Tydzień temu byłam a Tatrach. Zdjęcia poniżej. Kto ma cierpliwość zapraszam do relacji (mocno okrojonej, realcja ze szlaku zaczyna się w zasadzie od połowy:)
http://picasaweb.google.pl/mrowka337/Gosia#
W podróż z Wrocałwia udałam się samochodem licząc, że będzie mniej męcząca od pociągu. I tu się myliłam. 60 km autostrady z Katowic do Krakowa wystałam w korku 2 godziny gotując się w aucie nieziemsko (nie polecam, autsotrada w remoncie odkąd pamietam no i oczywiście płatna ) Z tego gorąca nie zuważyłam zjazdu na Chyżne / Zakopane i wpakowałam się do Krakowa gubiąc się tam na kolejną godzinę! Potem dotarłam do zakopianki a nią już spokojnie do samych Tatr! Widok wyłaniających się gór był przepiękny. Na miejsce noclegu wybrałam Murzasichle bo blisko samych gór i nazwa mi się podobała. W atlasie samochodowym wyglądało to na mała wioskę, ale jak w nią wjechałam to ciągnęła sie bez końca! Wielkie góralskie chawiry -drewniane i murowane - nie miały końca. Niektóre wielkie niczym hotele, do tego autobusy z młodzieżą szkolną i wyścigi bmw i innych na głównej drodze. Porażka. Pomyślałąm sobie, zupełnie nie jest to swojski, drewniany raj jaki oczywiście sobie wyobraziłam. Chłe chłe. (wracałam w tarty ‘po latach’). Dojechałam do końca wioski i skręciłam do lasu na posiłek. Wysiadłam zauta po jakiś 7 godzinach totalnie zmarnowana

Zjadłam i poszłam poszukąć noclegu. Szłam przez wioskę zastanawiając się do której chaty uderzyć. W pierwszej był komplet ->wycieczka szkolna. No i dobrze! Z tłumami nie będę szaleć. Szłam dalej rozglądając się za czymś bezpiecznym. Zobaczyłam szyld "U Barabary". Pomyślałam u kobiety napewno będzie dobrze. Gdy weszłam na podwórko (z dala od głównej ulicy) ukazał mi się sielankowy widoczek. Chłopak kosi trawę (najprawdziwszą kosą), dookołą biegają dziatki, w tle widok na giewont a na powitanie biegnie do mnie biały szczeniak! No, takie przywitanie bardzo mi się spodobało. Modliłam się o wolne miejsca. Chłopak kazał iśc do domu zapytać mamę. Pani Barbara obwieściła, że cały dom pusty i mogę zostać (nocleg 25zł -super!) Wdrapałam się z plecakiem na 3 piętro i z wdzięcznością zauważyłam że pokój był z przepięknym widokiem na Tatry. Ległam próbując odetchnąc po podróży, ale szczęście totalnie mnie rozpierało więc poszłam na taras pogapić się na góry. Zmęczenie powoli opadało, ogarnniał mnie błogostan i stwierdziłam, że w sumie to w żadne góry pchać się nie mam siły. Wystarczy,że na nie popatrzę (ten stan oczywiście nie utrzymał sie długo

Następnego dnia dojechał kolega i rano udaliśmy się do Kuźnic. Tam założyliśmy plecaki na plecy i w drogę. Tutaj przestało być śmiesznie bo okazało sie,że z kondycją kiepsko, plecak ciąży a my musimy kawał drogi iść asfaltem. Dotarliśmy do niebieskiego szlaku (płacąc chyba 3,50 w butce żeby nas wpuścili) i Halą Jaworzynki ruszyliśmy do Murowańca. O dziwo bez asfaltu, chociaż pod górę, szło się lepiej. Gdy tylko weszliśmy na szlak zaczęło padać, ale jak zaczęliśmy wyciągać kurtki przestało i wyszło słońce. Cała sytuacja się powtarzała aż dotarliśmy do schroniska. W Murowańcu pokój 6 osobowy 32zł. Ludzi mało. Jeśli ruszać w Tatry to tylko poza sezonem. Ponieważ Alk a dopadła jakaś choroba poszłąm sama nad Czarny Staw. Na szlaku nikogusieńko! Marzenie poprostu. Nad stawem również ani jednej osoby. Posiedziałam tam trochę, nacieszyłam i wróciłam do schroniska. Zadowolona poszłam spać. Ale z Alkiem nie było najlepiej. Następnego dnia rano czuł się paskudnie. Plan był taki, że pójdziemy do Doliny Pięciu Stawów ale z plecakami i kiepskm stanem zdrowia stwierdziliśmy, że nie damy rady i musimy zadowolić się spacerkiem koło domu. Czyli Kasprowy, potem Świnica, Zawrat i przez Staw z powrotem. Jak się potem okazało nawet ten spacerek musiał zostać okrojony. Przy wyjściu dowiedzieliśmy sie, że nie ma możliwości przedłużenia noclegu (wszystko zajęte). Zostawiliśmy plecaki w bagażowni i poszliśmy na Kasprowy. Drogę przysłaniały nam chmury. W sumie to buda na Kasprowym nas nie pociągała i nie mielismy zamiaru tam zachodzić, ale weszliśmy do środka żeby napić się herbaty. Potem ruszyliśmy w kierunku Przełęczy Świnickiej. Gdy się do niej zbliżaliśmy usłyszeliśmy helikopter i zobaczyliśmy mały tłumek na przełęczy wpatrzony w dół. Nie zapowiadało się ciekawie. Na dole smuga krwi na śniegu ciągnęła sie 15 metrów! Ktoś spadł, ale nie wiemy czy szedł szlakiem czy nie. Poczekaliśmy aż helikopter odleci i poszliśmy dalej. Wiemy, że przeżył, ale wyglądało to bardzo źle. Poszliśmy jeszcze po łańcuchach kawałek dalej, ale było dużo śniegu i wiał silny wiatr. Bałam się ryzykować więc przed samym szczytem zawrociliśmy. Wiele osób przeszło tym szlakiem nawet zdużymi plecakami więc było do przejścia, ale ja się jednak bałam. Na przełęczy Świnickiej postanowilismy zejść czarnym szlakiem jak ten człowiek. Było stromo, śliska trawa i śnieg. Widząc krew na dole trochę się zblokowałam psychicznie więz znowu zawrócilismy i poszlismy tym samym szlakiem co weszliśmy. Potem już bez przygód do schroniska dotatarlismy mocno zmeczeni. O dziwo Alek ozdrowiał (chyba przez ten wysiłek fizyczny!) Zjedliśmy obiad, zabraliśmy plecaki i dolinką łagodnie zeszliśy do Kuźnic. Ale i tak po drodze widzieliśmy kolejną akcję ratunkową z helikopterem. W tą sobote helikopter widzieliśmy w sumie 4 razy (był też jakiś wypadek na Rysach). Potem kolejna noc u Pani Barbary i do domu ..