Na południe - śladem ciepłych źródeł (2023)

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4773
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Na południe - śladem ciepłych źródeł (2023)

Postautor: buba1 » 01-11-2023 23:25

Na pierwszy dłuższy postój na naszej czerwcowej drodze na południe zatrzymujemy się w Czechach, na terenach dawnego uzdrowiska Janske Koupele. Obecność leczniczych źródeł wyczajono tu już w XVII wieku. Początkowo ponoć wodę beczkowano i wywożono do zamków jakiś okolicznych możnowładców. Pełnowymiarowy kurort powstał dopiero w wieku XIX. Kuracjusze korzystali z trzech źródeł. Teren zmieniał właściecieli, dobudowywano nowe budynki. W lepszej lub gorszej formie przetrwał obie wojny światowe i nacjonalizację za czasów Czechosłowacji - utworzono tu wtedy sanatorium dla dzieci. Problemy zaczęły się w latach 90 tych. Jak to często bywało - były to spory własnościowe, niezgodności prawne, nieopłacalność dla nowych gospodarzy. Ostatecznie uzdrowisko zostało opuszczone w 1994 roku i od tego czasu stopniowo popada w ruinę. Obiło mi się o uszy, że teren wciąż ma swoich właścicieli i ponoć trwają jakieś przepychanki o usunięcie poszczególnych budynków z listy zabytków.
Na chwilę obecną jest to spory obszar pełen pokruszonego asfaltu, malowniczej, bujnej roślinności i sporych, mocno rozpiżdżonych ruin. Miłośnicy dobrze zachowanych wnętrz i artefaktów z dawnych epok raczej nie mają tu czego szukać. Ci, którzy po prostu lubią atmosferę zapomnienia, rozpadu, melancholii i pożerania przez przyrodę ludzkich wytworów - będą zachwyceni!

Już przy głównej, przelotowej drodze, która przecina miejscowość, stoi masa opuszczonych budynków. Jeden jest spory, taka dwupiętrowa kamienica.

Obrazek

Początkowo stawiamy busia po prostu na poboczu drogi, ale widząc nad sobą te balkoniki dochodzimy do wniosku, że to nie był najszczęśliwszy pomysł i może jednak go przestawimy? ;)

Obrazek

Balkony są bardzo malownicze, zwłaszcza te, które zaczęły już porastać drzewka. Ale jednak wolę ich nie mieć bezpośrednio nad głową ;)

Obrazek

Resztki ściennych płaskorzeźb, sugerujących lecznicze klimaty.

Obrazek

Do wnętrza budynku wchodzi się przez takowy łukowaty ganeczek.

Obrazek

A w środku kryje się basen! I dupa kota!

Obrazek

Obrazek

Dach mają już mocno przewiewny...

Obrazek

Gdzieniegdzie zachował się stary, niemiecki napis.

Obrazek

Nie wiem czy inni też tak mają, ale ja będąc w miejscu, gdzie jest tyle ruin - dostaję jakiegoś małpiego rozumu. Nie wiem w którą stronę mam najpierw biegnąć, który budynek zwiedzać. Jakbym się podświadomie bała, że nie zdąże, że ktoś mnie stąd wygoni. Jak głodny pies, któremu się rzuci za dużo żarcia i połyka wszystko w całości z łapczywości.

Wbijamy wgłąb osady. Droga z nadgryzionego asfaltu wije się pod górę. Horyzont zaczyna się chmurzyć.

Obrazek

Alejki rozchodzą się na wszystkie strony i wiją przy opuszczonych budynkach. Ich pobocza porastają cudne, kwitnące krzewy. Napewno są wśród nich bzy i rododendrony, nazw innych gatunków niestety nie kojarzę. Zapach jest tak intensywny, że aż się momentami w głowie kręci. Przelatujące co chwilę niewielkie deszczyki dodają kwiatom aromatu świeżości. Początek czerwca to zdecydowanie dobry czas na odwiedzenie tego miejsca!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Największe zgrupowanie pachnących krzewów jest w okolicach drewnianej altanki o szpiczatym daszku. Większość ogrodów botanicznych to się może schować!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I czemu tak nie mogą wyglądać miejskie parki??? Czemu tak nie mogą wyglądać ogrody zamieszkanych domów?? Ludzie powiedzą: "bo to dodatkowa robota, bo to koszty, bo nie ma komu dbać". Tu właśnie od 30 lat nikt o to nie dba - nie inwestuje, nie przycina, nie podlewa, nie karczuje. Raz posadzić i spokój. A przyroda poradzi sobie świetnie sama.

Kwiaty naziemne też są niczego sobie! Też chyba same się nie wysiały i są pozostałością dawnych, kurortowych ogrodów.

Obrazek

Obrazek

A tu już bardziej zwykła roślinność, bujnie porastająca miejsca opuszczone. Wczesnym latem wszędzie zieleń jest tak cudna, że człowiek by to wąchał, tarzał się w tym i pasł jak krowa :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wchodzimy do jednego z większych budynków. Czuć tu rozmach i przestrzeń!

Obrazek

Obrazek

Strażnik karnisza? ;)

Obrazek

Okienka do wielkiej sali.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Trzeba przyznać, że stopień rozpierduchy jest całkiem solidny. Trzeba mocno patrzeć pod nogi.

Obrazek

Obrazek

Alternatywa dla tych, co nie lubią wchodzić przez okna czy drzwi ;)

Obrazek

Zaciekawiło mnie to coś na pierwszym planie. Ten placyk ze studzienkami. Czy jest to pozostałość po jakimś budynku, który już nie istnieje? Ot - omszały taras z licznymi pułapkami.

Obrazek

Zupełnie jak jeden z dolnośląslich pałaców.

Obrazek

Z tym poniżej (w Dobroszowie) bardzo mi się skojarzył!

Obrazek

Zaglądamy też z innych stron

Obrazek

Obrazek

Fragmenty wnętrz wyglądają jakby kiedyś były kaplicą??

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A tu dla odmiany poczułam się jak wędrując przez bytomskie podwórka.

Obrazek

Sporo budynków było tu drewnianych, o skośnych dachach i willowych kształtach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nieliczne artefakty minionych dziejów napotkane na terenie kurortu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A tu mamy wytwory artystyczne zdecydowanie bardziej współczesne.

Obrazek

Albo takie, o których wieku ciężko domniemywać ;)

Obrazek

Idziemy też w stronę rzeki, gdzie szumi taki podłużny wodospadzik.

Obrazek

W tych rejonach występują bardzo duże i płaskie żaby!

Obrazek

Miejsacmi tylko stare latarnie przypominają o dawnej zabudowie.

Obrazek

Obrazek

Potok przekraczają mostki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Niektóre połączone z jakimś zespołem urządzeń hydrotechnicznych.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ścieżka nosząca ślady chodnika wspina się na jedno ze wzgórz.

Obrazek

Na górce napotykamy jeszcze dwa budynki o architekturze zbliżonej do reszty uzdrowiska. Oczywiście też opuszczone, ale dla odmiany zamknięte.

Obrazek

Obrazek

Lolka coś zeżarło...

Obrazek

Mały domeczek całkowicie wkomponował się w otaczającą przyrodę. Stał się już integralnym fragmentem starego drzewa i wyrastającego z niego krzaku.

Obrazek

Obrazek

Na skraju miejscowości, w pewnym oddaleniu od pozostałych ruin, stoi spory budynek o przemysłowym charakterze. Jakby jakieś odwierty? albo przepompowania?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na terenach opuszczonej osady kilkukrotnie napotykamy auta bez blach. Przyjechał jakiś koleś, wysrał psa i pojechał. Potem kręci się parka. Również bez rejestracji na aucie. Wzieli ogromny aparat ze statywem i poszli spacerować na kilka godzin.

Obrazek

Na granicy zmierzchu pojawiają się jeszcze dwa terenowe auta, które wbijają wyżej między budynki i długo słyszymy jak wyją silnikami - one również ani z przodu ani z tyłu blach nie miały. Przez pół dnia tylko te 4 auta tu widzieliśmy (nie licząc kursowych autobusów czy tych, które przejeżdżały bez zatrzymania). Ki diabeł?? Taka lokalna moda? Albo będąc tu trzeba się ukrywać? A może kradną blachy - jak u nas w Jelczu nad stawem? I jak odejdziemy na chwilę od busia - to on również wpasuje się w miejscowe klimaty?? A bez blach to nas raczej nie puszczą przez kolejne granice... Trochę się nakręcamy i co chwilę zaglądamy w rejon busia, czy jeszcze stoi i wszystko jest w komplecie ;)

Pojawiają się też przypuszczenia, że solidna zlewa nas jednak dzisiaj nie ominie... Zupełnie nie wiem skąd takie domysły, ale jakoś owo wrażenie nie chce nas opuścić ;)

Obrazek

Obrazek

Szukamy budynku małego, przytulnego, w miarę dobrze zachowanego. Coby w razie wichrów i wodospadu wody nie postanowił się nam zawalić na łeb. Jeden szczególnie przypada nam do gustu.

Obrazek

Obrazek

Na pierwszy rzut oka wygląda jak kapliczka, acz po bliższych oględzinach dochodzimy do tego, że chyba był pijalnią leczniczych wód.

Obrazek

Malowidła na wewnętrznych ścianach.

Obrazek

Obrazek

Zdążyliśmy w ostatniej chwili! Opad jest dosyć intensywny i dach nie we wszystkich miejscach daje radę mu się oprzeć. Kilkakrotnie przenosimy naszą "ławeczkę" w bardziej dogodne (tzn. suche) miejsce.

Obrazek

Obrazek

Krótki rozbłysk słońca między dwoma nawałnicami pozwala na zabawę z żabami na kałużastej alejce.

Obrazek

Obrazek

Część żab trafia do hodowli.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Inne stworzenia, które napotkaliśmy wśród zabudowy dawnego kurortu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Chwila słońca pozwala wyskoczyć do budyneczku na końcu drogi.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jak nic coś tu kiedyś bulgotało ku uciesze kuracjuszy!

Obrazek

Kolejna porcja granatowych chmur zawisa nad czeskim kurortem na dobre kilka godzin. Okrutną zlewę trójka wędrowców przeczekuje w miejscu już dobrze znanym i lubianym - w dawnej pijalni. Mamy przeuroczy piknik z akompaniamentem grzmotów, o smaku wina z dzikiego bzu, jajek na twardo i kiełbasek z dzika. Na dobre rozpoczęcie naszej wyprawy! Pierwszy dzień i już połowa ciuchów jest mokra! A na nogach obuwie podstawowe - czyli gumiaki! ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Śpimy w busiu, zaparkowanym w bocznej uliczce. W nocy dwukrotnie budzą nas reflektory i dźwięk silników. Jakieś ekipy zawijają tu o 1 i 3 w nocy. Nie wiem czemu bardziej od ruin interesuje ich zawartość busia. Świecą więc latarkami pod nasze firanki: "K... nic nie widać!" Nie wiem co chcieli zobaczyć i jakie były ich oczekiwania. Jak to wspaniale spotkać za granicą rodaków! (ci byli z Nysy)

Drugą ekipę (z Górnego Śląska) przywozi jakiś koleś dużym busem. Wyglądają na grupę zorganizowaną. Koleś chyba był tu wcześniej i coś schował w ruinach. Teraz chce, żeby ekipa z nim poszła - z nadzieją, że wspólnie to znajdą. Nie da się jednak przekonać dziewcząt, aby zanurkowały w ziejące mrokiem otwory. Dziewczęta piszczą okrutnie, wpadają na busia, ale do ruin za cholerę nie wlezą. Może warto by mieć na taką okazję maskę wampira i nagle wyskoczyć z wyciem??

Ciekawe, że takie ciche i spokojne za dnia miejsce - w nocy ukazuje swe zupełnie inne oblicze. O poranku znów jesteśmy sami. Tylko ptaki, rechoczące stada żab i roje komarów...



cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "

na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4773
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Na południe - śladem ciepłych źródeł (2023)

Postautor: buba1 » 03-11-2023 09:16

Na południu Słowacji odwiedzamy nasze pierwsze na tym wyjeździe ciepłe źródło. I to nie jakaś taka letnia popierdółka jak Kalameny - to prawdziwie ciepła woda, jak w wannie! :)

Obrazek

O miejscu tym słyszałam już kilka razy wcześniej, że królują tu golasy i nie ma zwyczaju kąpania się w zbędnych szmatach - znaczy tak jak lubimy! :) Na miejscu faktycznie golasy dominują, ale przy szykowaniu się do kąpieli kabak zwraca mi uwagę na jedną rzecz: "Zobacz, na golasa kąpią się tylko faceci. A panie się kąpią w strojach! Widać taki jest miejscowy zwyczaj, więc i my tak powinnyśmy". No a ja nie mam żadnego argumentu. Nie wiem dlaczego, ale podczas naszego pobytu wieczorno - nocno - porannego przez źródło przewinęło się może z 5 bab (tylko!) i wszystkie były w kostiumach. No trudno... Kabak ma rację... Nie będziemy się wyłamywać z lokalnej tradycji...

Obrazek

Przerwa na obiadokolację w ciepłych promieniach zachodu.

Obrazek

Na Słowacji to wszędzie widać jakieś góry!

Obrazek

Obrazek

A tu, wśród trzcin, jest drugie źródełko. Ta woda dla odmiany jest zimna. Nie wiem czy nadaje się do picia, ale pachnie ładnie. Tankujemy jej dużo do butelek na nasze potrzeby tzw. "wody technicznej" - do mycia garów, zagaszania ognisk czy awaryjnych przepierek. Dużo wygodniej tak niż szarpać się potem na stacjach benzynowych z wduszaniem butelki pod kran w kiblu.

Obrazek

Obrazek

O zmierzchu w sąsiednim, nieco chłodniejszym jeziorku, pojawia się ożywienie i ruch. Zaczynają się kłębić żaby i zapodawać tak donośne kumkoty, że aż echo niesie po horyzoncie.

Obrazek

Przypływają też na wyciągnięcie ręki dwa zwierzątka futerkowe. Początkowo bierzemy je za bobry, ale na bank nimi nie są bo mają cienkie, obłe ogony. Jakieś szczury wodne, piżmaki czy inne nutrie? Sprytne bestie, że osiedliły się w takim miejscu, gdzie im ciepło w kuper! Jak nasze oławskie kaczki, które masowo zimują przy ścieku wypływającym z fabryki, który nigdy nie zamarza, a zimą ustawicznie unoszą się nad nim gęste mgły.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jeden futrzak przypływa do kabaczka tak blisko, że można by go pogłaskać. Jednak trochę strach, że upali. Zębiska ma solidne!

Obrazek

Mamy też okazję oglądać emocjonujące widowisko. Dwa skubańce płyną prosto na siebie i prychają.

Obrazek

Żaden nie ustąpił drogi. Dochodzi do sprzeczki, a potem zapasów i darcia futra.

Obrazek

Po chwili chyba jednak się pogodziły i zgodnie odpływają w tym samym kierunku.

Obrazek

Po zmroku nad ciepłymi źródłami zawsze robi się mgliście. Malownicze kłęby pary wirują w powietrzu, czyniąc go również jakby nieco cieplejszym. Woda ciurka zmiennym strumieniem po betonowych płytach i pokrytych kolorowymi naciekami rosochatych kamulcach. Jak można nie pokochać ciepłych źródeł??

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W bajorku dominują miejscowi. Przewija się tylko jedno auto na polskich blachach. Co ciekawe - jako jedyne z łupiącą muzyką. Wysiada z niego facet, babka i dwoje dzieci w wieku szkolnym. Rozglądają się z niesmakiem, dzieci od razu wracają do auta i siedzą tam obrażone. Nie wiem czego się spodziewały. Babka idzie nad wodę i zaczyna wznosić okrzyki, że tam "gluty pływają". Chodziło jej o liście. Podchodzą też do nas pytając czy my wiemy co to za woda, co w niej pływa i czy aby napewno tu jest bezpiecznie. Mówię więc, że woda musi być czysta, skoro żyje w niej tyle żab i wodnych gryzoni. Nawet próbuje jej pokazać zdjęcia futrzaków, jako że jestem bardzo dumna, że mi tak ładnie zapozowały! Babka nic nie odpowiedziała, spojrzała na mnie z przerażeniem i cała rodzinka kolektywnie uciekła aż się za nimi kurzyło.

W nocy jesteśmy też świadkami dziwnego ukraińskiego gej-party. Przyjeżdża około 20 młodych chłopaków, autami i motocyklami, na blachach z różnych oblasti wschodniego sąsiada. Wyjmują piwo, czipsy i około dwóch godzin drą japy przy autach. Dużo też trzaskają drzwiami, kopią się nawzajem po oponach i jest jeszcze jakaś gra zręcznościowa polegająca na wyrywaniu sobie nawzajem wycieraczek i kołpaków i potem gonienia się z kwikiem. Co ciekawe żaden z nich nie poszedł się kąpać, nawet stopy nie zanurzyli. Popili, pokrzyczeli, puszki walnęli w tatarak i odjechali.

Minusem źródła jest to, że chyba nigdy tu nie pustoszeje. Miałam cichą nadzieję na nocne kąpiele, tylko my wśród mgieł, bulgotów i futrzaków. A tu lipa. Niestety ludzie kręcą się caluśką noc a i o świecie nie brakuje amatorów wygrzewania w ciepłej wodzie - przyjeżdża cała cygańska rodzina (i znów tylko faceci na golasa biegają...)

cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4773
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Na południe - śladem ciepłych źródeł (2023)

Postautor: buba1 » 06-11-2023 18:19

Na naszych wyjazdach zazwyczaj staramy się omijać duże miasta i to dość szerokim łukiem. Czasem jednak przychodzi złamać te zasady - gdy jest jakiś ważny powód. I tak jest właśnie tym razem. Na obrzeżach Budapesztu znajduje się muzeum komunistycznych pomników, które wyzbierali po różnych węgierskich zaułkach.

Jak na stolicę - to okolica jest całkiem przyjemna. Parkujemy na pylistym placyku obramowanym starymi, betonowymi klombami. Horyzont przesłania jakaś spora bania - nie wiem czy to radar czy wieża cisnień?

Obrazek

Obrazek

Skądinąd sam kwietnik przypomina nieco tą wielką konstrukcje w tle... Przypadek?? ;)

Obrazek

Przy kasie wisi napis: "Nie popieramy idei komunistycznych - my tylko nie palimy starych książek".
Wychodzi, że na starych książkach można też zarobić. Oprócz nas przyjechała grupa francuskich turystów. W sklepiku z pamiątkami zachowują się jakby oszaleli. Nie wiem czy węgierskie ceny są dla nich aż tak korzystne czy może potem handlują tym u siebie? Masowo biorą magnesiki, kubki z Gagarinami, Łajką i olimpijskim misiem. Upychają całe plecaki koszulek, miniaturek radzieckich aut i propagandowych plakatów. Ceny w forintach w ogóle mają dużo zer, ale ich rachunek wygląda jakby kupili pół Budapesztu.

My bierzemy tylko dwa magnesiki, więc sprzedawczyni patrzy na nas z dużą dozą dezaprobaty.

Obrazek

Brama wejściowa do muzeum sprawia wrażenie monumentalnego gmachu wzniesionego na pustyni. Nie ma nic - tylko te bramy sięgające nieba!

Obrazek

Klomby utrzymane są w całościowej tematyce.

Obrazek

Pomnik w bramie wykonano w kwadratowym stylu prawie jak "Dziadka i Babcie" z Karabachu. Tu akurat są dwa dziadki - no ale to może znak czasów albo bardziej zachodniej strefy geograficznej ;)

Obrazek

Wchodzimy na rozległy plac. Przyjaźń radziecko - węgierska na początek.

