Przez Beskid Sądecki i Gorce - z Rytra do Nowego Targu (2025)

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4947
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Przez Beskid Sądecki i Gorce - z Rytra do Nowego Targu (2025)

Postautor: buba1 » 10-12-2025 12:14

Leje gdy wstajemy. Leje, gdy wyjeżdżamy. Aż do samego Rytra spoglądamy w ociekające wodą okna. Ech.. te susze w tym roku są wyjątkowo uciążliwe... W deszczu wyłazimy z pociągu, robimy ostatnie zakupy i jako że w oddali widać jaśniejsze kawałki nieba - postanawiamy przeczekać niepogodę w zajeździe PTTK, racząc się rybką.

Obrazek

Obiekt, nie wiedzieć czemu, oczekuje na kolejne pandemie...

Obrazek

Nasza trasa długo wiedzie asfaltem, a potem leśnym tunelem w kierunku na Wdżary Niżne i Wyżne. Po drodze udekorowana skała, robiąca za pomnik wspominający lokalnych partyzantów.

Obrazek

Od kiedy wyszliśmy z baru - cud!!! Nie pada! Nawet momentami pojawiają się przebłyski słońca, w których mokry las lśni milionami błyszczacych kropel.

Obrazek

Obrazek

Lasy iglaste, lasy liściaste - do wyboru, do koloru.

Obrazek

Obrazek

Nieraz coś przeziera przez drzewa, przypominając, że są tu jakieś góry.

Obrazek

Dal często jednak jest zamglona i nieostra.

Obrazek

Najfajniej jest gdy mgła i słońce walczą o panowanie nad okolicą.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Widoczki pojawiają się rzadko, ale gdy już przeziera przez zarośla jakaś dolina - to zazwyczaj w tej perspektywie wydaje się dzika i pusta. Jak nie w Polsce!

Obrazek

Pogoda zdaje się poprawiać, ale wilgoć jest tak ogromna, jakby cały dzisiejszy opad postanowił nie wsiąkać w ziemię, tylko wirować w powietrzu i wszystko co spotka na swojej drodze owijać w wilgotną kołderkę. Jesteśmy więc cali mokrzy, jakby nas wrzucić do jeziora. Ciężko mi powiedzieć czy tak się pocimy, czy osiada na nas ta lepka mgła. W końcu docieramy na Polanę Tylowską, gdzie jest wiata.

Obrazek

Z jednego z filarów coś nam się przygląda.

Obrazek

Nieraz słyszałam sprzeczki na temat: jak należy przybijać podkowę, aby przynosiła szczęście - czy rogami do dołu, czy do góry. Tu ktoś poszedł po rozum do głowy i zdecydował się na kompromis. Forma pośrednia, więc może chociaż połowa szczęścia będzie? ;)

Obrazek

Gdzieś kiedyś oglądałam zdjęcia, że z tej wiaty są ładne widoki. Może kiedyś były, ale zarosły. Trochę można zobaczyć jeśli się wspiąć po konstrukcji...

Obrazek

... i przyzoomować. Mgiełki w dolinach zawsze cieszą - a na pewno bardziej, niż takie, które się ma metr od twarzy ;)

Obrazek

Obrazek

A tak oto prezentuje się świat z łąki nieco powyżej, gdzie wybrałam się do kibelka.

Obrazek

Wiata jest duża, ażurowa, ale z fajną drewnianą podłogą, która umożliwia rozbicie namiotu wewnątrz przybytku. Tak przedstawiają się nasze apartamenta w gesto opadającej wieczornej mgle.

Obrazek

Dość długo słychać z dołu dudnienie jakiegoś koncertu albo dyskoteki - chyba niesie się z Rytra albo którejś jego bocznej doliny. Patrzymy na mapę. Wychodzi, że najbliższe zabudowania są stąd 5 km. I tu tak słychać? To co musi się dziać tam? Chyba dzisiaj całe Rytro nie śpi, bo jakaś garstka postanowiła się pobawić... Przyjeżdżasz sobie na weekend do kurorciku, płacisz jak za zboże za hotel czy pensjonat i musisz słuchać łomotu, bo ktoś nie może znieść ciszy i zamiast samemu wsadzić se łeb w mikser - uszczęśliwia tym wszystkich wokół. Szczęśliwie my jesteśmy od tego g... na tyle daleko, że stopery pomagają. Ale coś w tym jest, że w weekendy coraz trudniej się gdzieś zaszyć, żeby mieć spokój.

W nocy coś dziwnego znajdujemy nieopodal wiaty. Początkowo myślimy, że to świetlik, bo świeci w ciemności. Ale pod koniec lipca? Gdy świecimy na to latarką - wygląda jak kawałek porostu albo gęstej pajęczyny. Może to odbija jakieś światło? Przenosimy to coś na liściu w inne miejsce - i świeci dalej. Ki diabeł? Drugi raz mamy takie spotkanie. Dawno temu napotkaliśmy podobnie świecąca roślinę (też jakby porost) idąc z Baraniej na Pietraszonkę. W czwórkę wtedy szlismy i dziwowalismy sie temu zjawisku. W chatce oczywiście nikt nam nie uwierzył.

W nocy przychodzi burza, która zalewa wiatę. Dobrze, że mamy namiot i że postawiliśmy dokładnie wszystkie odciągi, wiążac je do kamieni, ławek i barierek. Dobrze też, że mamy wiatę, bo obecność porządnego dachu jednak łagodzi potoki z nieba i dostajemy jedynie podmuchami wiatru. Dach też chroni nas przez gałęziami, które całkiem nierzadko są łamane i słychać jak upadają. Grzmoty szczęśliwie zagłuszają dźwięki dyskoteki. A może się skończyła? Może ich zmyło?? :) W nocy po wiacie biega jakieś zwierzątko - słychać bębnienie łapek o drewniana podłogę, ale nie chce się nam wyłazić sprawdzać co to dokładnie. Wcześnie rano dwukrotnie przechodzą jacyś turyści czy grzybiarze, bo budzą nas okrzyki typu: "O k...! tam jest namiot". No uroki spania zaraz przy szlaku... ;)

Budzimy się w chmurze i ociekającym lesie. Wiatr jednak fajnie przesuszył namiot i już przez chwilę się cieszymy, że go zwiniemy na sucho.

Obrazek

Obrazek

Tu dobrze widać nasze konstrukcje umożliwiające postawienie odciągów przy braku mozliwości posłużenia się śledziami. Dodatkowy motek sznurka na wyjeździe przydaje się nie tylko dla prania! ;)

Obrazek

Potem wybieram się do kibelka. Poszłam bez peleryny. No i mi dopuckało... No i pomoczyło nasz wspaniale suchy namiot. Ech te góry - zawsze to samo... A człowiek to chyba masochista, bo wie jak jest, wie jak będzie, a jednak znów i znów tam jedzie ;)

Na dodatek prawie zgubiłam mój wspaniały kozik! Wrzucając w panice do namiotu wszystkie wyłożone na ławki bambetle (szybko trzeba było je schować, aby nie zamokły) - akurat nożyk upadł niezauważony i wślizgnął się w szczelinę pomiędzy deskami podłogi. Dobrze, ze toperz najpierw zauważył jego brak, a potem namierzył go leżącego na dole. Wpełzanie pod wiatę po mokrej ziemi też nie jest ani łatwe ani przyjemne - acz czego sie nie robi dla ulubionego nożyka!

Ale są przynajmniej ładne pajęczyny! :P Tu takie plecione w sposób przestrzenny i dosyć chaotyczny.

Obrazek

Obrazek

Potem w miarę na sucho idziemy na Przehybę. Po drodze nie używamy zbytnio na dalekich obserwacjach, ale jest bardzo malowniczo.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przydrożna skałka.

Obrazek

Obrazek

Już blisko Przehyby mgły zaczynają się odrobinę przewiewiać, więc cieszymy japy, że "widać cokolwiek". Nie zawsze w górach los postanawia być aż tak łaskawy!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nawet schronisko można zauważyć dużo wcześniej niż się wpada nosem w jego ścianę.

