne budynki są coraz bardziej zarośnięte.

Obrazek

O innej porze roku to ten ładny kran napewno mozna przegapić!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Już nie wspominając o wagonach! ;)

Obrazek

Jak przystało na tradycję tego dnia - musi być jeszcze więcej kładek. Tym razem już takie mniejsze i nie nad torami, ale nad rowem z wodą, w rejonie ogrodków działkowych.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Niektóre są nawet wykładane dywanem...

Obrazek

A na innych robimy sobie piknik.

Obrazek

Obrazek

Sporo dzisiejszych tras wypada nam właśnie przez ogródki działkowe. Mijamy więc miłe małe domeczki, często chyba stawiane według autorskich pomysłów swoich właścicieli. Uwielbiam takie działki, gdzie każda altanka jest inna i opowiada swoją, niepowtarzalną historię.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I co najważniejsze! Znaleźlismy przebiśniegi! :)

Obrazek

cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "

na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4572
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Gdzieś na Dolnym Śląsku

Postautor: buba1 » 03-04-2022 21:36

Początki budowy Twierdzy Głogów sięgają ponoć XVII wieku. Poźniej, na przestrzeni wieków i lat, była wielokrotnie przebudowywana przez różne państwa: Austrię, Prusy, Rosję, Francję, Niemcy i Polskę. Jak widać każdy musiał dodać coś od siebie...


FORT GWIAŹDZISTY


Obecnie dostępna jest tylko część fortu - można pospacerować po jego fosie od strony parku. Ceglane ściany sympatycznie zarasta mech i bluszcze.

Obrazek

Obrazek

Można się też wdrapać na pagórek i pozaglądać w kilka niewielkich bocznych pomieszczeń. Większość z nich jest zamieszkiwana przez bezdomnych. Osobiście nikogo nie spotkaliśmy, ale było wiele śladów ich bytowania, zarówno w postaci sprzętów jak i intensywnego zapachu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Główna część dawnego fortu jest używana przez jakieś magazyny, parkingi... Tak prezentuje się widok na ten teren z góry:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A tak z dołu:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Udaje się nam wejść i nikt nas nie przepędza - pewnie dlatego, że nikogo nie spotkaliśmy ;)

Napis wyraźnie ktoś zabezpieczył daszkiem.

Obrazek



FORT PRZY TORACH

Trafilismy na niego przypadkiem i nie znalazłam nigdzie jego nazwy. Położony między torami kolejowymi a rozlewiskami Odry, które na mapach są opisane jako Zatoka Neptuna. Ceglane ściany przytykają paktycznie do samego torowiska.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Z drugiej strony mury i skarpy opadają w stronę odrzańskich rozlewisk i bobrzych bajorek.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Sporo okolicznych pagórkow i urwisk wygląda jak zupełnie naturalne wzgórza, nie mające kompletnie nic wspólnego z działalnością człowieka. Wystarczy w nich jednak nieco poryć butem, albo zjechać z osypującą się ziemią ze skarpy, aby spod spodu wylazły stare cegły! Uroku dodają połamane drzewa, pnącza i furkot kaczych skrzydeł!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Miejsce najbardziej przypomina fort, gdy zaglądniemy do niego z boku. Odsłonią się schodki, czarne otwory okien dwóch poziomów i ściany porosłe gęstym kożuchem bluszczy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wnętrza to łukowane stropy, liczne ślady bytowania bezdomnych i niestety bardzo dużo śmieci. I to nie takich, które są pozostałościami po imprezach czy obozowisku dzikich lokatorów. Widać, że te śmieci ktos tutaj zwozi (lodówki, telewizory, zderzaki, puszki po farbach i lakierach), używając miejsca jako wysypiska. Tak się niestety kończy brak publicznych kontenerów na odpady :(

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek



FORT OBER REDOUTE


Fort jest położony na północ od miasta, w dzielnicy zwanej Ostrów Tumski. Wśród łąk i rozlewisk pojawia się pagórek a na nim kępa większych zarośli. Jest błotniste przedwiośnie. Suniemy więc mlaskającymi drogami, wśród szarych pól i już dosyć mocno późnego popołudnia. To już ostatnie miejsce jakie zwiedzamy w Głogowie w ten bogaty w przygody dzień (no dobra - przedostatnie, do kolejnego potrzebujemy już zupełnej ciemności ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Czasem krajobraz roświetlą jednak nietypowe kolory! Drzewa zardzewiały! :)

Obrazek

Obrazek

A tu nie wiem czy tylko my widzimy postać wyłażącą zza drzewa? Co to za licho?? Zwłaszcza przy spojrzeniu kątem oka - naprawdę dziwnie nam się zrobiło ;)

Obrazek

Brama ze złamanego drzewa...

Obrazek

Fort brał udział w walkach o miasto pod koniec II wojny światowej, więc jest dosyć mocno zniszczony i sporo jego fragmnetów przypomina kupę kamieni. Ale jakże ładnie omszałych kamieni! I przywodzących na myśl górskie gołoborza czy skalne miasta zasypane rumoszem.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jest jednak jedno miejsce miejsce, gdzie widać, że to jednak fort. A nie gorgan, ruina kamienicy czy fabryki. Chyba jedyne zadaszone miejsce na tym terenie. Bardzo fajny zaułek i mając tu blizej zapewne byśmy tu kiedyś przyszli na nocleg. Dziś zapodajemy jedynie mały piknik - herbata z termosa i czekolada.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A tu klimaty fosowe. Woda, grzęzawiska i ceglane, pionowe ściany.

Obrazek

Obrazek

Obrazek


FORT MALAKOFF


Odwiedzamy też miejsce, gdzie byliśmy już we wrześniu, ale obiecaliśmy sobie powrót w wieczornych okolicznościach. Na nadrzecznym cypelku, u zbiegu wód Odry i odnogi zwanej Stara Odra, stoi ceglana wieża artyleryjska zwana Fort Malakoff albo Barbakan. Ze względu na swój kształt, architekturę i rozplanowanie przestrzenne jest ponoć unikalna na skalę europejską. Fort początkowo miał 3 kondygnacje, z czego jedną podziemną. Ta przedziwna wewnętrzna wieża służyła jako klatka schodowa do poruszania się między kondygnacjami, bez wychodzenia na zewnątrz. Dziś dolny poziom jest niedostępny z racji na zalanie i zagruzowanie, a strop dzielący górne kondygnacje już dawno się obwalił. Mamy więc ogromną, wysoką przestrzeń na bazie okręgu, gdzie mozna biegać w kółko wokół wewnętrznego trzpienia.

Nasze zdjęcia z września, gdy wpadliśmy tu po raz pierwszy i z lekka przypadkiem, kompletnie nie wiedząc co to za cudo przycupnęło na cypelku.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Rzut oka zza rzeki. Fajnie wygląda ta trawa na dachu, taka płowa i szumiąca na wietrze!

Obrazek

Teraz, zgodnie z planem, zawijamy tu już po zmroku. Ciepły odblask ogniska oświetla wnętrza wilgotnych ceglanych murów. Łukowate sufity, kolumny, boczne zakamarki - jak jakaś magiczna, pradawna świątynia, o której zapomniał świat. Atmosfery dodaje wyjący na zewnątrz wiatr, który zdaje się mieć ochotę wdmuchnąć cały budynek do pobliskiej rzeki, na której porobiły się grzywiaste fale jak na morzu. Taki to oto niecodzienny wieczór i biwak w nietypowych warunkach stał się naszym udziałem w pewien zimowy dzień...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek



Nie wiem czy ma to coś wspólnego z głogowską twierdzą, ale napotkaliśmy też dwa obiekty przypominające schrony. Jeden połozony na grobli przy porcie:

Obrazek

Obrazek

Drugi między Odrą a torami kolejowymi niedaleko mostu.