Obrazek

Najciekawsze jak zwykle są dla mnie ogromne, grubo ciosane bryły betonu zastygłe w pełnych ekspresji pozycjach. Z dużą domieszką machania sztandarami oczywiście!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Trochę jakby ufoludki?? Proletariusze z odległych galaktyk?

Obrazek

Obrazek

Strażnik muru. Szlag wie dokąd by można przejść przez tą szczelinę??

Obrazek

Strażnicy korytek.

Obrazek

Magiczna kula

Obrazek

Przechodzimy do działu płaskorzeźb.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dominują wojacy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Są i dziecięcia.

Obrazek

Trutuuuuu!

Obrazek

A ten pan z twarzy przypomina mi Leppera!

Obrazek

Pomnik cieni?? Taki dosyć wymowny... Aż dziw, że nie zamknęli autora...

Obrazek

Obrazek

Jest też w muzeum kilka pomników, za którymi niekoniecznie przepadam - jakiś lokalnych działaczy. Nie ma w nich ani ekspresyjności ani monumentalizmu ani specjalnego pomysłu. Ot gęba i opcjonalnie dłuższa lub krótsza część tułowia. Pewnie już kiedyś wspominałam, że dużo bardziej podobają mi się pomniki "idei" niż konkretnych, nazwanych osób. Jest po prostu ciekawsze, gdy są to górnicy, kołchoźnice czy pionierzy, przedstawieni tak, żeby unaoczniać jakieś cechy, jakieś sytuacje i wyglądać reprezentatywnie dla gatunku. A jakiś pan X, ktory na dodatek nie był bardzo przystojny?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jak zwykle nie brakuje klasycznych Leninków wszelakiej maści.

Obrazek

Obrazek

A tu nie wiem o co chodzi - czemu ten gość ma zawiązane oczy?

Obrazek

Wśród pomników dominują osobniki męskie, ale nieraz napatoczy się też jakaś baba. Czasem jest to intelektualistka. Pióro to chyba do pisania? Może ta pani niosła kaganek oświaty dla narodu? Bo chyba raczej nie chodziło autorowi o skubanie gęsi? ;)

Obrazek

Mamy też babeczkę karmicielkę. Co ona w ręce trzyma - obwarzanek czy może wieniec dożynkowy?

Obrazek

A tu raczej inny typ kobiety - bardziej bojowej w sensie dosłownym. Ta to chyba jednym cycem rozgniatała wrogów systemu ;)

Obrazek

Obrazek

A te pomniki bardzo kojarzą mi się z okazami, które spotykaliśmy w Gruzji. np. te z Tkibuli: https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... ibuli.html

Obrazek

Obrazek

Są też tablice - zarówno dwujęzyczne...

Obrazek

... jak i takie wyłącznie po lokalnemu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Najbardziej intrygujący pomnik jest tylko częściowo kamienny. Jakiś koleś wskazuje czapką kierunek, gdzie biegnie spora grupa z bagnetami.

Obrazek

Obrazek

Fragmenty pomnika są wykonane z cienkiej blachy. Wygląda jakby dosztukowano je później? Może jakiś współczesny artysta naprawił mocno zdekompletowany stary pomnik?

Obrazek

Część postaci jest wykonanych tak jakby nieco na odwal się? jakby na wesoło? Zdecydowanie nie ma w nich tej takiej śmiertelnej powagi i zadęcia, która towarzyszyła monumentom z tamtej epoki. I jako jedyny nie ma też tabliczki z opisem.

Włażę pod spód i oglądam sobie różne detale.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wygłupianki ustawianki :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Znajdź kabaczka!

Obrazek

Być może muzeum będzie się rozrastać. W krzakach nieopodal leżą pomniki - może przeznaczone do rekonstrukcji?

Póki co wygląda to jak krajobraz po grubej imprezie! Może w tej skrzynce było piwo? Za dużo piwa jak dla tej ekipy? ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po drugiej stronie ulicy stoi pomnik obuwniczy.

Obrazek

Obrazek

Kiedyś buty miały właściciela!

Obrazek

Ale potem go gdzieś zabrali. Chyba źle skończył bo nigdzie go nie widzieliśmy jako eksponatu...

Obrazek

Cokół pomnika to cały budynek - jakby bunkier? Wchodzi się do wnętrz z grubego betonu i tam są różne tematyczne wystawy.

Obrazek

Obrazek

Można też wyleźć na górę, na balkonik.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Chciałam bardzo wejść do buta, ale to by wymagało już większych akrobacji - na najwyższy poziom nie było schodów ani drabin. Trza by się po ścianie z cegieł wspinać jak mucha.

Z pomnika są fajne widoki - zarówno te dalekie, na jakiś gigantyczny kombinat zamykający horyzont...

Obrazek

... jak i te bliższe, na ogródki u podnóża. Leżą tu fragmenty pomników, które może kiedyś dołączą do kolekcji. Wygląda to nieco makabrycznie. Skądinąd jakby ktoś chciał ukryć trupa - to świetne miejsce ;)

Obrazek

W bunkrze, który wypełnia wnętrze cokołu, też są zgromadzone różne eksponaty. Jest np. Włodek frasobliwy.

Obrazek

Obrazek

Za czym ta kolejka?

Obrazek

Myślę, że w kapelutku mu lepiej niż w tym kaszkiecie co zazwyczaj go nosił!

Obrazek

Są też fotografie bałkańskich spomeników w różnych aranżacjach artystycznych. Przy dwóch pierwszych nawet mieliśmy okazję kiedyś być :) (Petrova Góra i Podgaric)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

To co - pozwiedzalim i jedziem dalej!

Wiele razy mówiłam, że lubię fotografować słupy i kable. ( https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... supow.html ) Dla ludzi to niby jest brzydkie a do mnie się one uśmiechają. Acz tu, na Węgrzech, po raz pierwszy jeden słup uśmiechnął się tak naprawdę... Bez ściemy, nadinterpretacji i poetyckich przenośni ;)

Obrazek

Wpadają w oczy też fajne kible na jakiejś stacji benzynowej...

Obrazek

Obrazek

A dalej to już Serbia...


cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4773
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Na południe - śladem ciepłych źródeł (2023)

Postautor: buba1 » 08-11-2023 16:11

Granicę udaje się przekroczyć bardzo sprawnie. Ale mimo tego jak i długiego czerwcowego dnia, przez płaskie tereny północnej Serbii jedziemy gdy słońce chyli się już ku zachodowi. Zmierzamy w kierunku Banja Pacir, gdzie ponoć jest czerwone jeziorko i koło niego polanka na biwak. Na miejscu okazuje się, że to jakaś kpina - kałużę obudowano ośrodkiem hotelowym z równo ustawionymi leżaczkami jak na jakiś rivierach. Może to bajoro im wyschło i się odbarwiło? Bo woda czerwona to też za bardzo nie jest...

Już w zapadającej ciemności jedziemy dalej i ogólnie mówiąc jesteśmy w nie najlepszym humorze. Przez poprzednie dwie noce się niezbyt wyspaliśmy, bo ciągle ktoś się obijał o busia, a i dzisiejsze plany kąpieli w fajnym miejscu się zesrały. Wąska droga w nikłym świetle busiowych reflektorów zdaje się być jeszcze węższa i raczej nie ma mowy o żadnym poboczu, na którym można by stanąć, nie ryzykując porannego spotkania z rozpędzonym traktorem. I tak dojeżdżamy nad staw. Z wiatą, źródełkiem i tysiącem kumkających żab! Już się wydawało, że otaczająca nas dupa jest czarna i bezkresna - a tu taka wspaniała niespodzianka! Takie szczęśliwe zrządzenie losu! Nie bardzo mamy już siły na cokolwiek. Zjadamy jedną puszkę konserwy na naszą trójkę, wypijamy herbatę i walimy się spać. A wokół cisza! Cudowna cisza przerywana tylko odgłosami żab i dalekim, bardzo dalekim ujadaniem wiejskich psów. Śpi się przecudownie!

Dopiero poranek w pełni pokazuje jak ładne miejsce los nam wybrał na biwak!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Źródełko! :)

Obrazek

Za dnia czerwone jeziorko też nie zachęca (daliśmy mu drugą szansę). Może się zepsuło? Może zdjęcia oglądane w necie miały więcej wspólnego z fotoszopem niż z otaczającym światem? A może nie napuścili jeszcze tuszu bo jest przed sezonem??

Internet kontra rzeczywistość ;) (pierwsze zdjęcie pochodzi z google maps)

Obrazek

Obrazek

No ale i tak nie żałujemy, że zajechaliśmy w te okolice. Raz, że fajny nocleg a dwa, że w okolicy udało się zaobserwować różne miłe dla oka obrazki! :)

Obrazek

Obrazek

Potem praktycznie cały dzień jedziemy i jest bardzo nudno. Jazda w porywach osiemdziesiątką autostadą przez 500 km może najbardziej optymistycznego człowieka utwierdzić w przekonaniu, że już nic innego nie istnieje na świecie tylko ta pieprzona droga, która się zwija spod kół jak taśma i nic, kompletnie nic już tego nie zmieni. "Atrakcją" jest jedynie czasem tir w zderzaku, który trąbi, błyska światłami i dobrze, że nie ma torped bo pewnie by je odpalił. A nawet przezornie sobie kupiliśmy nową naklejeczkę, coby takie różne wyrywne typy zrozumiały, że ich zaloty nie wywołają kompletnie żadnego efektu. No ale jak widać czytanie im nie idzie albo piana toczona z pyska wbrew grawitacji zalała oczy.

Obrazek

W tym roku spore kawałki przyszło przejechać w owych nie-za-miłych okolicznościach i o zgrozo! jeszcze za to płacić! Cóż, długo próbowałam połączyć wybrane punkty do zwiedzania, nie wtarabanić się w centra żadnych miast i ominać te wszystkie obłąkańcze drogi. Ale mi coś nie szło - kilkaset km trzeba by nadrobić i w końcu se odpuściłam. A! i jeszcze mosty na Dunaju nas limitowały! ;)

W miare ok droga zaczyna być dopiero za Niszem. A od któregoś momentu odkrywamy, że nigdy nie mów nigdy - nawet autostradami całkiem fajnie się jeździ. Dociera do nas, że od jakiegoś czasu nie minęło nas żadne auto! Ani w jedną ani w drugą strone! Ki diabeł?? A wokół tylko góry, puste góry!

Obrazek

Kilkukrotnie mijamy przyklejone do zboczy wioski, sprawiające wrażenie opuszczonych. Mocno zarośnięte, wiele domów bez dachów albo o ścianach o dużym procencie ażurowości.

Obrazek

Mam nawet pomysł coby zaparkować gdzieś na poboczu (w końcu prawie nic tu nie jeździ) i iść sobie na spacer. Acz przypominają mi się słowa wielu osób, że w krajach byłej Jugosławii lepiej nie łazić po tego typu ruinach - zarośniętych, zapomnianych i mało ciekawych dla mas. Bo takich miejsc na zadupiu nikt nie odminowywał, a licho nie śpi. Tłumaczę więc sobie "buba odpuść, jutro będziesz w Bułgarii, tam z czystym sumieniem można będzie hasać wszędzie gdzie dusza zapragnie!"

Gdzieś w tym rejonie widzimy też rude wyrycie na zboczu góry. Początkowo bralismy to za drogę - ale trochę za stroma no i za szeroką na taką gruntową. Po podjechaniu bliżej okazuje się, że to chyba jakiś rurociąg zakopują?

Obrazek

Kolejnego miejsca na biwak szukamy koło miasteczka Pirot, już na zdecydowanym południu kraju. Radość nas rozpiera, bo wiemy, że już jutro z rana wjeżdżamy do Bułgarii! :) A do tego właśnie jedziemy miłą, boczną drogą, która wspina się w góry i wokoło jest coraz ładniej!

Obrazek

Widok z góry na Pirot.

Obrazek

Nasza droga dociera na niewielki płaskowyż. W oddali widać jakąś wioskę i bacówki.

Obrazek

Przy drodze jest całkiem spora żwirowa zatoczka. Nic więcej nam do szczęścia dziś nie trzeba!

Obrazek

Niedaleko stąd na rozdrożu stoi rzeźbiony, kamienny krzyż.

Obrazek

Obrazek

Idziemy też zajrzeć do pobliskiego samotnego kościółka.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W trawie znajdujemy dwie popiskujące kulki. Wysoko nad nami lata chyba ich mama i drze dziobek. Szybko się oddalamy, coby nie niepokoić ptasiej rodzinki.

Obrazek

Przed nami roztaczają się widoki na nieznane szczyty i wirujące na nich mgły. Zwłaszcza o zachodzie słońca widoki są przecudne!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A w tle dzwoneczki. No i cykady rzecz jasna! Już nie wspomnę o oszałamiającym aromacie okolicznych łąk - wszelakie macierzanki, tymianki i szlag wie co jeszcze tu rośnie i pachnie!

To jest niezwykle magiczny wieczór! Biegamy więc wokoło po owczych kupach i cieszymy się życiem! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Świat cieni :)

Obrazek

Gdy słońce znika za horyzontem robi się strasznie zimno, a mgły zaczyniają gęstnieć.

Obrazek

Najpierw znika pobliska wieś, potem bacówka.

Obrazek

Chwilę później nie widać dachów kościółka, a gdy kładziemy się spać to już metr od busia czai się niewiadome, ukryte w szarej masie, której wzrok nie przenika.

Rano otaczający świat też jest utopiony w gęstych tumanach.

Obrazek

Obrazek

Dość szybko owe mgły się rozchodzą, ustępując miejsca słonecznemu dniu.

Obrazek

Obrazek

Włażę na pobliski pagórek, kicam po białych skałkach i ukwieconych łąkach...

Obrazek

Obrazek

...zaglądam zoomem do wioski i widocznej daleko bacówki.

Obrazek

Obrazek

Ogólnie mówiąc, podświadomie robię wszystko, aby opóźnić wyjazd. Bo tak jakoś się nie chce opuszczać tego przemiłego miejsca!

Takie gołębiopodobne nam gruchają cały poranek! :)

Obrazek

Liczyliśmy, że przyjdą owce do pobliskiego poidła, ale nie przyszły. Nic dziwnego - rano zauważamy, że poidło wyschło... Widać muszą się poić w innym miejscu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nasza suszarnia.

Obrazek

Zakupy robimy w markeciku w Pirot. Babka w kasie coś do mnie mówi, ale jej nie rozumiem. Ktoś z kolejki deklaruje, że może tłumaczyć na angielski. Inni dopytują skąd jestem i czy znam jakieś słowa po serbsku. Mówię więc, że "dobar dan", że "piwo", że "molim", że "hvala" i że... chyba tyle. Niektórzy dopytują, że może coś jeszcze, że to mało, próbują mnie uczyć kolejnych słów. Kilka osób w kolejce zaczyna się wkurzać, że to sklep a nie informacja turystyczna ani szkoła. Kilkoro miejscowych jednak niewiele sobie robi z popędzających pokrzykiwań i dalej próbuje coś ze mnie wycisnąć. Mi za cholerę nic do głowy nie przychodzi co by mogło brzmieć po lokalnemu... No chyba, że "Kosovo je Serbia!" Na tym etapie wszyscy zaczynają wznosić radosne okrzyki i nawet ci, którzy minutę temu na mnie sarkali - rzucają mi się na szyję. Jakiś koleś napycha mi kieszenie batonikami. Nosz kurde! Wiedziałam, że to jest dla nich ważne, ale przypuszczałam, że aż tak bardzo!

Wracam uchachana do busia ciągnąc torbę z zakupami, a toperz z kabakiem już prawie się usmażyli na słońcu, bo zaparkowaliśmy na największej patelni. Bo przecież wyskoczyłam tylko na chwilę! Zwykłe zakupy, bach, bach do koszyka i tyle - skąd miałam wiedzieć, że zejdzie grubo ponad pół godziny?? ;)

cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4773
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Na południe - śladem ciepłych źródeł (2023)

Postautor: buba1 » 10-11-2023 10:56

Wjeżdzamy do Bułgarii. Przejście graniczne jest bardzo rozkopane, rowy wyryli chyba na 10 metrów głębokie. Nie wiem co oni tam zakopują. Budynek ładnie zarasta kwitnącymi krzaczkami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na dobre rozpoczęcie bułgarskich wojaży uderzamy do muzeum starych samochodów w miejscowości Koczerinovo. Piąty dzień wyjazdu a my już zwiedzamy drugie muzeum! Jak nie my! ;)

Miejsce zawiera przytłaczającą ilość wszelakiego dobra - rozlicznych skarbów przeszłości. Ale najpierw trzeba sforsować bramę. Ona sama już przypomina wjazd do jakiegoś dawnego kołchozu.

Obrazek

Machamy do kolesia za płotem, a on gestami daje nam do zrozumienia, że najpierw musi zamknąć w kojcu biegające wszędzie psy ras dużych. Jak się potem dowiadujemy zadaniem psów jest łapanie za tyłek złodziei. Bo tak jakoś dziwnie wychodzi, że jak złomy walają się na łące, to nikt na nie uwagi nie zwraca. Ale jak je zgromadzić i wyeksponować - to od razu wiele osób docenia i zauważa ich wartość.

Pierwsze co się rzuca w oczy w tym miejscu to natłok starych aut. Marki przeróżne, z zachodu i wschodu, a wszystkie śliczne! Stoją piętrowo - i na ziemi, i na dachu. Ciekawe jak je tam wsadzali na wysokości?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wiele z nich zachowało stare, czarne rejestracje. Widać nie tylko w Polsce i Sajuzie był niegdyś w modzie ten kolor. Acz w Bułgarii na drodze nie spotkałam nigdy auta na takowych czarnych blachach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jeden egzemplarz wybija się innym kolorem rejestracji. Ciekawe czemu?

Obrazek

To chyba wyjątkowo stary model - chociażby biorąc pod uwagę pasażera ;)

Obrazek

Akuku!

Obrazek

Auta są rozsiane po całym terenie, wklinowane pomiędzy inne ciekawe eksponaty. Wystają spomiędzy traw, przytulają się do tyłów starych hal albo nieśmiało wysuwają noski spod zakurzonych plandek.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Są i te dla dzieci - drewniane lub blaszane, na które poluję od wielu lat - póki co nieskutecznie... Kabak mi wprawdzie już nie wlezie do środka, ale jako eksponat w domu ogromnie by cieszyło oczy!

Obrazek

Znaleźliśmy kiedyś takie na Ukrainie, w opuszczonym domu - ale jechalismy z plecakami w góry, więc nie było opcji go zabrać i nosić. Plecak i tak wbijał w ziemie. Rok później, gdy przyjechaliśmy tam autem - już go nie było. Może trzeba było ukryć w lesie? Zakopać pod samotnym dębem?? ;) Spotykałam też dwa razy takowe autka na giełdach staroci w Bytomiu, ale w cenach zbijających z nóg. Prawdziwe auto by szło za to kupić...

Są tu też na stanie traktory, powozy, przyczepki i inne mniej lub bardziej fragmentaryczne gadżety związane z tematem motoryzacji.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Sztabowa przyczepa mieszkalna.

Obrazek

Obrazek

A to chyba największa zagadka - do czego służy ta tajemnicza maszyna??