Obrazek

na ławce sobie posiedziałam!

Obrazek

Schronisko jest praktycznie puste, nawet obsługę cieżko wydłubać z zakamarków budynku (który jest dość rozległy). Zjadamy tu żurek i szarlotkę. Niedziela, wczesne popołudnie. Przewijają się tylko jacyś zmoknięci kolesie ze straży leśnej - no bo jakoś w połowie żurku solidnie lunęło. Przeczekujemy, bo wyjść teraz - to lepiej od razu wskoczyć z głową i plecakiem do potoku. Siedzimy i rozważamy czy lepiej w górach trafić na ładną pogodę (więc i tłum) czy taką "z niewielkimi niedoskonałościami" jak dzisiaj, gdy nawet popularne schroniska są jakby o niebo sympatyczniejsze. Dziś wybralibyśmy chyba słońce, ale za kilka dni, na Turbaczu, oddalibyśmy wszystkie słońca wszechświata, żeby ten #%*%$#@* tabun zniknął i raz na zawsze rozpłynął się w niebycie.

Na około minuty pojawia się widoczek. Ufff... Zdążyłam wybiec, zrobić zdjęcie, nieco zmoknąć i kurtyna zaś się zamknęła.

Obrazek

Nastaje 5 minutowa przerwa w opadach. Hmmm... potem nawet 10 minut! Znaczy ruszamy! Takie okno pogodowe może się drugi raz nie trafić! Schronisko jest dziś sympatyczne, no ale nie na tyle, żeby w nim zostać. Idziemy dalej. Widoczność wróciła do stanu naturalnego.

Obrazek

Zmierzamy na zachód, w stronę Krościenka i widoki się poprawiają!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przełęcz Przysłop zostaje nam w pamięci głównie jako miejsce występowania malowniczych, drewnianych płotów, równie uroczych stad owiec i wściekle ujadających psów - coby nie było zbyt sielsko anielsko ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Im dalej - tym coraz intensywniej myślimy o biwaku i przyglądamy się wszelakim łąkom. Tu wizja lokalna na jednej takowej polanie.

Obrazek

Chodziło mi po głowie, żeby się rozbić na biwak gdzieś w rejonie Dzwonkówki. Pamiętam, że kiedyś tamtędy przechodziłam i były fajne łąki a i jakieś bacówki chyba stały. Teraz sobie uświadamiam, że było to ponad 20 lat temu, więc budy nawet jak były to mogły się dawno zawalić. O ile w ogóle mi sie nie pokręciło i jest to faktycznie to miejscem, które przywołuję gdzieś z pamięci.

Grzybne lasy tu mają - trzeba przyznać.

Obrazek

Obrazek

Po drodze mijamy krzywe kapliczki...

Obrazek

Krzywe ławeczki...

Obrazek

Idziemy. Dzwonkówka, Wisielce. Rozglądamy się wciąż za tym miejscem na nocleg, ale jakoś nigdzie nic fajnego nie możemy wypatrzeć. Zaglądamy na boki. Tu jakaś górka, tu ścieżka. Niby namiot by się dało wklinować i tu i tam, ale krzywo, nierówno, a poza tym marzy się nam miejsce z widokiem. A najlepiej to, żeby dodatkowo był jeszcze jakiś daszek. Idziemy i idziemy. Najgorzej to być zbyt wybrednym. Kurde, zaraz zejdziemy do Krościenka i będzie dupa totalna. Odkręcamy jeszcze na boczną górkę. To nasza ostatnia dzisiejsza deska ratunku...


cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "

na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4947
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Przez Beskid Sądecki i Gorce - z Rytra do Nowego Targu (2025)

Postautor: buba1 » 12-12-2025 12:27

Ostatnia łąkowa górka przed Krościenkiem zwie się Stajkowa. Są tu 3 chatynki wyglądające na dawne bacówki, ale teraz raczej użytkowane jako domki letniskowe. Pozamykane, jeden nawet obwieszony kamerami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jest też wiata o kształcie grzybka.

Obrazek

Szybko płynące i wirujące chmury powodują, że ten sam widoczek co chwilę jest zupełnie inny. I ledwo człowiek obfocił okolicę - zaraz może to robić po raz kolejny, bo krajobraz prezentuje się totalnie inaczej.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nawet Tatry gdzieś na chwilę wychynęły!

Obrazek

Wizja niechybnego deszczu wydaje się być pewna - tylko pytanie czy nastąpi to za 10 minut czy za godzinę. Rozglądamy się, łazimy w kółko i rozważamy gdzie najlepiej by tu spać. Na balkoniku jednej z bacówek, tej mniej widocznej z drogi, ktoś już siedzi. Jakiś koleś. Siedzi sobie i patrzy w dal. Obok wisi na poręczy ręcznik czy tam inna kurtka. Pewnie jakiś turysta sobie werandę zasiedlił. Nie podchodzimy do niego, nie zagadujemy. W sumie - nie wiem dlaczego. Może nam się po prostu nie chciało, bo byliśmy zmęczeni? Koleś nie patrzy w ogóle w naszą stronę tylko na góry. Nie wygląda, żeby szukał kontaktu. Może nie chcieliśmy mu przeszkadzać?? A może, co najbardziej prawdopodobne - była w nas jakaś obawa, że gość powie, że np. cała łąka jest prywatna i mamy się wynosić. Różnie to w dzisiejszych czasach bywa. I co wtedy??? My bardzo chcemy tu zostać. Nie ma takiej opcji, że sobie pójdziemy gdzie indziej, bo gdzie indziej - to myśmy juz byli ;) Lepiej nie ryzykować - nie widzieć, nie pytać, udawać, że nas tu nie ma. A może właśnie ów koleś myśli podobnie? I dlatego na wszelki wypadek patrzy w przeciwną stronę? ;)

Rozbijamy namiot koło grzybka. Pod grzybkiem zjadamy kolację, właśnie zaczęło padać. I co ciekawe - mimo że duje porządnie, ów grzybek świetnie nas chroni. Na pierwszy rzut oka myślałam, że to dupiana wiata tylko o walorach ozdobnych, a tu taka niespodzianka! Magia jakaś! Jakim cudem? Pół grzyba suche!

Obrazek

Wał chmur, który się pojawia dzisiejszego wieczora i siada na górach wszędzie wokół, ma w sobie jakąś wyjątkową grozę. Nie wiem czy choć odrobinę tego udało się ująć na zdjęciach. Zdjęcie nie odda tego, że z tych chmur wieje chłodem, takim jakby zimowym. Z każdym silniejszym podmuchem pojawia się też dziwny zapach, którego nie potrafię określić - jakby mułu pomieszanego z aromatem fajerwerków? Zasnute ciemnymi mgłami góry też zawsze wydają się dużo wyższe niż są w rzeczywistości.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jedna chmura ma jakby oczy i gębe. I zdaje się pożerać znajdującą się poniżej górę. Ostatecznie ją pożarła... ;)

Obrazek

Obrazek

A tu wyglądało jakby ze szczytu dymiło się jak z wulkanu!

Obrazek

Wieczorem znów napotykamy tego dziwnego świetlika. Z trawą przylepioną do buta wnieśliśmy toto do przedsionka namiotu. Gęsto utkana, zbita jakby pajęczynka niewielkich rozmiarów. Jakby kokon? Albo pleśń? Wynoszę to na zewnątrz. Jakoś nie bardzo chce spać z czymś, co nie wiem czym jest. Kładę na gałęzi świerka. Świeci dalej. Próbuję zrobić zdjęcie, ale nic z tego nie wychodzi, w ogóle nie chce złapać ostrości. Rano już nie ma tego kokonu na gałęzi świerka. Musiało go zwiać gdzieś w trawę.

Jeszcze przed śniadaniem idę dokładniej obejrzeć bacówki, a może i pogadać z kolesiem z werandy. Ale jego już nie ma. Widać poszedł w trasę wcześnie rano, jak to zwykle dzielni turyści czynią.

