"Ostrzyce" czyli Czeskie Średniogórze (2025)

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4947
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

"Ostrzyce" czyli Czeskie Średniogórze (2025)

Postautor: buba1 » 05-01-2026 10:50

Czeskie Średniogórze to góry przypominające nasze kaczawskie "ostrzyce" - dawne wulkany, których stożkami jest usiany cały krajobraz. Na szczytach bazaltowe organy, postrzępione skałki, gołoborza i ruiny zamków, a w dole wijące się meandry Łaby i dymiące na horyzoncie kominy wielkich elektrowni. Właśnie w takich klimatach przyszło nam wędrować przez tydzień pod koniec września.

Byliśmy już w tym rejonie 3 lata temu, odwiedzając kilka ostrzyc z ruinami zamków na szczytach:
- Hazmburk, Kostalov, Kostomlaty - link do relacji: https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... ow-na.html
- Ostry, Oltarik - link do relacji: https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... amkow.html

A teraz przyszedł czas na kolejne szpiczate pagóry :)

Późnym popołudniem docieramy w okolice wioski Boreč. Busia przyczajamy za krzakiem, na poboczu polnej drogi. Tu będziemy spać :)

Obrazek

Tuptamy ku olesionym zboczom wzniesienia zwanego Borečský vrch. Ciepłe promienie zachodzącego słońca malowniczo oświetlają czubki gór i drzew. Wędrujemy skrajem starych sadów. Koniec września. Już krótkie te dni się zrobiły... Trzeba wcześniej wstawać, spieszyć się - albo koniecznie zabierać latarki ;)

Obrazek

Obrazek

Na łące otwiera się szerszy widoczek, między innymi na Milesovkę, gdzie wybieramy się jutro.

Obrazek

Niedaleko szczytu na chwilę przerzedza się las. Możemy podziwiać zestaw różnych "ostrzyc" w barwach zachodu. Tam gdzieś zapewne będziemy wędrować w kolejne dni. Fajnie, że tak jeszcze wszystko mamy przed sobą. Uroki pierwszego dnia :)

Obrazek

Przyjemna tabliczka przyszczytowa.

Obrazek

Ogólnie nie jest to najbardziej widokowa z "ostrzyc". Szczyt, zbocza - praktycznie wszystko jest zarośnięte. Po kiego diabła więc żeśmy się tu zwlekli? Ano bo owa górka ma pewną nietypową własność. Jak przystało na prawdziwy wulkan - ma "wyziewy" ;)

Zaintrygowały mnie znalezione w odmętach internetów opisy:

- "mieszkańcy od dawien dawna zauważyli, że w miesiącach zimowych, w mroźne i słoneczne dni, ze wzgórza unosi się para, której pochodzenia nie potrafili wyjaśnić. Obawiali się, że to trujące gazy wulkaniczne i woleli unikać tego miejsca".
- "ten szczyt to naturalny akumulator energii cieplnej, z systemem mikrowyziewów, tworzonych przez przepływ wilgotnego, ciepłego powietrza, skomplikowanym labiryntem szczelin".
- "budująca owo wzgórze skała ma ciekawą strukturę geologiczną - jest poprzecinana całym systemem wewnętrznych szczelin. Zimą wzgórze zasysa zimne powietrze z otoczenia u podnóża, które przepływa przez wspomniane szczeliny, gdzie jest ogrzewane przez otaczającą skałę, a potem wydmuchiwane z powrotem do atmosfery na szczycie wzgórza - już znacznie cieplejsze. Różnica temperatur uchodzącego powietrza w porównaniu z otoczeniem może sięgać nawet 20°C. Z tego powodu występują tu rośliny niespotykane w tych szerokościach geograficznych, a typowe raczej dla terenów egzotycznych, takich jak Irak czy Madagaskar".

Ponoć najlepiej wybrać się tu zimą, wtedy dokładnie widać kłęby pary unoszące się z podziemnych "kominów". Tak, tak! :) To jeden z tych czeskich wulkanów, który naprawdę może "zadymić" jakby nie był całkiem wygasły ;) Tak to ponoć wygląda: FILM: https://www.youtube.com/watch?v=aPw3YmI6GDc

Zimy póki co jeszcze nie ma, jest jesień o iście letnich temperaturach, więc obejrzymy sobie tylko owe tajemnicze szczeliny. Takie wnęki i mini jaskinie znaleźliśmy - czy to to? Dziwnie z niektórych pachniało... hmmm... jakby lakierem??

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Za szczytem ścieżka jakby nieco zanikała. Zaczyna się robić ciemnawo. Między drzewami widać ostatnie odblaski zachodzącego słońca.

Obrazek

W oddali sterczy jakiś spory stożek. To chyba Lovoš?

Obrazek

Ciemne sylwetki ostrzyc widziane już z podnóża. Świecą tylko jakieś dwa gospodarstwa i schronisko na Milesovce - poza tym przyjemna ciemność.

Obrazek

Dzień dzisiejszy był wręcz upalny, ostatni taki weekend tego lata - taki na krótkie spodenki, a i na kąpiel by się nadało. Wieczór (który spędzamy wchodząc na górkę) jest równie gorący - klimaty jak w Czarnogórze! Aż nas to trochę dziwi, bo w tych okolicach, zwłaszcza pod koniec września, to nawet po ciepłym dniu wieczory nastają raczej chłodne. Zapadł zmierzch, a my błąkamy się po zboczach pagóra jakby w przedburzowym zaduchu i temperaturze zdającej się oscylować niewiele poniżej 30 stopni. Niebo jednak jest czyste, a i prognozy burz póki co nie przewidują. Gdy tylko wychodzimy z zagajników na łąki u podnóża pagórka - uderza nas chłodne i świeże powietrze. Temperatura nagle leci na łeb na szyje chyba o 10 stopni. Kilka kroków i zaczyna nas telepać, mimo że pośpiesznie naciągamy na siebie różniste łachy. Czy była to zbiorowa halucynacja czy rzeczywiście dosięgły i nas wyziewy Borečskiego vrchu?