Obrazek

Jak są auta to nie może zabraknąć stacji benzynowej i warsztatu - w odpowiednio dobranym klimacie rzecz jasna! :)

Obrazek

Obrazek

Jest i składowisko pod dachem - cała ogromna hala wypełniona po brzegi eksponatami. Rzędem stoją motocykle. Horyzont zamykają telewizory.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jest też zwarta ściana radioodbiorników, wszelakiej maści, produkcji i kształtów.

Obrazek

Obrazek

Na zbliżeniu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ten z gwiazdą urzekł mnie najbardziej!

Obrazek

Jest też wystawka odkurzaczy! Najbardziej podobają mi się te, które wyglądają jak rakiety! Tylko patrzeć jak wystartują i odlecą w siną dal!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W innych gadżetach też tu się dosłownie można kąpać - pływać, zanużyć po szyję! Można dostać oczopląsu. Człowiek nie wie gdzie patrzeć, co ogladać, w który kąt wbijać i w nim myszkować!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nie brakuje też tabliczek - setek starych napisów ze ścian różnych zakładów czy dawnych ulic. BHP, ostrzegawczych, informacyjnych, propagandowych.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I jest to miejsce, ktore daje mi do myślenia. Że to nie tak, że ja mam za małe mieszkanie i dlatego moje pamiątki się nie mieszczą. Tu, w Koczerinovie, sobie uświadamiam, że przestrzeń nie ma znaczenia. To nie metraż - to stan umysłu. Każdą przestrzeń można zapchać, zastawić, zagospodarować, zawiesić - to tylko i wyłącznie kwestia czasu i rozmachu, z jakim puścisz wodze fantazji :) Ja np. nie zbieram starych dystrybutorów ze stacji benzynowych. I to nie dlatego, że nie chce, ale nie mam ich gdzie postawić. A gdybym je miała??

A do kompletu, gdzieś na skraju miejscowości, stoi takowy pomniczek.

Obrazek

cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4773
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Na południe - śladem ciepłych źródeł (2023)

Postautor: buba1 » 12-11-2023 23:51

Kolejna miejscowość na naszej trasie to Stob. Już z oddali widać w jakim celu tam zmierzamy. Właśnie tam planujemy wyleźć :)

Obrazek

Sama miejscowość, położona u podnóża rudych skałek, jest spokojna, sielska i prawie wyludniona. Domy oplatają winorośla, ryneczek z betonowym gierojem jest pełen kwiatów, a uliczkami czasem przemknie jakaś furmanka.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

U wlotu dróg prowadzących na skałki stoją różne budy sugerujące, że czasami sprzedają w nich bilety wstępu czy pamiątki. Dzisiaj wszystko jest pozamykane. Może wieczór? Może środek tygodnia? Może przedsezonie? Trochę miałam obawy, że to miejsce może być zbyt turystyczne i tłoczne, ale widać moje obawy były zupełnie nietrafione. Na całej wycieczce nikogo nie spotykamy.

Miasteczko z góry prezentuje się równie miło jak z wcześniejszej perspektywy przemierzania krętych uliczek.

Obrazek

Obrazek

A tu chyba kiedyś była rzeka, ale jednak potem wybrała inne miejsce. Może jej się nie spodobało, że ją tak zabetonowali?

Obrazek

Początkowo w ogóle zaczynamy się zastanawiać czy poszliśmy w dobrą stronę. Pagórki są zielone, obłe, mało przepaściste. Tylko takie urwiska mijamy ;) To raczej nie to co widzieliśmy z oddali ;)

Obrazek

Pniemy się pod górę. Miejscowość zostaje gdzieś tam daleko u podnóża.

Obrazek

Mijamy szczątkowe podmurówki dawnej cerkwi. Na jej miejscu obecnie stoi kapliczka.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W końcu jednak coś rudego zaczyna majaczyć na horyzoncie!

Obrazek

Coraz bardziej malownicze wąwozy pojawiają się przed naszymi oczami!

Obrazek

Obrazek

W końcu docieramy nad te najbardziej spektakularne rozpadliny, najeżone dziesiątkami gliniastych kolców. Tutaj też pojawia się wiatr. Momentalnie - jakby wiatr był sprzężony z tym poszarpanym, rudym widokiem! Wcześniej na podejściu było duszno i jakby przedburzowo. A tu nagle powiew świeżości i jakby chłodu gór znacznie wyższych. Zabawne zjawisko!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ciekawe, że to wszystko nie są twarde skały, tylko to jest zrobione jakby z błota? Gdyby się chcieć wspiąć na taką "skałkę" to ona by się zapewne pokruszyła. Zwraca uwagę też, że sporo słupów ma "czapeczkę" z dużego kamienia! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W innych miejscach też wyrastają ze zboczy piramidki. Jak grzyby po deszczu!

Obrazek

Obrazek

Skałki skałkami, ale przemiło się tu wędruje głównie ze względu na dywany kwiatów pod nogami, na okolicznych łąkach czy zwieszających się nad urwiskami!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Całe dywany kwiatów, w większosći nieznanych nam gatunków. W sporej części kojarzą mi się z kwiatami ogrodowymi.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dmuchawiec? Taki dość spory!

Obrazek

Fragmenty trasy są nieco przepaściste. Śmiejemy się, że to nasza mini - grań Konczeto. Bo rozważaliśmy czy nie spróbowac tam uderzyć w tym roku, mając pewien żal, że pogoda pokrzyżowała nam plany 18 lat temu. Ale nic z tego nie wyszło i tym razem - Piryn cały czas siedzi w chmurach... Mamy więc tu swoją "grań" - rudy mosteczek, gdzie na długości chyba 3 metrów można się nacieszyć przestrzenią pod stopami. Chyba dla większego komfortu psychicznego ludzie oblepili boki ścieżki wałem z gliny, przez co ten kawałek trasy przypomina tor bobslejowy ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Rozsiadamy się w jednym z bardziej widokowych miejsc. Tam gdzie ruda glina przeplana się z suchą, ostrą trawą, na którą stopniowo wkraczają pnące kwiaty. Ich kłosy kołyszą się na wietrze, a jego podmuchy w zależności od siły i kierunku wydobywają z poszarpanych fragmentów zboczy tak różne odcienie świstów, że nawet zastanawiamy się czy jakoś nie spróbować ich nagrać. Najpiękniejsze jest to, że siedzimy tu z pół godziny, rozkładamy cały piknik i nikt nie wchodzi nam na plecy. W Polsce w tak ładnym i łatwo dostępnym miejscu to byśmy już mieli na karku przynajmniej kilka ekip, drona nad głową i psa na kolanach. Tu na spokojnie pijemy jogurty, wcinamy banany i tylko z brzoskwiniami się nie udało, bo wybrały wolność. Wszystkie trzy, jedna za drugą, ślicznie i gęsiego, potoczyły się w przepaść. Fajnie skakały po obrywach w promieniach chylącego się ku zachodowi słońca...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W oddali widać góry innego rzędu - czarne, zimne, pełne jeszcze płatów śniegu - zbocza Riły, które przeważnie siedzą w gęstej mgle.

Obrazek

Wieje stamtąd zimnem jak skurczybyk! Cieszymy się, że jesteśmy tu, a nie tam!

Obrazek

Obrazek

Kolejne miasteczko na naszej trasie zwie się mało oryginalnie jak na te okolice - Riła. Niebo staje się coraz bardziej... bułgarskie... Chyba jednak to byłby jakiś cud, jak by nam już pierwszego dnia nie dolało w tym pięknym kraju.

Obrazek

Przez miejscowość przemykamy bez zatrzymywania. Naszym celem jest wcześniej upatrzone miejsce, zdające się być dogodne biwakowo.

Po drodze miłe źródełko.

Obrazek

Droga pnie się na wzniesienie górujące nad miejscowością.

Obrazek

Docieramy na taką jakby hałdę, płaską u góry, wysypaną żwirem. Jest to najprawdopodobniej zrekultywowane wysypisko śmieci. Przynajmniej takie wnioski wyciągnęliśmy z lektury unijnych tablic - no że się do tego procesu dołożyli finansowo.

Obrazek

Na hałdzie stoi sobie samotny baraczek. Niestety jest zamknięty i tym razem nie posłuży nam za wiatę... Sądząc po wyposażeniu używają go okoliczni robotnicy leśni.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Okolica, mimo postindustrialnego charakteru i żużlowego podłoża, obfituje w całkiem ładne rośliny, o kolorowych bujnych kwiatach.

Obrazek

Obrazek

Budynki widziane w tle to coś na kształt bacówek - słuchać stamtąd rżenie koni i beczenie. Zwierząt jednak nie widać. Jakaś chudoba widmo!

Obrazek

Obrazek

Barwy horyzontu sugerują, że czeka nas niebawem kolejna zlewa...

Obrazek

Poźnym wieczorem naprzykrza się czwórka znudzonych, miejscowych gówniarzy. Świecą latarkami do busia, pukają w szyby, wołają: "policja otworzyć drzwi" - i rechotają jak debile. Biorą nas chyba za parkę, która przyjechała na barabara. Miejsce chyba często do tego służy, biorąc pod uwagę rodzaj śmieci pod nogami czy kilka aut, które z żalem odjechały widząc nas. Toperz w końcu się wkurzył, wyskoczył z busia i objechał gównierzy. Twarzą w twarz już jakoś nie byli tacy odważni, zaczęli się tłumaczyć, że jakiegoś klasztoru szukają i to pomyłka. Potem tylko wznoszą głupie okrzyki z oddali, ale na szczęście szybko im się to nudzi i odjeżdżają w cholerę.

Poranek jest taki, że Riła to się chowa w gęstych chmurach, to na chwilę wychodzi. Mgieł jest chyba jednak więcej niż braku mgieł.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Idąc za potrzebą spotykam za krzakiem intrygującą brunetkę. Patrzy mi głęboko w oczy i jest jakaś taka jakby trochę przestraszona? Nie wiem co ona tutaj robi, ale na wszelki wypadek idę szukać kibelka gdzie indziej. Nie lubię jak ktoś mi się przygląda w takiej sytuacji - nawet jak jest płaski i papierowy.

Obrazek

Później, gdy jemy śniadanie, przejeżdżają obok Niemcy w terenowych kamperach - jeden zrobiony na bazie niwy a drugi uaza :) Z tyłu na jednym wisi rower o dwóch różnej wielkości kołach, a na drugim hulajnoga z kierownicą z jelenich rogów! Oba auta są tak cudownie poobijane i pordzewiałe, że poczułam nagłą, palącą potrzebę nauki niemieckiego, aby się z tą ekipą zaprzyjaźnić! Niestety przejechali bez zatrzymania, tylko nam machali wesoło i titali klaksonami, więc nawet nie udało mi się zrobić zdjęcia ich wspaniałych wehikułów.

A na koniec ciekawostka - co robią Bułgarzy, aby kierowcy respektowali zakaz wyprzedzania? I tak przez kilkadziesiąt km! I nikt nie wyprzedzał! Magia! ;)

Obrazek



cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4773
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Na południe - śladem ciepłych źródeł (2023)

Postautor: buba1 » 14-11-2023 23:25

Wąska droga do ciepłych źródeł Rupite staje się na tym odcinku jeszcze węższa. A to dlatego, że na drogę wyłażą domy. Dwa opuszczone domy. Są zamknięte, do środka trzeba by wchodzić przez okna pierwszego piętra, więc to raczej nie nasza liga.

Obrazek

Obrazek

Te kolorowe taśmy kojarzą mi sie bardzo miło - ze starymi ośrodkami wypoczynkowymi gdzieś nad jeziorem.

Obrazek

Na rogu jednego z domów jest reklama hotelu w pobliskim miasteczku. Zwraca uwagę, że nie jest naklejona czy powieszona, ale wymalowana! Ktoś przyszedł z kubełkiem farby, pędzelkiem i pracowicie wymalował. Jak nie lubię reklam to ta mnie jakoś rozczuliła! (acz nie na tyle, aby tam iść nocować :P

Obrazek

Przy ruinach to i nawierzchnia staje się przyjemnie wyboista i kałużasta!

Obrazek

Po drugiej stronie drogi zieleń zarasta budynki i maszyny niezananego mi przeznaczenia.

Obrazek

Obrazek

Tutejsze ciepłe źródła są miejscem zagospodarowanym, ale w sposób, który zdecydowanie wpada w bubowe gusta :) Pylista atmosfera kurortu z dawnych lat unosi się w powietrzu :)

Obrazek

Na tyle jest tu fajnie, że spędzamy tu dwa noclegi (i jeszcze potem trzeci na powrocie!) Parkujemy pod skałami, przy niewielkiej ogrodzonej ruince, która nie mamy pojęcia do czego służyła. Szczyty toną we mgle, co biorąc pod uwagę ich mało imponującą wysokość, mocno świadczy o pułapie chmur i związanych z tym perspektywach na wieczór i kolejne dni ;)

Obrazek

Strzałka pokazuje na miejsce, gdzie wynajmują noclegi :P

Obrazek

Główne źródło i ujęcie tutejszej wody znajduje się za szczelnym drewnianym parkanem. Pewnie dlatego, że woda jest tam wrząca i chcą uniknąć ugotowanych na miękko turystów. Z tego co opowiadała jedna babka (o ile ją dobrze zrozumiałam) mieli przed laty taki przypadek "rosołku na ludzinie". Zrobienie poniższych zdjęć wymaga więc pewnych akrobacji.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jak widać niektórzy nabierają stąd wrzątek czerpaczkami.

Obrazek

Dalej woda już nieco chłodniejsza (acz nadal nie bardzo nadająca się aby do niej wejść), spływa rudymi kaskadami w stronę kolejnych bajorek. Tu buchają najpiękniejsze pary, wieczorami i porankami tworzą się najlepsze mgły, no i tu można zapodać najlepsze inhalacje, bo całe powietrze zdaje się ociekać od wszelakich minerałów.

Obrazek

Obrazek

Koryta dla spływu wody są kierowane i kształtowane za pomocą parcianych worków i utkanych szmat, które po czasie obrastają minerałami, nabierają kolorów i stają się integralnym składnikiem krajobrazu. Jedynie jak się mocniej wpatrzyć to momentami wygląda to dziwnie np. jak kawałek takiego worka się urwie i płynie z prądem, poruszając się w wodzie i zdając się być czymś żywym! Raz się naprawdę nie na żarty wystraszyłam, że atakuje mnie jakaś zmutowana meduza!

Obrazek

Obrazek

Jako że nigdzie nie może być spokoju - tu też zaczęli psuć to miejsce. W tle widać szkielety budynków - budują hotele. Na razie to nie przeszkadza bo są w stanie surowym, acz jak je kiedyś skończą (a co gorsza zasiedlą) napewno wpłynie to niezbyt pozytywnie na klimat tego miejsca. Póki co pozostaje się cieszyć, że zdążyliśmy (może w ostatniej chwili) je zobaczyć i nacieszyć się w pełni jego cudowną atmosferą. Nie gaśnie też nadzieja, że może inwestor zbankrutuje albo szczęśliwie pożre go niedźwiedź, których ponoć w Bułgarii nie brakuje. Zostaną więc tylko niedokończone mury a źródła nie utracą nigdy swojego uroku :P

Obrazek

Ot... taka budowa... Na chwilę obecna całkiem w porządku to wygląda - takie nawet jakby lekko zapomniane.

Obrazek

Kolejne jeziorka i meandrujące potoczki mają różne temperatury, różne głebokości i co ciekawe - to się zmienia! Dziś gorąca kipiel jutro może okazać się ledwo letnia i na odwrót. Warto więc krążyć i wypróbowac wszystkie, aby odnaleźć swój ideał na daną chwilę :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kąpiel kąpielą, namaczanie w zupie swoją drogą, ale ważnym aspektem jest też nacieranie się błotem! I to nie tylko dla urody. Ma to też walory lecznicze! :)

Obrazek

Obrazek

Struktury i barwy nacieków to coś, czym można się zachwycać godzinami! Jak to sama przyroda ukulała takie artystyczne formy, wzorki, czasem istne rzeźby! Wiele z nich istnieje tylko kilka sekund, tylko mgnienie pozwalające cyknąć zdjęcie, a potem odpływają w siną dal albo zmieniają się nie do poznania w coś zupełnie innego.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pewnym problemem w okolicy źródeł są psy. Psy są upierdliwe, tłuką się pod busiem, mamy obawy, żeby nam tam czegoś nie poprzegryzały. Lubią się chować pod auta przed deszczem czy słońcem i ok, niech by se tam siedziały. Ale raz, że nie siedzą tylko grają w berka, a dwa że co wychodzisz z busia to trzeba uważać, żeby nie nadepnąć na ogon czy łapę bo wtedy mogą upalić. Psy są chyba bezpańskie, opiekunowie źródeł je czasem dokarmiają, ale nie przyznają się do ich posiadania.

Obrazek

Obrazek

Tu akurat są spokojne, bo mają przerwę śniadaniową. Takie byki, a wciąż piją mleko od mamy! Biedna ta mama! Wymiona to już prawie po ziemi ciągnie!

Obrazek

Młodzież uwielbia się też bawić włażąc pod tojtoja. To tak na marginesie dla tych, co lubią sobie pieska pogłaskać :P

Obrazek

Włażą też pod inne auta albo biegają ciągnąc za sobą wszelakie śmieci (znalezione albo porwane turystom)

Obrazek

Zaraz przy źródłach jest też knajpa.

Obrazek

Obrazek

Stoi niewielki baraczek, gdzie się zamawia i wiaty gdzie się pożera zakupione jadło. Przybytek jest bardzo miły, więc warto go odwiedzać przy każdej okazji.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nie ma tu zbyt rozbudowanego menu i miłośnicy frykasów nie mają tu raczej czego szukać. Mają frytki, sałatkę szopską, kebabczi - kiełbaski z mielonego mięsa. Jest też drugie danie mięsne, które już nie pamiętam jak się nazywa, ale wygląda (i smakuje) jak kebabczi, na którym ktoś usiadł i przybrało formę raczej płaskiego kotleta. Są tez różne napoje, ale raczej nas one nie interesują. Zieloną herbatę robimy sobie sami, a kawałek dalej można kupić na straganie domowe wina w tysiacach odmian i smaków. Piwo w puszce i herbata minutka w naparstku nie leżą więc w zakresie naszych zainteresowań.

To coś w kubku to nie jest ani piwo ani herbata (ani urynoterapia :P ) To wino figowe!!!! :)

Obrazek

Do knajpy przytyka jeszcze jeden basenik, też zasilany wodą z ciepłych źródeł. Jest on dla tych, którzy cenią bardziej eleganckie warunki kapieli - jest płatny, nie ma w nim mułu, błota, nacieków. Nie kąpaliśmy się w nim - macałam wodę i była ledwo letnia... Wystygła, bo taki duży napuścili...

Obrazek

Obrazek

Chodzimy więc do tej knajpy i na śniadania, i na obiadokolacje. W innym przypadku byśmy musieli jeść z psami pod kiblem, bo tam stoi busio ;) A my wolimy odżywiać się w towarzystwie kotów. Też trochę żebrają, ale czynią to z większą gracją. Kot, cokolwiek by nie robił, ma nieporównywalnie więcej wdzięku! Murek otaczający knajpę jest jakąś magiczną granicą między królestwem psa i kota. Ani jedne ani drugie nie próbują tej granicy przekraczać.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jeszcze odnośnie menu w knajpie i pewnych rozterek w ekipie - jednego wieczoru nie ma już kebabczi, są tylko sałatki i łażą dwa koty. Drugiego dnia są już kebabczi, ale jest tylko jeden kot... ;)

W okolicy jest też druga jakby knajpa, ale niestety okazuje się być nieczynna. Dzień wcześniej wprawdzie widzieliśmy snujące się wokół niej dymy grillowe i siedzieli jacyś ludzie, ale jest chyba otwierana tylko na imprezy okolicznościowe dla wąskiego grona znajomych osoby posiadającej klucze.