Obrazek

Obrazek

Kto wie? Może to jednak chatka dla turystów? Ciągne za klamkę. Drzwi są zamknięte. Zaglądam przez okienko w drzwiach. Wnętrza urządzone raczej jak czyjś domek a nie leśna, samoobsługowa chatka. No trudno - nie wszędzie są chatki dla bub ;) Obchodzę jeszcze domek dookoła i widzę otwarte na oścież okno. W środku coś się rusza. Zapewne głupio to zabrzmi, ale jakoś bardzo się w tym momencie wystraszyłam - i w nogi. Co mnie tak przestraszyło??? Nie wiem. Przecież raczej w środku nie siedział niedźwiedź albo mutant-zabójca. Człowiek czasem zachowuje się jakoś nieprzewidywalnie. No ale wychodzi na to, że to nie przygodny turysta spał na werandzie, a siedział tam po prostu właściciel chaty albo ktoś kto miał do niej klucze. Albo ktoś, kto wlazł przez okno.

Poranne widoki z polany.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Czasem coś wyłania się z mgieł i po drugiej stronie.

Obrazek

Obrazek

Cudownie ukwiecone łąki tych okolic. Pozyskujemy oczywiście conieco ziół na poranne i wieczorne herbatki. Najważniejsze, że jest macierzanka! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I jeszcze ostatni rzut oka na namiot, który przycupnął nieopodal grzybka :)

Obrazek

Obrazek

Śniadanie zapodajemy pod grzybkiem, bo znów nadciągnęło dużo chmur i zrobiło się jakoś taka szarawo...

Obrazek

Schodzimy do Krościenka.

Obrazek

Po drodze żmija. Bardzo tłusta. Ma na sobie spore przegrubienie. Nie wiem czy zeżarła własnie mysz czy zamierza jajko znieść ;)

Obrazek

Mijamy dom wczasowy "Trzy Korony". Początkowo wydaje nam się, że jest on opuszczony i już już zamierzam wbijać na zwiedzanie...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

...gdy się okazuje, że spora część obiektu jednak działa i przyjmuje gości na noclegi! Takie ośrodki to ja całkiem lubię! Mamy więc ambitny plan skorzystania choćby z knajpy, ale niestety takowa nie przewiduje nic do jedzenia. Ich goście jadają gdzieś tam w innej restauracji, gdzie zapewno już nie są takie fajne klimaty. No trudno... Ale bardzo miło sobie pogawędziłam z panią na recepcji :)

Obrazek

A horyzonty wciąż takie mało optymistyczne.

Obrazek

Nowoczesność opanowała przydrożne krzyże.

Obrazek

Krościenko zostaje w dole.

Obrazek

Wspinamy się najpierw na górę Marszałek, potem na Kotelnicę. Po drodze spotykamy dwa grzybki w rejonie polany Klocówki - takie same jak ten, przy którym spaliśmy. Pierwszy stoi pod lasem. Widać niejedno ognicho tu było palone! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Widoki stąd mają całkiem fajne - też by było dobre miejsce na biwaczek.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przyjemnie się tu wędruje rozległymi polanami. Cieszy szeroka przestrzeń i wiatr we włosach :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na środku polany kolejny grzybek!

Obrazek

Obrazek

Dobre to miejsce, aby skosztować zakupionego w Krościenku rumu - czy aby nie mdły ;)

Obrazek

Takich grzybków jest w okolicy Krościenka 11 sztuk. Powstały kilka lat temu, ale nawiązują swoją historią do czasów sprzed I wojny. Acz pierwsza tego typu wiata miała ponoć kształt parasola, dopiero w latach 30. XX wieku zaczęły powstawać grzybki. Zwykle niezbyt darzę sympatią wszelakie ażurowe wiaty, ale te grzybki jakoś skradły moje serce. Może dlatego, że jednak wczoraj i dziś sprawdziły się jako ochrona przed deszczem? A może przypominają mi jeden z modeli przystanków PKS z dawnych czasów?

I znowu całe łąki pełne pachnących ziół!

Obrazek

Obrazek

Za Kotelnicą mijamy kolejną wiatę. Na nocleg raczej nie bardzo się nadaje.

Obrazek

Obrazek

Ale nie, chwila! To nie to! To wprawdzie gdzieś tu, miejsce się zgadza, ale poszukiwany budynek miał być zupełnie inny! Rozglądamy się po łące na lewo i prawo. Schodzimy niżej, wyżej. Hmmmm... Gdzie żesz się schowało???

cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4947
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Przez Beskid Sądecki i Gorce - z Rytra do Nowego Targu (2025)

Postautor: buba1 » 15-12-2025 11:24

Rozległe łąki opadają w dół, ale też ciągna się kawałek dalej wzdłuż szlaku. Poszukiwana chatka okazuje się być tak schowana, że nie wiedząc o niej można by przejść zaraz obok i nie zauważyć. To chyba dawna bacówka, ale nie mam pewności.

Obrazek

Położona jest w całkiem widokowym miejscu.

Obrazek

Acz siedząc na progu raczej nie uda się paść wzroku górskimi krajobrazami ;) Gęsty chaszcz, który otacza chatkę ma jednak pewne zalety np. spore ognisko palone za chatką będzie niewidoczne ze szlaku.

Obrazek

Obrazek

Po wejściu do wnętrz mamy "przedpokój", dosyć wąski i przewiewny, z racji na pewną niekompletność ścian.

Obrazek

Po lewej stronie jest niewielki pokoik, który niegdyś ktoś próbował ocieplać/uszczelniać obijając ściany za pomocą linoleum.

Obrazek

Widać też ślady jakiegoś piecyka/kominka.

Obrazek

Z wyposażenia został tylko święty obrazek.

Obrazek

Okienko.

Obrazek

Jest tu pięterko z fajnym, równym miejscem do spania, ale tylko na jedną osobę. Poza tym nie ma drabiny.

Obrazek

Dolny pokoik jest nieco wilgotny - wyraźnie zacina przez okno albo cieknie coś w innym miejscu. Namiot się nie zmieści. Z żalem, ale jednak postanawiamy rozbić się na łące nieopodal. Plus taki, że będzie zaciszniej niż w bacówce, a noce w tym roku są bardzo chłodne.

Ale napewno zrobimy dobry użytek z tutejszej przyzby z tyłu bacówki. W razie deszczu jest tu daszek.

Obrazek

I co najważniejsze - możemy popalić ognisko w fajnym, ukrytym miejscu. Nawet trochę suchego drewna jest schowane pod ławką. Miło nam więc mija wieczór na wędzeniu się w dymie, pieczeniu grzanek i podsuszaniu mokrych ubrań. A z lasu dobiega kląskanie nocnych ptaków, które stopniowo przechodzą w pohukiwania sów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Namiot stawiamy kilkanaście metrów dalej, na skraju łąki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kolejnego ranka suniemy w kierunku Lubania. Po drodze spotykamy domorosły drogowskaz kierujący na "Zbójeckie Stoły".

Obrazek

Zaintrygowało nas to, więc idziemy kawałek w tamtą stronę. W sumie nie znajdujemy nic bardzo spektakularnego. Jest skałka.

Obrazek

Jest stos kamieni.

Obrazek

I kilka drzew, na których ktoś 30-40 lat temu rył napisy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jak potem wyczytałam w internecie - chodziło o ten stos kamieni, że niektóre z nich przypominają swoim kształtem stół. I że były legendy, że w tym miejscu niegdyś spotykali się rozbójnicy, a pod skałami są wydrążone tunele, gdzie owi zbójcy ukrywali łupy. Dowiedziałam się o tym dopiero po powrocie, więc skarby zostały nietknięte, a my nie staliśmy się obrzydliwie bogaci. Korytarze z dobrem wszelakim wciąż czekają na swój dzień ;)

Idąc dalej mijamy wiatę z miejscem ogniskowym.

Obrazek

Im wyżej tym ładniejsze widoczki rozpościerają się przed wędrowcami.

Obrazek

A wierzbówki urozmaicają krajobraz.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mijamy bazę namiotową z przyjemną wiatą kuchenną obwieszoną kubeczkami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ciekawe, że teraz rozbijają wszędzie na bazach te małe namioty. A nie te duże wojskowe z łóżkami polowymi. Tu ostał się tylko jeden taki jak dawniej.

