Czas nie goni nas czyli skodusia na Kaukaz

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
Dolnoślązak
bardzo stary wyga
Posty: 2209
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Czas nie goni nas czyli skodusia na Kaukaz

Postautor: Dolnoślązak » 24-11-2016 20:13

Jak w klatce tam... czekam więc jak się rozprawiłaś ze złym kanionem :wink:

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4984
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Czas nie goni nas czyli skodusia na Kaukaz

Postautor: buba1 » 25-11-2016 09:17

W Khoni trafiamy na stary hotelik, ktory na tyle przypada nam do gustu, ze zostajemy tu trzy dni.

Obrazek

Obrazek

Pokoje noclegowe zajmuja polowe pierwszego pietra budynku. Naprzeciw jest chyba jakas kaplica. Drzwi opatrzone sa takowym rysunkiem. Szpary w drzwiach sa niestety na tyle male ze nie udaje sie podpatrzec co skrywaja wnetrza tajemniczego pokoju.

Obrazek

Na parterze jest fryzjer i jakies pomieszczenie z kaflowym piecem wygladajace na kuchnie gdzie biesiaduje kilka osob. Jedna z ogromnych sal parteru jest garazem na rowery, skutery i motorynki. Drugie pietro jest opuszczone i zruinowane, puste okna , sufity czesciowo w odpadlych kasetonach i krysztalowe zyrandole, gesto oplecione zwarta warstwa pajeczyn. Hula wiatr i spiewaja ptaki licznie majace tu gniazda. Za bialymi drzwiami zamykanymi na łancuch susza sie jakies pęki ziół.

Obrazek

Obrazek

Ślimak klatki schodowej przypomina mi przybazarowy hotel "Mze" z Tbilisi.

Obrazek

Hotel jest otwierany na telefon, na drzwiach wisi kartka.

Obrazek

Obrazek

Dzwonimy wiec, a chwile pozniej wpuszcza nas mily dziadek, ktory zastrzega, ze jutro go nie bedzie bo jedzie zbierac orzechy (oczywiscie potem dostajemy wielki wor orzechow, ktorych nie udalo nam sie zjesc na wyjezdzie i przemycilismy go do Polski). Oprocz nas nocuje tu rowniez jedna Gruzinka w srednim wieku. Gospodarz tlumaczy nam, ze to spokojna, porzadna kobieta, wiec nie mamy sie czego obawiac (nie wiem skad wogole takie przypuszczenie, ze moglibysmy sie bac lokatora z drugiego pokoju?) Owa babka pochodzi z Poti i jedzie do pracy do Turcji, bo w Gruzji ciezko znalezc jakas sensowna robote. Na tym etapie burze uporzadkowany swiat gospodarza, bo pytam czemu ona jedzie z Poti do Turcji przez Khoni? Facet drapie sie w glowe- "Faktycznie! Przeciez to nie po drodze! Co ona u licha tu robi?" Mnie to rowniez bardzo ciekawi i probuje kilkakrotnie nawiazac kontakt ze wspołlokatorka, ale niestety babka mowi tylko po gruzinsku- albo tak udaje! :P Drugiego dnia jeden z pokoi zasiedla jakis facet, ktory wieczorem przyprowadza dwie panie, ktorych profesja nie pozostawia duzych watpliwosci. Gdy spotykam go w kuchni uspokaja mnie, ze nie beda halasowac i widze w oczach prosbe "tylko nie mow przypadkiem o tym gospodarzowi".

Pokoje maja tu chyba rozne, nam sie dostal “apartament”, ktory sklada sie z dwoch pokoikow i łazienki.

Obrazek

Obok jest kuchnia wyposazona w rozne potrzebne sprzety np. jest spora ilosc kieliszkow i nardy.