Przygotowania do snu. Wieczorne mycie zębów przeradza się w turniej szermierki ;) Kończy się tak jak skończyć się musiało - remisem i dwoma szczoteczkami w piachu, które później ja muszę czyścić ;)

Obrazek

Poranek jest słoneczny i wciąż przyjemnie ciepły. Jedynie nabierające kolorów drzewa przypominają, że to już jednak nie lato.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Niebo jest pełne moich ulubionych chmurek. Moja babcia nazywała je "kwaśne mleko" :)

Obrazek

Obrazek

Suniemy w stronę kolejnych "ostrzyc". Już takich bardziej widokowych, skalistych i bez dziwnych wyziewów.

cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "

na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4947
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: "Ostrzyce" czyli Czeskie Średniogórze (2025)

Postautor: buba1 » 08-01-2026 11:05

Jedziemy. Wąska droga wije się polami. Gdzieniegdzie stoją przy niej drzewka owocowe. Zmierzamy teraz na tą wyższą z górek - Milešovkę. To najwyższy szczyt Czeskiego Średniogórza. Istny gigant - ma 836 metrów ;) Ta niższa górka to Ostry. Byliśmy tam 3 lata temu, fajne miejsce z ruinami zamku.

Obrazek

Parkujemy w miejscowości Milešov i suniemy w stronę naszego wzgórza. Mijamy po drodze stary budynek o rosochatym kształcie. Coś jakby dawny dwór? Obecnie wciąż jest zamieszkany.

Obrazek

Obrazek

Fajny taki schodko-ganek, obudowany drewnem.

Obrazek

Ma zegar słoneczny na jednej z zewnętrznych ścian.

Obrazek

Traktor dostosowany klimatem do zabudowań :)

Obrazek

A tu już łąki za wsią. I nasza "ostrzyca" w pełnej krasie.

Obrazek

Widoczna na szczycie budowla, najeżona wszelakimi antenami, to stacja meteorologiczna. Ponoć najstarsza w Czechach i nieprzerwanie działająca od początków XX wieku. Postawiono ją tutaj, ponieważ Milešovka słynie jako najbardziej wietrzne i burzowe miejsce w Czechach - mają więc co badać i mierzyć.

Obrazek

Z podejścia nie mam za dużo zdjęć. Droga była raczej mało widokowa i jeszcze na dodatek bardzo tłoczna. To chyba jedyna "ostrzyca", gdzie zderzyliśmy się z takim upiornym tłumem. Najwyższa góra w tym paśmie, niedziela i ostatni dzień letniej pogody według prognoz - takie kombo to się musiało źle skończyć. Szczególną grupą są biegacze, którzy tą górę traktują jako bieżnię. Kilku było takich, którzy w czasie podejścia minęli nas chyba kilkanaście razy, biegając w górę i w dół. Ciekawe, że dla swojego biegu nie woleli sobie ułożyć trasy przez różne wzgórza? Tylko raz po raz przepychać się przez ten sam tłum roztrącając ludzi na boki i rozdeptując całe tabuny psów...

Juz na górze. Obserwatorium widziane z różnych rzutów.

Obrazek

Obrazek

W połowie baszty widoczny jest balkonik, gdzie można wyjśc jako na wieżę widokową. Żeby tam wejść trzeba zapłacić w automacie i potem paragon podstawić pod czytnik, żeby bramka obrotowa zrobiła "pip" i zamigała światełkami. Masakra... Kabak jednak bardzo chciał wejść na basztę, więc co zrobić - poszłam z nią... Widoki mocno nieszczególne. Bardzo przymglone, a poza tym to jedna z tych gór, która najlepiej wygląda z daleka, więc wejście na nią i tym samym wycięcie jej z widokowego krajobrazu okolic - bardzo szkodzi.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Oprócz wieży, anten i bramek (które robią "pip") jest na tym szczycie również schronisko/knajpa "Chata Milešovka".

Obrazek

Obrazek

Napiliśmy się tam kofoli, kupiliśmy pocztówki i w dół. Można by też coś zjeść, ale trzeba by bardzo długo czekać, a nam szkoda czasu na spędzanie ładnego dnia w takim miejscu, oględnie mówiąc dość średnim.

No i na koniec rzecz, którą najbardziej chciałam tu zobaczyć. Ba! główny powód, który nas tu sprowadził. Transport towarów do schroniska odbywa się za pomocą kolejki linowej. Dalej pakunki są przeładowywane na wagoniki wąskotorówki i po torowisku jadą ku swemu przeznaczeniu. Niestety podczas naszego pobytu nic akurat nie było w ruchu, ale zawsze mnie ogromnie cieszy zobaczyć na własne oczy takowe konstrukcje :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zejście jest znacznie przyjemniejsze, spokojniejsze i bardziej puste niż podejście (większość osób została na szczycie, stojąc w kolejce po frytki, lody i ciastka). Możemy więc przyjrzeć się umocnionym kamieniami skarpom - w formie ułożonej przez naturę:

Obrazek

oraz takiej, gdzie chyba ludzie nieco pomagali siłom przyrody ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na koniec jeszcze rzut oka na zamek na skale, w wiosce u podnóża. Obecnie mieści się tam dom spokojnej starości i wnętrza nie są udostępnione do zwiedzania. Ale ci staruszkowie muszą mieć kapitalne widoki z okien!

Obrazek

Obrazek

Jedziemy do wioski Lipa i dalej podążamy wąską drogą pod górę. Parkujemy tam gdzie owa droga się kończy.