Obrazek

Czemu? Łatwiej przywieźć? Albo tamte już się całkowicie rozpadły ze starości? Te duże były trochę jak chatka. Nie miały w sobie namiotowej klaustrofobii i umożliwiały np. w czasie deszczu wstanie z łóżka i zrobienie kilku kroków w suchym miejscu. Wygodne przebranie się czy spakowanie plecaka. Rozwieszenie mokrych łachów. Pewnie jakby takie stały to byśmy nie raz zdecydowali się na nocleg na bazie. Ale w małych? To już lepszy własny i rozbity w miejscu, który sobie sam człowiek wybierze...

Baza widziana z nieco innego rzutu.

Obrazek

Na zbliżeniu.

A te zabudowania na prawo od bazy to schronisko. Przeszłe i przyszłe. Występują tam kamienie po przedwojennym schronisku, spalonym przez Niemców bo się partyzanty w nim osiedliły. No i teraz budują tam ponoć nowe schronisko.

No i jest jeszcze wieża na Lubaniu.

Obrazek

Obrazek

Widoki z niej są całkiem akceptowalne, tzn. widać okoliczne pagóry a nie tylko mgłę.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Oj tam na górze straszliwie pizgało!

Obrazek

Idziemy też do źródła uzupełnić wodę i tam robimy sobie zupki, coby potem mniej nosić.

Obrazek

Źródełko położone jest dużo niżej niż baza. Sporo trzeba zjechać na tyłku po stromym zboczu. Nie jest przesadnie wydajne, ciurka z niego bardzo delikatnie. Cały czas więc stoją tu bazowe kontenery, do których po malutku kapie woda. Od czasu do czasu ktoś z bazy przychodzi i wnosi na górę dziesięcio czy dwudziestolitrowy bukłak. Dziwimy się, że nie przychodzą po nie z plecakiem, bo nieść w łapach śliskie, obłe coś o tej masie - nie brzmi zbyt zachęcająco. A jak wyślizgnie się z rąk i wyrżnie o kamienie (co mamy okazję obserować dwukrotnie) - to chyba łatwo może się przedziurawić?

Jak na środek tygodnia i niezbyt rewelacyjną pogodę, kręci się tu całkiem sporo ludzi. Więcej podchodzi tu tym stromym zboczem niż wali czerwonym szlakiem (który zawsze myślałam, że jest najbardziej popularny). Podchodzi do nas jakaś rodzinka: "przepraszam, gdzie tu jest źródełko?". Pokazujemy więc gdzie. Koleś tam idzie, patrzy na baniaki, wraca. "Nie mogę znaleźć". Poszłam więc te kilkanaście metrów z gościem i mu pokazuje palcem, że tu woda płynie. Koleś staje się z lekka agresywny: "Pani sobie jaja ze mnie robi?? Ja o źródło pytam! Pani wie i nie chce mi powiedzieć! Gdzie ono jest????". Dwójka dzieci zaczyna płakać, a babka, która z nim przyszła mówi: "Lepiej już wracajmy. Nie podoba mi się tutaj!". Ja też się oddalam. Mi się też nie podoba. A oni chyba nie poszli na szczyt, zawrócili w dół.

Wędrujemy dalej.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Szukamy chatki, której już chyba od dawien dawna nie ma, bo nie został ani ślad. Fundamenty pewnie zarosły. Już nawet nie pamiętam z kiedy i od kogo miałam ten namiar. Nie widziałam jej też nigdy na żadnym zdjęciu, więc to może w ogóle nie chatka-widmo, ale jakaś zupełna ściema? W sensie - nie że jej teraz nie ma, ale nigdy nie było?

Dużo malin się pojawia, więc nie omieszkamy skorzystać. No i rozglądamy się za noclegiem.

cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4947
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Przez Beskid Sądecki i Gorce - z Rytra do Nowego Targu (2025)

Postautor: buba1 » 17-12-2025 11:49

Na nocleg zatrzymujemy się na Polanie Kudowskiej. To chyba nasz jedyny nocleg na tym wyjeździe, gdy nie mamy żadnego daszku nieopodal. No ale dziś na szczęście pogoda jest jakby ciut lepsza. Widok też jest przyjemny, choć Tatry wciąż pozostają zeżarte przez chmury.

Obrazek

Znajdujemy fajne miejsce na namiot - na skraju polany, między niewielkimi drzewkami, niewidoczne ze szlaku.

Obrazek

Ognisko palimy w kamiennym piecyku, który ktoś wcześniej tu zbudował. Kupa roboty - tyle przytargać kamulców!

Obrazek

Widać wyraźnie, że to popularne miejsce ogniskowe - wszędzie w pobliżu zagajniki są wysprzątane z wszelakiego chrustu. Dla większych zbiorów trzeba isć do lasu za podmokłą łąką.

Obrazek

Oj te ciepłe, wakacyjne wieczory... A ludziska się pytają: "co masz buba w tym wielkim plecaku?", "Po co ci latem puchowa kurtka w Beskidach?" Nie, nie było mi za gorąco...

Obrazek

Samoloty zaszywają dziury w chmurach.

Obrazek

Zachód słońca dziwnym trafem wypada nie na południu (gdzie panoramę mamy najlepszą), a złośliwie z innej strony ;) Idziemy więc podziwiać kolory nieba za drogą - coś tam nawet majaczy za drzewami.

Obrazek

Obrazek

Po 18 już nikt nie łazi szlakiem. Pusto. Jakoś późnym wieczorem przyjeżdża jednak terenówka, która gra i świeci jak dyskoteka. Robi chyba z trzy kółka po łące. Co chwilę ktoś wysiada, rozgląda się, kręci głową i znów wsiada, jedzie kilkanaście metrów i sytuacja się powtarza. Ostatecznie parkują jakieś 50 metrów od nas. Mam nadzieję, że nie włączą tej dyskoteki co zapodawała wszem i wobec w czasie jazdy. Ale nie.. Wysiadają i rozbijają namiot na środku łąki. Namiot zostaje podświetlony od wewnątrz jakimiś lampami, że świeci jak latarnia. Obok namiotu wbijają rosochaty kij i wieszają na nim trzy kociołki. Po czym stawiają dwa statywy z wielkimi aparatami, a dodatkowo dwie osoby biegają wokół z kamerami, wznosząc okrzyki jakby ich goniło stado wściekłych jenotów. Później zostaje jeden koleś siedzący przed namiotem, jeden statyw i koleś przez pół godziny coś bla bla bla - popełnia przydługi monolog. Po czym wszystko chowają do auta (łącznie z namiotem) i... odjeżdżają. Chyba byliśmy więc świadkami powstawania jakiegoś mrożącego krew w żyłach filmu pt: "zagubieni w głuchej puszczy" ;) Ostatecznie głucha puszcza pozostaje tylko dla nas, z czego cieszymy się niepomiernie, bo nie po to jedziemy w góry, żeby co chwilę dostawać po oczach szperaczem i słuchać jakiejś idiotycznej, pompatycznej paplaniny.

Pijemy herbatkę z dziurawca i liści malin. Oglądamy gwiazdy, które dziś pięknie i masowo wylazły (chyba dwa takie dni były na tegorocznym wyjeździe).

A tak się prezentuje nasz biwak o poranku :)

Obrazek

Obrazek

Dalekie horyzonty przedstawiają się nieco mniej chmurzasto niż dnia poprzedniego.

Obrazek

Toperzowe gacie suszyły się na drzewie, a przez noc pająk w nich zamieszkał.

Obrazek

Idziemy dalej czerwonym szlakiem przez Runek, a potem w dół do Ochotnicy. Czasem nietypowe wiewiórki zasiedlają tutejsze dziuple ;)

Obrazek

Obrazek

Czasem przysiądziemy i zagapimy się w dal.

Obrazek

Schodzimy ścieżkami w stronę wsi. Ciężko się idzie, występują tu strasznie chybotliwe kamienie, co chwilę się przewracamy, a z ciężkim plecakiem człowiek ma bardzo zaburzoną równowagę i z byle powodu leci na pysk jak worek kartofli.

