Gdzieś na Górnym Śląsku

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4955
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Gdzieś na Górnym Śląsku

Postautor: buba1 » 30-03-2020 16:10

Ranczo z ulicy Chemicznej

Na pograniczu Siemianowic i Katowic jest miejsce zupełnie nie przystające do ludnej i ruchliwej śląskiej aglomeracji. Jest to zaułek Siemianowic, ale wciśnięty pomiędzy dwie katowickie dzielnice. Miejsce robiące wrażenie zapomnianego przez Boga i ludzi. Jeden blok (dawny hotel robotniczy), hałda, jakieś magazyny w oddali, przystanek autobusowy pełen gęsi, poprzemysłowe nieużytki i bezmiar rozwalisk, zarośli i zaułków o niezidentyfikowanym przeznaczeniu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zabiera mnie tam Karolina, która trafiła w te tereny jakiś czas temu - szukając hałdy, gdzie ponoć składowano radioaktywne odpady. Hałda powstała w miejscu dawnego wysypiska śmieci. Sztuczne wzgórze ponoć czasami samo się zapala i okadza okolice dosyć aromatycznym dymem. Czy opowieści o promieniowaniu są tylko legendami - nie wiem, bo to nie hałda będzie tematem tej opowieści.

Przy okazji tamtej eksploracji hałd (więc zupełnie przypadkowo) zostało odkryte “Ranczo”. I to ono jest głównym celem naszej dzisiejszej wycieczki!

Twórcą tego obiektu jest pan Jerzy Świder, osoba o bardzo ciekawym, pełnym niespodziewanych zwrotów, życiorysie. Jego historia przypomina mi nieco dawnych, bieszczadzkich zakapiorów, którym przedziwne koleje losów potrafiły napisać najdziwniejsze scenariusze… Pan Jurek mieszka wraz ze swoją dużą rodziną w tym samotnym bloku przy hałdzie. Mamy okazję rozmawiać tylko z jego żoną. Gospodarz akurat tego dnia gdzieś wyjechał. Acz i tak rozmowa z nim byłaby trudna - obecnie, ze względu na swoją chorobę, pan Jurek nie mówi, porozumiewać się można jedynie na migi, lub za pomocą listów na kartce..

Pan Jurek przyjechał na Śląsk w bardzo głębokiej młodości, zostawiając za sobą niezbyt radosny świat - np. dom dziecka.. Śląsk w tamte lata zdawał się być rajem dla wszelakich przybyszów znikąd - praca od ręki, mieszkanie, dobra kasa, towarzystwo, zabawy.. Pan Jurek dobrze zarabiał jako spawacz, był też sportowcem. Acz i tu na Śląsku nie wszystko toczyło się dla niego szczęśliwie. Nie miał rodziny, wpadł w alkoholizm, po drodze zdarzył się jakiś pobyt w więzieniu. A w końcu trafiła się jeszcze straszna choroba - rak krtani. Ale życie potrafi być niesamowicie przewrotne. Bo zdawało się, że to już jest koniec, a on jednak okazał się być początkiem! Początkiem nowego życia.. Życia, które pan Jurek uważa za lepsze niż było to wcześniej - mimo że tamto odbywało się w zdrowiu. To było 20 lat temu. Pan Jurek pokonał swoje choroby (zarówno raka jak i alkoholizm), ożenił się, ma siedmioro dzieci. Stał się bardzo religijny, zbudował “Ranczo” i twierdzi, że dopiero teraz jest szczęśliwy.

Ranczo powstało z materiałów wtórnych, o które jest obecnie bardzo prosto. W naszych czasach pojawił się kult wyrzucania. Pojawił się brak szacunku do przedmiotów - nawet gdy te są wciąż użyteczne, gdy działają i mogłyby służyć jeszcze dziesiątki lat. Ludzie popadli w nałóg kupowania - bo moda, bo trzeba mieć nowe, bo stara rzecz to obciach i co powiedzą sąsiedzi. Pryzmy niepotrzebnych przedmiotów piętrzą się więc pod niebo i toniemy w śmieciach.. Pan Jurek więc nie miał najmniejszego problemu z pozyskiwaniem budulca i ozdób do swojego folwarku. Jeździ z wózeczkiem po okolicy i zbiera jak grzyby po deszczu - meble, dywany, zabawki, samochodowe części...

Na terenie “Rancza” żyje sporo zwierząt. Kury, gęsi, kucyki, psy, kozy... Gąski okazały się najbardziej fotogeniczne :)

Obrazek

Obrazek

Tutejsze płoty i budy przystrojone są w samochodowe opony, kołpaki, dywany, lalki, misie, konie na biegunach oraz niezliczoną ilość odezw i napisów. Są takowe o charakterze religijnym - typu “Wiara zwycięża”. Niektóre odezwy są dosyć optymistyczne, np. “Życie ma niesamowitą wartość”, “Kto kocha nie liczy lat”, “Uśmiechnij się”, “Można się śmiać”. Acz sporo jest też takich o dość smutnym przesłaniu - związanym z ciągłą walką o utrzymanie i nie zniszczenie tego miejsca: “Żal komuś”, „Gnębią ranczo”, „13 lat źle piszą”, “Powoli rozbieram Ranczo”, “Ranczo to ciężki plecak”, “Życie nie raz zdradziło nas”..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

“Ranczo było - jest - będzie”... a laleczka - wisielec puszcza nam oko… Wiatr? To na pewno był wiatr… To musiał być wiatr… ;)

Obrazek

Główna brama. Mieszkańcy kroczą dostojnie, noga za nogą. Ogęgały nas nieco... Gąski są oburzone! No bo co? Przyszły jakieś przybłędy i kręcą się jak g… w przeręblu! ;)

Obrazek

Kapliczka z konikiem na dachu.

Obrazek

Konie na wysokościach. Są tu bardzo lubiane!

Obrazek

Brzoza w czerwone moro.

Obrazek

Groźne gąsiory i złe psy - pod czujnym okiem prezydenta! ;)

Obrazek

Obrazek

Barak telewizyjny?

Obrazek

Uwaga! Dziecko za kierownicą!

Obrazek

Talerz? Tarcza do strzelania? Tablica ogłoszeń?

Obrazek

Wesoły słonik.

Obrazek

Koguty - wampiry z logo Biedronki? Hmmmm.. Różnie można to rozumieć ;)

Obrazek

Przez chwilę miałam wrażenie, że wyjeżdża stąd samochód!

Obrazek

Czy to różowe to kiedyś był kiosk “Ruchu”? To chyba nie na wózeczku gospodarz tu przytargał!

Obrazek

Akuku!

Obrazek

Wszystko utopione jest tu w zieleni.

Obrazek

Miejsce jest pełne pozytywnej energii, radości i twórczego zapału. Pasji, która może jest nieco ekstrawagancka, ale zupełnie nieszkodliwa dla innych. Jak niewiele trzeba, aby nadać komuś sens życia - trochę desek i przedmiotów, które innym były już niepotrzebne...

Wielu ludziom jednak “Ranczo” przeszkadza. Nie przystaje do jedynej, właściwej wizji świata - z trawą z rolki, tujami jak z plastiku i równiusią do bólu kostką bauma. Inność straszliwie niektórych boli i mają wręcz fanatyczną potrzebę walki z każdym jej przejawem. Pan Jurek więc od lat boryka się ze skutkami donosów, z urzędnikami, sądami, policją, strażą miejską, komornikami... Wielu ludzi, nie potrafiących zrobić nic ciekawego swojego, za główną życiową misję wybrało sobie zniszczyć to, co stworzyli inni… Pan Jurek zdaje sobie sprawę, że siemianowickie “Ranczo” nie jest wieczne i ludzka nienawiść do oryginalności w końcu kiedyś je pokona.. Ponoć powstaje już pomału “Ranczo 2”, gdzieś w Polsce, ale daleko stąd. Już na w pełni prywatnej ziemi gospodarza. Tamto ma być “dla dzieci” - acz ciekawe czy dzieci podzielają pasję ojca?

Siemianowickie “Ranczo”, pan Jurek, jego dzieci i zwierzęta pojawiły się też jako tło w teledysku rapera Miuosh “Reprezent”. Jak ktoś ma ochotę - do obejrzenia/posłuchania tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=XIeIje1G24A
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "

na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4955
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Gdzieś na Górnym Śląsku

Postautor: buba1 » 02-04-2020 19:59

Jakoś nigdy nie byłam specjalną miłośniczką sztuki. Zwykle rzeczy charakteryzowane tym określeniem kompletnie nie wpadały w moje gusta. “Galeria sztuki” - gdzie trzeba było się gapić na obrazy czy rzeźby (i jeszcze za to płacić) wiały dla mnie nudą i beznadzieją. Dotyczyło to zarówno sztuki nowoczesnej (gdzie kupa zrobiona na środku kartki była ponoć arcydziełem godnym poświęcenia uwagi), jak i sztuki klasycznej. Nigdy nie przemawiały do mnie tłuste amorki wpierdzielające winogrona, jabłka na talerzu (brzydsze niż u mnie w kuchni) ani jakieś sceny batalistyczne, przed którymi wszyscy mdleli z zachwytu. A przynajmniej udawali, że mdleją, bo przyjęło się, że jak ci nie odpowiada przyjęty i narzucony odgórnie kanon piękna - to znaczy żeś prostak i cham. A ludzie zazwyczaj lubią być fajni, lubią być uważani za kulturalnych i obytych w świecie, więc wszyscy zwykle pod tymi obrazami czy rzeźbami cmokali z mniej lub bardziej dobrze udawanym zachwytem. Ze szkolnych lat pozostało mi w pamięci ślizganie się w przepastnych korytarzach takich ekspozycji oraz kolektywne podpijanie jakiejś flaszeczki w kiblu, aby choć trochę osłodzić sobie te masakrycznie nudne chwile…

Dziś wybrałyśmy się z koleżanką na wycieczkę, celem zwiedzania zaułków Górnego Śląska. Jakież było więc moje zdziwienie, gdy Karolina zaproponowała zwiedzenie “galerii sztuki”! Na usta pchało mi się coś w stylu “ale k… dlaczego????” Udało mi się nic nie powiedzieć, ale przypuszczam, że na gębie miałam wypisane całkiem dużo ;) No kurde… Mieliśmy zwiedzać rozwaliska, ruiny i zakazane dzielnice, pogoda jest piękna, przyświeca lipcowe słoneczko - a my pójdziemy się gapić na jakieś obrazy pod dachem??? Cały dzień psu w d…! No ale dobra. Karolina dziś jest “organizatorką wycieczki” i skoro jej na tym zależy - to ok… Poza tym pojawiła się jakaś nutka ciekawości - w końcu Karolina ZAWSZE zabierała mnie wyłącznie w ciekawe miejsca…

Samo miejsce owej “galerii” już z lekka napawało optymizmem - stare poprzemysłowe budynki. Odnowione wprawdzie, ale zawsze coś.