Obrazek

Oba niestety zamknięte i niedostępne dla bub do swobodnego zwiedzania :(

Obok tego drugiego są też takie konstrukcje.

Obrazek

Obrazek

Jest jeszcze w Głogowie fort Luneta, ale z pozyskanych informacji wynikało, że jest pozamykany i dobranie się do niego nie jest zbyt proste, więc sobie odpuściliśmy.
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4572
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Gdzieś na Dolnym Śląsku

Postautor: buba1 » 07-04-2022 17:01

Pierwsze co nas wita w Głogowie to dworzec PKP i jego dosyć nietypowy wygląd. Nad peronami przechodzi kładka dla pieszych, ale całkowicie inna niż te, które widywaliśmy dotychczas. Ta jest cała zabudowana i bardziej przypomina jakiś przemysłowy tasmociąg!

Obrazek

Obrazek

Idziemy się zatem powłóczyć w tą podkładkową, przykolejową ciemność. Kładka z oddali prezentuje się jeszcze fajniej, zwłaszcza w połaczeniu ze strukturą drogi - pokarbowaną, kostkowatą i pełną ogromnych jak jeziora kałuż, w których przeglądają się nieliczne tutaj rozbłyski świateł.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Czasem wyłoni się z mroku jakaś samotna lokomotywa...

Obrazek

Światła z góry i z dołu...

Obrazek

Docieramy w końcu w miejsce, gdzie tory się kończą jak ucięcie noża, a wieżę ciśniej wyraźnie coś nadgryzło!

Obrazek

Wieczór jest przedziwny. Jest luty i wieje dość silny wiatr. Ale ten wiatr jest niesamowicie ciepły! Jak nie zimowy, jak nie w Polsce! Przypomina mi to raczej letnią Gruzję, gdzie duje non stop, ale ruch powietrza nie powoduje uczucia dojmującego chłodu. Wiatr też pachnie. Jakby liśćmi, jakby parzoną kawą?? Ki diabeł??? Jedno jest pewne - nie chce się wracać pod dach i w zacisze czterech ścian! Człowiek by fruwał z tym wiatrem, chłonął go i szybował gdzie poniesie kolejny podmuch!

Zanosi nas w końcu do centrum. Mają tu ogromny i ponoć fest stary kościół w postaci trwałej i pozabezpieczanej ruiny. Był uszkodzony ostrzałem i pożarem pod koniec wojny i od tego czasu nikt go do końca nie odbudował. Wejść do środka niestety łatwo się nie da. Obczailiśmy wprawdzie kilka miejsc, które by ostatecznie rokowały, ale raczej dla jakiś zwinnych gówniarzy a nie statecznej matrony jak buba, która potrafi się zabić o własną nogę. Po za tym szlag wie jakimi kamerami i czujnikami to obecnie nadziali... Kiedyś to się łatwiej zwiedzało - wystarczyło, że cieć nie patrzył i każdy obiekt twój...

Głogowski kościół mi bardzo przypomina podobne budowle, które zwiedzaliśmy w Obwodzie Kaliningradzkim. ( https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... odzie.html )
Też takie monumentalne, i też o podobnym pochodzeniu i historii.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jak to przeważnie mamy w zwyczaju - szukamy jakiejś knajpy. Ale nie byle pierwszej lepszej. Jak zwykle interesują nas speluny, mordownie czy miejsca, gdzie czas zatrzymał się w głębokim PRLu. Ceratka na stole, opowieści stałych bywalców w kłębach papierosowego dymu czy ten element niepewności czy się wyjdzie z widelcem w plecach czy jednak nie ;) Coraz trudniej z naszymi wygórowanymi wymaganiami, pula obiektów się z roku na rok zmniejsza...

Polecano nam "Wisienkę" przy przejściu podziemnym - niestety okazała się zamknięta.

Obrazek

"Rybka" nas zachwyciła, ale czynna do 18, więc odwiedzimy jutro...

Na dziś pozostała "Mewa" i trzeba przyznać, że miejsce całkiem sympatyczne!

Obrazek

A tym wiaduktem powędrujemy jutro rano! Ku portom i przykolejowym zaułkom!

Obrazek

Obrazek

Udało się też znaleźć przefajne miejsce noclegowe. Z gatunku naszego ulubionego czyli kwatery pracownicze. Miejsca wygodne, praktycznie i nieodęte. I często za sensowną cenę.

Obrazek

Tym razem na pokoje przerobiono chyba jakąś hale przemysłową, o czym świadczą użebrowania sufitów i solidne szyny przecinające pokój. Jak ktoś lubi "industrialny design" to będzie zachwycony!

Obrazek

Obrazek

W obiekcie mieszkają głównie ukraińscy robotnicy. Jest 18 lutego, więc mamy okazję na jeszcze normalne odnoszenia i pogaduchy na ciekawe tematy...

cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4572
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Gdzieś na Dolnym Śląsku

Postautor: buba1 » 13-04-2022 18:53

Porankiem opuszczamy naszą kwaterę - malutki, niepozorny budyneczek wklinowany pomiędzy spore blokowisko. Ciekawe co tu się wcześniej mieściło?

Obrazek

Sympatycznie ozdobione słupki.

Obrazek

W jednym z mijanych wieżowców mijamy zsyp! Badzo mnie ten widok ucieszył, bo ostatnio tylko ciągle słyszałam, że zlikwidowali, zaspawali, zamurowali. Jak widać na załączonym obrazku komora zsypowa nie musi się wiązać z gnijącym syfem i szczurami. Może być czysto i jednocześnie wygodnie dla mieszkańców. Zawsze marzyłam, aby mieć na klatce schodowej takowy zsyp, wyjść sobie w kapciach i ziuuuuuu śmieci na dół, o jakiej godzinie dnia i nocy mi w duszy zagra. Acz chyba w czteropiętrowcach to nigdy nie robili?

Obrazek

Fajna naklejka! Musimy sobie kupić na busia! :)

Obrazek

W okolicach przykolejowych jest sporo półtunelików. Niektóre przeznaczone na pociągi, a inne wyraźnie na coś innego. Początkowo mamy nawet plan, aby się przespacerować takowym tunelem, ale pociągi jeżdżą dosyć często, a znając obecne podejście - zaraz by się ktoś czepił.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tu nie wiem co się mieści we wnętrzach, za tymi pokratowanymi okienkami.

Obrazek

Jedno z przejść podziemnych pod torami zostało wyzamykane i teraz zasiedlił je jakiś bezdomny.

Obrazek

Obrazek

Tuptamy w stronę rzecznego portu połozonego w zatoczce Odry, oddzielonej groblą od głównego nurtu. Ktoś mi kiedyś opowiadał o zacumowanych tam starych barkach, więc to brzmi jak temat, który trzeba sprawdzić. Po drodze, w nadodrzańskim parku, mijamy sporą ilość solidnych, betonowych, wolnostojących ścian. Przypomina mi to nieco jakieś pozostałości po dawnych strzelnicach?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Osiedle nadrzecznych wagoników i barakowozów.