Obrazek

Mam w planie zobaczyć wystepujące tu dwa niewielkie jeziorka - Zawadowskie i Iwanowskie. Niestety bajora wyschły, nie ma nawet młaczki, tylko łąki w tym miejscu. Ponoć w 2018 roku była tam woda - tak nam powiedzieli panowie-smakosze pod sklepem.

W Ochotnicy odwiedzamy sklep i fajny bar, gdzie zjadamy rybkę i po trzy lody włoskie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nieopodal sklepu, nad rzeką, jest super miejsce, żeby się umyć czy zrobić drobną przepierkę. Stoi tu też menelska ławeczka. Jak widać jest to nieco nietypowe, oddalone podsklepie, gdzie można sobie w spokoju spożyć zakupione wiktuały, patrząc jak płynie woda. Za rzeką stoją dwa domki, jakby przeniesione żywcem ze starych kempingów.

Obrazek

Obrazek

Ścieżka łącząca sklep z ławeczką.

Obrazek

Potem idziemy doliną zwaną Jaszcze. Czasem ucieszy oko jakaś stara, drewniana zabudowa, ale nie ma tego za dużo.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Spotykamy też ogromny, zorganizowany rajd Słowaków. Wszyscy mają podobne koszulki. Chyba ze 100 osób. Idą i śpiewają :) Mam wrażenie, że ci na początku śpiewają zupełnie co innego niż ci na końcu, ale i tak prezentują się nadwyraz sympatycznie :)

Zielone łąki pną się pod górę.

Obrazek

Gospodarstwo położone wysoko nad doliną.

Obrazek

Jeden z pogodniejszych wieczorów dziś mamy!

Obrazek

Podchodząc w górę mijamy bacówkę należącą do "Szlaku Kultury Wołoskiej". Teraz to każda buda czy każdy kamień musi być fragmentem jakiegoś szlaku - czy papieski, czy ptasi czy wołoski. Wszystko trzeba upstrzyć tablicami. Im tablica bardziej zasłania krajobraz - tym lepiej.

Tu dla odmiany - "szlak porzuconej infrastruktury łazienkowej". Dla koneserów.

Obrazek

A wracając do chałupy. Z plusów - jest bardzo ładnie położona. Z minusów - jej obecny stan jest mocno ażurowy. Z plusów opiewanych na tablicy - ma ponoć jakąś wyjątkową formę przestrzenną, stąd znalazła się owym szlaku i jest obiektem zachwytów różnych etnografów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Z braku laku pewnie na nocleg by się nadała, acz pewnie większość jej wnętrz cieknie jak durszlak.

Obrazek

Obrazek

Z jednego z pomieszczeń raczej by się nie udało podziwiać gwiazd (z racji na w miarę solidny sufit pięterka), więc może i przed deszczem by się tu ukrył. Szczęśliwie nie musimy dziś tego sprawdzać.

Obrazek

Obrazek

Tuptamy dalej, a kolory krajobrazu robią się przyjemnie ciepłe wieczornie...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek



cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4947
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Przez Beskid Sądecki i Gorce - z Rytra do Nowego Targu (2025)

Postautor: buba1 » 19-12-2025 14:43

Świetlistymi łąkami docieramy na Magurki. Na środku polany stoi bacówka. Konstrukcja raczej współczesna, ale stylizowana na takie, jak budowano dawnymi czasy.

Obrazek

Wyraźnie widać, że postawiono ją, aby pełniła funkcje głównie dekoracyjne a nie praktyczne. We wnętrzu nie ma nic oprócz bardzo nierównej, kamiennej podłogi. To chyba już lepiej jakby było zwykłe klepisko. Mimo dość przyjemnego wieczoru w środku tworzą się dziwne przeciągi i pizga jak szlag, temperatura chyba o dobrych kilka stopni niższa niż na zewnątrz. Sery by się im nie psuły jakby to była prawdziwa bacówka. Acz owce mogłyby dostać reumatyzmu ;)

Obrazek

Ale nie ulega wątpliwości, że ów drewniany obiekt prezentuje się bardzo ładnie i ubarwia polanę swoim wyglądem. Od ulewy pewnie też ochroni.

Obrazek

Obrazek

Na szczycie nieopodal stoi wieża widokowa, więc idziemy sobie obczaić widoczki. W ciepłych barwach wieczoru wszystko wokół przedstawia się przyjemnie dla oka. Można się zagapić, zawiesić i cieszyć, że ciepły wiatr smaga ci gębę :) No bo na wieżach to zawsze wieje.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ujęcie z cieniem konstrukcji.

Obrazek

Za pomocą aparatowego zooma można sobie poszybować daleko, daleko stąd! Tam, gdzie nogi nas nie zaniosą - przynajmniej nie na tym wyjeździe.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nieopodal szałasu ciągnącego chłodem namierzamy zadaszone miejsce ogniskowe. Jest tu nawet piecyk i czajnik! Bacówka w tle dodaje kolorytu. Miejsce niezwykle nam przypada do gustu - każde ognicho cieszy, ale takie w malowniczym miejscu po stokroć bardziej :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dziś, jako że przed chwilą byliśmy w sklepie w Ochotnicy, mamy wręcz ucztę i możemy przebierać we wszelakich żarciach i napitkach. Może upieczemy sobie kiełbaski na patyku? A może jednak lepsze będą grzanki z serem i salami? A może zupka? Pomidorowa, serowa czy ostry boczek? A może kasza z sosem? Do wyboru do koloru! Tak to jest jak się robi zakupy na 3 dni. Jutro, a tym bardziej pojutrze nie będzie już takich dylematów. Raczej będzie radość, że jest chleb, który nie spleśniał i mięso, które nie ucieka ;)

Najbardziej jednak chyba cieszy ziołowa herbatka! :)

Obrazek

Obrazek

Dziś wyszła wyjątkowo wspaniała - może połączenie dziurawca, mięty, macierzanki i zielonej herbaty w saszetce jest właśnie tym sekretem napoju bogów? :)

Obrazek

Tak nam się rewelacyjnie siedzi przy ognisku, że namiot stawiamy dopiero grubo po zmroku. Przycupnął gdzieś pod świerkami.

Obrazek

Źle się w ciemnosci szuka równego miejsca na muldowatej łące. Ostatecznie wybraliśmy równe, ale o dużym spadku. Całą noc zjeżdżamy jak po zjeżdżalni razem z karimatami. Dość czesto się budzimy wbici nogami w powłoki namiotu i musimy wydżdżownicowywać do góry, na miejsce właściwe. Dobrze, że dziś nie pada, bo raczej byli byśmy mokrzy od takich akcji.

Namiot o poranku. Ładnie sobie schnie w słońcu. Nietypowo, więc warto było uwiecznić na fotce.

Obrazek

Na horyzontach chmurzy się dość paskudnie. Coś teraz przylazło, bo rano obudziło nas słońce, a noc była pełna gwiazd.

Obrazek

Obrazek

Śniadanie zjadamy nieopodal, na ławeczce, która szczęśliwie już na tyle zbutwiała, że zaczyna przypominać naturalną kłodę drewna.

Obrazek

Schodzimy z Magurek. Długo nas gościły, pozostawiając bardzo miłe wspomnienia z pobytu o różnych porach dnia i nocy. Mijamy pagór zwany Spontowska.

Obrazek

Ciekawe, że teraz dość często pojawiają się opisy szczytów wydrukowane na kartce papierowej siedzącej w koszulce. Wygląda na jakąś domorosłą, oddolną produkcję. Ale jak już ktoś odczuwa potrzebę oznaczania wszystkiego wszędzie - czemu akurat tak? Czy nie lepiej by było markerem na deseczce napisać?

Trochę poniżej wchodzimy na łąki.

Obrazek

Stała sobie kiedyś bacówka...

Obrazek

Pewnie turyści tu niegdyś nocowali, imprezowali... Na jednej ze wewnętrznych ścian widać podpisy węglem.

Obrazek

Tuptamy dalej przez łąki. Miło jak płowość traw kołysze się na wietrze, w słońcu i zapachu macierzanki.