Obrazek

Obrazek

Stoi tu niewielka kaplica i okolony kamiennym murem stary cmentarz.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na widokowym zboczu stoi kilkadziesiąt różnokształtnych nagrobków.

Obrazek

Większość pochodzi jeszcze z czasów, gdy te tereny należały do Niemiec. Pokruszony kamień, porozbijane płyty, wszechobecny mech. Ale też skoszona trawa, kwiaty i znicze. W lustrzanej powierzchni tablic odbijają się targane wiatrem krzaki jeżyn. Czasem pod nogami potoczy się nadgryzione, zdziczałe jabłuszko. Skąd ono się tu wzięło do licha? Rozglądam się niepewnie. Są tu wokól jakieś stare sady, więc musiało je przywiać. Ktoś tu zdecydowanie bywa i dba o to miejsce, ale nienachalnie. Jest porządek, ale jednocześnie wciąż panuje atmosfera pustki i zapomnienia.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nie wiem czemu, ale lubię patrzeć w oczy ludziom z nagrobków. Jest w tym coś przerażającego i fascynującego zarazem. Jakby chwilowe przeniesienie się w czasy, które mineły. Jakby przeskok w alternatywną rzeczywistość czy świat duchów. Zawsze trochę się boję przyglądać takim zdjęciom, i zawsze to robię, bo nie potrafię się powstrzymać.

Obrazek

Obrazek

Jeden nagrobek szczególnie ściąga wzrok. Chyba to jeden z nowszych. Opisany po czesku. Zawiera wnękę, gdzie umieszczono w ramkach różne fotografie. Z taką formą na cmentarzu spotkałam się po raz pierwszy.

Obrazek

Obrazek

Suniemy dalej. Zagłębiamy się w świetliste, przesiane słońcem zagajniki.

Obrazek

Potem wychodzimy na widokowe łąki, gdzie możemy nacieszyć oczy różnistymi stożkami pokrywającymi horyzont.

Obrazek

Widać między innymi szczyty z zamkami, gdzie mieliśmy okazję wędrować 3 lata temu - Hazmburk, Kostalov, Kostomlaty, Oltarik.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A po prawej stronie już się wyłania wzgórze, na które zmierzamy - Lipski vrch.

Obrazek

Podejście jest typowe dla rejonu - strome, pełne osypujących się spod nóg kamieni i powykręcanych drzew.

Obrazek

Obrazek

Szybko pojawiają się wulkaniczne skałki, o dużym stopniu malowniczego postrzępienia.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Szczyt Lipskiego vrchu też stanowi skałka. Rozległa, dość płaska, więc ochoczo się na niej rozsiadamy.

Obrazek

Nigdzie po drodze nie znaleźliśmy dogodnego miejsca na ognisko, więc obiadokolację zjemy na zimno, ale za to z szerokimi panoramami na wszystkie strony. Mamy cienkie kiełbaski, bułki, żółty ser i ogórki konserwowe w zalewie musztardowej. No i oczywiście termosy z herbatką :) Tłumy oblepiające całe zbocza Milešovki na szczęście pozostały tylko wspomnieniem. Może zostały tam albo w ogóle zniknęły z gór, teleportując się w stronę swoich stałych siedlisk. Niedziela wieczór - piękny czas, kiedy świat znów zaczyna się nadawać do życia. Z takimi pozytywnymi myślami wygrzewamy się w promieniach słońca, a kupry grzeje nam od przeciwnej strony skała - wyprażona solidnie całym, upalnym dniem.

Obrazek

Obrazek

Horyzont jest usiany malowniczymi stożkami. Nie wiem co ja mam z tą miłością do wulkanów! Nie tracę nadziei, że kiedyś uda mi się zobaczyć takie czynne, dymiące i plujące ogniem. Albo jeszcze lepiej - zajrzę do jakiegoś? A póki co - cieszę się sylwetkami tych wygasłych.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Gdzieniegdzie krzaki zaczynają już nabierać jesiennych kolorów.

Obrazek

W dali dymią kominy wielkich elektrowni.

Obrazek

Obrazek

I jeszcze jedna rzecz coraz bardziej ściąga naszą uwagę - dziwna faktura horyzontu w jednym miejscu. Jeszcze przed chwilą było tam widać pagóry i dymiące kominy - a teraz one znikneły, jakby ktoś wziął gumkę i wymazał je z obrazka. To coś, co się tam pojawiło nie sprawia wrażenia ciemnej burzowej chmury, która przysłania krajobraz. To jakby powoli acz nieubłagalnie postępująca mgła, taka nicość pożerająca coraz większą część kadru. Nie przesuwa się, gdy na nią patrzysz, ale gdy odwrócisz wzrok i spojrzysz potem w tą stronę ponownie - to raz po raz jest tam wszystkiego mniej, a to coś wyraźnie się zbliża. Jest białe, jak większość nieba i takie równe, jednolite i matowe.

Obrazek

Co bardzo mi się podoba w czeskich górach - w wielu miejscach są wpisowniki! I to nie tylko w chatkach czy wiatach, ale również na szczytach. Mimo że nie bardzo rozumiem wpisanych tam elaboratów - i tak miło pooglądać choćby obrazki, naklejki, pieczątki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W zachodzącym słoneczku już wyraźnie widać skąd nadciąga ZŁO... A nadciąga ono coraz szybciej. Yyyyyyyy... do busia mamy kawałek - mam nadzieję, że zdążymy!

Obrazek

Zjeżdżamy po kamulcach przez powykręcane lasy, a okolice kryje już cień. I chłodny oddech tego czegoś, co nadchodzi.

Obrazek

Zdążyliśmy do busia. Nie dolało nam, nicość nas nie pożarła. Z tej perspektywy nie wygląda to wszystko tak źle! Może nam się zdawało, że coś napełza? Może to tylko trochę chmurek i nasza wybujała wyobraźnia?