I powiem tak… Ciężko się przyznać przed samą sobą do pomyłki, do złego oszacowania sytuacji i do tego, że dotychczas g… się wiedziało o świecie… Bo miałyśmy tam być chwilkę, a minęło chyba parę godzin… A pozostałe punkty zwiedzania zeszły jakoś na dalszy plan… Miejsce okazało się być na tyle ciekawe i przede wszystkim inne od wszystkiego co do tej pory widziałam, że ten fragment dzisiejszej wycieczki zdecydowanie najbardziej zapadł mi w pamięć.

Miejsce to nazywało się “Galeria Sztuki Naiwnej”. Nie jest to coś stacjonarnego, to wędrowna kolekcja przemieszczająca się tu czy tam. Teraz na miesiąc czy ileś tam osiedliła się na Śląsku.. I co ciekawe - marzyły mi się na dzisiaj prawdziwe klimaty Śląska z dawnych lat - okopcone podwórka, żulerskie zaułki, dymiace kominy, chlewiki i zapadłe bramy, gdzie postronni ludzie o zdrowych zmysłach raczej z własnej woli nie zaglądają. I spora część prezentowanych tu obrazów właśnie takiego Śląska dotyczyła. W dużej części przedstawiała Śląsk, którego już nie ma… Takiego z omami na ławeczkach, gołębiorzami, kurami i kozami hodowanymi w przyfamilokowych kamerlikach i niebem gęsto zasnutym dymami kominów… Takiego Śląska z moich dziecinnych wspomnień - który nie był ani opuszczony, ani odpicowany… Bo teraz jakoś się tak przyjęło, że tylko te dwie opcje są możliwe…

Kurcze! Praktycznie każdy z tych obrazków bym sobie chętnie powiesiła na ścianie - i patrzyła na niego codziennie! :)

Piękno familokowych zaułków w pełnej krasie! Z czasów, gdy dym nie powodował smogu, gołębie nie przenosiły zarazków a dzieci nie łapały kleszczy na trawie...

Obrazek

Miejsca, gdzie jest dużo kotów i pająków zawsze mają właściwy klimat!

Obrazek

Obrazek

Tu jakiś festyn strzelecki w cieniu hałd i kominów.

Obrazek

Nie wiem gdzie jeździła taka kolejka - i jeszcze zabierała pasażerów?

Obrazek

Kolejna kolejka.. Chyba wąskotorówka.. Tak w centrum miasta?

Obrazek

Tu bardziej drezynowo ...

Obrazek

Msza polowa przy leśnej kapliczce…

Obrazek

Diabelskie wnętrze huty… Takiej, jak ta, do której kiedyś wjeżdzał ogólnodostępny tramwaj… A ja mając kilka latek, z nosem przyklejonym do szyby, zaglądałam do martenowskich pieców...

Obrazek

Tu też scenka przemysłowa. Nie wiem co pan w białym kasku trzyma w ręce - chyba raczej nie pisze smsa ;)

Obrazek

Tutaj chyba dzieje się coś niedobrego na dzielnicy.. Uliczny malarz spierdziela, babiny się modlą, stoją jakieś barykady na podwórku? Nawet słoneczniki z pewnym niepokojem zerkają zza płota…

Obrazek

Powrót z jakiejś majówki? A może po prostu spacerek?

Obrazek

Utopce straszą nad stawem w księżycowe noce!

Obrazek

Gołębie, stadko kur, koleś z flaszeczką… Aż słychać z tego obrazu gruchanie, ujadanie psa i terkotanie kopalnianych szybów…

Obrazek

A tu dźwięk trąb odbijających się echem od budynków...

Obrazek

I kolejne klasyczne śląskie podwórko… A nie, czekaj.... ;)

Obrazek

Grill na działce, w cieniu kominów

Obrazek


A wiecej TUTAJ: https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... iwnej.html

Bo na przeklikiwanie wszystkiego to nie mam cierpliwosci...
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

Dolnoślązak
bardzo stary wyga
Posty: 2209
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Gdzieś na Górnym Śląsku

Postautor: Dolnoślązak » 02-04-2020 21:13

Te Ranczo to na jakim terenie stoi? Bo jak nie jego to rzeczywiście kiepsko...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4955
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Gdzieś na Górnym Śląsku

Postautor: buba1 » 04-04-2020 19:10

Dolnoślązak pisze:Te Ranczo to na jakim terenie stoi? Bo jak nie jego to rzeczywiście kiepsko...


Nie mam pojecia jakie tam sa kwestie wlasnosci i czyj to jest teren
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4955
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Gdzieś na Górnym Śląsku

Postautor: buba1 » 14-05-2021 19:50

Pyskowice, Bały - niedokończone mosty


Do Pyskowic jeździłam wiele razy. Za czasów podstawówki na zbiory truskawek (pierwszy poranny autobus nr 20 relacji Bytom - Pyskowice to w odpowiednim sezonie był cały napchany dzieciakami. Każdy miał tam swoje plany - jeden trochę zarobić, ktoś inny najeść sie do syta zajumanych truskawek, innym pachniały szerokie przestrzenie i wolność pierwszych w życiu samodzielnych wyjazdów. Jechaliśmy też kiedyś z rodzicami do Pyskowic zawieść znaleziony portfel… Potem niezliczoną ilość razy przemierzałam kolejową linie na trasie Gliwice - Oława, której jedna z nitek przebiega właśnie przez Pyskowice. Tak, patrzyłam przez okno pociągu, ale człowiek czasem patrzy i nie widzi… Kręciliśmy się też kiedyś w rejonie stacji zwiedzając na pół zapomniany skansen kolejowy - kompletnie nie wiedząc, ze kilometr czy dwa dalej czai się takie cudo...

I dopiero w tym roku dowiedziałam się, że nieopodal Pyskowic znajduje się niedokończony węzeł kolejowy, którego budowę rozpoczęto przed wojną za niemieckich czasów - no i nie została ukończona. Czemu postanowili stację węzłową umieścić akurat w podmokłym terenie, który wymaga zbudowania szeregu mostów, a nie np. kilometr dalej? Nie jest to dla mnie jasne...

A stoją tam sobie trzy mosty, prawie jeden na drugim. Pierwszy z nich (ten najmniej ciekawy wizualnie) jest używany przez obecną linie kolejową Gliwice - Opole. Dwa pozostałe, o malowniczych, łukowatych przęsłach, cieszą imprezowiczów i spacerujących. Nie wiem czy kiedyś coś po nich jeździło - jakieś fragmenty podkładów kolejowych się tam walają.

Na cały kompleks składają się jeszcze dwa podwójne tunele, które wyglądają jak wielka betonowa lornetka wrzucona w środek rzeki Drama. Rzeka przepływa zarówno przez tunele jak i obok nich. Wyglądają trochę jak bunkry czy inne hangary. Ich kształt jest zupełnie inny od pobliskich mostów, jak również są dużo niższe, stąd ciężko nam wydedukować o ich planowanym przeznaczeniu.

Do pierwszej z “rur” podchodzimy od strony drogi. Beton malowniczo omszał. Bobry też nie próżnują. A my nie możemy się przebrać przez rzeczke. No cóż, trzeba wyleźć na most kolejowy.

Obrazek

Obrazek

Z góry obserwowany obiekt przedstawia się jeszcze ciekawiej!

Obrazek

Plany wlezienia do środka spełzają na niczym. Woda jest za głęboka nawet na gumiaki. Może kiedyś zaczniemy wozić ponton na takie eskapady!

Obrazek

Obrazek

A to był nasz alternatywny pomysł na pokonanie rzeczki ;) Ale jednak wybraliśmy most kolejowy - mimo nalegań kabaka ;)

Obrazek

A tu widać trzy stojące koło siebie mosty. Pierwszy czynny, po którym śmigają pociągi. Drugi tworzący kapitalną wiatę na imprezy - i w dali filary trzeciego.

Obrazek

Kolejne malownicze przepusty rzeczki.

Obrazek

Rewelacyjne miejsce na biwak, impreze czy ognisko - nawet w czasie burzy czy zamieci śnieżnej! :)

Obrazek

Czynny most kolejowy widziany z ciemnych odchłani pod drugim mostem.

Obrazek

Obrót na pięcie o 180 stopni i widoczek na najwyższy z mostów.

Obrazek

Budowla wykorzystywana jest jako ścianka wspinaczkowa oraz do skoków na linach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Niech się schowają wszystkie zadeptane i obiletowane Stańczyki!

Obrazek

Położone po drugiej stronie mostów betonowe rury bardziej przypadają nam do gustu. Bo łatwo wyleźć na górę.

Obrazek

Obrazek

Omszenie kępkowe :)

Obrazek

A i zajrzeć do środka w miarę suchą stopą.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Poszłam sprawdzić co za tabliczka wala się na wyspie. Jasna sprawa - “miejsce niebezpieczne i ble ble ble”. Można było się domyśleć, że jak miejsce ciekawe, to trzeba zabronić tu bywać. Ale jakiś Włóczykij z małą Mi już tu byli! ;)

Obrazek

Pozostałości starych podkładów. Acz tu mamy wątpliwości czy one nie zawędrowały jakoś później, aby stanowić fragment toru przełajowego dla motocykli.

Obrazek

Wiadukty najładniej prezentują sie razem ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Gdzieś między tym wszystkim, wśród płowych szumiących traw, natrafiamy na malutki bunkierek.

Obrazek

Obrazek

Najwyższy wiadukt jest fajnym punktem widokowym.

Obrazek

Obrazek

Po zejściu z jednego z mostów ślady podkładów prowadzą w las. Nie omieszkamy sprawdzić dokąd nas zawiodą! :)

Obrazek

Obrazek

Również poniżej cały las jest poprzeplatany starym butwiejącym drewnem, w których zapachu zatopiony jest nieodłączny aromat kolei!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Docieramy nad umocnienia otaczające drogę nr 40.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A i kawałek dalej przy szosie stoją betonowe ściany. Chyba miały stanowić przyczułki kolejnego wiaduktu, którego budowa została przerwana na dość wczesnym etapie. Solidna ta inwestycja była tu planowana!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mam nadzieję, że kiedyś tu wrócimy i zrobimy jakąś fajną impreze! :) Bo miejsce rokuje! :)
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4955
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Gdzieś na Górnym Śląsku

Postautor: buba1 » 29-10-2021 17:43

Już po raz drugi zawijamy w okolice Pyskowic celem szukania niedokończonych wiaduktów przykolejowych. Na wiosnę odwiedziliśmy dość znane i popularne Bały (relacja powyzej). Wtedy myśleliśmy, że na tym koniec i już nic więcej nie czai się po okolicznych zaroślach. A tu niespodzianka!
Wracamy więc w te rejony jesienią, mając wyczajone jeszcze dwa inne skupiska betonowych wiaduktów! :)

Pierwsze dwa z nich znajdują się już chyba na terenach miejscowości Czechowice, lekko na zachód od drogi nr 901. Oba są takie jak lubię - znikąd donikąd, łącząc różne kawałki nieużytków porosłych chaszczem.

Ruszamy spod skwierczącego słupa wysokiego napięcia, który nie wiedzieć czemu bardzo ulubiły sobie ptaki.