Obrazek

Tu w Khoni spelnia sie jedno z moich marzen. Ile to razy z zazdroscia patrzylam na gruzinskie czy ormianskie blokowiska cale usiane powiewajacymi na wietrze ubraniami na wysokosci roznych pieter! Wszedzie tam byly poprzeciagane sznurki- do drugiego bloku, do drzewa, do slupa, do komina. Pranie łopotalo pod niebem, nabierajac zapachu slonca i wiatru zamiast kisic sie w domu lub na niewielkim ciasnym balkonie. Za oknem naszego hoteliku jest taki wlasnie sznurek na pranie z kołowrotkiem. I jest w zasiegu moich rąk! Moze to glupie, ze mam takie przyziemne marzenia i tak bardzo sie ciesze takimi pierdołami. Piore tu prawie wszystko co mamy- uzbieralo sie przez prawie poltora miesiaca rzeczy do przepierki, zwlaszcza tych grubszych, ktore ciezko prac w strumieniu i suszyc na galezi czy w skodusi- dlugie spodnie, swetry, kabacze kocyki i spiworki. W hoteliku jest na stanie rowniez duza miednica! I szczypki do przypiecia! Mega wypas! :D Pranie schnie w okamgnieniu, powiewajac w najbardziej naslonecznionym miejscu. Nie ma deszczu, nie ma tej wilgoci w powietrzu, ktora caly czas towarzyszyla nam w tropikalnym klimacie gruzinskiego wybrzeza. Krece sobie wiec tymi sznurkami na kolku, patrze jak pranie odjezdza ze skrzypieniem ku sloncu. I snuje kolejne , juz bardziej niedoscigle marzenia- moc tak suszyc pranie w domu, moc tak przerzucic sznur do sasiedniego bloku w Oławie, do drzewa czy latarni! Ech… juz widze miny tych sąsiadow, ktorym taki widok by zaburzyl poczucie europejskosci i staneli by na glowie aby udaremnic moje starania..

Obrazek

Korytarz hoteliku jest pelny kwiatow. Codziennie, nawet po zbiorze orzechow, gospodarz przychodzi z konewka i je podlewa. Widac, ze kazda roslinke otacza ogromna miloscia, momentami wrecz wydaje mi sie, ze z nimi rozmawia.

Obrazek

Pewnym minusem hoteliku jest dosc wczesna pobudka- kolo 6 zaczynaja wydzierac sie koguty. Jest tu ich w najblizszej okolicy chyba kilkanascie sztuk i kazdy chce przekrzyczec rywala i udowodnic , ze on rzadzi na dzielnicy. Ja i toperz jakos jeszcze bysmy sobie dali z tym rade, zatkali uszy stoperami i spali dalej. Ale kabakowi nie wsadzimy jeszcze stoperow. Jest jasno, koguty pieja,wiec kabak tez rozpoczyna dzien. Wiec oprocz kogutow mamy jeszcze kazdego poranka tupoty w lozeczku i szuranie zabawkami, a to stopery juz nie zawsze skutecznie chca tlumic.

Zaraz obok hoteliku jest knajpa. Wewnatrz jest kilka pokoikow za zaslonkami, w kazdym biesiaduje jakas wesola ekipa. My siadamy na zewnatrz i pozeramy jedne z najlepszych chinkali podczas naszych gruzinskich wyjazdow. Do tego serwuja domowe wino w dzbanach.

Obrazek

Obrazek

W malej piekarni nabywam nasz ulubiony uszasty chleb. Jest sprzedawany w postaci prosto z pieca, na tyle goracej, ze podaja go na kartoniku- zeby sie nie poparzyc!

Obrazek

W miasteczku mozna znalezc kilka plaskorzezb, pomnikow i napisow z minionej epoki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ktoregos poranka idac po cos do skodusi prawie dostaje zawalu. Gdy otwieram drzwi cos wyskakuje na mnie spod dachowego bagaznika. Z łopotem skrzydel i donosnym gdakaniem. Miedzy bagaznik a dach nawłazily kury. Chyba trzy sztuki. Nie wiem czy sie tu grzały czy wlasnie przeciwnie, szukaly schronienia w cieniu. Napewno teraz sie przestraszyly, ze ktos im zaburzyl wypoczynek w tym zacisznym miejscu. Obrazone uciekaja za sasiadni budynek.

Bloki w Khoni maja ciekawie podrzezbiane boczne sciany. By sie wydawalo, ze wielkoplytowe budownictwo jest calkowicie pozbawione jakichkolwiek zdobien - a tu prosze, komus sie chcialo!

