Gdzieś nad Łyną - majowa wędrówka wokół granic (2026)

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4998
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Gdzieś nad Łyną - majowa wędrówka wokół granic (2026)

Postautor: buba1 » 19-10-2026 11:08

Poranek jest piękny - słoneczny i ciepły. W nocy padało, więc wszystko pachnie wiosenną świeżością - tak jak potrafi pachnieć jedynie w maju! Mam przed sobą cały wyjazd - naszą coroczną wędrówkę wokół granic. I udało mi się spakować nieco lżejszy plecak niż zazwyczaj. Nic więc nic dziwnego, że rozpiera mnie wielka radość. Zawsze jednak, gdy jest za dobrze - to człowiek musi dostać w łeb z najmniej oczekiwanej strony... Gdy przychodzę na stację w Oławie - mój pociąg do Olsztyna ma już 3 godziny opóźnienia... Opóźnienie się ciągle zwiększa. Wygląda na to, że stanął gdzieś w polu i stoi. Albo w ogóle zaginął w niebycie i nie wiedzą jak nam to powiedzieć. Czyli co? Mam jechać jutro? Udaje się jednak dowiedzieć, że jest jakiś ekspres z Wrocławia do Poznania i może uda się ogarnąć przesiadki. W kasie we Wrocławiu wymieniam bilet i to nawet bezpłatnie. Z językiem na brodzie lecę na peron. Tak zapchanego pociągu to ja jeszcze nie widziałam! Zazwyczaj i tak pociągi są zatłoczone do granic możliwości, a tu mamy pasażerów z dwóch pociągów w jednym składzie. Najpopularniejszym sportem na dziś okazują się bitwy o miejscówki - ci z opóźnionego pociągu, który zdematerializował się gdzieś pod Krakowem, próbują zajmować miejsca ze swoich biletów. Nie wiem na co liczą? Na miejscówki przychodzą oczywiście właściwi pasażerowie tego pociągu. Wrzasków, przekleństw i szarpanin jest, oględnie mówiąc, trochę za dużo.

Ja szczęśliwie zostałam w przedziale rowerowym. Niestety rowery też przynieśli. Siedzę więc między ścianą a rowerem i napawam się psią kupą przyklejoną do opony, którą mam 10 cm od twarzy. Najgorzej mają ci, co mieli jechać z rowerami tym opóźnionym pociągiem. Ich w ogóle nie wpuścili. 12 osób z rowerami zostało we Wrocławiu na peronie. Byli mocno zdesperowani - prawie pobili konduktora, który sobą zasłaniał drzwi. Przykra sprawa, że posypały im się plany na weekend, acz musieli chyba widzieć, że ich rowery fizycznie nie mają możliwości się zmieścić. Jadą też wory jaskiniowe, których jest pełen kibel. Osoby o ciut większej tuszy nie są więc w stanie z owego kibla skorzystać (ja się mieszczę tak na styk, o ile porządnie wciągnę brzuch). W sąsiednim wagonie jest jeszcze ciekawiej - ukraiński weteran bez nóg nie chce ustąpić miejsca babci, która ma miejscówkę na ten pociąg. Ponoć zwlekli go za fraki i posadzili na podłodze. Koleś drze gębę tak, że słychać w naszym wagonie. W ogólnym zamęcie i kociokwiku weteran komuś obok rozkwasił nos. To ja już wolę moją psią kupę na oponie! Przynajmniej trzyma dystans dziesięciu centymetrów ;) A tak w ogóle to się tylko modlę, żeby nikt tam nie wpadł na pomysł wzywania policji albo czegoś równie czasochłonnego i przeszkadzającego w sprawnym przemieszczaniu pociągu.

Zdążyłam na przesiadkę. Uffff... W Poznaniu wsiada Chris. Nawet nie wie ile atrakcji go ominęło ;) W Olsztynie dołącza Szymon. Przesiadamy się na osobówkę na Korsze. Podstawiają fajny skład! To pewnie PKP chce mi zrekompensować te nerwowe chwile i niedogodności związane z opóźnieniami :)

Obrazek

W Korszach jesteśmy po raz drugi. 2 lata temu w tym miasteczku kończyliśmy naszą wędrówkę wzdłuż granic. Tu relacja: https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... gosze.html Ech... jak ten czas leci...