Obrazek

Jest ciepły, słoneczny dzień, acz klimat nieubłagalnie nadchodzącej jesieni już zdecydowanie wyziera zewsząd wokół.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Rzucone tu i ówdzie w krzakach stare podkłady sugerują bliskość kolei i klimatów, których poszukujemy.

Obrazek

Pierwszy betonowy wiadukt odnaleziony!

Obrazek

Obrazek

Włazimy na górę. Szeroki, przestronny.. Chropawy beton muśnięty zielonością mchów, głównie na łączach płyt i w zagłębieniach przy gzymsach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Widać, że był świadkiem niejednej imprezy. Są ślady po ogniskach, romantycznych nocach we dwoje, a tłuczenie szkła niektórzy podnieśli tu do rangi sztuki. Tutejsze tulipany są wyjatkowo okazałe i jakby równo w jednym miejscu ułożone... Kabak twierdzi, że pewnie ustawili te butelki koło siebie i do nich strzelali. Tak ponoć zabawiali się w jakimś jej rysunkowym filmie i stąd skojarzenie. Im dłużej o tym myślę, tym bardziej dochodzę do wniosku, że ona może mieć racje!

Obrazek

Pod wiaduktem przebiega czynna linia kolejowa Pyskowice - Gliwice.

Obrazek

Obrazek

Dosłownie co chwilę śmiga pod nami jakiś pociąg, co nie muszę chyba wspominać jak wielką atrakcję dla niektórych stanowi :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Widok z dołu. Pewnie nieraz pod nim przejeżdżałam, zupełnie nie mając świadomości, jakie fajne tereny spacerowe rozciągają się nad moją głową!

Obrazek

Obrazek

Zaraz obok widzimy też dwa kolejne wiadukciki, więc idziemy je obadać.

Obrazek

Jednym przebiega torowisko jakiejś bocznej linii, nie wiem na ile nieczynne, a na ile po prostu rzadko używane.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Z mapy wynika, że prowadzi ono w stronę składu kruszyw i stacji pyskowickich kolei piaskowych. Pendolino nas tu raczej nie zmiecie, ale rozglądać się warto.

Obrazek

Obok jest jeszcze jeden wiadukt, do którego nie tak prosto dojść z racji na zakrzaczenie.

Obrazek

Torowiska nie ma, same dechy. Nie wiem więc czy przebiegała tu jakaś linia czy było kładką dla pieszych?

Obrazek

Obrazek

Kolejny duży wiadukt z betonu położony jest blisko torów, ale do nich nie sięga. Całościowo skrywa się w lesie...

Obrazek

a dostępu bronią mocno kolczaste zarośla!

Obrazek

Miała tam chyba w zamyśle śmigać jakaś solidna dwupasmówka!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na górze stopień zarośnięcia nieco większy niż na poprzednim - sporo już trawy a nawet pojawiają się krzaczki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Szczelina oddzielająca pasy ruchu.

Obrazek

Obrazek

A w jednym z zacisznych miejsc stoi piecyk! Takiego ciekawego znaleziska to się tutaj nie spodziewałam! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kolejne urokliwe skupisko nieczynnych wiaduktów znajduje się tam, gdzie ulica Piaskowa przebija się pod torami w rejonie kolejowego skansenu. Wiadukcików jest kilka, jeden koło drugiego, a na ich wierzchu rośnie gęsty kożuch trawy. Można by rozbić namiot! :)

Obrazek

Obrazek

Ostatnim wiadukcikiem przebiega mało uczęszczane torowisko.

Obrazek

Na górę możemy się dostać takimi malowniczymi schodami, porosłymi plątaniną dzikiego wina. Niezwykle urokliwa roślina, zwłaszcza o tej porze roku.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Momentami dojście na wiadukt i przejście nim nastręcza większych problemów ;) Ale dla chcącego i tak się da!

Obrazek

Samo przejście pod owymi wiaduktami ulicą/chodnikiem już samo w sobie jest ciekawe.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I stare latarnie ze ścian na nas zerkają!

Obrazek

Obrazek

Ale nie samymi tunelami i wiaduktami człowiek żyje. Kierujemy się w stronę opuszczonych różnistych budynków i pordzewiałego taboru! :)

cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4955
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Gdzieś na Górnym Śląsku

Postautor: buba1 » 03-11-2021 12:47

Niedaleko od stacji PKP Pyskowice możemy znaleźć kilka opuszczonych budynków. Zapewne dawniej pełniły jakieś funkcje kolejowe, acz dla takiego laika jak ja są one nieznane i owiane tajemnicą ;)

Jeden z nich interesował mnie od zawsze. Ile to razy widziałam go przejeżdżając tu pociągiem i obiecywałam sobie, że kiedyś pójdę go obejrzeć z bliska. Chyba to nietypowy model bo taki na nóżkach. Coś jak domek Baby Jagi na kurzej stopce, ale bardziej symetryczny.

Obrazek

Obrazek

Pod spodem można przejść. Ba! Nawet przejechać, bo przebiega tam całkiem solidna szutrowa droga.

Obrazek

Obrazek

Tu budynek widziany od strony lokomotywowni.

Obrazek

Obrazek

A tu zza torów.

Obrazek

I z daleka. Przeziera przez krzaki i drzewa. Jak maleńka chatynka przedziwnie uniesiona do góry.

Obrazek

Los nam sprzyja! Udaje się wejść do środka!

Obrazek

Strome, kręcone, drewniane schodki prowadzą na górę...

Obrazek

Obrazek

Wszystko tutaj skrzypi. Głównie owe schody. Tego akurat można się było domyślać, jako że stare schody często mają to w zwyczaju. Ale skrzypią też ściany, poręcze, futryny okien targane wiatrem - a każde na nieco inną melodie. Razem sprawia to wrażenie orkiestry. Kabak stwierdza: “tu chyba ktoś jest - i słucha radia!”

Oprócz efektów akustycznych wizualnie przestrzeń też jest ciekawa. Fragmenty muru, drewna, cegieł, metalu, kiedyś były pokryte farbami i lakierami - i wszystko obłazi całymi płatami, sprawiając wrażenie pomalowania w moro.

Większość okien została zatkana dyktą. Nie wiem z jakiego powodu. Chyba żeby myszom nie wiało w razie gorszej aury niż dziś. Bo myszy tu są. I chyba tęsknią za człowiekiem, bo ledwo weszliśmy to dwie wskoczyły mi na buta i zaczęły niuchać. A może moje buty pachną jak smakołyk dla gryzoni?

Obrazek

Aha! Fragment budowli (widoczny na poprzednim zdjęciu) przedstawia ten korytarzyk, który biegnie nad drogą. Tzn. nie jest toto nijak podparte od spodu. Nie poszliśmy więc dalej. Kawałki dykty zatykający dziury w podłodze nie wyglądały zachęcająco. Kabak ma plan - kiedyś przyjedziemy tu wywrotką wypełnioną sianem. Podjedziemy pod budynek i tam zaparkujemy. I wtedy wrócimy do tematu wędrowania tym pomieszczeniem. Bo nawet jak się podłoga obwali - to spadniemy na mięciutkie sianko! Proste? :) Jakby więc ktoś dysponował takim pojazdem - to prosimy o kontakt! ;)

Widoki z okienka zawierają moje ulubione izolatory.

Obrazek

Obrazek

Akuku z wewnątrz i z zewnątrz.

Obrazek

Obrazek

Kolejny namierzony przez nas budynek skrywa się w gęstych krzakach.

Obrazek

Ale iść przez łany szumiącej nawłoci to przecież sama przyjemność!

Obrazek

Ziejące czernią otwory okien zachęcają, aby zajrzeć do środka.

Obrazek

Obrazek

A tam już mało co się zachowało. Wypatroszone maksymalnie. Nawet ścianki działowe między piętrami zajumali.

Obrazek

Teraz zmierzamy tam!

Obrazek

Budynek prezentuje się ciekawie, kojarzy mi się jakby ze starym dworcem.

Obrazek

Na jego fasadzie zachowały się nawet niemieckie napisy!

Obrazek

Obrazek

Chyba ostatecznie tak wyszło, że nie weszliśmy do środka. Część okien była pokratowana, a z jego bocznej części jakoś zdryfowało nas do lokomotywowni i już potem nie wracaliśmy.

Obrazek

A na tyłach bluszcze się wręcz wylewają z okien!

Obrazek

Ciekawie też się prezentowała takowa konstrukcja z drewnianą wieżą.

Obrazek

Obrazek

W środku niestety już nie bardzo jest co oglądać a i strach, że zaraz wszystko runie na głowę.

Obrazek

Po drugiej stronie torów, na skraju placyku z betonowych płyt, stoi sobie taki baraczek.

Obrazek

Obrazek

A obok niego - podjazd do naprawiania samochodów. Konstrukcja ze starych, dobrych czasów, kiedy liczyła się praktyczność, a nie jakieś wydumane pierdoły.

Obrazek

W krzakach nieopodal można namierzyć zarośniętego busa. Ukrywa się skubaniec! Ale wprawne oko poszukiwaczy tak łatwo nie zostanie zmylone! ;)

Obrazek

Płytówka i latarnie z dawnych lat. Szkoda, że już dziś nie mamy czasu powędrować tą drogą dalej...

Obrazek

Ale my tu jeszcze wrócimy!
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4955
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Gdzieś na Górnym Śląsku

Postautor: buba1 » 08-11-2021 20:46

Skansen kolejowy w Pyskowicach ponoć nie jest opuszczony. Podobno nadal ma swoich właścicieli i opiekunów, którzy się nim zajmują. Informacje te pochodzą z internetu, gdy na moją wzmiankę o "opuszczonym skansenie" podniosły się oburzone głosy, że "wprowadzam ludzi w błąd".

O istnieniu tam skansenu dowiedziałam się w roku 2005 i wtedy pojechaliśmy go obejrzeć. Wycieczka nie przebiegała pomyślnie, ekipa będąca w ten dzień na terenie patrzyła na wilkiem i próbowała jak najszybciej się nas pozbyć. Do lokomotywowni nie pozwolili nawet zajrzeć przez dziurę w drzwiach, bo “skansen jeszcze nie jest do końca czynny i udostępniony do zwiedzania”. Wspomnienie nie zostało szczególnie sympatyczne, więc na długie lata został porzucony plan powrotu w to miejsce.

Tegoroczną ciepłą jesienią mieliśmy okazję zwiedzać pobliskie wiadukty, więc będąc tak blisko - postanowiliśmy jednak zerknąć ponownie. I atrakcyjność wycieczki przerosła wszelkie oczekiwania. Planowaliśmy ot wyskoczyć na 15 minut, a zeszło chyba ponad 2 godziny. Przeważnie jest taka zasada, że lepiej nie wracać w znane sobie miejsca, aby nie psuć wspomnień i że kolejna odsłona jest zazwyczaj dużo gorsza od pierwowzoru. Jednak od tej reguły są chlubne wyjątki. I właśnie wizyta w pyskowickim skansenie do takowych należy!