Obrazek

Obrazek

Już jest ciemno, gdy ścielimy sobie w busiu i układamy się do snu. Ledwo wnosimy ostatnie krzesełka, układamy torby we właściwych im miejscach i włazimy do busia - uderza powiew wiatru. Aż busiem zakołysało! Jakby walnęła w niego morska fala! Zaraz po wietrze dołącza się deszcz. Początkowo mega ulewa (aż się zastanawiamy czy busio nie zacznie przemakać) a potem opad przechodzi w mżawkę. Jednak mżawka połączona z huraganowym wiatrem powoduje, że każde otwarcie drzwi skutkuje wdmuchnięciem owej mżawki do wewnątrz - i to prawie w każdy zakamarek busiowych wnętrzności. A ja niestety nocą kilka razy wychodzę do kibelka... Zazwyczaj rodzina zarzucała mi jedynie nocne trzaskanie drzwiami i wpuszczanie zimna - dziś dodatkowo jest prysznic.

Pochmurna noc jest ciemna. Ni gwiazd, ni księżyca, ni łuny oświetlenia od pobliskiej wsi. Świeci tylko jakiś pełgający blask na cmentarzu. Jakby żywy ogień! Ognisko tam ktoś rozpalił? Nie ma szans, zaraz by zgasło przy tym deszczu i wichurze. Poza tym chyba nikt tam nie wchodził - byśmy na bank usłyszeli szczęk bramki. Noce w pobliżu cmentarza mają swój smaczek... Gdy wychodzę na nocne kibelki i widzę drgające, dalekie odblaski płomieni pląsające po drzewach i nagrobkach - czuję "magię chwili", czy raczej pewien rodzaj niepokoju...
Najprawdopodobniej widzianym przez nas światłem były umieszczone w grobowcu z szybką i zdjęciami znicze na bateryjki. One tak potrafią "pełgać" a i czas świecenia może być dosyć długi. Ale pewności nie mamy ;)

Poranek wstaje nieszczególny. Co chwilę polewa... Upały się skończyły. Nagły i zdecydowany koniec lata :( Zimno, ciemno i wciąż ten sam huraganowy wiatr. Z wczorajszych 30 stopni nie zostało nawet wspomnienie (no chyba że w leżących na przedniej szybie naszych ubraniach, które obecnie już nie nadają się do nałożenia... Jest chyba grubo poniżej 15 stopni. Cóż zrobić... Wyciagamy ciepłe łachy, ale i tak najchętniej wracamy do busia i zamykamy się w nim. Jak nie wieje to jest do wytrzymania, ale z tym lodowatym wiatrem urywajacym łeb - to już nie bardzo...

Obrazek

Dobrze, że wczoraj przykleiliśmy busiowi nowe naklejki (te 4 czarne). Dziś to jakby nie spłynęły - to by je zduło. Nieprawdaż, że urocze? :)

Obrazek

A z nieco innej beczki - kabak na wyjeździe ćwiczy piosenki do szkolnego chóru - tym razem partyzanckie i takie z Powstania Warszawskiego. Odkrywamy, że sporo z nich idealnie pasuje do dnia dzisiejszego, no... z małymi modyfikacjami ;) Ciągle je więc śpiewamy na cały pyszczek:

"W dzień jesienny i ponury, raz dwa trzy, polskie dzieci idą w góry, raz dwa trzy."

"Deszcz jesienny deszcz, smutne pieśni gra, mokną na nim kabaczyny, busie kryje rdza."

"Jak tu żyć i o czym śnić, wicher nam nie daje żyć."

"W dzień jesienny i rozmiękły pojedziemy do Drevenki."

No właśnie. Odnośnie ostatniego wersu... Praktycznie wszystkie nasze ostrzyce siedzą we mgle. Dziś ma lać cały dzień - od jutra ma być ciut lepiej. Pojedziemy więc dziś do naszego ulubionego "schroniska" w rejonie, a jutro wrócimy do ostrzyc. I dziś poszukamy jakiegoś miejsca na ognisko, które jest zadaszone. Najlepiej więc szukać wśród skalnych okapów i jaskiń.


cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4947
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: "Ostrzyce" czyli Czeskie Średniogórze (2025)

Postautor: buba1 » 15-01-2026 10:56

Ruszamy z miejscowości Třebušín. Stroma ścieżka wiedzie przez las, ale czasem błyśnie między drzewami jakiś widoczek.

Obrazek

Naszym celem jest wzgórze z ruinami zamku Kalich - reklamują go jako twierdzę, która nigdy nie została zdobyta. Zarówno ono, jak i pobliskie wzniesienie zwane Panna (również w XV wieku z zamkiem na szczycie), to miejsca związane z wojnami husyckimi. Zamki zamieszkiwali wrogowie - Kalich był husycki, a Panna katolicka. Jak można się domyślać - wzajemnie się najeżdżali, oblegali i ostatecznie zamek Panna został zniszczony. Tam również się dziś wybierzemy, ale później.

Ruiny na Kalichu wciąż są. Ba! Sprawiają wrażenie jakby je zbudowali wczoraj na potrzeby zwabienia tu masowej turystyki. Goło, równo - jak ktoś lubi klimaty parkowe to pewnie będzie zachwycony. My nie lubimy.

Obrazek

Obrazek

W najwyższym punkcie powiewa flaga z jakims homarem.

Obrazek

Jak widać to homar mocno zakorzeniony w lokalnej historii tego miejsca.

Obrazek

Wspinamy się na szczyt murów. Fajne są tu te skałki - musiało to być piękne miejsce jeszcze 15 lat temu zanim zaczęli je budować na nowo.

Obrazek

Obrazek

Jeśli chodzi o widoki - to jest całkiem nieźle.

Obrazek

Przycupnięte pod sąsiednimi ostrzycami wioski.