Obrazek

Obrazek

Między górkami Spontowska i Kurnytowska próbujemy znaleźć ścieżkę, ale najpierw owa ścieżka odbija nie w tą stronę co byśmy pragnęli, a idąc bezdrożem szybko włazimy w jakiś wiatrołom porośniety maliniskami. Ostatecznie wybieramy jednak ścieżkę idącą bardziej naokoło.

Mijamy Kurnytową Kolibę, gdzie spaliśmy w 2007 roku i mamy przefajne wspomnienia ( https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... oliba.html )
Obecnie nie można już w niej zanocować. Stoi zamknięta i nikomu nie służy. W wyniku remontu zlikwidowano w niej piece. Cała chata obsypana jest żwirem, że nawet trawa nie rośnie... Czy wspominałam już kiedyś, że nie lubię wracać w miejsca, gdzie już byłam? Bo przeważnie tak jakoś smutno się robi od takich powrotów...

Obrazek

Obrazek

W dolinie Forędówki wita nas rzeźba zwana "góral w strażnicy".

Obrazek

Trasa przypomina nam nieco dolinę Białego Czeremoszu, gdzie wędrowaliśmy 15 lat temu. Brakuje jedynie gruzawików, które by mogły nas zabrać na stopa i drwali częstujących samogonem ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Motylek się pasie.

Obrazek

Nagle za potokiem wyłania się daszek. Grzechem by było nie sprawdzić co czai się w jego cieniu.

Obrazek

Jakby była potrzeba skorzystania - to miejscówka całkiem rokująca!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Potem idziemy przez polanę Suchą, skąd są fajne widoki i wreszcie dużo jagód. Nazwa adekwatna. Jest sucho :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Schodzimy w dolinę potoku Furcówka.

Obrazek

Jest tu znak sugerujący, że w tą boczną drogę nie wolno wjeżdżać. Bo gdyby nie ten znak - to na pewno wszyscy by tu ochoczo wjechali ;)

Obrazek

W dolinie mijamy też zamkniętą bacówkę.

Obrazek

Obrazek

I znów zaczynamy się wspinać. Ścieżka wiedzie przez las, a potem wychodzi na polany pod Stusem. I gdzieś na skraju lasu łapie nas deszcz. Próbujemy przeczekać go pod drzewem. Widzimy przed sobą polanę z bacówką, ale myślimy, że zapewne jest zamknięta. Też pewnie prywatna dacza tak jak ta poprzednia.

Obrazek

Ja chyba jednak mam w sobie wiarę w lepszy świat, bo idę sprawdzić. A może jednak jest otwarta? Głupio moknąć w błocie pod cieknącym drzewem z widokiem na bacówkę. I co? I bęc!!! OTWARTA! :) Macham toperzowi, żeby wylazł spod drzewa i przybiegł tutaj.

Obrazek

Obrazek

Na przyzbie. Z jeżyną, która próbuje wpełznąć do środka i póki co nieźle jej idzie.

Obrazek

Bacówka służy chyba głównie jako ambona. Wysoko, przy strychowym okienku ma ławeczkę, sugerującą, że ktoś tam zasiada i wypatruje. W środku są dwa pomieszczenia - jedno z klepiskiem na podłodze.

Obrazek

Drugi pokoik jest szczelny, zamykany, z drewnianą podłogą. Jest tu też dogodne leże dla jednej osoby i niewielki stolik.

Obrazek

Ścienne wiersze:

Obrazek

Obrazek

Tu komfortowo możemy przeczekiwać deszcz. Nawet taki, który trwa godzinę, napiernicza naprawdę ostro, a w końcowej fazie przechodzi w grad. Smutno by nam było teraz pod tamtym drzewem...

Pewnie byśmy tu zostali na nocleg, gdyby nie to, że zmierzamy w konkretne miejsce. Już się na nie fest cieszymy, zacieramy łapki i ostrzymy zęby!

W końcu się wypogadza, pojawia się coraz więcej niebieskiego nieba, a nawet nieśmiałe promyki słońca wychylają na skąpany w kropelkach świat :) Suniemy więc dalej łąką w górę. Już nie mamy tak daleko!

Obrazek

Obrazek



cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4947
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Przez Beskid Sądecki i Gorce - z Rytra do Nowego Targu (2025)

Postautor: buba1 » 22-12-2025 11:45

Docieramy na niewielką łakę. Coś od "rąbania" miała w nazwie. Stoi tu chatynka, w której dziś planujemy się osiedlić :)

Obrazek

Myślałam, że dzisiejsza trasa (z Magurek) zabierze nam dużo więcej czasu. Bo to dwa razy trzeba było zejść w dolinę i zaś się wtarabanić na grzbiet. I jeszcze się nie zgubić ;) Ale doliny okazały się niegłębokie, a pagóry mało strome (albo to nam tak dodawał energii brak deszczu i bezmiar słonecznych pejzaży). Dotarliśmy więc do naszej bacówki dość wcześnie (gdzieś koło 16), zatem mamy czas nacieszyć się słońcem, widokami i zjadaniem naszych, nieco już nadwątlonych, zapasów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Widok na sporą część naszej dzisiejszej trasy - np. nad lasem sterczy wieża z Magurek.

Obrazek

Zresztą tą z Lubania też przy pewnej dozie chęci można wypatrzeć.

Obrazek

Chatkowe poddasze od jednej strony nie ma ściany, co niestety wpływa niekorzystnie na komfort cieplny (zwłaszcza jakby dzień był wietrzny), ale umożliwia cieszenie się pofalowanym horyzontem o każdej godzinie dnia i nocy. Doceniliśmy potem ten element konstrukcyjny zwłaszcza o wschodzie słoca.

Obrazek

Obrazek

Do chatki przytyka zadaszona weranda, z szeroką ławą, na której od biedy też by można się przespać.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jakoś niedawno bacóweczka musiała przechodzić porządny remont, ma nowy dach. Na zdjęciach z googlemaps wychodzi, że jeszcze 7 lat temu nie nadawała się zbytnio na nocleg, a jej stan był mocno ażurowy.

2025
Obrazek

2018
Obrazek

Miejsce od dawna służy turystom. Można znaleźć sporo ściennych podpisów z lat 90 tych. Najstarszy chyba namierzyliśmy z 88 roku. Ciekawe co teraz porabiają ci ludzie? Czy nadal chodzą po górach i sypiają w bacówkach? Fajnie by było jakby takowy natrafił na moją relację i znalazł swój podpis po prawie 40 latach! :)

Obrazek

Obrazek

Na nocleg wybieramy stryszek z drewnianą podłogą i fajnym widokiem. Oryginalnie się tu wchodzi - po desce.

Obrazek

Trochę desek trzeba było poprzekładać, aby wygospodarować dwa równe spanka.

Obrazek

Suszarnia. Pierwszym bubowym etapem zadomowienia w każdym miejscu jest rozwieszenie prania :) Jak widać każdy ma jakieś swoje fetysze. Miałam koleżankę, która nocując w chatkach zawsze musiała postawić na stole bukiecik kwiatów. Inna - osiedlanie zaczynała od zamiatania. Nawet jak było super czysto - taki rytuał pt. "będe tu mieszkać".

Obrazek

Nieco poniżej powinno być źródełko. Idę na poszukiwania, ale niestety wyschło. Cóż... Rozpusta herbatkowa nie będzie tak rozbudowana jak mieliśmy już nadzieję...

Obrazek

Namierzam za to poletko poziomek, więc nasz wikt pt: "owoce leśne" staje się coraz bardziej urozmaicony :)

A gdy wracam ze źródlanych poszukiwań - spotykam wielką żmiję. Zasiedla ona jakąś dziwną miejscówkę - jakby dołek, gdzie zakopano starą papę i linoleum. Może pozostałość po remoncie bacówki? Chyba tam jest sucho, ciepło i miło dla węża.

O zachodzie słońca (które chowa sie gdzieś daleko, za górą, za lasem) - widać tylko dalekie odblaski nieco zmienionych kolorów.

