Ostatnio na forum zupełna stagnacja, brak relacji z wycieczek po Sudetach. W tej sytuacji przedstawiam kolejny odcinek moich rowerowych wojaży.
Czwartek, 30.08
Dysponując wolnym popołudniem wyruszyłem o 14:00 na trasę zaproponowaną przez Lecha =>
http://forum.sudety.it/viewtopic.php?t=970
Zapadające ciemności nie pozwoliły mi zrealizować całego zaproponowanego programu.
Trasa:
ok. Dusznik – Brody – Chraplewo - Wąsowo – Stary Tomyśl – Nowy Tomyśl - Stary Tomyśl – Leśniczówka Smolarnia – Lwówek – Pniewy – ok. Dusznik.
Tym razem nie miałem zamiaru poprawiać kolejnego rekordu długości trasy; nie mam też dokładnych danych, bo nieopatrznie zresetowałem licznik wkładając go do kieszeni, ale przejechałem coś ok. 70 km.
Odwiedziłem zespół pałacowo-parkowy w Brodach, gdzie w 1804r. urodziła się dosyć znana postać Emilia Szczaniecka, której imię noszą okoliczne szkoły. Przyjrzałem się tamtejszemu drewnianemu kościołowi, którego wnętrze jest właśnie remontowane, no i ruszyłem dalej.
Spacerując po zadbanym parku w Chraplewie spotkałem jedynego mieszkańca tamtejszego pałacu zbierającego siano dla swojego konia. Opowiedział mi sporo o historii okolicy, o zadłużeniu rodziny Szczanieckich w berlińskich bankach i przejęciu okolicznych włości przez Niemców. Sam pałac w Chraplewie jest aktualnie remontowany.
Wąsowo, którego chyba większość zabudowań jest zabytkowa jakość nie przypadło mi do gustu. Oczywiście pałace i park są w idealnym stanie. Jest to jednak miejsce trochę snobistyczne, a ja niestety nie cierpię snobizmu pod żadną postacią. Czułem się tam trochę tak jak spotkane małe kucyki, przykute łańcuchem do palika.
Posilając się kanapkami na przystanku autobusowym zauważyłem, że niektórzy mieszkańcy wykorzystują pełną moc swoich głośników samochodowych. Być może jest to efekt uboczny działającej tam regularnie dyskoteki.
Pojechałem dalej do Starego a potem Nowego Tomyśla, aby kupić mapę turystyczną powiatu nowotomyskiego. Ku mojemu zaskoczeniu nigdzie nie było takiej mapy, a wszędzie proponowano okolice Poznania. To tak, jakby np. w Bielawie nie mieli mapy Gór Sowich, a chcieli sprzedać plan Wrocławia. Zaskoczenie jest tym większe, że taką mapę można kupić w kilku księgarniach internetowych. Pozbawiony w tym miejscu orientacji topograficznej pytałem kilka osób o Glińskie Góry i jak do nich dotrzeć. Nie wiem kto był bardziej zaskoczony pytani, że takie „coś” istnieje czy ja że oni nie wiedzą. Oj nie popisało się miasto chmielu i wikliny. Czym prędzej wróciłem do Starego Tomyśla i ruszyłem trasą wskazana przez Lecha. No a tu to już sama przyjemność. Szkoda tylko, że zapadające ciemności nie pozwoliły mi dłużej pospacerować w okolicy Leśniczówki Smolarnia. Z powodu ciemności zdecydowałem się wracać najłatwiejszą trasą przez Lwówek i Pniewy. Bałem się, żeby ktoś nie zrobił sobie garażu tam, gdzie moje plecy kończą swoja szlachetną nazwę, gdyż miałem zamiar jechać krajową dwójką, chyba najbardziej ruchliwą droga w Polsce. Jednak zaopatrzony w kamizelkę odblaskową szczęśliwie dotarłem do domu kilka minut po dwudziestej drugiej. W sumie trasa bardzo ciekawa, warta tego aby poświęcić jej cały dzień.
Więcej w migawkach =>
http://picasaweb.google.com/wielkop/GliSkieGRy