Obrazek

Obrazek

Idziemy też na spacer polami w stronę linii kolejowej. Stojąca przy drodze tablica wskazuje, że jest tam też jakiś monastyr, ale nie udało się go namierzyć.

Tuptamy sobie szutrową drogą u podnóża lekko skalistych górek.

Obrazek

Obrazek

Idziemy w czwórkę. Poszła z nami psia mama, która razem ze swoim przychówkiem roznosi nam podwozie busia. Próbujemy ją delikatnie przegonić i przekonać, aby jednak została ze swoimi dziećmi, ale się nie udaje. Wlecze się za nami, acz grzecznie trzyma dystans. Cóż więc zrobić - musimy się przyzwyczaić. Będzie więc ubogacać krajobraz na naszym zdjęciach, bo ma jakąś niesamowitą zdolność pchania się w kadr. Tu np. krajobraz ze srającym psem. Nawet bocian jest nieco zdegustowany :P

Obrazek

W krajobrazie dominują tu stepowe, płowe łąki i całe zagony ogromnych ostów. Są one wyższe od nas i chyba teraz jest ich czas kwitnienia. Widnokrąg zamykają wysokie góry. Gdzieś w tamtą stronę powinien być Piryn, acz czy to pod niego przynależy czy ma inne nazwy - to już nie wiemy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Barwy horyzontu sugerują, że dziś również nie będzie suchego wieczoru...

Obrazek

Obrazek

Docieramy pod wiadukt, gdzie błotnista droga krzyżuje się z koleją.

Obrazek

Sama stacyjka Rupite nie okazuje się być zbyt ciekawa - ot plastikowy przystanek...

Obrazek

Lepiej wygląda sprawa z pociągami. Nie trzeba długo czekać. Jak na zawołanie przejeżdżają od razu ze trzy. Jeden jest krótki - lokomotywa i jeden wagon. W ogóle bułgarskie pociągi są bardzo sympatyczne. Przeważnie to stary tabor, jak za dawnych dobrych lat i u nas jeżdził. Tu dodatkowo solidnie zmalowany sprejami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Znajdujemy też mostek zbudowany z nieużywanych już podkładów.

Obrazek

Co można zrobić na wycieczce, gdy dziecko zaczyna marudzić, że dalej nie pójdzie bo nóżki bolą?? Ok... Bolą nóżki to idź na rękach! :)

Obrazek

Obrazek

Najlepsze opary nad ciepłymi źródłami pojawiają się wieczorami i o poranku. Chyba po prostu wtedy gdy spada temperatura powietrza. Kąpiel w gęstych mgłach ma niewypowiedziany urok.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A i sympatyczniejszych ludzi się wtedy spotyka. Mamy okazję pogadać z jedną babką. Ochoty nie brakuje, domowego wina również. Ni cholery się jednak nie możemy zrozumieć. Niby języki w jakimś stopniu podobne, wiele słów ma zbliżone brzmienie, ale jednak główny sens wypowiedzi gdzieś umyka... Coś jednak udaje się dowiedzieć - np. o górach zwanych "Mur". Jest to pasmo na granicy bułgarsko - greckiej. Pasmo ma kilkadziesiat km długości, około 2 tysiące metrów wysokości i ponoć mało kto tam chodzi. Oprócz tego, że dawniej było mocno strzeżone przez pograniczników, pilnują go jakieś siły nieczyste i znikają tam ludzie. W zeszłym roku trójka macedońskich wędrowców przepadła bez śladu. Turyści rzadko tam chodzą. Nie ma za bardzo spektakularnych widoków (no i przeważnie na jego szczytach leży wał chmur), nie ma znakowanych szlaków czy jezdnych dróg. Gdzieś w górze jest ponoć ukryty tunel (o wojskowej przeszłości) prowadzący na grecką stronę. Gdy tylko ktoś zaczyna się nim interesować - spotykają go dziwne przeszkody. Na tym etapie naszej znajomej telefon wpada do bajorka. Skąpany w ciepłej, mineralnej wodzie nie chce się włączyć. Bez pomocy internetowego translatora nasza rozmowa staje się jeszcze trudniejsza. "Mur" jak widac uznał, że za bardzo pakujemy się z butami w jego tajemnicze sprawy.. Cóż... tunelu zatem szukać nie pójdziemy, ale z jutrzejszej trasy pooglądamy ów "Mur" z daleka. To chyba można zrobić, bez ryzyka konsekwencji?? ;)

Wieczorem przychodzi burza. Ta co nas próbowała zahaczyć przy kolejowym wiadukcie i szalała tam gdzieś daleko nad Pirynem. Leje całkiem solidnie i wali piorunami po okolicznych skałkach. Siedzimy więc w bajorze pod parasolem.

Obrazek

Ta sytuacja, ten moment, ten wycinek czasoprzestrzeni, ma tak niesamowicie nierealny i absurdalny klimat, że ciężko to opisać słowami. Jeziorko pustoszeje. Zostaje dosłownie kilka osób. Od ulewnego deszczu robi się chłodno, więc wszyscy starają się jak najbardziej zanurzyć w ciepłą wodę, by odciąć się od chłodnego powietrza (no chyba że ktoś wlazł do zbyt ciepłego bajora i akurat chce się schłodzić). Dziwna atmosfera sprzyja integracji. Obok nas taplają się dwaj Ukraińcy, którzy uciekli ze swojego kraju przed poborem do wojska (ponoć zrzucenie jarzma niewolnika kosztuje całkiem pokaźną sumę, a korupcja to wbrew pozorom rewelacyjna sprawa, bo może uratowac życie). Śmieją się, że idiotycznie by wyszło, gdyby uciekli od wojny, rakiet i wysłania na front, a jebnął ich piorun w bułgarskim ciepłym źródle. Jeden faktycznie walnął całkiem niedaleko... Chyba w ten duży transformator na skrzyżowaniu? Aż wibracja po ziemi poszła. Skądinąd ciekawe czy obecność w wodzie dużej ilości minerałów przyciąga pioruny czy właśnie nie? Babka z baru staje na wysokości zadania i zaczyna prowadzić sprzedaż obnośną kebabczi i piwa. Coś jednak idzie nie tak i przy sprzedaży kiełbasek niemieckim emerytom owe kiełbaski spadają z tacy i porywają je psy. Są jakieś sprzeczki kto płaci za danie. Do nas więc tace nie docierają. Babka fukając wraca knajpy. Psy w spokoju konsumują zdobycz. Niemcy wyjmują swoje kabanosy. Ukraińcy obalają kolejne wino ciesząc się, że udało się im szczęśliwie nawiać z kraju. Pioruny walą już tuż tuż, zaraz za tojtojem. Psy wyją bo kebabczi się skończyło. Zrywa się wiatr, który wywija parasole na drugą stronę. Fajne są wieczory na ciepłych źrodłach! :)

Po zmroku potwory wynurzyły się z błot i wyruszają na żer! Strzeżcie się!

Obrazek

Nie wspominałam jeszcze, że nie obyło się bez łupów. Na pobliskim śmietniku znalazłam koszulę! :) Ładna, kolorowa, czysta i idealna na mnie! Dlaczego wisiała na śmietniku? Rozważamy, że chyba są dwie opcje - ktoś zapomniał przy przebieraniu się i po nią nie wrócił. Albo komuś psy porwały i gdzieś rzuciły. Acz w drugim przypadku pewnie byłaby usyfiona. Nie znamy więc jej historii i chyba już zawsze pozostanie to dla nas tajemnicą. A koszula dołączy do mojej listy dziwnych ubrań, w których posiadanie weszłam w sposób nie do konca typowy.

Obrazek

Będąc w tym miejscu nie można przegapić tematu Baby Vangi. Właśnie tu, w Rupite, znajduje się miejsce kultu związane z ową postacią (bo tutaj została ona pochowana). Tematy związane z Vangą wielokrotnie przewijały się na naszych wyjazdach na wschód (w Polsce chyba nie jest zbyt modna - u nas nigdy o niej nie słyszałam). Śpiewali o niej pieśni samozwańczy prorocy w elektriczkach w Donbasie, na zakrapianych imprezach Ormianie i Gruzini powoływali się na jej przepowiednie. Znaleziona gazeta na plaży w Obwodzie Kaliningradzkim (która posłużyła nam do rozpalania ogniska i na serwetkę do podania pieczonych ziemniaków) zawierała artykuły o jej życiu i działalności. Temat Vangi był więc nam bliski, ale nie przywiązywałam do niego nigdy jakoś specjalnej uwagi. Fakt - zawsze wydawała mi się ciekawą osobą (bo zazwyczaj gustuję we wszelakich szamanach i jasnowidzach), ale nie na tyle, aby coś więcej o niej poczytać. W najśmielszych snach nie przypuszczałam, że czystym przypadkiem trafię "do źródeł" vangowej działalności.

Cechą charakterystyczną Vangi były zamknięte, jakby zarośniete oczy. Był to wynik wypadku w wieku nastoletnim, gdy najprawdopodobniej porwała ją trąba powietrzna. Czy straciła wzrok w wyniku upadku czy mechanicznego uszkodzenia oczu - chyba nie jest do konca jasne.

Zasłynęła tym, że znała przyszłość i przepowiadała ważne polityczne wydarzenia, podróżowała w czasie, uzdrawiała chorych i rozmawiała z duchami. Miała więc w posiadaniu cały pakiet bardzo przydatnych i pożądanych zdolności nadprzyrodzonych. Jak można przypuszczać była/jest postacią kontrowersyjną. Jedni otaczali ją uwielbieniem, a jej słowa bezgraniczną wiarą. Inni uważali za oszustkę czy siewcę propagandy celowo podsuniętą przez władze.

Na wejściu do vangowego ogródka (nie wiem jak to miejsce nazwać - czy to muzeum czy sanktuarium?) taka scenka. Niestety na zdjęciu nie bardzo to widać, ale koleś miał jeszcze fajkę w ręce. I tak fajnie się ustawił ;)

Obrazek

W parku stoi posąg Vangi, który wiele osób całuje w rękę albo obejmuje stopy.

Obrazek

Jest tu też cerkiew, na pierwszy rzut taka normalna.

Obrazek

Przy bliższych oględzinach zwracają uwagę malowidła na ścianie wejsciowej - takie nieco upiorne... To chyba miały być w zamyśle scenki z uzdrawiania chorych, ale wygląda jak zlot żywych trupów...

Obrazek

Obrazek

W podobnym stylu jest wykonany ikonostas.

Obrazek

Wybladłe twarze patrzą ci prosto w oczy, takim spojrzeniem osoby obłąkanej i zobojętniałej na wszystko. Jak jakieś zjawy czy dusze potępieńcze. Zresztą sama Vanga miała w sobie coś przerażającego - jakby za życia była już trochę nieżywa i wyszła z grobowca opowiadać co tam jest po drugiej stronie. Zimno się robi, mimo że to środek dnia a wokół sporo ludzi zwiedzających. Ale w nocy to na bank tu straszy - pewnie te zjawy schodzą z obrazów i zaczynają tu swoje rytualne pląsy. Tak tak... Siedząc wieczorem w ciepłych źródłach słyszeliśmy zza ogrodzenia jakieś bardzo dziwne odgłosy, acz myśleliśmy, że to pawie. Teraz mam wątpliwości czy to aby napewno pawie...

Obrazek

Typowy bułgarski wspominek za zmarłych. Taki jakim namiętnie tapetują słupy, przystanki autobusowe i opuszczone domy. Tu taki tematyczny.

Obrazek

Kolejne budynki pełnią funkcje izb muzealnych, gdzie można pooglądać wiele zdjęć z życia głównej bohaterki. Puszczają też filmy albo głos z megafonu coś opowiada.

Obrazek

Obrazek

Jak to w takich miejscach bywa są też wyeksponowane przedmioty codziennego użytku - krzesło gdzie siadała, łyżka, którą jadła, dokumenty, świadectwa itp.

Obrazek

Jest też lasek bambusowy, gdzie jak widać jest zwyczaj podpisywania się na łodygach.

Obrazek

Obrazek

Na pobliskich kramach zakupujemy pamiątki. Ja Czeburaszkę do mojej kolekcji:

Obrazek

A kabaczę kotka!

Obrazek

Zastanawia się potem jak tego kotka nazwać. Ja proponowałam "Vanga" - no bo raz, że tu kupione, a dwa, że też ma zamknięte oczka ;) Jak dla mnie imię idealnie dobrane! Kabakowi jednak jakoś mój pomysł nie przypada do gustu :P

A! Jeszcze o jednym nie wspomniałam! Jakoś tak wychodzi, że w czasie naszego pobytu w okolicach źródeł śmigneło tu z kilkanaście furmanek! Jest to pojazd nadal dość często spotykany w Bułgarii - ale zagęszczenie w tym miejscu naprawdę robi wrażenie!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A jutro jedziemy do górskich diabłów!!! :)


cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4773
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Na południe - śladem ciepłych źródeł (2023)

Postautor: buba1 » 17-11-2023 00:06

Droga w stronę Petricza mija całkiem sympatycznie.

Obrazek

Współużytkownicy bułgarskich dróg.

Obrazek

Obrazek

Jedziemy dzisiaj do górskich wiosek położonych przy granicach z Macedonią i Grecją. Celem jest diabelski klasztor, ale sama droga, prowadząca w tamtą stronę, malowniczo wije się wśród wzgórz.

Obrazek

Obrazek

Ogromne pasmo gór Bełasica tworzy tu granicę z Grecją. Zbocza są ciemne i puste, a na szczytach leży wał chmur. Wioski są nisko u podnóża. To musi być ten "Mur", o którym opowiadała mi babeczka wczoraj w źródle i którą to opowieść przypłaciła skąpanym telefonem.

Obrazek

Obrazek

W architekturze mijanych wsi dominują domy kwadratowe, zbudowane z cegły i kryte dachówką. Wszystko jest utopione w zieleni - głównie są to bujne winorośle z małą domieszką ogrodowych kwiatów. Wszystko utrzymane jest więc w kolorach rudo-zielonych.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ciekawe słupy tu mają.

Obrazek

Wioski na trasie nie są zbyt ludne. Mijmy już którąś i nie spotykamy żywej duszy.

Obrazek

Obrazek

Sporo budynków zbudowanych jest z kamieni rzecznych.

Obrazek

To chyba jest/był przystanek autobusowy? No bo co innego?

Obrazek

Można też spotkać ściany zrobione jakby z kamieni zebranych na drodze - razem z błotem ;) Strzecha też sprawia wrażenie jakby budowniczy się gdzieś bardzo spieszyli. Może akura nadchodziła burza?

Obrazek

A tu przygotowany surowiec na kolejne strzechy! :)

Obrazek

Busia zostawiamy w wiosce Gega, która zdaje się być nieco większa od pozostałych jakie mijaliśmy. I ma fajny napis na wjeździe!

Obrazek

Obrazek

W centrum jest parking przeznaczony chyba specjalnie dla busiów. Już są dwa! Kabak twierdzi, że ta "buchanka" wygląda jakby nam coś chciała powiedzieć.

Obrazek

Zaraz obok stoi budynek sprawiający wrażenie sklepo - knajpy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dziś wszystko tu zdaje się być zamknięte na głucho. Jest jednak zatknięta kartka, która jakby sugerowała, że w jakiś godzinach przybytek bywa otwierany. No szkoda, że nie teraz, bo chetnie byśmy sobie tu zajrzeli.

Obrazek

Z żywych pozostał tylko kogut ;)

Obrazek

Kilkukrotnie obiło mi się o uszy, że dalej droga może być nieprzejezdna. Może jeszcze niedawno tak było? Teraz za Gegą zaczyna się zupełnie nowa droga! Ale widać nie my jedni uwierzyliśmy w przestrogi ;) Tak jak do Gegi jakiś ruch na drodze był - to dalej nie spotykamy ani jednego auta. Idziemy więc asfalcikiem z rolki, który z braku ruchu zaczyna porastać bujną roślinnością. Kabak twierdzi, że to jest idealna droga na rolki - równa i nic nie jeździ.

Obrazek

Obrazek

W sumie fajnie, że poszliśmy pieszo. Z jadącego busia ciężko się robi zdjęcia, a tutaj jest tak sympatycznie, że warto je robić co 5 metrów :) To jeszcze zabudowa wsi Gega.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wiele miejscowych domów jest utworzonych z budulca bardzo mieszanego. Nie wiem czy można to podciagnąć pod architekturę szachulcową? ;) Ale jest wszystko - drewno, cegła, pustaki, kamienie, a chyba nawet te lepioszki z kupy bydlęcej?

Obrazek

Obrazek

Coś mi się wydaje, że mieli tu kiedyś młyn!

Obrazek

Bardzo przypadł mi do gustu tutejszy chodnik! Oczywiście trylinka a jakże! :)

Obrazek

Sporo domów jest opuszczonych i powoli zarasta buszem.

Obrazek

Obrazek

A tu już widać na horyzoncie wioskę Czuriłovo, ale nie będziemy przez nią przechodzić. Zostanie nieco z boku.

Obrazek

Dlaczego zainteresował nas akurat ten monastyr? Ano dlatego, że na tle innych tego typu przybytków charakteryzuje się pewną oryginalnością zdobień.

Monastyr jest bardzo ładnie położony, na tle zielonych gór, z wąwozami u podnóża. Zdaje się być na wyciągnięcie ręki, ale jest za wąwozem. Obchodzimy więc serpentynami wokoło.

Obrazek

Obrazek

Droga w końcu przybiera taką nawierzchnię, jakiej spodziewaliśmy się od samego początku.

Obrazek

Wokół pusto. Mamy już pewne obawy, że wszystko jest zamkniete na głucho i trzeba bedzie skakać przez płoty, ale furtka okazuje się być otwarta. Po całym terenie można sobie swobodnie łazić. Wejść do wnętrza kościoła można kilka razy w roku, gdy są wyznaczone święta. Na jedno z nich ponoć są tu święcone baranki, które się składa w ofierze i rozumiem, że zgromadzeni uczestnicy potem konsumują szaszłyki. (ze stronki - link : https://preotkrii.bg/churilovski-manast ... selo-gega/ )

Teren klasztoru porastają bluszcze i wysokie kwiaty. Widać, że ktoś się nim zajmuje, ale ludzie nie bywają tu bardzo często.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nowsze i starsze napisy.

Obrazek

Obrazek

Nie zapomniano o żadnych ważnych aspektach! :)

Obrazek

Jak na kościół/klasztor jest tutaj wyjątkowo dużo diabłów. Nie anioły czy święci, ale czorty wszelakie dominują na malowidłach umieszczonych na ścianach, kolumnach i sufitach!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zwraca uwagę też styl malowideł - taki trochę jakby malowały to dzieci? Albo wybrali najbardziej utalentowane dziewczyny z lokalnego koła gospodyń wiejskich? Napewno nie jest to nadęta sztuka, do jakiej zazwyczaj przywykło się w miejscach sakralnych.

Urzekły mnie np. rogi tego zwierzęcia! Jakby puściły na wiosnę świeże gałązki!

Obrazek

W większośći są tu wyobrażone sceny z Sądu Ostatecznego i zostały umieszczone, aby postraszyć wiernych stojących w przedsionku. Coby sobie przypadkiem nie pomyśleli, że można bezkarnie grzeszyć.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Są tu namalowani przedstawiciele różnych zawodów, które były popularne w dawnych czasach - krawiec, pasterz, młynarz, karczmarz. I jak ktoś się nie sprawował jak trzeba tzn. jak religijne prawo nakazywało - to potem kończył z kamieniem młyńskim u szyi albo wzięty za fraki i wrzucony w ogień piekielny! Albo pożarty przez potwora!