Obrazek

W nocy czasem coś biega po chałupie i piszczy. Rozważamy - popielica? kuna? zwykła mysza? Rano odkrywamy, że przynajmniej część z tych odgłosów to są gałęzie świerka, które jeżdżą po blaszanym dachu :) Takie to "dziwne zwierzę" nas nocą odwiedzało! :)))

Ciekawe są moje nocne wyjścia do kibelka, gdy się zjeżdża po desce jak po zjeżdżalni, żeby zejść ze strychu.

Obrazek

W czasie jednego wyjścia na nocną przechadzkę, gdy już wracam, rzuca mi się w oczy, że coś dużego wylazło z lasu i siedzi/leży kilkadziesiąt metrów od chaty, dokładnie na ścieżce, którą tu przyszliśmy. Nie rusza się, ale mam wrażenie jakby się na mnie gapiło. Po wielkości coś jakby krowa. Jeleń? Łoś? Niedźwiedź?? A może tam jest jakiś korzeń/kamień, którego nie zauważyłam idąc tu za dnia? A nocne strachy mają wielkie oczy? Nie mam jednak odwagi zapalić latarki i rozwiać swoich wątpliwości. Patrząc z perspektywy czasu (i fotela przed komputerem w domowych pieleszach), bardzo żałuje... Jak ja mogłam tej latarki nie zapalić? Jak można coś takiego zrobić??? Jednak samotna, nocna wyprawa w ciemny las jakoś odbiera rozum. A może właśnie go daje? ;)

Fakt taki, że szybko wskakuję do chatki i po desce z radością wpełzam na stryszek. Ale mnie cieszy, że nie śpimy dziś w namiocie ani na dolnym piętrze bacówki! Kolejne wyjście do kibelka jest już w momencie, gdy jest w miarę widno. W miejscu, które pierwsze lustruje wystawiając lekko głowę z chaty - nic nie ma. Znaczy - nie był to korzeń ani wzgórek kamulców.

Jest koło 4:23. Właśnie się zaczyna spektakl zwany wschodem słońca. Dla nas = śpiochów, raczej rzadkie zjawisko ;)

Obrazek

Nie możemy zasnąć. Koło godziny lampimy w przestrzeń - tak jest ładnie! Co ważne - nie trzeba nigdzie iść, a nawet wychodzić ze śpiworka :) Albo można lekko wyjść, ale w przypadku zmarznięcia schować się ponownie. Pełna dowolność :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Sam wschód jest nieco schowany za drzewami i chmurami.

Obrazek

Ale bardzo nas cieszy zmieniający się kolor nieba - jakby się komuś farbki rozlały. Początkowo jednolicie czarne góry, potem przechodzą w róże, fiolety i pomarańcze.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Gęsty wał mgieł wpełznął w doliny. Najwięcej chyba przykrywa jezioro Czorsztyńskie. Ale nie, że siedzi tam nieruchomo. Pełga, przelewa się. Jakby jakieś wielkie cielsko smoka oblazły pchły i nie mogło się ułożyć, wiercąc cały czas i zmieniając położenie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A co to za góry widmo na ostatnim planie?? :P

Obrazek

Potem śpimy jeszcze do dziewiątej, gdy budzą nas ciepłe promienie wpadające do chatki.

Obrazek

Obrazek

Miłe śniadanko i ruszamy dalej.

Obrazek

Suniemy przez płowe łąki, ciesząc się szeroką przestrzenią, rozległymi widokami i postrzępionymi barankami obłoków na niebie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ludzi praktycznie nie spotykamy. Wpadliśmy jedynie na trzy jagodziarki z drapaczkami. Solidne wiadra od rana uzbierały. Mamy jednak świadomość, że to cisza przed burzą. Piątek, więc z każdą godziną będzie coraz gorzej...

Zaglądamy na różne polany. Tu np. według dawnych przekazów powinny być dwie bacówki, ale z tej po lewej to nie za wiele zostało...

Obrazek

Ostała się jedna bacóweczka i to w stanie mocno nadwątlonym. Z zewnątrz w ogóle wygląda, że wystarczy kichnąć, aby się wszystko poskładało i rozpadło w pył.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A o dziwo izba na parterze prezentuje się całkiem użytecznie.

Obrazek

Obrazek

Tzn. tylko wizualnie. Na zapach juz nie... Łaziłam nieraz po różnych opuszczonych kamienicach i innych pustostanach, gdzie bytowali bezdomni. Ale takiego aromatu kloszarda jak w tej bacówce - to nie doświadczyłam chyba nigdy. Wizualnie - porządek, czysto, nie ma śmieci A smród wręcz zapiera dech i wyciska z oczu łzy. Nie wiem co w tej chatce się wydarzyło (nie, nie jest to woń padliny) po prostu skondensowany zapach żula. Robię kilka zdjęć z wewnetrznej potrzeby dokumentowania wycieczki, ale staram się jak najbardziej maksymalnie skrócić czas przebywania tutaj. Aha! Jak przyszliśmy drzwi były otwarte - i nie wywietrzyło się!

Na innych polanach nie znaleźliśmy już nawet wspomnienia drewnianych przeszłości.

Widać już w oddali turbaczowego molocha.

Obrazek

I Metysówkę ( https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... sowka.html ) , do której nie zdążyliśmy pojechać na czas...

Obrazek

Żołnierska kapliczka za podwójną kratą.

Obrazek

Obrazek

Potem przewijamy się przez Turbacz. Takie to sympatyczne zwierzaki czają się tu i ówdzie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Głównie zawędrowaliśmu tu, żeby nabrać wody, ale nie pogardzimy też możliwością napicia się piwa. Stojąc chwilę w kolejce (po to nieszczęsne piwo) obserwujemy kolejne awantury wszczynane przez turystów o paszę - "bo zupa źle doprawiona", "bo ryba za sucha", "bo pierogi miały byc bez skwarek" albo "mleko w kawie za mało spienione i czy aby napewno sojowe??". Ja pierdziuuu! Co za zlot gwiaździsty rozkapryszonych, zgrymaszonych upierliwców?? Jak to współczesny obraz turystyki wpływa na oszczędność i życie w trzeźwości ;) Nie, nie chcemy piwa. Nie chcemy już niczego. Pragniemy tylko jednego - jak najszybciej znaleźć się jak najdalej stąd. Od tych stad zrzędliwych malkontentów i ich wrzasków. Od tej chmury skondensowanej złej energii wylewającej się z tego miejsca. Uciekamy w podskokach. Mamy wodę, więc nic więcej nie jest nam potrzebne do szczęścia. A nasz podsuszony chleb i nadtopniały ser z przedwczorajszego sklepiku będzie smakował jak jadło bogów - byle na łące! Lepiej od wydojonej soi, morderczych skwarek i rybki, która nie wiedzieć czemu na górskich szczytach nie miała głębi aromatu morskich czeluści. Byle wśród śpiewu ptaków i szumu traw!!


cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4947
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Przez Beskid Sądecki i Gorce - z Rytra do Nowego Targu (2025)

Postautor: buba1 » 30-12-2025 12:47

Dalsza droga wiedzie w stronę Bukowiny Miejskiej. Po drodze mijamy dwie bacówki, ale takie nietypowe - zrobione z pustaków. Obie stoją na wykoszonych łąkach.

Obrazek

Pierwsza ma dość skromne wyposażenie - jedna leżanka do spania, dość prowizoryczne palenisko wewnątrz.

Obrazek

Obrazek

Druga chatynka położona jest niedaleko, chyba na sąsiedniej polanie.

Obrazek

W środku większy wypas: 3 miejsca do spania, stolik, okap nad paleniskiem. Widać, że domek jest użytkowany przez miejscowych, bo wiszą jakieś kapoty i stoją stare buty. Turyści chyba by takowych nie zostawiali?

Obrazek

Obrazek

Dziś, przy słońcu, cieple i kompletnym braku potrzeby schronienia się, owe chatynki wydają się nam "takie se". Bez szału. Ale podejrzewam, że znalezienie ich przez przemoczonego wędrowca, w beznadziejną pogodę - może wywołać dużą radość. Oj gdybyśmy na taką natrafili np. w Karpatach Pokuckich 7 lat temu ( https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... onina.html ) - to chyba byśmy zwariowali ze szczęścia!