Obrazek

Całkiem solidne beczące stada rozłażą się po łąkach.

Obrazek

Zabudowania Třebušína widziane prawie jak z lotu ptaka.

Obrazek

Mała, niepozorna górka z prawej strony zdjęcia to Trojhora. To będzie kolejny punkt naszej dzisiejszej wycieczki.

Obrazek

A wracając do samego Kalicha... Być może owe ruiny zamku nie zrobiły na nas pozytywnego wrażenia - z powodu zaistniałych okoliczności dodatkowych. Wprawdzie turystów żadnych nie ma, ale jest dwóch debili z kosiarkami - ścinają trawę, która za bardzo od ziemi nigdzie nie odrosła. Cały nasz pobyt "na zamku" wypełniony jest więc upiornymi wizgiem i tumanami kurzu ze skoszonej ziemi, piachu i kamieni. Toperz i kabak od razu zaczynają kichać od tego stężonego roztworu trawy i kurzu w powietrzu. Nie wiem czy oni pole golfowe planują tu zrobić, czy co innego ich opętało, że tak zawzięcie walczą z każdym ździebełkiem???

Obrazek

Obrazek

W sezonie (albo w weekendy?) wstęp na zamek jest płatny. Tu siedzi cieć i skubie kasę. Pewnie wtedy też jest bardziej tłumnie. Ale może przynajmniej nie wyją kosiarki?

Obrazek

Z plusów Kalicha - jest tu miejsce ogniskowe i wpisownik (z którego kabak ochoczo korzysta). Aromatu ogniskowego dymu i kiełbasek póki co nie powąchamy - musimy się zadowolić oparami benzyny i pierdami, prosto z miejsca ich produkcji ;)

Obrazek

Ostatni rzut oka na miejscowość u podnóża.

Obrazek

A czy nam dzisiaj doleje - to jeszcze nie ma pewności ;)

Obrazek


Kolejny punkt wycieczki to Trojhora - jedna z piękniejszych gór w tym rejonie. Najpierw mijamy jesienny las. Tu dzwoni w uszach tylko cisza, przerywana czasem szelestem opadających liści.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Najfajniej zaczyna się jednak tam, gdzie spomiędzy poszycia wyłazi coraz więcej piargów i skał.

Obrazek

Najpierw dęby i sosny stają się powykręcane, potem dziwnie karłowate i płożące się, acz w końcu zanikają praktycznie w ogóle, ustępując miejsca tylko jakimś niewielkim krzaczynom.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ścieżka robi się coraz bardziej stroma i ostatecznie całkiem zanika. Miejscami próby podejścia kończą się zjazdem na brzuchu - chyba coś nie całkiem zgodnie ze sztuką poszliśmy ;) Ale cóż - widoki rekompensują obdrachane brzuchy, nie wspominając o kolanach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Moje ulubione bazaltowe słupy! Tutaj to ich nie brakuje! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Szczyt jest mocno rosochaty! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jak na taką niewysoką górkę - Trojhora oferuje całkiem przyzwoite widoczki!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zwłaszcza wzgórze zamkowe Kalich rewelacyjnie prezentuje się z tejże perspektywy!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Co ma wspólnego Kalich z przedwczorajszą Milesovką? Oba najlepiej oglądać z daleka! Wtedy oszałamiają swoim pięknem, a z bliska... hmmm... trochę mniej ;)

Jak znudzi nas gapienie się na okoliczne panoramy - można się pogapić we wpisownik :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Sporo czasu nam tu zeszło! Pogrzaliśmy się w słoneczku, poskakaliśmy po skalnych grzebieniach. Fajnie, że ostatecznie dzień okazał się być przepiękny, zupełnie niezgodny ze wszystkimi prognozami).

Obrazek

Obrazek


W końcu złazimy...

Obrazek

... albo zjeżdżamy na kuprach w dół ;)

Obrazek

Obrazek


Czas szukać miejsca na biwak! Godzina robi się ku temu odpowiednia. Podjeżdżamy kawałek. Busia zostawiamy na rozległych łąkach z całkiem przyjemnym widokiem :)

Obrazek

Obrazek

Skalne wzgórze Kalich w jeszcze innej perspektywie.

Obrazek

I znów suniemy w górę. Jesienny wieczór. Cudnie jest. Ciepłe (w barwie, nie w temperaturze) promienie słońca oświetlają wysokie, płowe trawy. Żółte liście na łące wyglądają jakby je ktoś powiązał w bukieciki. I cisza. Niesamowita cisza.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wyżej zaczynają się usypiska kamieni. Całe pryzmy omszałych kamulców. Nie wyglądają na naturalne gołoborza - raczej jakby je ułożono specjalnie w ten sposób. Może tylko tyle zostało z dawnego zamku Panna? ;) No bo na szczycie to już ponoć żadnych pozostałości murów czy baszt raczej nie znajdziemy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Są za to sympatyczne, poszarpane skałki - jak przystało na lokalny wulkan! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A tak się ze szczytu prezentuje Kalich.

Obrazek

Uschłe drzewo z jakimiś tajemniczymi nacięciami. Czyżby ktoś sobie oznaczał ile razy tu był? ;)

Obrazek

Chwila z przeglądaniem wpisownika. Bardzo cenimy sobie wpisy z rysunkami :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wieczór za pasem. Z lasu i zza skał wypełza zimno. Okropne zimno! Czuć jak gaśnie słońce i mamy wrażenie, że jak tylko schowa się na dobre - to wszędzie pojawi się szron. To już nie lato... Lato skończyło się przedwczoraj. A może mamy takie odczucia bo jesteśmy głodni? Jedno jest pewne - wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią: trzeba rozpalić ognisko! :) Tak też czynimy. Wjeżdżają pieczone kiełbaski, grzanki z serem, ogóry i oczywiście ogromny czajnik bulgoczący kilkoma litrami zielonej herbaty! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

O zachodzie słońca.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Fajnie popodświetłało zakłady przemysłowe gdzieś tam w oddali. Spore muszą być te kominy - biorąc pod uwagę wielkość bloków w lewym dolnym rogu!