Ostatnio nie było z nami Chrisa, więc teraz nadrabia zaległości w zwiedzaniu. A w Korszach zwiedza się przede wszystkim wieże ciśnień. Dwie przydworcowe:

Obrazek

Obrazek

Piękna metalowa bania, do której niestety nie da się póki co wejść.

Obrazek

A zaraz obok czai się takie miłe miejsce biesiadne - w cieniu komórek porosłych pnączem.

Obrazek

Idziemy też do trzeciej wieży.

Obrazek

Obrazek

Wnętrza bez zmian - we władaniu setek gołębi!

Obrazek

Obrazek
zdjęcie zrobione przez Chrisa

Dwa lata temu niedaleko stąd nocowaliśmy. Dziś to miejsce wydaje mi się dużo mniej spokojne. Krzaki jakby rzadsze, więcej się kręci ludzi z ujadającymi psami. Muszą się chyba bardzo nudzić, bo ich głównym zajęciem jest gapienie się na nas przez czas dłuższy. Jakby się zawiesili w czasoprzestrzeni. Stoją i się lampią. Rozważaliśmy czy nie powtórzyć noclegu przy torach, ale w takich okolicznościach nie ma to sensu. Zaraz nam kogoś przyniesie... Poza tym jest jeszcze w miarę wcześnie. Majowy dzień jest długi, można jeszcze kawałek świata zobaczyć przez te kilka godzin do zmierzchu. Na ten moment jeszcze nie przypuszczamy, że dzień okaże się znacznie dłuższy niż planowaliśmy...

Przy jednym z domów zauważamy fajne płotki okalające grządki.

Obrazek

Obrazek

Zanim opuścimy miasto - robimy jeszcze zakupy i postanawiamy coś zjeść. Wybór pada na kebaba.

Obrazek

W środku budki jest jednak taka sauna i duchota, że wraz z pozyskanym żarciem przenosimy się na stoiska targowe. Jak widać instynkt poprowadził nas we właściwe miejsce - zaraz obok lokalsi też się rozkładają z jedzeniem i piciem.

Obrazek

Obrazek

Dalej idziemy wzdłuż torow linii kolejowej Korsze - Bartoszyce. Obecnie nie kursują tu pociagi osobowe. Składy towarowe mogą się czasem trafić, acz wygląd torowiska sugeruje, że nie jest to jednak proceder bardzo częsty.

Początkowo suniemy błotnistą drogą naprzeciw zachodzącemu słońcu, które malowniczo wyłazi spod chmur. Leżące pryzmy metalowych konstrukcji przypominają, że zachodzą tu jakieś remonty.

Obrazek

Obrazek

Wyjatkowo wąski dom - jakby wieża?

Obrazek

Miasto zostaje coraz dalej i dalej...

Obrazek

Obrazek

Nurkujemy pod wiadukt. Stąd pójdziemy już torami.

Obrazek

Moje ulubione słupy wciąż się tu zachowały!

Obrazek

Obrazek

A przez wiadukt śmiga chyba ostatni dziś pociąg z Olsztyna.

Obrazek

Stan torów jest dogodny do wędrówki. Nie trzeba sie przedzierać przez krzaki i chaszcze, a żadne pendolino nas tu raczej nie upoluje znienacka.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wioska Głowbity zostaje po lewej stronie, za obsianym polem.

Obrazek

Na nocleg zatrzymujemy się kawałek dalej, nieopodal opuszczonego budynku kolejowego.

Obrazek

Początkowo przeszło nam przez myśl, żeby spać gdzieś w ruinach.

Obrazek

Obrazek

Taki nocleg jednak wymagałby dość solidnego sprzątania wnętrz (nie wiem czemu ludzie muszą tak zasyfiać opuszczone miejsca) i jednak postanawiamy rozbić namioty na skraju lasu.

Obrazek

Obrazek

Rozpalamy niewielkie ognisko na znalezionej płycie chodnikowej, którą Szymon dzielnie tu przytargał spod ruin.