Obrazek

Obrazek

W porcie jest dzisiaj dosyc pusto. Nie ma ani oczekiwanych barek, ani zbyt wielu innych pływadeł. Widać nie trafiliśmy w fazę żadnego przeładunku, a zimna pizgawica nie sprzyja wodnej rekreacji ;)

Obrazek

Obrazek

Zwracają uwagę te dziwne "podcienia" - regularne wnęki wycięte w betonie przy brzegu. Ciężko mi z tej odległości ocenić jakie są głębokie i do czego mogły służyć (oprócz ozdoby ;) Widać, że wpływa do nich woda. Przypominają nieco miniaturkę oglądanego wcześniej półtunelu dla pociągów.

Obrazek

Obrazek

Te lokomotywy to wyglądają jakby były wściekłe i zaraz miały kogoś ugryźć.

Obrazek

Po raz pierwszy widzę, że na rzece tworzą się fale z białymi grzywami! Podmuchy wiatru sa zmienne, więc wielokrotnie fale walą w przeciwną stronę niż prąd rzeki. No dzisiaj to bym nie chciała Odry kajakiem forsować! Tratwą zresztą tyz nie...

Obrazek

Już z daleka zwracają uwagę spore ruiny jakiejś fabryczki, położone na drugim brzegu kanału. Rzut beretem a nie ma się jak dostać przysłowiową "suchą stopą".

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na samym cypelku.

Obrazek

W terenach nadrzecznych Głogowa można też napotkać rzeźby o tematyce wodnej.

Obrazek

Obrazek

Wędrując dalej przenosimy się w klimaty kolejowe i one będą nam towarzyszyć praktycznie przez cały dzień. Mijamy taki oto niepozorny budyneczek.

Obrazek

Obrazek

Spora część wnętrz jest splądrowana i wypalona...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

...ale w jednym pomieszczeniu udaje się napotkać sporo ciekawych sprzętów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Chyba były tu jakieś warsztaty.

Obrazek

Obrazek

Można sobie poczytać o higienie pracy i co zrobić, aby pomieszczenia się nie zjarały tak jak na fotkach powyżej ;)

Obrazek

Obrazek

Najfajniejsza wydaje się ta maszyna! Duże wrażenie robi spora ilość pokręteł, korbek i dźwigni. Wszystkie wciąż gładko chodzą i nawet nie piszczą! Z tabliczek można się dowiedzieć o wierceniu, skrawaniu i cięciu. I że owa maszyna ma coś wspólnego z Kluczborkiem, dawnymi nazwami ulic i musiała chyba nie urywać od razu palców bez ostrzeżenia, bo dopuszczano do niej uczniów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na przedłużeniu peronów stoi kilka nieużywanych już budynków. Ktoś zakładający tu niegdyś kwietniki widać, że miał dobrą rękę do roślin! Całkiem solidne drzewa porosły! :) Podróżni czekający na peronach łypią na nas podejrzliwie. Jeden nawet krzyczy do nas "Czego tam szukacie?" Ale na odpowiedź, że "grzybów" - jednak postanawia się zająć swoimi sprawami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Gdzieś w tych terenach spotykam swojego sobowtóra :) Nie dość, że wygląd zbliżony - to jeszcze podobne rejony bytowania! :)

Obrazek

Kładka taśmociągopodobna tak się prezentuje za dnia.

Obrazek

A tak rejony grasowania pożeracza torów i wież.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

My dalej wędrujemy wzdłuż torów. Mijamy przejazd kolejowy, z niewiadomych przyczyn zablokowany. Skądinąd w tle widać tą fabryczkę, którą oglądaliśmy przez wodę z cypelka przy porcie. Ta sama, tylko z drugiej strony.

Obrazek

Nie jesteśmy pojazdem uprzywilejowanym, więc nie pchamy się między szlabany. A przede wszystkim tego nie robimy, bo mamy lepszą opcję! Kładka!!!! Mają tu super klimatyczną kładkę dla pieszych!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Widoki z góry na zakładzik położony nad zakolem Odry.

Obrazek

Obrazek

Różne rozjazdy, plątaniny i kłębowiska wszelakiej maści przedmiotów o zapachu metalu, smaru i impregnatu.

Obrazek

Obrazek

Gdzieś tutaj była chyba parowozownia. Tak przynajmniej wynika z map.

Obrazek

Obrazek

Pojazd, którym by się fajnie wybrać na wycieczkę.

Obrazek

Przykładkowa ulica pasuje tu swoim klimatem.

Obrazek

Obrazek

Suniemy sobie dalej w stronę Biechowa, jednej z nieistniejących już wsi. Zaglądam w tunelik pod torami. Tu też widać ślady zimowego osadnictwa. Chyba obecnie w Polsce jest naprawdę poważny problem bezdomności. Praktycznie w każdym opuszczonym bunkrze, kamienicy, tunelu - są jakieś legowiska, szmaty, resztki naczyń czy jedzenia. Raczej ci ludzie nie robią tego z wyboru? Mała szansa, że to tylko kilka osób, które zasiedlają kolejne miejsca i migrują dalej, poszukując bardziej komfortowej ruiny?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na obrzeżach miasta spora ilość torowisk coraz bardziej zarasta trawą i krzewinkami.

Obrazek

Obrazek

Mchy i porosty też dobrze się mają!

Obrazek

W zaroślach czai się kilka budynków, z których zostały już tylko niezadaszone ściany, niektóre z cegieł, inne z ogromnych głazów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Są też miejsca wyglądające jak kanały dla pociągów. Może jakieś zakłady remontowe tutaj niegdyś były?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Najciekawszym elementem krajobrazu są ogromne wieże, które dzisiaj wyjątkowo cudnie wyją na wietrze! Próbuję wyleźć na jedną z nich, ale docieram gdzieś do 1/3 wysokości. Im wyżej, tym bardziej czuć lodowate powiewy wiatru, próbujące wyrwać drabinkę z rąk, i tak mocno zgrabiałych z zimna. Odchyły wieży też mnie nieco peszą. Cóż, trzeba bedzie wrócić w jakieś cieplejsze dni.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mają tu też drugą wieżę ciśnień, ale już do niej nie podchodziliśmy. Chyba nam się nie chciało. Bo w głowie mieliśmy już tylko Rybkę! :)

Obrazek

O tak! Bo o "Rybce" rozmyślamy już od wczoraj. Jest to knajpa zdecydowanie ocierająca się o ideał! Klimat, wystrój, wszystko. Połączenie baru mlecznego z piwną spelunką. I jeszcze dania rybne serwują! To jedno z tych miejsc, gdzie jak się wdepnie - to zasysa. I nie chce się wychodzić!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Aby nikt nie zapomniał gdzie się znajduje - z każdego stolika patrzy na niego porcelonowa przedstawicielka pysznego gatunku :)

Obrazek

Obrazek

Jedynym minusem tego miejsca jest obecność na ścianie telewizora. Być może bywalcy lubią sobie czasem na nim obejrzeć mecz albo inne skoki na deskach, i może wtedy się przydaje. Dziś niestety robi wyłącznie to co zazwyczaj - czyli sieje mrok... Był to jak się nie mylę 19.02, wiec powszechny, paniczny lęk przed grypą zaczął jakoś powoli ustępować, a wojna na Ukrainie sie jeszcze nie zaczęła. Już nas nie pożerał Omikron a jeszcze nie Putin. Trzeba było więc jakos odgórnie zagospodarować ludzki strach. I tu z pomocą przyszedł wiatr! Też dobre zagrożenie - śmierć, kalectwa, zniszczenia i siedź na dupie, najlepiej przed ekranem śledząc komunikaty. Premier przed kamerami prawie płakał, prosząc o nie wychodzenie z domu. Jeszcze tylko 2 dni, wiatr minie i będziecie uratowani (hehe). Na tym etapie wreszcie zrozumieliśmy czemu w tak piękny, słoneczny dzień - miasto było praktycznie wyludnione... Wszyscy spijali z ust premiera i innych dawców alertów, a mało kto spojrzał za okno...

