nie zgodzę się z tym. czy do każdej kamieniczki na wrocławskim rynku możesz wejść? albo do każdego starego domu w Krakowie? to jest trochę myślenie rodem z PRL-u, że wszystko co stare jest wspólne (czyli de facto niczyje). wtedy argumentowano to wyzyskiem w przeszłości społeczeństwa, które teraz ma prawo obejrzeć tego owoce. obecnie nie bardzo wiem czym to można argumentować.
jeśli kupuję ruiny zamku, bo cała reszta (czytaj państwo polskie) ma go w d..., to dlaczego mam jeszcze wpuszczać ludzi na swoje pokoje? przecież to nie za państwowe pieniądze go doprowadzono do stanu używalności. jeśli zabytek to dobro ogólnonarodowe to niech cały naród wyłoży pieniązki na jego odbudowę i utrzymanie. jeśli robią to prywatne osoby to staje się to ich własnością, choć oczywiście z pewnymi zastrzeżeniami (zabytek to zabytek, zburzyć go teoretycznie nie można). a na Śląsku, Pomorzu czy Warmii i Mazurach jest jeszcze taki smaczek, że to najczęściej polityka państwa polskiego (na centralnym lub regionalnym szczeblu) doprowadziła go do ruiny (bo jak inaczej nazwać przegnanie właścicieli, zamianę funkcji na np. magazyn albo PGR, celowe dewastowanie lub celowe doprowadzanie do samoistnego zniszczenia), nie interesowano się tymi budynkami od pół wieku i nadal większość ma to gdzieś, więc wolę, żeby od tej pory państwo polskie trzymało się od nich z daleka. bo jak na razie nic dobrego dla nich z tego powodu nie wyszło
wyskakiwanie z Wawelem to trochę śmieszna rzecz i inny kaliber - jest oczywiście pewna grupa zabytków najwyżej wagi które nie mogą zostać prywatne i zamknięte. ale w żadnym kraju nie jest tak, że wszystko co uznano za zabytek musi być ogólnodostępne. nie zapominajmy, że w wyremontowanych zabytkach toczy się normalne życie ludzkie.
i nie jest takim pewien, czy na wyspach brytyjskich jest obowiązek wpuszczania turystów na swój własny teren, jeśli są one zabytkami. stawiałbym raczej na pragmatyzm - utrzymanie takiego czegoś sporo kosztuje, a pieniążki z biletów to już coś. tamte zamki często od wieków należą do jakiejś rodziny i nagle rząd stwierdza, że co niedziela masz wpuścić bandę ludzi z aparatami na twoje dywany i twoje pokoje. trochę nieciekawie by to wyglądało...
zauważ, że takich problemów nie ma np. w Czechach. tam też wszystko znacjonalizowano i obecnie niemal wszystkie zamki i pałace są państwowe (niektóre zwrócono dawnym właścicielom), ale bardzo rzadko zdarza się ruina. i niemal wszystkie są otwarte (czasem dwa miesiące w roku, czasem dzień w tygodniu, ale są). no, to jednak trochę inna bajka...