Obrazek

Gdy wracamy do busia jest już ciemna noc.


cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4947
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: "Ostrzyce" czyli Czeskie Średniogórze (2025)

Postautor: buba1 » 19-01-2026 11:02

Nowy dzień, nowe możliwości. I kolejne wulkany do odwiedzenia :) Acz dzisiaj w planie wzgórza mniej stożkowate, ale również nie pozbawione atrakcji. Jedziemy do wioski Hlinna. Po drodze mijamy pryzmę marchewek strzeżoną przez zęby smoka ;)

Obrazek

Zostawiamy busia w wiosce i dalej sobie tuptamy. Początkowo przez pastwiska...

Obrazek

Obrazek

...i inne zaułki świadczące o rolniczym charakterze tych okolic.

Obrazek

Szczyt, na który zmierzamy, zwie się Plešivec. Różni się on od typowych dla rejonu "ostrzyc", bo mimo dość stromych zboczy - ma podłużny i plaskaty wierzch. Chyba największą atrakcją są tu ogromne połacie gołoborzy, występujące praktycznie na wszystkich skłonach. Omszałe kamulcowiska zaczynają się już w lesie.

Obrazek

Obrazek

No a potem jest już tylko coraz lepiej! :) Nie sądziłam, że tutejszy gorgan będzie aż tak rozległy!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Fragment terenu przypomina jakby starą, brukowaną drogę. Jedno jest pewne - kamienie same się tak nie ułożyły, ktoś im musiał pomagać.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tu wyraźnie widać, że idziemy murkiem czy mostkiem.

Obrazek

Gdzieniegdzie stoją usypane kopczyki.

Obrazek

Obrazek

Snujemy domysły na temat ich powstawania oraz zastosowań - co jedne to bardziej idiotyczne ;) Może to kurhany pozostałe po pradawnych czasach? Albo całkiem nowe groby np. zwierzątek domowych? Może to oznaczenia szlaku na wypadek zasp śnieżnych? Albo - kolejny etap dla piramidek z kamieni, tych co to budują ci "źli turyści"? A może czeskie dzieci z racji braku morza i plaży - nie budują zamków z piasku tylko "twierdze na ostrzycach"? ;)

Płożące się drzewa i powykręcane suche gałęzie stwarzają wrażenie jakby gigantycznych pająków. Albo jakieś inne skolopendry? ;)

Obrazek

Obrazek

Sam szczyt jest zarośnięty, ale przekładając się na przeciwległą stronę wzgórza - znów włazimy na gołoborza. Tym razem dla odmiany są z nich rozległe widoki! :) Niesamowite jest tu poczucie przestrzeni, wysokości - jakbyśmy stali na brzegu półki nad urwiskiem i tylko rozłożyć skrzydła i poszybować w bezkresną dal!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tu np. widzimy wioskę Kamyk, a nad nią sterczy skałka z ruinami zamku o tej samej nazwie. Tam też kiedyś musimy się wybrać.

Obrazek

Obrazek

Momentami bywa stromo...

Obrazek

W niższych partiach nieco się wypłaszcza, a kamulcowiska zdają się nie mieć końca.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jenoty lubią takie klimaty! Sprawiają wrażenie bardzo zadowolonych i wyciągają pyszczki do słońca :)

Obrazek

U podnóża wpadamy jeszcze na kaplicę. Niestety jest zamknięta, ale otwór w drzwiach umożliwia zapuszczenie żurawia do wnętrz. Ciekawa tablica też obok stoi - pokryta jakby przedrukami starych rękopisów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Kolejna górka, gdzie planujemy się wspiąć, to Krkavčí Skála. Na początku trasy drzewa zdają się do nas masowo uśmiechać.

Obrazek

Potem atmosfera dosyć szybko się zmienia. Wchodzimy w las, który jest mroczny, wilgotny, oślizgły. Nieco zatęchły i nie do końca przyjazny. Taki cały jakby pokryty śluzem ze ślimaka. Nogi rozjeżdżają nam się przy każdym kroku, a w miejscach o bardziej ukosnej stromiźnie jest wręcz pewne, że raz po raz ktoś z ekipy siądzie na zadek.

Obrazek

Nie wiem co za tornada tu szalały, ale pełno jest powalonych drzew - jakby jakiś olbrzym zapałki rozsypał.

Obrazek

Obrazek

Pojawia się gdzieniegdzie kamienisty rumosz, ale w ilości dość niewielkiej. Z Plešivcem to w ogóle nie ma co porównywać ;)

Obrazek

Mijamy też kilka śródleśnych poszarpanych skałek. One też są jakieś takie śluzowate. Oparłam się o jedną z nich - i jakbym rękę wsadziła w gniotka... Bleeee... Poza tym już, już nieraz nam się wydaje, że to szczyt, no ale nie... Jeszcze nie. W ogóle droga dłuży się nam straszliwie. Szlismy chyba 3 razy dłużej niż żeśmy przypuszczali. Jakby człowiek szedł, szedł i w ogóle nie przesuwał się do przodu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Z daleka, wśród zarośli, widzę jakąś chatkę. Nie omieszkam więc podejść i obczaić.

Obrazek

To raczej nie chałupa a kontener. I ma tylko 2 ściany. Z bliska nie powala - ani pod kątem urody, ani przydatności. Acz pewnie jakbyśmy wędrowali z plecakami w czasie wielkiej zlewy - to i takie miejsce zasiedliłoby się z radością.

Obrazek

Obrazek

W końcu docieramy na szczyt. Wyżej już się nie da (no chyba, że na drzewo ;) ) więc to chyba tu.