Obrazek

Wieczorne ptaki dziwnie śpiewają. Próbowałam je nagrać, ale potem filmik mi zniknął :( Sarny szczekają, sowy hukają, ogólnie mówiąc las jest pełen wszelakich dźwięków. Niestety dołącza do tej menażerii jakiś miejscowy dupek. Musiał nas namierzyć, że się tu kręcimy i drze morde z daleka: "wypier*** z lasu". Nie podejdzie się przywitać, pogadać, powiedzieć o co mu chodzi - tylko krąży opłotkami i drze japę. Szymon go chwilę śledził - w miarę młody, wygląda że to jakis ziomuś tu, z Głowbitów (kilkakrotnie w tamtą stronę odchodził i wracał.) Szlag wie czy w nocy nie wróci z kumplami? Albo czy nie nabierze odwagi jak więcej wypije i nie przyjdzie z maczetą? Łyso tu zostać... Nie będziemy dobrze spać, wiedząc, że jakiś oszołom kręci się wokół i wie gdzie jesteśmy.

Klnąc na czym świat stoi zbieramy namioty i idziemy dalej torami. Jest 22:30. Nie planujemy odchodzić daleko. Grunt, żeby być gdzie indziej. Jak typek nas nie znajdzie za ruinami - raczej nie będzie szukał w innym miejscu.

Namioty stawiamy jakiś kilometr dalej, na wysokiej skarpie na skraju pola rzepaku. Idziemy jeszcze posiedzieć sobie na moście i pogapić się w ciemnosć.

Obrazek

Szymon schodzi wykąpać się w rzece. W pewnym sensie to nasze pierwsze spotkanie z Łyną, która będzie nam towarzyszyć cały wyjazd. Tu jest rzeka Sajna, która wpada do Gubera w Sątocznie, a potem Guber do Łyny w Sępopolu. Ja póki co sobie odpuszczam kąpiele. Może rano tu wrócę? Póki co jest za zimno. Próbuję się rozgrzewać Chrisową nalewką, która ponoć jest z sosny, a smakuje jak pigwa ;) Mamy też dziwną Soplicę o smaku kaktusa. Jest tak obrzydliwie chemiczna, że proponuję ją wylać - po co nosić takie paskudztwo, ale chłopaki nie pozwalają. Nie wiem ostatecznie kto ją wypił albo co się z nią innego stało. Po powrocie z kąpieli Szymon odkrywa, że zniknął jego telefon. Szuka go więc nad rzeką, przy torach - bez skutku. Zguba trochę psuje atmosferę wieczoru, bo jak można się domyślać Szymon traci humor. Ostatecznie wszystko dobrze się kończy - telefon się znalazł. Jak dobrze pamiętam leżał chyba gdzieś koło namiotu na górce.

Tej nocy ubieram na siebie wszystko co mam, włażę do śpiwora i zawijam się jeszcze w 2 folie NRC. Mimo to do 4 rano nie mogę zasnąć z zimna. A już koło 5 budzi mnie kukułka. Siadła na najbliższym drzewie i kuku kuku! Chyba muszę do ekwipunku wycieczkowego dołączyć procę ;) Acz tak serio to raczej cieplejszy śpiwór. Szczęśliwie kolejne noce na tym wyjeździe będą miały już akceptowalne temperatury, ale po powrocie jestem w pełni zmotywowana, aby kupić nowy śpiwór. I dzięki tej nieprzespanej nocy na polu rzepaku pod Głowbitami nie zamarzałam później w Karkonoszach, Beskidach i w Bułgarii. Toperzowi i kabakowi zdarzało się zmarznąć - a mnie nie. Więc chyba było warto.

Namioty o poranku.

Obrazek

Obrazek

A w dole wije się torowisko.

Obrazek

Obrazek

Nasza stroma górka - wieczorem, po ciemku, z plecakami nie było łatwo tam wpełznąć. I jeszcze na sam początek rów trzeba pokonać. Rano jakoś zawsze wszystko wydaje się prostsze.

Obrazek

Idę sobie jeszcze na most.

Obrazek

Nie mogę się zdecydować czy zapodać kąpiel w rzece czy nie.

Obrazek

Ostatecznie jednak sobie odpuszczam - strome zejście, chaszcze po szyje. I co najgorsze - woda zdaje się nie być zbyt czysta, skubana jakaś taka spieniona. Lenistwo więc wygrywa ;)

A my tymczasem zbieramy graty i wyruszamy w dalszą drogę.

cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "

na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4998
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Gdzieś nad Łyną - majowa wędrówka wokół granic (2026)

Postautor: buba1 » 20-10-2026 12:53

Po śniadaniu ruszamy w dalszą drogę. Widać zabudowania wioski Dłużec Wielki. Nie wiem czemu, ale bardzo lubię wędrować wzdłuż torów i takich drutów.