Tuptamy sobie od strony wiaduktów. Mijamy budynek starej nastawni na nóżkach i inne zruinowane budynki. Na jednym z nich wisi stara drewniana tabliczka z mocno zatartym napisem "skansen". To jedyny akcent informujący o istnieniu tu takowego przedsięwziecia, więc gdyby nie nasza wycieczka sprzed kilkunastu lat - to w najśmielszych snach bym nie wpadła, że takowe “cuś” tu istnieje bądź istniało.

Teren nie jest dziki i całkowicie opustoszały. Z drugiej strony ciężko by się było tego spodziewać na obrzeżach całkiem sporego miasta i to jeszcze w weekend. Spotykamy śliniących się do parowozów złomiarzy, którzy macają różne rurki i uchwyty z pożądliwością we wzroku, tak jakby im się już przesypywały przed oczami banknoty. Mijamy zakochaną parkę, która szuka ustronnego miejsca na mniej lub bardziej romantyczną schadzkę. I raczej im się to nie udało za dobrze - bo wpadli na nas. Czy raczej my na nich? Ciężko powiedzieć kto na kogo, ale jedno jest pewne - takie parki zazwyczaj bardzo źle reagują na widok rodziny z dzieckiem ;) Widok rozdziamganego przedszkolaka zdaje się działać jak kubeł zimnej wody na głowę, powodujący rychłe porzucenie zamierzonych planów ;) Trafiamy też na grupkę podrostków, otoczonych drgającym powietrzem i tumanem aromatycznego, konopnego dymu. Proszą nas o ogień w celu odpalenia kolejnych generatorów mgły i zapachu. O dziwo nasza zapalniczka też przestała działać… Dziwne… Trzy w miarę nowe zapalniczki szlag trafia nagle i w tym samym miejscu??

Początkowo zaglądamy na teren lokomotywowni. Tej gdzie niegdyś nie zostaliśmy wpuszczeni. Teraz wielkie, szerokie, drewniane drzwi stoją otwarte i skrzypią na wietrze.

Obrazek

Bez problemu można się wślizgnąć do środka, a dorodne rzepy tylko czekają, aby się wczepić w ubrania. Kabakowi atakują czuprynę. No tak, ona ma łeb dużo niżej niż my.. Chyba 20 kolczastych kulek przychodzi wyskubać z włosków. Jutro poranne czesanie może się okazać dosyć traumatyczne ;)

Skrzyp drzwi zostaje za nami. Otacza nas cisza. Wysokie ściany tłumią wiatr. Znajdujemy się w sporym budynku pozbawionym dachu (tzn. przynajmniej w tej części). “Podłogę” zajmują głębokie jamy (jak kanały do naprawy u mechanika) z przebiegającym nad nimi pordzewiałym torowiskiem. Chyba tu zaglądano lokomotywom pod brzuszki.

Obrazek

Obrazek

Teren porastają już niewielkie drzewka, które zaczynają nabierać cudnych kolorów jesieni.

Obrazek

Ściany z kiściami rur i kabli.

Obrazek

Obrazek

Czasem można wpaść na fikuśny metalowy słupek.

Obrazek

Na terenie ogromnej hali znajduje się szereg małych budyneczków czy wnęk przechodzących w pomieszczenia.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zachowały się w nich jeszcze resztki mebli. Solidne drewniane szafy, stoły, firany tak utkane pajęczyną, że owych pajęczych sieci jest tu już na chwilę obecną więcej niż włókien stworzonych ręką człowieka.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na różnych wpół otwartych drzwiach wiszą pordzewiałe tabliczki, pozwalające jeszcze odczytać dawne przeznaczenie tych miejsc.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Znaleźiśmy też Bukę!!!!!!!

Obrazek

Budyneczki mijamy boczkiem, boczkiem, przez kolejne łukowate korytarzyki, zastanawiając się jak daleko uda się przejść tą halą. Ogromne kraciaste okna pozbawione są już szyb, ale ich miejsce zajęło cudne, czerwone wino. Za ścianą idą jacyś kolesie. Puszczają z telefonu piosenkę i razem z owym telefonem śpiewają: “Wziąć chłopaków na domówke, ugotować parówkę, zaprosić na noc jakąś dupkę”. I fraza się powtarza. Chyba lubią ten fragment. Albo to już cała piosenka? A może to po prostu ich plan na dziś? Śmieszne jest to, że idziemy od siebie w odległości chyba 2 metrów a się nie widzimy. Nie wiem więc jak wyglądali, ile mieli lat i ilu ich dokładnie było. Oni o naszym istnieniu chyba nie wiedzieli w ogóle nic… Bo ostatecznie każdy poszedł w swoją stronę a mur ciągnął się jeszcze bardzo długo… Stopniowo dźwięk piosenki się oddalał aż w końcu zagłuszył go szum pnączy na wietrze...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I tak to docieramy do tej części lokomotywowni, która ma jeszcze dach, więc wszystko czai się w mroku. Tu drzewek jest zdecydowanie mniej, wyraźnie brak światła im nie służy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wciąż trzeba mocno pod nogi patrzeć, żeby nie wlecieć do kanału.

Obrazek

Stoi tu sporo takich metalowych tulei z dziurami, które na pierwszy rzut oka przypominają mi piece.

Obrazek

Jest też trochę jakby resztek taboru - podwozia, kółka, cysterny.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zaglądamy też do bocznych pomieszczeń, przyglądając się różnym starym machinom o często nieznanym nam przeznaczeniu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tabliczki znamionowe mniej lub bardziej czytelne.

Obrazek

Obrazek

Na tym kawałku drewna jakby kilkakrotnie był zmieniany napis? Jakby jeden wyłaził spod drugiego? Ale napewno coś było o 1 maja! Kabak próbuje czytać - “To coś o mnie, prawda? Toż tu pisze “Maja”. Skąd oni wiedzieli, że ja tu przyjdę??” ;)

Obrazek

I sowa się nam przygląda.

Obrazek

Wychylam się z okienka, starając się nie pociąć potłuczonym szkłem, co nie do końca mi się udaje. I widzę wagony! Piętruś! Ale ja uwielbiałam takowymi jeździć! Ostatni raz takim jechałam 10 lat temu wracając z Woodstocku. Podstawili wtedy wagony, które już chyba od jakiegoś czasu stały na bocznicach. Takie z korbką do odkręcania okien. I też miały takie zielone umaszczenie.

Obrazek

Obrazek

No to już wiemy gdzie pójdziemy zwiedzać dalej! Tylko muszę w coś owinąć rozciętą łapę…. Wzięłam na szczęście plastry dla kabaka - mi też z jednorożcem będzie do twarzy ;) Zazwyczaj biorę niby dla niej, a potem zawsze kończy się tak samo… “Oj mama! trzeba uważac!” - komentuje kabak.

Rzut oka na “obrotownie” dla lokomotyw i suniemy w stronę zgrupowanych niedaleko wagonów.

Obrazek

Podchodzimy do miejsca, gdzie w pamięci mi zostało, że niegdyś wchodziliśmy na teren skansenu. Ale chyba się coś pozmieniało. Albo pamięć okazała się zawodna? Dochodzimy do płotu. Przechodzić górą nam się nie chce, zwłaszcza przesadzanie górą 20 kg kabaka nie napawa optymizmem.

Obrazek

Obrazek

Obejdziemy toto, może będzie jakieś dogodniejsze wejście. Z drogi widać trochę parowozów i drewniane mieszkalne okazy zupełnie jak na wczasy wagonowe! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I nagle płot się kończy! Ale byśmy se pluli w brodę, gdybyśmy go forsowali a potem się okazało, że cały wysiłek na nic!

Obrazek

Za ogrodzeniem z siatki stoi część taboru, nie wiem na jakiej zasadzie przeprowadzali segregacje.

Obrazek

Drezynka niczego sobie! :)

Obrazek

Hmmmm… wrzesień 2005? To myśmy tu byli 2 miesiące później. Zatem witaj lokomotywko ponownie! Myśmy się już widzieli! :)

Obrazek

Idziemy połazić tam, gdzie nas płoty nie ograniczają. Na ten parowóz chyba coś dużego kiedyś zleciało! Kurde, a to taki solidny kawałek metalu.. Szkoda, że lokomotywy nie potrafią opowiedzieć swoich przygód!

Obrazek

A tu koła! Muśnięte i rudością, i zielenią!

Obrazek

Kicamy między wagonami! Choć przez chwilę mogę się poczuć jak w czasie podróży pociągami towarowymi! Jak bohaterowie filmików ze wschodu, które namiętnie oglądam!

Obrazek

Ten okaz jakoś najbardziej się udał spotkanym gimnazjalistom. Wszyscy po kolei robili sobie z nim zdjęcia, kręcili filmiki, ustawiając się w różnych wyszukanych pozach ;) Kawałek rury i radości na pół dnia ;)

Obrazek

Tutaj powinna być możliwość noclegu!

Obrazek

Nie tylko mnie chodzi po głowie, aby tu zamieszkać. Niektórzy to nawet wprowadzili w czyn! :)

Obrazek

Gdzie się człowiek odwróci - to jest na czym zawiesić oko! Ta ilość pokręteł, rurek, kolanek, zaworów, kółek, sztab i szlag wie czego jeszcze!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Struktura tabliczki zaczyna już przypominać naturalną skałę...

Obrazek

A tu taki kocioł jak ten drugi, co walał się zdemontowany w lokomotywowni!

Obrazek

Gdybym była tu sama to pewnie na część lokomotyw czy wagonów bym postanowiła wleźć. Jako że ekipa zawiera składniki nieduże - włazimy dosłownie na każdą. Nie ma innej opcji. Takiego placu zabaw to kabak nie odpuści!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Widoki z góry.

Obrazek

W cienistych wnętrzach też nie jest nudno! Ile pokręteł!

Obrazek

Ile tabliczek!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A nie przepraszam! Na ten jeden wagon nie wchodziliśmy. Bo on wyglądał jakby chciał nas zjeść! ;)

Obrazek

Ta lokomotywa to na długo pozostanie w mojej pamięci. Włazisz jej gdzieś pod brzuszek, a tu nagle rozlega się gwizd pociągu. To uczucie napięcia wszystkich mięśni i żelaznej ręki łapiącej cię za gardło… No tak, przecież stacja i czynna linia jest tu obok. Nic w tym dziwnego ;)

Obrazek

Laweta??

Obrazek

Obrazek

“Niech żyje postępowa młodzież całego świata”. Co woził ten przedziwny wagon bez drzwi i okien? Że akurat taki napis na nim umieszczono?

Obrazek

Resztki wspomnienia o kopalni piasku.

Obrazek

Obrazek

A tu artystyczny nieład! Pełne zróżnicowanie formy i treści :)

Obrazek

Obrazek

Urzekł mnie ten podeścik! :)

Obrazek

Drezynka w wersji super mini?

