Był to dość spontaniczny wyjazd. Nadmiar wolnego czasu i fakt że jadąc do Helu spotkam Taje , przeważył nad decyzją wyjazdu.
W czwartek rano wsiadłem w pociąg , i jak się okazało napchany pociąg , cała drogę do Gdyni przesiedziałem na podłodze w wagonie rowerowym.
Od Gdyni pociąg osoby do Helu i tu miałem już normalne siedzące.
I ok 17.30 byłem w Helu , szybki spacer i byłem pod fokarium gdzie Taja pracuje. Foki jak foki

Fakt dzięki temu że właśnie Taja pracuje tam , miałem okazję być bliżej foki . W piątek pogoda rewelacyjna , więc od rana chodzenie , spacer po plaży i zapuszczenie się w bunkry których na Helu nie brakuje . Warto naprawdę warto połazić po lasie na Helu . Niestety chodzenie po plaży bez koszulki teraz odczuwam bardzo , poparzenie słoneczne no nic mówi się trudno. Resztę dnia spędziłem w fokarium , a wieczór mijał w miłym towarzystwie wolontariuszy i pracowników tego obiektu. Sobota to spacer do Muzeum Obrony Wybrzeża. Też warto zobaczyć , poczytać i dowiedzieć się co i jak i dlaczego tak a nie inaczej było. I ile wymagało poświęcenia od tych żołnierzy utrzymania Helu tak długo. Dzień mijał szybko , potem ognisko z ludźmi z fokarium i spacer na cypel w nocy , posiedzieć przy pełni księżyca. Niedziela to już tylko powrót do domu , napchanym pociągiem , ale tym razem więcej szczęścia i całą drogę przesiedziałem .
W tym miejscu dziękuję Taji na gościnę

"Nie ma ładnych kościołów.. są kościoły i spalone kościoły.."