Obrazek

Skręcamy w nieasfaltowe drogi wiodące przez Sajnę Małą i Wielką.

Obrazek

Kapliczka przy ogromniastych tujach.

Obrazek

Po drodze od czasu do czasu zapodajemy piwaki. Sklepów na naszej trasie nie ma, ale chłopaki mają odpowiednio zaopatrzone plecaki. Jak z tego starego napisu w PTSMie: "dobre planowanie podstawą turystyki" :)

Obrazek

Najczęściej zatrzymujemy się pod starymi wierzbami, w których wyraźnie coś żyje. Czasem są to ptaki, czasem mrówki, a niekiedy wygląda jakby tam mieszkało coś nie do końca przyjaznego, co tylko czeka momentu nieuwagi, aby nas wciągnąć i pożreć. Z takimi wierzbami to nigdy nie wiadomo! ;)

Obrazek

Zabudowania wsi Sajna Wielka.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Droga przez pola uprawne wije się w kierunku Sątoczna. Piach, pył i "kwaśne mleko" na niebie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Koło Sątoczka zaglądamy jeszcze nad niewielki zbiornik wodny. Stawik jest nieco zabagniony. Były kiedyś pomosty, ale zatonęły. Wyraźnie widać ślady działalności bobrów.

Obrazek

Obrazek

Znajdujący się obok zagajnik do suchych również nie należy.

Obrazek

Nad stawem spotykamy też pozostałości osad koczowniczych. Ciężko określić czy są opuszczone czy nadal jakieś dzikie plemiona ich używają.

Obrazek

Obrazek

Zastanawiamy się co to miejsce ma wspólnego z Kamczatką?

Obrazek

Już wiem! Na Kamczatce jest dużo niedźwiedzi! I tu w sumie też! ;)

Obrazek

Obrazek

Gdzieś na skrzyżowaniu bocznych dróg. Nie ma wątpliwości, że jakieś trzy wielbłądy sie rozkulbaczyły i udały w nieznanym kierunku.

Obrazek

Hmmmm... Czy to aby nie jest sugestia, że tam jest coś ciekawego?

Obrazek

Kolejna miejscowość przed nami to Sątoczno. Jego zabudowa to przede wszystkim domy ceglane i szachulcowe. A wokół wszystko kwitnie! Bzy, mlecze, drzewka owocowe!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tu chyba kiedyś był sklep. Szkoda, że go już nie ma...

Obrazek

Po powrocie do domu sprawdziłam. Był. Ponoć jeszcze 6 lat temu działał. (zdjęcie z googlemaps)

Obrazek

Wygląda na to, że chłopaki coś znaleźli!

Obrazek

Ojjjjj! To dzisiaj! W Korszach! Buuu... A nas tam już nie ma...

Obrazek

Acz w sumie to może i dobrze? Jeszcze by się coś fajnego trafiło i co wtedy? Nosić ze sobą? A co jakby to była np. szafa? ;) Wysyłać do domu? Wracać później po to busiem?

Na jednej z ustawionych nieopodal tablic pisało, że jest tu szlak bociani czy coś w tej deseń. Na potwierdzenie tych słów dołączyli zdjęcie.

Obrazek

W wiosce stoi ogromny ceglany kościół, o kształcie typowym dla tych terenów. Wygląda trochę jak zamek krzyżacki (i chyba właśnie z tych czasów pochodzi)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ciekawą mają tu bramę - taką przesuwną, jeżdżącą po szynie. Widziałam takie w hangarach dla samolotów w poradzieckich bazach, ale żeby w zwykłej, kościelnej furtce?

Obrazek

Obrazek

Jak ktoś lubi stare, przedwojenne napisy wyłażące spod łuszczących się tynków - to obejście kościoła od tyłu nie będzie zbytecznym trudem :)

Obrazek

Obrazek

Na przykościelnym terenie zachowało się też kilka niemieckich nagrobków.