Obrazek

A to ponoć jest orzełek dzidziuś. Bo kiedyś miał w dziobie smoczek - tak jak jedna z kabaczych lal. I smoczek oczywiście się zgubił (u lali także). Zwiedzanie takich miejsc z sześciolatkiem naprawdę odkrywa nowe horyzonty! ;)

Obrazek

Wiele razy mnie pytano czemu lubię opuszczone miejsca i ruiny. Powodów jest sporo, ale jednym z ważniejszych jest to, że w takich miejscach nie niszczy się roślin. I mogą rosnąć swobodnie, bujnie i szczęśliwie. Zapomnieć o kosiarkach, sekatorach i herbicydach. Mogą wreszcie rozwinąć skrzydła i żyć po swojemu. Tam gdzie im wygodnie :)

Obrazek

Obrazek

Tu jakaś suwnica? Dźwig? Wyraźnie coś do załadunku wagonów przejeżdżających dołem!

Obrazek

Obrazek

Do wieży nie udało nam się wejść. Pozamykane :(

Obrazek

Każdy miłośnik aromatycznego tchnienia podkładów znajdzie tutaj coś dla siebie.

Obrazek

Obrazek

Są też pryzmy takich, które wyglądają na nowe… Tak jakby mieli remontować tą nitkę torowiska?

Obrazek

I tak wylądowaliśmy po drugiej stronie TEGO muru. Tego z oknami bez szyb, ale z poczerwieniałą winoroślą. Tego, za którym ekipa śpiewała o parówkach. Teraz my tu idziemy i śpiewamy o jagódkach, a za milczącym murem może ktoś nas słucha i rozważa kim u licha jesteśmy…

Obrazek
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4955
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Gdzieś na Górnym Śląsku

Postautor: buba1 » 22-02-2023 08:37

Już dwukrotnie włóczyliśmy się w przykolejowych okolicach niedaleko Pyskowic, szukając starych mostów, opuszczonych skansenów lub niedokończonych wiaduktów w środku lasu.

Na poprzednich wyjazdach nie udało się jednak zrealizować wszystkich planów. Zabrakło czasu. Wracamy więc kolejny raz w te ciekawe okolice. Tym razem mamy na oku tereny jeszcze za Bałami, położone też przy torach, ale dalej - na północ od szosy nr 40. Najpierw suniemy do zespołu zarośniętych budynków znajdujących się na końcu ul. Mickiewicza.

Główną szosę przekraczają wiadukty kolejowe w otoczeniu wzmacnianych betonem skarp.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Droga wykładana trylinką niknie w dali. To pierwsza informacja, że zmierzamy w dobrym kierunku :)

Obrazek

Między drogą a czynną linią kolejową siedzą w krzakach jakieś resztki budynków. Takie idące raczej "w dół" niż "górę". Wyglądaja na jakieś zbiorniki, coś przemysłowego. Raczej nie jest to zwykła piwnica na ziemniaki. Drzewa mocno już porosły wszystkie wykroty. Latem pewnie ciężko tu cokolwiek dostrzec.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przekraczamy jakieś nieczynne torowisko.

Obrazek

Podchodzimy do bramy. Już sam jej wygląd (nieco nadgryziony i pokryty rdzawym nalotem) sugeruje, że dalej będzie jeszcze ciekawiej. Brama jest przyjemnie otwarta zapraszając gości. W tle żółcą się krzaki forsycji.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W krzakach fajne fanty można znaleźć! :D

Obrazek

Wchodzimy na sporych rozmiarów plac otoczony różnej maści opuszczonymi budynkami. Ilość trylinki narasta.

Obrazek

Skubana nawet wpełzła do wnętrza niektórych hal! :)

Obrazek

Obrazek

Tu chyba mamy mapę otaczającej nas przestrzeni.

Obrazek

Bardzo lubię ten rodzaj latarni!

Obrazek

W halach wala się sporo części samochodowych - tu drzwi, tu zderzak, tu pryzma lusterek. Nie wiem więc czy to pozostałości po dawnych czasach funkcjonowania tego miejsca, śmietnik czy może czyjś składzik?

Obrazek

Kolejna porcja garaży. Sporo ich tu mieli!

Obrazek

Pozostałe budnki przypominają trochę zwykłe bloki, więc pewnie pełniły jakieś funkcje biurowe. Atmosfera trochę przypomina ośrodek wypoczynkowy z dawnych lat. Wręcz by się prosiło obok wyjście nad morze czy jezioro :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mają tu nawet resztki klombów.

Obrazek

Wnętrza biur to stare maszyny i obecne miejsca imprezowe, ścienne gazetki i rozkłady jazdy sprzed lat. Ogólnie nic specjalnie ciekawego i spektakularnego, ale są tacy co lubią sobie pokopać w starych, zapleśniałych papierach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Walają się tu też jakieś dziwne kolorowe kostki - wygląda jak sprasowane śmieci.

Obrazek

Idziemy też dalej w pola, bo spomiędzy traw i innych zarośli majaczy jakiś sporych rozmiarów stary beton. Droga się kończy, zaczyna bagno... Klasyka gatunku! ;)

Obrazek

Obrazek

Mają tu tunel, taki wolnostojący - znikąd donikąd. Wewnątrz tunelu i po bokach również płynie sobie bagnista rzeczka.

Obrazek

Obrazek

Jest też most kolejowy, gdzie z racji na płytkość rzeczki, mamy okazję sobie trochę pobrodzić w namuleniach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Potem przenosimy się z naszą wycieczką na drugą stronę torów. Rozciągają się tu tereny puste, acz mające wyraźnie poprzemysłowy charakter. Co się tu kiedyś mieściło? Nie mam najmniejszego pojęcia i póki co nie znalazłam odpowiedzi.

Nurkujemy w zarośla. Wygląda chyba na żarnowiec, więc późną wiosną będzie tu pięknie i żółto!

Obrazek

Kawałek dalej napotykamy prostokątny, lekko podeschniety stawek, przez środek którego przebiega omszała rura.

Obrazek

Obrazek

Na jej końcu jest ceglana konstrukcja przypominająca nieco studnię lub zatopiony bunkier.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Niedaleko znajdujemy też coś przypominającego zalany schron.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nieopodal znów dziwna konstrukcja. Z daleka przypomina pomnik, z bliżej wieżę z okienkiem, do którego nie ma dojścia. Może to słup dla jakiegoś wiaduktu, który nigdy nie powstał?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ów "gumiennik" to nie jedyna kartka przypięta w okolicy. Są i inne. Może odbywała się tu jakaś gra terenowa? Albo inna działalność miłośników wierzeń starosłowiańskich i ichniejszych demonów? Skądinąd teren całkiem dogodny dla tego rodzaju nietypowych stworzeń.

Obrazek

Z zabudowań (tych, które nieco odrastają od ziemi) napotykamy jeszcze taka budkę nad basenikiem.

Obrazek

Obrazek

Jest też ogromna ceglana studnia.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Sporo jest wokół niewielkich, lichych murków czy głazowisk, które powoli coraz skuteczniej wtapiają się w otaczającą przyrodę. Za parę lat będą już zupełnie przypominać naturalne kamienie...

Obrazek

Obrazek

I to chyba byłoby na tyle jeśli chodzi o napotkane obiekty, które w przypływie dobrej woli można sklasyfikować jako "ruiny". Pozostała część terenu nie nosi już znamion pozostałości budowli - jednak wciąż "pachnie" starym industrialem, którego dawna obecność odcisnęła piętno na otaczającej przyrodzie i ogólnej czasoprzestrzeni.

Są np. duże, regularne płaszczyzny, gdzie nie chce rosnąć trawa - występują tylko mchy i porosty. Ziemia jest pokryta żwirem, żużlem i czy inną szlaką.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zdarzają się mini stawki (duże kałuże? ;)) i pogięte sosny jak na poligonach.

Obrazek

Jest też lasek pełen zapadliskowych lejów, rozpadlin i pagórków, które wyglądają jak nie do końca naturalnie utworzone.

Obrazek

Obrazek

Jeśli ktoś kojarzy jakieś atrakcje w przypyskowickich polach i lasach (nieujęte w tej i innych wspomnianych tu relacjach) - to będę wdzięczna za polecenie! :)
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4955
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Gdzieś na Górnym Śląsku

Postautor: buba1 » 04-02-2026 12:59

Dojazd do Łazisk okazuje się znacznie dłuższy niż przypuszczaliśmy. Pierwszy pociąg zdaje się nie spieszyć. Stoi w Opolu kilkanaście minut, kolejne tyle w Kędzierzynie. Na przesiadkę w Nędzy zdążamy tylko dlatego, że nie byliśmy jedyni i dla grupy około 20 osób konduktor "przytrzymał" kolejny skład. Następny pociąg (relacji jak się nie mylę Racibórz - Katowice) wlecze się jeszcze bardziej. Może to oczekiwanie na nas w Nędzy tak go rozleniwiło? ;) Na dwóch kolejnych maleńkich stacyjkach stoi chyba po pół godziny. Nikt nie wsiada, nikt nie wysiada, nie ma żadnych mijanek. A pociąg stoi. Rozważamy czy się nie zepsuł, bo gasi też światła i silniki. Odnosimy wrażenie jakby czas stanął w miejscu albo w ogóle przestał istnieć. Za oknem świat zdaje się totalnie nieruchomy. Nie ma ludzi, nie ma ptaków, nie wieje nawet wiatr, więc nie porusza się ni ździebełko trawy. Niebo jest dość równomiernie sine, więc ruchu obłoków również nie zarejestrujemy. Współpasażerowie również wpadli w jakiś rodzaj odrętwienia - śpią albo albo gapią się w ekrany swoich elektronicznych urządzeń jak w transie, nawet nie mrugając oczami. Może takie zawieszenie w niebycie jest czasem potrzebne? Może jakoś oczyszcza czasoprzestrzeń? My w sumie szczęśliwie się nigdzie nie spieszymy - przesiadka już zaliczona, miejsce noclegowe wpuści nas całodobowo. Zawieszamy się więc tak samo jak wszechświat wkoło nas. Ten widok mam przed oczami przez pół godziny. Albo przez całą wieczność bo nie wiem czy zegarki pokazywały prawdę.

Obrazek

W Łaziskach jesteśmy już po zmroku, z chyba półtoragodzinnym opóźnieniem. Przemykamy ciemnymi uliczkami, ciesząc się budynkami o elewacjach z czerwonej cegły albo w ogóle pomalowanych w ciekawe murale.

Obrazek

Obrazek

Przemierzamy tereny będące kwintesencją tego naszego cyklu zimowych wyjazdów pt: "małe, zadymione miasteczka". Wieczór jest mroźny - pizga okrutnie, mimo że ubraliśmy się jak na biegun. Ludziska też się grzeją jak mogą, a powietrze przesiane kryształkami lodu nie pozwala się dymom rozproszyć zbyt szybko, tworząc półstałe, stabilne formy. Pełgające latarnie i płożące się cienie dodają całości nieco mrocznej atmosfery. Mimo że przeważnie temu zaprzeczam, w takich chwilach muszę się przyznać do błędu - tak, zima czasem ma urok :)

Obrazek

Do miejsca noclegowego docieramy od tyłu. Brama zamknięta, nie ma żadnych szyldów więc rozważamy czy forsować płot górą czy nam jakiś pies nogawki wyszczypie? Czy to w ogóle jest to miejsce co trzeba? Dzwonimy na posiadany numer. Tak, miejsce właściwe, ale nikt nigdy nie przyszedł od tej strony. Babka szuka kluczy, aby otworzyć dawno nieużywaną bramkę. Obiekt obecnie działa głównie jako kwatery pracownicze - klasycznych turystów w Łaziskach chyba nie ma zbyt wiele. Oprócz nas zasiedliło się tu kilku budowlańców.