Tymczasem rybka na talerzu i browarek w kufelku się skończyły, więc nieustraszony oddział pogromców wichrów wyrusza dalej w nieznane lądy.

Mijamy most. Równie bolą zęby od jego różu, jak od słupów w Jednorożcu. Ciekawe czy tutaj też jakaś radna nie zatraciła od czasów przedszkolnych swoich upodobań kolorystycznych?

Obrazek

Obrazek

Jak most to i kłódeczki zakochanych. Jednak chyba nie zawsze ta metoda działa... Tu wyraźnie widzimy, że w którymś związku coś poszło nie tak...

Obrazek

Przy jednej z kamienic na obrzeżach miasta napotykamy leśny ogródek biesiadny. Mają tu szałas recyklingowy, krzesło wisielca i telebim z dziewczętami, które się lekko pomarszczyły, acz chyba nie ze starości a od kaprysów otaczającej aury.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Sympatycy miejsc opuszczonych nie mogą oczywiście pominąć dawnej restauracji "Neptun", położonej nad zatoka o tej samej nazwie. Obecnie budynek można obejrzeć już tylko z zewnątrz. Ktoś kompulsywnie pozamurowywał wszystkie otwory. Z użytych pustaków chyba by można nowy hotel postawić - tyle ich tu zmarnowano... No cóż... Nie będzie pikniku na dachu.. Nie można mieć wszystkiego - Głogów i tak był dla nas bardzo łaskawy!

Ruinka widziana z oddali, z różnych stron. W całkowicie odmiennych aranżacjach krajobrazu.

Obrazek

Obrazek

Takie zamurowane budynki zawsze kojarzą mi się z zakneblowanym człowiekiem. Bo za nic nie mogą opowiedzieć swojej historii. Bo ktoś postanowił za nich inaczej...
Architektonicznie to ciekawe są te krzywe pale, na których wspierają sie balkony pierwszego piętra. Poczatkowo wydawało mi się, że one się tak powyginały ze starości i z chęci rychłego zawalenia się. Ale one chyba takie właśnie były od samego początku!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Półokrąglak...

Obrazek

.. kiedyś służący chyba jako miejsce dla sztuk walk...

Obrazek

A teraz bardziej wypoczynkowo...

Obrazek

Był tu chyba kiedyś jakiś plac zabaw - jego fragmnety schowali do szopy.

Obrazek

Krata symulująca rozbitą szybę.

Obrazek

A zaraz obok przecudne odrzańskie rozlewiska! Takie jak trzeba - pełne powykręcanych konarów, mchów, zwieszających się gałęzi i ptactwa!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Co nam się jeszcze rzuciło w oczy w Głogowie? Blok, który wygląda jak klasyczne takowe z wielkiej płyty, ale jest z pustaków.

Obrazek

Pień o ciekawej strukturze.

Obrazek

Gdzieniegdzie na elewacjach zachowały się sympatyczne stare trąbki pocztowe. Szkoda, że Poczta Polska zmieniła ten swój symbol. Ten był taki fajny!

Obrazek

Obrazek

Jest też rżący koń! Nie wiem co on zobaczył albo co go spotkało, ale minę ma z lekka nietęgą!

Obrazek

No i chyba tyle z pięknego miasta Głogowa - miejsca, które chyba pod każdym względem zaskoczyło nas niezmiernie pozytywnie! :)
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4572
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Gdzieś na Dolnym Śląsku

Postautor: buba1 » 19-04-2022 16:28

WYLUDNIONE WIOSKI KOŁO GŁOGOWA


W te okolice po raz pierwszy trafiliśmy w 2011 roku. Wtedy odwiedzilismy tylko dwie wioski. Rok później kolejną. Jeszcze inną miesiąc temu. Ta relacja zbiera to wszystko do kupy.

Kilka wiosek w okolicach Głogowa jest niezamieszkana, wyludniona i zarasta trawą. Biechów, Rapocin, Żukowice, Bogomice, Wróblin Głogowski... Pozostały pojedyncze zasiedlone gospodarstwa, stare kościoły, białe, pordzewiałe tablice miejscowości, asfalt donikąd i ruiny dawnych zabudowań...

Tak to jakoś jest, że nie ma rzeczy czarno - białych. Wszystko ma swoje plusy i minusy. Powstanie na początku lat 70 tych Huty Miedzi Głogów wydawało się wspaniałe dla miasta, które dopiero wtedy na dobre zaczęło się rozwijać i odbudowywać z wojennych zniszczeń. Ale jednocześnie to samo przyczyniło się do skażenia i stopniowego znikania z krajobrazu kilku pobliskich wsi. Zawsze musi być harmonia w przyrodzie - coś powstaje, coś znika...

Wszystko postępowało stopniowo. Ludzie żyjący w wioskach przy hucie ponoć bardzo chorowali, uprawy z ogródków i sadów nie nadawały się do spożycia. Dawni mieszkańcy wspominają o dziwnych mgłach o piekącym smaku, metalicznie pobłyskującej rosie w ogrodzie, kwaśnych deszczach niszczących zupełnie uprawy, zdychających pszczołach czy dzieciach z ołowicą. Jakoś w latach 90-tych teren został uznany za zupełnie niezdatny do zamieszkania i wtedy zaczęły się wysiedlenia. Zostali ci, którzy nie dogadali się w sprawie odszkodowań albo chcieli tu mieszkać mimo wszystko. Dla niektórych rodzin, które doświadczyły już w życiu jednego przesiedlenia z Kresów Wschodnich - wizja powtórki była niedopuszczalna. Ze wspomnień jednego mieszkańca: "Gdy po wojnie, jako pionierzy szliśmy drogą wzdłuż Odry na zachód, szukając nowego miejsca do życia, w najśmielszych snach nie przypuszczałem, że po 40 latach przyjdzie mi pokonywać tą drogę w tym samym celu, ale w odwrotnym kierunku..."
Inni przystali na wysiedlenia z radością, widząc w tym szansę na lepsze ustawienie się w mieście. Część budynków została rozebrana i przeniesiona w inne, "czystsze" miejsca, inne domy rozburzono, a mieszkancy dostali mieszkania w głogowskich blokach. Obecnie powietrze pod Głogowem się znacznie poprawiło, no ale wioski nadal trwają w stanie opustoszałym jak przed laty, będąc póki co namacalnym świadectwem historii przemysłowej tych terenów.

Część zdjęć i opisów z relacji może już być nieaktualna, bo pochodzi sprzed ponad 10 lat. Ale takimi pozostały w mojej pamięci.

RAPOCIN (2011)

Rapocin bardzo łatwo pominąć. Nie leży przy przelotowej, asfaltowej drodze. Trzeba skręcić w pola i zarośla ku nadodrzańskim łozom.