Obrazek

Obrazek

Jest jedna skałka z poręczą i wpisownikiem.

Obrazek

Bardzo fajne są tu widoki. Ten pofalowany horyzont pełen czubatych ostrzyc! Te malutkie wioseczki, utopione wśród zieleni i sprawiające w tym rzucie wrażenie jakiś dzikich krain.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jedynie nad rzeką rozsiadło się solidniejsze miasteczko.

Obrazek

Obrazek

Na grzbiecie jest tu jeszcze kilka innych skałek, na które też nie omieszkamy się powspinać. Tu już jest sucho. Szczęśliwie obrzydliwa śluzowatość została niżej w lesie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na jednej ze skalnych półek zjadamy podwieczorek - nasze ulubione suchary, których zapas zawsze wozimy w busiu. Dopiero pisząc tą relację zorientowałam się, że jedne z nich były "troszeczkę" po terminie ;)

Obrazek

No i wracamy do busia. Trzeba znaleźć jakieś miejsce na biwak, ognicho i ogólnie miło spędzić wieczór.

Obrazek



cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4947
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: "Ostrzyce" czyli Czeskie Średniogórze (2025)

Postautor: buba1 » 22-01-2026 12:36

Stożek Radobyla wznosi się nad Litomierzycami. Część góry jest "wyjedzona" przez działający tu niegdyś kamieniołom bazaltu. Zatrzymujemy się na parkingu u podnóża. Tu bedziemy spać. Już stąd rozpościerają się przyjemne widoki.

Obrazek

Obrazek

Wzgórze położone jest na tyle blisko od miasteczka, że mamy obawy czy nie jest traktowane jako park miejski i główna sralnia dla psów. Nie wiem jak jest tu zazwyczaj, ale dziś nie ma żywego ducha. Pewnie dlatego, że według prognoz jest właśnie ściana deszczu - opad na 100% i o dużej intensywności. Pada od kilku godzin i będzie lać nieprzerwanie aż do pojutra. Widocznie ludzie z Litomierzyc nie patrzą za okno tylko w telefon. Dzisiejsze czasy mają więc swoje plusy - mamy Radobyl wyłącznie dla siebie :)

Rozległymi łąkami zmierzamy w stronę kamieniołomu.

Obrazek

Horyzont najeżony jest miłymi dla oka stożkami wulkanów, a kolory nieba sugerują, że gdzieś tam pod chmurami zachodzi sobie słoneczko.

Obrazek

Obrazek

Na szczyt już dziś nie zdążymy. Zaraz wyłączą światło ;) Idziemy więc szukać kamieniołomu, bo tam zgodnie z naszymi przypuszczeniami będą dogodne miejsca ogniskowe. Jest ich kilka - wybieramy to najbliżej skalnych ścian. Fajnie mieć takie tło, poza tym jest najbardziej ukryte i niewidoczne z miejscowości u podnóża. Być może tu nie ma to znaczenia, ale my jakoś mamy głęboko wpojone, że zawsze najlepiej na partyzanta. I co chyba najważniejsze - tu nie duje. Wieczór jest bardzo wietrzny, a wiatr chłodny.

Obrazek

Tutejsze bazaltowe "organy" naprawdę wyglądają spektakularnie. Pewnie same by tak nie wylazły na światło dzienne - gdyby ich nie odsłonił kamieniołom. A mówią, że przemysł ma na piękno przyrody jedynie zgubny wpływ. Ja się z tym stwierdzeniem nie zgadzam, a Radobyl jest jednym z przykładów na potwierdzenie mych racji :)

Obrazek

Obrazek

Póki jeszcze jest odrobina światła, podziwiamy widoki na miasto. Jeziora z wyspami, ostrzyce, fabryki, urwiska i falujące stepowe trawy! Tak serio ponoć tu rośnie dużo typowo stepowych roślin, więc nasze skojarzenia nie sa całkowiscie wyssane z palca.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ostatni odblask zachodu.

Obrazek

Muszę się jeszcze dużo nauczyć jeśli chodzi o kwestię pozowania do zdjęć ;)

Obrazek

No dobra... Robi się zimno, robi się głodno - trza ognicho rozpalać. Widać wyraźnie, że jest to popularne miejsce dla biwaków - teren jest tak wyczyszczony z opału, że cholernie ciężko cokolwiek znaleźć. W celu skompletowania odpowiedniej ilości chrustu przychodzi nam łazić naprawde daleko i wtargiwać to potem po dość stromej skarpie. No ale najważniejsze, że w końcu zapłonęło! :)

Obrazek

Obrazek

Mrok szybko utulił kamieniołom. Noc jest ciemna - ni księżyca, ni gwiazd. Niebo zawleka się coraz bardziej, a wiatr z minuty na minutę staje się chłodniejszy i bardziej przenikliwy. Przysuwamy się więc bliżej do pełgającego ognia. Ciepło pali nam pyski i brzuchy, a w plecy zimno. Trzeba by się obracać jak kurczak na rożnie. W dole świeci miasto. Niby tak blisko, ale jednak daleko...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Gdy opuszczamy nasz zaciszny kamieniołom ogrzewany ogniskiem - wpadamy w inny świat. Wiatr urywa łeb! Jak zimno! Upiornie zimno! Do busia docieramy w ostatniej chwili. Ledwo zamykamy drzwi zaczyna padać.