Obrazek

Obrazek

Tu chyba "jedyna sprawiedliwa". Babeczka pokazuje diabłu gestem "niet" (jak ten koleś kieliszkowi wódki na znanym radzieckim plakacie propagandowym ;) i tylko z aniołami trzyma. Diabeł popadł w konsternację, minę ma nietęgą. Chyba dostanie bęcki od przełożonego, jak wróci bez łupu.

Obrazek

Na kabaku największe wrażenie zrobiło krojenie piłą na pół. Jest to chyba prorok Izajasz, ktorego główną przewiną było podważanie autorytetu lokalnych władz. Wychodzi więc, że to również zaliczyli do ciężkich grzechów, których należy się wystrzegać?

Obrazek

Najlepsza jest scenka przestrzegająca przed chodzeniem do szamanów i wszelakich znachorów. Jakby ktoś miał wątpliwości co zawierają cudowne eliksiry - to jest kupa diabła i to taka na rzadko! :)

Obrazek

Diable portrety. Co ciekawe, większość tutejszych okazów ma ludzkie twarze, tylko ten ostatni, ten z imbryczkiem, ma taką bardziej jakiegoś zwierzaka? Czy to może jakiś inny gatunek diabła?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Niektóre czorty mają bardzo zabawne okrągłe brzuszki! Skądinąd też ciekawe czy machanie czerwonym sztandarem jest przypadkowe? Czy może ktoś go domalował później i chciał w ten sposób coś wyrazić? ;)

Obrazek

Wewnątrz kościoła jest też przynajmniej jeden ścienny diabeł, który trzyma lustro dziewczynie. To znak, że nie wolno zbytnio przywiązywac się do kwestii cielesnych np. do pielęgnowania swojej urody. Zdjęcie nie moje (nie udało się nam wejśc do środka). Pochodzi z bułgarskiego filmiku: https://www.youtube.com/watch?v=StzZz98Qxxs&t=300s - stąd tak mało na nim widać.

Obrazek

Z samej góry, z sufitów, czujnie przyglądają się nam święci. Pewnie jak coś przeskrobiemy to grozi ostrzał z jaskółczych gniazd! :P

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Są też scenki biblijne, w których akurat diabły nie biorą udziału:

Obrazek

Obrazek

A znad drzwi jakiś muflon na nas patrzy!

Obrazek

Drugie wejście też jest ozdobione.

Obrazek

Jest tu też super widokowa dzwonnica! Jak tam wyleźliśmy to akurat zaczęło lać. Bardzo sympatyczne więc mamy schronienie! Lepszego ciężko sobie wymarzyć! (choć mógłby być jeszcze w kącie bukłak z winem mszalnym :P )

Obrazek

Obrazek

Mamy okazję się przyglądać jak osa buduje gniazdo.

Obrazek

A to są chyba sęki na deskach. Ale wyglądają nieco jak... anioły? Zupełnie jakby miały skrzydła! Zazwyczaj sęki tak nie mają... Ktoś im "pomógł"? Ktoś je domalował? No bo baz jaj! Samo się tak niesamowicie ukulało?

Obrazek

Otwierają się stąd przestrzenie w kierunku gór Ograżden. Fajnie widać jedną z wiosek na zboczach. Wszystko raz chowa się we mgłach, raz wyłazi.

Obrazek

Obrazek

Morze zieloności.

Obrazek

To chyba wioska Baskalci. W mgłach i bez. Ciekawe jest, że gdy góry siedzą w chmurach to zawsze wydają się być wyższe. Jakby wyobraźnia dodawała im wysokości.

Obrazek

Obrazek

A to chyba Czuriłovo. Na dużych zbliżeniach zaglądam sobie do ogródków siedząc pod dachem dzwonnicy, w którą dzwoni deszcz.

Obrazek

Obrazek

Wsród dolin, zboczy i rozpadlin porosłych kożuchem zieloności, gdzieniegdzie widać jakieś budynki. Bacówki? Siedziby pustelników?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Niektóre wioseczki przyczepione do skarp i ukryte w zieleni zdają się być niedostępne i zapomniane.

Obrazek

Zwłaszcza wioska Zojczene, położona na zboczach na północny-wschód od Gegi zdaje się być na wpółopuszczona.

Obrazek

A może nie?

Obrazek

Obrazek

Ta sama wioska z nieco innej perspektywy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Droga gdzieś w stronę tamtej wioski. Ciekawe czy tam prowadzi czy rozmywa się w wąwozach kawałek dalej?

Obrazek

Kurde, chciałoby się tam wszędzie wybrać, na spokojnie połazić, a czasu mało... Wybór jednego musi się łączyć z rezygnacją z innych planów. Cieżkie dylematy!

Jak już wspominałam wsie w tym rejonie są raczej puste, ale pomiędzy nimi gdzie okiem siegnąć - to coś się pasie. Kozy, owce, osiołki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jak już mowa o zwierzętach to spotykamy też dwa żółwie, które ratujemy z drogi. Wprawdzie mało co tu jeździ, ale jak tu nie uratować żółwia?? Taka niepowtarzalna okazja! W drodze do przedszkola mogliśmy ratowac tylko ślimaki!
No i cud, że żaden żółw w czasie przenoszenia nas nie obsikał! Te z terenów Jugosławii i Albanii to zawsze sikały!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Gdy wracamy, gęsty wał chmur znika ze szczytów pogranicznych gór. W pełnej krasie możemy je teraz zobaczyć. Z ciemnymi zboczami, gdzieniegdzie tylko usianymi skupiskami wiosek. Chętnie przeczytałabym jakąś relację z przejścia tym grzbietem, ale póki co nie udało mi się takowej znaleźć - są tylko z wejść na dwa czy trzy najbardziej znane szczyty. Czy faktycznie są tam jakieś wojskowe pozostałości? Czy rzeczywiście krążą wśród miejscowych jakieś tajemnicze opowieści o tym miejscu? Czy może tylko nasza "źródlana" znajoma miała bujną wyobraźnię? ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek





cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4773
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Na południe - śladem ciepłych źródeł (2023)

Postautor: buba1 » 20-11-2023 11:44

Kolejnego dnia jedziemy w stronę Melnika. Już z daleka widać z jakiego powodu tą okolicę odwiedzają turyści. Zapewne fajniej by się to wszystko przedstawiało w słońcu, ale jak się nie ma co się lubi... Nie, zdjęcia nie są robione przez brudną szybę - tam właśnie tak było.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na obrzeżach miasteczka nabieramy wodę w źródełku. Fajna sprawa, że tu jest tyle ujęć wody przy drogach!

Obrazek

Zażywamy kurortowego życia na deptaku w Melniku - kupujemy lody, alpakę dla kabaka i kolejne dwie Czeburaszki do mojej kolekcji :) Tłumy są tu upiorne, acz jak się łeb podniesie wyżej to widoki zaraz się poprawiają - wszędzie wystają jakieś skałki!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Potem jedziemy pod monastyr Rożen. Stoi tu kościół, klasztor...

Obrazek

Obrazek

...i ciekawy pomnik, upamiętniający jakieś wydarzenia z 1913 roku (wojny bałkańskie?) Sama płyta zdaje się byc dość nowa i jak widać kontrowersyjna. Jedno słowo było wyraźnie wydrapane. Tzn. ktoś podjął próbę jego zamazania. We frazie "wolna bułgarska Macedonia", komuś nie podeszło słowo "bułgarska". Takie miejsca uświadamiają nam jak mało znamy historię tych terenów...

Obrazek

Obrazek

Już stąd widać skałki!

Obrazek

Idziemy przez pastwiska w stronę kolejnych piramid.

Obrazek

Obrazek

Urwiska o ciekawej, słupowatej rzeźbie.

Obrazek

Wioska na krawędzi kanionu...

Obrazek

Widoki nie są dalekie, bo szybko zaczynają się rozmywać we mgle. Horyzont zdaje się być brudny, jakby przesłonięty jakimś pyłem. W powietrzu wisi paskudna duchota, ale jednocześnie nie ma upału. Wyłazimy na jeden z punktów widokowych i ogólnie szału nie ma. Niby ładnie, ale jakoś tak nie do końca. Tak jakoś nijako...

Obrazek

No rozejrzelim się i chyba by było na tyle. Wkrada się pewne poczucie niedosytu. Co robić dalej? Niby są jakieś widoki, ale tak jakoby by ich nie było. Nawet nie bardzo chce mi się robić zdjęcia (co raczej w moim przypadku jest rzadkim zjawiskiem). Bo ta okolica jakaś taka bez wyrazu. Jakoś tak nudno... I to jest właśnie to słowo, które jak przyjdzie do głowy na wyjeździe, to natychmiast magicznie aktywuje lawinę zdarzeń i wiatr zmian. Kilkukrotnie to zauważyłam. Nie wiem jak to działa! Chciałam "wyrazu" i emocji, to je k... mam. Prosze! W jednej sekundzie robi się ot tak...

Obrazek

A zaraz potem tak:

Obrazek

I jest niesamowite wrażenie, bo ten wał zapierdziela prosto na nas. I zdaje się nie być zwykłą chmurą tylko czymś gęstym, jakby zwartym. Jak tsunami albo piaskowa burza. Co to u licha jest? To coś mruczy jakby burzowym głosem, ale takim dziwnym - pomruk jest ciągły i łoskot jakby odbijający się echem gdzieś w wysokich górach. W górach, których nie widać... Nie ma co dłużej myśleć - stąd, z tej krawędzi trzeba dawac nogę jak najszybciej! Przypomina się nam, że 100 metrów stąd była wiata. Mała, dupiana, ale z dachem. To sto metrów okazuje się być za daleko. Do wiaty wpływamy na fali wodospadu...

Siedzimy schowani w wiatce chyba z godzinę lub dłużej. Deszcz wali o dach, a my sobie umilamy czas chrupaniem sucharów, degustacją domowego wina (jeszcze tego od Vangi) i obserwacją wodnego spektaklu w najbliższej okolicy. Skałki schowały się we mgle, krowy w krzakach... Na zdjęcie załapała się też Melniczka - pluszowa alpaka, nowa towarzyszka podróży. Jeszcze więc czysta i mięciutka, acz już nieco zmokła.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Raz już prawie przestało padać i prawie wyruszyliśmy w dalszą drogę. Odeszliśmy od wiaty o tyle - jak znów sikło... I zaś trzeba było wracać.

Obrazek

W końcu wykorzystujemy 15 minutowe okno pogodowe, by oblecieć najładniejsze skałki. Coś powoli zaczyna być widać.

Obrazek

Wszędzie tu rosną fajne, białe kwiatki. Przypominają rumianki, ale pachną zupełnie inaczej. Tak jakby trochę olejem albo smołą? Tak jak na Stobskich Piramidach było dziesiątki gatunków kwiatów - tu dominuje ten jeden.

Obrazek

Obrazek

Klimaty, które zaczynają nas otaczać, przypominają jakieś lasy tropikalne w czasie monsunowym. Parujące dżungle, wieczne mgły i sterczące nad tym stożkowate szczyty wulkanów. I taka parna duchota w powietrzu, sugerująca, że to bynajmniej nie koniec zlew jakie los przygotował na najblizszy czas. Ptaki również stanęły na wysokości zadania i drą japy jak w ptaszarni.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Niektóre miejsca są strome i przepaściste. Na szczęście nikt ich nie upstrzył barierkami. Żadne g... nie zasłania widoków. Każdy podchodzi do krawędzi według własnego rozumu i ochoty. Wolny świat wolnych ludzi :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Czasem na trasie są klimatyczne kładeczki, umożliwiające przejście w miejscach, gdzie normalna ścieżka się obwaliła już dawno.

Obrazek

Gdzieniegdzie spośród mgieł i skał wyłaniają się jakieś zabudowania. Patrząc stąd cieżko oszacować na ile łatwo do nich dotrzeć. Czy są to zagubione w górach klasztory czy motel przy głównej szosie ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na przewalające się po szczytach chmury to można się patrzeć godzinami! I chyba nigdy się nie znudzi, zwłaszcza, że co chwilę jest inaczej. Można siedzieć w jednym miejscu i mieć poczucie, że co chwilę jest się wśród zupełnie innych gór!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Miejsce oferuje wybitnie dużo widoków i atrakcji w stosunku do długości przebytej trasy. Z czasem potrzebnym na zwiedzanie już tak nie jest - jeśli doliczyć czas, który kiblujemy w wiacie ;)

Pirynu niestety nie było widać - siedzi w tak gęstej chmurnej czapie, że wręcz ciężko powiedzieć, gdzie on w ogóle jest!

Wracamy przez te same pastwiska, acz teraz więcej jest mgieł. I krów też.

Obrazek

A ja się wcześniej zastanawiałam czemu te groby są tak ogrodzone.... ;)

Obrazek

Śpimy niedaleko klasztoru Rożen na przestronnych łąkach. Wieczorem są świetliki. Te bułgarskie - jasne i migające!

Obrazek

Obrazek

Niedaleko od nas zatrzymuje się kamper z niemieckimi emerytami. Nie byłoby w tym nic dziwnego i szczególnie godnego uwagi - gdyby nie to, że oni obydwoje jeżdżą na wózkach! Babeczka chyba w ogóle nie wstaje. Koleś jakoś o kulach potrafi wejść do samochodu, acz na dłuższy spacer też jedzie na wózku. Jak oni wszystko ogarniają?? Mają też pieska. Nawet podjeżdżają do nas i pytają czy nam nie będzie przeszkadzać ich pies, jeśli wraz z nim staną 100 metrów od nas. Pies jest zupełnie bezinwazyjny, nie szczeka, nie wyje i przeważnie jest uwiązany do zderzaka auta albo ciągnie wózek (poważnie! jak zaprzeg! :) ) Niesamowita sprawa to ich pytanie! Ludzie to zazwyczaj stają w zderzaku, a ich pies włazi ci na głowę, a oni udają, że przecież wszystko w porządku. A tu takie pytanie! Naprawdę wielki szacun dla tych ludzi - nie wiem czy większy za ich determinację podróżniczą czy za kulturę osobistą. Takie osoby chciałoby się spotykać na swoich trasach. Bardzo żałujemy, że nie możemy więcej z nimi pogadać. Mówią niestety tylko po niemiecku...

Poranek wita nas jeszcze gorszą pogodą. Wszystko siedzi w chmurach i to takich, które nie chcą się rozwiewać nawet na chwilę. Odpuszczamy sobie więc kolejną wycieczkę po skałkach, którą na ów poranek planowaliśmy. W takim mleku to mija się z celem. Końca własnego nosa nie widać, a co dopiero mówić o górach.

Jedziemy trasą ponoć widokową, wijącą się u podnóża Pirynu, na Goce Dełczev. Mokro, zimno, jedzie się prawie po omacku.

Obrazek

Dopiero za przełęczą się nieco poprawia.

Obrazek

Obrazek

Jakbym była niedźwiedziem to też bym chciała tu zamieszkać. Nic więc dziwnego, że ich tu sporo występuje!

Obrazek

Obrazek

Duży zoom pozwala zajrzeć do lokalnych bacówek i gospodarstw na zboczach.

Obrazek

Tu wygląda jakby się coś spaliło? I na bazie pozostałości zorganizowano tymczasowe lokum?

Obrazek

Kozy i owce w drodze na pastwisko.

Obrazek

W Goce Dełczev ostatnie bułgarskie zakupy, z widokiem na szare blokowisko u podnóża chmurnych gór.

Obrazek

Ostatnie bułgarskie źródełko przydrożne , gdzie tankujemy chyba z 50 litrów wody (jakimś cudem nam się tyle butelek uzbierało!) Jakby się okazało, że morze wyschło to i tak mamy się w czym kąpać! :P

Obrazek

Obrazek

I walimy na granice. Przed nami kolejny kraj - póki co zupelnie nam nieznany...



cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4773
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Na południe - śladem ciepłych źródeł (2023)

Postautor: buba1 » 22-11-2023 16:28

Granicę przekraczamy pod górą. Czaiłam się na tablicę graniczną w tunelu, ale takowej tam nie było :( Tylko jakieś zdechłe flagi wisiały i nawet nie powiewały, bo w tunelu nie było przewiewu, a i wiatraczki były akurat wyłaczone.

Skądinąd to celowo przyjechaliśmy właśnie tu. Nigdy wcześniej nie mielismy okazji, aby granicę przekraczac tunelem.

Obrazek

Przejście jest totalnie puste. Jakaś jedna porzucona ciężarówka przypomina, że czasem ktoś tu przejeżdża.

Obrazek

Po wyjeżdzie z tunelu wkraczamy w zupełnie inną strefę klimatyczną. Jest dużo bardziej sucho i chyba o 10 stopni cieplej, co zaraz widać po roślinności, która jest bardziej stepowa i kolczasta. Chmury wiszące na wszystkich górach też nagle znikają. Niesamowite, że górski masyw oddziela zupełnie dwa różne światy!

Kawałek dalej utykamy w korku kóz i owiec. Bardzo przyjemna przerwa na trasie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na całej trasie do morza towarzyszą nam góry. Nie wjeżdżamy na nie, ale wciąż są gdzieś widoczne na horyzoncie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wieczorem docieramy na nasze dzikie plaże, położone pomiędzy Vrisi a Kavalą. Po stronie przeciwległej do morza wznoszą się skalisto - leśne wzgórza, gdzieniegdzie na zboczach przetykane jakimś domkiem.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Oprócz nas w zasięgu wzroku są dwa golasy zamieszkałe w białym namiocie i koleś, który dzieli czas na palenie zioła i gimnastykę.

Coś jakby zamki z piasku, ale nie do końca ;) Bo te ziarenka piasku jakieś takie spore :P

Obrazek

Obrazek

Pierwsze plażowe śniadanie. Takie wypaśne, bo jeszcze wszystkiego jest dostatek :)

Obrazek

Idziemy na spacer plażą w stronę Vrisi. Bardzo ciekawi nas mały budyneczek widoczny na plaży przed załomem skał. Chatka? Szałas? Knajpa?

Obrazek

Obrazek

Kawałek idziemy korytem wyschłej rzeki. Trasa prowadzi do tunelu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W tunelu są gniazda ulepione z błota. Przypominają nieco jaskółcze, acz kształt wlotu jest nieco inny. Gospodarzy jednak obecnie nie ma.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W ogóle zauważamy, że tu nad morzem nie ma ptaków. Żadne mewy czy rybitwy nie drą dziobów. Nic kompletnie. Z dźwięków to tylko chlupot małych falek i cykady. Dziwne takie morze - ciche i bezptasie zupełnie.

Ciekawe rośliny występują na plaży.

Obrazek

Granica między plażą a wydmą. Wydma jest piaszczysta, a plaża niekoniecznie.