Stary bruk przemierza dawną wieś i początkowo zdaje się prowadzić przez terytoria pozbawione śladów ludzkiej bytności. Jednak coś pojawia się na horyzoncie. Coś całkiem sporego! Znad szumiących koron drzew zaczyna migać ceglana wieża kościoła. No to jesteśmy na miejscu!

Obrazek

Witają nas stare mury ogrodzeń.

Obrazek

No i poszukiwany kościół.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wnętrza całkowicie już wypatroszone, ale zionące chłodem, którego nie uświadczy gdzie indziej w takowy upalny, duszny dzień.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Cmentarz położony nieopodal. Głównie namierzamy tu nagrobki małych dzieci. Roczek, dwa latka. Chyba wykończyła je jakaś zaraza.

Obrazek

Niepozorny budynek koło kościoła. Zaglądamy tam od niechcenia - a w środku pełno malowideł! A to ci miłe zaskoczenie! Miała być buda a jest galeria sztuki! ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


WRÓBLIN GŁOGOWSKI (2011)

Wróblin, podobnie jak Rapocin, też leży nad Odrą. Acz na jej drugim brzegu i na przeciwległym końcu huty. Z braku pontonu musimy więc nadłożyć drogi, zrobić spore kółko i przebrać się przez głogowski most. Nie ma wyjścia. A w linii prostej było całkiem blisko! :)

Tak się rozpoczyna wieś - melancholijnie i sentymentalnie.

Obrazek

Kościół na pierwszy rzut oka nie sprawia wrażenia opuszczonego - ot zwykły wiejski kościółek, no może jedynie mało wypiglowany jak na dzisiejsze czasy. I nie obskubany z zieleni.

Obrazek

Obrazek

Wnętrza zrobiły na nas duże wrażenie. Rodzaj napisów czy malunków przywodził na myśl świetlicę wiejską czy jakieś festynowe warsztaty farbek plakatowych. Taki budynek blisko zwykłych, miejscowych ludzi, jakby odnawiany czy upiększany ich rękami. Nie jakaś wielka bezduszna sztuka nie-wiadomo-skąd czy profesjonalne ekipy remontowe, tylko sama sól tej ziemi!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ścienne i sufitowe obrazy świętych. Rewelacyjnie zachowane jak na opuszczone miejsce!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W zaułkach kościoła można znaleźć różne skarby!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wieża od spodu.

Obrazek

Jedyny zamieszkany dom we Wróblinie.

Obrazek


ŻUKOWICE (2012)

Żukowice były największą miejscowością wśród tych podgłogowskich wiosek. Mieszkało tu ponad 1000 osób. Gdy bylismy tam w 2012 roku była mowa o 5 pozostałych na stałe gospodarstwach.

Huta rzeczywiście jest stąd blisko…

Obrazek

Obrazek

Zabudowania gdzieś przy drodze.

Obrazek

Obrazek

Wśród pól przycupnęło osiedle opuszczonych domków szeregowych. Wszystkie takie same, identycznie rozplanowane wewnątrz.

[img][img]https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhHhu2zc760UeqnfyioZ_m3D_XS4XjtzI00NkmeHxshpBlqvvAjxozhjYFTbydUKHwgwxwj81FkgZ6HNWoIC5LMaOap6b61ptnL-0nIO4lIRWgocrkIvNsHRuxSHlegzx9LRjlFP6nkiaC30mJ1KZ9IVGbRyst0Q-FlJe-sWO2XPvYyLnpSZljBJzFUog/s600/IMG_9745.jpeg[/img][/img]

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kościół ponoć bywa używany. Zamknięty, nie udało się nawet zajrzeć do środka.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Najbardziej zapadł nam w pamięć zespół pałacowy - jako pomnik bezinteresownej wredności ludzkiej...

Już z drogi widzieliśmy pałac. Z tabliczki na budynku wynikało, że w części zabudowań przypałacowych mieści się "Przytulisko dla ubogich św. Faustyny".

Obrazek

Brama na teren była szeroko otwarta, żadnych tabliczek, że nie wolno wchodzić. No to zwiedzamy!

Obrazek

W środku na murku siedzą bardzo marnie wyglądający faceci, jacyś tacy wychudzeni. Pytamy czy można pokręcić się po okolicy, zobaczyć pałac. Mówią, że oczywiście, że zapraszaja, tylko że pałac do oglądania tylko z zewnątrz, bo jest zamknięty.
Zatem zwiedzamy, kręcimy się po terenie jakies pół godziny. Pałac jak pałac, ale przytulisko robi na nas szczególne wrażenie. Zwykle takie ośrodki, które widziałam są przynajmniej jakoś w miarę ogarnięte. Takich tragicznych warunków, smrodu, brudu i smutnych, acz przyjaznych ludzkich twarzy to naprawde dawno nie widziałam... I jeśli mówię to ja - sympatyk wszelakiej rozpierduszki - to nie jest to ocena przesadzona.
W którymś momencie pojawia się jakiś gość w białej koszuli, z wielkim krzyżem na piersiach. Właściciel/zarządca/stróż owego obiektu? Jeden z pensjonariuszy, ale niespełna umysłu? Gdy nas zobaczył, natychmiast zaczął biec w nasza strone. Wpadl prawie w furię, zaczął nas wyganiać, że turystom absolutnie nie wolno zbliżać się nawet do pałacu, ze to teren prywatny, że włamaliśmy się na jego teren, że wkradliśmy się opłotkami. Nie było żadnej szansy rozmowy z nim, prędzej można uzyskać kontakt mówiąc do dżdżownicy. O pozostałych mieszkańcach tego przedziwnego miejsca wypowiadał się bardzo z góry, mówiąc o nich jak o niewolnikach lub zwierzętach, że "oni tu głosu w żadnej sprawie nie mają". I tylko jego należy pytać bo "on tu rządzi i decyduje"... Gdy zobaczył, że mamy aparaty wpadł w jeszcze większy szał, zaczął straszyć policją, sądami, swoimi kolegami, psami, karą boską, chyba tylko o kosmitach nie wspomniał. Komentarze "ja was znajdę i się policzymy inaczej" sypały się wokoło.. Nie wiem o co tam chodziło, jaka działalność odchodziła w tej na wpół opuszczonej osadzie, czy rzeczywiście mieli tam coś do ukrycia i dlaczego tak panicznie bali się kontaktu z ludźmi z zewnątrz - to chyba już pozostanie dla nas tajemnicą...

Obfotografowany zawczasu pałac...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Teren zabudowań przypałacowych to przede wszystkim pryzmy korzeni (które według relacji pensjonariuszy przytułku słuzyły na opał), dużo śmieci, suszące się do słońca cuchnące moczem kanapy i trochę kur - dziwnie agresywnych jak na przedstawicieli tego gatunku (może opiekun je szkolił?)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W Żukowicach znaleźliśmy też stacyjkę. Utrzymaną w ogólnych klimatach miejscowości i bardzo tutaj pasującą swoją atmosferą przemijania i rozkładu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


BIECHÓW (2022)

Do Biechowa trafiamy w lutym tego roku włócząc się po Głogowie i jego przykolejowych okolicach. Mijamy dziwne osiedle - jakby luksusowe kontenery dla robotników. W miarę nowe, malutkie domeczki, trochę jak baraki ale bardzo porządne. Podobnie wyglądały w Gruzji osiedla dla uchodźców z Osetii. To ponoć jeszcze administracyjnie należy do Głogowa, ale już na skraju z Biechowem.