Tuptamy dalej. Mijamy ciekawy pomnik, wybudowany zapewne przez koło łowieckie. Kamienny krzyż, nazwiska kilku działaczy czy innych krewnych i znajomych królika, płaskorzeźby i ... dziwny napis. Kierowany zapewne do boga, aby miał w opiece "wszelakie stworzenia". Hmmm... czyli chodzi o to, aby ostrzegł wcześniej sarenkę, żeby jednak się schowała albo nawiała zanim ją dorwie myśliwy? I jednak nie było pasztetu? ;) Jakoś mi się to nie klei!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W pewnej odległości od pomnika - jakby stół dla rytualnych obrzędów? ;)

Obrazek

Drogi jak jeziora...

Obrazek

Schodzimy na polanę Kotlarka.

Obrazek

Stoi tu porządna drewniana wiata o trzech ścianach, z drewnianą podłogą. Początkowo nastawiamy się, że w niej nocujemy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Szkoda, że nie ma pięterka - ale by tu pasowało, pod tym trójkątnym daszkiem!

Obrazek

Obok jest miejsce ogniskowe z rusztem, z którego oczywiście robimy użytek. Ognisko jednak nie trwa przesadnie długo, bo zaczyna padać. Początkowo jest to niewielka mżawka, więc staramy się nie poddawać.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Opad jednak przybiera na sile. Nie mamy wyjścia. Chowamy się pod dachem. Ognisko robi psssssssss... i po chwili przestaje nawet dymić.

Wiata została zbudowana w bardzo widokowym miejscu. Mimo przewijającego się co chwilę opadu - widoczność jest całkiem niezła. Przynajmniej my nie narzekamy na prezentujące się przed nami panoramy. Zwłaszcza, że możemy to robić bez moknięcia. Wirujące mgły, chmury wszelakie ciągle zmieniające konfigurację przestrzenną i podświetlone słońcem szczyty postrzępionych Tatr. Miło się pogapić :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek\

Obrazek

Kolory robią się coraz bardziej wieczorne.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wyraźnie widać odblaski zachodzącego gdzieś w ukryciu, poza kadrem, słońca.

Obrazek

No i dzień się skończył...

Obrazek

Podczas naszego pobytu przez polanę i wiatę przewineło się kilku motocyklistów. Jeden dziadek szuka kumpli, którzy ponoć mieli się tu spotkać na impreze. Coś jednak chyba się nie dogadali, bo reszty ekipy nie ma. Może w ostatniej chwili zmienili miejscówkę? Potem przyjeżdża jeszcze dwóch miejscowych z piwkiem, siedzą chwilę i gadają z nami. Oni nie są kumplami tego dziadka, ale też mamy wrażenie, że planowali tu jakąś grubszą impreze, ale nasza obecność im to trochę pokrzyżowała. Czuć, że wyraźnie podpytują gdzie planujemy spać czy kiedy stąd pójdziemy. Coś wspominali o flaszce, ale może mieli jedną, więc uznali za to za mało, żeby dzielić na czworo ;) Jadą więc gdzieś "na bacówkę" i probują o tym poinformować telefonicznie jeszcze jakiegoś znajomego. Czwarty motocyklista najwyraźniej czuje się samotny i ma ochotę się gdzieś "przykleić". Przyjechał tu, bo "tu zawsze w weekendy jest dobra zabawa". Ale jedzie obczaić jeszcze kilka innych miejscówek i ostatecznie jednak nie wraca. Wizg motorów, łupanie muzyki i piski panienek słyszymy jeszcze kilkakrotnie, ale nie zajeżdżają już pod wiatę. Jeżdżą gdzieś tam za trawami główną drogą przez łąkę. No tak... Weekend się właśnie zaczął. Skończył się spokojny czas w górach. Od czasu jak dudniła nam dyskotyka z Rytra - minęło 5 fajnych dni. Polska śródtygodniowa to jednak krańcowo inny świat!

Ostatecznie decydujemy się nie spać w wiacie tylko postawić namiot gdzieś nieopodal. Z kilku powodów:
- trochę mamy obawy czy ta wielka, poszukiwana przez wszystkich impreza, jednak tu nie dotrze. Szlag wie kto się jeszcze nocą zwlecze...
- wiata ma 3 ściany - a jak na złość zawiewa z tej strony gdzie ściany brak.
- minusem tego miejsca jest też kamera, która patrzy na wiatę. Niby nie planujemy palić ogniska na środku ani zrobić kupy na stole, ale jakoś jednak irytujące jest takie oko śledzące każdy twój ruch. Śpisz - a coś się na ciebie gapi.

Stawiamy namiot nieco poniżej, pomiędzy świerczkami.

Obrazek

Obrazek

Do wiaty ostatecznie już nikt chyba nie przyszedł. W nocy zaczyna lać. Wstajemy bardzo wcześnie jak na nas, koło 6. Składamy pośpiesznie namiot i na śniadanko ruszamy pod dach. Mamy też okazję oglądać kolejny festiwal mgieł nad Nowym Targiem, Tatrami i wśród innych okolicznych wzgórz. Niesamowite, ciągle zmieniające się widowisko. Fajnie się to wszystko kręci, to tu to tam. Jedne góry znikają, a jednocześnie pojawiają się inne. Czasem warto zmoknąć i zmarznąć (byle nie za bardzo ;)) aby móc zobaczyć taki spektakl :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I jak tu żyć bez zooma w aparacie?? :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Spełzamy w dół. Nie ma wyjścia. To już koniec wyjazdu. Wszystko co dobre jednak się kończy. Za kilka godzin mamy pociąg powrotny z Nowego Targu.

Obrazek

Obrazek

Kapliczka.

Obrazek

Wchodzimy w mgłę...

Obrazek

Obrazek

Niżej mgły zanikają i szykuje się całkiem pogodny dzień. Przynajmniej w dolinach. Przedmieścia Nowego Targu witają nas zabudową zawierającą pojedyncze okazy miłych dla oka drewnianych domów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Drewno to nie tylko deski czy bele - również różniste zdobienia.

Obrazek

Obrazek

Drugie życie pnia.

Obrazek

Obrazek

Spotykamy też nietypowe ogrodzenia. Co to jest?? Łuski od nabojów?

Obrazek

Obrazek

A tu wiadomo - lwy na cokołach! Ale takie o nieprzeciętnej urodzie i lekkim wytrzeszczu ;)

Obrazek

Obrazek

Na chodnikach i skwerach kwitną przyjaźnie międzygatunkowe.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W centrum namierzamy ciekawy lumpeks - głównie są tu ubrania góralskie: kożuchy, owcze swetry, skóry baranie, kamizelki wyszywane, suknie ludowe. Mnie wpadła w oko czapka na zimę :) To mi dzisiaj nie straszna nawet klima w pociągu! ;)

Obrazek

Jako że czasu mamy sporo i słońce praży porządnie - rozkładamy się nad rzeką z namiotem do suszenia. Cały jest ociekający, a jak go powozimy pociagami, a potem walniemy na niewielki, mało przewiewny balkon - to gotów nam zapleśnieć. Albo co gorsza porosnąć tymi dziwnymi krwistoczerwonymi grzybami, które wysuszone usypiają, ale pod wpływem nawet niewielkiej wilgoci się budzą. Już tak załatwilismy kiedyś jeden z naszych najlepszych namiotów.

Ludzie z mostu czy spacerujący po nabrzeżu dziwnie nam się przyglądają - jakby nigdy nie widzieli mokrego namiotu wypoczywającego na nadrzecznej plaży ;)

Obrazek

Po drugiej stronie wielkiej wody suszą się owce.

Obrazek

W centrum też się czasem trafi jakiś mały, drewniany domek. Jak przeniesiony z innego wymiaru.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A potem już dworcowe okolice...

Obrazek

Obrazek

Ostatnie dosuszanie skarpetek ;)

Obrazek

I długa droga do domu...


KONIEC
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...


Wróć do „Relacje z wypraw”