Obrazek

Obrazek

A ten dla odmiany wygląda jakby był całkiem nowy! Mimo że język i daty sugerują co innego.

Obrazek

Zwrócił naszą uwagę też inny nagrobek. Już polski, powojenny... Trzech chłopców zginęło tragicznie tego samego dnia. Pewnie od jakiejś miny albo innego niewybuchu.

Obrazek

Zawsze w takich momentach przypominają mi się upalne opolskie łąki z lodowatym powiewem: https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... iewem.html albo opowieść, którą nas uraczyli kolesie spotkani na Wale Pomorskim - o 11 dzieciach z Piły rozerwanych przez pocisk, celowo podłożony nad rzeką przez lokalnego psychopatę... Mama jednego z nich tam wtedy była. I przeżyła tyko dlatego, że zachciało jej się siku i poszła w krzaki w dobrym momencie.

Idąc wzdłuż kościelnego muru również można znaleźć ślady dawnych lat.

Obrazek

Obrazek

Zaraz za kościołem jest polanka otoczona tujami, z dużą wiatą i miejscem ogniskowym. Gdyby był wieczór to całkiem niezłe miejsce biwakowe - czy to na ładną czy brzydką pogodę. No ale nie tym razem. Jest jeszcze wcześnie.

Obrazek

Obrazek

A tam, do Stawnicy, już nie idziemy. Kto wie jakie przygody by tam na nas czekały? Nie dowiemy się. Zawsze pozostają te "drogi nie wybrane".

Obrazek

Idziemy tylko kawałek tą drogą - szukać ruin zamku, którego nie ma. Znajdujemy jedynie ruiny czegoś (nie jest to raczej zamek albo okaz nadpodziw nowoczesny) Na chwilę obecną mieszkają tu pszczoły.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Znajdujemy też duży drewniany hangar. Wszystko to razem do kupy wygląda raczej na twierdzę z okresu PGRów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pozostałością mogącą pochodzić z okresu nieco wcześniejszego jest konstrukcja nadwodna. Śluza? Tama? Młyn? Acz to raczej też nie zamek - Krzyżaków bym nie podejrzewała o taką ilość betonu ;)

Obrazek

Obrazek

Zamek, nie-zamek, ale piwa można się napić! :) (zdjęcie zrobione przez Chrisa)

Obrazek

Gdzieś tu, łażąc po krzakach szukając niby-zamku, pojawia się sformułowanie, które będzie nawracać i towarzyszyć nam na całym wyjeździe: "o pozostałościach cywilizacji niemieckiej". Już nie pamiętam kto był autorem owej złotej myśli w tym kontekście, ale jakoś się przyczepiło do nas i od teraz każdy kościół czy cmentarz ewangelicki, ruiny pałacu, kamienice czy kupę cegieł w krzakach będziemy kwitować takim stwierdzeniem ;) Każdy wyjazd ma swoje "irysy" czy "urynoterapie" ;)

A wracając do zabytków tejże wioski - ponoć faktycznie był tu kiedyś zamek krzyżacki, ale został zniszczony juz kilkaset lat temu. Przy dużej dozie szczęścia i samozaparcia można znaleźć w chaszczach kawałek piwniczki. Przynajmniej zdjęcia z internetu obrazują, że ktoś je kiedyś znalazł.

W Sątocznie rozchodzą się drogi. Na prawo Skandawa - miejsce pełne cudownych wspomnień sprzed 2 lat: https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... -2024.html Na lewo Sępopol. Tam dziś zmierzamy. Choć jest taki element zawahania... Ale jak to mówią: "nie da rady wejść dwa razy do tej samej rzeki". No i wzywa nas świat nieznany, pełen niespodzianek. W tym roku to Sępopol chce nam coś opowiedzieć - warto dać mu szansę.

Obrazek

Chodniczek przywodzącymi na myśl kurorty z dawnych lat.

Obrazek

Szkoła. Podobna nieco do tej ze Skandawy czy Korczmina ( https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... dynin.html ) , które wystąpiły w naszych relacjach z poprzednich lat.