Obrazek

W samym Biechowie pozostało już niewiele. Najciekawsze jest mauzoleum rodziny Hoffmeister, położone w mocno rozpiżdżonym i pełnym wiatrołomów lasku.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nie jesteśmy tu sami. Towarzyszy nam nieżywy już lisek, ale jeszcze dość świeży. Jak to skubaniec przeczuwał, że to dogodne miejsce dla nieboszczyków i postanowił dołączyć do dawnych właścicieli okolic.

Obrazek

Na terenach dawnej wsi możemy też znaleźć stary most.

Obrazek

Obrazek

I klimatyczny tunel przebijający się pod linią kolejową. Zarówno taki dla ludzi i aut, jak i dla rzeki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jest też stawek, na mapach nazywany "czerwonym jeziorem".

Obrazek

Na ujęciach z satelity faktycznie ma takowy kolor, ale na żywo już nie. Przypomina klasyczne, wysychające odrzańskie starorzecza.

Obrazek

No i to chyba tyle. W Bogomicach póki co nie byliśmy, ale tam ponoć za dużo śladów przeszłości nie pozostało. Odwiedziliśmy też Brzeg Głogowski i Słoćwinę, ale one zupełnie nie wpisywały się w kategorię "opuszczona wieś", choć na dawnych pałacykach i dworach można tam całkiem użyć :)
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4572
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Gdzieś na Dolnym Śląsku

Postautor: buba1 » 06-05-2022 19:01

Ech… Jak to mówią: “cudze chwalicie…”. Gdzie to ja nie szukałam ciekawych fortów! W Toruniu, Krakowie, Przemyślu, Nysie a nawet w Czarnogórze, Lipawie, Brześciu czy Kaliningradzie.

A jakoś do mnie długi czas nie dotarło, że kupa fajnych fortów znajduje się 30 km od naszego domu! A mieszkamy tu już 15 lat! Jak to w ogóle możliwe?? Tak to patrząc daleko - łatwo można przegapić, coś, co jest w zasięgu ręki...

3/4 umocnień Festung Breslau powstało od ostatnich lat XIX wieku do końca I wojny światowej. Pozostałe w okresie międzywojennym i w czasie II wojny. Forty rozsiane są pierścieniem wokól miasta i różny jest stopień ich zachowania i zagospodarowania. Odwiedziliśmy tylko niektóre, jako że jakoś nie ze wszystkimi były nam po drodze. Może kiedyś jeszcze do jakiś zawędrujemy - to wtedy będę dodawać je do tej relacji. Obiekty wymienione poniżej odwiedziliśmy w okresie jesienno-zimowo-wczesnowiosennym, jako że po chaszczach najlepiej się łazi w okresie małolistnym i bezkleszczowym.


SCHRON PIECHOTY NR 20


W miejsce to zaglądamy w czasie wycieczki po Brochowie. Fort jest położony w lesie przytykającym do działkowych ogródków, blisko linii kolejowej. Wkomponowany w pagórek - idąc lasem można by go całkiem nie zauważyć, aż się dojdzie na skraj przepaści.

Obrazek

Ceglaną fasadę prawie całkowicie pokrywają kolorwe malunki.

Obrazek

Wnętrza to kilka dużych komór i wąskie, ciemne korytarzyki. W komorach stoi kilka konstrukcji zrobionych z palet, sugerujących, że odbywały się tutaj jakieś spore imprezy, a to służyło za bufety.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ze złotych myśli wysprejowanych na ścianach: "Wolność zaczyna się tam, gdzie kończy się strach". Sama prawda... Strach jest orężem pozwalającym założyć każde kajdany...

Obrazek

Mimo że to jakoś połowa lutego - znajdujemy pierwsze tego roku przebiśniegi!

Obrazek

Na kolejnej wycieczce odwiedzamy trzy forty, o kształcie prawie identycznym, acz są totalnie inne przez rozmaity stan zachowania i zagospodarowania. Ciekawie więc obserwować coś o wspólnej bazie, ale gdzie losy potoczyły się totalnie odmiennie.





FORT PIECHOTY NR 4 - LISIA GÓRA


Fort, podobnie jak poprzedni, położony jest na skraju ogródków działkowych. Okolica wokół jest mocno zaśmiecona i to raczej nie przez imprezowiczów, ale raczej ktoś traktuje to miejsce jako wysypisko. Tak to zwykle bywa - brak ogólnodostępnych kubłów = śmieci w każdym rowie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Spomiędzy zeschłych liści wystaje jakieś żelastwo. Wygląda na klamkę do drzwi fortu.

Obrazek

Wejścia do fortu są zamurowane, acz trafiła się jakaś dobra dusza, która jedno z nich lekko rozkuła i można się do środka wślizgnąć. Wnętrza są przestronne, o ceglanych ścianach i sporej ilości metalowych elementów. Wszystko jest mocno okopcone, wygląda jakby ktoś kiedyś wypalał tu śmieci. Zapach panujący wokół przypomina raczej topiony plastik niż aromat ogniska.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Koło fortu stoją małe budyneczki o łukowatych sufitach z żebrowanej blachy. Jak się potem dowiadujemy - nazywane są "schrony pogotowia".

Obrazek

Obrazek

Od strony rzeki fort otaczają betonowe labirynty, coś jakby okopy czy stanowiska strzeleckie. Nigdy jeszcze przy fortach czegoś takiego nie widziałam!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek



FORT PIECHOTY NR 6 - POLANOWICE


Fort otaczają stawki, które wyglądają jak pozostałość dawnej fosy.

Obrazek

Zaglądam tutaj z dużą dozą niepewności, jako że zazwyczaj miejsca zagospodarowane staram się omijać, ze względu na znikomą dla mnie atrakcyjność. Zwłaszcza, że przeważnie zwiedzanie kończy się na pocałowaniu klamki lub ostatecznie na robieniu zdjęć przez płot, będąc obszczekiwaną przez psa lub bluzganą przez ciecia. No a tutaj czeka nas bardzo nieoczekiwana i rewelacyjna niespodzianka! Po pierwsze - brama jest otwarta! To pierwszy, niezaprzeczalny plus!

Obrazek

Drugi plus zauważamy już zaraz po pierwszym. Na terenie kręcą się ludzie i są oni bardzo sympatyczni i się miło uśmiechają. Zapraszają na bezpłatne zwiedzanie. Przy forcie płonie ognisko, co całą okolicę wypełnia właściwym zapachem i klimatem.

Fort z kształtu jest identyczny z poprzednim, jednak wyglada krańcowo inaczej - z racji na brak śmieci i czyste wnętrza. Widać, że ekipa bardzo o fort dba i opowiada o różnych jego kawałkach, które udało się uszczelnić, odwilgocić, odsprzątać czy wyposażyć w ciekawe sprzęty. Co bardzo mi się podoba - wnętrza nadal wyglądają jak fort, a nie jak salon w domku jednorodzinnym (co np. spotkało pewne, niegdyś fajne, bunkrowe miejsce w Szczecinie). Gość, który nas oprowadza, jest niesamowitym pasjonatem fortyfikacji i wie o nich wszystko, a nie tak jak np. ja, że jedynie lubie sobie połazić wśród chaszcza i betonu. Chodzimy więc po okolicy i po wnętrzach, zwracając uwagę na różne detale, na które sama nigdy bym nie wpadła aby spojrzeć. Zeszło nam tu chyba z półtorej godziny i był to bardzo ciekawie spędzony czas!