Obrazek

Budowla, która wydawała sie nam być knajpą, chyba istotnie jest czymś w tym stylu, ale w innych terminach. Teraz jest nieczynna, co nie przekłada się na "zamknięta", bo swobodnie można wejść do środka. Bardzo ładne miejsce zostało wybrane na zbudowanie tych wiat - pod jednymi z większych skał na tej trasie. Miejsce jest tak sympatyczne, że ma się ochotę zostać tu na dłużej. Poza tym odrobina cienia w takich okolicznościach też ma swoją wartość. W polskich warunkach, gdy nigdy nie jest naprawdę ciepło, nie potrafię tego docenić. Tu, gdzie każdego dnia temperatura przekracza 40 stopni - już jak najbardziej! Bardzo też nas ciekawi jaka jest historia tego miejsca i kim są jego bywalcy?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Miejsce jest pełne malowanych kamieni, powykręcanych korzeni czy innych artystycznych konstrukcji. Czego tu nie ma! Są rybie głowy, nawleczone na sznurek szkielety jeżowców, zielone lustro czy kamyki z dziurką nabite na patyk. Klimat przywołuje na myśl leśne chatki czy tereny festiwalowe takie jak np. Wolimierz: https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... cji_4.html

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jest tu nawet wolno stojący pomnik wielbłąda czy drewniana łódź żaglowa!

Obrazek

Obrazek

I piłkę mają na stanie!

Obrazek

Wydaje mi się, że my też pasujemy do wyposażenia :)

Obrazek

Widok z góry. Nie było łatwo wyleźć, bo albo pionowa skała albo pagórek z lotnych piasków, gdzie człowiek przy każdym kroku zapada się po kolano. Wrażenie jakby chodzić po śnieżnych zaspach - o tyle milsze, że owe zaspy są ciepłe! Woda ma niesamowicie błękitny kolor. Od razu ma się ochotę wskoczyć i nie wychodzić - co toperz z kabakiem zazwyczaj czynią. Ja mam zespół niespokojnych nóg, więc sporo czasu też myszkuję po okolicy.

Obrazek

Obrazek

Nie wiem z jakiego powodu tak się stało (czy mi słońce przypiekło czy z wrażenia nad pięknem krajobrazu), ale spłynęło dzisiaj na mnie jakieś totalne otępienie. Wybierając się na całodniową wycieczkę nie zabrałam nic do jedzenia. Kompletnie nic, nie wspominając o kanapkach, ale nawet sucharów czy batonika. Tylko wodę spakowałam. Kostiumów czy ręcznika też nie wzięłam, ale to mała strata bo tutaj i tak wszyscy pływają na golasa, a na słońcu schnie się mega szybko. Dociera to do mnie dopiero jak siedzimy w tej opuszczonej knajpie, więc już kawał od busia i szkoda się wracać. Cóż - powinnismy dojść do Vrisi, a tam pewnie będzie jakiś sklep czy knajpa, więc może nie umrzemy z głodu.

Pierwszy skalny "nos" do ominięcia.

Obrazek

Fajne te skały tu mają. Jakieś takie warstwowe, jakby płynęły i zastygły nagle w najdziwniejszym momencie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Widoki z klifu, na skraju urwiska.

Obrazek

Obrazek

Wydmy z kępami ostrej trawy. Piękna jest, ale można się paskudnie pociąć.

Obrazek

Dziwne ruinki. Betonowe koryta o nieznanym nam przeznaczeniu.

Obrazek

Po odcinku przedzierania przez skały i chaszcze docieramy do szerokiej, szutrowej drogi, która malowniczo wije się samiuśkim wybrzeżem. Wędrujemy więc ciesząc japy, bo słonko dogrzewa, lekki wietrzyk powiał, widoki przepiękne, droga pylista! Cyprysiki rosną, zioła pachną, cykady hałasują! I nikogusieńko! Tak to można wędrować godzinami! Kabak wpada na pomysł: "A może my obejdziemy Grecję dookoła? Ciekawe ile by nam to zajęło?". Plan zacny, kto wie? Acz mam obawy, że nie całe greckie wybrzeże jest tak bubowe jak ten kawałek ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Do pełnego szczęścia brakuje jedynie sklepu, żeby nabyć bułkę czy piwo. Bo nasza woda, której mamy sporo, to się już całkiem zagotowała w plecakach. Pijemy ją łapczywie, ale jest obrzydliwa - taka ciepła zupa. I jeszcze te bułgarskie wody na ciepło robią się okrutnie słone.

Powoli zaczyną się pojawiać ślady ludzkiej obecności. Najpierw są to śmieci. Niestety nie poczytamy sobie co to za licho. Przezornie mamy wydrukowany grecki alfabet, ale ... został w busiu...

Obrazek

Potem plażę ozdabiają łódki i wszelakie inne przyrządy związane z działalnością rybacką.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

To czas na ostatnią przekąpkę przed wkroczeniem do miejscowości.

Obrazek

Obrazek

Plażowanie!

Obrazek

Kolejny "nos". Nieduży, ale znów robi się bardziej skaliście.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wkraczamy do miasteczka.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na brzegu są pozostałości różnych kostrukcji - dla plażowiczów albo to jakiś bazarek czasem tu bywa i sprzedają arbuzy?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pojawiają się też takowe obrzydlistwa, sugerujace, że spodziewają się tu niedługo nadciągających kolonii fok. Po długich kilometrach dzikich plaż taka osada równo ułożonych parasoli i leżaków wygląda jak więzienne baraki. Brakuje tylko podwójnego kordonu drutu kolczastego wokół.

Obrazek

Otwartego sklepu nie znajdujemy. Jest tylko knajpa z gatunku plażowych, która jest koszmarnie droga (chyba najdroższa knajpa w jakiej byliśmy). I na dodatek chcą nas wywiać wentylatory. Oprócz nas jest tylko jedna klientka - starsza kobita, która cały czas ględzi przez telefon (po niemiecku), wypija chyba piąty litr wina (nic nie je) i cały czas otacza ją gęsty obłok papierosowego dymu. No nie licząc oczywiście kelnerów, których jest chyba z siedmiu i wszyscy jakby kije połknęli. Atmosfera i okoliczności są więc niezbyt sprzyjające, ale jesteśmy tak głodni, że byśmy zjedli na surowo tą Niemkę zagryzając kelnerem, gdyby nie było innej opcji ;) Opcja na szczęście jest (bo oni wyglądają na ciężkostrawnych i niezbyt smacznych). Zjadamy więc zupę rybną, frytki i sałatkę grecką. Porcje są duże, jedzenie w miarę smacznę, ale bez szału, biorąc pod uwagę upiorne ceny. Kupujemy też litr wina. Ono o dziwo ma cenę w miarę adekwatną. Zdjęc nie zrobiłam żadnych, bo mi się tam nie podobało, więc po co sobie to przypominać. Acz mogłam sfocić chociaż "paragon grozy" - byłoby modnie :P

Wracamy gdy ciepłe promienie wieczornego słońca kładą się po wybrzeżu. Niby ta sama trasa, ale kolory już krańcowo inne. Czy wspominałam już, że przecudowne jest, gdy nadejście wieczoru nie oznacza chłodu i konieczności naciągania na siebie bluz i swetrów?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ze wzgórza widać miejsce naszego biwaku.

Obrazek

Obrazek

I nieznanego pochodzenia ruiny na wydmach.

Obrazek

Jest to też czas, gdy miejscowi wypływają na wieczorny połów. Całe morze zaczyna się roić od niewielkich łódeczek. Sporo ich tu pływa. Napewno było ich więcej niż plażowiczów! Aparat z dużym zoomem to jest zarąbista sprawa! Zwłaszcza jak się ma duszę podglądacza :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Łódki przy zakręcaniu to czasem maja taki przechył jakby tonęły!

Obrazek

A tu miał miejsce jakiś problem. Jedna z łódek uległa unieruchomieniu - nie wiem czy zdechł silnik czy siadła na mieliznę/skały, ale musieli czekać aż przyjedzie im na pomoc druga. Słychać też było podniesione głosy, chłopaki biegały, skakali z jednej na drugą, jakieś liny i bukłaki przerzucali. Ostatecznie udało się zażegnać kłopot i obie łódeczki odpłynęły w siną dal.

Obrazek

Obrazek

Ta jedna cierpliwie czeka na przypływ. Może kiedyś też doczeka swych dni i wypłynie na szerokie wody.

Obrazek

Wieczorem stwierdzamy, że będziemy spać w namiocie na plaży. Busiem się nie da "kołami do wody", a chcemy, żeby nam fale szumiały zaraz przez przedsionkiem.

Obrazek

Oczywiście bez tropiku. Nie ma potrzeby chronić się przed deszczem ani chłodem. W tej wersji kolorystycznej też chyba lepiej się maskuje na piachu :)

Obrazek

Wstajemy wcześnie, chyba przed siódmą. Tu się tak niestety wstaje. Nie ma opcji pospać dłużej jak słońce napierdziela w namiot czy busia. A zarówno namiot jak i busio stoją na totalnej patelni. Jest wprawdzie jedno bardziej cieniste miejsce (wyraźnie przez kogoś wycięte w krzakach), ale busiem boimy sie tam jechać, że się osypie skarpa) a namiotem to jednak największa atrakcja to spać na samiuśkiej plaży. W krzakach to sobie możemy spać nad Odrą.

Obrazek

A teraz zagadka. Były 3 osoby. Dwie z nich kąpały się w morzu boso. Jedna była bardziej ostrożna i zapobiegliwa, więc właziła w fale tylko w butach wodnych. Która wbiła sobie w stopę jeżowca?? Skurwiel przebił się przez solidną gumę! No ja nie wiem jak! Tutaj chyba trzeba się kąpać w butach na wibramie, najlepiej takich za kostkę! Toperz mi to potem wyciąga przy użyciu igły i pęsety, ale to skubaństwo się gnie i ucieka. Taki kolec zachowuje się zupełnie inaczej niż każda porządna drzazga! Najgorzej, że to nie boli w samym miejscu wkłucia (jak każda porządna drzazga) ale paskudnie promieniuje na boki. Czy wspominałam, że nie lubię jeżowców? W zupie (którą kiedyś przygotowała koleżanka w Chorwacji) też nie były dobre.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na lądzie też czasem można je znaleźć. Nawet już nieżywe atakują nadal!

Obrazek

Co jeszcze moża znaleźć na plaży:

Ślimak kameleon

Obrazek

Mrówcze sztolnie.

Obrazek

Coś jakby gigantyczny pasikoń.

Obrazek

Krabiki. Uwielbiają grać z kabakiem w chowanego.

Obrazek

Nie wiem co to za cudo! Jakaś krwista meduza z czuprynką.

Obrazek

Obrazek

Jeszcze chyba nie wspominałam, że teren przytykający tutaj do plaży wskazuje, że kiedyś tu coś było, ale w obecnym stanie rozkłądu ciężko ocenić co dokładnie. Jest jakaś ściana pomalowana w graffiti. Żyją tu syczące żółwie. Namierzam jednego takowego, gdy zbieram kamienie. Jest dużo większy niż te spod diabelskiego klasztoru. Zupełnie inaczej też się zachowuje. Wzięty do ręki nie chowa się w skorupę, tylko macha łapami, syczy i wywija głową, że tylko patrzeć jak mnie użre! Zupełnie nie wiem czy żółwie bywają jadowite, wściekłe, albo przenoszą jakieś choroby? Na wszelki wypadek więc odkładam go na miejsce. Trudno. Chciałam go zanieść i pokazać kabaczkowi. Po kamienie poszłam wtedy bez aparatu. Są więc tylko zdjęcia ruin z innego razu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Są place z wybulonego asfaltu, o głębokich koleinach, który się łupie i oddziela od podłoża całymi płatami. Wiem, bo wykorzystuję tą właściwość układając busiowi drogę i zatykając dziury. Płaty asfaltu są płaskie, więc dużo bardziej przydatne do tego celu niż obłe kamulce. Droga na plażę ma pośrodku wyrwany taki jar, prawie jak kanał u mechanika. W dół jakoś udało się zjechać, ale jak na powrocie tam wpadnie busiowi koło to zostaniemy już w Grecji na zawsze... Naraz to by była za duża robota, ale sukcesywnie zasypujemy ów jar kamieniami i własnie owym łupanym asfaltem i po dwóch dniach złowrogiej rozpadliny juz prawie nie ma.

Obrazek


cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4773
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Na południe - śladem ciepłych źródeł (2023)

Postautor: buba1 » 23-11-2023 12:43

Poranek zaczyna się dziś bardzo sympatycznie :) W zasięgu wzroku od busia stoi kamper. Dziś poznajemy jego mieszkańca. Koleś nas zagaduje nad wodą. Jest z Czech. Jakoś bardzo przypadliśmy mu do gustu, a głównie chyba busio, bo ponoć taki "stylowy". Z tej racji przynosi nam sześciopak chłodnego, czeskiego piwa. Ot tak z sympatii. Miło! Ponoć ma dużo tego w swoim aucie. Chyba cały browar przywiózł! Nie mamy wyjścia. Musimy od razu wypić to piwo, bo za pół godziny będzie z niego zupa.

Obrazek

Na spacer idziemy w przeciwną stronę jak wczoraj. Klimaty panują tu podobne - skały i golasy! (i jeżowce! grrrr...)

Spora część wybrzeża jest zagospodarowana przez biwakowiska stacjonarne.

Obrazek

Nie wiem czy to są prywatne dacze i wykupiony teren, czy po prostu najbardziej stali bywalcy sobie oznaczyli teren i pilnują, coby im ktoś niepowołany nie podprowadził ulubionej miejscówki. Stoją więc przyczepy, które widać, że już latami wrastają w ziemię, których pewnie już by nie wyrwał nawet czołgiem. Stoją namioty pod okapami z drewnianych skrzyń. Są schodki, kwiatki, hamaki i altanki z liści palmowych.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Część plaż jest piaszczysta, ale u samego styku z morzem są bardzo dziwne skały - takie poszarpane. Bardzo malowniczo to wygląda - ni to rozwleczona meduza, ni to płetwa grzbietowa rekina! ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Albo taki głaz. Dla odmiany zupełnie inny, ale jakby go ktoś sztucznie ulepił!

Obrazek

Są też takie kawałki plaży. Niby nic dziwnego nie rzuca się w oczy, nie? Ale to czarne i drobne na granicy wody i lądu - to nie piasek, to nie glony - to tysiące skrzydlatych mrówek, w większości zdechłych!!!

Obrazek

Obrazek

Kawałek dalej jest cypel. Pomiędzy skałami są moje ulubione zaciszne plażki, pełne chlupotu o skały, seledynowej, przejrzystej wody skrzącej się w słońcu i równych płyt podwodnych, gdzie wygrzewają się ryby i jeżowce.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na jednej z wyższych skał stoi kapliczka. To ten malutki punkcik na szczycie skały, z lewej strony.

Obrazek

A tak przedstawia się z bliska.

Obrazek

Na innej skałce przymocowano dziwne pudełko. W środku jakiś mechanizm, raczej już od dawna niesprawny. Reflektor? Mini latarnia morska to kiedyś była??

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A to coś w tle braliśmy za łódkę!

Obrazek

A to jest wysepka w wersji super mini!

Obrazek

Niektóre przybrzeżne kamienie wyglądają nieco dziwnie - jak kółka olimpijskie albo pączki w smażalni. Jakim cudem się to tak samo ukulało? Może kosmici robią nie "kręgi w zbożu", ale "kręgi w morzu"? Może ktoś się przejęzyczył? ;)

Obrazek

Obrazek

Miejscami plaża znika zupełnie, ustępując miejsca wpadającym do morza skalnym rumoszom. Ładne toto, ale tempo wycieczki mocno spada ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Momentami uroku okolicy dodają rude zbocza.

Obrazek

Obrazek

Widoki z pagórka.

Obrazek

Z głębi lądu zawiewa czasem pyłem z suchych, jakby zmielonych ziół. Taki oddech jak z pieca - duszny, gorący, wręcz parzący, ale o pięknym zapachu tymianku.

Obrazek

Wieczorem wieszamy hamak, a znad gór przychodzi wielka, ciemna chmura.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

O dziwo nie przynosi deszczu tylko bardzo silny wiatr. Od razu tworzą się fale, więc toperz z kabakiem biegną do morza w podskokach. Wspominałam, że ja nie lubię fal? Tzn. z przyjemnością patrzę sobie na wzburzone morze, ale do wody wolę włazić, gdy tafla jest równa i nic nie zalewa głowy. Kabak i toperz za to uwielbiają takowe prysznice i dokazują w falach. Piski niosą się wokoło.

Może to być jedna jedyna niepowtarzalna szansa na puszczenie latawca! Bo tu chyba rzadko wieje!

Obrazek

Rybacy na swoich mini kuterkach są mniej zachwyceni nagłym pojawieniem się wiatru i fal. Obserwuje ich przez moją aparato-lunete. Widać, że są nieco zaskoczeni. Pośpiesznie zwijają wędki i próbują tak ustawić łódź, żeby się nie wykopytrnąć.

Obrazek

Podobnie są zaskoczeni mieszkańcy bułgarskiego kampera stojącego za zakrętem. Wiatr zerwał im już połowę daszku, a oni starają sie jakoś zapobiec, coby daszek nie odleciał zupełnie. Sytuacje te sugerują, że takie ataki wiatru nie pojawiają się tu zbyt często.

I tak kończy się kolejny sympatyczny dzień na dzikich plażach północnej Grecji :)

Obrazek

Obrazek

Kolejnego dnia zmieniamy miejsce pobytu. Nie jest to umotywowane jedynie ciekawością świata, a również przyziemną koniecznością. Kończy się nam żarcie i woda. Musimy odwiedzić miasteczko. Pada na pobliskie Orfani. Długo nie możemy znaleźć sklepu. Wpadamy w plątaniny uliczek wypełnionych białymi, willowymi domkami, które wyglądają jak pod wynajem. Mijamy zagospodarowane plaże pełne leżaków, parasoli i plażowych barów. Wszystko wygląda jakby czekało na stada turystów, którzy póki co nie dotarli. Przed sezonem? No bez jaj! Jest połowa czerwca, jest ponad 40 stopni! Jak to nie jest sezon to ja już nie wiem jak on powinien wyglądać i jakie mają tu zasady. Miasteczko też wygląda jak wymarłe, tylko cykady się drą, koty się biją na środku szosy i tylko czasem przemknie auto z prędkością typową raczej dla autostrady, a nie dla małych, krętych uliczek. Kotom ledwo udaje się uniknąć rozjechania. Auta mieszczą się na centymetry między murkami okalającymi ogrody a stojącymi prawie na środku śmietnikami. W jednym czy drugim barze plażowym pytamy o sklep. Kierują nas do takowego miejsca, gdzie możemy kupić kolorowe piłki i kreacje lokalnej mody deptakowej. Wracamy do kelnerów. Mówię, że fajno, ale sklep = jedzenie. A oni się śmieją, że jedzenie to u nich. Masakra te nadbrzeżne pseudomiejscowości, gdzie nabudowali wszelakiego syfu, ale nic nie można załatwić. W końcu odjeżdżamy trochę wgłąb lądu i udaje się znaleźć w miarę normalny sklep. Asortyment jednak jest mocno ograniczony. Wychodzi na to, że Grecy odżywiają się upiornie słodkimi sokami, dżemem i ciastkami. Cebuli, puszek z rybami, zielonej herbaty czy ciemnego chleba chyba tutaj nie znają. Ale przynajmniej mają wino :)

Gdzieś słyszałam, że według unijnego prawa ślimak to ryba. A to nieprawda! I nawet mam na to dowody! Ślimak to roślina! To owoc ostów porastających brzegi Morza Egejskiego!

Obrazek

Obrazek

Gdzieś w zaułkach miejscowych wiosek.

Obrazek

Obrazek

Obrazek



cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4773
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Na południe - śladem ciepłych źródeł (2023)

Postautor: buba1 » 27-11-2023 11:24

Nie ma nic lepszego na wycieczkach jak znaleźć coś zupełnym przypadkiem i doznać uczucia miłego zaskoczenia. Tak właśnie było tutaj. Człowiek sobie jedzie szutrową drogą zaraz przy morzu, wgapia się w błękity wodnej toni i sine góry zamykające gdzieś daleko widnokrąg - a tu bęc! bunkierek sobie na plaży leży!