Obrazek

Tak sobie gadamy idąc, że z jednej strony żal takich obiektów. Szkoda że jak Polska długa i szeroka zamykają małe, wiejskie szkoły. Ale z drugiej strony patrząc np. na naszą ekipę z tego wyjazdu - kupa luda, a tylko ja mam dzieciaka w wieku szkolnym. I to sztuk jeden. Kto ma korzystać z tych obiektów? Psiecka? Nastawiali tych szkół kiedyś w opór, gdy ludzie na wioskach mieli po ośmioro i wszędzie latały tego tabuny. Zmieniło się, ludzie się nie chcą mnożyć jak króliki - to i tyle szkół nie potrzeba...

Następna wieś na naszej trasie to Prosna. Na pierwszy rzut oka widać, że miejscowość przypadnie do gustu miłośnikom popegieerowskich klimatów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na jednej z elewacji miejscowi wypowiedzieli się dosadnie na tematy polityczne - zarówno rodzime jak i zagraniczne.

Obrazek

Sklep jest otwarty częściowo - bo krata otwarta, a drzwi nie. Wygląda jakby sprzedawczyni poszła na obiad. Godzinę później bez zmian. Nie ma żadnej kartki typu "zaraz wracam". Coś dzisiaj nie mamy fazy na sklepy.

Obrazek

Obrazek

Zatem nie pozostaje nic innego jak zagłębić się w chaszcze w poszukiwaniu naszego głównego celu w tej miejscowości. Po drodze, wśród buszu zieloności, trafiamy na parterową ruinkę.

Obrazek

Dziwnie wyglądają ściany - jakby każdą cegłę z osobna ktoś obtłukiwał.

Obrazek

I tak oto trafiamy na miejscową imprezownię. Śmiejemy się, że to coś jakby "Dom Kultury", tylko urządzony oddolnie ;) Miejsce zadaszone, są fotele, stół a nawet łóżka i kanapy. I o dziwo jest nawet w miarę czysto - co nie jest normą w takich miejscach.

Obrazek

Obrazek

Nie omieszkamy się rozgościć. (zdjęcie Chrisa)

Obrazek

Idziemy w stronę pałacu. Położony jest za stawem, w zakolu rzeki Guber.

Obrazek

Panuje tam całkiem spory ruch - spotykamy parę z Kętrzyna, motocyklistów, rowerzystów. Tu dociera też do nas Iwona, która przez ostatni tydzień zwiedzała Mazury rowerowo. Od tej chwili kontynuujemy wędrówkę w czwórkę.

Obrazek

Budowla jest w daleko posunietej ruinie, ale nadal robi wrażenie swoim ogromem i ciekawą architekturą np. ilością wieżyczek, wykuszy czy podrzeźbień.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Z racji na brak dachów - wieże można oglądać również ze środka.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pałac za czasów swojej świetności słynął z dużej ilości dzieł sztuki zgromadzonych w jego wnętrzach. Jak to zwykle bywało - większość została rozkradziona, wywieziona lub zniszczona w latach powojennych. Spustoszenia dokonywali najpierw radzieccy żołnierze, a potem i miejscowa ludność dołożyła coś od siebie. W 1947 roku miała miejsce ponoć tajemnicza akcja - przyjechała ciężarowka z uzbrojoną ekipą i coś z pałacu wynosili - jakieś skrzynie. Potem odnaleziono pustą skrytkę - rozkute pomieszczenie w piwnicy, które wcześniej było zamurowane, więc nikt inny tam nie zaglądał. Jak widać było to coś cennego, a przybyła grupa nie była przypadkowymi szabrownikami. Po wojnie budynek służył jako mieszkania, przedszkole czy biura pobliskiego PGRu, który nosił wdzięczną nazwę "Stacja Hodowli Ziemniaka". Zawsze mi żal, że najmniej jest zdjęć z tego okresu. Obecnych zdjęć jest masa, przedwojenne też się zdarzają, a tych, które mnie by najbardziej interesowały - jakoś zawsze brak.

Na podłogach miejscami zachowala się nawet płytka, a gdzie indziej pod nogami mamy dużo... powietrza ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Drzwi chyba pochodzą z czasów PGRu.

Obrazek

Schodzimy też do piwnic. A nuż jakaś druga tajna skrytka czeka tu akurat na nas? ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A potem wędrujemy dalej, w stronę Sępopola. Tu krótki postój, tzw. "piwak" w jakiejś wiacie przystankowej.

Obrazek



cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...


Wróć do „Relacje z wypraw”