Fort z wierzchu. Zwracają uwagę fajne kominki.

Obrazek


Obrazek

Obrazek

Skoro są kominki - to muszą być i piecyki. Służą one nie tylko do dodawania miejscu uroku, ale również osuszania starych, zawilgotniałych murów.

Obrazek

Obrazek

Inne wyposażenia fortowych komór. Żołnierskie prycze, kibelek, malownicza skrzynia z niemieckimi napisami oraz różne inne machiny.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Szyb w górę.

Obrazek

Wokół fortu wije się wąskie torowisko. Krajobraz z kolejką zawsze jakoś tak zyskuje na urodzie! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jest nawet drezynka! :)

Obrazek

W odróżnieniu od dwóch pozostałych fortów, jakie odwiedziliśmy tego dnia, tutaj jest w betonowym okopie zrekonstruowane stanowisko obserwacyjne. W poprzednim były tylko jakieś podarte kawałki blachy. A tu proszę jaki solidny pancerz!

Obrazek

Fortem opiekuje się Wrocławskie Stowarzyszenie Fortyfikacyjne - jakby ktoś chciał na nich namiar to jest np. TUTAJ Odwiedzać fort można w każdą sobotę (acz my byliśmy chyba w niedzielę i też się udało)





FORT PIECHOTY NR 7


Obiekt jest położony przy skrzyżowaniu autostrad - wiadukty, ślimaki, rozjazdy. Patrząc na mapę zdaje się, że tak musi wyglądać przedsionek piekła...

Obrazek

Acz po raz kolejny przekonujemy się, że pozory mylą, a najciemniej bywa pod przysłowiową latarnią. W słoneczny, weekendowy dzień ciężko o samotność w typowo "dzikich miejscach". Każdy koneser dzikości i kontaktu z przyrodą przecież pragnie takie miejsca odwiedzić. W lesie, w górach, nad rzeką - tłum. Rowerzyści, psiarze, spacerowicze. A tu, przy tym upiornie położonym forcie, spędzamy prawie godzinę robiąc sobie drugie śniadanie, racząc sie piwem i herbatką. I nie przewija się dosłownie nikt... Tylko jednolity szum zza gęstych samosiejek przypomina o tym, gdzie się znajdujemy... No i może majaczące zza drzew zabudowania. Taka maleńka wyspa zapomnienia, pomiedzy światem zagospodarowania, gdzie człowiek nawet centymetrowi gruntu nie odpuści...

Fort jest zdecydowanie najbardziej zarośnięty ze wszystkich dziś odwiedzonych okazów. Już w betonowym labiryncie się o tym namacalnie przekonuję, dosłownie co chwilę pozbywając się kapelusza. Raz mi go wystrzela w powietrze chyba na 4 metry!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A dalej jest już tylko gęściej! :) Znajdujemy się jakieś 10 metrów od fasady fortu! :)

Obrazek

Zbliżamy się, pokonując kolejne ściany z lian i splątanych gałęzi.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pień. Gęsto obrosły konarami pnączy, tak grubymi, że same wyglądają już jak drzewa!

Obrazek

Oczywiście jakoś tak wyszło, że podchodziliśmy do fortu najbardziej zarośniętą trasą. Od drugiej strony było znacznie "luźniej"!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wnętrza sugerują, że jednak jacyś ludzie tu czasem bywają. Te tony śmieci raczej same nie przylazły... Acz część komór w środku jest posprzątana i chyba przeznaczona na imprezy. Syf zalega tylko w jednej i przy wejściu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jest też mały budyneczek. To pewnie ten schron pogotowia, który w poprzednich obiektach też występował i był karbowano - łukowaty!

Obrazek

Obrazek




FORT PIECHOTY NR 9


Akurat był po drodze. Jak przystało na muzeum teren jest wysprzątany, wylizany i... zamknięty na głucho. Widać słoneczna niedziela to nie termin do zwiedzania takich miejsc. Można jedynie zapuścić żurawia przez płot.

Obrazek

Obrazek

Przy forcie zgromadzono sporo małych schronów, z betonu lub metalu. Z informacji na tabliczkach wynika, że wyzbierali je w różnych miejscach i tu ustawili.

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Obrazek

Obrazek

Na terenie są też wystawione różne fajne stare samochody.

Obrazek

Obrazek


FORT PIECHOTY NR 8a


Miejsce położone po przeciwległej stronie tego upiornego węzła autostradowego co fort nr 7. I miejsce znów jest odludne, wypełnione tylko jednostajnym rykiem aut z oddali.

Obrazek

Prawdziwie leśne obuwie.

Obrazek

Wygląda jakby niegdyś był to teren jakieś wojskowej bazy, bo w kilku miejscach w lesie zachowały się takie charakterystyczne betonowe słupy.

Obrazek

Obrazek

Najpierw odnajdujemy mały schronik.

Obrazek

Obrazek

A zaraz obok rzuca się w oczy większa budowla.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Włazimy! A na wejściu niespodzianka! Przejście tarasuje zdechły dzik! Kabak zauważa, że dzik chyba trochę żyje bo rusza oczami. Ale to nie oczy... To chyba były robale...

Obrazek

Obrazek

Zostajemy już więc na samym początku wprowadzeni w mroczny nastrój tego miejsca. Fort jest nieco inny od poprzednich, składa się z kilku komór o metalowych, żebrowanych sufitach. Teraz juz co chwilę się nam wydaje, że coś na nas patrzy!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Od drugiej strony fort wygląda jak obły pagórek, na szczycie którego jest przemiła, wygrzana, płowa łączka.

Obrazek

A potem ma miejsce nieco zabawna sytuacja. Ja idę jeszcze poszukać jednych ruin nad Mokrzycą, na które mam namiar. Toperz i kabak zostają na dachu fortu wygrzewając się do słońca, bo nie chce się im przedzierać przez chaszcze. Gdy wracam ze swojej krótkiej wycieczki, podchodzę do fortu - a ich tam nie ma! Kurde! Mieli czekać! Dzwonie do toperza gdzie są. Toperz mówi, że siedzą na dachu. Wychodzę na górkę - nie ma ich... A poza tym jakoś tu jest bardziej zarośnięte! Przecież na dachu była polanka! Ki diabeł?? Zaglądam do wnętrza fortu. Dzika też nie ma... Słyszę w końcu głosy nawołujące w lesie: "buba! tu jesteśmy!". Bo te schrony są dwa! Niedaleko siebie! Ale jaja! Gdyby nie moga dodatkowa wycieczka w chaszcze - to byśmy go przegapili!

Obrazek

Obrazek

Wnętrza są bardzo podobne do poprzedniego, ale chyba fajniejsze. Więcej nacieków i nie wali padliną.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jest też drugi maluch.

Obrazek

W trawie znaleźliśmy jakieś takie dziwne coś. Tzn. kabak znalazł i się chciała tym bawić. Zwykła śruba to czy może granat? ;)

Obrazek



SCHRON MOBILIZACYJNY NR 6


Położony na skrawku łąki, wklinowany w jakieś magazyny czy bazy przeładunkowe.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Siedząc na dachu mamy takowy widok.