Obrazek

Rano ruszamy w stronę Łazisk Średnich - naszego głównego celu wycieczki. Dojechaliśmy do Górnych i tam też nocowaliśmy. W Średnich nie znaleźliśmy żadnego noclegu, a i dojazd był bardziej skomplikowany ze względu na chyba boczniejszą linię.

Mijamy niby zwykły blok - ale z wieżami!

Obrazek

Przejścia dla pieszych oznaczone potrójnym dzieckiem w różnych formach przestrzennych. "Dziecko" oczywiście musi je wypróbować ;)

Obrazek

Podążamy ulicą, która zmieniła nazwę, ale stare elewacje pamiętają...

Obrazek

Zabudowa powoli zanika, zagłębiamy się w zagajniki.

Obrazek

Śniegu coraz więcej... Jak to jest? Ponoć mamy teraz bezśnieżne zimy, często nawet w górach. A jak buba ruszy się na krok z Oławy to od razu wpada w śnieg po kostki.

Zarośla się przerzedzają, a przed nami wyrasta wielka góra.

Obrazek

To Hałda Skalny, która z daleka przypomina wulkan ze spłaszczonym wierzchołkiem. Kiedyś wykazywała również inne cechy wulkanów - jej wnętrze się żarzyło, unosiły się dymy, a podłoże było gorące i ponoć niektórym nadtapiały się buty na wycieczkach w to miejsce. Teraz hałda jest już "zrekultywowana" i robi za park miejski dla miasta. Acz szlag wie co tam naprawdę wciąż czai się w jej wnętrznościach? Na szczyt można wejść drogą, która jednak strasznie się wije i tym samym mocno nadkłada odległość.

Obrazek

Idziemy więc na przełaj - po prostu pod górę.

Obrazek

Wyleźlim!

Obrazek

Obrazek

Hałda świetnie obrazuje absurdy obecnego świata - na szczycie jednocześnie znajdują się parkowe ławeczki, prawie górska tablica z wysokością (389m n.p.m.) jak i ... zakaz wstępu :D Czekaj... to dla kogo te ławeczki i tabliczki postawili??? Dla owych przestępców, którzy pragną wtargnąć tu nielegalnie, bo wiedzą, że prawem to można sobie jedynie d... podetrzeć??

Obrazek

Obrazek

Postawiono tu również pomnikowy wagonik kopalniany.

Obrazek

W pogodne dni można ponoć z hałdy zobaczyć beskidzkie szczyty, a niektórzy przebąkują coś nawet o wschodnich częściach Sudetów czy Tatrach. Dziś możemy podziwiać jedynie industrialny krajobraz miasta u podnóża - elektrociepłownię, kopalnie, bloki, rury, wciśnięte pomiędzy zakłady przemysłowe kamienice. I inne hałdy zamykające widnokrąg.

Być może widoki nie powalają. Być może cały otaczający nas dziś świat wygląda jak ogladany przez brudną szybę. Ale też może dzięki temu jesteśmy na szczycie sami? Spędzamy tu chyba z pół godziny robiąc zdjęcia i mały piknik przy wagoniku. I nie ma nikogo więcej. Coś za coś. I trzeba przyznać, że dzisiejsza pogoda bardzo pasuje do naszych "małych, zadymionych miasteczek" :)

Sporą część widoku zajmują zabudowania KWK Bolesław Śmiały.

Obrazek

Różne kopalniane fragmenty na zbliżeniu. Fajnie tak choć z góry pozaglądać w miejsca, które zazwyczaj są trudnodostępne dla zwykłego turysty. Zsypy, krzyżujące się taśmociągi, jakieś baseny, odstojniki czy inne bajora z nieznaną mi cieczą.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tu widzimy opasane rurami osiedle przy ulicy Zwałowej i Długiej, zwane też Wietnamem. Zawędrujemy tam nieco później.

Obrazek

Obrazek

Kładka nad torami, którą będziemy chodzić polując na wagoniki. I bloki w tle, które jakimś cudem unikneły oblepienia styropianem i pomalowania na łososiowo. Nieczęsto już takowe można zobaczyć.

Obrazek

Obrazek

Dom przy rurze położony wśród zaoranych pól.

Obrazek

Inne hałdy zamykające horyzont. Tam też pójdziemy :)

Obrazek

Dwie wieże.

Obrazek

Produkcja chmur trwa na bieżąco ;)

Obrazek

Obrazek

Zimowe wycieczki wymagają systematycznego dogrzewania się :)

Obrazek

Schodzimy nieco inną drogą.

Obrazek

Wszędzie prześladują nas wulkany! :P

Obrazek

Mijamy budynki z ciekawą, przestrzenną mozaiką.

Obrazek

Obrazek

Solidne pokrętła na skrzyżowaniu rur.

Obrazek


cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4955
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Gdzieś na Górnym Śląsku

Postautor: buba1 » 16-02-2026 10:41

Po zlezieniu z hałdy kierujemy nasze kroki w rejon kopalni. Pierwsze co nam się rzuca w oczy to fajna mozaika.

Obrazek

Obrazek

I daszki nad pobliskimi parkingami. Teraz są ażurowe, ale chyba kiedyś auta tutaj nie mokły na deszczu.

Obrazek

Kopalnia Bolesław Śmiały reklamuje się jako jedna z najstarszych w Polsce. Ponoć jej początki sięgają XVIII wieku, choć wtedy występowała pod inną nazwą. Na chwilę obecną kopalnia wciąż działa, acz pojawiają się pogłoski o jej nierentowności i możliwości zamknięcia na przestrzeni najbliżsyzch kilku lat.

Głównie sprowadziła nas tu kładka. Jej zdjęcie znalazłam kiedyś w internecie na "Tak widzę Śląsk" ( https://www.facebook.com/TakWidzeSlask ) Skądinąd w ogóle rewelacyjna stronka - jak ktoś lubi śląskie zaułki i nieoczywiste miejsca. Widok z kładki mnie totalnie rozwalił - idziesz i jakby cię prowadziło przez środek terenu kopalni! :) Nie ma opcji - w takie miejsce trzeba zaraz jechać, zwłaszcza że ostatnimi czasy panuje jakaś obłędna moda na masowe niszczenie kładeczek nad torami.

No więc jesteśmy!

Obrazek

Już na pierwszych metrach kładki przechodzimy pod taśmociągiem. Strasznie lubię takie krzyżujące się w przestrzeni przemysłowe ciągi komunikacyjne.

Obrazek

A zaraz potem kolejny powietrzny tunel. Można też poklepać grubą rurę, owiniętą w jakieś zapewne azbestowe koce.

Obrazek

Koła wyciągowe sobie leżą pod płotem. Wypoczywają? Czy raczej szykują w jakąś daleką drogę?

Obrazek

Torowisko wyjazdowe jest puste - widać dzisiaj węgiel nie podróżuje.

Obrazek

Jakieś przytorowe mechanizmy nieznanego dla mnie przeznaczenia.

Obrazek

Widok na hałdę dodaje klimatu. Chwilę wcześniej byliśmy tam na górze.

Obrazek

Jednak największą przykopalnianą rewelacją są wagoniki! Nigdy jeszcze nie widziałam takiego ich nagromadzenia! W Bytomiu zdarzały się z rzadka i raczej pojedynczo, często w formie pomnikowej lub w miejscach zupełnie niedostępnych, gdzie dla zdjęć trzeba było przeskoczyć jakiś płot albo wbić w miejsca, gdzie cię cieć lub jego pies za tyłek łapie. Nawet kiedyś specjalną zbiorczą relację o nich zrobiłam: https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... oniki.html

A tu wagoniki sobie stoją masowo i pozują do zdjęć. W różnych formach, kolorach i konfiguracjach. Niektóre puste, inne załadowane różnym towarem - złomem, śmieciami, kostką brukową. Część stoi na torach - jakby to był krótki przystanek i zaraz miały pojechać ku swemu przeznaczeniu. Inne mają daleko do torowiska i stoją samotnie wśród innych metalowych kawałków jakby przygotowanych do oddania na złom... Toperz się śmieje, że ta kładka to specjalnie urządzony "plener fotograficzny dla bub" :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Oplecione, splątane krajobrazy.

Obrazek

Obrazek

Schodzimy po drugiej stronie torów.

Obrazek

Przed nami niewielkie osiedle. Ulica Zwałowa i Długa.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kilka kamienicopodobnych budynków wciśniętych między kopalnię, hałdę i tory kolejowe. Jakby na półwyspie! A z czwartej strony - pola uprawne. Ciekawe połączenie :)

Obrazek

Obrazek

Nie wiem jakie były początki tej dzielnicy - czy były tu może mieszkania dla pracowników kopalni, że taka nietypowa lokalizacja? Miejsce jest ponoć nazywane "Wietnamem" i ma nienajlepszą sławę. Mówią, że mieszkają tu osoby eksmitowane z innych lokali a przestępczość czy problemy alkoholowe są zdecydowanie większe niż w innej, losowo wybranej dzielnicy Łazisk. Jak to jest, że nawet idąc w ciemno - zawsze odnajdę takie rejony? Jakiś instynkt mnie chyba prowadzi - tak samo jak na poligony!

Acz w sumie może to tylko głupie plotki? Będąc tam nic niepokojącego nie zauważyliśmy, a informacje o "złej dzielnicy" pochodzą od rozmówców z drugiego końca miasta albo z otchłani internetu.

To już drugie miejsce (w poprzedniej relacji była to ul. Świerczewskiego), gdzie nie ma tabliczki z nazwą ulicy - tylko napisane było bezpośrednio na murze.

Obrazek

Kładka dla ludzi i kładka dla rury widziana z ulicy Zwałowej.

Obrazek

Obrazek

Wielka rura mija zabudowania i uchodzi w pola. Podążamy jej śladem.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Rura wali prosto do elektrociepłowni zamykającej horyzont.

Obrazek

Różne ciekawe pokrętła.

Obrazek

Obrazek

Oczywiście cały czas towarzyszy nam widok na hałdę - tego giganta to chyba zewsząd tutaj widać.

Obrazek

Szare blokowisko, wagony i krety.

Obrazek

Przy kopalni stoi pomnik górnika. Opisany po śląsku.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Skądinąd ciekawe, że na ulicy, w sklepach, w knajpach w Łaziskach dużo częściej słychać jak ludziska gadają po śląsku (do siebie nawzajem albo do telefonu) niż np. w Bytomiu. W Bytomiu to jest rzadkość. I nie mówię o tym, że ktoś wplecie czasem jakieś lokalne słowo albo ma specyficzny akcent. W Łaziskach kilkakrotnie przysłuchiwałam się rozmowom i nie powiem, żebym wszystko zrozumiała.