Obrazek

Obrazek

Nieduży, z lekka przekrzywiony, częściowo omywany przez morskie fale. Widać, że one już mocno nadgryzły konstrukcje budynku. Pewnie kiedyś był większy, ale część ścian odpłynęła w siną dal z jakimś jesiennym sztormem.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Widzieliśmy jeszcze drugi, acz ten był położony już nieco dalej wgłąb morza, więc nie wchodziliśmy do środka.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kormorany sobie go ulubiły! Acz ogólnie bardzo mało ptaków spotykaliśmy nad greckim morzem.

Obrazek



cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4773
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Na południe - śladem ciepłych źródeł (2023)

Postautor: buba1 » 29-11-2023 14:38

Wracamy na nasze dzikie plaże. Zmęczyło nas obcowanie z ludźmi. Ale sukces jest, busio jest pełen żarcia i wody, możemy na kilka dni zaszyć się w głuszy i mieć wszystko i wszystkich gdzieś. :) Jedziemy kawałek dalej wzdłuż wybrzeża. Drogi ku morzu wyglądają rokująco. :)

Obrazek

Tu np. oceniamy czy busio się rozpadnie zjeżdżając z tego obrywu asfaltu czy może jeszcze raz się jednak uda??

Obrazek

Kolejne miejsce biwakowe jest jeszcze fajniejsze! Stojąc przy zderzaku busia mamy takowe widoki :)

Obrazek

Obrazek

Jest tu mała polanka pomiędzy cyprysikami i kolczastymi krzakami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na naszej polance przez sporą część dnia jest cień, a tutaj się to bardzo przydaje! Tu jednak jest zupełnie inne słońce i temperatury niż w Polsce (czy nawet w Bułgarii) i po całym dniu wycieczek na patelni, gdzie napierdziela słońcem solidnie (bo ani chwili nie ma pół chmurki) - człowiek ma jednak ochotę na chwilę się schować do cienia. Nawet buba. Serio. Nawet rozkładamy przy busiu plandekę - i to nie od deszczu, ale od słońca! Poważnie! Teraz jak to piszę i od kilku miesięcy ustawicznie marznę - nie chce mi się w to uwierzyć, że mogą istnieć miejsca na świecie, gdzie nawet bubom jest momentami za goraco! :)

Obrazek

Fajnie się tutaj układają te krzaki! Jak wrota do jakiejś magicznej krainy! :)

Obrazek

Trochę jak cygański tabor! :P Tylko trochę mało umorusanych dzieciaków biega wokół ;)

Obrazek

Obrazek

Wybrane przez nas miejsce jest chyba najładniejsze w okolicy. Acz pierwsze skojarzenie jest nieco niepokojące. Na drzewie wisi jakaś szmata. Chyba poprzedni bywalec zapomniał zabrać spodenki. Przypomniało mi to opowieść znajomego - też o biwaku nad zbiornikiem wodnym, też gdzieś w ciepłych krajach. Jak przyszli i rozbili namiot to wisiała na drzewie koszulka. Przez cały dzień nikogo nie spotkali. Wieczorem, w nocy, też pusto. Rano na drzewie wisiały dwie koszulki. Zrobiło im się dziwnie, no ale może nie zauważyli? Miejsce piękne, żal je opuszczać. Kolejnej nocy nastąpiła powtórka - rankiem były już trzy koszulki. Na tym etapie się zmyli, choć był pomysł zaczajenia się i nocnych obserwacji - ale jakoś upadł. Jednak woleli nie sprawdzać kto i po co się tak z nimi bawi. Nas na szczęście to nie spotyka. Przez 3 dni wiszą jedne i te same gacie ;)

Obrazek

Wieczorem palimy ognisko na plaży. Morze jest spokojne i idealnie gładkie. Horyzont zamykają wysokie szczyty jakiś wysp czy półwyspów.

Obrazek

Obrazek

Śpimy w namiocie. W busiu szybciej robi się duszno, a jak się otworzy drzwi to komary nalatują.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jest tu również idealne miejsce do powieszenia hamaka!

Obrazek

Zastanawiam się, czy ten kamień się do nas uśmiecha czy raczej warczy?

Obrazek

Nasza najbliższa plaża jest urozmaicona - częsciowo piaszczysta, trochę kamienista a i jakieś skałki się zdarzają.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Morze dla mnie jest najlepsze o poranku, wtedy gdy biegniemy popływać jeszcze przed śniadaniem. Wtedy tafla wody jest równa, nie ma prawie załamań, już o falkach nie mówiąc. Woda idealna do pływania - ze wzrokiem wbitym w dalekie góry zamykające horyzont.

Obrazek

Obrazek

Wszędzie tutaj w okolicy, po krzakach, piachach i drogach leży mnóstwo łusek po nabojach. Nie wiem w co się bawili albo na co polowali. Kabak się obawia czy aby nie na tygrysy, bo łuski są całkiem duże ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Z braku muszelek czy innych bursztynków - zbieramy łuski. Widać każde wybrzeże ma swoją specyfikę. W Bułgarii były całe góry muszli i szkielety delfinów, w Albanii koło Fier zbierało się buty, nad zalewem w Obwodzie Kaliningradzkim walały się dziesiątki zdechłych ryb a pod Odessą meduzy. Tu zbiera się kolorowe łuski - całymi garściami!

Zabawa łuskami jest mocno wciągająca! To dużo lepsze niz klocki czy puzzle :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jak już mowa o ciekawostkach - tutejsze plaże mają jeszcze jedną specyfikę. Są jakoś szczególnie lubiane przez gejów. Nie wiem czy to dlatego, że są puste i ustronne? Trzykrotnie włażę na niedwuznaczne sytuacje. Raz dwóch starszych panów zabawia się na plaży pod parasolem (a ja właśnie zoomowałam ciekawą skałę na horyzoncie i wpadli w kadr). Drugi raz wędruję sobie brzegiem wydmy, wypatrując kolejnych łusek do kolekcji i bęc! Włażę na dwóch kolejnych, dla których kolczasty krzak jest chyba dopełnieniem igraszek i źródłem dodatkowych doznań. Ci się nawet z lekka zmieszali moim nagłym najściem. Najpierw zamarli w bezruchu a potem próbowali się przykryć słomianym kapeluszem. Mówię im, że "no problem", życzę miłego dnia i szybko się wycofuję. Panowie miło mi machają. Chyba odetchnęli z ulgą, że nie muszą opuszczać swojego kolczastego krzaka. Trzecia parka była w aucie zaparkowanym na środku drogi. Idąc do kibla musiałam się im czochrać o lusterka.

Któregoś dnia idziemy na wycieczkę na kolejny "nos", który widać na horyzoncie. Ten "nos" jest wyjatkowo długi, tzn. nie w sensie, że daleko wychodzi w morze, ale długa jest droga przez skalne zwalisko. Wychodzi na to, że tutaj dodatkowo się oberwało zbocze i runęło do morza.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Idziemy i idziemy po wielkich ruszających się kamulcach i wybitnie przychodzą mi na myśl wspomnienia wędrówek po gorganie. Brakuje tylko sprężystej kosówki i deszczu lejącego się za kołnierz. Tu z nieba leje się tylko upał! Na kamulcowym zboczu jest chyba z 50 stopni! Ostatni raz pamiętam taki gorąc na Krymie, w sierpniu 2007. Pamiętam, że w jeden z dni wchodziliśmy na górę Demerdży, wznoszącą się nad Doliną Przywidzeń. Z trzydziestu osób z naszej grupy tylko 6 poszło na szczyt - reszta została i zdychała w jednym jedynym cieniu pod skałą. Wchodząc wtedy na górę zaczęłam mieć dziwne "doznania wzrokowe". Każda rzecz - kamień, źdźbło trawy, moja ręka, robak pełznący ścieżką, wszystko zaczęło mięć tęczowe obwódki. I ta tęcza tak pełgała jak zorza polarna. Nie wiem czy tak się objawia udar słoneczny, ale tu, na tym "nosie", znów po 16 latach owe Demerdży staje mi jak żywe przed oczami. Znów wszystko ma tęczowe obwódki! Tam też dokładnie tak samo gotowało się powietrze, a słońce napierdzielało tak, że skóra zaczynała skwierczeć. Dziś najbardziej skwierczą moje nogi na wysokości kostek. Wpadłam na "rewelacyjny" pomysł, aby ubrać sobie skarpetki stopki. No bo gdzie mam je nosić jak nie w miejscu gdzie jest ciepło?? Nosz nie mogę wytrzymać tak mnie zaczynają te nogi palić! Zasmarowywanie centymetrową warstwą kremu nic nie daje. I tu okazuje się, że moja zasada zabierania ze sobą chustki na głowę i szalika - zawsze i wszędzie, nie jest taka głupia! :)

Obrazek

Wygląda to mocno idiotycznie, ale tutaj jedynie węże i jaszczurki mogą się dziwować owej nietypowej modzie. No oprócz toperza i kabaka, którzy drą ze mnie łacha straszliwie ;)

Docieramy do rajskiej zatoczki. Trud wędrówki nie był nadaremny! Plaża jest tylko nasza! I to taka zaciszna, piach otoczony z dwóch stron skałami. I woda jest tutaj wyjątkowo błękitna.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nasz obiad. Tak chyba żywią się lokalsi, bo w sklepie ciężko było kupić inny asortyment...

Obrazek

Nad plażą wspina się droga prowadząca do dziwnego budynku. Teren jest szczelnie ogrodzony, pełen cudnie kwitnących krzewów.

Obrazek

Obrazek

Wracamy szosą. Jedno spotkanie z rosochatym "nosem" na dziś nam wystarczy. Teraz dla odmiany mamy topiony asfalt. Jest powiedzenie "kleić się jak g.. do buta". Fakt, wiele razy wdepnąwszy w fekalia uroczych, osiedlowych czworonogów miałam problem to smarowidło odczyścić. Grecy chyba muszą mieć inne przysłowie: "kleić się jak asfalt do buta". Tego to już za cholerę nie idzie oderwać. Idę, szuram po asfalcie, trę o murek, łamię kolejne patyki. Część asfaltu zostanie ze mną już chyba na zawsze. Dobrze, że asfalt przynajmniej tak nie cuchnie jak kupa! Zdecydowanie więc wolę grecką wersję przysłowia!

Obrazek

Szosa, którą wracamy jest prawie pusta. Czasem tylko przemknie rozpędzony tir - tak jakby miał pewność, że nikogo nie spotka. Trzeba uskakiwać w kolczaste krzaki. To jest chyba najgorętsze miejsce na trasie naszej całej wycieczki. Szkoda, że nie mieliśmy termometru. Teren ograniczony od spodu asfaltem a od boków skałami, powoduje, że nie tylko słońce grzeje od góry - promieniuje i parzy też asfalt i skała. Naprawde jakby wleźć do ogromnego pieca. I jeszcze ten oszałamiający zapach ziół. Tak jakby ktoś tą potrawkę z nas postanowił przyprawić do smaku tymiankiem i lawendą :) Idziemy, więc, kleimy się do podłoża, zastanawiając się po którym kroku zostaniemy bez podeszw... A myślami jesteśmy już przy morzu! Już, już oczyma wyobraźni słyszymy to pssssss... jak wskoczymy w chłodne, błękitne tonie! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Gdy odbić nieco od morza można powędrować w strone gór lub zagajnikami, które nieco wyglądają na plantację. Właśnie tu jest najwięcej łusek.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Napotykamy też jakieś przedziwne konstrukcje z opon, taśmy i sieci. Po kiego diabła ktoś tak pooplatał krzaki???

Obrazek

Obrazek

Gdy wracamy do naszego biwakowiska mamy okazję spotkać helikopter widmo. Głos silnika wyraźnie się przybliża od strony gór, potem słychać go centralnie nad naszymi głowami. Później oddala się w stronę morza. Zadzieramy głowy, rozglądamy się... Nic nie widać. A chmurki nie ma ani jednej. A może to motorówka? Ale również nic nie płynie. Mamy nawet podejrzenia, że to łódź podwodna. No bo kurcze co??

A wieczorem znów ognisko! :)

Obrazek



cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4773
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Na południe - śladem ciepłych źródeł (2023)

Postautor: buba1 » 30-11-2023 22:25

Na naszej greckiej trasie nie tylko morze oglądamy. Wbijamy też w wąską, boczną dolinę, która wije się wśród skał i pachnących iglastych zarośli. Nie jest to zwykła dolina. Jest pełna ciepłych źródeł. Stoją tu również ruiny dawnego kurortu czy innego sanatorium. Dziesiątki zarośniętych budynków w różnym stanie wypatroszenia (zwykle znacznym), kilka źródełek jest na zewnątrz przy rzece, a dwa wewnątrz budynków. Roślinność ciepłych krajów bardzo malowniczo i szybko zarasta wytwory ludzkiej działalności. Chodzimy więc chodnikami pokrytymi kożuchem bluszczu, patrzymy w błękit nieba przez dziurawe sufity, z których zwieszają się kwiaty. Siedzimy w skalnych wannach lub pod rurami, które sikają aromatyczną, mineralną wodą - i zastanawiamy się jak to w ogóle możliwe, że takie rajskie miejsce istnieje naprawdę?? Bo miejsce jest jak ze snu. Miejsce, które zdawałoby się, że nie ma prawa istnieć w naszym skomercjalizowanym świecie. A jednak ten magiczny świat jest całkowicie namacalny - czujemy ciepło wody, zapach kwitnących krzewów, słyszymy śpiew setek ptaków. Ale wciąż mamy poczucie nierealności i zachłyśnięcia się szczęściem, które nas spotkało, że możemy tu być.

Ale po kolei...

Taka droga rozpościera się przed wędrowcami sunącymi wgłąb doliny. Morze za plecami, przed nami góry!

Obrazek

Obrazek

Nagle i z zaskoczenia pojawia się brama i stróżówka na wjeździe. Brama przyjemnie otwarta - to lubimy! :)

Obrazek

Mostek i chodnik sugerują, że nie grasują tu żadne podejrzane typy z kosiarkami.

Obrazek

Obrazek

Parkujemy sobie pod krzakiem, czy raczej jak to kabaczę określa "w krzaku" ;) Dalej łazimy z buta, bo to i więcej widać, a i nie chcemy wlecieć w żadną z otwartych studzienek czy innych rozpadlin.

Obrazek

Obrazek

Nad busiem rośnie coś sosnopodobnego, ale o takim zagęszczeniu szyszek, że ciężko to sobie wyobrazić!

Obrazek

Obrazek

Pierwsze mijane budynki są niezwykle malowniczo zarośnięte. Roślinność tu szaleje i pożera wszystko z niezwykłą łapczywością.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nie brakuje tu pachnących, ukwieconych krzewów. Zupełnie jak Janskich Koupelach w Czechach - w pierwszy dzień wyjazdu. No tylko tam niestety nie było ciepłych źródeł (za to był zimny deszcz ;) )

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Uroki zapomnianych schodków.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Można znaleźć też budynki większe, o kilku kondygnacjach.

Obrazek

Obrazek

Ten może nie bardzo duży, ale dosyć spektakularnej architektury.

Obrazek

Zaglądamy i do środka, ale nie mamy odwagi wspinać się na wyższe poziomy. Schody są drewniane i dosyć zetlałe. Podłogi również!

Obrazek

Obrazek

W jednym z budynków zachowały się karteczki, wydruki dokumentacji medycznej. Daty z lat 2000-2002.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Okienka...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A tu chyba była knajpa?

Obrazek




A między ruiny i busz wplecione ONE!!! ŹRODŁA!!!!! Można je podzielić na te zadaszone, znajdujące się wewnątrz budynków i te będące kamiennymi zatoczkami przy potoku. Znaleźliśmy ich kilka i nadaliśmy im swoje nazwy.

KAMIENNO - SKALNY BASEN

Częściowo omurowana w prostokąt niecka z dużym naturalnym głazem na dnie. Można więc siedzieć na dnie baseniku, a można na kamieniu jak na krześle. Pomieszczenie, w którym jest źródło jest chłodne, a woda w basenie gorąca. Chyba to najcieplejsze z tutejszych wód.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jest nawet szatnia :P

Obrazek

Dla toperza i kabaka tu jest troche za ciepła woda ;) Mi pasuje!

Obrazek


BASEN Z RURĄ

Do pomieszczenia ze źródłem prowadzi taki oto niepozorny korytarz. Kto by pomyślał, że kończy się on taką atrakcją!

Obrazek

Obrazek

Sam basenik jest malowniczo omulony rudymi mineralnymi naciekami.

Obrazek

Obrazek

Woda w nim jest płytka - po kostki najwyżej. Pewnie mogłaby być głębsza, ale woda za bardzo odpływa. Miejsce więc dogodne dla wszystkich tych, co wywalają z łazienki wannę i wstawiają kabinę prysznicową, bo wolą od nasiadówek płukanie się na stojąco.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


ŹRÓDŁO POD MOSTEM

Dwubasenikowe. Z wodospadem, ale niewielkim.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wymyśliliśmy sobie kapitalną zabawę. Kto dłużej wysiedzi z butelką na głowie. Przechodzący z rzadka mostem ludzie patrzą na nas z dużą dozą zainteresowania ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A rzeczka sobie spokojnie płynie, kwiaty pachną, normalnie idylla jak na folderku pewnej grupy religijnej ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ciekawe rośliny podwodne. Ni to glon, ni to grzyb, ni to skóra dinozaura?

Obrazek

Obrazek


ŹRÓDŁO Z MURKIEM

Tu chyba woda była najbardziej błękitna. Wewnątrz betonowego kwadratu jest wylot źródła, więc tam woda jest najcieplejsza.

Obrazek

Obrazek

Obrazek


ŹRÓDŁO POD SCHODAMI

Pokruszone schody prowadzą donikąd. Tzn. na niewielki balkonik. Wisi tu jakiś ręcznik, ale nigdzie w zasięgu wzroku nie widzimy jego właściciela.

Obrazek

Poniżej balkonika jest wypływ cieplej wody. Niestety nie ma tu żadnej niecki, basenika, płycizny. Woda od razu wpada do chłodnej rzeczki i płynie w sina dal.

Obrazek

Sama droga do tych schodów i balkonika jest bardzo przyjemna. Najpierw idziemy zarośniętym bulwarem, pełnym starych latarni i oplecionych pnączami ławeczek jak żywcem przeniesionych z przystanków autobusowych :)

Obrazek

Obrazek


ŹRÓDŁO Z ŻÓŁWIAMI

Znajduje się poniżej źródła z murkiem. Można więc tędy dojść podążając za bagnistym potoczkiem. Acz po drodze jest bardzo ostra trawa i można się nieprzyjemnie pociąć.