Obrazek

Wnętrza bardzo przypadają nam do gustu. Są wyjątkowo ciekawe - zachowały się takie kratownice metalowych podpór. Jeszcze takiego bunkra nie widziałam nigdy! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Są też pająki - czy raczej na obecnym etapie to już skamieliny ;) Nacieki minerałów na bazie pająka? ;)

Obrazek

Stare napisy na sufitowych i ściennych szynach.

Obrazek

Ekipa w komplecie.

Obrazek



SCHRON MOBILIZACYJNY NR 1


Położony na środku uprawnego pola, blisko Wyspy Opatowickiej. Niedaleko jest drugi, na tym samym polu, ale niestety dowiedzieliśmy się o jego istnieniu dopiero po powrocie z wycieczki.

Obrazek

Obrazek

Miejsce przez lokalną młodzież zostało zagospodarowane na imprezy. Jest jakby bar, stół, siedziska z palet. Zapewne niejedne "Pandemia Party" się tutaj odbywało, gdy kluby, bary i dyskoteki były pozamykane!

Obrazek

Obrazek
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4572
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Gdzieś na Dolnym Śląsku

Postautor: buba1 » 11-05-2022 19:10

Kilka razy wybraliśmy się do Wrocławia na poszukiwania fortów, schronów i wszelakiego innego starego betonu. Jakie forty udało się odnaleźć można zobaczyć w poprzedniej relacji.

Ale nie tylko forty wpadły nam w oczy podczas tych wycieczek. Nieużytki na obrzeżach miast, o których ludzie szczęśliwie zapomnieli lub nie zdążyli ich jeszcze zagospodarować, uporządkować i ukształtować na swój ulubiony obraz świata z klocków Lego - kryją niejedną atrakcję i miły dla oka zaułek!

Z Lisiej Góry w stronę fortów o numerach 6 i 7 idziemy wałami nad Widawą. Co ciekawe nie leżą one bezpośrednio nad rzeką (rzeki z nich nie widać) tylko przebijają się przez tereny ogródków działkowych. A tutaj trwa już wiosenna krzątanina. Ktoś coś piłuje, ktoś obsadza grządki, bieli drzewka czy zajmuje się produkcją aromatycznego, grillowego dymu. Jedno łączy te wszystkie czynności - jakaś taka nieśpieszność i bijąca wokół atmosfera sielanki. A i dla oka takie ogródki to nie lada gratka. Ostatnimi czasy ciężko w budownictwie o oryginalność. Bloki mają ujednolicone balkony, domki jednorodzinne wypluwane spod jednej sztancy, sklepy to samo... Wśród działkowych altanek zachowała się jeszcze różnorodność. Domeczek jest często wytworem kreatywności właścicieli, ich pomysłów i chęci. Ot - taki powiew nietypowy dla współczesności i możliwość na krótką podróż w czasie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Działki się kończą i wchodzimy na rozległe, płowe polany. Z wału widoczny jest opuszczony budynek, nie wiem jakiego niegdyś przeznaczenia.

Obrazek

Obrazek

Idziemy na skróty, co okazuje się nie być najlepszym rozwiązaniem, bo najpierw wpadamy w bagno, a potem w kłęby kolczastych roślin strzegących przejścia. A wydawała się taka gładka łączka! ;)

Obrazek

Chyba nie był to dom mieszkalny?

Obrazek

W środku też kolorowo.

Obrazek

Obrazek

Ciepły dzień sprzyja by wyjść na balkon i się powygrzewać! :)

Obrazek

Obrazek

Po drugiej stronie wału dla odmiany takowe betony:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W oddali jest też rozsiane kilka małych budyneczków. Do nich już nie podchodzimy, mając w pamięci czające się tutaj bagna, a i czas na zaczął troche gonić, jako że jak zwykle ciągle zbaczamy z zaplanowanej drogi.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wracamy dla odmiany ścieżkami nad samą Widawą. Taka oto miła płytówka prowadzi w stronę rzeki. Ciepłe barwy późnego popołudnia jak zawsze fajnie współgrają z chaszczowatym krajobrazem :)

Obrazek

Później trasy zmieniają się na bardziej trawiaste, a okolica staje się obfitsza w bobry.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nieznanego pochodzenia i przeznaczenia konstrukcje leśne.

Obrazek

Obrazek

Mi to wygląda na "zęby smoka". A za nami są resztki mostu na Widawie.

Obrazek

Kawałek dalej mijamy kolejne pozostałości mostu/jazu/śluzy - jakiejś nadrzecznej, betonowej budowli.

Obrazek

Obrazek

Jest też takowa konstrukcja - to już wyraźnie sugeruje jakieś dawne spiętrzenie wody, wodospadzik raczej sam się nie zrobił.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wędrujemy też spalonymi fragmentami łąk, które momentami jeszcze nie do końca zgasły.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kurzymy popiołem! :P

Obrazek

Szubienica?

Obrazek

Droga utwardzana sianem.

Obrazek

Już po zmroku szukamy przejścia przez kanał. Z sukcesem. W marcu źle się przechodzi takie miejsca w bród ;)

Obrazek

Nieopodal schronu piechoty nr 20 znajdujemy kolejowy wiadukt, opanowany przez graficiarzy. Każdy kawałek miejsca jest wykorzystany na jakiś malunek!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A to już kolejna wycieczka i okolice fortu 8a. Boczna droga przy jakis magazynach. Jak widać na załączonym obrazku - w takich zaułkach można jeszcze napotkać różne zabytki techniki motoryzacyjnej! :)

Obrazek

Stylowa ławeczka.

Obrazek

Idąc do fortu przebijamy się przez takowe tereny. Zasieki, ruiny, śmieci, wiatrołomy - dosyć spowalnia to wszystko wędrówkę.

Obrazek

Dobra nazwa dla lodówki! Nie wiedziałam, że taka firma istnieje (bądź istniała). Jak to nawet na wysypisku człowiek się może odrobinkę dokształcić.

Obrazek

Po zwiedzeniu fortu przedzieram się jeszcze chaszczami nad Mokrzycą, celem znalezienia jednego miejsca.

Obrazek

Obrazek

Ten bóbr miał chyba ślinotok...

Obrazek

Poszukiwane ruiny okazują się być mało spektakularne...

Obrazek

Obrazek

Na ulicy Ceglanej (tam gdzie szukamy schronu mobilizacyjnego nr 6) wpadają nam w oczy ruiny samotnej, ceglanej kamienicy. Kamienica jest dosyć nietypowa, bo sklejona z wieżą transformatorową. Pierwszy raz coś takiego widzę.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A wiosna chyba przyszła na dobre! Kapelusze nam zakwitły! :D

Obrazek
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

Awatar użytkownika
Artur74
podróżnik
Posty: 151
Rejestracja: 18-02-2014 15:43
Lokalizacja: Wrocław

Re: Gdzieś na Dolnym Śląsku

Postautor: Artur74 » 12-05-2022 14:20

Ostatnio buszowałem na rowerze po wale nad Widawą i okolicach. Nie jestem pewny ale chyba te różne małe budyneczki leżą na terenie dawnego poligonu... Zęby smoka to typowe zapory przeciwczołgowe. Co do Pingwina to zamrażarka trzyszufladowa produkcji wrocławskiego Polaru ;)
Polub swoją pracę, nawet gdyby była mało znacząca i odpoczywaj przy niej.
Chcesz dożyć emerytury lub renty, z pracy przychodź wypoczęty!


Wróć do „Relacje z wypraw”