Drugim pomnikiem w podobnym stylu jaki spotkaliśmy (ale w innym miejscu - w Łaziskach Górnych) jest „paradnie łobleczono Łaziszczonka”.

Obrazek

Obrazek

Czy podobnych pomników jest więcej w mieście czy tylko te dwa??

Potem kierujemy się ku kolejnej hałdzie. Teren się wznosi.

Obrazek

Mijamy płotki z wkopanych opon - zawsze jakoś mnie cieszy taki widok. Najlepiej jakby opony były jeszcze pomalowane na kolorowo albo we wzorki :)

Obrazek

Samotna kamienica wśród jednorodzinnej, niskiej zabudowy.

Obrazek

Mijamy kościół, którego okienko przypomina mi koła szybowe. Czy to przypadkowa zbieżność czy komuś tak w duszy zagrało? ;)

Obrazek



cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4955
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Gdzieś na Górnym Śląsku

Postautor: buba1 » 18-02-2026 23:15

Kolejna łaziska hałda, na którą zmierzamy, jest znacznie mniej imponująca i spektakularna niż jej poprzedniczka. Zwie się Marta Waleska i ma wysokość 315 m n.p.m. Kiedyś w owym miejscu znajdowała się kopalnia o tej nazwie. Podnóża hałdy porastają zagajniki, gdzie można napotkać różne pozostałości przypominające o industrialnym charakterze tych miejsc.

Pozarastane chaszczem betonowe podpory - może do jakiegoś rurociągu widmo?

Obrazek

Wąski, obetonowany kanał niknie za zakrętem.

Obrazek

Krajobraz staje się coraz bardziej górski. A ślisko jest upiornie!

Obrazek

Obrazek

Szczyt hałdy jest płaski i wypełniony wizgiem samochodzików. Oprócz nas jest tu rodzina z dwojgiem dzieci i właśnie wypróbowują możliwości jezdne zdalnie sterowanych, zabawkowych terenówek. Autka się więc zakopują, przewracają, zderzają i ich silniczki wyją przepotwornie.

Widoki są jeszcze bardziej zamazane niż w południe - no cóż... wieczór się robi, powietrze gęstnieje. Ale wszystkie dobrze już nam znane, okoliczne miejsca bez problemu możemy wypatrzeć. Jest więc wielka hałda, jest kopalnia i jej wieże szybowe, elektrociepłownia czy kościół z dziwnym okienkiem.

Obrazek

Na zbliżeniu - niknące we mgle giganty.

Obrazek

Obrazek

Wracamy do miasta. Widok hałdy Skalny jednak nas nie opuszcza ;)

Obrazek

Wręcz mogę powiedzieć, że ów temat nas prześladuje! ;) Pojawiając się nawet w miejscach zupełnie niespodziewanych!

Obrazek

Suniemy w stronę linii kolejowej.

Obrazek

Opuszczony budynek stacji PKP Łaziska Średnie.

Obrazek

Obrazek

Sama linia działa - przy nas 3 pociągi przejechały.

Obrazek

Ściemnia się już, więc obieramy kierunek powrotny. No bo przecież po zmroku to już nic nie zdziałamy - ani nie pozwiedzamy, ani zdjęć nie porobimy. Na tym etapie jeszcze nie wiem jak bardzo się mylę w tych osądach :)

Początkowo przemierzamy tereny wiejskie - z aleją zabytkowych dębów.

Obrazek

Obrosłe bluszczami domostwa.

Obrazek

Przydrożne kapliczki, przywodzące na myśl jakieś sielankowe, podlaskie rozstaje.

Obrazek

Droga doprowadza nas do zabudowań elektrociepłowni. Bliżej już się chyba nie da. W zapadającym zmroku po szarym dniu ta fabryka chmur ma wygląd nierealny i przytłaczający swoim ogromem. Światło latarni rozszczepia się na gęstniejącej mgle i odbija w mokrej nawierzchni drogi. Nad nami wisi niebo pocięte dziesiątkami skwierczących przewodów. I wszędzie pełno odcieni szarości - na szarym niebie wirujące w różnistych deseniach wyziewy chłodni kominowych.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I pustka, rzecz tak rzadko spotykana w obecnym, wszędzie i zawsze zatłoczonym świecie. Jesteśmy tylko my i ta wąska nitka asfaltu mijająca gigantyczny zakład. Czasem tylko przemknie pociąg. Zaraz obok. Ale pociąg też zazwyczaj jest pusty.

Obrazek

Mijamy chatki z ciemnej cegły, o niesamowicie maleńkich okienkach.

Obrazek

Nasza droga się kończy. Jej dalsza część zdaje się wchodzić na zamknięty teren przemysłowy i gdzieś tam zanikać, rozłazić się czy prowadzić prosto do kotłów czy gardzieli taśmociągów. Początkowo próbujemy obejść skwerami, ale widok matki z czworgiem dzieci walących tą drogą, jakby prosto przez zakład, zachęca nas by również tej trasy spróbować. Może jednak jest to ogólnodostępna droga? Zabudowania elektrociepłowni już minęliśmy - tu mamy hutę.

Od czasu przejazdu tramwajem przez środek chorzowskiej huty (lat temu prawie 40) nie byłam nigdy tak blisko działającego zakładu tego typu. Nad głowami krzyżują się ogromne taśmociągi, a wydawane przez nie dźwięki sugerują, że coś tam się przesypuje, bo hurgocze potężnie.

Obrazek

Obrazek

Jest już zupełnie ciemno, ale dzięki stojącym gdzieniegdzie latarniom i lampom oświetlającym teren działającego kombinatu - jest szansa porobienia zdjęć. Za parkanami z pogiętej, falistej blachy widać odblaski żywego ognia - chyba z wielkich, hutniczych pieców. Momentami mamy wrażenie, że cały obiekt zaraz nam runie na głowę, bo kilkanaście metrów od nas następuje jakiś rozładunek i echo tych dźwięków dzwoni w uszach jeszcze sporo czasu później. Strzypy, wizgi i chrzęszczenia jakiś pracujących zaraz obok gigantycznych maszyn. Do tego zapach - tak zupełnie nowy, nieznany, acz kojarzący mi się z czymś niezmiernie pozytywnym. Jeżeli na mnie, na starej babie, która już niejedno widziała, ten spacer obrzeżem huty robi duże wrażenie - jakie emocje wywołuje to u kabaczka! :) Kabak nigdy nie jechał tramwajem, w którego oknach odbijał się żar martenowskich pieców. Ba! ona nigdy nie widziała starego, dobrego, prężnie działającego Śląska, na którego kawałek ja czy toperz mieliśmy jeszcze okazję się załapać. Kabak ma więc oczy jak spodki, zapomina o bolących nóżkach i zdecydowanie stwierdza, że jest to najfajniejsza i najciekawsza część naszej dzisiejszej wycieczki. No bo jest. Niezaplanowana, a niepomiernie udana. A tam, na dworcu PKP Łaziska Średnie, oficjalnie obwołaliśmy koniec wycieczki - bo nam się skończył dzień. Miał być tylko powrót, przez nudną i nijaką ciemność obrzeży miasta. A los jak widać postanowił nam podrzucić podarek na ten wieczór! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Rejony najbardziej spektakularnego buchania wyziewów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A w oddali błyska elektrociepłownia.

Obrazek

Pełni wrażeń z udanego, dobrze spędzonego dnia, wracamy na nasz nocleg. Zostawiamy plecaki i ruszamy na poszukiwanie knajpy. Namierzyłam nieopodal taką jedną, która i wyglądała sensownie, i można tam zjeść, i opinie miała takie jak trzeba. Acz gdy wkraczamy na osiedle domków jednorodzinnych zaczynam mieć obawy. Knajpa? W takim miejscu? Chyba jednak pomyliłam adres...

Obrazek

Okazuje się jednak, że dobrze dotarliśmy. Obiekt zwany "Zośka" jest właśnie tu i co najważniejsze - jest otwarty.

Obrazek

Miło spędzamy tu trochę czasu, wsród stałych bywalców, głównie starszych panów popijających wódeczkę i grających w karty. Jak to ktoś z miejscowych powiedział: "tu bywają same dinozaury" - co nasze zdjęcie zdaje się potwierdzać ;)

Obrazek

Tak się kończy nasza łaziska przygoda. Na powrocie, w innych miasteczkach, mijamy jakieś kolejne kopalnie. Może kiedyś i tu zawędrujemy? Póki co musimy się zadowolić fotografowaniem przez brudne szyby pociagu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I znów przesiadka w Nędzy, ale tym razem na spokojnie, z zapasem czasowym. Mamy więc możliwość by przyjrzeć się sporemu budynkowi stacyjnemu, który obecnie jest opuszczony i szczelnie pozamykany.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ile tam w środku jest pomieszczeń! i każde kiedyś spełniało jakąś fukcje. A teraz to wszystko stało się niepotrzebne, mimo wciąż działającej linii? No w sumie poczekalnia niepotrzebna - niech pasażerowie sobie mokna i marzną na peronie. Kible niepotrzebne - niech oczekujący trzymają albo idą w krzaki. Kasy niepotrzebne - niech konduktor ma dodatkową robotę ze sprzedażą biletów. I tak dalej... Z takim podejściem to faktycznie większość rzeczy można wyeliminować...

Krótki spacer po najbliżej okolicy.

Obrazek

Obrazek

Już mamy nadzieję, że znaleźliśmy jakiś schron, ale to tylko niewielka, zaśmiecona piwniczka. A z zewnątrz wyglądał całkiem rokująco!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Więcej nie połaziliśmy bo już wjeżdża nasz pociąg.
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4955
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Gdzieś na Górnym Śląsku

Postautor: buba1 » 23-02-2026 12:09

Dzień jest mroźny i szary, ale zdarzają się momenty, że na chwilę błyśnie słońce przez niewielką dziurę w chmurach. Ruszamy z Miechowic i podążamy ulicą Relaksową. Mijamy osiedle fińskich domków. Niektórzy z ekipy ochoczo nawiązują kontakt z każdą zamarzniętą kałużą.

Obrazek

Przechodzimy groblami przez teren wędkarskich stawów.

Obrazek

Obrazek

Dalej nasza trasa wiedzie skrajem hałdy. Kiedyś była tu wielka, czarna pryzma. Nieco upiorna i wielka pod niebo. Potem w tajemniczych okolicznościach zniknęła i pozostał jedynie żuzlowy płaskowyż, który z roku na rok mocniej porastają krzaczyny i głównie iglaste zagajniki.

Obrazek

Obrazek

Wielkie kałuże, pozamarzane w ciekawe desenie, od czasu do czasu urozmaicają krajobraz.

Obrazek

Tak docieramy na Osiedle Młodego Górnika. Przemykamy gdzieś przy garażach.