Obrazek

Druga trasa wiedzie przez rzekę, od strony platanowego zagajnika. Stąd źródło widać bardzo dobrze. Ba! Nawet ktoś punkt obserwacyjny sobie tu zrobił! :)

Obrazek

Jest tu obudowana kamieniami niecka, o temperaturze wody wręcz idealnej. Z góry, po kolorowych od nacieków skałach, wali się ciepły wodospad. Jeśli akurat komuś zrobi się za gorąco - to na wyciągnięcie ręki jest rzeka, gdzie można się schłodzić. Widok też stąd jest fajny - można siedzieć i patrzeć na okoliczne skały lub góry pokryte grubym kożuchem zieloności.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kabakowi dość szybko nudzi się siedzenie w jednym miejscu. Brodzi więc po rzece, zagląda w zaułki, twierdzi, że szuka ryb i żab. I nagle woła: "Tu do wody wpadł żółw! Musimy go uratować!" Ratowaliśmy już żółwie z szosy, można też z rzeki, czemu nie? Ale jakim cudem tu wleciał?? Żółw jednak wygląda nieco inaczej niż te, które spotykaliśmy na lądzie. Poza tym w rzecznych nurtach radzi sobie tak świetnie, że nie ulega wątpliwości, że to są jego klimaty i to własnie tu ma domek. Ale jaja! Pierwszy raz widzimy wodne żółwie! I to tak na wyciągnięcie ręki! :)
(jakby ktoś nie widział, to żółw jest z lewej strony, tak pośrodku)

Obrazek

Żółwie nie żyją w samym źródle - pewnie byłoby im za gorąco. Ale kręcą się skubane w tej części rzeki, gdzie źródlana woda wpada. Mają swoje nory przy brzegu, w gęstych trawach i błotnej mazi tworzącej jakby okapy na krawędzi lądu. Przypłyneły jednak się nam przyjrzeć. Z tego co słyszałam, to wodne żółwie są drapieżnikami, więc może oceniały naszą przydatność obiadową??

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A to zdjęcie wiem, że jest nieostre i ogólnie nieudane. Ale ma ono swoją historię. Bo jest zrobione kawałek dalej, koło źródła pod schodami. Brodziłyśmy tam sobie z kabakiem, szukając czy są głębsze buniory, gdzie by można popływać. I ten żółw nagle wyłonił się spod skał! Jakby wyskoczył! I miał takie jakby wyszczerzone zęby, jak jakiś potwór! Kabak: "łaaaaaa!!!", ja: "łaaaa!!!" i w nogi! Ale zdjęcie zrobiłam. Jestem bardzo z siebie dumna - bo na totalnym autopilocie.

Obrazek

Nie muszę wspominać, że odechciało się nam pływania i pchania w głębsze niecki. Bo szlag wie co jeszcze za krokodyle się tam osiedliły?

Aha! To było pod tymi schodami z balkonikiem, gdzie leżał porzucony ręcznik! Więc może jednak krokodyle?? ;)



ŻRÓDŁO Z KAFELKAMI

Położone dosyć na uboczu, w ukrytym miejscu, więc znajdujemy je jako ostatnie. Są tu trzy kaskady. Pierwszą tworzy rura:

Obrazek

Obrazek

Drugim, niewielkim wodospadzikiem woda zlewa się do kolejnej niecki.

Obrazek

Widać tu ślady dawnych kafelek.

Obrazek

Ostatnim stopniem ciepła woda leci do rzeki. Na zdjęciu to się jakoś spłaszczyło, ale tu było dosyć wysoko. Z dwa metry napewno. W tym sensie, że nie ma za bardzo możliwości chodzić na przekąpki do rzeki i z powrotem.

Obrazek

Nie tylko żółwie tu wszędzie szaleją. Miejsce też ulubiły sobie niebiesko - zielonkawe ważki. Już wiem skąd poszedł pomysł na kolory aut typu "metalik" ;) Poza tym w ogóle sie nas nie boją. Jedna to ciagle siada kabakowi na ręce i patrzą sobie nawzajem głęboko w oczy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Rewelacyjność tego miejsca, w sensie tej całej doliny, ma jednak i swoje minusy. Takie, że ekstremalnie wysoko postawiło poprzeczkę. Ilekroć tego lata byliśmy potem z kabakiem nad jeziorem, rzeką, basenem - to porównania wychodziły... no tak jak musiały wychodzić. "No fajnie, ale szkoda, że ten wodospad nie jest ciepły", "fajne jest zoo, ale z żółwiami wolę się kąpać niż oglądać je w akwarium", "ale płochliwe te ważki, nie można im się przyjrzeć na spokojnie", "no patrz, miejsce d... nie urywa, a taki dziki tłum"...

Fragmenty rzeczki wskazują, że wypływów mineralnych może tu być jeszcze więcej!

Obrazek

Spacerując korytem rzeki jeszcze takie baseniki namierzamy. Acz akurat dziś woda jest w nich chłodna. Może "Matka Natura" zakręciła kurek? ;)

Obrazek

Widać, że baseników w budynkach było więcej. Masę było takich małych jak wanny - pewnie używanych do różnych konkretnych zabiegów leczniczych. Teraz są puste... Zapewne woda była do nich specjalnie pompowana.

Obrazek

Obrazek

Część osady mieści się po drugiej stronie rzeki. Można tam przejść kładką lub brodem.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jeden budynek wygląda na zeskłotowany i ktoś się w nim gnieździ. Z okien wystają rury piecyków (zatem pomieszkują tu również w zimniejsze okresy roku). Wokół leżą różne sprzęty.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mieszkają tu chyba jacyś miłośnicy grzybków i cywilizacji pozaziemskich ;)

Obrazek

Obrazek

Inne ciekawe malunki na ścianach dawnego kurortu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ten jeden jedyny malunek wygląda jakby pochodził z czasów działania miejscowych łaźni i hoteli.

Obrazek

A tu wpadły w oczy rejestracje jednego z aut. Może tak wyglądały greckie blachy sprzed okresu totalnej unifikacji??

Obrazek

Na terenie uzdrowiska jest kilka kapliczek. Pierwsza rzuca sie w oczy już zaraz na początku, za stróżówką. Widać, że nadal jest używana i miejscowi się nią opiekują. Obrazki raczej są nowsze niż z czasów świetności kurortu, świeczki również.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Druga stoi niedaleko źródła z murkiem i jest zdecydowanie największa.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Trzecia jest przyklejona do skarpy, tam gdzie przebiega betonowy chodniczek prowadzący do urwanych schodów.

Obrazek

Obrazek

Widok od strony skarpy.

Obrazek

Za rzeką jest też aleja grubych, powykręcanych drzew. Są to chyba platany, ale niektóre wyglądają jak jakieś baobaby!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Teren nadrzeczny wokół baobabów jest ulubionym miejscem biwakowym okolicznej młodzieży. Robią sobie tu imprezy z bębnami (fajna sprawa!) i z bumboksami (to gorzej...) Są miejsca ogniskowe, wymurowane grille, huśtawki nad lustrem wody. Dziewczęta kąpią się toples i piszczą straszliwie. Na szczęście my śpimy na przeciwległym krańcu osady, więc hałasy nam zupełnie nie przeszkadzają. Jest tu tyle miejsca, że każdy znajdzie coś dla siebie.

My mamy tylko jednych sąsiadów. Po przeciwnej stronie drogi para Francuzów zaanektowała jeden z małych budynków. Na balkonie postawili stolik z krzesełkami, między kolumnami wewnątrz powiesili hamaki. Przed wejściem zaparkowali kampera, który nie rzuca się w oczy, bo idealnie pasuje do wyglądu całej osady. Ma się wrażenie, że też jest opuszczony od 30 lat. Nawet jeżdżąc sporo po wschodzie, nigdy nie widziałam tak zardzewiałego i rozpiżdżonego auta. Ma też wybitnie zaburzoną symetrię - patrzysz na niego i momentalnie zaczyna ci się kręcić w głowie. Zderzak z jednej strony odpadł i wisi, a z drugiej jest przywiązany na sznurówkach. Jedno boczne okno jest rozbite w malowniczą pajęczynę i sklejone taśmą klejącą. Koła jednej strony są nieco krzywe, jakby takie kraczate na zewnątrz. Naprawdę nie wiem jak toto dało radę przyjechać z Francji - przecież to spory kawałek! Chyba siłą woli go pchają do przodu! :) Francuzi piją wino z beczki, palą zioło i pieką na grillu jakieś bakłażany. Wraz z nimi podróżują dwa szczury. Każdy ma na ramieniu jednego pupila. Nawet jak idą posiedzieć do źródła to szczurki idą z nimi! Wieczorami i porankami stoją jakiś czas na głowie. (tzn. Francuzi, nie szczury. I nie wiem gdzie wtedy są szczury ;) ) Miło mieć takich urokliwych sąsiadów. Szkoda, że to już nie te czasy, gdy ludzie lubili się wspólnie fotografować. Bo naprawde mega malownicza ferajna!

Idziemy się jeszcze przejść polną drogą prowadzącą w stronę gór. Może kawałek dalej coś jeszcze znajdziemy? Może jakieś źródełko wśród traw, o którym nie wie zupełnie nikt??

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W sumie nie znajdujemy nic szczególnego. Ale mamy bardzo udany, widokowy spacer wśród wygrzanych łąk i skał pachnących rozprażonym igliwiem, wśród cykad i macierzanki.

Wieczorem miejsce będące za dnia w miarę puste - niesamowicie ożywa. Pojawia się zintensyfikowany kwik ptactwa, że o cykadach nie wspomnę. Otaczają nas gęsto świetliki i nietoperze. Nietoperze są jakieś wielkie! Takie z dwa razy większe niż te występujące u nas! Po zmroku zaczyna się też pojawiać sporo ludzi - raczej miejscowych. Przyjeżdżają chyba po pracy na wieczorną przekąpkę.

Obrazek

Ma miejsce jedna dziwna sytuacja. Najpierw mijamy babeczkę z dzieckiem w wózku. Zwróciła naszą uwagę, bo szła wyjątkowo szybkim krokiem w stronę wyjścia z osady i emanowała od niej aura zdenerowania. Jakieś pół godziny później zajeżdża na teren auto. Hamuje z piskiem opon. Wyskakuje z niego dwóch kolesi, którzy biegną w stronę budynku z basenikiem. Trzecia pasażerka auta podchodzi do nas i pyta czy nie widzieliśmy kobiety z dzieckiem. Mówimy, że tak, owszem, że z wózkiem szła i pół godziny temu poszła o tam! Babka dzwoni do kolesi, którzy z obłędem w oczach biegają od budynku do budynku i coś pokrzykują. Kolesie wracają, wskakują do auta i na pełnym gazie odjeżdżają. Ale jaja! Ciekawe co tam się wydarzyło? Jakaś kłótnia rodzinna? Albo ta babka porwała cudze dziecko?? Chyba już nigdy się nie dowiemy! Nawet próbowałam po powrocie wpisywać po grecku "porwane dziecko koło Kavali", ale nic nie znalazłam ;)

Budzi nas buczenie pszczół w koronach drzew. Pszczoły tu też chyba mają większe! Buczą jakby pociąg jechał! Ale musi być pyszny miód z tych wszystkich lokalnych kwiatów!

Więcej o tym miejscu poczytałam sobie dopiero po powrocie. Loutra Eleutheron i jej źródła w tej dolinie ponoć były używane do celów leczniczych od czasów starożytnych. Prawdopodobnie tutaj znajdowało się starożytne miasto Apollonia, które było związane ze źródłami termalnymi. Obecna zabudowa uzdrowiskowa powstała w początkach XX wieku i przez kolejne kilkadziesiąt lat się rozbudowywała. Ze względu na duże oddalenie uzdrowiska od jakiejkolwiek zamieszkanej osady wszystko musiało tu być na miejscu. Były tu sklepy, piekarnie, restauracje, hotele, szpital. Całość ochoczo działała do lat 90 tych. Potem sanatoria popadły w kłopoty finansowe i zawiłości prawne. Teren podupadał i przechodził z rąk do rąk różnych spółek. Ostatecznie został opuszczony w 2011 roku. Przepychanki własnościowe i rozkminy jak go zagospodarować trwały jednak dalej. Takie miejsce to wielka gratka dla wszelakich inwestorów. Tu też tak było. W posiadanie terenu wszedł jakiś indyjski oligarcha - nabył całą dolinę wraz ze sporym kawałkiem wybrzeża. Prace nad gigantycznym kurortem miały się rozpocząć w 2019 roku, a w 2021 być ukończone. Projekt jednak z jakiś formalnych powodów opóźnił się o pół roku. A potem? Potem na drodze stanęła pandemia :) Indyjski biznesmen utracił płynność finansową i grecka wielka budowa odeszła na dalszy plan. Gdzieś czytałam, że całkiem splajtował i teren znowu jest na sprzedaż. Pewnie wcześniej czy później dolina i tak zostanie zniszczona i przerobiona na sztampowy światek z klocków Lego, ale zawsze dobrze jak zostanie to odsunięte w czasie.

Historia naszego pobytu w źródłach daje do myślenia... Ten sam ciąg niefajnych światowych wydarzeń, ten sam obłęd, który odebrał nam możliwość wyjazdu do solnych limanów Kuljanika czy różowego jeziora - dał szanse zobaczenia tej przecudnej, greckiej doliny. Biedne kabaczę nie popływało z delfinami w Skadowsku, ale popływało z żółwiami z rzece Marmara. Coś za coś. Loutra Eleutheron to miejsce, gdzie los pozwolił nam zdążyć. Jak to wszystko na świecie jest względne i zawsze można się doszukać zarówno plusów jak i minusów...


cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4773
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Na południe - śladem ciepłych źródeł (2023)

Postautor: buba1 » 04-12-2023 17:16

Nadchodzi ten czas, gdy trzeba zacząć powoli jechać w stronę domu. Rano przekąpka w ciepłych źródłach z żółwiami, potem ostatnia przekąpka w morzu.

Na grecko - bułgarskiej granicy zwraca uwagę kilka zaparkowanych aut, które oględnie mówiąc są dosyć niekompletne.

Obrazek

Obrazek

Dość długi sznur tirów czeka na odprawę. Chyba muszą mieć tu czasem problemy z natarczywymi przechodniami ;)

Obrazek

Od razu widać, że wjechaliśmy do Bułgarii. Góry w gęstych chmurach, a i tu w dolinie wygląda, że zaraz lunie.

Obrazek

Gdybyśmy szukali hotelu to ten chyba całkiem rokuje - przynajmniej z tej perspektywy.

Obrazek

W rejonie miasteczka Kresna przyglądamy się skałom górującym nad łąkami i peryferyjną zabudową miejscowości.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Bułgarska kolej zawsze wzbudza miłe odczucia. Trzeba się będzie tu kiedyś wybrać i pojeździć tymi trasami!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przy szosie zgrupowało się sporo sklepików i kramów, chyba głównie skierowanych do tirowców. Kupujemy tu 5 kilogramową puszkę oliwek!

Obrazek

Dużo tu też jest sklepów motoryzacyjnych. A ja szukam naklejki "Bebe w kolata" - takiej jak mieliśmy na skodusi. Wzbudza to zawsze radość u sprzedawców - może z tej racji, że to jedna z nielicznych rzeczy jakie jestem w stanie powiedzieć po bułgarsku? Zawsze pytają ile "bebe" ma lat. U jednej babki nawet wspólnie szukamy w kartonach na zapleczu. Bezskutecznie. Kiedyś były - teraz niestety nie ma.

Jedziemy też przez miasto Pernik, gdzie mamy nadzieję tak polawirować, żeby przejechać niedaleko sporego kombinatu. Z jednej strony jakieś kominy migają za gęstym lasem, z drugiej zabudowania są w trakcie rozbiórki. Jedynie ciekawy mural w oczy wpadł!

Obrazek

A w ogóle w tej miejscowości zwracają uwagę dziwne nazwy ulic - takie jak nazwy miast na bliższym lub dalszym wschodzie: Ryga, Kiszyniów, Kijów, Ługańsk, Krasnodar, Stawropol. Co ciekawe jest też Warszawa, Hawana czy bułgarska Montana (chyba że chodziło o tą zza oceanu? ;)) Ki diabeł?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nie mieli pomysłu na nazwy - to otworzyli atlas świata, gdzie były kartki głównie z terenów byłego Sajuza? Uliczki wyglądają zupełnie przeciętnie - ot zabudowa jednorodzinna. Chcieliśmy się przejechać tą co się "Warszawa" nazywa, ale okazała się być strasznie wąska i nie całkiem utwardzona, więc odpuściliśmy obawiając się utknięcia. Tabliczki chyba i tak nie było ;)
Zapytałabym miejscowych skąd takie dziwne nazwy, ale raz że pewnie nie wiedzą i mają głęboko w poważaniu takie sprawy, a dwa, że na bank się nie dogadam na tak pokrętny temat.

Droga w stronę Slivnicy pnie się płowymi pagórkami, pokonując kolejne niewielkie przełęcze. Jak to zazwyczaj bywa w Bułgarii - horyzont jest jakby mocno nieostry.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Droga przeważnie jest asfaltowa, ale momentami pochodzenie uciekającego spod kół żwirku przepada już w mrokach historii. Są miejsca, gdzie środek drogi jest wyrwany przez okresowe potoki. Trzeba więc jechać "okrakiem" i toperz jest nieco na mnie zły, że znowu nas wpuściłam w maliny. A to przecież droga trzycyfrowa, więc powinna dokądś doprowadzić, a nie nagle się skończyć na skraju urwiska czy w bagnie...

Współużytkownicy bułgarskich dróg (acz w tym przypadku raczej poboczy ;)

Obrazek

Najniższy znak drogowy jaki widziałam!

Obrazek

Kareta do przewozu cegieł.

Obrazek

Dobrze strzeżony dom!

Obrazek

No i miałam rację! Docieramy do Gurguljat. Na wzgórzu nad wsią stoi ogromniasty pomnik "Matki Bułgarii", upamietniający poległych w wojnie serbsko-bułgarskiej. Zbudowano go w 1985 roku, w stulecie tamtych wydarzeń.

Obrazek

Obrazek

Wnętrze jest cieniste, wietrzne i wilgotne. Temperatura jest tu chyba o 10 stopni niższa niż na słonecznej łące nieopodal. Normalnie jakby klima działała! Nawet wali trochę takim chemicznym zapaszkiem...

Obrazek

Wnętrze pomnika wypełnia śpiew gniazdujących tu ptaków, a ściany zwielokrotniają to echem.

W cieniu wielkich ścian, pośrodku dziedzińca, stoi poważna kobieta. Owa postać ciągle mnie przestrasza, bo chodzę sobie, zaglądam tu i tam, a ona jakby się nagle wyłaniała z niebytu.

Obrazek

Obrazek

Schody na górę są strome i różowe. Zupełnie jakby dla wykonania pomnika przywieźli klasyczny tuf z Armenii!

Obrazek

Tylne schody zmieniają się powoli w gołoborze.

Obrazek

Flagi również nieco nadgryzione patyną.

Obrazek

Obrazek

Widoki z wnętrz pomnika na najbliższą okolicę.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Gurguljat jest utopione w zieleni. Szkoda, że polskie wsie tak nie wyglądają.

Obrazek

Parking przed pomnikiem. I nawet jest kibel!

Obrazek

A dalej na trasie typowo - bujna roślinność, sporo ruin (ale raczej drobnica), zamglone wzgórza, przygaszone kolory - krajobraz jak zza przykurzonej szyby. Nawet gdy okno jest otwarte.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Grecja była fajna - ale to jednak Bułgaria skradła nasze serca! I to głównie za nią będziemy tęsknić w długie, zimowe wieczory, planując kolejne wojaże :)

Na granicy spokojnie. Głębokie wykopki zakopali, więc przechodzi się bez przygód i objazdów przez garaże. Pogranicznicy zaglądają pod auto, do skrzyń, nawet pod klapę silnika. Szukają tylko przewożonych nielegalnie ludzi. Dzieła sztuki, alkohol, narkotyki, broń - jakoś tu nikogo nie interesują. Jak łeb migranta z torby nie sterczy, a ilość nóg w aucie jest zgodna z danymi w paszportach - to szybciutko jedziesz dalej.

Przed nami Serbia.

cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...


Wróć do „Relacje z wypraw”