Obrazek

Chyba Khoni jest moim drugim ulubionym miastem w Gruzji. Przez te kilka dni jest nam niezmiernie milo wracac tu po roznych wycieczkach. Znow osiedlac sie w zapomnianym hoteliku, wieszac pranie na skrzypiacym sznurku, odwiedzac knajpe nieopodal i o swicie wyklinac na koguty. Sa czasem takie miejsca, ktore jakos szczegolnie przypadna czlowiekowi do serca, w ktorych czuje sie jakos tak bezpiecznie, swojsko, jakos tak u siebie i na wlasciwym miejscu. Khoni jest wlasnie jednym z tych miejsc. Gdy stad w koncu odjezdzamy to robi mi sie jakos strasznie smutno. Czy jeszcze kiedys tu wroce? A gdy nawet tak- to czy czasoprzestrzen bedzie wciaz taka sama jak w upalne lipcowe dni roku 2016?

cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "

na wiecznych wagarach od zycia...

Dolnoślązak
bardzo stary wyga
Posty: 2209
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Czas nie goni nas czyli skodusia na Kaukaz

Postautor: Dolnoślązak » 25-11-2016 09:46

Obrazek
A do tego cóż za doborowe towarzystwo tam :mrgreen:

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4984
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Czas nie goni nas czyli skodusia na Kaukaz

Postautor: buba1 » 25-11-2016 10:15

A do tego cóż za doborowe towarzystwo tam :mrgreen:


a daj ty mnie spokoj z tym towarzystwem! chyba bysmy tego wagon uzbierali przez caly wyjazd! :P
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4984
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Czas nie goni nas czyli skodusia na Kaukaz

Postautor: buba1 » 28-11-2016 09:04

Dzis drugie podejscie do wodospadow Kinchka. Jedziemy ich szukac tam gdzie polecal to zrobic policjant z Gvedi. Faktycznie wszystko sie zgadza- najpierw asfalt sie konczy i przechodzi w plytowke. Ostatni odcinek drogi jest wysypany tluczniem i nadaje sie tylko dla pieszych i terenowek.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zagaduje nas grupka miejscowych biesiadujacych pod drzewem i zaprasza na domasznie wino. Toperz przeklina bycie kierowca a ja przytulam hurtowo oba kubeczki :) Ekipe tworzy dwoch Georgijow, 85 letni dziarski staruszek i dwojka dzieci- Tekla i Nikołaj. Probuja nas tez zaprosic na pieczenie szaszlyka, ktore bedzie “pozniej” ale nikt nie wie kiedy. Poki co mamy wrazenie, ze nasz szaszlyk jeszcze zyje ;) Chlopaki opowiadaja rozne niesamowite rzeczy o imprezach wsrod pobliskich skal. Dzieciaki probuja nas namowic na wypuszczenie kabaka z nosidla bo chca z nia pograc w berka. Biedne kabaczę by zapewne ciagle przegrywalo ;)

Obrazek

Obrazek

Czesc wodospadow wpada do szczeliny miedzy bialymi skalami. Jest to dosyc popularne miejsce kapielowe. Wodospad ma niezla moc uderzeniowa. Na poczatku prawie zbija mnie z nog, a potem zrywa mi z reki koraliki i unosi w nieznanym kierunku. Jako ze zapomnialam stroju kapielowego to plywam w koszulce toperza, w ktorej wygladam jak w sukience. Ludzi troche sie kreci a kapiele na waleta chyba w Gruzji nie sa w modzie. Toperz decyduje sie wlesc z glowa pod glowny strumien wody. Takie wypasne "bicze wodne" to chyba w zadnym SPA nie przewiduja! :) Miejsce przypomina mi troche Błędne Skaly- w czasie duzej powodzi :P

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kawalek dalej sa ogromne skaly z ktorych spadaja trzy wielkie wodospady. Teraz ponoc jest sucho wiec nie wyglada to az tak efektownie jak powinno. Miejscowi sie zarzekaja ze najlepiej to miejsce odwiedzac wiosna - to wtedy robi mega wrazenie. Mnie i tak sie podoba. W spadajacej wodzie zalamuje sie slonce, tworzy sie tecza i dziwne pelgajace promienie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pod wodospady idziemy skalistym korytem czesciowo dzis wyschlego strumienia. Smieszne te skaly- takie rowne jak stol, idzie sie jak po asfalcie! Wokol pionowe skaly.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Co chwile przerwa na pluskanie nozkami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na brzegach jest pelno biesiadek, grilow i miejsc ogniskowych. Na jednej z nich imprezuje grupa dziennikarek z Kutaisi, ktore skonczyly jakis projekt i go wlasnie swietuja. Zapraszaja nas do stolu, czestujac jadlem i napojem oraz raczą opowiesciami o swojej pracy. Po raz pierwszy jestesmy w tych okolicach na takiej imprezie gdzie to toperz jest rodzynkiem. Nietypowa chyba sprawa- zwykle biesiadki w 90% zasiedlaja faceci! Kabak krąży z rak do rak. Wszyscy podkreslaja, ze Maja to gruzinskie imie. Chyba nie spotkalismy osoby, ktora by w ten sposob nie skomentowala imienia naszej coreczki.