Obrazek

Nad ulicą Pod Borem przekładają się rury. Zrobili im fajny wiadukcik, taki z kratownicy.

Obrazek

Obrazek

Dalej idziemy ulicą Ziemską, gdzie mijamy szyb "Gigant", niegdyś należący do KWK „Rokitnica” – „Pstrowski”. Potem miejsce zaczęło prowadzić działalność jako Zakład Górniczy „Siltech”.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przed budynkami stoi jakaś instalacja artystyczna uformowana z dawnych kopalnianych mechanizmów.

Obrazek

Obrazek

Skręcamy tu w bok, w żwirową drogę prowadzącą w chaszcze.

Obrazek

Rozciągają się tu nieużytki, porośnięte młodym lasem i całe usiane przemielonym betonem. Kilka budynków się zachowało, acz ich stan jest mocno nadgryziony. Nigdzie nie udało mi się znaleźć informacji jakie dokładnie było ich przeznaczenie, ale przypuszczalnie coś związanego z kopalnią "Pstrowski". Gdzieś ktoś wspominał, że mógł też tu być zakład zajmujący się przerabianiem hałd.

Pierwszy budyneczek. Coś jakby stróżówka?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Drugi też niepozorny, ale dwupoziomowy. Jedno jest pewne - zwiedzanie tego terenu latem chyba w ogóle nie wchodzi grę. Zapewne jest jeden wielki chaszcz, który całkowicie zakrywa szczątkowe pozostałości dawnych czasów.

Obrazek

Obrazek
(zdjęcie zrobione przez Staszka)

Kiedyś tu mieli posadzki w szachownicę.

Obrazek

Tu zachowała się nieco większa buda. Skądinąd ciekawe jaki mieli algorytm burzenia tego terenu? Że jedne budynki przemielili a inne zostały?

Obrazek

Obrazek

W środku bez szału. Acz przed deszczem można się schronić.

Obrazek

Obrazek

Jedynie na strukturach lodu można oko zawiesić.

Obrazek

Obrazek

Nieopodal stoi też trójnogi, betonowy słup, który bardzo przypomina takowy napotkany niegdyś nad stawem Trójkąt: https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... t-dwa.html . O tamtym mi napisali w komentarzu, że to "podpora kolejki linowej do transportu węgla z kopalni Castellengo (dzisiaj "Siltech" na Osiedlu Młodego Górnika) do huty Julia na Bobrku". Może więc ten też??

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zaraz obok napotykamy coś jakby upadowa. Już już mam wizję zajrzenia w czeluście jakiejś sztolni, ale niestety wnętrze jest zalane.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dalej jest jeszcze kilka totalnie rozwalonych budynków. Jeden mocno nadfajczony - chyba to miejsce używane do opalania kabli.

Obrazek

Obrazek

Napis obok raczej nie współgra ze wspomnianą działalnością ;)

Obrazek

Nie wiem co tak konsekwentnie wygryzło cegiełki na tej ścianie?? Dziwnie to wygląda!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przedzieram się jeszcze przez kolczaste krzaki i wpadam w wykroty, aby się dostać do kilku szkieleto - wydmuszek. Nic ciekawego tu nie znajdę, ale skoro już żeśmy tu przyleźli - to warto obczaić wszystko. Reszta ekipy decyduje się poczekać na drodzę, nie podzielając tak daleko posuniętego obłędu eksploracyjnego ;)

Obrazek

Obrazek

Jedno jest pewne - opon to tu nie brakuje.

Obrazek

Mijamy niewielkie osiedle otoczone zagajnikami, położone u zbiegu Ziemskiej i Szybowej. Rury, stare garaże, dużo zarośli - fajne miejsce!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Gdzieś przy drodze. Początkowo myślałam, że ogródek, ale chyba raczej składowisko? Rośliny by się już nie zmieściły ;)

Obrazek

Koksownia Jadwiga bucha dymami i zieje ogniem.

Obrazek

Zaraz potem mijamy miejsce, gdzie jeszcze niedawno stał szyb Mikołaj. Też należał do kopalni "Pstrowski". Był szybem wentylacyjnym. Śliczny był - taki nietypowy, malutki. Ze zdjęć znalezionych w necie wynikało, że nawet na wieżę z kołem szybowym dało się bez problemu wejść. Od kilku lat planowałam się tu wybrać. Myślałam o nim podczas każdego pobytu w Bytomiu, ale jakoś nie mogłam się zebrać. Głównie brak towarzystwa stawał na przeszkodzie. Gdy ekipa się w końcu znalazła i wyruszyłam we właściwą stronę - szybu już nie ma. Nie zdążyłam. Rozebrano go w czerwcu 2025. Został pusty, rozorany plac... Głównym powodem było ponoć to, że "buczał" i to przeszkadzało mieszkańcom.
Czemu nie przyszłam tu sama? Toż to z Miechowic kilka kilometrów! Na rowerze bym była w 20 minut. Cóż... Smutno... I wściekłość na siebie samą chce mnie rozerwać od środka. A na pewno to taka porządna nauczka, że nie wolno nic odkładać na później, na kiedyś, na lepszy czas. Bo potem się okazuje, że magiczne "kiedyś" nie nadejdzie już nigdy :(

Zdjęcie z googlemaps. Już historyczne :(

Obrazek

Główny cel naszej dzisiejszej wycieczki ma charakter kolejowy. Zwany jest mostem, choć żadna rzeka pod nim nie płynie ;) Aby się tam dostać trzeba skręcić z ulicy Drzymały w torowisko i kawałek nim przejść. Docieramy do krzyżówki drogi z dawną linią kolejową. Wszystko jak trzeba. Tylko... kolej przebiegała na wysokim wiadukcie, na który trzeba się wspiąć po dosyć stromej skarpie. Nie wszyscy z ekipy są jednakowo zachwyceni tą niespodzianką ;)

Obrazek

Nie wiem jak to rozumieć? Ostrzeżenie, żeby barierek nie zabierać i nie oddawać na złom?? ;)

Obrazek

Wyleźlim na górę. Przechodzimy przez wiadukt, który ma fragmenty nieco nadwątlone przez czas i różne inne okoliczności ;)

Obrazek

A w tle już widać nasz obiekt!

Obrazek

Przyjemnie się wyłania z płowych traw!

Obrazek

To most zsypowy "Wojciech", który powstał na początku XX wieku. Służył do wyładowywania wagonów z piaskiem. Działał zgodnie z przeznaczeniem do końca 2020 roku. Potem most przeznaczono do likwidacji, a tory zostały rozebrane. Prawie w ostatniej chwili most został uratowany dzięki staraniom różnych organizacji zrzeszających miłośników kolei i wpisano go do rejestru zabytków. Szkoda, że została zlikwidowana tutejsza linia kolejowa - to dopiero musiało być ciekawe patrzeć jak podjeżdżają pociagi, jak z tego mostu sypie się piach. Na takie atrakcje niestety już nie zdążyliśmy. No ale grunt, że most się zachował i możemy się dziś nim nacieszyć! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Bokami biegną kładki dla pieszych. Można więc przemierzyć most wygodniej niż skacząc po podkładach. Są też oczywiście tablice - znaki bubowego szlaku atrakcji :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
(zdjęcie zrobione przez Staszka)

I nieco przymglone widoczki podziwiane z góry.

Obrazek

Przy moście robimy sobie piknik. Są kanapki, herbata, makowiec i nalewki. Trochę połazilismy więc wszyscy zgłodnieli. A i nieco rozgrzać się warto :)

Obrazek

Obrazek

Wracamy.

Obrazek

Wieczorne promienie podświetlają dymy i odbija się w taśmociągach.

Obrazek

Obrazek

Zachód słońca dobrze się prezentują nad zbiornikami wodnymi :)

Obrazek

Gdzieś na Osiedlu Młodego Górnika, gdzie bloki przeplatają się z działkami.

Obrazek

Obrazek

Nad stawem. Wierzba jak ucho igielne.

Obrazek

Na chwilę na naszej hałdzie błysnął odblask zachodu.

Obrazek

Większość trasy przemykamy jednak już o zmierzchu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Krótki zimowy dzień kończymy konsumpcją nalewek w Miechowicach :)
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4955
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Gdzieś na Górnym Śląsku

Postautor: buba1 » 26-02-2026 10:48

Zima. Jeden z najkrótszych dni w roku, więc i wycieczka nie może być zbyt długa. Zatem Rokitnica. Przy miejscowym dworze byłam kilkakrotnie, ale akurat zawsze był zamknięty. Kiedyś się mocno nadpalił, potem ktos go kupił i remontował, później znów był na sprzedaż. Niewielki to obiekt i nie jakiś wielce spektakularny - ot dom wyróżniający się jedynie obecnością wieży.
Hmmm... Ciekawe co tam siedzi w tej zamurowanej piwnicy?? ;)

Obrazek

Obrazek

Dziś jednak szczęście postanawia się do nas uśmiechnąć - drzwi są otwarte! :)

Obrazek

Nurkujemy we wnętrza prawie z całkowitą pewnością, że za wiele do oglądania tam nie będzie. A tu niespodzianka! Ścienne malowidła! Farba już fest się łuszczy, ale jeszcze sporo widać.

Obrazek

Motywy roślinne, jeziorka, zamki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I całkiem porządny kominek tu mają.

Obrazek

Czy tylko mnie się wydaje, że ten biały budynek po prawej stronie - to jest ten, w którym się znajdujemy? W takim razie gdzie ta brązowa ruinka z wieżą i paprociami na dachu? hmmmm....

Obrazek

Gospodarza nie spotkaliśmy, acz zapach czasem sugerował, że coś może być na rzeczy ;)

Obrazek

Strychy wyraźnie noszą ślady nie tak dawnego remontu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ważny obiekt architektury drewnianej również tu odnajdziemy! :)

Obrazek

Suniemy potem w miejsce, gdzie kiedyś był basen. Ciekawe czy coś z niego zostało, bo to już kawałek czasu minęło jak się tu przychodziło popływać. Jakieś 30 lat? ;)

Główna niecka basenowa porządnie zarosła krzakami. Ciężko by nawet rozkminić co to za betonowy placyk - gdyby nie znać osobiście historii.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Niebieska górka w środku lasu.

Obrazek

Gdzieniegdzie nawet beton równo szuwarem zakryty.

Obrazek

Kiedyś musiało tu mocno wiać - duże drzewa połamane jak zapałki...

Obrazek

Obrazek

Mniejszy basen zachował jeszcze swój kształt i wspomnienie o przeszłości.

Obrazek

Obrazek

Mamy święta, więc zapodajemy piknik specjalny. Grzane wino z przyprawami i makowiec :)

Obrazek

Obrazek

Wracając wsiedliśmy przypadkiem w autobus w przeciwną stronę ;) Więc jeszcze atrakcja dodatkowa - rzut oka na budynek hali sportowej, która z tej strony ma ciekawe kraty, wycinane w metalu w napisy i desenie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I pamiątkowy wagonik kopalniany.

Obrazek
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...


Wróć do „Relacje z wypraw”