Rano szybkie pakowanie i przed 7 ruszamy do Ustronia Polany. Droga super, mały ruch więc dojechaliśmy do Ustronia przed czasem około 8.30.
O 9.12 mamy pociąg do Wisły Głębce skąd mamy zacząć wędrówkę.
Stacja PKP w Ustroniu otwarta dopiero od 10 ale dzięki uprzejmości Pani (była naprawdę bardzo życzliwa
Na stacji zjedliśmy śniadanko, pociąg przyjechał punktualnie, więc po wpół do 10 jesteśmy w Głębcach. Pogoda jak na razie jest rewelacyjna.
Ruszamy w końcu na szlak.
Trasę przejścia uzgodniliśmy jak niżej:
Wisła Głębce - Przełęcz Łączecko (niebieski), dalej az do Czantorii czerwonym przez Stożek, Soszów i zejście lub zjazd do Ustronia Polany.
Muszę powiedzieć że szlak niebieski bardzo mi się spodobał. Przy ścieżce bardzo dużo jagód objedliśmy się za wszystkie czasy
Na Przełęczy Łączecko mały odpoczynek i idziemy na Kiczory już czerwonym szlakiem. Dopiero pod samym szczytem spotykamy pierwsze osoby. Widoki ze szczytu były rewelacyjne! I tym razem jagody zbieramy do opróżnionej butelki po wodzie mineralnej (niektóre były tak duże jak wiśnie
Z Kiczor kierujemy się dalej na Stożek, po drodze mijamy bardzo fajne skałki, a na szlaku pojawia się już parę osób.
Docieramy do wybudowanych parę lat temu wyciągów przed Stożkiem i tu zaczyna się masakra. Ludzi tysiące z czego większość to sami rowerzyści. Jak się okazało w niedziele są jakieś mistrzostwa Polski w zjazdach i dziś maja treningi.
W schronisku mały popas (ceny bardzo wysokie, np. woda mineralna 6 PLN) i z nikłą nadzieją na spokój na szlaku ruszamy dalej.
Sto metrów od schroniska okazuje się że wszyscy ludzie zostają na Stożku a na szlaku totalne pustki. Idziemy więc w kierunku Soszowa, pogoda zaczyna się troszkę psuć i w pewnym momencie zaczęło padać, parę razy huknęło, wiec czym prędzej śpieszymy do schroniska pod Soszowem.
Jakie było moje zdziwienie jak dotarliśmy do Karczmy, którą zbudowano jakieś 200m od schroniska. Zostaliśmy tutaj coś zjeść - ceny jak na karczmę normalne ale za to porcje jedzenia bardzo małe (nie popisali się bardzo).
W karczmie było trochę ludzi jak się okazało praktycznie sami którzy przyjechali tu AUTEM!. Przysłuchiwaliśmy się rozmowie jednego z nich który objaśniał jakiemuś kumplowi jak tu dojechać - MASAKRA.
Na odchodnym dowiedzieliśmy się od tego samego gościa, że jak idziemy na Czantorię to musimy uważać bo bardzo łatwo szlak zgubić- hmmm ładnie się uśmiechnęliśmy podziękowali i poszliśmy dalej.
W schronisku pod Soszowem puchy, z 5 osób na ławeczkach przed schroniskiem a w środku nikogo w bufecie. Żeby wziąć pieczątkę musiałem się bardzo wyciągnąć bo nikt przez 5 min nie raczył podejść ani nie reagował na życzliwe halo i przepraszam. Na szczęście mam długie ręce
Zaraz za schroniskiem następny wyciąg którego wcześniej nie było
Ale nic idziemy dalej. Dochodzimy do stacji turystycznej Światowid gdzie niestety nie było jogurtu z jagód ręcznie robionego przez gospodynie (żonka trochę bardzo się tym zmartwiła bo chyba tylko to ją motywowało do dalszej drogi).
Od Światowida pogoda zaczęła się mocno chrzanić - wiatr zaczął mocno dąć i naszły chmury deszczowe. Podejście na Czantorię masakra - za każdym razem jak tam jestem dostaję mocno w d..ę.
Na górze już zero widoków, zaczynało lekko kropić i do tego tacie zaczęły kolana szwankować.
Dlatego też zdecydowaliśmy się na zjazd kolejką do Ustonia i chyba dobrze bo jak zjechaliśmy na dół to zaczynała się burza.
Droga powrotna do domu cały czas w mocnej ulewie.
Wyjazd uznaliśmy za bardzo udany, pogoda była rewelacja do chodzenia - było słonce ale nie grzało tak mocno - i pomimo braku widoków z Czantorii jesteśmy zadowoleni.
Odcinek z Kiczor do Czantorii bardzo się zmienił w ostatnich latach - dzięki mnogości wyciągów i całej reszcie dużo ludzi (w tym tych którzy wg mnie nie powinni tam być
Zdjecia w galerii poniżej:
http://picasaweb.google.pl/olo23333/Bes ... a18072009#