Obrazek

Mijamy tez grupke okolo 10 chlopakow, z ktorych wszyscy maja podobne tatuaze. To znaczy grafika, forma, kolory rozne ale wszystkie zawieraja ten sam symbol. Nie wiem kim jest ta ekipa ale na wszelki wypadek schodzimy im z drogi. Zdjecie tez robie z biodra, bo jakos nie mam odwagi celowac im obiektywem w twarze. Z zaslyszanych rozmow raczej miejscowi, po gruzinsku bulgotali.

Obrazek

Kozy rasa naskalna

Obrazek

Prawie pod same wodospady podchodza domy wiejskich przysiolkow

Obrazek

Wszyscy spotykani ludzie wypytuja czy bylismy juz w pobliskim kanionie, ze tam pieknie i zebysmy sie koniecznie wybrali. Toperz wiec mnie tez zaczyna namawiac- skoro juz tu jestesmy tak blisko, idz zobacz co to za cudo. Nie jestem przekonana ale w koncu ide. Cos jednak nie pozwala mi kupic biletu w kasie, wszystko sie we mnie burzy przed dofinansowaniem miejsca gdzie nas tak potraktowali. Widac mam paskudna i msciwa nature :P (dla przypomnienia nie pozwolili nam wejsc z kabakiem z racji jej niskiego wzrostu). Wbijam bez biletu. Mogli sprzedac trzy bilety. Nie chcieli handlowac- ich sprawa- beda mieli g… Betonowy chodnik wchodzi w robaczywy lasek.