W nocy jak zwykle wstaję do kibelka. Zabieram parasol (bo oczywiście leje) i karimatę (aby zrobić wokół siebie parawan od lodowatego wiatru). Zaspana wysiadam z busia i zagłębiam się nieco w otaczającą ciemność. Szybko uderza mnie dziwny, niespotykany dźwięk. Nie mogę go zidentyfokować, z niczym znanym mi sie nie kojarzy, więc nieco przeraża. Jak jakieś świsty i jęki potępieńcze! Jakby śpiew, rozmowy, chichoty. Co to jest u licha?? Raz cichsze, raz głośniejsze. Jakby się ze mnie śmiało, że sikam na wygwizdowie koło kubła na śmieci. Budzę toperza i mu opowiadam. Toperz, nasz rodzinny głos rozsądku i spokoju, szybko sprowadza mnie na ziemię: "buba śpij i nie wpuszczaj zimna. To maszt. Wieje jak diabli to mu gra w antenach". No tak. Zaraz obok stoi wielki maszt. Zapomniałam o nim. Bardzo nie chciałabym mieć takiego koło domu. Ale może po jednej nocy nas nie pokręci? Moje zmartwienia przybierają więc dużo bardziej prozaiczny charakter ;)

Rano wyraźnie widać, że pogoda się ustabilizowała. Pada, ale nie bardzo intenesywnie. Niebo zaciągnięte, ostrzyce siedzą w mgłach. Zimno jak szlag :(

Obrazek

Obrazek

Ruiny zamku Kamyk widziane z tej perspektywy. Na dużym zbliżeniu oczywiście.

Obrazek

Deszcz nie deszcz, mgła nie mgła, zimno nie zimno - ale szkoda by nie wejść na szczyt Radobyla, który mamy tu rzut beretem. Wczoraj nie zdążyliśmy, bo nas ciemność zastała. Toperz odmawia wyjścia z busia. Idziemy więc we dwie z kabakiem.

Obrazek

Zabieramy parasole, ale wychodząc z lasu na otwarte przestrzenie musimy je złożyć z racji na wiatr.

Obrazek

Na szczycie zdarzają się takie podmuchy, że i peleryny próbuje nam zerwać.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Widoki są lepsze niż przypuszczaliśmy - tzn. myślałam, że w ogóle nic nie będzie widać, a tu proszę jakie piękne przestrzenie! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Glina tak się klei do butów, że co parę kroków trzeba je czyścić patykiem. Inaczej każda noga zaczyna ważyć o kilka kilo więcej ;)

Obrazek

Potem zatrzymujemy się jeszcze na chwilę przy willi Pfaffenhof. Niektórzy twierdzą, że budynek jest nawiedzony. W internecie można napotkać różne filmiki poławiaczy zjaw, którzy siedzą nocami w piwnicach tego obiektu z różnistymi piszczącymi sprzętami, i z większymi lub mniejszymi sukcesami próbują się z lokalnie występującym "czymś" skontaktować.

Zapewne na opinię obiektu wpływa jego położenie - stoi samotnie pośród gęstej roślinności na zboczu góry Radobyl. Również jego historia może rozbudzać wyobraźnię - zanim zbudowano willę znajdowała się w tym miejscu stara kaplica. Mroczne czasy II wojny światowej też odcisnęły tu swój ślad. Pobliską kopalnię wapienia przekształcono w podziemną fabrykę zbrojeniową oznaczoną jako B5-Richard, a znajdującą się nieopodal willę zasiedlili członkowie SS, którzy zarządzali przebudową tajnych kompleksów. Budowa podziemnych korytarzy pochłonęła wiele ofiar. Z tamtych właśnie czasów pochodzą różne niesamowite historie, o zamurowanych w piwnicach szkieletach, skarbach czy kontaktach z innymi wymiarami.

Po wojnie willa była zamieszkiwana aż do lat 90-tych (z tymi mieszkańcami to chętnie bym pogadała na temat ewentualnych zjawisk paranormalnych w chałupie) Potem budynek zaczął popadać w ruinę. Obecnie właścicielem jest jakiś Szwajcar, którego ochroniarze ponoć są niemili i czasem przeganiają turystów. Dziś jest taka pogoda, że i ochroniarze, i duchy SS-manów schowały się w mysią dziurę. Tylko buby wylazły ;) (teraz i kabak nie przejawiał chęci wyjścia z busia). Do środka jednak nie weszłam, obeszłam tylko ową willę dookoła. Nie wiem czy nie chciało mi się w błocie czołgać pod ogrodzeniem? Czy może bałam się, że w deszczowy i wietrzny dzień dostanę cegłą w łeb? Czy jednak miejscowe duchy po mistrzowsku spełniły swą rolę odstraszania - bo nawet nie musiały się pojawić, by cel został osiągniety? ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Do wspomnianej wcześniej podziemnej fabryki Richard niestety się spóźniliśmy... Z różnych powodów zapewne i tak byśmy się tam głęboko nie zapuszczali, ale fajnie by choć zajrzeć. A tu kilka lat temu zamurowano główne i łatwo dostępne wejścia. Tak przynajmniej mówił mi internet i znajomi. Może gdzieś po okolicznych chaszczach można znaleźć jakieś dziury, lisie jamy i inne tunele rozkute przez żądnych przygód lokalnych eksploratorów? Jednak szukać ich w ciemno, bez jakiegokolwiek punktu zaczepienia i jeszcze w taką pogodę - chyba nam się nie chce... Tak to niestety jest, że nie wszędzie człowiek zdąży. Dobrze przynajmniej, że wiosną udało się zwiedzić w Czechach inną podziemną fabrykę! ( https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... yka-w.html )

Pragnienie mrocznych czeluści musimy więc zrealizować w wersji "super mini" ;) Odwiedzamy jaskinię Hibschovą. To wykuta w piaskowcu sztolnia, z dwoma wejściami, o długości około 50 m.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ale gęba! Ale ma jęzor! :)

Obrazek

Wnętrza bardzo się nam podobają - głównych powodem jest brak deszczu zalewającego oczy ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A potem jedziemy już do domu. Leje całą drogę....

KONIEC
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...


Wróć do „Relacje z wypraw”