Obrazek

“Kanion 2100m”. Cooo?? Tyle sie idzie? No trudno.. Najwyzej jak mnie nie wpuszcza to sobie popatrze z daleka, moze cos bedzie widac. Chodnik wije sie wzdluz trasy oznaczonej powbijanymi numerkami. Droga schodzi mocno w dol do terenu otoczonego plotem. Przy furtce kontrola biletow, mysz sie nie przeslizgnie. Trudno. Przez plot tez widac. Robie wiec zdjecie kladki zza zasieku i juz planuje odwrot gdy slysze ze ktos mnie wola. Podchodzi do mnie mlody chlopak z kolorowymi fantazyjnymi tatuazami pokrywajacymi spora czesc ciala. “Co dziewuszka? Chcialabys wejsc a nie masz biletu?”- “No nie mam”- “To ja ci sprzedam bilet, taniej, zaoszczedzisz, tylko 4 lari u mnie”. Mowie mu, ze tu nie o kase i oszczednosc chodzi tylko o zasady. Ze tego miejsca nie bede finansowac i tlumacze dlaczego. Wowa, bo tak przedstawia sie chlopak, usmiecha sie: “Bez obawy. Cala kasa pojdzie dla mnie- na wóde, prochy i kobiety. A tak wogole to przyjedz tu autem. Tam na dole jest szlaban, ale stoi tam moj czlowiek, dasz lari, powiesz ze od Wowy to wam otworzy. Dasz 10 lari to wejdziecie z dzieckiem, psem, z krowa jak bedzie trzeba! Acz z krowa drozej bedzie.” Przygladam sie drodze. Same terenowki tu stoja. Chyba oszczedze skodusi zmagania sie z ta nawierzchnia. Mowie mu wiec, ze mamy osobowke i moze lepiej zwiedze juz sama. Wowa przyglada mi sie baczniej- “Z Polski jestes, nie? A auto to skoda felicja? Ta zielona,z flaga i naklejkami? Widzialem was w Khoni. A tak wogole co was do Gruzji sprowadza? Jakies interesy robicie? A moze z telewizji jestescie?”. Mowie Wowie, ze my turysci, ze zwiedzamy, ze gory, zabytki, ladne miejsca. “Aaaaa, rozumiem. Ale jakbys ksiazke kiedys pisala to wspomnij o mnie. W wielu sprawach pomoge. Tak wogole to moja rodzina pochodzi z Osetii Polnocnej ale tu robimy interesy. Tu lepiej. Wiele spraw pomoge zalatwic. Albo moj ojciec”. Pytam go wiec czy zalatwi nam wjazd do Abchazji. Ponoc autem na polskich blachach nie mozna. Ale z protekcja… Wowa usmiecha sie szeroko.. :”A co? W gory chcecie jechac, małpoludow szukac?”. Mowie, ze i małpoludy moga byc jesli to tam miejscowy folklor. Wowa jednak rozklada rece.. “Abchaskie malpoludy, tropienie yeti i organizowanie brydza u Putina to nie moja liga. Ja tu , w rejonie, drobne sprawy...". Tak sobie milo gawedzimy i zartujemy :) Pytam go czemu sporo ludzi mowiac o Abchazji porusza zaraz ten temat małpoludow. Wowa twierdzi, ze ponoc takie sa miejscowe legendy. Niektorzy mowia, ze w czasie wojny w latach 90 tych takowe zwialy z hodowli doswiadczalnej w Suchumi, gdzie za ZSRR probowano “wyprodukowac” idealnego zolnierza, krzyzujac malpe z czlowiekiem. “Ale to nie tak- tlumaczy Wowa- sa podania ze malpoludy spotykano na abchaskim Kaukazie juz w XVIII wieku. Ludzie zatrudniali je jako pomoc w gospodarstwie bo byly silne. Takie legendy tam maja...”. Skoro na abchaskie wojaze Wowa za malo wplywowy to pozostajemy przy kanionie. Dostaje bilet z obrazkiem przedstawiajacym zdjecie z wawozu. Straznik na bramie cos pokazuje, ze brakuje jakies kawalka i mam wrocic do kasy. Mowie, zeby Wowy pytal a nie mnie, skad ja mam wiedziec jak bilet ma wygladac. Gosc łypnal okiem malo przyjaznie, ale brame bez slowa otworzyl. Chwile pozniej dogonil mnie drugi mundurowy i wreczyl mi butelke wody mineralnej- “to podarek”. O co tu k… chodzi??? Jakas ukryta kamera a ja przez przypadek znalazlam sie na planie filmowym? Ide dalej zobaczyc to miejsce ktore pozera male dzieci. Kladki nie bujaja sie, nawet nie skrzypia, maja wysoka barierke, a nieraz i siatke od gory. Prezentuja soba taki poziom bezpieczenstwa jak statystyczny mostek albo klatka schodowa. Wawoz jest gleboki i olesiony. Gdzies mignie kawalek skalki albo rzeki w dole.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Widac stad nasze miejsce noclegu na “byczej przeleczy" (łąka z lewej strony zdjecia)

Obrazek

Wiekszosc trasy idzie przy zarosnietej scianie skalnej. Mijam dwie rodziny z malymi dziecmi. Jedną z nich zagaduje- “Bilety kupiliscie u Wowy”- “No przeciez nie w kasie”- pada odpowiedz. Wiec Wowa minimum z 50 lari dzis przytulil. Nagle koniec trasy. Znow wracamy do robaczywego parku. Ze co? Ze to juz koniec? Niesamowite ile w dzisiejszych czasach znaczy reklama. Wszyscy powtarzaja jak mantre kanion kanion kanion mmmmm kanion! Turysci - to do kanionu, tam pieknie, tam trzeba zobaczyc bo tam zrobione dla turystow. Podczas gdy pare km dalej jest miejsce o niebo bardziej atrakcyjne, patrzac zupelnie obiektywnie na walory przyrodniczo-widokowe. Juz odkladajac na bok takie aspekty jak wolnosc formy wypoczynku, koszty i brak nerwow. Ale moze dobrze ze sa takie miejsca, ktore kanalizuja ruch turystyczny? moze wlasnie dzieki nim gdzie indziej jest swiety spokoj? Czy zaluje, ze poszlam do kanionu? W zadnym razie. Pod wzgledem przyrodniczo- eksploracyjnym nie prezentuje zbyt wiele. Ale kwestia spoleczno-socjologiczna byla nader ciekawa Jak widac kazde miejsce ma jakies swoje mocne strony. To byly dobrze zainwestowane 4 lari :)

cdn